Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

Niekosmetyczni ulubieńcy kwietnia'14.

Widziałam na deskach teatru kilka wcieleń szekspirowskiego Hamleta. Ta jest bardzo współczesna i choć najbardziej jest mi bliski klasyczny teatr, przedstawienie z Borysem Szycem w roli głównej zapamiętam na długo. 


Szekspir nigdy się nie starzeje. Pytania jakie stawia są wieczne. Warto iść na tę sztukę. Zagrana jest znakomicie. Szyc momentami wręcz zachwyca. Można nie lubić tego aktora, ale nie można odmówić mu talentu. Gdyby urodził się w Ameryce i biegle władał angielskim, istnieje duża szansa, że byłby na samym szczycie. Większość z nas zna go z telewizji, kina...Borys jednak to przede wszystkim znakomity aktor teatralny. Zdecydowanie polecam zobaczyć, jak gra na żywo.
Bardzo trudny spektakl. Trwa prawie 4 h (jedna przerwa) i wymaga od aktorów wysokiego kunsztu. Wszystko jest w nim akurat. Mimo bardzo nowoczesnej wersji, trzyma się klasycznej prostoty i tego co u angielskiego twórcy najważniejsze: minimalizmu. Przekaz podany wyśmienicie, autentycznie, bez nadmuchanego patosu. Czuć w nim uniwersalność i ponadczasowość. 
Jeśli mam się do czegoś przyczepić, to niezbyt podobała mi się Ofelia. Aktorka nie udźwignęła do końca tej roli.
Znam sceny z "Hamleta" wręcz na pamięć. Mimo to, nie nudziłam się wcale. Chłonęłam każdą minutę pobytu w teatrze. To był wspaniały wieczór i zdecydowanie polecam go przeżyć.


Płyta "Polska" Możdżer Danielsson Fresco.
Odkąd ją kupiłam, słucham w zasadzie non stop każdego dnia. Trio na wysokim poziomie. Mam ogromną słabość do muzyki Leszka i śmiało mogę powiedzieć, że jestem od niej uzależniona. 


Uwielbiam również jego koncerty na żywo. Nigdy nie przegapiam tych w Warszawie. Ta płyta nie pobija moim zdaniem krążka "Komeda" z zeszłego roku, ale jest tuż za nim. 
Leszek koncertuje z Danielssonem i Fresco już od lat. Świetnie, że nagrali wspólną płytę. Trzy ogromne talenty.


Na płycie są takie kompozycje, które wręcz powodują drganie wnętrzności i dziwny stan przejścia w jakby doskonałość...Piękna płyta!
Polecam nie tylko fanom jazzu.



Shaker/Bidon WellMix z Rossmann. 
Wspominała o nim niedawno w poście zakupowym. Służy mi każdego dnia. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Jest odpowiednio duży - 700 ml, dobrze zamykany, szczelny i bardzo wygodnie się z niego pije. Posiada świetne sitko, które pozwala oddzielić np. wrzucone do napoju plastry cytryny, limonki itp. i łatwej przez to gasić pragnienie. 


Nawet gdy bidon przekręcimy do góry nogami, nic a nic się nie sączy. Trzeba tylko pamiętać o precyzyjnym jego zakręceniu. Noszę go w torebce, wożę w aucie i bardzo sobie chwalę. Służy mi również podczas ćwiczeń w domu. Jak za 9,90 PLN to świetny gadżet. Dobrze trzyma się w dłoni i pozwala mieć picie w każdej chwili przy sobie.


Ja najczęściej noszę w nim wodę niegazowaną z plastrami cytryny lub limonki. Lubię też dodać ogórka - świetnie orzeźwia i gasi pragnienie. Znakomicie też smakuje woda ze świeżą miętą lub melisą. 


Trafiłam na niego przypadkiem i nie wiem, czy był dostępny we wszystkich Rossmannach. Jeśli jeszcze na niego traficie, warto kupić.


Teraz coś do prania i też z Rossmanna:) Domol Chusteczki zapobiegające farbowaniu. 
Używam je od chyba 2 lat. Pewnie wiele z Was je dobrze zna, ale może dla kogoś okaże się to nowość? Niby takie nic, ale u mnie w domu jest stale i bardzo się przydaje. 


Wystarczy wrzucić chusteczkę do pralki wraz z ubraniami. Po co? Nie miesza kolorów i zapobiega ich nadmiernemu spieraniu. Ewentualny barwnik chłonie chustka, a nie druga bluzka. Oczywiście nie mieszam kolorów z białymi, ale czasem nawet wśród ubrań kolorowych są te jaśniejsze i bardziej ciemne. Wszystko prać osobno to mało ekonomiczne i czasochłonne. Odkąd używam ten wynalazek, nigdy nic mi niepotrzebnie nie zafarbowało.  


24 szt. starczają na długo. Koszt to około 6 PLN, ale często są w promocji poniżej 5 PLN. Zawsze wtedy je kupuje na zapas. Jest też wersja do bieli. Również stosuję i polecam. 



Mam nadzieję, że post okazał się dla Was interesujący. Piszcie, jakie Wy ostatnio polubiliście płyty, sztuki, książki czy filmy? Chętnie poczytam też o gadżetach, jakie bardzo Wam się przydają w codziennym życiu?

Trzymajcie się!

wtorek, 6 maja 2014

Coś do domu, coś z biżu, jakaś torebka, płyta, kindle...Zakupy z 3 miesięcy.

Blisko mnie niedawno otworzyli Pepco. Do tej pory miałam go w sporej odległości, teraz mam praktycznie pod nosem. Zaglądam tam od czasu do czasu, ale jak do tej pory skusiłam się tylko na 4 drobiazgi do domu. Wszystkie sercowe:)


Drewniane wieszaczki w bieli. Wrzuciłam do koszyka 2 szt. Cena to 4,99 PLN/szt.


Metalowe białe serducho na łańcuszku. Kosztowała z tego co pamiętam 6,90 PLN/szt. lub coś koło tego. Kolejne wiklinowe ze wstążką zadomowiło się na ramie łóżka w sypialni. Cena? OK. ok. 9,90 PLN/szt. Poniżej możecie zobaczyć je z bliska.

Ten kubek z Biedronki mają chyba wszystkie blogerki. Przynajmniej z tego co widziałam na Instagramie:) Nie pamiętam ile za niego zapłaciłam, ale nie był drogi. Miły wiosenny akcent. Jedynie szkoda, że nie jest czysto biały. Na zdjęciach taki wychodzi, ale tak naprawdę to ecru. 

 

W Rossmannie "wyczaiłam" około 2 tyg. temu świetny bidon/shaker. Ma pojemność 700 ml. Wyposażony jest w świetnie zamknięcie, "dziubek" do wygodnego picia i praktyczne sitko. Cena: 9,90 PLN/szt. Więcej o nim opowiem w ulubieńcach niekosmetycznych kwietnia (post w tym tyg.) oraz o napojach jakie w nim noszę. Odkąd go mam, stał się gadżetem codziennym i wręcz niezbędnikiem.


Teraz coś z biżu. W sklepie
Diva, który bardzo lubię, często można natknąć się na świetne promocje i wyprzedaże (polecam salon w warszawskiej Promenadzie). Raz trafiłam na dzień, kiedy to cały asortyment kosztował 6 PLN. 

Wybrałam delikatną bransoletkę. Połączenie koloru złota i fioletu złamanego różem. Przed przeceną kosztowała 25 PLN i za taką kwotę bym jej nie kupiła, ale 6 PLN jest w sam raz.



W tej samej cenie zdecydowałam się zabrać do domu zestaw 4 sznurkowych bransoletek w różnych kolorach. Są znakomite! Za taką cenę świetnie wykonane. 



 Szczególnie upodobałam sobie czerwoną i różową. W secie jest też niebieska i limonkowa. 


Podoba mi się malutkie serduszko przy zapięciu, możliwość regulacji i ich skromność. Często goszczą na moim nadgarstku. 4 w cenie 6 PLN - lubię takie okazje:) 



Jeszcze odnośnie bransoletek. Czy ma ktoś z Was biżuterię marki 
Ania Kruk? To już oczywiście zupełnie inna półka cenowa. Jestem ciekawa opinii. Polecacie? Co ze stosunkiem jakości do ceny?

W Empiku kupiłam ostatnią płytę ukochanego przeze mnie artysty Leszka Możdżera. Posiadam wszystkie jego krążki. "Polska" to album doskonały. Byłam w Fabryce Trzciny w Wawie na koncercie w ramach trasy promującej to dzieło. Uskrzydlające przeżycie! 
Nabyłam także drugą jazzową płytę "A Touch of Light" Chris Rafael Wnuk. Artystka jak do tej pory mi nieznany. Klimat cudownie miękki....

W końcu zdecydowałam się na posiadanie Kindle. Podstawowa wersja. Chodziłam koło niego z 3 lata. Jest ze mną około 3 m-ce. Czy w 100% zdobył moje serce? Powiem szczerze, że na razie nie. Oswajam się z nim. Wiem jedno, że nie zastąpi mi prawdziwej książki i nadal takie będę kupować. Inwestycji jednak nie żałuję. Poużywam jeszcze trochę i przedstawię Wam moją szczegółową opinię. 


Na koniec torebka. Konkretnie kopertówka. W sumie spontaniczny zakup w 
Top Secret. Całkiem duża. Spokojnie zmieścimy w niej nawet sporą książkę. Ciekawa faktura. Jest miękka i można ją nosić do ręki, na krótkiej rączce (na przegub dłoni) lub normalnie na ramieniu, gdyż ma też długi odpinany pasek. Zapinana na zatrzask. Wewnątrz ma dodatkowo suwak. Podoba mi się w niej również dodatkowa kieszeń zewnętrzna tylna i jedna środkowa (wszystkie na suwak). 


W kwietniu 4 wieczory spędziłam w teatrze i za każdym razem była ze mną. Pasuje do wielu stylizacji i bardzo ją polubiłam. Klasyka jaka zawsze się broni! Cena standardowa to 79,90 PLN/szt. (kolor czarny). Płaciłam kartą 
mBanku, dlatego otrzymałam na nią 15% rabatu.

W Top Secret upolowałam również fajne topy na ramiączka w cenie 14,90 i 19,90 PLN/szt. Akurat się piorą. Zdjęć zatem brak, ale polecam. Zwykłe niby, ale dobrze uszyte, przyjemne w dotyku. Wybrałam dwie czarne, białą i fiolet - zwykłe i bokserki. Takich koszulek nigdy za dużo!


Niedługo post z zakupami kosmetycznymi. Nie ma tego dużo, gdyż totalnie nie szaleję w drogeriach, ale coś tam się wiadomo nazbierało:)

Buziaki!

sobota, 8 czerwca 2013

Muzyka Filmowa. Koncert dziś i festiwal we wrześniu...

Jak mija Wam sobota? U mnie piękne słońce i lekki wiaterek. Jest cudnie i akurat.

Jako fanka muzyki filmowej dziś wieczorem wybieram się na koncert do warszawskiej Sali Kongresowej. Może ktoś z Was też tam będzie?



W tym roku wydarzenie poświęcone jest twórczości Jamesa Hornera.
To autor ścieżek dźwiękowych do takich filmów jak "Avatar", "Titanic", "Waleczne serce", 'Apollo 13", "Chwała" czy "Obcy".

W programie koncertu zabrzmi także muzyka Johna Williamsa z filmu „Szeregowiec Ryan”, „Tańczący z wilkami" oraz „Dzień Niepodległości”.

Nie mogę się doczekać:) Szczególnie, że koncert połączony będzie z projekcją fragmentów filmu, a muzykę wykona orkiestra i chór na żywo.

We wrześniu natomiast jak co roku wybieram się do Krakowa.
Od 26-29.09.13 odbędzie się tam Festiwal Muzyki Filmowej. Niesamowite wydarzenie w ukochanym dla mnie mieście.


 Jeśli kochacie muzykę filmową, to absolutnie impreza dla Was obowiązkowa!
Warto tam być. Atmosfera jest zawsze wspaniała. Ludzie niesamowici, a doznania muzyczne ogromne i na długo pozostające w sercu, głowie i uszach.

Lubicie muzykę filmową? Może na festiwale zupełnie innej muzyki wybieracie się w najbliższym czasie? Chętnie poznam Wasze plany.

Trzymajcie się!
Magda

sobota, 12 stycznia 2013

Co w tekstach polskich piosenek piszczy?

Dzisiejsza notka zainspirowana jest przymusem słuchania przez 1,5 h, komercyjnego radia w samochodzie znajomych znajomych:)
Leciały akurat podobno hity polskiej muzyki pop 2012 roku. Niektóre słyszałam po raz pierwszy. Dawno przestałam mieć złudzenia, co do ambitnej kompozycji w muzyce rozrywkowej. Wyszukanie melodii w rytmie na 3 graniczy z cudem. Na 4 czy 5 - o tym to już możemy zapomnieć. Prawie wszystkie są na 2 czyli jak ja to nazywam: noga dostaw, noga dostaw.

Naiwnie jednak myślałam, że choć teksty jakoś mnie przyciągną. Tymczasem podczas słuchania "hitów", po głowie krążyło mi jedno pytanie: Ludzie kochani, kto to pisał i jak to mogło dostać się do radia???

Ja wiem, nie ma już takich tekściarzy jak chociażby Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, Adam Kreczmar, Jonasz Kofta...Szkoda. Przecież także tworzyli na potrzeby muzyki rozrywkowej. Czyli jednak można było!

Na szczęście istnieje jeszcze Kasia Nosowska i chociażby Artur Rojek. Tylko martwi mnie, że za nimi nikogo nie widzę na horyzoncie z młodszego pokolenia...Ogromna przepaść, a za nią nic.

W ramach odreagowania po 90 minutach z muzyką Sylwii Grzeszczak, Honey itp. "wybitnymi artystkami":), zapodałam sobie na wieczór płytę 
"Bułgarskie Centrum" Pidżama Porno.

Kultowy tekst piosenki "Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości" to mistrzostwo świata. Napisać coś takiego? Wielki szacunek.




Często twe oczy miast wiosennieć zieleniąSą takie zimne i dziwne
W chorych rozmowach oczy patrzą gdzie indziejPatrzą tylko gdzie by się schować

Twoje ramiona – nie kruszące się ciasto
Nie pachną miętową maścią
Ja w twoich ramionach – nieistotny dysonans
Deszcz szczęścia, strzał nad przepaścią

Szeptem na ucho powiem że
Że ja, ja się tego wyrzekam...

Tych ranków jak febra
- u okien twych jak żebrak -
Siedziałem za drzewem nie raz

Tych gwiazd spadających
- pijanych gwiazd na stos -
Nocą gdy będę umierał

Szeptem na ucho powiem że
Że ja, ja się tego wyrzekam...
Wyrzekam bo...
Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Jak ty

Zanim piorun i tęcza przejdą przez smutków most
Zanim dzień stąd odleci na chmurze
Zanim groszki i róże pocałują się znów przez płot
Zanim kurz pozamiata podwórze

Szeptem na ucho powiem że...
Że ja, ja się tego wyrzekam...
Wyrzekam bo...
Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Jak ty

A kiedy spotkam Ciebie na śmierci zakrętach
Jeszcze raz to tylko Tobie powiem
Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości
Jak Ty


PS. Żeby nie było, że jestem taką "sztywniarą":) Dwa tygodnie temu pół wieczoru przetańczyłam m.in. do muzyki zespołu Weekend i piosenki "Ona tańczy dla mnie". Gdzie? W góralskiej knajpie u szczytu Tatr! Bawiłam się świetnie. Tańczyła cała sala od 10 po 80-latka. Podobno znają to już wszyscy, ale mój pierwszy raz z tym utworem nastąpił pod koniec 2012 roku. Uwierzycie? Zawsze jestem spóźniona z nowościami:) Przyznaje się bez bicia, tańczyłam do tego, podrygiwałam, nuciłam. Co więcej śpiewałam tekst i byłam wtedy tylko po jednym piwie!:) O losie...:)

Cytując "klasyka": OOOO...:)

Jak jest Wasz stosunek do tekstów współczesnych polskich piosenek? Zwracacie na nie uwagę czy zupełnie są Wam obojętne?
Magda

niedziela, 30 grudnia 2012

Wciąż wracam do tych filmów...Kolejne ukochane obrazy. Tym razem piątka.

Pod koniec listopada napisałam post na temat kina i mojej miłości do filmu. Zamieściłam w nim 10 ulubionych tytułów, jakie w tamtym czasie przyszły mi do głowy. Dziś mamy koniec grudnia i postanowiłam kontynuować rozpoczęty wątek. Tym razem zamieszczam kolejną piątkę.

1. "Rzymskie wakacje".
Która kobieta choć na jeden dzień nie chciałaby być Audrey Hepburn? Wszystko w tym filmie jest czarujące, piękne, niezwykłe. Arcydzieło biało-czarnej kinematografii. Pokochałam na zawsze scenę, kiedy to księżniczka Anna sprawdza rano czy ma na sobie spodnie od pidżamy:)
Ten słodki uśmiech Audrey sprawia, że nie sposób nie nazwać jej wybitną aktorką na wieki. Za każdym razem oglądam ten film z wielkimi oczami, uśmiechem na ustach ale i wzruszeniem.



Nie ma już takich mężczyzn jak Gregory Peck, Rzym już dawno nie jest tak piękny, brakuje takiej szczerości uczuć jak 60-70 lat temu....I niestety nie kręci się już takich filmów:(
Wg mnie każdy kto kocha kino "musi" ten obraz zobaczyć.

2. "Milczenie owiec"
Wybitne psychologiczne kino. Wielkie, naprawdę przez duże W. Kreacja jaką stworzył Anthony Hopkins to już legenda. Jodie Foster? Każda aktorka marzy o takiej roli. To rola jej życia. Jako mała dziewczynka i nastolatka marzyłam, żeby być tak inteligentną agentką:) Ostatnie sekundy filmu to przylot Hannibala Lectera do włoskiej Florencji. Za każdym razem oglądając "Milczenie owiec" obiecywałam sobie, że kiedyś podąże jego śladami i dowiem się czemu "uciekł" właśnie do tego miasta. Wierzyłam, że musi w nim być jakaś tajemnica. Po latach stąpając po kamienistych uliczkach pięknej Florencji, wiedziałam już w czym tkwi urok tego miejsca i zakochałam się w nim bez pamięci, na tyle by co jakiś czas wracać do tej toskańskiej perły.

3. "Incepcja"
W kinie bardzo mało interesuje mnie fantastyka lub temat na jej pograniczu. Zdumiona byłam zatem sama sobą, że ten film zrobił na mnie tak duże wrażenie. Pomysł - niezwykły. Realizacja - zdumiewająca. Operatorstwo to majstersztyk. Jeden z najwybitniejszych filmów, jeśli chodzi o sztukę pokazania obrazu. Do tego poruszająca muzyka Hansa Zimmera. Uwielbiam jeździć samochodem słuchając ten soundtrack.




To obraz o marzeniach każdego z nas. O tęsknotach niemożliwych do zrealizowania, totalnie nierealnych. Kto z nas nie chciałby zrozumieć snów swoich i innych, móc na nie wpływać? Któż nie chciałby choć raz dokonać incepcji czyli włożyć w umysł kogoś innego obcą idee tak, by przyjął ją za własną? To co przeżywają bohaterowie filmu nigdy nam się nie przydarzy, ale bardzo byśmy tego chcieli...


4. "Czekolada"
Co można o tym filmie powiedzieć? Jest po prostu piękny. Kiedy myślę o klimatycznym kinie, to właśnie "Czekolada" od razu pierwsza pojawia się w mojej głowie. W tym obrazie "przemycono" wiele cennych i ponadczasowych prawd. Stereotypy krzywdzą innych, ale też nas samych, jeśli się im poddajemy. Wolność czyni nas szczęśliwymi. Cierpienie wcale nie uszlachetnia, to radość i umiejętność cieszenia się z drobnych rzeczy każdego dnia, czyni nas lepszymi.




Obrazy czekolady i smakołyków z nią związanych są ujmujące. Te kolory, gra światłem i cieniem...Przyznam, że byłoby cudnie żyć w tym małym miasteczku, mieć taki sklepik z czekoladą i ten spokój ducha...
Juliette Binoche ma w tym filmie najpiękniejszy uśmiech świata. A Johnny Depp....echhh...:)

5.
"Gladiator"
Ten tytuł ma w sobie sporo niedoskonałości. Zaliczył też kilka wpadek, ale nie umiem go nie lubić. Ponownie wybitna muzyka Hansa Zimmera. Bardzo dużo robi w tym filmie. Russell Crowe jest tu tak męski, tak sprawiedliwy i tak bezkompromisowy, że nie sposób przejść obok tej roli obojętnie. Kino zrobione z dużym rozmachem i energią. Daje siłę każdemu widzowi. Duży nacisk postawiony na znakomite dialogi.



Akcja rozgrywa się w czasach, jakie osobiście od zawsze bardzo mnie interesują historycznie. Za każdym razem na tym filmie płaczę i za każdym razem tak samo jestem dumna ze zwycięstwa głównego bohatera.
Czy w "Gladiatorze" jest za dużo patosu? Tak.
Czy są tu przekłamania historyczne? Owszem.
Czy ten film to arcydzieło filmów wojennych? Bynajmniej.
Ale bardzo dobrze się go ogląda i czasem z miłą chęcią do niego wracam.

Cyklu filmowego nie zamykam. Kolejne tytuły pewnie zamieszczę za miesiąc lub coś około.

Znacie te obrazy? Są Wam bliskie? Czy jednak macie inne odczucia z nimi związane? Podyskutujmy:)
Magda

czwartek, 29 listopada 2012

KEEP CALM and CARRY ON. Dokładnie tak! Misz masz zakupowy i prezentowy.

Taka tam spontaniczna zbieranina zakupów i prezentu z ostatnich dni.

Zacznę od miłego podarunku otrzymanego wczoraj. Bardzo mi się podoba. Cudny kubek z super przesłaniem z obu stron.
Do tego czerwona puszka. Dziś piłam z niego poranną kawę i tekst wypalony na kubku dał mi przysłowiowego kopa na cały dzień:)



W poniedziałek skusiłam się jeszcze na jedną rzecz z Rossmanna, korzystając z promocji 40% rabatu na kolorówkę.
Padło na pomadkę Rimmel Kate Moss o numerze 16. Cena po rabacie: 11,39 PLN.


Chciałam jeszcze kupić podkład Max Factor 3 w 1. Słyszałam bowiem same w pozytywy na jego temat. Niestety nie był dostępny tam gdzie kupowałam szminkę. Wszystkie się wyprzedały. Miła Pani powiedziała, że planowana jest dostawa na drugi dzień rano, że jeśli chce może mi go odłożyć. Wybrałam zatem kolor, ale kiedy pojechałam po pracy odebrać, niestety Pani powiedziała, że przyszły same dwa ostatnie ciemne odcienie. Odłożyła mi na wszelkie wypadek oba, ale żaden nie był dla mnie dobry. Mimo to obsługa w tej drogerii mnie mile zaskoczyła.

Po drodze miałam jeszcze 4 inne Rossmanny przez 2 dni, ale we wszystkich podkład totalnie zniknął z szafy. Chyba naprawdę musi być dobry:) Nie płaczę za bardzo, ponieważ podkłady mam w zapasie, ale jakoś tak miałam na niego chętkę. Założyłam sobie, że w normalnej cenie go nie kupię. Zatem może innym razem.

Około 2 tyg. temu w Reserved dzięki promocji 25% rabatu na wszystko, kupiłam zgrabną małą torebkę wyjściową. Za wiele to ona nie pomieści, nawet mój codzienny portfel jest prawie dwa razy większy:) Jednak na wyjścia imprezowe czy do teatru jest ok. Koszt to 52,49 PLN.



Cała czarna i super. Wszystkie tego typu bowiem jakie szukałam miały różne kolorowe lub też srebrne/złote dodatki, a ja chciałam taką uniwersalną, pasującą do różnych stylizacji, bez względu na to jaką założę biżuterię czy strój.

Dwa dni temu natomiast zdecydowałam się na zakup w całości skórzanych butów w Bata.

 

 Tak jak pisałam dziś na FB, wszyscy aktualnie kupują kozaki z ciepłym futerkiem, a ja jak zwykle na odwrót:) Cena: 299 PLN.


W H&M zrobiłam zapas skarpetek. W paku było 5 szt. - 24,90 PLN. Nie martwcie się nie będę nosić ich do tych butów:)
Skarpety w tym sklepie często kupuje na dziale dziecięcym, te także:)



Dziś natomiast przyszedł do mnie kurier z paczką-zamówieniem z Empiku. Skorzystałam z Cyber Monday i kupiłam kilka rzeczy w bardzo atrakcyjnej cenie, przecenionych nawet o 70%. Dostawa była gratis.


 Zestaw 11 płyt Smooth Jazz Cafe - pięknie zapakowany. Cena po rabacie 92,99 PLN.
Trzy płyty: Kasia Nosowska "Sushi", Janusz Radek "Dziwny Ten Świat - opowieść Niemenem" - koncert live, Janusz Radek "Gdzieś po między" (zestaw CD i DVD).
Ostatnia z wymienionych to jakieś nieporozumienie dla mnie. Dobrze, że dałam za nią 9,90 PLN ale to i tak najgłupiej wydane moje 9,90 PLN w tej dziesięciolatce:)Za pozostałe płyty także zapłaciłam tak samo.


 Nie obyło się bez książek. Tym razem skromnie. Jedna kucharska "Włoskie dania makaronowe" Gino D'Acampo
(20,95 PLN)
. Druga to "Córka Generała" DeMille Nelson (17,45 PLN). Ją kupiłam głównie dla mojego taty, ale ja oczywiście też przeczytam.

 Sprawiliście sobie coś samemu ostatnio na prezent?
Pozdrawiam!
Magda 

niedziela, 25 listopada 2012

O kinie. "By zostać oszukanym...".

Dlaczego chodzimy do kina? Od lat zawsze tak samo odpowiadam na to pytanie: "By zostać oszukanym".

Gdy ktoś mnie pyta jaki jest mój ulubiony film, to zawsze myślę - Ludzie co za durne pytanie!:) To tak jakby wybrać czy wolę ukochanego śledzia z cebulką czy pomidorową czy jednak ciasto marchewkowe.



Nie mam stałej listy ukochanych filmów. Na różnych etapach mojego życia jest ona zmienna.
Jedne obrazy filmowe cenię za grę aktorką, inne za scenariusz, kolejne za sztukę operatorską. Najbardziej kocham filmy jakie łączą to wszystko na raz. 
Dla mnie w kinie ważny jest oczywiście dialog, muzyka, interpretacja, ale nie po to wymyślono kinematograf. Kino stworzono dla obrazu i od zawsze to w nim mnie przyciąga. Sposób pokazania przez operatora problemu, bohaterów, krajobrazu, idei, morału itd....

Od lat w świecie filmu nie widzę kandydata na arcydzieło. Mam wrażenie, że nie tworzy się już wielkich dzieł. Co nie znaczy, że nie powstają bardzo dobre produkcje.

Dziś siadłam w fotelu i postanowiłam spontanicznie w notesie zapisać tytuły 10 filmów jakie pierwsze przyjdą mi do głowy. Filmów jakie uwielbiam, polecam, cenię i jakie obejrzałam po kilka razy. To lista z tu i teraz. Jutro pewnie byłaby już lekko inna, choć niektóre pozycje nigdy się nie zmienią:)

Co jakiś czas na blogu będę prezentować Wam kolejne obrazy filmowe, jakie moim zdaniem warto zobaczyć. 
Nie sugerujcie się do końca kolejnością, ona nie wartościuje podanych przeze mnie tytułów. Patrz wspomniany wyżej wybór między śledziem a ciastem z marchewki:)

1. "Ojciec Chrzestny"
Szczególnie oczywiście część pierwsza, jednak kolejne są także znakomite.
Dla mnie to filmowe arcydzieło pod wieloma względami. Mało kto z filmowców osiągnął taki poziom kina jak widzimy w tym obrazie. A ta muzyka? Kto jej nie zna? Nie wiem ile razy obejrzałam ten film. Po 20 przestałam liczyć:)


2. "Czas Apokalipsy".
Dla wielu niezwykle nużący, dla mnie to niesamowite przedstawienie obrazu wojny i psychiki człowieka w nią uwikłanej.
Do tego znakomite operatorstwo!

3. "Dziecko Rosemery".
Podobno to jest horror. Ja w ogóle nie oglądam horrorów. Nie dlatego, że się boję, ja totalnie tych filmów nie rozumiem i mnie nudzą. Ale "Dziecko..." nigdy bym horrorem nie nazwała.
Obejrzałam ten film pierwszy raz jako chyba 10-latka. Za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie. Jeśli macie dzieci, nigdy nie puszczajcie im tego filmu zanim nie zostaną przynajmniej nastolatkami!
O tym dziele napisano tysiące stron A4. Bardzo trudne kino, ale zrobione z wielkim kunsztem. Polański osiągnął w nim szczyty światowej reżyserii i do dziś praktycznie nie zostały mu one odebrane.

4. "Adwokat Diabła"
Ależ ten film w sposób doskonały manipuluje widzem! Nie wiem czy od jego czasu obejrzałam obraz z równie zaskakującym zakończeniem. Raczej nie. Oczywiście na uwagę zasługuje także wybitna rola Al Pacino.

5. "Zapach kobiety"
Nie znam osoby jaka nie pokochałaby tego filmu. Scena z tańczącym tango Al Pacino przeszła do kultowych w historii kina. Zagrać w ten sposób to jest to prawdziwe mistrzostwo. Uwielbiam ten film za pomysł, barwy, klimat...za wszystko.

6. "Requiem dla snu"
Dziś na FB dodałam krótki wpis ja jego temat. W sumie to on zainspirował mnie do niniejszego postu. Zacytuje ponownie słowa z magazynu "Sight & Sound" z jakimi zgadzam się w pełni: "Po obejrzeniu tego filmu nie będziesz tą samą osobą".
Zwala z nóg, siedzisz w kinie po projekcji i nie możesz się ruszyć. Mnie po jego pierwszym obejrzeniu, bolały wszystkie wnętrzności i przez kilka dni byłam wręcz chora. Niesamowity poziom budowania napięcia, także przez genialną muzykę.


7. "Przesłuchanie"
Coś z naszego podwórka. Legendarny. Wybitna kreacja Krystyny Jandy. Obejrzałam ten film i od tamtej pory do dziś jestem urzeczona tą kobietą. Dla mnie to "lektura obowiązkowa" każdego Polaka. Obraz przerażający, dosłowny, niezwykle sugestywny.

8. "Nad Niemnem"
Zaskoczyłam Was? Naprawdę lubię ten film. Za jego klimat, za tą historię miłosną, za patos, za te krajobrazy. Zawsze marzyłam by mieć taki dworek z gankiem i okrągłym kwietnikiem przed:) Nigdy na tym filmie się nie nudziłam. Teksty z niego znam na pamięć:)

9. "Informator"
Świetny temat, znakomicie ujęty i na czasie. Rzadko w kinie spotyka się tak świetny duet dwóch charyzmatycznych aktorów jak tu: Al Pacino i Russell Crowe. Morał filmu niezwykle prawdziwy i niestety smutny: "W dzisiejszym świecie konsumpcji prawda wcale nie wygrywa".

10. "Apollo 13"
Zupełnie inne kino niż wymienione wcześniej pozycje.
Przez wiele lat wszystkich znajomych katowałam tym filmem. Jak ktoś do nas przychodził i mieliśmy coś oglądać, notorycznie proponowałam "Apollo 13":) Miałam jakąś wielką fazę na ten film. Do tego stopnia, że zaczęto mnie nazywać Apollo 13:)
Lubię jak Tom Hanks ogląda z żoną niebo. Jak mówi na koniec do towarzyszy "Panowie, lot z Wami to był dla mnie zaszczyt". Albo ten słynny tekst "Houston, mamy problem". Lubię jak Ed Harris zakłada tą cudną kamizelkę i to jego zdecydowanie i pewność siebie, a jednocześnie wielki stres widoczny w ruchach żuchwy.
Zawsze się denerwuje jak wchodzą w atmosferę, a przecież wiem, że im się uda bo widziałam to mase razy, a poza tym ta historia oparta jest na faktach. Mimo to stale przeżywam ją tak samo:)


Jeśli jesteście ciekawi kontynuacji mojej listy ukochanych filmów, dajcie znać czy Was to interesuje?
Z przyjemnością poznam też Wasze ulubione obrazy filmowe.

Dobrej nocy!
Magda

niedziela, 26 sierpnia 2012

TAG Versatile Blogger. 7 prawd o mnie.

 Nie przepadam za TAG'ami. Ale 7 prawd o sobie mogę w końcu Wam zdradzić, prawda?:)


1. Nie mam telewizora. Nie odczuwam kompletnie potrzeby jego posiadania. Kiedy czasem przy okazji u kogoś oglądam telewizję choćby 5 min. denerwuje mnie, szokuje jej poziom i utwierdzam się wtedy jeszcze bardziej w przekonaniu, że nie ma w niej nic wartościowego dla mnie. Urządzając moje mieszkanie nawet nie planowałam miejsca na ten sprzęt. Plazma na głównej ścianie salonu wielka niczym bilbord, burzy moje wewnętrzne poczucie estetyki i to kompletnie nie mój klimat:) Przyzwyczaiłam się już do częstego zdziwienia osób, które pierwszy raz mnie odwiedzają i na wejściu pytają: A gdzie Ty masz Madzia telewizor???:)

2. Uwielbiam jeździć samochodem. Prawo jazdy zrobiłam zaraz po ukończeniu 17 roku życia (wtedy jeszcze można było od tego wieku:)). Auto daje ogromne poczucie wolności. Jazda samochodem potrafi mnie niesamowicie zrelaksować, a kiedy trzeba naładować energią. Często kiedy muszę coś przemyśleć, wsiadam do samochodu i zwyczajnie jadę przed siebie. Podobnie jest gdy mam sporego "nerwa". Na co dzień muszę poruszać się po zatłoczonej stolicy, ale jeśli wyjeżdzam poza miasto na trasę...czuję się bosko i wiem, że mogłabym tak jechać na koniec świata! Zresztą już kiedyś napisałam o tym spontaniczny post >>:)

3. Nie przepadam za słodyczami. Generalnie mogłyby dla mnie nie istnieć. Nie jestem fanką lodów. Oczywiście od czasu do czasu z miłą chęcią zjadam, ale głównie dla towarzystwa. Ciasta też zwykle piekę dla wszystkich poza mną:) Nie słodzę od dziecka. Nie przepadam za dżemami, kompotami itp. Mam czasem ochotę na czekoladę czy ciasto marchewkowe:), ale dzieje się to sporadycznie i na długo zaspakaja moją chęć na cukier. Zawsze powtarzam, że ze słodyczy najbardziej lubię śledzie i golonkę:)

4. Kocham jazz i muzykę filmową. Oczywiście też starego dobrego rock'a np. Pink Floyd to zespół dla mnie kultowy i ukochany. Ale od około 3 lat głównie słucham twórczości Leszka Możdżera i jestem absolutnie zafascynowana tym artystą. Jego płyty są cudowne, a koncerty z jego udziałem to jedne z najpiękniejszych chwil w moim życiu. W samochodzie natomiast znajdziecie u mnie stosy płyt z muzyką do przeróżnych filmów. Świetnie mi się przy niej jeździ. Od dłuższego czasu męczą mnie w muzyce teksty....chcę słuchać bardziej samej kompozycji i nut!

5. Nie istnieje bez książek. Czytam dużo i tak było już od dziecka. Mam dość sporą biblioteczkę urządzoną prawie tak jak zawsze chciałam. Choć zaczyna się ona wymykać spod kontroli, a mieszkanie jakoś dziwnie nie chce być z gumy...Książki miały ogromny wpływ na moje życie i to kim dziś jestem. Z całą pewnością ukształtowały moją wrażliwość, wyobraźnie, tożsamość i pokazały, że tylko postęp i bycie otwartym, bez tworzenia sobie niepotrzebnych ograniczeń, daje nam satysfakcję z życia, wewnętrzny spokój i prawdziwą wolność.

6. Nie cierpię "babskich" gazet. Przez ostatnie lata nie kupiłam żadnej. Ostatnio w czerwcu przed podróżą pociągiem do Poznania na stoisku "peronowym" z tanią prasą, skusiłam się na jedną. Przeczytałam może dwa artykuły, przejrzałam całą i przekonałam się kolejny raz po latach, że za te 4 PLN (po zniżce, normalnie w cenie 8 PLN:)) to już wolę wypić nawet średniej jakości piwo. Poszła do kosza.

7. Jestem ogromnym śpiochem. Głównie niestety rano:( Mój typ to zdecydowanie sowa. W nocy mogę pracować, sprzątać, czytać, oglądać filmy, gotować, prać, gadać i generalnie jestem pełna życia. Czasem tylko zwycięża rozsądek...Ale za to rano? Rano potrafię zabić za obudzenie:) Jestem zła, że muszę wstać. Generalnie nie znam pojęcia wyspania, bo ja spać kocham i mogę spać nawet do południa i dalej. Jak nie muszę to nie wstaje:) Dawniej nawet biłam w spaniu istne rekordy: 16-18 h non stop...aż wstyd się przyznać:) Niestety życie dorosłe niesie z sobą masę obowiązków, więc wiadomo, że rzadko sobie na to pozwalam. Poza tym szkoda dnia! Ale i tak spanie to jedna z moich ulubionych czynności i nic na to nie poradzę.


Miało być 7, więc jest dokładnie tyle. Choć jeszcze wiele prawd o mnie można by napisać. Te są pierwszymi myślami, jakie aktualnie przyszły mi na głowy na istnym spontanie.

Kto ma ochotę napisać taki post - zachęcam. Chętnie poczytam prawdy o Was.
Jeśli nie blogujecie - napiszcie w komentarzu coś o sobie. Bardzo będzie mi miło poznać moich czytelników.

;)
Magda

czwartek, 24 maja 2012

Muzyka fimowa i cały ten jazz:) Moje muzyczne miłości...

Dziś rozpoczął się Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie.

Żałuję niezwykle, że nie mogę tam być, jak miało to miejsce przez ostatnie lata.

Muzyka filmowa to absolutnie coś co kocham i towarzyszy mi bardzo często.
Szczególnie uwielbiam ją podczas jazdy samochodem.

Z różnych przyczyn w tym roku nie mogłam stawić się w Krakowie.
Niestety:(

Ale cały dzień słucham RMF Classic i relacji z przygotować to tego wydarzenia i samej muzyki jaka tam rozbrzmiewa
i będzie jeszcze słuchana.

Zazdroszczę niezwykle tym, którzy dziś mogli w ramach festiwalu zobaczyć film "Pachnidło: Historia mordercy" i posłuchać na żywo muzyki do tej ekranizacji.
Jest przepiękna. Podobnie jak cudny film.

Ja musiałam zadowolić się transmisją radiową - ale i tak jestem urzeczona wykonaniem.

Festiwal trwa od dziś to jest 24-26 maja 2012.
Jeśli jesteście z Krakowa czy jego okolic albo macie możliwość pojechać tam - zachęcam.
Niesamowicie emocjonujące przeżycie.
 
Długo by opowiadać o tym dlaczego lubię ten rodzaj muzyki.
Może dlatego, że nie wymaga słów, może dlatego że kocham kino.
Może dlatego, że generuje ona u mnie takie emocje jakie ciężko opisać.
Uspokaja, kiedy trzeba pobudza.
Innym razem pomaga w tworzeniu, działaniu, a jeszcze innym jest wytchnieniem od nawału obowiązków.
Nie umiem przejść obok niej obojętnie.
Wzrusza, czasem denerwuje, dodaje energii a czasem koi - ale zawsze to rodzaj emocji nie do zapomnienia.

Dla mnie to też bardzo istotny element kina.
Choć tak, wiem, wiem - kinematograf stworzono dla obrazu!:)

Jeśli chcecie więcej poczytać o festiwalu zapraszam na stronę: http://www.fmf.fm/pl.
Może jak nie w tym roku, to za rok zaplanujecie by się wybrać i wtedy wspólnie się tam spotkamy?

Poza tym Kraków jest taki urokliwy. Mam do niego ogromny sentyment od lat.
Przeżyłam w nim piękne chwile i zawsze lubię tam wracać...

Muzyka filmowa to moja pasja, chyba też z innego powodu. Patriotycznego:)
 W Polsce mamy naprawdę wybitnych światowych kompozytorów tworzących ten rodzaj muzyki. Czasami większa część z Nas nawet nie wie, że komponują oni z największymi tego świata i są zapraszani do bardzo znanych projektów.
Wystarczy chociażby podać nazwisko Wojciecha Killara czy Leszka Możdzera.


Właście Leszek Możdzer...Od lat jestem zakochana w jego twórczości.
Maniakalnie słucham jazzu.
Nie wyobrażam sobie w zasadzie dnia od nie posłuchania choć jego "kawałka".

Nie mogę być na Festiwalu w Krakowie.
Ale dziś kupiłam karnet na dwa dni innego wydarzenia - Enter Music Festival.
To festiwal muzyki jazzowej stworzony właśnie przez L. Możdzera.
Jest jego pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym.


Pierwszy raz festiwal odbył się rok temu. Oczywiście byłam.
Dla mnie było to wręcz metafizyczne przeżycie.
Coś niesamowitego.
Uroku koncertom dodało przepiękne otoczenie.
Miejscem festiwalu jest bowiem Plaża nad Jeziorem Strzeszyńskim w Poznaniu.

Wyobrażacie sobie? Siedzicie w stworzonym amfiteatrze na plaży, a za sceną piękne jezioro!
Miejsce wyborne! Koncerty trwają do później nocy.
Tafla jeziora skrzy, wieje ciepły wiatr, gra piękna muzyka, a drzewa pachną wiosną i nadchodzącym latem...
Nawet ogromna burza jaka miała miejsce rok temu podczas jednego dnia festiwalu, nie zburzyła programu.
Była ogromna ale niezwykle zjednoczyła słuchaczy.

Mam nadzieję, że w tym roku będzie równie przepięknie jak rok temu.
A może nawet lepiej! (Jednak bez burzy:))
Cudowni też ludzie przychodzą na takie festiwale! Można nawiązać niezwykle znajomości na dłużej.

Za niecałe zatem dwa tygodnie - kierunek - Poznań!:)

Jeśli macie ochotę posłuchać wybornej muzyki zapraszam Was gorąco.
Enter Music Festival odbywa się 5-6 czerwca 2012 w Poznaniu.
Strona: http://enterfestival.pl/.

Ja tam będę. A może też ktoś z Was?

Lubicie muzykę filmową lub jazz?
A może to zupełnie nie dla Was?
Chętnie posłucham jakiej muzyce się oddajecie bez reszty.

Jak będziecie chcieli następnym razem opowiem Wam jaka muzyka filmowa szczególnie ujęła moje serce i jakie utwory słucham od lat do wręcz do złudzenia:)

Chętnie podzielę się też tym co w jazzie tak ubóstwiam.

Magda

sobota, 12 maja 2012

Leniwa cudna sobota. Dziś cieszy mnie wszystko:)

Cieszy mnie dziś wiele rzeczy.
Mimo, że od rana u mnie pada to jest ciepło i pięknie.

Po długim czasie słońca deszcz jest bardzo potrzebny.
Będzie pięknie zielono!:)

Pod oknem mam mały gaj bzowy i pachnie nim niesamowicie.


Mimo dużego deszczu biegałam dziś rano i czułam się cudnie.
Pokonałam nawet swój rekord czasowy:)
Uwielbiam takie dni kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć i mogę robić to co kocham.

Wczoraj spędziłam miły wieczór w knajpce Mamma Mia na warszawskiej Saskiej Kępie i długo spacerowaliśmy po zakątkach tej dzielnicy.
Wieczór i noc była niesamowicie ciepła - jak w lipcu.

Miałam plan by jechać do Ikea - ale szkoda mi trochę dnia na chodzenie po sklepach.
Obawiam się też tłumów, a wolę tam jeździć kiedy jest mało ludzi.
Może wieczorem jednak się wybiorę...Zobaczymy.


Jak na razie piję włoską kawę z mojej ukochanej filiżanki.


Wstawiłam pranie.
Słucham Leszka Możdzera. Płyta Komeda jest moją ukochaną i gorąco ją polecam każdemu.
Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami jazzu.


Cieszę się, że w środę posprzątałam generalnie całe mieszkanie - dzięki temu sobota jest tylko dla mnie:)

Raduje mnie jeszcze inna skromne "zjawisko".
Przybywa mi czytelników bloga.
Wiem, że nie jest ich jeszcze dużo. Ale cieszy mnie każda osoba i każdy komentarz i ślad jaki zostawiacie.
Bardzo Wam za to dziękuję.

Postanowiłam, że jak będzie Was 200 osób - zrobię małe rozdanie.
Kosmetyczne ale nie tylko:)

Zaraz zabieram się za przygotowanie prostego włoskiego obiadu.
Pójdą w ruch zakupy przywiezione z Toskanii.


Czeka mnie jeszcze małe sprzątanie w garderobie...ale nie wiem czy nie przełożę tego na jutro:)

Wieczorem na twarz pójdzie na bank spirulina ze Zrób Sobie Krem.
Potem maska czekoladowa - prezent z Niemiec od Agi - 82Inez.





Na włosy na noc olejek Sesa o jakim pisałam tu >>, a wcześniej kąpiel z dodatkiem ulubionego olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego.


Na stopy i dłonie masło shea.
Świeczka z Yankee Candle - lewendowo-waniliowa.


 
Lampka wina i lektura książki "Potęga podświadomości" Joseph'a Murphy. Do jakiej co jakiś czas wracam.




Napiszcie koniecznie jak Wy spędzanie tą sobotę?
Leniwie, pracowicie?


A i może coś mi doradzicie?
Poszukuje kilku rzeczy i może mnie nakierujecie?

Marzy mi się miętowa marynarka/żakiet.
Niestety te jakie widziałam do tej pory są - jak mówi moja mama "jak psu z gardła":)
Materiał kiepski, skrojone fatalnie.
Inne niesamowicie drogie. Nie chcę wydawać kroci na marynarkę o kolorze w jakim raczej nie będę chodzić w koło czy cały rok i jaki nie do wszystkiego pasuje.
Może gdzieś widzieliście fajne w tym odcieniu?

Druga sprawa.
Chcę kupić tubę na pędzle.
Coś w stylu takiej jaką ma Sigma.
Byłaby ta od nich ok ale...kosztuje 20$ i prawie 15$ przesyłka. No ludzie!

Wszelkie sugestie i rady w tych tematach mile widziane.

Pozdrawiam Was serdecznie wszystkich i każdego z osobna:)
Magda