wtorek, 26 sierpnia 2014

Dermedic Angio Preventi Lekki krem ochronny maskujący rumień SPF 15. Recenzja.

Z opisu wywnioskowałam, że produkt dla mnie idealny. Mam skórę naczyniową, mocno rumianą, wrażliwą. Poza tym cenię dermokosmetyki i lubię markę Dermedic. Jak to wyszło "w praniu"? Zapraszam na recenzję.



Słowo od producenta


Skład


Opakowanie
Odkręcana tubka 45 ml. Zapakowana w kartonik. 


Cena
Ok. 17-20,00 PLN/45 ml. 

Gdzie kupić?
Tylko apteki. Zarówno stacjonarne jak i internetowe.

Zapach
Bardzo leciutki, delikatny. Przyjemny. 

Konsystencja
Typowo kremowa. Mimo informacji, że krem jest lekki, wg mnie idzie bardziej w kierunku gęstego, treściwego produktu.


Wydajność
Nie zużyłam jeszcze całej tubki. Ale jak do tej pory zauważam, że krem jest wydajny.

Moja opinia
  1. Powiem tak. Chyba spodziewałam się czegoś lepszego. Istnieje też wysokie prawdopodobieństwo, że produkt super spiszę się jesienią i zimą. Bardziej niż latem, kiedy to przyszło mi go testować.
  2. Przede wszystkim wg mnie nie jest lekki. Nie wchłania się błyskawicznie, ale też nie trwa to wieki. Zostawia na skórze delikatny film. Dla jednych może to być plus, dla innych minus. Czuć go na skórze. W upały nie było mi z tym dobrze. Na lato dla mnie za tłusty. Nawet na noc. Świeciłam się po nim dość szybko, mimo zapewnień producenta, że zawiera kompleks matujący. Tego nie zauważyłam. Być może wynika to z faktu, że mimo skóry mocno skłonnej do rumienia i naczyniowej, nie mam jej suchej.
  3. SPF 15. Z jednej strony fajnie, że jakiś filtr posiada. Z drugiej, w przypadku osób z trądzikiem różowatym, płytko unaczynionych, taka ochrona to zdecydowanie za mało. Szczególnie w miesiące wiosenno-letnie.
  4. Lekko zielonkawy kolor kremu, powoduje neutralizację zaczerwienienia twarzy, ale nie w sposób doskonały. Nie, nie mamy twarzy Kermita:) Nie bójcie się. Zielonkawy odcień nie jest totalnie widoczny. Maskowanie jednak rumienia odbywa się na poziomie średnim. Pierwsze 2 h jest ok. Potem niestety działanie słabnie.
  5. Twarz po nim jest miękka, miła w dotyku, gładka, całkiem dobrze ukojona. 
  6. Bardzo dobrze nawilża i łagodzi podrażnienia.
  7. Czy uszczelnia naczynia? Wierzę, że tak. Ciężko to jednak naocznie stwierdzić w 100%. Podczas jego stosowania moja naczynka były w normie. O zniknięciu pajączków itp. oczywiście wszyscy wiemy, że w przypadku żadnego kremu nie może być mowy.
  8. Wystarczy bardzo mała ilość by pokryć twarz. Przy grubszej warstwie, zaczyna się ciężko wchłaniać.
  9. Nie podrażnia, nie uczula. 
  10. Nie zapchał mnie.
  11. Nadaje się pod makijaż.
  12. Postanowiłam aktualnie zostawić go na zimę. Czuję, że wtedy sprawdzi się o wiele lepiej. Kremy o takiej konsystencji i działaniu super u mnie chronią skórę w mrozy i wtedy kompletnie nie przeszkadza mi warstwa jaką zostawiają na skórze. Lekkie przypudrowanie i wystarczy.
  13. Pewnie zrobię uaktualnienie tej recenzji podczas zimnych miesięcy. Bierzcie też pod uwagę, że ja naprawdę mam wysoce naczyniową skórę. Takie geny. Mało co ukrywa mój silny rumień. Przy mniejszym natężeniu problemu, produkt może być wystarczający, jeśli chodzi o maskowanie i samo działanie.
Dla kogo szczególnie? Dla kogo nie?
Dla osób preferujących dermokosmetyki. Szczególnie ze skórą suchą i wrażliwą. Będą z niego zadowolone osoby z lekkim rumieniem, czy też małym problemem naczyniowym. Jeśli przy tym lubicie czuć na buzi lekki film, to kosmetyk dla Was. 
Zdecydowanie bardziej na zimę niż lato.
Nie polecam osobom ze skórą tłustą. Chyba, że na noc. Wg mnie nie poradzi sobie z trądzikiem różowatym i go nie ukryje. Jest na to za słaby.


Podsumowanie
To nie jest zły produkt, ale ja wobec tego typu kremów mam bardzo wysokie oczekiwania. Ten ich do końca nie spełnił. Nie jest lekki, nie maskuje rumienia tak jak bym chciała, ale dobrze koi, wygładza i nawilża. Na moją opinię w dużej mierze pewnie wpłynęła pora roku, w jakiej go używałam. Jak na dermokosmetyk nie jest drogi. Pamiętajmy, że specyfiki na problem rumienia są zwykle dość kosztowne, a nawet 3-4 razy droższe często nie działają lepiej.
Update recenzji będzie w czasie lub już po zimie:)

Pozdrawiam!

11 komentarzy:

  1. U mnie kapryszenie skóry już się zaczęło, więc uważam sezon na łagodzące kremy za otwarty. Jednak tych zielonkawych nie lubię, wolę tradycyjne formuły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kolor nie jest zły. Po rozsmarowaniu nic nie widać. Znam kremy co w koło dają zieloną poświatę na twarzy i to jest straszne:)

      Usuń
  2. Szkoda, że nie do końca zdał egzamin, oby zimą spisał się lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda , że krem nie do końca spełnił Twoje oczekiwania .

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dzisiaj trochę zmarzłam, zjadłam gorącą zupę, "podgrzałam" się przy grzejniku i szybko mi burak na policzkach wyskoczył. Nałożyłam maskę uspokajającą Ziaja i zaczynam czuć miłe ukojenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekam na aktualizację do zimy, może wtedy się przekonam do zakupu kremu.

      Usuń
    2. Dam znać, jak się spisał w miesiącach zimowych.

      Usuń
  5. kupiłam go mamie na urodziny, bardzo go sobie chwali :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Proszę o nie reklamowanie w komentarzach swoich stron, blogów, sklepów itp. Będę wdzięczna za nie linkowanie i uszanowanie tego. W innym przypadku będę je natychmiast kasować.
Magdalena