poniedziałek, 13 lutego 2012

"W ciemności" A. Holland...refleksje po projekcji filmu

Parę dni temu wybrałam się na film Agnieszki Holland „W ciemności”. Nie będę długo się rozpisywać o samej treści filmu, bo głośno o nim wszędzie – głównie z powodu nominacji do Oscara w kategorii film obcojęzyczny.


Masę mam refleksji po tej projekcji. Pierwsza i główna kołacząca mi się po głowie już w czasie oglądania to…Czy ja bym tak dała radę? Czy zdołałabym przetrwać w takich warunkach? Co więcej ...Czy zrobiłabym to co główny bohater Socha, czy zdobyłabym się na tego rodzaju poświęcenie?

Film mnie przeraził. Ale wcale nie ze względu na to, iż zobaczyłam jak ludzie musieli walczyć o życie przez 14 miesięcy w kanałach miasta i jak okrutny potrafi być człowiek dla drugiego….Ale dlatego, iż zdałam sobie sprawę, że my ludzie żyjący w XXI w. rzadko zdajemy sobie sprawę co tak naprawdę jest w życiu ważne. Nie doceniamy kompletnie tego co mamy i w jakiej rzeczywistości przyszło nam żyć.

Nie zamierzam tu wygłaszać referatu na temat tego co wszyscy wiemy – konsumpcyjny styl życia wszystkich nas zniewolił. Nie chodzi o to oczywiście by wrócić do czasów sprzed 60 czy 70 lat, umartwiać się czy być pustelnikiem, ale może raz na jakiś czas przypomnieć sobie o wartościach jakimi warto kierować się w życiu, zasadach górujących ponad rozwojem cywilizacji…Myślę, że tego typu filmy są w tym pomocne.

Wracając do samego filmu to duże brawa dla operatora. Dla przeciętnego jednak widza przynajmniej na początku – film może być ciężki w odbiorze. Dużo scen jest kręconych metodą „kamery z ręki”. Jest to oczywiście celowy zabieg, bo m.in. pozwala nam wczuć się w położenie bohaterów i niejako być nimi, a przynajmniej ich oczami. Ale ktoś nie przyzwyczajony do tego typu techniki operatorskiej – może się zmęczyć oglądając już pierwsze minuty filmu. Pocieszę – nie wszyscy to zauważają, a poza tym z czasem oczy się przyzwyczajają:)

Film jest nagrany bez patosu i zbędnego wyciskania łez – co często towarzyszy tej tematyce. Jest dość naturalistyczny. Są momenty kiedy lekko się dłuży. Minusem dla mnie są też zbyt częste i moim zdaniem nazbyt długie sceny seksu. Rozumiem ten zabieg ale kolejna z kolei taka scena jest już trochę nużąca i niczemu nie służy.

Znakomicie zaprezentowane zostały kolejne postacie. Nie ma tam czysto krystalicznych bohaterów i tych totalnie złych. Świat bowiem nie dzieli się na czarne i białe. Socha nie jest nieskazitelny i nie zawsze kierują nim szczytne pobudki. Uratowani Żydzi także nie są „święci”, są po prostu ludźmi…

Rola Roberta Więckiewicza – świetna, ale ja chyba generalnie mam słabość do tego aktora bo jest naprawdę dobry w tym co robi! Inni aktorzy – łącznie z dziećmi, spisali się również znakomicie, a zagrać w takim filmie łatwo nie było.

„W ciemności” uświadamia nam także inną prawdę znaną od dawna – w Polakach jest niestety bardzo dużo antysemityzmu.
Najgorsze jest też to, że patrząc na dzisiejszą rzeczywistość mało się pod tym względem zmienia na plus.

O filmie można by wiele opowiadać ale najlepiej go obejrzeć. Ja zachęcam, choć zdaje sobie sprawę, że nie każdemu się spodoba. To nie jest film zrobiony z wielkim rozmachem, patosem na miarę amerykańskiego kina. Pokazuje jednak to co trzeba i w sposób bardzo prawdziwy, bez zbędnego naciągania widza na wzruszenia.


Uwielbiam Agnieszkę Holland i mam nadzieję, że Oscara otrzyma, choć wiem, że konkurencja jest duża. Sama nie oglądałam filmów – konkurentów w tej kategorii, więc nie jestem do końca obiektywna – przyznaje. Poza tym cała machina głosowania na tą nagrodę jest tak rozbudowana i skomplikowana, że tak naprawdę ciężko powiedzieć czy to najlepszy film zawsze wygrywa. Z racji jednak, że jestem Polką – mam nadzieję, że wygra kino polskie!:)


Byliście może na tym filmie albo się wybieracie?


U mnie kolejny chyba będzie "Artysta".

Pozdrawiam
Magda

9 komentarzy:

  1. Zaciekawiłaś mnie, pewnie obejrzę i oczywiście trzymam kciuki za kolejnego "polskiego" Oscara;)

    OdpowiedzUsuń
  2. kurczę! moze jednak przełamię swoją żelazną zasadę i zobacże ten Polski film...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta zasada mówi, że nie oglądasz polskich filmów?:)

      Usuń
  3. Szczerze przyznam, że choć fanką tego typu filmów nie jestem, zainteresował mnie. Bardziej sposób w jaki go opisałaś, myślę, że z czystej ciekawości i chęci porównania go zobaczę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie ten film to połączenie kiczu z komercją. W ogóle mnie poruszył ani nie wzruszył. Spodziewałam się czegoś naprawdę wbijającego w fotel, a nie obrazu pokazującego same wyostrzenia. Czytałam książkę, która była inspiracją do tego filmu i moim zdaniem to, co tak naprawdę było w niej ważne, zostało pominięte (np. to jak tak naprawdę wyglądało ich codzienne życie w kanałach, jakie mieli problemy). Po drugie zostały dodane postacie. Po co? Żeby było więcej 'emocjonujących' momentów, żeby zwiększyć szanse na Oscara? Ja nie polecam.
    Saay

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiczu żadnego w filmie nie widziałam. A komercja? Z założenia to nie jest film kręcony dla kin studyjnych, Agnieszka Holland nie jest niszową reżyserką, robi duże kino i nie ma tam możliwości by nie otrzeć się o komercję. Czy w ogóle w kinie komercja jest możliwa do uniknięcia? Nie sądzę.
      Film także mnie nie wzruszył i tak jak napisałam w mojej małej "recenzji" o to właśnie chodziło i to mnie akurat cieszy. Zwykle ta tematyka właśnie wbija w fotel bo pokazuje sceny i tak ujmuje pewne kwestie, że nawet twardziel ma mokre oczy. Tu jest inaczej i bardzo dobrze. Nie używa się patosu i nie manipuluje się widzem. Wreszcie! Choć oczywiście są takie sceny, które bardzo bolą , ale są zupełnie pokazane inaczej niż np. w " Lista Schindlera". Film nie powoduje napięcia określonymi technikami, muzyką itp. To jest właśnie celowy zabieg Agnieszki i myślę, że na tym polega unikatowość tego filmu. A wcale nie jakiejś wyjątkowej tematyce, którą kino przerabiało już setki razy. Ale właśnie na tym jak to zostało pokazane.
      Jak napisałaś wspomniana książka (też ją przeczytałam) była tylko inspiracją dla scenariusza. To nie jest ekranizacja tej książki. To ogromna różnica i bardzo dobrze, że ekranizacją nie jest.
      Czy dodanie postaci zwiększyło emocje? Moim zdaniem zupełnie nie. Nie widzę czegoś takiego tam.
      Co do Oscara...Wątpię, żeby Agnieszka kręcąc ten film myślała...."Jakby to zrobić, jakby to pokazać by Oscar wpadł mi w ręcę...". Szczególnie, że film był kręcony 2 lata temu. Nie jest anglojęzyczny, a nominacja do Oscara w tej kategorii to w zasadzie loteria. Myślę, że pracując nad filmem nawet przez myśl jej nie przeszło słowo Oscar:) Gdyby to był jej cel wyłączny - nakręciłaby film w USA gdzie pracuje na stałe. Poza tym prawda jest taka, że na Oscara pracuje już później producent i dystrybutor a nie sami twórcy. Smutne to ale prawdziwe.

      Podsumowując. Czy to jest film, który wbija w fotel? Nie. Czy to jest wielkie kino? Nie. Czy ten film niesamowicie wzrusza? Nie. Czy to jest najlepszy film jaki obejrzałam? Nie. Czy ma wady? Owszem. Za to właśnie go cenię.
      Jak ktoś chce płakać, oczekuje patosu i zamrożenia na 2,5 h - spotka go rozczarowanie, bo to oznacza, że czegoś innego oczekuje w kinie.
      Jak ktoś chce wyjść z filmu z ważnymi pytaniami w głowie, jakie rzadko stawiamy sobie w życiu...Polecam.

      Serdecznie też dziękuję Ci za Twoją opinię. Jest inna od mojej ale miło było ją poznać. Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. No widzisz, a ja właśnie spodziewałam się tego, co napisałaś w ostatnim akapicie. Tego, co dała mi książka i dlatego wyszłam z niego bardzo rozczarowana. Zawiedziona, że ten film jest tylko poprawny, dobry. Potrzebowałam właśnie takiego katharsis i z takim nastawieniem szłam do kina. Ale cóż, w efekcie kolejny film - "Róża" zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie.

    Również dziękuję za miłą dyskusję. Saay :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Proszę o nie reklamowanie w komentarzach swoich stron, blogów, sklepów itp. Będę wdzięczna za nie linkowanie i uszanowanie tego. W innym przypadku będę je natychmiast kasować.
Magdalena