Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Ulubieńcy niekosmetyczni lutego'14.

I. "W poszukiwaniu straconego czasu. Tom I. W stronę Swanna" Marcel Proust.

Pierwszy raz sięgnęłam po tę książkę, kiedy miałam 22-23 lata. Doszłam do 1/4 i nie przebrnęłam dalej. Wiedziałam jednak, że kiedyś do niej wrócę. Muszę jednak dać sobie czas. Pewnie dojrzeć, bardziej poznać siebie i świat dookoła. 
Chyba właśnie nadszedł ten moment. Czekała w mojej domowej biblioteczce ponad 10 lat. Nie raz skupiałam na niej wzrok i mówiłam: "Jeszcze nie teraz". Chyba się jej bałam. W lutym "przywołała" mnie ponownie. Otworzyłam na pierwszych stronach i...? Zakochałam się.

Wymagająca literatura, niełatwa, gęsta, potrzeba na nią wysiłku, ale jak najbardziej ten trud się opłaca. To co zyskujemy, jest nie do przecenienia. 


Książka nie do czytania w autobusie, chyba że naprawdę nasza zdolność koncentracji i wyłączenia z otoczenia, jest na niezwykle wysokim poziomie. Proust wymaga skupienia, oderwania, wejścia głęboko w siebie. Czyta się go długo, tu nie wolno się spieszyć, czasem na przekór sobie, ale tak to już jest z arcydziełami literatury. Budzą w nas lęk, niemoc, czasem niechęć, ale kiedy dobrniemy do ostatniej strony, czujemy się bogatsi wewnętrznie, możemy zdobyć cały świat i jakby ktoś dodał nam skrzydeł na długi czas. 
"W poszukiwaniu..." jest znakomicie skonstruowana. Prawdziwe mistrzostwo stylu, kunsztu języka, generowania emocji, wrażliwości na świat. Królem literatury psychologicznej jest dla mnie Dostojewski. Nikt go w tym jeszcze nie pobił, ale Proust pasuje się w moim rankingu tuż za nim.

Czy ten tytuł musi przeczytać każdy? Nie. To nie jest coś dla każdego. Dla wielu to od zawsze bełkot. 
Ala dlaczego nie miałbyś spróbować? Niech będzie cicho, baaaardzo cicho, zapal świeczkę i małą lampkę, usiądź w fotelu i postaraj się przegonić wszelkie troski. Czytaj, chłoń, przeżywaj, wracaj do wielu zdań po kilka razy...Od nadmiaru myśli, emocji, skomplikowanych form wyrazu, może zaboleć Cię głowa. Tylko, że w tym przypadku jest tak, że boli, a chcesz więcej i więcej...

Ja zdecydowanie po pierwszym tomie sięgnę po kolejny. 7 tomów to pełna całość i planuję by stała się moim udziałem.

II. "Sala samobójców" Jan Komasa.

Film miał premierę 3 lata temu. Jestem zatem dość spóźniona z jego obejrzeniem. 

Dowód na to, że Polacy potrafią robić dobre kino. Świetny obraz. Znakomity pomysł, scenariusz, dojrzała gra aktorska. Mocno stylowy. 
Pisałam już o tym na Facebook'u. Zobaczyłam napisy końcowe i czułam jakby mój mózg przejechał czołg. Emocje, myśli jeszcze kilka dni kłębiły się we mnie i w koło powracały. Nadal mam je gdzieś z tyłu głowy. Ważny film. Odważny. Potrzebny.

O czym? O potrzebie miłości, akceptacji, dojrzewaniu, celach, wewnętrznych przemianach. Również o ogromnym strachu, życiowych priorytetach, pozornie błahych decyzjach, jakie mogę zmienić nasze życie.  Dla mnie to też historia o tym, jak nasze wybory mogą wpływać na bliskich. Sugestywnie namalowany obraz stosunków rodzinnych, relacji między rodzicami, a dziećmi. To nie jednak tylko kino pokazujące dzisiejszą młodzież. Nie wyłącznie. Wirtualny świat może pochłonąć każdego z nas, każdego użytkownika sieci. Jeśli stanie się dla nas rzeczywisty, główny lub co gorsza jedyny, już jesteśmy w niewoli. Nie jest to tylko niebezpieczeństwo dotyczące nastolatków. 

"Salę..." powinny obejrzeć całe rodziny. Najlepiej wspólnie. Potem o tym dyskutować, rozmawiać. Właśnie rozmowa...Wszystko w zasadzie zależy od niej. Przyjrzyjcie się oglądając, o czym i w jaki sposób rozmawiają bohaterowie filmu. Rodzice z synem, małżonkowie, Dominik z kolegami w szkole. To dość przerażające, a bardzo powszechne.
Tak, uważam, że ten film powinien zobaczyć każdy. Nie tylko rodzic czy dziecko. Może się okazać, że zobaczysz tam siebie...Wtedy nie jest jeszcze za późno.
Duże uznanie dla aktorów. Roma Gąsiorowska, Agata Kulesza, Jakub Gierszał, Andrzej Pieczyński - duże oklaski.
Kiedyś jeszcze wrócę do tego filmu. Wiem to.


Teraz będzie już przyziemnie:)

III. Better Homes Scanted Wax Cubes Wax Christmas Morning Latte. Wosk do kominków.

3 tygodnie temu dzięki koleżance przylatującej ze Stanów, mogłam zdobyć do kolekcji kolejne woski Better Homes. Żałuję, że nie można ich kupić w Polsce. Najlepsze z najlepszych. Te z Yankee Candle są daleko za nimi w tyle. Pierwsze jakie otworzyłam z 4 nowych aromatów to Christmas Morning Latte. Wersja limitowana. Woń obłędna. Nie wiem jak ją opisać...

Rozpuszczasz kostkę w kominku i po chwili cały pokój pachnie obłędnie maślaną mleczną kawą, z dodatkiem odrobiny kardamonu, cynamonu, wanilii. Dokładnie tak jak na ilustracji opakowania. Genialnie to uchwycono. Nie ma tu żadnego przekłamania, sztuczności, chemii. Woń nie mdli, nie jest za słodka, nudząca. W miarę palenia nie słabnie. Jeśli zgasimy podgrzewacz, nadal kilka godzin czujemy ten przemiły zapach w powietrzu. Zazwyczaj palę wosk wieczorem w salonie. Po jakimś czasie kominek wygaszam. Zawsze otwieramy okno na całą noc. Idziemy spać do sypialni. Mija kilka godzin, a gdy rano stawiam pierwsze kroki na parkiecie salonu, nadal czuję ten cudny aromat caffe late z dodatkami. Pokój jest wywietrzony na amen, a woń wciąż w nim króluje! 

Kostki są niezwykle wydajne. Do tego w USA kosztują w zasadzie grosze, nawet przeliczając cenę z $ na PLN. Wybór wersji ogromny. Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję je zdobyć, nie wahajcie się.


IV. Tao Tao Sos chili z limonką i kolendrą.

Kupiłam zupełnie przypadkiem na początku ubiegłego m-ca. W sklepie obok domu był akurat na przecenie. Znam tej marki tradycyjny sos chili i czasem kupuję. Ten jakoś wcześniej nie wpadł w moje ręce.

Jest bardzo aromatyczny, pikantny, ale też orzeźwiający. Polubiłam go do mięs, wędlin, ryb, kanapek, sałatek. Ostatnio stale dodaje praktycznie do wszystkiego:) Limonka i kolendra to świetne połączenie, jedno z moich ulubionych w kuchni. Z nutką pikanterii tworzy świetną całość. Sos niestety nie jest wybitnie naturalny. Po zużyciu butelki, będę próbowała zrobić taki sama w domu. To nie powinno być trudne. 

Ostatnio zamarnowałam w nim pałki kurczaka. Całość następnie upiekłam. Z dodatkiem kilku kawałków jabłka, odrobiny czosnku, soli, pieprzu i rozmarynu - wyszło obłędne danie. Polecam!



W lutym ulubieńców nie za dużo. Ale nic na siłę. Poza tym to najkrótszy miesiąc roku.
Jest coś co Wy polubiliście szczególnie ostatnio? Napiszcie. Jestem żądna inspiracji:)

Zdrowia dla Was. U mnie niestety ono ostatnio szwankuje, ale Wy trzymajcie się dzielnie!

piątek, 30 sierpnia 2013

Są takie kinowe obrazy jakich nigdy nie zapomnę. Z cyklu ukochane filmy mojego życia...

Tęskniliście za filmowymi postami?:) 
Wróciłam właśnie z najnowszego Woody Allena. Siedzę z winem w dłoni, w tle płyta Możdzera...Natchnęło mnie by napisać kolejny post z cyklu "filmy jakie kocham i polecam".

Poprzednie publikacje na ten temat znajdziecie tu i tu:)

1. "Zielona mila" 
Oglądasz ten film, widzisz napisy końcowe i nie możesz się ruszyć. Przez najbliższe dni będziesz miał go w głowie.  Masz to obiecane. Jedna z najlepszych adaptacji książkowych. Doskonała gra aktorska. Tom Hanks jest tu absolutnie wielki.
Nie wszystko jest takie jak się nam wydaje na pierwszy rzut oka. Prawo nie zawsze jest sprawiedliwe. Tłumy często nie mówią prawdy. Chcesz ją poznać? Dowiedz się, wykaż empatię, sprawdź. Nie oceniaj z góry, nie skazuj, nie sugeruj się tym co mówią drudzy.
Pokochałam ten film za klimat, za przepiękne obrazy, za melancholię, sugestywnie dobraną ścieżkę dźwiękową, jaka znakomicie buduje napięcie. Piękny temat, wybornie zagrany i cudownie podany widzowi. Bez łez przez niego nie przebrniecie.


2. "Piękny umysł"
Jestem wielką fanką filmów biograficznych. Dodatkowo od dziecka w pełni się zgadzam, że matematyka to królowa nauk. Każdy dzień życia mi to udowadnia. Bohaterem filmu jest John Nash. Geniusz matematyczny. Ale bohaterem jest też jego ciężka psychiczna choroba. John walczy każdego dnia. Z otoczeniem, z wytworami własnej wyobraźni, swoją wybitną inteligencją. Film jest bardzo dobrze skonstruowany. Zaskakuje, pozwala nam wręcz wejść w umysł chorej psychicznie osoby i przez moment poczuć się jak ona. Siedzimy, oglądamy, wydaje nam się, że nadążamy za akcją, fabułą, ale w pewnym momencie już nie wiemy co jest rzeczywistością, a co tylko fantomem...Gubimy się, jesteśmy przerażeni, chcemy wyjść tej matni...Zupełnie jak noblista Nash.


Russella Crowe wcielił się w główną postać znakomicie. Zagranie takiej roli to nie lada wyzwanie i ogromny wysiłek. Fizyczny, psychiczny, emocjonalny. Crowe podołał temu jak najbardziej. Uwielbiam go w tej roli. Na uwagę zasługuje też Ed Hariss. Mistrz drugiego planu!
"Piękny umysł" to również historia niecodziennej miłości. Uczucia ponad wszystko, bez cienia egoizmu, wypróbowanego na milion sposobów, silnego jak stal. Dla mnie tylko taka miłość jest prawdziwa. Tylko taka ma wartość i  jest godna pozazdroszczenia.

3. "Dzień świra"
To odbicie życia każdego z nas. Nikt mi nie powie, że choć przez chwilę oglądając ten film nie zobaczył siebie:) Oglądałam go kilka razy i za każdym razem miałam uśmiech od ucha do ucha. Wbrew jednak pozorom to nie tylko lekka komedyjka. To dramat + kino psychologiczne na wysokim poziomie. Niesie z sobą wiele mądrych przesłań. Pozwala nam spojrzeć na siebie z dystansu. Są tacy, którzy traktują ten obraz niezwykle dosłownie i go nie lubią. Nie dziwię się, z takim podejściem...??? "Dzień świra" to przecież mistrzostwo aluzji, niedopowiedzeń, przenośni, szyderstw, przewrotnego inteligentnego humoru. W Polsce chyba tylko Koterski umie robić takie kino. Nie wyobrażam sobie też by Adasia Miauczyńskiego zagrał kto inny niż Konrat. Jest znakomity!
A te dialogi? Wielki kunszt. Największa siła tego obrazu. Od czasu premiery, na stałe weszły do naszego codziennego życia i za nic nie chcą się ulotnić...:) To sprawia, że w Polsce ten tytuł nigdy nie umrze.

4. "Sprawa Kramerów"
Pierwsze co przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o tym tytule to...bardzo prawdziwe kino. Dustin Hoffman i Meryl Streep stworzyli wybitne kreacje. Meryl nie pojawia się tu często, ale jest tak delikatna, piękna, naturalna...Zjawiskowa i już. Dustin niby nieporadny, zagubiony, ale mogę go jeść łyżkami. Zagrał fenomenalnie. Od "Sprawy..." w sumie zaczyna się jego wielka kariera. Zasłużony Oscar w pełni!
No i te jego cudne włosy....:)


Trudny temat, pionierski jak na tamten czas (film jest z 1979 roku), a pokazany zarówno dramatycznie jaki i bardzo lekko. Od zwykłej codziennej strony. Idealna rodzina. Jest On, Ona i dziecko. Mają wszystko, kochają się. Ale Ona postanawia odejść, w imię szukania czegoś więcej...Zostawia nie tylko Jego, ale również syna. On z dzieckiem buduje zatem życie na nowo i próbuje to wszystko jakoś posklejać, starając się zrozumieć także Ją.
Nie mamy tu do czynienia z przesadnym patosem. Amerykański film, a jakby nieamerykański. Bardzo przyjemnie się ogląda. Nie osądza, nie wydaje wyroków, nie mówi co masz myśleć. Nie umiem znaleźć w tym obrazie żadnych minusów. Mam swoje ulubione sceny, które będę pamiętać całe życie, non stop mam je w głowie np. ta kiedy tata z synem smażą razem rano tosty...kocham! To ważny film. Jestem przekonana, że każdy powinien go obejrzeć. Jeden z najlepszych filmów  w historii kina. Wiele wniósł do światowej kinematografii. Do dziś w całej masie produkcji mamy niekończące się do niego odwołania.
"Sprawa Kramerów" echhhh....szkoda, że dziś nie kręci się już takich dzieł. Bardzo tęsknie za takim kinem.

5. "Chłopcy z ferajny"
Mix wybitnych aktorów. Każdy gra tu wyśmienicie. Świetny w "Chłopcach..." jest De Niro. Bardzo go cenię za tą rolę. 
Brutalne kino. Wstrząsa. Chyba nie ma lepszego filmu o mafii. Martin Scorsese to reżyser doskonały. To chyba wie każdy. Można nie lubić tematyki jaką porusza, ale nie można mu odmówić profesjonalizmu i wysokiego kunsztu. Jak ktoś kocha dobre kino to oczywiście zna ten tytuł i obejrzał pewnie wiele razy. Dla kinomaniaków pozycja bezwzględnie obowiązkowa. Produkcja warta zobaczenia chociażby ze względu na wielkie role wielkich aktorów. Tu nawet przez jedną sekundę projekcji nie ma żadnej ściemy, partactwa, zrobienia czegoś na pół gwizdka. Ogląda się to fenomenalnie. Każdy szczegół jest doskonały, idealnie dopracowany, tworząc kino przez wielkie K.


A co Wy mi polecacie zobaczyć?

Dobranoc,
Magda

środa, 5 czerwca 2013

Kino? Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Z cyklu polecane filmy...

Dawno nie gościł u mnie cykl filmowy. Do tej pory "popełniłam" w jego ramach dwa posty. W pierwszym poznaliście moich dziesięć ukochanych filmów, w kolejnym pięć.
 

Macie ochotę na więcej? 

1. "Gorączka"
Można nie lubić sensacyjnego kina, ale nie sposób temu filmowi odmówić wielkości. Kino kompletne. Od premiery minęło 18 lat, a ten obraz mimo upływu czasu zyskuje. Znakomicie wykonany, dopięty perfekcyjnie w każdym szczególe. Wybitna spotkanie dwóch wielkich postaci kina: Al Pacino i Robert De Niro. Od lat "Gorączka" plasuje się w czołówce prawdziwego męskiego, dobrego kina. Ogląda się to fantastycznie! Znakomity temat, świetne zwroty akcji, perfekcyjne dialogi, kunszt aktorski. Przez lata wielu próbowało naśladować tą produkcję lub choć troszkę otrzeć się o jej poziom. Na próżno. Klasyka przed jaką chylę czoło.
I pamiętajcie: "Nie przywiązuj się do niczego/nikogo, czego nie mógłbyś zostawić w ciągu 30 sekund".
Święte słowa!

2. "Plac Waszyngtona"
Historia dojrzewania, budowania siebie, swojej tożsamości, niezależności, charakteru. Niezwykła opowieść o stosunkach międzyludzkich, różnych obszarach miłości, poznawaniu samego siebie i innych. Bardzo skomplikowany i nietypowy film. Zdecydowanie dla myślących wrażliwców, ceniących sobie nie podawanie widzowi wszystkiego na tacy.



Agnieszka Holland stawia w "Placu..." bardzo dużo trudnych pytań, a głównym z nich jest: Czy istnieje szczera, zupełnie bezinteresowna miłość?


3. "Pestka"
Janda nigdy nie zawodzi! Zarówno jeśli chodzi o aktorstwo jak i reżyserię. Książka o tym tytule to powieść kultowa, szczególnie w środowisku kobiet. Rzadko kiedy ekranizacja jest w stanie dorównać literaturze choć w połowie. Wg mnie tu udało się to znakomicie. Trudne tematy, trudne wybory... Nic nie jest w końcu tylko czarne i białe. Opowieść o dylematach związanych z miłością, moralnością, wiarą. Historia pięknej i tragicznej miłości dojrzałych ludzi. Zmusza do myślenia, pozwala zastanowić się czy nie nosimy w sobie stereotypów, czy nazbyt szybko nie osądzamy innych, czy nie za łatwo przychodzi nam mówienie: nigdy, na pewno... Czym się kierować sercem czy rozumem? Uczuciem czy moralnością? Jak wybrać między krzywdą własną, a krzywdą innych? Historia pokazująca, że miłość potrafi mieć różne oblicza, że nie ma na nią jednej definicji i nie jest to uczucie dane raz na zawsze... Każdy z nas ma w sobie pestkę. Jestem o tym przekonana.

Ścieżka dźwiękowa niesamowita!


4. "Annie Hall"
Jeden z najlepszych dzieł Woody Allena. Niby prosta historia, ale opowiedziana z tak inteligentnym humorem, że przez cały film człowiek ma uśmiech od ucha do ucha. Ale to nie tylko zabawa. Obraz zdecydowanie zmusza do myślenia. Czarujący. Uwielbiam humor Woody Allena. Jego błyskotliwość, dystans do siebie i świata, autoironię, nowatorskość, pomysłowość, duży artyzm i wyczucie smaku. Facet z ogromną wyobraźnią i niesamowicie ciekawą aparycją:) Nie do skopiowania jak do tej pory przez nikogo nawet w jednej setnej. Marka sama w sobie.
W tym filmie znajdziecie cytaty jakie przeszły już do historii. Prawdziwe diamenty wśród dialogów! "Annie Hall" wzniosła reżysera na prawdziwe szczyty. Dla mnie od zawsze geniusz, a film absolutnie obowiązkowy, nie tylko dla fanów talentu Allena.


5. "Patrzę na ciebie Marysiu"
Najlepsze amatorskie kino polskie jakie widziałam. Ogromna dawka emocji. Ciekawy życiowy temat. Intrygujący tytuł. Prawdziwa, świetnie zrobiona za małe pieniądze polska DOGMA. Film niezwykle mnie poruszył i zapadł w pamięć już na zawsze. Maja Ostaszewska jest w nim znakomita. Nie rozumiem czemu ten obraz jest tak mało znany? Smutny i ciężki, ale zdecydowanie warty obejrzenia. W moje życie bardzo wiele wniósł. Zwykła codzienność, banalny z pozoru problem, a pokazany tak sugestywnie, inteligentnie i emocjonalnie, że chwyta za serce, mózg i na długo wręcz paraliżuje...


Jak zawsze zapraszam do dyskusji. Oglądaliście? Planujecie? Lubicie czy nie?:)


Czy w ogóle posty o takiej tematyce interesują Was u mnie na blogu? Chętnie poznam Waszą opinię.

Magda

niedziela, 30 grudnia 2012

Wciąż wracam do tych filmów...Kolejne ukochane obrazy. Tym razem piątka.

Pod koniec listopada napisałam post na temat kina i mojej miłości do filmu. Zamieściłam w nim 10 ulubionych tytułów, jakie w tamtym czasie przyszły mi do głowy. Dziś mamy koniec grudnia i postanowiłam kontynuować rozpoczęty wątek. Tym razem zamieszczam kolejną piątkę.

1. "Rzymskie wakacje".
Która kobieta choć na jeden dzień nie chciałaby być Audrey Hepburn? Wszystko w tym filmie jest czarujące, piękne, niezwykłe. Arcydzieło biało-czarnej kinematografii. Pokochałam na zawsze scenę, kiedy to księżniczka Anna sprawdza rano czy ma na sobie spodnie od pidżamy:)
Ten słodki uśmiech Audrey sprawia, że nie sposób nie nazwać jej wybitną aktorką na wieki. Za każdym razem oglądam ten film z wielkimi oczami, uśmiechem na ustach ale i wzruszeniem.



Nie ma już takich mężczyzn jak Gregory Peck, Rzym już dawno nie jest tak piękny, brakuje takiej szczerości uczuć jak 60-70 lat temu....I niestety nie kręci się już takich filmów:(
Wg mnie każdy kto kocha kino "musi" ten obraz zobaczyć.

2. "Milczenie owiec"
Wybitne psychologiczne kino. Wielkie, naprawdę przez duże W. Kreacja jaką stworzył Anthony Hopkins to już legenda. Jodie Foster? Każda aktorka marzy o takiej roli. To rola jej życia. Jako mała dziewczynka i nastolatka marzyłam, żeby być tak inteligentną agentką:) Ostatnie sekundy filmu to przylot Hannibala Lectera do włoskiej Florencji. Za każdym razem oglądając "Milczenie owiec" obiecywałam sobie, że kiedyś podąże jego śladami i dowiem się czemu "uciekł" właśnie do tego miasta. Wierzyłam, że musi w nim być jakaś tajemnica. Po latach stąpając po kamienistych uliczkach pięknej Florencji, wiedziałam już w czym tkwi urok tego miejsca i zakochałam się w nim bez pamięci, na tyle by co jakiś czas wracać do tej toskańskiej perły.

3. "Incepcja"
W kinie bardzo mało interesuje mnie fantastyka lub temat na jej pograniczu. Zdumiona byłam zatem sama sobą, że ten film zrobił na mnie tak duże wrażenie. Pomysł - niezwykły. Realizacja - zdumiewająca. Operatorstwo to majstersztyk. Jeden z najwybitniejszych filmów, jeśli chodzi o sztukę pokazania obrazu. Do tego poruszająca muzyka Hansa Zimmera. Uwielbiam jeździć samochodem słuchając ten soundtrack.




To obraz o marzeniach każdego z nas. O tęsknotach niemożliwych do zrealizowania, totalnie nierealnych. Kto z nas nie chciałby zrozumieć snów swoich i innych, móc na nie wpływać? Któż nie chciałby choć raz dokonać incepcji czyli włożyć w umysł kogoś innego obcą idee tak, by przyjął ją za własną? To co przeżywają bohaterowie filmu nigdy nam się nie przydarzy, ale bardzo byśmy tego chcieli...


4. "Czekolada"
Co można o tym filmie powiedzieć? Jest po prostu piękny. Kiedy myślę o klimatycznym kinie, to właśnie "Czekolada" od razu pierwsza pojawia się w mojej głowie. W tym obrazie "przemycono" wiele cennych i ponadczasowych prawd. Stereotypy krzywdzą innych, ale też nas samych, jeśli się im poddajemy. Wolność czyni nas szczęśliwymi. Cierpienie wcale nie uszlachetnia, to radość i umiejętność cieszenia się z drobnych rzeczy każdego dnia, czyni nas lepszymi.




Obrazy czekolady i smakołyków z nią związanych są ujmujące. Te kolory, gra światłem i cieniem...Przyznam, że byłoby cudnie żyć w tym małym miasteczku, mieć taki sklepik z czekoladą i ten spokój ducha...
Juliette Binoche ma w tym filmie najpiękniejszy uśmiech świata. A Johnny Depp....echhh...:)

5.
"Gladiator"
Ten tytuł ma w sobie sporo niedoskonałości. Zaliczył też kilka wpadek, ale nie umiem go nie lubić. Ponownie wybitna muzyka Hansa Zimmera. Bardzo dużo robi w tym filmie. Russell Crowe jest tu tak męski, tak sprawiedliwy i tak bezkompromisowy, że nie sposób przejść obok tej roli obojętnie. Kino zrobione z dużym rozmachem i energią. Daje siłę każdemu widzowi. Duży nacisk postawiony na znakomite dialogi.



Akcja rozgrywa się w czasach, jakie osobiście od zawsze bardzo mnie interesują historycznie. Za każdym razem na tym filmie płaczę i za każdym razem tak samo jestem dumna ze zwycięstwa głównego bohatera.
Czy w "Gladiatorze" jest za dużo patosu? Tak.
Czy są tu przekłamania historyczne? Owszem.
Czy ten film to arcydzieło filmów wojennych? Bynajmniej.
Ale bardzo dobrze się go ogląda i czasem z miłą chęcią do niego wracam.

Cyklu filmowego nie zamykam. Kolejne tytuły pewnie zamieszczę za miesiąc lub coś około.

Znacie te obrazy? Są Wam bliskie? Czy jednak macie inne odczucia z nimi związane? Podyskutujmy:)
Magda

sobota, 1 grudnia 2012

"Mój rower". O ważności okazywania i mówienia o uczuciach. Polecam!

Osoby śledzące mnie na FB, wiedzą że kilka dni temu wybrałam się do kina na film "Mój rower" w reżyserii i na podstawie scenariusza Piotra Trzaskalskiego.
Uwielbiam tego reżysera, choć jego filmy nie często goszczą na ekranach kin. Zasłynął głównie z niesamowitego filmu "Edi".

Trzaskalski widzi więcej i czuje mocniej. Niesamowicie wrażliwy człowiek.


"Mój rower" to naprawdę piękne, subtelne i niezwykle klimatyczne kino. Brakuje takich filmów w Polsce.

PR tego obrazu informuje nas, że zawarto w nim całą prawdę o facetach i tym jak nie potrafią okazywać uczuć i o nich mówić. Niewątpliwie film to pokazuje, ale wg mnie nie zawężełabym tego problemu tylko do mężczyzn.

Dla mnie to opowieść o tym, że my ludzie często nie umiemy rozmawiać z bliskimi o ważnych rzeczach, o tym co czujemy, co jest dla nas ważne i zapominamy o słowach/wyrażeniach: "Kocham", "Przepraszam", "Jesteś dla mnie ważny"...

To także film o rozliczaniu się z przeszłością, o niezagojonych ranach lub też bliznach po nich, na jakie cały czas patrzymy. 
To w końcu obraz pokazujący, że nigdy nie jest za późno na zmiany w sobie, w sposobie myślenia, czucia, postrzegania świata i innych. Zawsze jest dobry czas by wyrwać się z dotychczasowego życia i zacząć wszystko od nowa, by poczuć się naprawdę szczęśliwym.



"Mój rower" pokazuje, że czasem potrzeba jest wrócić do przeszłości i rozliczyć pewne sprawy by móc normalnie oddychać w teraźniejszości i przyszłości. Jeśli nie zamkniesz pewnych drzwi, nie wyjaśnisz dawnych tematów, to zawsze Cię to kiedyś dogoni i nie uciekniesz przed tym.

Moim zdaniem każdy w tej produkcji zobaczy coś z siebie.

Ciekawie przedstawiono męskie relacje na poziomie 3, a nawet 4 pokoleń.

Proste życiowe ale ważne sprawy pokazane w bardzo ujmujący sposób. Mądrze a jednocześnie lekko. Bez zbędnego patosu, wielkich uniesień czy wzruszeń. Choć przyznam, że są momenty w filmie kiedy łza zakręciła mi się w oku. Występuje też wiele śmiesznych dialogów.
Okazywania uczuć nie uczymy się z dnia na dzień. Nie wpadamy sobie nagle w ramiona i nie krzyczymy "Kocham Cię" lub "Wszystko Ci wybaczam", jak to często pokazują amerykańskie produkcje. To właśnie w "Mój rower" mnie bardzo ujęło. Nie ma tam sztuczności, naginania, utartych schematów i oszukiwania widza.

Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej Michała Urbaniaka. Nie jest zawodowym aktorem, a nadał filmowi niesamowitego znaczenia. Zaproszenie go do tego projektu to był strzał w dziesiątkę.
Artur Żmijewski - świetna rola. Przypomniały mi się jego czasy z "Psy". 
Bardzo dobrze zapowiadający się Krzysztof Chodorowski. Widziałam go pierwszy raz i zrobił na mnie niemałe wrażenie.

Nie mogę też nie wspomnieć o cudnych zdjęciach nagrywanych na naszych polskich Mazurach, jakie kocham od dziecka.

Wspólne pływanie trzech bohaterów w jeziorze czy płynięcie z pianinem na łódkach - to obrazy jakie na długo pozostają w pamięci i zostały niezwykle ujmująco uchwycone przez operatora.

Dwie sceny w filmie nie za bardzo mi się podobały. Trącą lekko patosem i moim zdaniem są zbyteczne i lekko banalne. Jeśli jednak nie byliście jeszcze na tym filmie, to nie mogę tu o nich wspomnieć, zbyt dużo by zdradziły.
Ja bym z nich zrezygnowała, ale to już zwykłe moje czepialstwo:)

Film bardzo polecam. Warty obejrzenia. Do tego świetna muzyka Urbaniaka!

Obejrzeliście coś ostatnio w kinie wartego uwagi? Chętnie poczytam Wasze rekomendacje.
Magda

niedziela, 25 listopada 2012

O kinie. "By zostać oszukanym...".

Dlaczego chodzimy do kina? Od lat zawsze tak samo odpowiadam na to pytanie: "By zostać oszukanym".

Gdy ktoś mnie pyta jaki jest mój ulubiony film, to zawsze myślę - Ludzie co za durne pytanie!:) To tak jakby wybrać czy wolę ukochanego śledzia z cebulką czy pomidorową czy jednak ciasto marchewkowe.



Nie mam stałej listy ukochanych filmów. Na różnych etapach mojego życia jest ona zmienna.
Jedne obrazy filmowe cenię za grę aktorką, inne za scenariusz, kolejne za sztukę operatorską. Najbardziej kocham filmy jakie łączą to wszystko na raz. 
Dla mnie w kinie ważny jest oczywiście dialog, muzyka, interpretacja, ale nie po to wymyślono kinematograf. Kino stworzono dla obrazu i od zawsze to w nim mnie przyciąga. Sposób pokazania przez operatora problemu, bohaterów, krajobrazu, idei, morału itd....

Od lat w świecie filmu nie widzę kandydata na arcydzieło. Mam wrażenie, że nie tworzy się już wielkich dzieł. Co nie znaczy, że nie powstają bardzo dobre produkcje.

Dziś siadłam w fotelu i postanowiłam spontanicznie w notesie zapisać tytuły 10 filmów jakie pierwsze przyjdą mi do głowy. Filmów jakie uwielbiam, polecam, cenię i jakie obejrzałam po kilka razy. To lista z tu i teraz. Jutro pewnie byłaby już lekko inna, choć niektóre pozycje nigdy się nie zmienią:)

Co jakiś czas na blogu będę prezentować Wam kolejne obrazy filmowe, jakie moim zdaniem warto zobaczyć. 
Nie sugerujcie się do końca kolejnością, ona nie wartościuje podanych przeze mnie tytułów. Patrz wspomniany wyżej wybór między śledziem a ciastem z marchewki:)

1. "Ojciec Chrzestny"
Szczególnie oczywiście część pierwsza, jednak kolejne są także znakomite.
Dla mnie to filmowe arcydzieło pod wieloma względami. Mało kto z filmowców osiągnął taki poziom kina jak widzimy w tym obrazie. A ta muzyka? Kto jej nie zna? Nie wiem ile razy obejrzałam ten film. Po 20 przestałam liczyć:)


2. "Czas Apokalipsy".
Dla wielu niezwykle nużący, dla mnie to niesamowite przedstawienie obrazu wojny i psychiki człowieka w nią uwikłanej.
Do tego znakomite operatorstwo!

3. "Dziecko Rosemery".
Podobno to jest horror. Ja w ogóle nie oglądam horrorów. Nie dlatego, że się boję, ja totalnie tych filmów nie rozumiem i mnie nudzą. Ale "Dziecko..." nigdy bym horrorem nie nazwała.
Obejrzałam ten film pierwszy raz jako chyba 10-latka. Za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie. Jeśli macie dzieci, nigdy nie puszczajcie im tego filmu zanim nie zostaną przynajmniej nastolatkami!
O tym dziele napisano tysiące stron A4. Bardzo trudne kino, ale zrobione z wielkim kunsztem. Polański osiągnął w nim szczyty światowej reżyserii i do dziś praktycznie nie zostały mu one odebrane.

4. "Adwokat Diabła"
Ależ ten film w sposób doskonały manipuluje widzem! Nie wiem czy od jego czasu obejrzałam obraz z równie zaskakującym zakończeniem. Raczej nie. Oczywiście na uwagę zasługuje także wybitna rola Al Pacino.

5. "Zapach kobiety"
Nie znam osoby jaka nie pokochałaby tego filmu. Scena z tańczącym tango Al Pacino przeszła do kultowych w historii kina. Zagrać w ten sposób to jest to prawdziwe mistrzostwo. Uwielbiam ten film za pomysł, barwy, klimat...za wszystko.

6. "Requiem dla snu"
Dziś na FB dodałam krótki wpis ja jego temat. W sumie to on zainspirował mnie do niniejszego postu. Zacytuje ponownie słowa z magazynu "Sight & Sound" z jakimi zgadzam się w pełni: "Po obejrzeniu tego filmu nie będziesz tą samą osobą".
Zwala z nóg, siedzisz w kinie po projekcji i nie możesz się ruszyć. Mnie po jego pierwszym obejrzeniu, bolały wszystkie wnętrzności i przez kilka dni byłam wręcz chora. Niesamowity poziom budowania napięcia, także przez genialną muzykę.


7. "Przesłuchanie"
Coś z naszego podwórka. Legendarny. Wybitna kreacja Krystyny Jandy. Obejrzałam ten film i od tamtej pory do dziś jestem urzeczona tą kobietą. Dla mnie to "lektura obowiązkowa" każdego Polaka. Obraz przerażający, dosłowny, niezwykle sugestywny.

8. "Nad Niemnem"
Zaskoczyłam Was? Naprawdę lubię ten film. Za jego klimat, za tą historię miłosną, za patos, za te krajobrazy. Zawsze marzyłam by mieć taki dworek z gankiem i okrągłym kwietnikiem przed:) Nigdy na tym filmie się nie nudziłam. Teksty z niego znam na pamięć:)

9. "Informator"
Świetny temat, znakomicie ujęty i na czasie. Rzadko w kinie spotyka się tak świetny duet dwóch charyzmatycznych aktorów jak tu: Al Pacino i Russell Crowe. Morał filmu niezwykle prawdziwy i niestety smutny: "W dzisiejszym świecie konsumpcji prawda wcale nie wygrywa".

10. "Apollo 13"
Zupełnie inne kino niż wymienione wcześniej pozycje.
Przez wiele lat wszystkich znajomych katowałam tym filmem. Jak ktoś do nas przychodził i mieliśmy coś oglądać, notorycznie proponowałam "Apollo 13":) Miałam jakąś wielką fazę na ten film. Do tego stopnia, że zaczęto mnie nazywać Apollo 13:)
Lubię jak Tom Hanks ogląda z żoną niebo. Jak mówi na koniec do towarzyszy "Panowie, lot z Wami to był dla mnie zaszczyt". Albo ten słynny tekst "Houston, mamy problem". Lubię jak Ed Harris zakłada tą cudną kamizelkę i to jego zdecydowanie i pewność siebie, a jednocześnie wielki stres widoczny w ruchach żuchwy.
Zawsze się denerwuje jak wchodzą w atmosferę, a przecież wiem, że im się uda bo widziałam to mase razy, a poza tym ta historia oparta jest na faktach. Mimo to stale przeżywam ją tak samo:)


Jeśli jesteście ciekawi kontynuacji mojej listy ukochanych filmów, dajcie znać czy Was to interesuje?
Z przyjemnością poznam też Wasze ulubione obrazy filmowe.

Dobrej nocy!
Magda

środa, 26 września 2012

Z serii : 5 męczących wyrażeń...tym razem jednak 4:) O Perfekcyjnej Pani Domu + toster w kwiatki i ulubione kino Stacja Falenica.

Dziś odcinek nr 2:)
Pierwszy spontaniczny dodany 2 sierpnia br., nie wiedział wtedy jeszcze, że będzie początkiem cyklu na moim blogu.


GlossyBox nadal wysoko plasuje się w mojej piątce. Inne słowa i wyrażenia wymienione w odcinku-pilocie - już mnie nie męczą:)

Za to dołączają nowe: Perfekcyjna Pani Domu - zdecydowane pierwsze miejsce!

Potem długo długo nic i kolejno: poród, jesienna pogoda i wspomniany GB. Tym razem piątego brak:) To w sumie chyba dobrze. Jak zawsze interpretacje pozostawiam Wam.

Do Perfekcyjnej Pani Domu jednak muszę się odnieść, bo....nie wytrzymam:)

Żeby nie było, że nie mam telewizora, nie widziałam, a krytykuje. Widziałam - jeden odcinek w internecie. Wszędzie słyszę w koło o tym programie, jestem maniaczką porządku, więc musiałam obejrzeć, żeby choć odrobinę być na bieżąco ze światem mediów:)

Po pięciu minutach w głowie miałam tylko jedno pytanie: O co k..... tu chodzi i co to ma być?
20 kolejnych minut obejrzałam na "przewijaku" (zaleta internetu pod tym względem jest ogromna!). Końcówka mnie rozwaliła. Do pokoju zamkowego wchodzi "Barbie" w idealnie dopasowanej sukience, szpileczkach i eleganckim koku. Wręczanie szarfy i czegoś tam na różowej poduszce (nie pamiętam co) - wywołało u mnie salwę śmiechu połączoną z kolejnym pytaniem w głowie: Madzia co Ty oglądasz?????

Kilkadziesiąt minut wyjętych z życiorysu. Czułam intelektualnie zjechana, jakby traktor przejechał mi mózg, zawrócił i przejechał ponownie!

Żeby nie było....była też refleksja. Nie wiem jak do tej pory mogłam przed włożeniem prania do pralki, nie segregować odzieży w 7 (a może ich było 6?) osobnych wielkich koszach równo ustawionych na wielkim stole! Co za przeoczenie!:)

Teraz wiecie dlaczego nie mamy w domu telewizora?:)

Zmieniając temat pochwalę się Wam moim nowym kuchennym nabytkiem, jaki już pokazałam na Facebook-u i wczoraj na Twitterze. Nazbierało mi się punktów PAYBACK i postanowiłam wymienić je właśnie na taki toster Russell Hobbs, ponieważ do tej pory miałam tylko płaski opiekacz do kanapek.



Ma ciekawy design. Podoba mi się. A Wam?

Można w nim opiekać tradycyjne pieczywo tostowe, ale też bułki, bajgle. Ma również funkcję rozmrażania i 6-stopniową regulację poziomu opiekania.
Dziś tosty na śniadanie z samym masełkiem były jak marzenie!
Cieszę się, że nie musiałam zapłacić za niego czystą gotówką. Jednak te punkty PAYBACK czasem się na coś przydają. Zbieracie także?

Dziś był piękny dzień, zupełnie letni, a nie jesienny. Słońce cudowne i temperatura ponad 27 stopni. Sporo czasu spędziłam spacerując po parku.

Teraz uciekam do kina w moje ulubione miejsce - Kinokawiarnia na dawnej Stacji PKP - Stacja Falenica.
Polecam to miejsce bardzo! Połączenie klimatycznego kina, kawiarni i księgarni. Wnętrze ciekawe i bardzo stylowe.

 

Zdjęcie pochodzą ze strony http://stacjafalenica.pl

Ogląda się film przy stoliku, gdzie można popijać kawę lub herbatę (polecam wyjątkowe
red cappuccino), zajadać pyszne rzeczy, a obsługują nas przemiłe kelnerki i kelnerzy. Cudne i wyjątkowe miejsce. Daleko tej sali kinowej do "zimnych" i "bezpłciowych" sal w multipleksach i dobrze! Natomiast oczywiście jakość odtwarzanego filmu i dźwięk na jak najlepszym poziomie!

Osobno też jest część kawiarniana bez kina połączona z czytelnią i księgarnią.
Bardzo dużo też atrakcji dla dzieci - głównie w soboty. Często szczególnie w weekendy, odbywają się tu także różne ciekawe kameralne koncerty, wystawy, kabarety i inne imprezy jak spotkania z podróżnikami, reżyserami, aktorami czy pisarzami.


Dziś "Nietykalni". Pewnie wszyscy już ten film widzieli, ale ja nie.


Jak Wy spędziliście ten słoneczny dzień?

Jutro wieczorem lecę natomiast na przedpremierowe otwarcie salonu Bath & Body Works w Złotych Tarasach. Dostałam zaproszenie i bardzo się cieszę. Spotkam tam wiele blogerek i mam nadzieję, że będę mogła opowiedzieć Wam później o moich wrażeniach i samej marce.

Zapraszam także do wzięcia udziału w ankiecie znajdującej się w prawym panelu bocznym na moim blogu. Chętnie dowiem się: Jakich tematów najbardziej oczekujecie na moim blogu? Z góry dziękuję za każdy głos.

Korzystajcie koniecznie z pięknej pogody! Spacery to aktualnie Wasz obowiązek!:)
Magda

czwartek, 2 sierpnia 2012

5 męczących wyrażeń ostatnich tygodni plus radości dnia codziennego:)

Od kilku tygodni mdli mnie na słowa i wyrażenia: GlossyBox, kotlet, Essie, Okrasa i Pascal, ślub.

Interpretacja?...Dowolna.

Ale może mi przejdzie...:)
  Kolejna myśl: Kurczę czy jak piszę bloga albo mam kanał na YT to pozjadałam wszystkie rozumy, wiem wszystko na każdy temat, a już urodowo-modowy to na bank i totalnie nie dopuszczam, że mogę się mylić????

Żeby nie było, że jestem dziś jakaś sfrustrowana:)
Mam bardzo udany dzień.
Byłam u kosmetyczki na peelingu migdałowym i czuje się jak nowo narodzona. Zamieszczę jutro post na temat tego zabiegu.

Cały dzień jeździłam w moim aucie z ukochanym od kilku dni napojem z mango.


Za kawami Coffee Heaven nie przepadam, bo mało mają z prawdziwą kawą wspólnego, ale ten napój akurat lubię.
Na upały znakomity. Szczególnie w w dużym mieście i podczas stania w korkach. Polecam!

Wracając do domu uświadomiłam sobie, że mieszkam w ładnym miejscu. Niby nic ale spontanicznie ucieszyłam się, że mam taką drogę do swojego miejsca...


Szczegół taki, moja codzienność, a dopiero teraz mnie jakoś tak rozradował.

Jadąc taką drogą wymarzonym podkładem muzycznym jest muzyka z filmu "Incepcja".


Wróciłam do niej po wielu miesiącach. Kocham tą płytę!
Na nocne jazdy samochodem - wyborna. Katuje ją od urlopu w koło.
Jeśli nie znacie - zachęcam do zapoznania się. Film także znakomity!

Podczas mojego wypoczynku dostałam też paczkę z kosmetykami do testowania.


Sama nie dam rady ich zużyć wszystkich więc niedługo poproszę Was o pomoc:)
Wyczekujcie posta.

Tyle u mnie. A co dziś słychać u Was?

Wszystkiego co piękne.
Magda

czwartek, 22 marca 2012

Mac Sheen Supreme Lipstick - Korean Candy. Swatche + recenzja.....+ bonus Juliette Binoche:)

Po moim poście o ostatnich zakupach w Mac, kilka osób prosiło o mnie o swatche pomadki Sheen Supreme Lipstick w kolorze Korean Candy.

 

 Zamieszczam zatem wraz z moją krótką recenzją.

Zdjęcie nr 1 w świetle dziennym
Zdjęcie  nr 2 w świetle dziennym




     Nie ma co się w sumie rozpisywać.
Pomadka jest znakomita. Nawet jeśli akurat nie interesuje Was ten kolor myślę, że warto skusić się na jakąś inną z tej serii.
Ja już mam chrapkę na inne kolory, ale trzeba spasować:)
Kolor Korean Candy to piękna czerwień z pomarańczowymi tonami.
To ten rodzaj czerwieni jaką ja akurat uwielbiam i jaka najbardziej mi jako rudzielcowi:) pasuje.


Zdjęcie nr 1 w świetle sztucznym
Zdjęcie nr 1 w świetle sztucznym
Szminka znakomicie się aplikuje. Jest niezwykle kremowa, lekka.
Usta są nawilżone, miękkie i pięknie elegancko błyszczą jak tafla wody.
Nie wymaga nakładania pod nią jakiegoś balsamu.
Nie wysusza, nie podkreśla suchych skórek czy innych problemów z ustami.
Powiedziałabym, że nawet skutecznie może je ukryć.
Świetnie napigmentowana. Nie trzeba jej aplikować kilka razy by uzyskać ładny kolor.
Cudnie pachnie.
Nie wylewa się nieestetycznie poza kontur ust.

Jestem także bardzo zaskoczona jej trwałością. Mimo, że jest bardzo jedwabista naprawdę długo pozostaje na ustach mimo np. mówienia czy picia.
Ścieranie jest bardzo równomierne.
Na początku lekko schodzi błysk, ale kolor (może tylko lekko przygaszony) bardzo długo na ustach pozostaje.

Pomadka nie zbiera się w kącikach czy na środku ust.
Nie mam jej długi czas ale zakochałam się w niej i używam ostatnio stale:)
W niej też przywitałam wiosnę!:)

Pięknie się nosi, dodaje elegancji i pewności siebie.

Bardzo mi się także podoba proste czarne opakowanie.


Nie mam innych kolorów z tej serii ale śmiem twierdzić, że wszystkie są rewelacyjne. Jeśli macie inne doświadczenia - dajcie koniecznie znać.

Wadą jest oczywiście cena - 79 PLN w salonach MAC.

Do tego zauważyłam, że przez swoją miękkość szminka może ulec łatwemu złamaniu. Radziłabym zatem delikatnie i minimalnie ją wysuwać z opakowania i nie naciskać nią za bardzo na usta.
Warto też ny szczególnie na nią uważać latem przy upałach. Moim zdaniem noszenie jej w kieszeni czy np. zostawienie w samochodzie grozi całkowitym i szybkim roztopieniem.
W upał nawet pobyt w torebce może źle się dla niej skończyć.

Jak dla mnie świetny zakup. Mam wiele pomadek, ale ta jest naprawdę wyborna.
Sama siebie zaskoczyłam, bo jeszcze jakiś czas temu w życiu bym takiego koloru sobie nie kupiła:)
A teraz stwierdzam, że całkiem mi pasuje nawet na dzień i dobrze się z nią czuję:)
My kobiety i ta nasza zmienność....

Posiadacie może te pomadki? Może inne kolory polecacie?
Koniecznie piszcie jakie a może jakieś są na waszej liście do zakupu?:)
_____________________________________
Na koniec...Byłam dziś na filmie "Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej.
Ależ ta
Juliette Binoche to piękna kobieta!


 Jest piękna...nazwałabym...w sposób zupełnie nie nowoczesny, taka nie "zrobiona"...

A w scenach podczas wywiadu w hotelu wygląda cudownie! Zwyczajnie ale jak bogini i ma tam piękną czerwoną szminkę:)
Nie mogłam oderwać oczu od tego koloru.

W ciągu kilku dni to już moje drugie spotkanie z tą aktorką.
Wieczorem w sobotę byłam na "Zapiski z Toskanii" z nią w roli głównej.

A w maju czeka mnie prawdziwa Toskania...odliczam dni:)

Pozdrawiam
Magda

poniedziałek, 13 lutego 2012

"W ciemności" A. Holland...refleksje po projekcji filmu

Parę dni temu wybrałam się na film Agnieszki Holland „W ciemności”. Nie będę długo się rozpisywać o samej treści filmu, bo głośno o nim wszędzie – głównie z powodu nominacji do Oscara w kategorii film obcojęzyczny.


Masę mam refleksji po tej projekcji. Pierwsza i główna kołacząca mi się po głowie już w czasie oglądania to…Czy ja bym tak dała radę? Czy zdołałabym przetrwać w takich warunkach? Co więcej ...Czy zrobiłabym to co główny bohater Socha, czy zdobyłabym się na tego rodzaju poświęcenie?

Film mnie przeraził. Ale wcale nie ze względu na to, iż zobaczyłam jak ludzie musieli walczyć o życie przez 14 miesięcy w kanałach miasta i jak okrutny potrafi być człowiek dla drugiego….Ale dlatego, iż zdałam sobie sprawę, że my ludzie żyjący w XXI w. rzadko zdajemy sobie sprawę co tak naprawdę jest w życiu ważne. Nie doceniamy kompletnie tego co mamy i w jakiej rzeczywistości przyszło nam żyć.

Nie zamierzam tu wygłaszać referatu na temat tego co wszyscy wiemy – konsumpcyjny styl życia wszystkich nas zniewolił. Nie chodzi o to oczywiście by wrócić do czasów sprzed 60 czy 70 lat, umartwiać się czy być pustelnikiem, ale może raz na jakiś czas przypomnieć sobie o wartościach jakimi warto kierować się w życiu, zasadach górujących ponad rozwojem cywilizacji…Myślę, że tego typu filmy są w tym pomocne.

Wracając do samego filmu to duże brawa dla operatora. Dla przeciętnego jednak widza przynajmniej na początku – film może być ciężki w odbiorze. Dużo scen jest kręconych metodą „kamery z ręki”. Jest to oczywiście celowy zabieg, bo m.in. pozwala nam wczuć się w położenie bohaterów i niejako być nimi, a przynajmniej ich oczami. Ale ktoś nie przyzwyczajony do tego typu techniki operatorskiej – może się zmęczyć oglądając już pierwsze minuty filmu. Pocieszę – nie wszyscy to zauważają, a poza tym z czasem oczy się przyzwyczajają:)

Film jest nagrany bez patosu i zbędnego wyciskania łez – co często towarzyszy tej tematyce. Jest dość naturalistyczny. Są momenty kiedy lekko się dłuży. Minusem dla mnie są też zbyt częste i moim zdaniem nazbyt długie sceny seksu. Rozumiem ten zabieg ale kolejna z kolei taka scena jest już trochę nużąca i niczemu nie służy.

Znakomicie zaprezentowane zostały kolejne postacie. Nie ma tam czysto krystalicznych bohaterów i tych totalnie złych. Świat bowiem nie dzieli się na czarne i białe. Socha nie jest nieskazitelny i nie zawsze kierują nim szczytne pobudki. Uratowani Żydzi także nie są „święci”, są po prostu ludźmi…

Rola Roberta Więckiewicza – świetna, ale ja chyba generalnie mam słabość do tego aktora bo jest naprawdę dobry w tym co robi! Inni aktorzy – łącznie z dziećmi, spisali się również znakomicie, a zagrać w takim filmie łatwo nie było.

„W ciemności” uświadamia nam także inną prawdę znaną od dawna – w Polakach jest niestety bardzo dużo antysemityzmu.
Najgorsze jest też to, że patrząc na dzisiejszą rzeczywistość mało się pod tym względem zmienia na plus.

O filmie można by wiele opowiadać ale najlepiej go obejrzeć. Ja zachęcam, choć zdaje sobie sprawę, że nie każdemu się spodoba. To nie jest film zrobiony z wielkim rozmachem, patosem na miarę amerykańskiego kina. Pokazuje jednak to co trzeba i w sposób bardzo prawdziwy, bez zbędnego naciągania widza na wzruszenia.


Uwielbiam Agnieszkę Holland i mam nadzieję, że Oscara otrzyma, choć wiem, że konkurencja jest duża. Sama nie oglądałam filmów – konkurentów w tej kategorii, więc nie jestem do końca obiektywna – przyznaje. Poza tym cała machina głosowania na tą nagrodę jest tak rozbudowana i skomplikowana, że tak naprawdę ciężko powiedzieć czy to najlepszy film zawsze wygrywa. Z racji jednak, że jestem Polką – mam nadzieję, że wygra kino polskie!:)


Byliście może na tym filmie albo się wybieracie?


U mnie kolejny chyba będzie "Artysta".

Pozdrawiam
Magda