Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dlonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dlonie. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lipca 2012

Manicure hybrydowy, shellac - moje doświadczenia, wady, zalety, opis, dla kogo. Dzielę się wiedzą:)

Dostaje sporo zapytań w prywatnych mailach na temat manicure hybrydowego czyli popularnego shellac'a.

Postaram się w tym poście rozwiać kilka wątpliwości i przybliżyć Wam tą metodę manicure.

Od razu pragnę zaznaczyć, że sama go nie wykonuje i nie jestem manikiurzystką.



Z shellaca korzystam od ponad 2,5 roku, dość regularnie. Choć używam oczywiście też zwykłych lakierów.

Wykonuje go u jednej zaufanej kosmetyczki. Moim zdaniem osoba wykonująca nam hybrydę to 70% sukcesu lub też porażki...

Co to w ogóle jest?
Lakiery do manicure hybrydowego różnią się od "zwykłych lakierów" - są połączeniem właściwości akrylu, żelu i zwykłego lakieru.

Charakteryzują się głównie doskonałą trwałością, niezmiennością nasycenia koloru i połysku.
Nie kruszą się i nie odpryskują, nie blakną.


Cena?
Na przedmieściach Warszawy płacę obecnie za tą usługę 70 PLN. W tym jest oczywiście pełny manicure + nałożenie lakieru.
Czytałam, że w wielu salonach płaci się osobno jeszcze za zdjęcie hybrydy.
Ja nigdy za to dodatkowo nie płaciłam. Jeśli idę zdjąć poprzedni lakier i nałożyć nowy - zawsze płacę równe 70 PLN.
Nie ma też znaczenia czy jest to french czy jakieś zdobienie czy jeden kolor. Cena ta sama.
W przypadku gdy chce zdjąć hybrydę i zrobić zwykły manicure - także za zdjęcie nie płacę.

Około roku temu za tą samą usługę płaciłam 60 PLN. Teraz cena z lekka podskoczyła. Podobno dlatego, że wzrosły koszty materiałów. Wiadomo drożeje wszystko...




Jak wygląda usługa?
Najpierw manikiurzystka Agnieszka przygotowuje mi paznokcie czyli wykonuje tradycyjnie manicure.
Tradycyjnie...ale w moim przypadku bez użycia wody, czyli żadne tam moczenie w miseczce dłoni. Od kilku lat w ten sposób nie działam z paznokciami.
Tylko usuwanie skórek za pomocą specjalnego żelu zmiękczającego. Potem odpowiednie nadanie kształtu i długości płytce i cała jego obróbka:)

Teraz czas na preparaty.

Baza, potem kolor - 2 a czasem 3 warstwy (w zależności od odcienia i efektu jaki chcemy uzyskać), na koniec utwardzacz. Każda z warstw jest poddawana osobno lampą UV przez kilka minut.

Na koniec przemywanie wacikiem bezpyłowym nasączonym w płynie cleaner, którym usuwana jest lepka warstwa powstającą podczas utwardzania. Dodatkowo płyn ten dezynfekuje i wzmaga połysk.

Gotowe!:)
Nie trzeba odczekiwać, że wyschnie. Nie ma obawy, że coś się uszkodzi. Nie otwieramy z mozołem drzwi do samochodu ze strachu, że zaraz uszkodzimy kciuka, nie walczymy z torebką, kurtką itd.:)

Można tuż po - działać normalnie. Lakier jest utwardzony na kamień.

Ile trwa "zabieg":)?

Wszystko razem około godziny. W tym zdjęcie i ponowny cały manicure hybrydowy.

Jak długo się trzyma?
U mnie spokojnie 3 tygodnie. Nawet wytrzymałby 4 bez żadnego uszczerbku. Problem w tym, że mi bardzo szybko rosną paznokcie i po  takim czasie mam ogromny odrost, co nie wygląda dobrze.
Z racji tego też, że mam bzika totalnego na punkcie dokładnego położenia lakieru i braku widocznej przerwy między skórą, a lakierem - dla mnie idealne jest nakładanie i zdejmowanie tego lakieru co 2-2,5 tyg.
Nie ma tragedii jeśli przeciągnie się to do 3 tyg., ale wolę lekko krócej...:)

Wszystko zatem zależy tu od tego jak szybko rośnie Wam płytka. Jeśli bardzo wolno, dłużej można z lakierem chodzić.

Kiedy jest duży odrost paznokcia - nawet jeśli nam to nie przeszkadza, istnieje możliwość, że zwyczajnie końcówka lakieru zacznie nam się podważać i zadzierać. Dobrze wykonany shellac nie odpryskuje. Ale w wyniku odrostu płytki lakier podważa się od strony macierzy i dostaje się tam woda. Kiedy ona podejdzie pod warstwy i zostanie tam - paznokieć nie wysycha i to właśnie może powodować niszczenie płytki.



Czy hybryda niszczy paznokcie?
Myślę, że to sprawa bardzo indywidualna.
Tak jak pisałam wyżej. Wykonuję ją od ponad 2,5 lat i nie zauważyłam zniszczenia paznokci. Moja płytka jest naturalnie cienka i mam nawet wrażenie, że ta metoda wzmocniła ją.
Nie zauważyłam żeby w czasie nie noszenia lakierów hybrydowych paznokcie były słabsze, cieńsze czy rozdwojone. Nie mogę tego potwierdzić. A tych "zabiegów" miałam wykonywanych już chyba kilkadziesiąt!

Wg mnie podstawą jest wybranie odpowiedniej osoby wykonującej. Ja mam zaufaną panią do jakiej salonu chodzę od 5 lat.
Jest perfekcjonistką. Pracuje na dobrych materiałach. Ma takie samo poczucie estetyki jak ja i jest świetnie wyszkolona.

Wiem, że w wielu salonach stosuje się najtańsze kiepskie lakiery.

Przyznam, że "moja" Aga raz zmieniła firmę dostarczającą jej materiały i po tygodniu lakier zaczął odpryskiwać. Inne klientki też były niezadowolone. Pieniądze zostały nam zwrócone i nastąpił powrót do sprawdzonej marki.

Sukces też tkwi w osobie. Kolejne warstwy trzeba dobrze utwardzić, nałożyć je dokładnie, np. "zawijając" pod płytkę co powoduje, że lakier na końcach nie odpryskuje i się nie ściera.
Może się wydawać, że to prosta sprawa, ale niestety wiem, że nie każda manikiurzystka jest dobra w tym co robi...Wiadomo jak w każdym zawodzie.

Spotykam się z całą masą stwierdzeń, że shellac niszczy paznokcie.

W dużej mierze pewnie zależy to od rodzaju płytki. Moim jednak zdaniem problem tkwi w nieodpowiednim nakładaniu kolejnych warstw, braku doświadczenia, opieszałości i także nieodpowiednim zdejmowaniu lakieru.
Znam przynajmniej z 10 osób, które regularnie wykonują hybrydę u tej osoby co ja - od około 3 lat i żadna nie narzeka na problem z paznokciami.

Być może też wynika to z tego, że działam prewencyjnie. Mimo, że nie mam jakiś wielkich problemów z płytką. To dwa razy w roku robię sobie kuracje 3 tyg. z samą odżywką na paznokciach. Przez ten czas nie kładę żadnego koloru.

Nie radziłabym także dopuszczać do zbyt długiego jednorazowego noszenia hybrydy np. z oszczędności. Nawet wtedy jeśli odrost nam nie przeszkadza. Jak wspomniałam wyżej, dostająca się woda może bardzo zniszczyć paznokieć. Tu zatem przyczyną nie jest shellac, ale właśnie zalegająca wilgoć.



Jak zdjąć?

Nie radzę robić tego samemu. Chyba, że macie doświadczenie.
Warstwy hybrydy nie rusza zwykły zmywacz.
Agnieszka specjalnie wykrojone na wielkość paznokci waciki bezpyłowe namacza w płynie na bazie acetonu kosmetycznego i kładzie dokładnie na płytkę. Następnie zawija końce palców w pocięte kawałki folii aluminiowej, dokładnie dociskając do paznokcia.
Czekamy parę minut, pijemy kawę i plotkujemy...:)

Następnie wszystko jest zdejmowane. Lakier praktycznie sam odchodzi od płytki. Czasem wystarczy go dodatkowo lekko podważyć. Absolutnie "moja" pani nie spiłowuje go z płytki żadnym ostrym pilnikiem czy nie szoruje po paznokciu niczym ostrym - a słyszałam, że w wielu salonach tak się robi. To zabójstwo dla paznokci!
Po zdjęciu shellaca, który praktycznie sam odpada - kosmetyczka lekko poleruje paznokcie i przystępuje do manicure.

Wiem, że często też zdejmowanie następuje poprzez namaczanie palcy w miseczce z acetonem. Aż na myśl o tym się wzdrygam. Wtedy przecież moczymy całe końce palców i skórki - to bardzo wysusza! Metoda z wacikami i folią jest świetna!

Zdjęcie trwa kilka minut i jest bezbolesne:)

Dla kogo tak, dla kogo nie?
Wady i zalety.
Wg mnie przede wszystkim dla perfekcjonistów:)
Jeśli lubicie mieć zadbane dłonie z kolorem na paznokciach, a nawet półmilimetrowy odprysk czy stracie końcówek płytki doprowadza Was do szału + nie lubicie lub nie macie czasu na malowanie co 2-3 dni - to shellac jest dla Was.

Osobiście mam totalnego fioła na punkcie dobrze pomalowanych paznokci. Minimalny nawet przetarcie jest dla mnie sporym dyskomfortem. Zmywam wtedy wszystkie paznokcie i maluje od początku, co bywa upierdliwe.
Lakiery zwykłe nie trzymają się u mnie zbyt długo. Z utwardzaczem jest lepiej, ale nie tak żeby lakier trzymał się np. 6 dni bez żadnej zmiany. Praca na komputerze + w domu daje się we znaki płytce - szczególnie końcówkom. Nawet bardziej niż wszelkie czynności domowe.
Nawet kiedy nie sprzątam, lakier potrafi odpaść po jednym myciu głowy. Wilgoć to dla mnie wróg!:)

Nie jestem zwolenniczką malowania paznokci co 2-3 dni. Dla mnie to bowiem rytuał, wszystko musi być perfect. A jeszcze potem to czekanie by lakier dobrze wysechł, a na koniec i tak zawsze się gdzieś zawadzę....z moim brakiem cierpliwości niestety tak już jest:)


Uwielbiam mieć pomalowane paznokcie i w zasadzie przez cały rok noszę na nich kolor. Sama jednak czynność malowania - mniej mnie bawi:)

Poza tym nie mam czasu by robić to np. dwa razy na tydzień. Z racji swojej pracy, nie mogę sobie pozwolić na to by moje dłonie były zaniedbane albo lakier miał jakieś uszczerbki.
Często też wyjeżdżam służbowo i bywa, że w koło jestem na spotkaniach, w podróży, gdzie nie ma mowy o tym by ślęczeć nad dłońmi.

Czasem defekt na lakierze jaki powstał w ciągu dnia przyprawiał mnie o stres i na niczym nie mogłam się skupić tylko na tym, że na kciuku lakier nie jest ok:) Choroba jakaś, a shellac jest u mnie na to wybawieniem:)

Zero stresu. Zero zamartwiania się przez 2 tygodnie i mase czasu na inne ważne i miłe dla mnie czynności...także kosmetyczne:)



Zaletą manicure hybrydowego jest też fakt, że kolor nie blaknie, nie zmienia się i cudnie lśni. Połysk jest cały czas taki sam i znacznie większy niż przy lakierach "zwyklakach".

Hybryda to też świetne rozwiązanie dla tych, co marzą o dłuższych lub nawet bardzo długich paznokciach. Nie chcą natomiast stosować tipsów, a ich naturalna płytka przy pewnej długości np. pęka czy się rozdwaja.
Shellac pozwala naprawdę zapuścić długą płytkę i nie ma strachu, że się złamie.
Mocno utwardza, więc przy łamliwych czy rozdwajających się paznokciach może być wybawieniem. Jednocześnie nie jest to tips więc nie działa niszcząco.

Ta metoda sprawdza się znakomicie na duże wyjścia np. wesela czy wyjazdy służbowe. Wszędzie tam gdzie musimy wyglądać perfekcyjnie, a nie chcemy martwić się o jakieś uszkodzenie na dłoniach.
Polecam też na wyjazdy urlopowe.

Dobre rozwiązanie dla osób zapracowanych, mających mało czasu, mam wychowujących dzieci, osób u których zadbane dłonie są wizytówką w pracy.
Także dla wszystkich niecierpliwych i ceniących wygodę:)

Generalnie dla osób praktycznych.

Jeśli natomiast nie wyobrażacie sobie nosić jednego koloru przez 2 tygodnie czy dłużej. Lubicie kolor zmieniać co 2 dni, a sam proces malowania paznokci to dla Was relaks, ukojenie, frajda - to shellac Wam do niczego nie jest potrzebny.
Oczywiście hybrydę też możecie zmieniać i nawet codziennie - ale to raczej mało opłacalne finansowo.

Osobom nie mającym fisia na punkcie wręcz doskonałego położenia koloru i jego trwałości - też tej metody nie polecam. Przynajmniej nie do stosowania często czy stale.

Wiem też, że wielu kobietom tradycyjne lakiery trzymają się bardzo długo. Nie pracują całymi dniami na klawiaturze, nie gotują, nie sprzątają, nie tankują same samochodów (tak, tak, wiele razy przy tankowaniu rozwaliłam paznokieć, sama nie wiem jak:)), nie myją swoich aut itp...Takim szczęściarom zwykły lakier naprawdę wystarczy.

Wśród lakierów hybrydowych nie ma też takiego wyboru kolorystycznego jak wśród tradycyjnych. Coraz więcej firm produkuje te pierwsze, ale nadal nie dogania to ilości producentów lakierów drugich.

Z miesiąca na miesiąc gama kolorystyczna rośnie i pojawiają się nowe odcienie, nowe wykończenia - perłowe, mleczne, brokatowe itd. Nadal jednak więcej kolorów mają lakiery zwykłe.



Wadą jest też cena. Zależy pewnie od regionu w jakim mieszkamy.
Jak na Warszawę 70 PLN nie jest jeszcze ceną wysoką. Znam salony każące sobie płacić za tą usługę nawet 120 PLN.
Dla porównanie u "mojej" Agi zwykły manicure kosztuje teraz 35 PLN.


Oczywiście można też shellac wykonywać samemu w domu. Jeśli macie takie zamiłowania, to preparaty, lampa, lakiery - są normalnie dostępne dla każdego. Choć ceny ich nie należą do niskich. Przy stałym jednak robieniu sobie, koleżance, mamie, bratowej czy sąsiadce - pewnie się opłaca. Potrzebny jeszcze tylko jest talent:)

Dodam, bo może będą pytania. Moja manikiurzystka pracuje na lakierach marki Gelish.

Oczywiście shellac można też wykonywać na paznokciach u stóp.
U mnie jednak spokojnie na stopach zwykły lakier + top coat trzyma się 4-5 tyg., więc hybrydy tam nie nanoszę.

W poście załączyłam kilka wybranych zdjęć z lakierem shellac w różnych kolorach.
Poniżej jeszcze lista moich postów z innymi zdjęciami. Zapraszam.

1. http://77gerda.blogspot.com/2012/04/lakier-oliwkowo-zotyalbo-na-odwrot-moze.html

2. http://77gerda.blogspot.com/2012/07/shellac-orange-na-paznokciach-w-sam-raz.html

3. http://77gerda.blogspot.com/2012/05/niebieski-shellac-na-paznokciach.html

4. http://77gerda.blogspot.com/2012/02/stal-na-paznokciach.html

5. http://77gerda.blogspot.com/2012/03/manicure-hybrydowy-w-wydaniu-cielistym.html

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat i post okaże się pomocny.
Jeśli jeszcze macie jakieś pytania lub coś dla Was nie jest jasne - śmiało piszcie.

Uściski!
Magda

wtorek, 10 lipca 2012

Shellac Orange na paznokciach - w sam raz na obecne polskie upały!

Nie pamiętam żeby kiedykolwiek w życiu "walnęła":) sobie taki kolor na paznokcie u dłoni.
Jestem raczej zwolenniczką bardziej "przyczajonych":) odcieni.
Upały jednak zachęcają do szaleństw, więc dla odmiany zafundowałam sobie ostrą pomarańczę.

Chodzę z nią już 6 dni i myślałam, że znudzę się szybko, a o dziwo z każdym dniem podoba mi się bardziej:)

To dwa zdjęcie z dnia wykonania shellac'a.


     

Zdjęcia poniżej po 6 dniach noszenia. Nic się z lakierem po takim czasie u mnie nie dzieje. Zero odprysków, zadrapań.
Kolor nie blaknie i połysk jest cały czas ten sam.
Jedynie można dostrzec, że pojawił się już minimalny odrost płytki.
Moje paznokcie akurat rosną w tempie błyskawicy i wcale nie skaczę z tego powodu z radości.
Dłoni też nie oszczędzam. Pracuje codziennie zawodowo na komputerze, a uderzanie płytką o klawiaturę to nic dobrego dla paznokcia i koloru. Hybrydzie to jednak na szczęście nic nie robi.
Do tego oczywiście normalne sprzątanie w domu, szorowanie co sobotę kuchni, łazienki i pokoi oraz holu.
Najczęściej bez rękawiczek, bo jakoś ciężko mi idzie przekonanie się do nich. Ja też sporo gotuje więc praca dłoni jest jak najbardziej:)



Zwykle z hybrydą chodzę 2-2,5 tyg. Lakier trzyma się cały czas tak samo, ale po takim czasie denerwuje mnie odrost.
Na tym punkcie mam totalnego fisia:)


 Tu poniżej jeszcze w sztucznym świetle.


Jeszcze dziś lub jutro zamieszczę post na temat ogólnie manicure hybrydowego, bo dostaje bardzo dużo pytań na jego temat. Z racji, że wykonuje go często od bardzo długiego czasu - chętnie podzielę się moimi doświadczeniami na ten temat.
 
Notatka na ten temat jest w opracowaniu, także już zapraszam.
_____________________

Pochwalę się Wam jeszcze wygraną w rozdaniu u Angel MakeUp World.
Kilka dni temu dostałam od niej przesyłkę z balsamem do rąk z Pat&Rub.
Zapach obłędny! Na razie użyłam go kilka razy - z oszczędności, bo mam inne kremy na wykończeniu, a ten prezent planuje zabrać na urlop.
Jeszcze raz dziękuję Angel za szczęsliwą rękę:) Chyba pierwszy raz coś wygrałam!



Po dłuższym używaniu zamieszczę recenzję tego kosmetyku.
Tymczasem odliczam dni do urlopu. Byle dotrwać do piątku:)

Wy przed, po czy w trakcie urlopu?

Magda

czwartek, 10 maja 2012

Niebieski shellac na paznokciach. Ogólnie niebieskiego nie lubię, a tu proszę...:)

Nie przepadam za kolorem niebieskim. Łatwo z nim otrzeć się o kicz.

W ubiorze prawie w ogóle nie stosuje, w biżuterii także.
Jestem jesienią więc do mnie nie pasuje.

Nie pasuje, nie lubię - więc wszystko gra:)

Dziś mała odmiana.
Na paznokcie rzuciłam odcień niebieskiego.


 


Podoba mi się, bo nie jest to klasyczny błękit ale kolor jest lekko brudnawy.
W rzeczywistości bardziej niż na zdjęciu z lekką domieszką szarości - dlatego przypadł mi do gustu.

Pogoda za oknem tak piękna, że zachciałam mieć na dłoniach trochę nieba:)


Podoba się Wam czy raczej średnio? Wszelkie opinie mile widziane.
A jaki kolor w tym tygodniu gości na waszych paznokciach?

Magda

wtorek, 17 kwietnia 2012

Soap&Glory Hand Food - Krem do rąk. Ten zapach to poezja! Recenzja.

Kosmetykami Soap&Glory cieszę się mniej więcej od ponad 2 tyg.
O swoich zakupach zdalnych w UK pisałam kilka postów wcześniej >>

Wcześniej nigdy nie miałam produktów tej marki.

Dziś będzie o kremie do rąk Hand Food.


Zawiera masło kakaowe, olejek z orzechów macademia, marshmallow, koper włoski i ekstrakt z kwiatu lotusa.

Najkrócej mówiąc to naprawdę fantastyczny krem!
Pierwsze na co od razu zwróciłam uwagę to zapach. Jest przepiękny.
Elegancki, inny, niespotykany. Jest w nim coś niezwykłego.
Uwielbiam jak dłonie nim pachną.
To taki zapach z rodzaju, że jak mi źle, mam smutasa albo chandrę i posmaruje sobie tym kremem dłonie
- od razu czuje się lepiej:)
Ciężko to wytłumaczyć ale tak jest. Ja to nazywam optymistyczną wonią:)


 Zapach to nie jedyna zaleta tego kosmetyku.
Krem ma jedwabistą konsystencję. Jest gęsty ale bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy, ani żadnej nieprzyjemnej lepkiej powłoki na skórze.


 W zasadzie od razu po posmarowaniu skóra dłoni jest gładka, bardzo przyjemna w dotyku i ukojona.
Czuje się świetne nawilżenie i odżywienie.

Polecam zarówno na noc jak i na dzień.
Nie trzeba absolutnie po aplikacji czekać aż się wchłonie, by móc wykonywać inne czynności.

 
To jeden z lepszych kremów jakie miałam.
Do tego jest bardzo wydajny. Nie ma potrzeby nakładać go w dużej ilości.
Moim zdaniem również bardzo dobrze dba o skórki wokół paznokci.

Nie wiem czy sprawdzi się w przypadku bardzo zniszczonych czy wysuszonych dłoni, bo ja takich problemów nie mam.
Myślę jednak, że w dużej mierze powinien pomóc także w takich przypadkach. Choć tu najważniejsza jest systematyczność.


Pojemność opakowania to 125 ml. Całkiem więc sporo.



Słyszałam, że występuje też w mniejszych tubkach 50 ml, ale nie mam pojęcia czy to stała oferta czy tylko jakaś jednorazowa.
Opakowanie jest bardzo estetyczne. Z łatwością z tubki możemy dozować dowolną ilość kosmetyku, bo ma on idealną konsystencję.



Ja w tym kremie jestem ostatnio zakochana i choć mam wiele innych kremów do dłoni - ten jest aktualnie w koło przeze mnie używany.


Minusem jest brak dostępności w Polsce.
Cena z tego co pamiętam to ok. 5 GBP/125 ml.
W drogeriach w UK - Boot's jednak często są promocje 2 za 1, czy jakoś tak:)


Jak się skończy będę płakać:(
Ale pocieszam się, że mam inne kosmetyki z tej serii i równie pięknie pachną, jak i są świetnej jakości:)
O nich jednak innym razem...

Zdrówka!
Magda

czwartek, 5 kwietnia 2012

Lakier shellac oliwkowo-złoty...Albo na odwrót:) A może to stare złoto...?

Może mało wiosenny. Ale mi się podoba:)
Sama nie wiem jak określić ten kolor.
Pomożecie?



Koleżanka mi dziś powiedziała, że to stare złoto.
Ja widzę w tym oliwkę ze złotem. Ona, że oliwki w tym nie ma:)
To już sama nie wiem:)
 

Kolor zmienia się pod wpływem konta padania światła i w zależności od jego rodzaju. Pod każdą żarówką widzę go inaczej:)
Pięknie też wygląda w słońcu.
Choć dziś u mnie słońce było chyba tylko 20 min.:(

 
A na serdecznym taki skromny wzorek.


Wykończenie lakieru jest bardzo podobne jak nie identyczne do tego jaki miałam tu >>


Lubicie takie kolory?

Pozdrawiam
Magda

czwartek, 23 lutego 2012

Stal na paznokciach

Rzadko używam ciemnych kolorów lakierów na paznokciach u dłoni, ale dziś zaszalałam.
Wiem, że dla wielu z Was to żadna nowość, a może i codzienność.
Dla mnie to jednak pewna odskocznia od tego co... zazwyczaj:)

Kiedy zobaczyłam ten kolor i to jak się elegancko odbija się w nim światło - decyzja była szybka - kładziemy ten:)
Jest urlop, jest wyjazd - są stalowe paznokcie!


Manicure i malowanie wykonywałam u kosmetyczki i naprawdę jestem bardzo zadowolona.


Niestety na zdjęciach bardzo ciężko uchwycić "prawdziwość" tego koloru i jego stalowe "właściwości". Głównie ze względu na ten efekt załamywania się światła na płytce paznokcia. Pewnie jednak z lepszym aparatem byłoby to możliwe...
W rzeczywistości błysk jest jeszcze większy, jak pięknie wypolerowana stal:)


Ja tam od kilku godzin gapię się na te moje paznokcie i bardzo mi się podobają:)

A Wam?

Magda

piątek, 10 lutego 2012

Piątkowy wieczór tylko dla siebie...Domowe SPA, muzyka, książka, herbata i ciepły koc:)

Pewnie większość Was w ten piątkowy wieczór gdzieś baluje, a ja akurat postanowiłam wykorzystać wolny wieczór zupełnie tylko siebie.

Zamierzam nałożyć na siebie to wszystko co widać poniżej
:)
Będzie zatem kąpiel z rozgrzewającym dodatkiem olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego oraz olejku Nivea. Potem „namaszczę”:) się olejkiem Alverde o ukochanym ostatnio zapachu paczuli i porzeczki.
Po umyciu głowy ostatnim zakupem – szamponem z Garniera - na włosy pójdzie w ruch olejek Vatika i zostanie na nich aż do rana:)

Po standardowym demakijażu i tonizacji twarzy zamierzam zaaplikować sobie maskę Floslek'u do cery naczynkowej.
Będzie to jej pierwszy raz na mojej buzi i zobaczymy jak się sprawdzi. Mrozy ostatnio dały się we znaki moim naczynkom. Postanowiłam zatem działać!:)

Manicure i pedicure zrobione już wczoraj w zaprzyjaźnionym salonie kosmetycznym – więc dziś tylko kąpiel stóp w rozgrzewającej soli cynamonowej z Floslek'u o śmiesznej nazwie serii Dr Stopa + gruba warstwa kremu Lirene z mocznikiem
 + skarpety na lepsze wchłanianie.

Dłonie – ulubiona od lat maska z Oriflame na bazie migdałów i rękawiczki bawełniane na noc.


Dla ducha także coś przygotowałam. Płyta Leszka Możdżera – „Komeda” i powieść C.R. Zafona „Cień Wiatru”.
Do tego angielska herbata przywieziona ostatnio z Londynu – koniecznie z dodatkiem soku wyciśniętego z czerwonego grapefruita. W tle natomiast zapach świeczki cynamonowo-karmelowej z Yankee Candle.

Zapach otula dom niesamowicie a przy tym nie jest nachalny czy sztuczny. Polecam!

Kanapa, poduchy i ciepłe kocyki także czekają cierpliwie na pełne ich wykorzystanie:)
Mój wieczór zatem czas zacząć!

:)


Często znajdujecie czas na takie chwile tylko dla siebie?


Miłego wieczoru

Magda