Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mac. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lipca 2013

Ulubieńcy kosmetyczni czerwca'13.



Ulubieńców w czerwcu nie ma dużo. Mam nadzieję, że z miłą chęcią poznacie moją czwórkę.


1. Avene Eau Thermale. Woda termalna.
Używam od ok. 7-8 lat. Zawsze jest u mnie w domu. W upalne miesiące szczególnie się przydaje, a że w czerwcu gościły u nas wysokie temperatury, wyjątkowo często z niej korzystałam. Do domu zawsze kupuje dużą ekonomiczną butlę 300 ml i praktycznie starcza mi na rok. Mniejszą standardową 150 ml zawsze zabieram na wszelkie wyjazdy. Dla mnie to niezbędnik na każdym urlopie. 



Spryskuje nią dla ochłody i odświeżenia twarz, włosy, całe ciało i stopy. Dobrze utrwala makijaż, zdejmuje ze skóry widoczną pudrowość czy sztuczny mat. Nadaje się również pod podkład i służy fantastycznie do spryskania pędzli np. przed nałożeniem fluidu czy cieni na mokro. Znakomicie koi cerę naczynkową, zmniejsza zaczerwienienie, łagodzi, nawilża, zdejmuje uczucie ściągnięcia z twarzy. Używam ją rano po przebudzeniu, czasami zastępuje mi tonik, wyborna podczas nanoszenia glinek by nie uległy szybkiemu zastygnięciu.
Idealnie sprawdza się gdy dopadnie nas poparzenie słoneczne, mamy opuchnięte nogi/stopy czy np. musimy przemyć ranę. Wiele razy przyniosła ulgę obtartym stopom, różnym zadrapaniom i skaleczeniom. Zbawienna na wszelkie ukąszenia np. przez komary. Lubię mieć ją w aucie. Przemierzyła też ze mną 5300 km podróży w USA i okazała się niezbędnikiem w trasie.
Trzy razy zdradziłam ją dla tego typu wód z Vichy, La Roche Posay i Iwostin, ale nie okazały się tak dobre jak ta z Avene. Dlatego ją kupuje stale. Wydajna i zawsze znajduje na nią dobrą promocję. Wielki plus za atomizer. Nie pryska, ale pięknie "rozsiewa" cudną mgiełkę jak letnia bryza. Czysta przyjemność!
Nie próbowałam jeszcze osławionej ostatnio Uriage. Podobno ta druga ma w sobie więcej minerałów i marketingowana jest jako jedyna nie wymagająca osuszania. Akurat tego ostatniego nie do końca pojmuje. Wody Avene od lat nigdy nie osuszam, a nie zauważyłam by powodowało to jakiekolwiek przesuszenie czy inne skutki uboczne. Wprost przeciwnie. Troszkę więc to dla mnie taki chwyt na Klienta...
Za niecałe dwa tyg. wyruszam na kolejny urlop więc by nie zabierać dużej butli wody Avene kupię dla porównania tą z Uriage. Zobaczymy jak się sprawdzi i czy pokona dotychczasowego ulubieńca w zasadzie nie tylko czerwca'13, ale kilku lat:)

2. La Roche-Posay Anthelios 50 Daily Anti-Aging Primer with Sunscreen.
Pisałam o nim parę słów przy okazji postu z zakupami w Stanach >>. Właśnie stamtąd go przywiozłam. Jak do tej pory najlepszy z filtrów jakie miałam. Ideał. Coś takiego właśnie zawsze chciałam mieć. Spełnia kilka ról na raz, a latem to szczególnie ważne. Jak w upały nie cierpię nakładać na twarz kilku warstw kosmetyków. 



Działa znakomicie ochronnie. Jest świetną bazą pod makijaż. Podkład, puder, wszystko rozprowadza się na nim cudowanie. Idealnie ukrywa rozszerzone pory, zmarszczki, załamania skóry. Wygładza i ujednolica cerę. Od razu po nałożeniu efekt jest diametralny. Konsystencja bajeczna. Kolor bezbarwny. Nic a nic nie bieli, nie jest tłusty, nie lepi się, nie podrażnia. Nie zapycha i jest wolny od parabenów. Cały dzień nie mowy o żadnym świeceniu, a jednocześnie nie przesusza. Działa przeciwzmarszczkowo, spokojnie stosując go mogę obyć się bez dodatkowego kremu na dzień. W bardzo wysokie temperatury wystarczy mi on, trochę pudru lub podkładu w kompakcie, ewentualnie minerały i tyle.
Jestem tylko zła, że nie jest tani i w Polsce dostępny chyba tylko przez zamawianie na Truskawce. Ale jak do tej pory to jedyny filtr jakiemu jakościowo nie mam nic do zarzucenia i w końcu stosowanie go to przyjemność, a nie tylko oczywista konieczność.

3. Balea Jeden Tag Shampoo Himbeere. Szampon malinowy.
 
Pisałam o nim niedawno recenzję >>. Odsyłam zatem Was do tego postu. Zapach, cena i jakość na piątkę!



4. MAC Kiss & Don't Tell Lipglass.
Ten błyszczyk w czerwcu absolutnie zawładnął moimi ustami. Pochodzi z limitowanej kolekcji Archie's Girls z kwietnia'13. Mocny cukierkowy, różowo-koralowy kolor. Na lato to świetny wybór. Jeszcze kiedyś nigdy bym takiego odcienia sobie ie kupiła. Uznałabym go za krzykliwy, a dziś? Jestem w nim zakochana:)

  
Lepsze zdjęcia koloru znajdziecie na portalu Temptalia >>.



Bardzo dobrze napigmentowany. Tworzy na ustach piękną taflę jakby wody, bez żadnych drobinek. Ma niesamowity połysk i jak na błyszczyk całkiem długo się utrzymuje. Jest lepki jak większość błyszczyków MAC, ale mi to akurat kompletnie nie przeszkadza. Do tego ta cudnie waniliowa woń i smak...Kupiłam go na zupełnym spontanie, ale nie żałuję. Komiksowe opakowanie to nie jest do końca moja bajka estetyczna. Muszę jednak przyznać, że gdy go wyjmuje z kosmetyczki budzi u mnie miły uśmiech i może mentalnie odejmuje trochę lat?:) Lubię swoje usta w tym kolorze. Twarz nabiera ciekawego rozbudzenia, wesołości i staje się bardziej promienna i dziewczęca. Czuję, że będzie mi towarzyszył stale przez całe wakacje.

 

Piszcie koniecznie co Wy polubiliście w czerwcu? Kosmetycznego i nie tylko.

Pozdrawiam
Magda

sobota, 14 lipca 2012

Co zawiera moja urlopowa kosmetyczka z kolorówką? Rozpoczynam ponad 2 tygodnie laby!:)

Jutro rano wyruszam na urlop. Nasze polskie piękne Mazury już na mnie czekają:)

Przygotowałam post co zabieram z kolorówki na ponad 2 tyg. wypoczynku.
Większość dni pewnie spędzę kompletnie bez makijażu, bo urlop rządzi się innymi prawami:) Będą jednak w drugim tygodniu takie wieczory, kiedy zamierzamy wyjść z głuszy i wybrać się do ludzi:)
Wracając na 2-3 dni zaplanowałam też wstąpić do znajomych, z którymi pewnie gdzieś wyskoczymy wieczorami, bo wtedy będę już w cywilizowanych warunkach:)

98% urlopu w moim wydaniu to będzie aktywny wypoczynek na ukochanych żaglach - pierwszy tydzień. W drugim namiot na dziko w totalnej głuszy nad samym jeziorem. Kajaki, rowery, bieganie, spacery, ogniska i generalnie bardzo spartańskie klimaty - czyli coś co kocham i co od zawsze kojarzy mi się z najlepszym wypoczynkiem na świecie!

Kolorówkę zawsze pakuje od ponad 2 lat w jedną kosmetyczkę marki NYX.
Pojemna, praktyczna, zgrabna i dla mnie idealna. Znakomita na wyjazdy 2-3 dniowe jak i na długie urlopy.



Zasada u mnie jest prosta - wszystko do makijażu ma się w niej zmieścić. Jak się nie zasuwa - to znaczy, że coś trzeba wyjąć i to coś ze mną nie jedzie:)




Do twarzy nie zabieram żadnego podkładu.
Podkład od miesięcy zastępuje mi krem BB - Lioele Dollish Veil Vita NN SPF25. Mój jest w kolorze 02 - zielonkawym.
Uwielbiam go!

                                                       
Z korektorów pakuję kamuflaż z Artdeco - niezastąpiony od lat. Ostatnio kompletnie nie stosuje korektorów, bo cera moja ma się naprawdę dobrze, ale zawsze go mam na jakby co...Nic nie tuszuje mi lepiej różnych niespodzianek jak właśnie ten produkt.

Drugim korektorem jest Bourjois Healthy Mix w kolorze 52.
Lżejszy od kamuflażu i nadaje się się także pod oczy. Poza tym spokojnie mogę go użyć jako podkład na całą twarz (w razie co:)). Bardzo go lubię.

Trzecim jest korektor w pisaku. Praktycznie została mi sama końcówka i chce go wykończyć. Max Factor Mastertouch
w odcieniu 306. Głównie pod oczy. Ale u mnie na inne partie twarzy też się sprawdza np. na płatki nosa.


Baza nawilżająca z Kobo. Ma praktyczną pompkę. Odkryłam ją niedawno. Może spokojnie zastąpić krem nawilżający i być zastosowana pod podkład albo sam puder. Na ciepłe dni - świetna.
Akcesoria drobne: patyczki i mały puszek do pudru czy poprawienia makijażu.

                                                
Puder z Mac Mineralize Skinfinish Natural. Mój kolor to Light Plus.
Od kilku miesięcy w połączeniu z kremem BB z Lioele - najlepszy duet.

Bronzer od Chanel -Chanel, Soleil Tan De Chanel, Bronze Universel Bronzing Makeup Base.



Bronzer matowy w kamieniu NYC w odcieniu 720A Sunny. Do konturowania - jeden z lepszych.
Sephora Highlightling Compact Powder. Połączenie rozświetlacza z bronzerem. U mnie często też spełnia rolę różu.
Na słoneczną pogodę - cudny.


Z róży zabieram dwa. Jeden to Maybelline Dream Touch Blush. Mam dwa i jestem w nich zakochana. Na wakacje jednak ze mną pojedzie kolor 02 Peach.
Drugi to Sleek MakeUp Blush - Life's Peach 922.



Rozświetlacz Bobbi Brown - Pink Quartz. Wysłużony już od 1,5 roku, ale nadal niezastąpiony.



Dla oczu ilość kosmetyków jest mniejsza. Wątpię żebym bawiła się w jakieś skomplikowane makijaże. Może być też tak, że ani razu nie nałożę żadnego cienia. Odkąd mam permanentne kreski - rzadko nakładam na oko więcej niż jeden kolor:)

Dwie małe paletki. W sumie w nich 7 cieni.
Baza pod cienie Urban Decay. Wiem wygląda jakby brała udział w dwóch wojnach światowych:) Ale wiele ze mną przeszła, a nadal jest dzielna!:)



Clinique z 3 naturalnymi cieniami.



W paletce Kobo jest tylko jeden wkład Kobo - Caffe Latte.
Pozostałe cienie to: Inglot 395 - niezawodny rozświetlacz pod łuk brwiowy i w kąciku oka, Mac Patina, Mac Satin Taupe.



Dodatkowo w kosmetyczce lądują cienie:
- Bell Satn Mat - wanilia 145 - wyrównuje nim koloryt powieki, przypudrowuje korektor, rozjaśniam oko, nic go jeszcze nie pobiło, od 5 lat mi towarzyszy każdego dnia

- Kiko EyeTech Look Eyeshadow - rozświetlający biały cień z gąbeczką - do kącika oka perfekcyjny, łatwo też podkreśla się nim dolną powiekę, łuk brwiowy - bez użycia dodatkowo pędzla

- przyjemny malutki lawendowo-fioletowy cień z The Body Shop - najbardziej go lubię w załamaniu powieki.



Kredka/cień z KIKO. Z jednej strony turkus. Z drugiej piękny srebrny grafit. Produkt wodoodporny i niezwykle trwały.
Kredka cielista na linię wodną z Basic. Jak do tej pory najlepsza dla mnie do tego celu.



Tusz do rzęs z Mac False Lashes. Stosuje pod niego serum do rzęs 3 w 1 - Advance Volumiere od Eveline. Odżywkę tą też kładę na noc.



Jako maniaczka produktów do ust nie mogę nigdy zabrać jednej szminki. Czasem biorę 5, czasem 10. Nie ważne, że potem używam stale jednej, ale wybór muszę mieć:)



Po kolei:
1. Masełko w sztyfcie z TBS o zapachu granatu - głównie nawilża, ale daje też lekki kolor czerwono-pomarańczowy.

2. Lancome Rouge In Love 322M - pełnowymiarowy tester - niedawny zakup i zachwycam się tą szminką każdego dnia.
3. Golden Rose nr 98 - szminka pasująca do wszystkiego i wszędzie.

4. Lakier do ust z YSL w kolorze Rose Vinyl nr 15. Od kilku miesięcy się z nim nie rozstaje. Niesamowicie trwały.

5. Essence - 55 Coralize me! Świetna tania pomadka w pięknym koralu.
6. Essence - 52 In the Nude. Ta sama seria. Bardzo fajny "nudziak".
7. Carmex miętowy.

Błyszczyki zabieram trzy.



1. Bonne Bell Lip Lites Strawberry. Jejku jak on przepięknie pachnie i smakuje. Do tego ma idealne rozprowadzenie i znakomity kolor oraz wykończenie.

2. Gosh Gloss Eclat&Brillance - 01 - bezbarwny z malutkimi drobinkami. Daje piękna taflę. Sprawdza się jako sam oraz nałożony na szminkę. W podróż praktyczny, bo ma lusterko i światełko:)

3. Astor Soft Sensation Liquid Care Lip Gloss SPF 12 - 103 Nude Rose. To zakup dzisiejszy. Urzekł mnie ten kolor. Po jednym dniu stosowania - jestem bardzo na tak.

Akcesoria do brwi od Tweezerman. Mini pęseta, szczoteczka, cień w kredce, utrwalacz włosków.



Pędzle do oczu.

Od Essence of Beauty - mała kulka.
Hakuro H77 - do rozcierania i cieniowania.
Mac 217 - do nakładania cieni i generalnie uniwersalny i najlepszy!
Sigma SS275 - znakomity pod łuk brwiowy i do załamania powieki szczególnie opadającej jak moja.



Pędzle do twarzy.

Sephora nr 45 do pudru mineralnego.
verydays Minerals - duża kulka teoretycznie do cieni. Mi służy do rozcierania korektora pod oczami, na nosie i w innych zagłębieniach twarzy.

Mały pędzel z podróżnego zestawu od Ecotools (było w sumie z nim 6 pędzli). Sprawdza się do przypudrowania korektora, wybranych partii twarzy. Uniwersalny, bo do oczu też go używam.

Duży Ecotools - do bronzera Chanel. Spokojnie też do pudru.

Podwójny Essence of Beauty. Jednym końcem konturuje twarz pudrem brązującym w kamieniu. Drugim nakładam rozświetlacz. Nadaje się także do różu i pudru.

Kolejny z mini zestawu Ecotools - mam zamiar aplikować nim róż w kamieniu. Możemy też bardzo dobrze konturować nim twarz czy nanosić puder oraz rozświetlacz.





Wybrane pędzle na zdjęciach są lekko brudne. Przepraszam, ale zdjęcia robiłam tuż po wykonaniu dziś makijażu rano. Oczywiście na urlop jadą czyste wykąpane:)
 
Tak wygląda kosmetyczka zapakowana. Zasunęła się....uffff:)



Jest dość pękata, ale zajmuje mało miejsca. Kosmetyki w niej są bardzo bezpieczne.



Istnieje możliwość, że rano malując się przed wyjazdem - jeszcze coś z niej wyrzucę, bo często tak mam:)




W torebce podręcznej na podróż mam też stale w kosmetyczce:
- puder matujący w kamieniu z Elf - w praktycznym opakowaniu z lusterkiem + gąbeczka
- pędzel wysuwany z Ecotools
- nawilżająca pomadka - "jajko" z EOS.



To wszystko.
Sama nie wiem...mało, dużo? W sama raz?
Co myślicie?

Lecę kończyć się pakować. Moje mieszkanie obecnie wygląda jakby przeszedł nad nim tajfun...:)

Buziaki. Trzymajcie się. Do poczytania za ponad 2 tyg!
Bądźcie grzeczni przez ten czas:):)

Magda

środa, 9 maja 2012

Pędzel Mac 217 - bardzo dobry wybór!

Tego pędzla w sumie chyba nikomu przedstawiać nie trzeba.
Znany jest niesamowicie.

Mac 217 to pędzel do makijażu oka.
Polecany od lat przez profesjonalistów jak i kobiety kochające makijaż:)



Kiedyś wydawało mi się, że wydanie kwoty około 100 PLN na jeden pędzel to kompletnie nie dla mnie.
A tu proszę stałam się w końcu jego posiadaczką.


Przekonała mnie cała gama pozytywnych recenzji i głównie fakt, że tym jednym pędzlem możemy wykonać praktycznie cały makijaż oka. Nawet makijaż bardzo skomplikowany.
Chciałam także mieć jeden pędzel do oczu na wyjazdy - tak by nie zabierać ich nie wiadomo w jakich ilościach.

Muszę powiedzieć, że pędzli mam od groma - różnych marek. Mimo to kompletnie nie żałuję zakupu tego modelu.


Sprawdza się u mnie wybornie!

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem kupna tego cudeńka, ale jak na złość w salonach Mac w Warszawie nigdy nie mogłam go dostać.
Za każdą moją wizytą pędzla nie było.
Panie w Mac mówiły mi, że przychodzi na miesiąc kilka sztuk i jest ciężko dostępny.
Mimo zwiedzania co jakiś czas trzech sklepów w Wawie - nigdy na niego nie trafiałam.

Z pomocą przyszła mi Ania - TheBrendaHugo. Znana z kanału YT i bloga - http://thebrendahugo.blogspot.com

Niezwykle jej za to dziękuję.
Zgadałyśmy się przez przypadek na Twitterze i przywiozła mi pędzel z UK, bo właśnie jechała do Polski na urlop.

Znajomości internetowe są niesamowite.
Niezwykłe jest to, że ktoś kogo zupełnie nie znasz oferuje Ci swoją pomoc.
Aniu ogromne dzięki jeszcze raz!

Nie tylko pędzelek dotarł do mnie błyskawicznie ale do tego wyszedł mnie o wiele taniej niż w salonach Mac w Polsce.
Wszystko dzięki pięknej Ani! (PS. Za jedno jej "nie lubię"..., że jest taka ładna i zgrabna:):)).






Wracając do pędzla.
Zgadzam się z wszystkimi opiniami, że pędzel jest świetnej jakości. Doskonale wyprofilowany.
Mi bardzo pomaga w łatwym i szybkim przygotowaniu makijażu rano, kiedy każda minuta jest na wagę złota.

Włosie jest idealne. Miękkie, a jednocześnie nie za miękkie tak by źle nakładało cienie.
Nie drażni powieki, pięknie cieniuje.

Tym jednym pędzlem możecie nałożyć wszelkie cienie, rozetrzeć je, cieniować załamanie.
Nałożyć także rozświetlacz w kąciku oka lub/i pod łuk brwiowy.
Spokojnie nałożycie też nim kolor na dolną powiekę.

Przyznam, że mam tzw. zamienniki tego pędzla - nawet kilka i złe nie są, ale kiedy stałam się posiadaczką Mac 217 - widzę teraz na czym polega jego fenomen.
Głównie właśnie na kształcie włosia.

Pędzel świetnie się czyści zarówno podczas makijażu, kiedy np. chcemy zmienić szybko kolor cienia jak i przy gruntownym czyszczeniu.
Żadne włosek jak do tej pory z niego nie wypadł.
Pędzel posiadam od około 5 tygodni.

Trzyma się stabilnie w dłoni.


Może jednak tylko wolałabym by włosie było czarne a nie białe.

Zachwyciłam się tym pędzlem głównie podczas urlopu we Włoszech.
Zabrałam na majówkę tylko ten jeden pędzel do powiek i spokojnie mi wystarczył.
Nie malowałam się codziennie, ale jeśli to robiłam nie miałam problemu z precyzyjnym wykonaniem makijażu oka tylko przy pomocy Mac 217.
Nie kusiło mnie sięganie po inne pędzle, bo ich zwyczajnie nie miałam:)

Co więcej spokojnie też nakładałam nim rozświetlacz na kości policzkowe i nad usta.
Nie zabrałam bowiem osobnego pędzla do tego kosmetyku.

Jestem też zaskoczona, że bardzo dobrze rozciera nim się granice między cieniami i cieniuje zewnętrzny kącik oka. Sprawdza się nawet lepiej niż wiele innych pędzli typu "kulka" specjalnie przeznaczonych w tym celu.

Odkąd go mam używam codziennie. Podczas urlopu i poza nim.

Pędzel bardzo polecam.
Jeśli chcecie kupić sobie jeden dobry pędzel do powiek - postawiłabym na ten.
Może zastąpić Wam wiele innych.
Nie jest tani, ale moim zdaniem lepiej wydać na jeden porządny niż całą gamę kiepskich czy średnich. Wtedy to wcale nie staje się bardziej ekonomiczne.



Może marzycie o jednym jedynym pędzlu z Mac?
Też bym postawiła na ten.
Oglądałam i testowałam inne ale powiem szczerze, że jakoś w tym momencie żaden tej marki mnie nie kusi. Większość z nich spokojnie zastąpicie akurat tańszymi.

Z tego co kojarzę w PL pędzel kosztuje 100 PLN.
Drogo, wiem.

W UK czy innych krajach wychodzi taniej.
Może więc w ramach wakacyjnych wyjazdów warto zaopatrzyć się w niego poza Polską albo na strefie bezcłowej?:)

Przestrzegam też przed podróbkami tego pędzla na Allegro czy eBay.
Ja bym jednak postawiła na salon Mac.

Mam nadzieję, że pędzel posłuży mi na długo.
Doświadczenia innych dziewczyn pokazują, że jest bardzo trwały.

Myślę, że jeśli zdecydujecie się na niego nie będziecie żałować.

Pozdrawiam Was w ten piękny słoneczny tydzień:)
Magda

środa, 11 kwietnia 2012

Zakupy/haul zbiorcze kosmetyczne z ok. 3 tygodni

Oto wynik moich kilku podejść do drogerii i innych sklepów kosmetycznych w ostatnich mniej więcej 3 tyg.:

 
Kolorówka:

1. Pomadka Mac Costa Chick - wykończenie Frost - 79 PLN
- chodziłam, chodziłam koło tej pomadki masę czasu, aż wreszcie zakupiłam; cudna jest!
 Na moich ustach wygląda tak:


2. Korektor Mac Studio Finish Concealer - w kolorze NC15 - 70 PLN/7g
- osławiony już od dawna, u mnie w rękach dopiero teraz:)

3. Pomadka Misslyn - w pięknym kolorze nude nr 298 - około 25 PLN
- mój pierwszy kosmetyk tej marki
- zachorowałam na nią po recenzji Aliny z http://brunettesheart.blogspot.com
- kupiona w małej zwykłej drogerii

4. Pomadka Celia z serii Nude - nr 602 - 12 PLN
- ostatnio ukochana i pięknie pachnie poziomkami, mimo że producent podaje, że to winogrona:)
- ponownie mała drogeria osiedlowa

5. Odżywka do rzęs Celia - żółta (jest kilka kolorów) - około 8 PLN/10 ml
- używam jej głownie do utrwalenia nieznośnych brwi, nic tak mi ich nie trzyma jak ona, choć to jeszcze nie jest pełnia doskonałości:)
- to już moje drugie opakowanie
- osiedlowa drogeria po raz kolejny:)

6. Pomadka Essence - Coralize Me nr 55 - ok. 8 PLN/4 g
- cudny koral, niesamowicie kremowa, za tą cenę rewelacyjna!
- drogeria Natura


6. Róż Yves Rocher - Jasna Morela nr 11 - był w promocji za 29,90 PLN/7 g
- także krążyłam w okół niego od kilku m-cy, promocja pomogła w podjęciu ostatecznej decyzji:)

7. Podkład Yves Rocher Niebrudzący 14 h - w kolorze Porcelanowy beż nr 100 - w promocji za 35,90 PLN/30 ml
- nie miałam podkładów tej marki, zachęcił mnie fakt, że nie brudzi i rekomendacja bratowej, która zużyła jego chyba z 4 butelki


Pielęgnacja:

1. Naturalna gąbka Konjak do demakijażu, oczyszczania i nawilżenia - nie mam pojęcia ile kosztowała:(
- do dostania w Rossmann

2. Dezodorant Malizia Green Tea - 9,99 PLN/100 ml
- mam słabość do wszystkiego co pachnie zieloną herbatą; poza tym to produkt jaki używałam lata temu i wzbudza we mnie miłe wspomnienia
- osiedlowy sklepik

3. Body Lotion Greenland - o zapachu mleka kokosowego z limonką - 100% naturalny - ok. 19 PLN/100 ml
- kupiłam go w drogerii Hebe, nie znałam wcześniej tej marki, skusiła mnie jego naturalność
- fajny ale szału nie ma, choć użyłam go dopiero parę razy
- świetny dozownik, dobry w podróż, wyjazd itp.
- niestety mało wydajny, a do tego nie tani jak za taką pojemność
4. Maseczka Dermo Minerały - redukująca trądzik - 100% natura - ok. 1,50 PLN/20 g (saszetka)
- nie znam tej marki, kupiłam maseczkę w Biedronce
- nie mam trądziku, ale zainteresowała mnie tym, że jest na bazie glinki
- ma zmniejszać łojotek, oczyszczać i działać antybakteryjnie
- nie używałam jeszcze, nie wiem jak się sprawdzi
- podzielona jest na 2 użycia

5. Olejek do kąpieli Marion - Energia SPA - 1,69 PLN/20 ml (saszetka)
- zawiera olejek mandarynkowy, cytrynowy i grejpfrutowy
- używałam wcześniej z tej serii antystresowego i był bardzo przyjemny
- występuje w 4 kompozycjach zapachowych
- sklepik na osiedlu obok domu

6. Żel pod oczy Avon z serii Planet Spa - z japońską sake i ryżem - 8,99 PLN/15 ml
- ciekawe czy to w ogóle sake widziało:)
- taki gadżecik, bo żeby to coś wielkiego robiło nam ze skórą pod oczami to niestety nie skłamię:)

7. Peelingujący żel do ciała Marion - zapach białej czekolady z pomarańczą - 4,89 PLN/100 ml
- lubię jego zapach, bardzo relaksujący
- nie jest to mocny peeling, ale mimo wszystko ładnie ściera naskórek
- mało wydajny ale za tą cenę raz na jakiś czas można spróbować
- są 4 różne zapachy
- osiedlowy sklep kłania się jeszcze raz:)

8. Peeling do stóp Avon - Limonka i mięta - 4,90 PLN/75 ml
- nie używałam jeszcze, skusiło mnie połączenie zapachowe:)

9. Peeling enzymatyczny Perfecta - wygładzający do skory wrażliwej i suchej - ok. 11 PLN/60 ml
- uwielbiam peelingi enzymatyczne, tego używam od 2 tyg. i naprawdę jak na razie jestem na tak
- tym razem Rossmann

10. Maska do włosów nawilżająca Alterra - granat i aloes - ok. 9 PLN/150 ml
- wszyscy ją chwalą, więc postanowiłam także jej spróbować; cena bardzo atrakcyjna, a do tego kosmetyk o dobrym składzie
- oczywiście Rossmann

11. Lotion/krem do rąk Royale Bouquet - zapach Vintage Rose - ok. 19 PLN/500 ml
- przyznaje poleciałam na opakowanie:), pięknie wygląda na mojej komodzie w starym stylu
- zapach róż też mnie uwiódł + praktyczna pompka:)
- kupiłam w drogerii Hebe



A i jeszcze krótka wzmianka o płatkach kosmetycznych.
Do tej pory ulubionymi i w dobrej cenie były płatki z Lidla.
Kupowałam je tonami przez ostatnie 2-3 lata. Jakiś czas temu jednak podpadli. Zmienili coś w nich i są do niczego.
Rossmannowe mi też nie pasują. Inne w jakich kosmicznych cenach.
Przerzuciłam się zatem na Biedronę - płatki Carea. Te zwykłe niebieskie były do tej pory ok, aloesowe także uszły.
Ale odkryłam trzeci rodzaj - fioletowych. Są super! Najlepsze z tych 3 biedronkowych. Może Wy już je znacie, ale ja ich wcześniej nie wiedziałam. Dla mnie to zatem nowość.

 


Niezwykle miękkie, tanie, nie rozdwajają się. Bardzo ok. Polecam!


Jeśli jakieś produkty interesują Was szczególnie, mówicie:)
Mogę zrobić recenzję, swatche kolorów itd.

Do następnego razu!
Magda