czwartek, 1 stycznia 2015

Trzy mascary do rzęs, których kompletnie nie polecam. Tuszowe buble. Recenzje.

Zanim je obsmaruje, wspomnę jakie mam rzęsy. Nie mogę na nie narzekać. Są całkiem długie, ładnie naturalnie podkręcone. Objętość w porządku. Minusem jest fakt, że mają jasny, wręcz biały kolor. Regularnie raz na 4 tygodnie farbuje je czarną henną. Kondycja w porządku. Dwa razy w życiu miałam przedłużane rzęsy metodą 1:1. Kilka lat temu przedłużałam je stale około 3 lat. Po 2 letniej przerwie, ponownie zdecydowałam się na ten zabieg i kontynuowałam go przez kolejny rok. Obecnie moje rzęsy są naturalne, a przedłużanie nic a nic nie wpłynęło negatywnie na ich porost, zdrowie i wygląd.
Ze względu na bardzo tłuste powieki i mocno opadającą powiekę, nie wiele tuszy daje radę u mnie radę przetrwać cały dzień bez rozmazywania się, odbijania itp. Te, którym się to udało wielbię pod niebiosa i śmiem twierdzić, że jeśli u mnie pozostały nienaruszone do wieczora, u innych przetrwają powódź i trąbę powietrzną w jednym:)
Muszę też wspomnieć, że mascary w zasadzie mnie nigdy nie podrażniają. Nie noszę soczewek, ani okularów. Chyba tylko 1-2 razy w życiu zdarzyło mi się lekkie swędzenie od jakiś tuszy. Za to mam podatne oczy na łzawienie np. w wyniku wiatru, mrozu, słońca i innych czynników zewnętrznych.

Te 3 produkty miałam okazję przetestować przez ostatni rok i zdecydowanie mnie rozczarowały.

1. Rimmel Wonder'full Mascara with Argan Oil.
Dostałam w prezencie od koleżanki. Całkiem niedawno była intensywnie reklamowana. Opakowanie przykuwa wzrok i jest bardzo eleganckie. Design ciekawy. Na tym koniec plusów. Tusz nie robi nic. Wiele osób przeraża ogromna szczotka. Jest naprawdę baaaardzo duża duża. Ja akurat preferuje takie szczoteczki i to mnie jakoś nie zniechęciło. Ale....choć "przejeżdżałam" po rzęsach po kilka razy, mascara w ogóle na włoskach nie osiada. Aplikator jest niezwykle giętki. Odgina się i nie nanosi produktu. Po 3-4 warstwach efekt jest ledwo zauważalny. Kolejne "razy" niczego nie zmieniają. Nie uzyskałam żadnego wydłużenia, pogrubienia, zagęszczenia. Nie skleja, ale też nie daje żadnego efektu. To co uda się minimalnie nanieść, rozmazuje się po 30 minutach lub opada drobinkami pod oko. 
Kosmetyk dzięki olejkowi arganowemu ma pielęgnować. Średnio w to wierzę. Stale nie używałam, dlatego tu nie bardzo mogę się wypowiedzieć.
Poczyniłam kilkanaście podejść. Odłożyłam na miesiąc i wróciłam ponownie. Stosowałam pod nią ukochaną bazę/serum z Eveline. Fiasko za każdym razem. 
Cena bez promocji: ok. 30 PLN/12 ml.
2. Astor Big & Beautiful Boom! 24 h Volume Mascara.
Co to w ogóle ma być? Bubel ogromny. Otrzymałam do testów od marki. Bardzo lubię Astor, ale o tej maskarze nie mogę powiedzieć nic dobrego. Podobnie jak powyższy Rimmel, ma bardzo dużą szczotkę, Wonder'full jednak ją wielkością przebija. Nie dociera do każdej rzęsy, zaledwie do paru. W zasadzie w ogóle nie maluje. Sytuacja powtarza się jak z poprzednikiem. Aplikujemy raz, drugi, piąty, a rzęsy nadal wyglądają tak samo. Produkt nie pozostaje na nich. Absolutnie nic nie jest widoczne. W wielkich bólach końcem aplikatora udało mi się kilka razy pomalować dolne rzęsy. Po godzinie wszystko miałam na policzkach w postaci czarnych kropek. 24 -ro godzinna trwałość? Totalne bajki.  Najlepsze jest to, że producent zapewnia, że tusz błyskawicznie pogrubia, wydłuża rzęsy i nanosi się w mgnieniu oka. Do tego nadaje oczom zmysłowości już po jednej warstwie i dociera do każdej najmniejszej rzęsy. 
Tak się składa, że wszystko jest na odwrót. Nawet jedna obietnica nie jest spełniona. Ciężko kosmetykiem wyczarować naturalny look, nie mówiąc już o jakiejś zmysłowości i dramatycznym spojrzeniu.
Cena bez promocji: ok. 30 PLN/12 ml.



3. Clinique Lash Doubling Mascara.
Z założenia ma dwukrotnie pogrubiać i maksymalnie wydłużać. Z tym pogrubieniem bym się spierała, za to nadawanie długości jest w porządku. Ma kilka plusów. Szczoteczka dociera do nawet najkrótszych rzęs. Nic a nic nie skleja, ładnie rozdziela, dobrze nanosi produkt. Ciężko mascarą nawet po kilku warstwach wyczarować efekt sztucznych rzęs czy maksymalnie otwartego oka, ale na co dzień jak najbardziej ok. Ja jednak wolałabym większe pogrubienie i na to liczyłam. Czerń zbyt mało nasycona. I coś co kompletnie ten tusz u mnie dyskwalifikuje to brak trwałości. 30 min od aplikacji mam oko pandy. Jestem obmazana tuszem pod okiem, nad okiem, po bokach, wszędzie. Nawet po jednej warstwie. Mascara nie przetrwała nawet godziny siedzenia w domu na kanapie. Musiałabym chyba nie mrugać. W zderzeniu z wilgotnym powietrzem (nie deszczem!) po dojściu z domu na parking (200 m!), w aucie wszystko zmywałam chusteczką. Wyglądałam jakbym węglem mazała sobie po powiekach. Sorry, ale za taką cenę produkt nie może sobie migrować po twarzy zaraz po wykonaniu makijażu. Wibo za 10 PLN trzyma się bite 10 h, a Clinique nie daje szans na spokojne wyjście z domu bez poprawek? To jakiś żart.
Myślałam, że po 2-3 tygodniach okaże się lepsza. Nic z tego. Nawet miesiąc po otwarciu jest tak samo kiepska.
Muszę dodać, że moją opinię na jej temat opieram akurat na gratisowej miniaturce, otrzymanej w ramach akcji Sephora: Wymień stary tusz na nowy Clinique. Pełnowymiarowego opakowania nie miałam i nie planuję kupić. Jestem bardzo rozczarowana. Gdybym wydała na nią ponad 100 PLN, klęłabym swoją decyzję dobre kilka tygodni.
Cena bez promocji: ok. 115 PLN/8 g.



U mnie się nie spisały. Nie mogę polecić żadnej z nich. Ale może Wy macie inne zdanie na ich temat? Podzielcie się opinią  Zawsze to daje pełniejszy obraz danego produktu i bardziej obiektywny.

Buziaki!

49 komentarzy:

  1. U mnie z maskarami też problem, ciężko mi znaleźć taką która będzie działać, sklejanie, kruszenie, efekt pandy, próbowałam nawet tych z Covergirl, bo duże zróżnicowanie i wiele osób polecało i nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie największy problem to brak trwałości. Ze względu na tłuste powieki i opadającą poduszeczkę na oko rzęsy do niej dotykają i tusz się rozmazuje. Ale akurat Covergirl to mój tusz ukochany. Szczególnie pomarańczowy. Najtrwalszy jaki miałam, pobija wszystkie i daje znakomity efekt. Zdecydowanie numer jeden. Ale wiadomo, że każde oko i rzęsy są inne.

      Usuń
  2. Ostatniej nie miałam jednak tych dwóch pierwszych nie polecam - koszmarnie wyglądały na moich rzęsach o ile w ogóle można mówić o "wyglądaniu" :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Dla mnie te dwie pierwsze nie robią nic.

      Usuń
  3. Na szczęście nie miałam tych tuszy :-) obecnie mam maskary z Eveline, Loreal, Rimmel I pasuje mi zrobić im recenzje :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz używam jednej z Eveline i jestem zachwycona. Zdecydowany hit, szczególnie biorąc pod uwagę cenę.

      Usuń
  4. Ja też nie przepadam za maskarami Clinique...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mam próbkę drugiej od nich - w takim zielonym ciemnym opakowaniu i jest lekko trwalsza od tej, ale nie dużo. Po 3 h też efekt pandy:(

      Usuń
  5. Pierwszy mam w zapasie, ciekawe czy będę narzekać;)

    OdpowiedzUsuń
  6. miałam i Cliniqua i ArganOil i uważam podobnie. Widzę, że też lubisz efekt pogrubienia, więc polecę Ci moje zeszłoroczne odkrycie - Luxury Paris - tusz z Biedronki (produkcja Eveline) kosztuje grosze, a daje niesamowity efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie używam jednej z mascar Eveline i jestem zachwycona. Dzięki za polecenie. Zanotowałam.

      Usuń
  7. nie miałam żadnej z nich, ale skoro są tak kiepskie to nawet nie chcę próbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie maskara Rimmela całkiem fajnie się spisuje. Dwie warstwy i rzęsy są ładnie podkreślone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że u Ciebie się sprawdza. Niestety u mnie zero efektu.

      Usuń
  9. Nie miałam żadnej z prezentowanych przez Ciebie maskar, miło wiedzieć, że nie do końca się sprawdzają :)
    Moją ulubioną maskarą jest Hypnose Drama od Lancome, choć przyznaję, że ostatnio odkryłam super maskarę z Yves Rocher 360 :) Polecam obydwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czaję się na tą mascarę z Lancome.

      Usuń
    2. Też obecnie używam Hypnose Drama i bardzo polecam. U mnie sprawdza się też Loreal False Lash Wings czy jakoś tak :)

      Usuń
    3. Tego z Loreala nie miałam. Lancome kusi ale od dłuższego czasu mam złe doświadczenia z drogimi mascarami. Prawie każda mnie rozczarowuje i zauważam, że te tańsze często o wiele lepiej się u mnie sprawują, choć oczywiście nie jest to reguła.

      Usuń
  10. Dzięki za ten wpis! Rimmela i Astora chciałam kupić bo obie maskary bardzo mi polecano :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety nie mogę ich polecić.

      Usuń
  11. nie miałam żadnej z nich...
    ja najbardziej lubię Colossala Smoky eyes, mój nr 1 od chyba 3 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo też lubię ten tusz i jest zdecydowanie w pierwszej trójce. Ale dla mnie nr jeden to pomarańczowy Covergirl.

      Usuń
  12. U mnie Rimmel też się kompletnie nie sprawdził, i bardzo szybko "spada" z rzęz bardzo to wkurza, do bani on jest, tych dwóch nie miałam.
    Wszystkiego dobrego w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. 1 który pokazałaś czeka na użycie u mnie

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze mi się nie zdarzyło być zadowoloną z maskar Rimmela lub Astora. Jakoś nie mają ręki do tych produktów te firmy. A raczej firma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Rimmela to chyba moja druga mascara i poprzednia też była kiepska. Z Astorem jeśli chodzi o tusze mam małe doświadczenie.

      Usuń
  15. Ja lubię tego rimmela, sprawdza się na tyle dobrze, że kupiłam kolejny raz. Jestem zadowolona, bo z moimi rzęsami naprawdę sobie doskonale radzi.
    Reszty nie znam, aczkolwiek ta z astora w drogerii wystraszyła mnie wielkością szczotki:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety u mnie Rimmel zupełnie nie maluje, w zasadzie zero.

      Usuń
  16. Dobrze, że się nie zdecydowałam na ten tusz z Rimmela

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się z Tobą, miałam wszystkie 3 i żadna się nie sprawdziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jestem taka odosobniona w opiniach:)

      Usuń
  18. u mnie właśie przeciwnnie jestem bardzo zadowolona z Rimmel i kupiłam już drugie opakowanie - pierwsza mascara która właśnie "nie sypie" mi sie do oczu, nie uczula a co do efektu to ja właśnie lubie delikatny efekt jaki daje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety nie daje nawet delikatnego efektu. Zwyczajnie wcale nie maluje. Nie osadza się na rzęsach. Jeśli już to może na 2-3 rzęsach i kruszy się z nich po 30 minutach. Ale jeśli u Ciebie się sprawdza, to bardzo dobrze.

      Usuń
  19. Ani Astora ani Rimmela nie używam bo po nich zalewam się łzami. Tej Clinique nie miałam ale jak robi pandę to nie chcę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat mało co podrażnia, ale niestety efekt żaden.

      Usuń
  20. Rimmel jak widzę zgarnia same negatywne opinie. Szkoda, bo ciekawił mnie ten tusz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie same. Kilka osób napisało, że lubi ten tusz, na tyle, że kupiło drugie opakowanie, ale chyba opinii na nie jest więcej.

      Usuń
  21. Miałam tę pierwszą i również się rozczarowałam. Zapewnienia producenta oczywiście okazały się nieprawdziwe. :(

    OdpowiedzUsuń
  22. żadnej nie miałam i wygląda na to, że to dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przy moich nędznych rzęsach na pewno by się nie sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niekoniecznie...Ja mam długie rzęsy, całkiem ładne i może dlatego mam duże oczekiwania bo chcę je jeszcze bardziej podkreślić i tusze czasem nie dają rady? Sama nie wiem.

      Usuń
  24. Męczę Rimmela już jakieś 3 tygodnie. Efekt na rzęsach marny, za to całe oko dookoła ufajdane na 102. Okropnie grupa i duża szczota. Już dawno nie miałam tak kiepskiego tuszu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz.
Proszę o nie reklamowanie w komentarzach swoich stron, blogów, sklepów itp. Będę wdzięczna za nie linkowanie i uszanowanie tego. W innym przypadku będę je natychmiast kasować.
Magdalena