Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mythos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mythos. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Denko kosmetyczne. Recenzje 20 produktów pielęgnacyjnych. Evrēe, Fa, Sylveco, Pharmaceris T, Sanex, Lush, Verona, Isana, Avene, Floslek, Alverde, Perfecta...

Większość świetna. Jest jednak kilka wpadek. Chętnie dowiem się, czy znacie te produkty i co o nich myślicie?


Znakomity kosmetyk. Nie spodziewałam się, że krem kupiony na promocji za około 6 PLN, może okazać się tak wyśmienity. Pielęgnuje, odżywia, długotrwale nawilża. Skóra dłoni staje się miękka, gładka, przyjemna w dotyku. Bardzo porządny krem. Do tego tani i wydajny. Gęsty, ale wchłania się szybko. Zero lepkości, tłustej warstwy itp. Na zimę - ideał. Przyjemny zapach. Same plusy. Nawet przy bardzo zniszczonych dłoniach, migiem je regeneruje i ochrania przed czynnikami zewnętrznymi. Dobry skład, łatwa dostępność. Nie znajduje minusów. Z całą pewnością sięgnę po inne wersje. Ulubieniec ostatnich miesięcy. 

Prawie dwa lata temu używałam i sięgnęłam ponownie. Lubię i jak widać wracam. Znalazł się w ulubieńcach stycznia 2013, gdzie więcej o nim poczytacie. Delikatny i skuteczny, niesamowicie wydajny. Pięknie pachnie rumiankami i ma dobry skład. Można spokojnie nim myć oczy. Zmywa świetnie cały makijaż. 


To również powrót. Jeden z ulubionych żeli pod prysznic. Moja 2 lub 3 butelka. Przepiękny zapach i dużo olejków w składzie. Kąpiel z nim do czysta przyjemność. Nawilża i lekko natłuszcza ciało. Zero wysuszenia. W połączeniu z wodą tworzy na skórze cudowny myjący krem. Kocham. Opisałam go szczegółowo w ulubieńcach maja 2014. Zajrzyjcie, proszę.

Warta zakupu. Nieziemski zapach, super działanie. Włosy po niej rozczesują się błyskawicznie. Są gładkie, lśniące, zdyscyplinowane. Świetnie radzi sobie z moją skłonnością do puszenia się fryzury. Musiałam jednak aplikować odżywki niewiele. Gdy przesadziłam, szybciej kosmyki stawały się tłuste. Być może dlatego, że produkt dedykowany jest włosom suchym i zniszczonym. Ja takich nie mam. Dlatego minimalna ilość jest dla mnie wystarczająca. Bardzo ją polubiłam i szczerze polecam.


Teraz będzie konstrowersyjnie. Ten micel jest niezwykle wychwalany. To nie jest zły produkt, ale mnie nie ujął. Zmywa twarz dobrze, ale nierewelacyjnie. Z prostym makijażem oczu (bez eyelinera - mam makijaż permamentny) radził sobie słabo. Musiałam poprawiać Biodermą. Nie jest wydajny. Lekko się pieni, co mnie okrutnie denerwuje. Na domiar złego śmierdzi starą PRL-owską apteką. Znam doskonale ten zapach, gdyż jako dziecko wiele godzin spędzałam w takiej aptece, gdzie pracowała moja babcia. Do tej woni można się z czasem przyzwyczaić, ale to nie jest nic przyjemnego. Walorem jest fakt, że kompletnie nie podrażnia, jest łagodny, dodatkowo koi i nawilża, ma dobry skład. Bioderma nadal jednak zostaje moim nr 1. Ponownego zakupu Sylveco nie będzie.

Polecam gorąco. Świetnie oczyszcza. Pozwala trzymać cerę w ryzach. Łagodnie złuszcza i niweluje część zaskórników. Już po tygodniu widziałam na mojej twarzy rozjaśnienie, mniejsze wydzielanie sebum, czułam także przyjemną gładkość. Rekomenduje go nie tylko osobom, które borykają się z trądzikiem czy cerą tłustą. Każda skóra, nawet sucha, ulega zanieczyszczeniom i ma od czasu do czasu krostki, wypryski. Ten płyn szybko je niweluje, przyspiesza też gojenie ran, zadrapań itp. Kwas migdałowy działa cuda, do tego jest bezpieczny. Świetny wstęp do zastosowania mocniejszych kwasów lub ich uzupełnienie. 2% to niewiele, ale na początek będzie dobrym wyborem. Dodatkowym plusem jest to, że nadaje się do nawet najbardziej wrażliwych cer np. naczyniowych. Może też być używany w upały. To rodzaj kwasu, który nie wchodzi w reakcje ze słońcem. Razem z kremem 5% lub 10% z tej serii tworzy świetny duet. Będzie kolejna butelka.

7. Neutral Szampon przeciwłupieżowy.
Nie mam łupieżu i w tej kwestii wypowiedzieć się nie mogę o działaniu tego szamponu. Natomiast będę go wychwalać za świetny poziom oczyszczenia. Włosy po nim były niezwykle sypkie, długo świeże. Kompletnie bezzapachowy, może spodobać się mężczyzną. Duża wydajność i całkiem dobry skład. Jeszcze do niego wrócę.

Rozczarował. Zbiera dobre opinie. Kupiłam na promocji, ale nie zdał egzaminu w upały. Pewnie zimą przeszedł by test pozytywnie, ale źle trafił. Powyżej 30 stopni wymiękł. Ogólnie coś mi w nim nie grało. Nie czułam się z nim super komfortowo. Nawet gdy temperatury spadły poniżej 20 stopni. Niewydajny. Dziwny jakiś. Znam tańsze i dużo lepsze.


Zużyłam dwa te szampony. Pokazuje metalowe opakowanie, gdyż kostki znikły podczas mycia, wiadomo.
Lawendowo-rozmarynowy, dobrze oczyszczający. Przeznaczony głównie do szybko przetłuszczającej się skóry głowy. Relaksuje, wybornie pachnie, czyści na błysk. Włosy są puszyste, lśniące, zdrowe. Efekt znakomity. Ze względu jednak na silne działanie oczyszczające, nie polecam do częstego używania. Można przedobrzyć. Zdaje się nigdy nie kończyć. Wydajność ogromna. Daje gęstą pianę. Doborowy na wyjazdy. Zajmuje mało miejsca i prawie nic nie waży. Nie ma obawy, że nam się wyleje w bagażu. Nie mogę tego powiedzieć na 100%, ale wydaje mi się, że nie będzie odpowiedni dla włosów farbowanych. Może przyspieszać wypłukiwanie farby. Aktualnie mam włosy naturalne i dla mnie nie było z tym problemu, ale słyszałam takie głosy i skłaniam się ku temu, że mogą być słuszne.

10. Lush Ultimate Shine Nabłyszczający szampon w kostce.
Nie wiedziałam, że szampon może nadawać tak piękny połysk. Włosy lśnią, efektownie odbijają światło. Wyglądają na zdrowsze. Jak z reklamy. Serio, serio. Ma drobinki brokatu, ale są one bardzo dobrze zmielone. O dyskotekowej kuli zamiat głowy nie może być mowy. Widok błyskawiczny i porządany przed ważnym wyjściem, imprezą. Podobnie jak powyższa kostka, starcza na długo i sprawdzi się w podróży. Szerszego działania nie zauważyłam. Niestety może przetłuścić kosmyki. Szybciej po nim myłam głowę, niż po innych. Mimo wszystko polubiłam i chętnie aplikowałam raz na jakiś czas. Szukałam go na brytyjskiej stronie Lush'a i nie znalazłam. Chyba nie jest już dostępny.

11. Oriflame Hand Treatment Mask Maska do dłoni.
W ciągu kilku lat zużyłam kilka opakowań. Nie wiem nawet czy nadal jest w sprzedaży. Jestem zakochana w tym zapachu. Cudnie migdałowy. Używałam na noc jako krem lub grubszą warstwę jako maska. Kładziesz to przed snem, a rano budzisz się z dłońmi księżniczki. Delikatne, gładkie, niesamowicie nawilżone. Aż chce się je w koło dotykać. Starcza na wiele miesięcy. Relaksacyjna i dobrze pielęgnująca. Faworyt od lat w pielęgnacji dłoni. Lubię również tradycyjne kremy w tubkach z tej serii. 


Wszystko by było ok, ale czy to musi tak śmierdzieć? Dostałam na spotkaniu blogerów urodowych w Jastrzebiej Górze. Kosmetyk nowy, świeży, prosto od producenta. Poza tym to nowość i nie mógł stać na półce sklepowej milion lat świetlnych. Woń jest okrutna. To jakby zebrać 30 par brudnych skarpet noszonych cały dzień przez pracowniów fizycznych. Wrzucić je do wody i zagotować, a następnie powstały "wywar" schłodzić. Dramat. Za każdym razem to czułam i w miarę upływu czasu mój nos w ogóle się nie przyzwyczajał. Poza tym dużym minusem, dobrze zmywa twarz i oczy. Nie podrażnia. Odrobine się lepi, ale można to przeboleć. Ujędrnienia nie zauważyłam. Nie wysusza, lekko koi, rozjaśnia. Ale ze względu na skarpety...powtórki u mnie nie doczeka.

13. Isana Rasier Schaum Pfirsich Brzoskwiniowa Pianka do golenia dla kobiet.
Koszmar. Trafiła kiedyś w poście do totalnych bubli. Była swego czasu na nią moda. Wszyscy się zachwycali. Dla mnie to jakieś nieporozumienie. Zapach sztuczny, chemiczny, odpychający. Wydajna niezwykle i tania, ale do bani. Wychodzi gęsta piana, a po 2 sekundach na nogach znika. Wcale nie ułatwia golenia. Każdy zwykły żel pod prysznic robi to lepiej. Nie nawilża, nie koi. Zero działania. Męczyłam się z nią. Trafiła w róg szafki, potem w czasie porządków okazała się przeterminowana i skończyła w koszu.

Stosuje od nastu lat. KWC. Niepamiętam ile zużyłam butelek. Ale zapewne ponad 15. Nie znam lepszej. Dla mnie niezbędnik przez cały rok. Uniwersalna. Docenią ją głównie osoby z często "płonącymi" policzkami, wrażliwcy i naczyniowcy. Trafiła do ulubieńców lipca 2013, gdzie szerzej omawiam moją miłość do niej i zastosowanie. Zajrzyjcie koniecznie.


Recenzowałam ją w notce z 2012. Zdanie pozostaje niezmienne. Bardzo dobra polska maseczka do cery naczyniowej. Skuteczna, tania, spełnia większość obietnic producenta. Błyskawicznie łagodzi i zdejmuje z twarzy zaczerwienienie. Mało co koi tak jak ona. Nawilża, rozjaśnia. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia naczynka i zapobiega ich pękaniu. Stale wracam do tego kosmetyku i niezmiennie cenię.

Na przestrzeni lat był kilkakrotnie w moich denkach. Lubię go mieć. Starcza mi na wiele miesięcy. Nie używam każdego dnia, ale kiedy czuję, że moje włosy są matowe, bez wyrazu, (nawet zaraz po umyciu) to sięgam po ten nabłyszczacz. Kilka pryśnięć z daleka wystarczy by fryzura zyskała nową jakość. Nie obciąża, nie tłuści. Dobry na ważne wyjścia, imprezy. Tani i sprawdzony. 

17. Alverde Lotion do ciała z mango.
Dostałam w prezencie. Uwielbiam mango, ale to nawet koło tego owocu nie stało. Dziwny zapach. Raczej odpychający. Sam lotion dobrze się wchłaniał, ale na tym zalet koniec. Nie nawilżał, nie wygładzał, nie ujędrniał. Zero rezultatów. Pozostawiłał skórę lepką, jakbyśmy się wysmarowali kurzym białkiem. Blee... Dawałam kilka razy szansę i skapitulowałam. Lubię kosmetyki tej marki, ale to niestety bubel. Minął termin ważności i butelka poszła do śmieci.


18. Naturalny olejek z drzewa herbacianego.
Must have. Zawsze w moim domu. Cudo na wypryski, krostki, zaskórniki. Można stosować samego, również z maseczkami, żelami myjącymi, tonikami. Nie raz w moich denkach. Szczegółowa recenzja w poście z 2012 roku

19. Tami Bawełniane chusteczki higieniczno-kosmetyczne.
Nabyłam skuszona wieloma zachwytami blogerek i youtuberek. Spróbowałam małe podręczne opakowanie do testów. Miały świetnie zmywać maseczki glinkowe, służyć do wycierania twarzy po umyciu itp. Dla mnie bardzo słabe. Szybko się rwą. Do maseczek totalnie się nie nadają. Owszem bardzo miękkie, delikatne, przyjemne, ale za cienkie i za słabe. Trzeba użyć minimum 2 szt. na raz. Niewydajne i przez to nieekonomiczne. Znam lepsze o niebo i wkrótce Wam je zaprezentuje. 

Perfecta produkuje dobre jakościowo maski. Ta także trzyma poziom. Daje rozświetlenie, piękny zdrowy połysk, rozjaśnienie i nawilżenie. Dobra przed ważnym wyjsciem, gdy cierpimy na zmęczenie lub na twarzy pojawiła się szarość. Godna uwagi. 


Mam nadzieję, że post okazał się dla Was przydatny i będziecie wiedzieć po co sięgać, a co omijać z daleka:)

Uściski!

poniedziałek, 17 marca 2014

Mythos Hand & Nail Cream Olive + Green Tea. Recenzja kremu do dłoni.


Skład i słowo od producenta
Duży plus za brak parabenów, barwników syntetycznych, oleju mineralnego, silikonów i innych "świństw".



Opakowanie
Zgrabna tubka 100 ml. Miękka. Krem łatwo się dozuje do samego końca. Zamknięcie jakie lubię "klik-klak". Nie trzeba odkręcać nakrętki. Przyjemna dla oka grafika. Prosta i przyjazna.

Cena
Bez promocji 18-19 PLN/100 ml.  Ja spory czas temu na promocji w mojej aptece dałam za niego 11 PLN/100 ml.

Gdzie kupić?
W aptekach, sklepach zielarskich. Pełną listę adresów stacjonarnych znajdziecie tu >>Zakupu możecie również dokonać w sklepie online dystrybutora www.flax.pl.

Zapach
To główny atut tego produktu. Pachnie cudowanie zieloną herbatą. Wyczuwalna jest także lekko oliwa. Woń jest intensywna, przyjemna, mocno orzeźwiająca, znakomicie relaksuje. Bardzo długo utrzymuje się na dłoniach i w otoczeniu. Nie jest sztuczna, męcząca. Uwielbiam ją! 

Konsystencja
Dość rzadka, lejąca. Trzeba uważać, by przez nieuwagę nie spłynęła z dłoni. Osobiście wolę gęstsze kremy, ale wystarczy odrobina by dobrze nawilżyć skórę.


Wydajność
Świetna. Starczył mi na ponad pół roku codziennego używania. 

Moja opinia
1. Ogromny plus za zapach, o jakim już wspomniałam wyżej. Jeśli lubicie zieloną herbatę, to wg mnie będziecie z tego kosmetyku wyjątkowo zadowoleni. Nie nudzi się wcale.
2. Szybko się wchłania, ale nie można przesadzić z ilością. Gdy zaaplikujemy za dużo, wymaga dłuższego wcierania.
3. Nie zostawia lepkiej, tłustej czy jakkolwiek nieprzyjemnej powłoki. Jednocześnie skóra jest przyjemnie nawilżona, gładka, bardzo miękka. Niezwykle miło się ją dotyka. Ma się uczucie jakby lekko mokrych dłoni, ale to doznanie jest niezwykle komfortowe. Czegoś takiego nie spotkałam w żadnym innym produkcie tego typu.
4. Jestem pod wrażeniem, jak dobrze i na długo zatrzymuje w skórze wilgoć. Nawet jeśli ponownie umyjemy ręce, nadal krem działa. Nie wymaga częstego nakładania.
5. Łagodzi, koi, poprawia koloryt, rozjaśnia. Sprawdziłam to w czasie dużych mrozów. Egzamin zdał na 6+. Uspokaja skórę na medal w oka mgnieniu. Dla mnie to duży plus.
6. Producent informuje, że posiada filtry UVA i UVB oraz przeciwdziała starzeniu. Super. Pamiętajmy, że dłonie starzeją się szybciej nawet niż twarz. Sama jednak nie mogę powiedzieć, że jakoś odczułam to naocznie. 
7. Lubię go nanosić przed pracami domowymi typu sprzątanie. Dobrze zabezpiecza i ochrania.
8. Jako krem do codziennego użytku w ciągu dnia - idealny. Używacie i po chwili możecie robić wszystko, bez czekania że skóra dopiero po jakimś czasie przyjmie kosmetyk. Do tego ten relaks...Jakby się kładło przyjemny kompres...
9. Na noc też będzie ok. Choć ja zwykle kładąc się spać wolę użyć czegoś bardziej treściwego i tłustszego.
10. Cena wyższa niż wiele kremów drogeryjnych, ale skład o wiele lepszy i wydajność również duża.
11. Mały minus za zbytnią rzadkość produktu. Może czasem wyskoczyć go za dużo. Gdzieś poza domem, na szybko w aucie, podróży, na powietrzu itp. jest to mało praktyczne. Rekomendowałabym go do domu, na biurko. Mniej do torebki.


Dla kogo szczególnie? Dla kogo nie?
Krem polecam w zasadzie każdemu. Szczególnie osobom, które szukają produktu błyskawicznie się wchłaniającego, nietłustego, dobrze nawilżającego do codziennego użytku. Pod tym względem pobija wiele innych.
Zwolennicy woni naturalnej zielonej herbaty zakochają się w nim! Podobnie jak amatorzy wszystkiego, co nie zawiera sztucznych barwników, parabenów, silikonów, parafiny itp.
Bardzo dobrze łagodzi i zdejmuje z dłoni zaczerwienienie. Jeśli się z tym zmagacie, to ten krem może Wam pomóc.
Nie trawisz zapachu green tea? Nie jest to kosmetyk dla Ciebie. Potrzebujesz czegoś mega tłustego, gęstego? To też nie będzie dobry wybór.

Podsumowanie
Bardzo dobry krem. Jeden z lepszych jakie miałam. Warty swojej ceny. Uczciwie go polecam. 


Jakie są Wasze ukochane specyfiki do dłoni? Chętnie je wszyscy poznamy.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdanie z Mythos! Wygraj jeden z 2 zestawów greckich kosmetyków.


Razem z Flax Produkty Naturalne - dystrybutorem marki Mythos na Polskę, przygotowałam dla Was rozdanie kosmetyczne.

Do wygrania 2 zestawy Mythos, po jednym dla 2 osób.

- Mały ręcznik

- Mały ręcznik

 Regulamin konkursu:

1. Konkurs trwa od 10.02.14 do 28.02.14 do godz. 23:59.

2. Przeznaczony jest dla pełnoletnich użytkowników lub dla niepełnoletnich za zgodą rodziców. Dostawa tylko na adres w Polsce. Wysyłką nagród będzie zajmować się dystrybutor marki i fundator nagród - Flax Cosmetics.

3. Sponsorem wszystkich nagród jest dystrybutor marki Mythos - Flax Cosmetics.
  
                
           


Organizatorem jestem ja - 77gerda, właścicielka bloga 77gerda.blogspot.com.

3. Aby wziąć udział w zabawie należy spełnić następujące warunki:

- być publicznym obserwatorem mojego bloga, nie anonimowym (1 los)


wypełnić formularz i podać odp. na pytania w nim zawarte


- obowiązkowe jest także podanie swojego nicku pod jakim obserwujecie mój blog i maila

- pamiętajcie by nie pisać odpowiedzi w komentarzach, liczą się tylko zgłoszenia przez formularz.

4. Dodatkowe losy można zdobyć przez:
- polubienie mojej strony na Facebook (+2 losy)

polubienie strony marki Flax Produkty Naturalne na Facebook'u  (+2 losy)

- udostępnienie linku z rozdaniem na swoim Facebook lub/i Twitter (+2 lub 4 losy) 

- dodanie na swoim blogu notatki o konkursie (+ 3 losy)

- dodanie w pasku bocznym swojego bloga banera z info o konkursie (+ 2 los)

- umieszczenie mojego bloga na swojej liście blogroll

- pierwsze 7 osób z listy najaktywniejszych komentujących na blogu dostają + 3 losy.


5. Zgłoszenia z blogów, które są stworzone tylko do brania udziału w zabawie będę anulować.

6. Wyniki ogłoszę w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu.

7. Na adres szczęściarza czekam 5 dni od dnia ogłoszenia wyników.

8. Rozdanie obejmuje przesyłkę z wybranym jednym zestawem marki Mythos (jak na zdjęciu). Wygrywają 2 osoby.

9. Nagroda nie podlega wymianie na inną lub na ekwiwalent pieniężny.

10. Losowania dokonam z wszystkich odpowiedzi spełniających regulamin.

11. Jedna osoba może zgłosić tylko jeden udział. W innym przypadku zgłoszenia będą anulowane.

12. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)


Powodzenia!


sobota, 2 listopada 2013

Mydło rumiankowe Mythos Liquid Soap. Wspomnienie dziecięcych kąpieli z Bambi:) Recenzja.

Mydło jak mydło, ale...?
Pachnie moim dzieciństwem, a wszyscy wiemy, że tych zapachów nie zapomina się nigdy. 
Jeśli jesteście z mojego pokolenia lub starsi, dam sobie głowę uciąć, że pamiętacie rumiankowy szampon Bambi. Prosta, miękka butelka z białym korkiem, żółty płyn, a na etykiecie kolorowa kaczka. Gościł zawsze w naszej  łazience i był nieodłącznym elementem wieczornych kąpieli. Nie był wymieniany na inny, gdyż...innych zwyczajnie nie było:)
Do dziś pamiętam jego woń. Zapach rumianku i coś jeszcze...Nie wiem co, ale dokładnie tak pachnie greckie mydło w płynie Mythos Liquid Soap.


Spory czas temu otrzymałam go w prezencie od dystrybutora marki Mythos na Polskę. Substancje aktywne to: oliwka, rumianek, aloes i gliceryna. Jest bardzo delikatne. Dobrze się pieni, gęste, treściwe, lekko oleiste. Wystarczy kropelka by dobrze umyć dłonie. Pięknie koi i nie podrażnia. Może nie zauważyłam jakiegoś  spektakularnego nawilżenia, ale też nie wysusza skóry, nawet lekko ją przyjemnie natłuszcza, moim zdaniem dzięki olive oil.
Nie zawiera wielu nieprzyjemnych składników jak parabeny, silikony, olej mineralny, syntetyczne barwniki, BHT, GMO EDT. Ma w składzie SLS i mimo, że etykieta informuje o jego 100% naturalności, skład temu lekko przeczy.


Nie zmienia to faktu, że mydło jest naprawdę bardzo dobre, dużo lepsze od tradycyjnych - drogeryjnych. Można spokojnie używać go do mycia całego ciała. Producent informuje, że nadaje się także do twarzy. U mnie służy jak na razie tylko do dłoni. Uwielbiam go za łagodność, wydajność i przede wszystkim za ten cudny rumiankowy zapach, który zostaje z nami na długo. Kojarzy mi się z ciepłem rodzinnego domu, bezpieczeństwem, wesołymi kąpielami jako dziecko i miękkością ręcznika, w jaki otulała mnie mama niosąc wieczorem do łóżka...


 Opakowanie jest proste, ale bardzo ładne. Klasycznie białe, eleganckie ze skromną grafiką. Ujął mnie nietypowy kształt, jakby niskiej baryłki. Pompka działa bez zarzutu. Pojemność dość spora - 300 ml.

 

 Jeśli zmęczeni  już jesteście owocowymi czy kwiatowymi zapachami mydeł, to może być dobra odskocznia. Rumianek uspokaja, wycisza i bardzo relaksuje. To świetny wybór dla osób szukających kosmetyków w miarę naturalnych czy łagodnych. 
Nie należy do super tanich. Cena w zależności od miejsca sprzedaży waha się od 17-22 PLN/300 ml, ale biorąc pod uwagę wydajność, jakość i walory wspomnień zapachowych (w moim przypadku), koszty nie są jeszcze takie straszne. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić.

Dostaniecie go w sklepie internetowym firmy FLAX oraz w wielu aptekach i sklepach zielarskich. Lista stacjonarnych punktów sprzedaży zamieszczona jest w jednym z moich postów z grudnia 2012. Pewnie od tamtej pory przybyło wiele nowych miejsc, prowadzących sprzedaż kosmetyków Mythos. Jeśli takie znacie, napiszcie w komentarzach, mogą okazać się przydatne dla innych.

Wracając natomiast do wspomnianego PRLowskiego:) szamponu Bambi. Ku mojemu zaskoczeniu niedawno spotkałam go w osiedlowym sklepie spożywczym na dziale z kosmetykami. Butelka w zasadzie identyczna jak przed laty, troszkę zmieniona etykieta, nie wiem niestety czy ten sam skład. Oczywiście nie mogłam nie kupić:) Jeszcze nie użyłam, z butelki pachnie jak dawniej i dokładnie jak mydło Mythos. Kosztował grosze i nawet jeśli nie posłuży do włosów, to z przyjemnością użyję go do kąpieli i mycia dłoni. 
Człowiek tyle zapachów poznał w życiu, a wciąż wraca do korzeni...Czy to niesamowite?

Pozdrawiam sentymentalnie...:)
Magda

niedziela, 2 czerwca 2013

Ulubione kosmetyki maja 2013.

Będzie jeden zapach, dwie rzeczy w kolorówki i trzy kosmetyki z pielęgnacji.


The Body Shop Body Mist o zapachu Moringa.
Mgiełka do ciała jaką kupiłam około roku temu. Służyła mi w zeszłe lato, potem używałam od czasu do czasu. W maju ponownie do niej powróciłam i chyba nie było dnia kiedy bym jej w tym miesiącu nie użyła.


Bardzo ładny szklany flakonik. Obłędny zapach. Niezwykle poprawia mi nastrój. Woń jak na mgiełkę utrzymuje się naprawdę długo. Nie radzę aplikować produktu dużo, gdyż jest trwały i całkiem mocny. Wydajność niesamowita. Dostępna jest w wielu innych kuszących odmianach. Ale jak na razie zapachów u mnie pod dostatkiem, więc nic nowego nie kupuje. Moringę polecam bardzo!

Sleep MakeUp Face Form w kolorze Fair 372.
Paletka do konturowania twarzy. Mamy w niej matowy bronzer, rozświetlacz i róż.
Nie jestem wcale wielką fanką tej marki, ale to trio niezwykle polubiłam. Mam go prawie 2 m-ce i używam często. Zabrałam ten kosmetyk w podróż do USA i dzielnie mi służył. Na wyjazdach sprawdza się wybornie. W jednym pudełeczku mamy 3 kosmetyki. Oszczędność miejsca i wagi ogromna. Opakowanie mocne, dobrze wykonane. Super, że zawiera całkiem spore lusterko. Polecam także do torebki.



Jestem zaskoczona jakością bronzera. Świetnie się rozprowadza, ma bardzo ładny kolor i jest trwały. Ciężko nim zrobić sobie krzywdę. Plus także za jego matowość.
Zachwycił mnie też rozświetlacz. Zero brokatu, drobinek itp. Prawdziwa piękna satyna, poświata eleganckiej tafli bez domieszek koloru różu, beżu czy żółci. Moim zdaniem dla każdego.
Róż też jest bardzo fajny, ma drobinki i ładny kolor. Choć dwa pierwsze elementy trio bardziej mnie urzekły.
Biorąc pod uwagę cenę kosmetyku to jakość świetna!


Korres Zea Mays Blush w kolorze 18 Peach.
To jest mój hicior od 1,5 miesiąca. Jestem w nim zakochana. Róż idealny. Zdjęcie nie do końca oddaje jego prawdziwy kolor. Z racji cery mocno naczynkowej nie każdy róż dobrze wygląda na moich polikach. Ten niezwykle mi pasuje. Rozprowadzanie to bajka. Miękki, aksamitny. Nie da się nim porobić plam. Znakomicie można dozować intensywność barwy. Nie ma drobinek, ale tworzy przepiękną delikatną, idealnie satynową poświatę. Wykończenie wymarzone - jedwabiste. Trwały. Nie wymaga poprawek w ciągu dnia. Nawet sam bez niczego więcej na twarzy czyni całą "robotę". Buzia zyskuje młodość, blask, rozświetlenie i cudne obudzenie. Gdy mam go na sobie dostaje wiele pytań w rodzaju: Co tak dziś świeżo i pięknie wyglądasz?:)



Świetne jakościowo opakowanie z lusterkiem. Dobry naturalny skład. Kupiłam go okazyjnie na Truskawce za około 37 PLN. Warto tam polować na markę Korres. W Polsce w Sephora róż ten z tego co się orientuje kosztuje ok. 140 PLN, jak nie więcej. 
Postaram się jak najszybciej zrobić lepsze zdjęcia kolorystyki i swatche i zamieścić je w osobnym poście.



Mythos Relaxing Foot Cream.
Krem do stóp z masłem oliwkowym, kakaowym i shea. Od ponad miesiąca aplikuje go co noc i także od czasu do czasu na dzień. Bardzo dobrze nawilża i świetnie dba o stopy. Podtrzymał na długo efekt gładkości stóp po azjatyckim peelingu z kwasami, jaki recenzowałam parę dni temu >>. Używam stale, a końca nie widać. Nie tłuści i wchłania się błyskawicznie. Lubię gładzić sobie nóżki jedną o drugą, gdy go użyję:) Miłe uczucie. Najbardziej cenię ten krem za to, że faktycznie zgodnie z obietnicami bardzo relaksuje. Nie wiem jak on to robi, ale po całym dniu kiedy nakładam go na stopy, czuję jakbym zdejmowała z nich całą ciężkość doby. Nogi od razu robią się lżejsze i wypoczęte. Uwielbiam to uczucie! Zauważyłam też, że tonizuje skórę, odświeża. Koi i przyspiesza gojenie ranek np. w wyniku jakiś otarć. 
Jedynym minusem jest zapach. Dość kamforowy, niezbyt miły, ale odczuwalny tylko przy nakładaniu. Potem zupełnie neutralny.


Korres Quercetin & Oak Antiageing & Antiwrinkle Night Cream.
Krem na noc mający zadanie walczyć z pierwszymi zmarszczkami, przeciwdziałać powstawaniu nowych. Ma zapewniać elastyczność, sprężystość, jędrność i blask. Oparty jest na ekstrakcie z kory dębu. Podobno udowodnionej klinicznie naturalnej alternatywie dla retinolu. Poza tym zawiera olejki: granatu, jojoba i z winogron. Prawie w 97% jest kosmetykiem naturalnym.
Moja opakowanie to mniejsza wersja 20 ml z zestawu kilku kosmetyków tej serii kupionego okazyjnie na wspomnianej wyżej Truskawce. Pełnowymiarowy słoiczek ma chyba 40 ml.
Krem wyjątkowo podpasował mojej skórze. Widzę efekty jego stosowania. Skóra jest bardziej elastyczna, jędrna, jaśniejsza. Rano świetnie wypoczęta, pełna energii i dobrze odżywiona. Bez tłustości czy zaczerwienień do jakich mam skłonność. Zmarszczki mimiczne wygładzone, jakby wypełnione czymś i przez to mniej widoczne:) 
Produkt bardzo wydajny, ładnie lekko pachnie jakby mlekiem z migdałami. Nie jest tłusty czy ciężki. Nie wchłania się super błyskawicznie, ale bynajmniej nie ma z tym tragedii. Wiele razy użyłam go także na dzień pod makijaż i również się sprawdził, choć trzeba trochę poczekać zanim nałoży się podkład czy puder. Z całą pewnością kupię pełnowymiarowe pudełeczko, jeśli tylko upoluję w okazyjnej cenie.
Posiadam także serum i krem pod oczy z tej serii, ale jeszcze nie otwierałam.


 Olejek tamanu EKO.
Mój akurat pochodzi z Biochemii Urody. Wiele razy pisałam o tym specyfiku w różnych postach. Od kilku lat niezbędnik w moim domu. Uwielbiam jego orzechowy zapach. W maju wyjątkowo często był przeze mnie używany. Przydał się na urlopie. Rewelacyjnie przyspiesza gojenie wszelkich zadrapań, ran mniejszych i większych. Polecam na oparzenia słoneczne i inne np. po żelazku czy piecyku (przetestowałam wszystkie te ewentualności na sobie:)). Otarcia na stopach, krostki na twarzy znikają po nim migusiem. Sprawdza się na zadarte skórki przy paznokciach, pryszcze, rany na ustach np. po opryszczce czy na pęknięcia ust lub tzw. zajady.
Ostatnio czesząc się przejechałam sobie paznokciem przez pół szyi. Nie wiem jak to zrobiłam, ale wyglądałam jakby ktoś chciał mi podciąć gardło:) Szybka aplikacja na noc olejku tamanu i po 2 dniach praktycznie zero śladu. Tani, skuteczny i uniwersalny. A i łagodzi ukąszenia po komarach i innych insektach. Przyspiesza znikanie bąbli. Polecam również dla dzieci.


  Podzielcie się proszę opinią o tych kosmetykach, jeśli miałyście okazję je używać. Chętnie też poznam Waszych ulubieńców maja.

Do miłego:)
Magda

PS. Wczoraj uzupełniłam zakładkę Sprzedam o wiele kosmetyków. Zapraszam do zajrzenia. Może coś Was zaciekawi?



wtorek, 28 maja 2013

Mythos Mleczko do opalania SPF 25 + Żel kojący po opalaniu. Recenzja.

Jadąc na urlop do Kalifornii zabrałam z sobą dwa produkty z serii słonecznej marki Mythos. Dziś przedstawię jak się sprawdziły i co o nich myślę.



Mleczko do opalania Mythos Suncare Milk SPF 25.
Kosmetyk na bazie oliwy, siemienia lnianego i aloesu.

  

Pełen skład z etykiety przedstawiam poniżej.
Butelka zawiera 200 ml produktu.

  

Kosmetyk pochodzi z Grecji. Chroni przez promieniami UVA i UVB. 



Moja opinia?
1. Bardzo dobrze ochronił moją jasną karnację, nielubiącą słońca przed upałami w Stanach. Gdybym tylko była na tyle mądra by użyć go od pierwszego dnia pobytu, a nie dopiero drugiego, uniknęłabym bolesnych poparzeń na stopach i rękach. No ale było pochmurno i wydawało mi się, że słońca nie ma...a tu taka niespodzianka:(
PS. Moja rada. W Kalifornii czy jest słońce oczywiste czy za chmurami, zawsze nakładajcie filtr! 

2. Rewelacyjna konsystencja lekkiego mleczka. Wchłania się błyskawicznie. Cudnie aplikuje. Zero maziania się po skórze. Brak uczucia lepkości. Nakładasz, wcierasz i w mig czujesz przyjemne nawilżenie. Skóra staje się miękka, gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Co dla mnie ważne nie jest tłusta i nie przylepia się do niej wszystko z otoczenia, jak to często bywa przy użyciu innych filtrów. Ogromny plus za brak efektu bielenia. W ogóle on nie występuje.
  
  

3. Bardzo polubiłam zapach tego mleczka. Przyjemny, łagodny, z wyraźną nutą oliwy. Nie wiem jak to jest ale ja tam też wyczuwam kokos i choć w składzie nic takiego nie widzę, to ewidentnie ten kosmetyk kojarzy mi się z pięknym zapachem naturalnego lekkiego kokosa. Zero chemicznej woni.

4. Przez 3 tygodnie regularnego używania moja skóra wiele zyskała. Nie tylko chroniłam ją przed słońcem, ale stała się rewelacyjnie nawilżona.

5. Bez: parabenów, BHT, silikonów, GMO, syntetycznych barwników, oleju mineralnego.

6. Świetny dozownik. Nic nadmiernie nam się nie wylewa. Nie ma też szans by butelka otworzyła się nam np. w walizce w podróży. 

7. Sam wygląd i kształt butelki także na plus. Nie mam się do czego przyczepić. Lubię opakowania w bieli:)

8. Produkt jest bardzo wydajny. Używałam go na wyjeździe wraz z drugą osobą, a jeszcze zostało mi ok. pół butelki. Planuje urlop w lipcu, zatem będzie jak znalazł.

9. Nie można powiedzieć by mleczko to było bardzo tanie. Koszt w sklepie internetowym dystrybutora to 59,85 PLN/200 ml. W porównaniu z typowymi produktami drogeryjnymi z filtrem jest to może i drożej. Jednak biorąc pod uwagę skład, wydajność i dobrą jakość, ja jestem jak najbardziej na tak.
Poza tym aktualnie kosmetyki z serii słonecznej Mythos możecie kupić na bardzo ciekawej promocji.


O maśle waniliowym Mythos pisałam wiele razy. Moje KWC. Tu pełna recenzja >>.

10. Mleczko do opalania Mythos dostaniecie także z niższym filtrem SPF 15 >>. Koszt: 46,25 PLN/200 ml. Zawiera oliwę z oliwek, siemię lniane, a do tego masło shea i rozmaryn. Tej wersji jednak osobiście nie miałam.

11. Moim zdaniem produkty te można spokojnie nakładać na twarz. Mleczko jest niezwykle lekkie. Co prawda osobiście na buzię aplikowałam innym krem z wyższym filtrem, ale ten produkt wg mnie nie tylko nadaje się do ciała.

12. Nigdy mnie nie uczulił, nie zapchał, nie podrażnił.

13. Minusem może być brak powszechnej dostępności tych kosmetyków stacjonarnie. Wiem jednak, że pojawiają się w coraz większej liczbie aptek i sklepów zielarskich w Polsce. Blisko mojego domu akurat jest ich pełen asortyment. Warto szukać w zwykłych małych aptekach miejskich. Rozwiązaniem też jest wspomniany wyżej sklep internetowy.
Tu lista stacjonarnych miejsc w PL, gdzie marka Mythos jst dostępna: http://flax.com.pl/sklepy

Jeśli znacie jeszcze inne dodatkowe punkty sprzedaży, piszcie w komentarzach. Będzie to z całą pewnością przydatne dla wielu osób.
________________________________________________

Pora na przedstawienie Mythos Aloe Moisturizing & Cooling Gel.
Żel łagodząco-chłodzący po opalaniu i na oparzenia słoneczne. Oparty tak jak mleczko na oliwie z oliwek, siemieniu lnianym i aloesie. W składzie ma też oczywiście dobroczynny panthenol.

Krótko? Uratował mi życie!



Tak jak pisałam byłam na tyle nierozsądna by pierwszego dnia w Kalifornii, wybrać się na całodzienny spacer po Los Angeles i Venice Beach bez aplikacji żadnego filtra na ciało. Na twarz nałożyłam SPF 50, a resztę mojej skóry pozostawiłam bez niczego. Dlaczego? Bo było pochmurno:) Do tego chyba byłam tak pochłonięta chęcią zwiedzania i szybkiego wyjścia z hotelu, że zwyczajnie o filtrze zapomniałam. Duży błąd!
Na Zachodnim Wybrzeżu USA nawet jeśli nie czujesz upału, opalasz się niesamowicie. Szczególnie przy mojej jasnej karnacji, piegach i niezbyt dobrym tolerowaniu słońca w każdym natężeniu.
Efekt? Ogromne poparzenie nóg, rąk, ramion. Lewa stopa osiągnęła nawet stan poparzenia 3 stopnia, a prawa 2.

Żel Mythos to było wybawienie!


Co o nim sądzę?
1. Postać przezroczystego żelu bardzo szybko się wchłaniającego. Zero barwienia czy tłustości. Jeśli nałożymy go za dużo może powodować lekką lepkość skóry. Czasem mi się to zdarzyło, ale i tak zawsze stosowałam go na noc, więc szłam spać i specjalnie tego nie czułam. Wystarczy niewielka ilość by działał i wtedy tego efektu nie ma.


2. Niesamowicie łagodzi i koi. Czuć to od razu. Chłodzi bardzo przyjemnie, ale nie jest to dramatyczne uczucie zimna. Nawilża skórę, zmniejsza efekt zaczerwienienia.

3. Wg mnie nie tylko nadaje się na poparzenia. Warto go stosować po każdym opalaniu czy też większym wystawianiu się na słońce, nawet jeśli używamy dobrych filtrów. Przywraca skórze równowagę.

4. Zapach aloesowy dość ostry. Utrzymuje się spory czas na ciele. Nie każdemu może przypaść do gustu. Nie jest super piękny. Dość typowy dla tego typu kosmetyków. Mi nie przeszkadza.

5. Bez: parabenów, BHT, EDTA, silikonów, GMO, syntetycznych barwników, oleju mineralnego.

6. Zero pieczenia, swędzenia, alergii, zapychania itp. Mnie często aloes podrażnia i to ostro. Tu w obu kosmetykach z niczym się takim nie spotkałam. Jeśli więc podobnie jak ja reagujecie na aloes, to może ta informacja wyda się Wam przydatna?

7. Użyłam kilka razy na twarz i sprawdził się rewelacyjnie. Zdejmuje zaczerwienienie, opuchnięcia i zmęczenie w sposób momentalny.

8. Jak przy mleczku identyczna butelka z perfekcyjnym dozownikiem. Pojemność 200 ml.

 


9. Wydajność? Bardzo dobra. Naprawdę dużo stosowałam tego produktu każdego dnia podczas urlopu na noc (+ druga osoba) i dodatkowo na poparzone stopy czasem kilka razy dziennie. Zostało mi jeszcze ok. 1/4 butelki.

10. Cena w necie to 25,95 PLN/200 ml >>. Żel objęty jest taką samą promocją jak cała seria słoneczna.

11. Dostępność stacjonarna? Tak jak wyżej przy wrażeniach na temat mleczka SPF 25.

Podsumowując to szczerze mogę polecić oba produkty. Bardzo się sprawdziły. Będą mi  towarzyszyć nadal podczas nadchodzącego lata.

W skład serii słonecznej Mythos wchodzą oprócz recenzowanych:

- Mleczko do opalania SPF 15

Mam nadzieję, że ta recenzja okaże się dla Was przydatna.

Pozdrawiam
Magda