Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naczynka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naczynka. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 października 2012

Azjatycko czyli ryżowa maska do twarzy SkinFood Rice Mask Wash Off. Recenzja.


Dziś ostatni dzień października, więc czym prędzej piszę recenzję czwartej maseczki do twarzy w tym miesiącu
(Akcja Październik Miesiącem Maseczek).


Tym razem produkt jaki zakupiłam przez ebay już kilka m-cy temu. Przyszedł do mnie wraz z innymi zakupami z Azji.

SkinFood Rice Mask Wash off - Maseczka Ryżowa.


Pojemność to 100 g. Kupowałam ją dokładnie po 25 PLN. Przesyłka była gratis. Aktualnie kiedy patrzę najtańszą aukcję na ebay z tym kosmetykiem widzę po 31-32 PLN (dostawa w cenie).


Jakie ma zadanie?

Wg producenta maseczka rozjaśnia skórę. Zmiękcza ją, rozświetla i nawilża. Działa kojąco i wybielająco. Oparta jest na wyciągu z ryżu. Zawiera też wiele witamin i minerałów.

Papierowa etykieta na wieczku niestety pod wpływem wilgoci lekko się kurczy:(
Skład?



Jak stosować?
Nanosimy tradycyjnie maskę na oczyszczoną twarz i zmywamy po 10-15 minutach ciepłą wodą.

Postać?
Jest biała i ma bardzo delikatną przyjemną konsystencję. Niezwykle przypomina wg mnie rzadszą kaszę manną. Jest kremowa ale ma w sobie lekkie drobinki . Jest to pewnie zmielony ryż. Nakłada się bardzo fajnie i zmywa także rewelacyjnie.



Zapach?
Bardzo delikatny, miły, jakby lekko mleczny, ale dla wielu osób może być wcale niewyczuwalny.

Czy polubiłam?
W moim odczuciu to bardzo dobra maska. Znakomicie sprawdziła się u mnie jako ukojenie skóry np. po peelingu. Działa niesamowicie łagodząco. Wycisza skórę i zdecydowanie ją rozjaśnia. Myślę, że szczególnie zauważą to osoby ze skłonnością do zaczerwienień na skórze czy rumienia. Poprawia jej koloryt i zaraz po zmyciu od razu widać, że cera jest jaśniejsza i rozświetlona. Do tego bardzo ładnie nawilżona. Zauważyłam także, że staje się bardzo gładka i miękka, aż chce się jej stale dotykać. Nie mogę jednak powiedzieć, że ten efekt utrzymuje się bardzo długo. Myślę, że żeby stale tak było, potrzebna jest aplikacja 2-3 w tygodniu, a ja zwykle stosuje ją raz na tydzień.
Polecam ją również przed ważnym wyjściem, całonocną imprezą itp. Podkład bardzo ładnie wygląda po jej użyciu.
Jeśli macie jakieś krostki, czerwone miejsca po trądziku to też ładnie wycisza takie problemy i wybiela je lekko.

Jestem wielką fanką masek kojących i rozjaśniających i ta naprawdę spełnia swoje zadanie. Muszę jeszcze dodać, że ja zwykle trzymam ją dłużej niż zaleca producent, nawet do 30-40 min.

Jeśli preferujecie wyłącznie gęste, bardzo kremowe i treściwe, tłuste maski to ta raczej Wam się nie spodoba. Jest bardzo lekka, jak ubita piana:)



Nie uczuliła mnie i nie podrażniła. Nie zapchała również. Używam ją w miarę regularnie od kilku miesięcy i jeszcze starczy mi przypuszczam na 2 razy. Moim zdaniem wydajność jest bardzo ok.

Polubiłam ją także za ciekawą niespotykaną konsystencję. Niezwykle lekką. Ona bowiem jest jak puch, troszkę też jak bita śmietana:) Bardzo przyjemnie takie kosmetyki aplikuje się na skórę.
Nie ma absolutnie uczucia mrowienia, szczypania, ściągnięcia. Nie zasycha nieprzyjemnie. Relaksuje i ma się wrażenie trzymania na skórze jedwabiu. Ogromna delikatność i przyjemność.


Osoby nie mające jakiegoś problemu z zaczerwienieniami, podrażnieniami na twarzy i nie potrzebujące stałego ukojenia skóry, wydaje mi się, że nie zobaczą w tej masce nic nadzwyczajnego. Ale jeśli poszukujecie produktów kojących, rozjaśniających a nawet lekko wybielających skórę, to gorąco polecam tą maskę. Choć nie mogę powiedzieć, że jest to jakieś odkrycie dekady:)
Wg mnie sprawdzi się zarówno na skórze suchej jak i tłustej.



Minusem jest oczywiście brak dostępności w Polsce. Od czasu do czasu chyba produkty tej marki można kupić na Allegro, ale z tego co patrzyłam na ebay wychodzi taniej, a zwykle wysyłka jest gratis.
Ja jak do tej pory na sprzedawcach z Azji nigdy się nie zawiodłam, choć oczywiście też nie znam ich wszystkich:)

Kosmetyk zapakowany jest w ciekawe "grzybkowe" opakowanie. Dodatkowo maska zabezpieczona wewnątrz jest plastikowym wieczkiem.



Aktualnie wykańczam zapasy inny masek, ale z całą pewnością jeszcze do niej kiedyś wrócę.
SkinFood też w swojej ofercie ma wiele innych maseczek do twarzy. Możecie o nich poczytać na stronie tu >>.

Pewnie skuszę się za jakiś czas jeszcze na jakąś inną.

Słyszałyście o tej masce? A może znacie inne maski z ryżu? Powiem szczerze, że mi znana jest tylko ta, a ryż bardzo lubię:)

Też macie długi weekend jak ja?
Magda

wtorek, 30 października 2012

Hydrolat z kwiatu kocanki 100% ekologiczny Biochemia Urody. Recenzja.


Hydrolat z kocanki Biochemii Urody kupiłam głównie ze względu na mocno naczynkową skórę i skłonność do rumienia. Butelkę zużyłam w całości. Pora zatem na werdykt.

Wszelkie obszerne informacje na temat tego produktu - jego zastosowania, pochodzenia, działania itp. znajdziecie na stronie BU w tym miejscu >>. Warto poczytać.

Zapakowany jest w ciemną butelkę z etykietą. Cena to 19,90 PLN/200 ml. Kosmetyk przychodzi gotowy od razu do zastosowania. Nic nie musimy samemu mieszać.


Dla kogo?

W skrócie polecany jest osobom z problemem naczynek. Działa obkurczająco, zmniejsza opuchnięcia, sprzyja zanikaniu siniaków, krwiaków, wszelkich zaczerwienień skóry nie tylko na twarzy, ale na całym ciele. Poza tym działa łagodząco i przeciwzapalnie. Polecany jest również przy trądziku różowatym. Przyspiesza gojenie ran, sprzyja redukcji blizn, przyspiesza odbudowę naskórka. Dodatkowo zwalcza wolne rodniki, ma właściwości antyoksydacyjne, antybakteryjne, antyseptyczne, przeciwgrzybiczne i przeciwwirusowe.

Postać to płyn o zabarwieniu lekko żółtawym, ale barwa ta kompletnie nie jest widoczna na skórze i na niej nie zostaje.



Hydrolat można używać jak tonik przecierając nim skórę wacikiem lub spryskując po przelaniu do jakiejś buteleczki ze sprayem (polecam drugi sposób, większa wydajność).
Znakomicie nadaje się także do maseczek w proszku np. glinek, alg itp. Również do peelingów enzymatycznych proszkowych. Można także dodawać go do kremów, żelu hialuronowego. Robić z niego okłady na całe ciało lub/i na oczy.

Jak ja stosowałam?
Przez kilka tygodni spryskiwałam nim twarz wieczorem i rankiem, tuż przed zastosowaniem kremu. Przelałam go do butelki z atomizerem i służył mi jako codzienny tonik. Kilka razy także użyłam go do przygotowania maseczki z alg. Robiłam również z niego okłady na siniaki na nogach, do jakich mam dużą skłonność. Poza tym stosowałam na ranki czy zadrapania na stopach, dłoniach, opuchnięte powieki i sińce pod oczami.

Co z tym kontrowersyjnym zapachem?
Zanim kupiłam ten kosmetyk dużo się naczytałam, że zapach jest okropny, ciężki do zniesienia. Mimo wszystko postanowiłam sama to sprawdzić. Powiem szczerze, że nie wiem czy ja mam coś z nosem, ale mi kompletnie ten zapach nie kojarzy się źle. Jest intensywny, mocny ale dla mnie osobiście nie jest nieprzyjemny. Od pierwszego momentu powąchania kojarzy mi się z z ostrym zapachem papryczek chili + z lekką nutą orientalnych ziół. Nie jest to woń dla mnie niemiła. Jednak wiele osób podobno jej nie trawi. Ja takich odczuć nie mam. Muszę jednak powiedzieć, że zapach jest zdecydowany i z hydrolatów jakie miałam do tej pory najbardziej intensywny. Odbieranie zapachów jest jednak bardzo subiektywne.
Dla przykładu wiele osób mówi, że hydrolat oczarowy pachnie pięknie kwiatami. Dla mnie działanie jego jest wyśmienite, ale zapach tragiczny. Wg mnie pachnie publiczną toaletą. Zużyłam jedną butelkę, ale z wielkim trudem i ponownie go nie kupię. Zapach kocanki przy nim to dla mnie raj!:)

Jak oceniam działanie?
Wraz z hydrolatem z róży to mój ulubiony produkt tego rodzaju. Z całą pewnością kupię go ponownie.
Świetnie koi skórę, uspokaja ją, zmniejsza zaczerwienienia i rumień. Widocznie obkurcza naczynia krwionośne. Zawsze po umyciu moja twarz jest zaczerwieniona, różowa. Hydrolat z kocanki widocznie zmniejsza ten efekt. Dodatkowo daje uczucie ukojenia. Poprawia również nawilżenie. Świetnie sprawdził się w upalne dni. Dobrze chłodził i zmniejszał zaczerwienienia powstające w wyniku wysiłku fizycznego czy też działania słońca.

Nie mogę jednak powiedzieć żeby kosmetyk ten trwale mógł zniwelować problem nadmiernej aktywności naczynek. Moim zdaniem działa on doraźnie. Być może przy dłuższym stosowaniu (po kilku zużyciach butelek) mogłabym stwierdzić, że obkurczenie naczynek jest trwalsze i stały się one bardziej mocne. Ale jak na teraz ciężko mi to przyznać. Podczas jego stosowania moje naczynka wyraźnie miały się lepiej. W zasadzie przez cały czas nie czułam np. pieczenia skóry, uczucia gorąca na policzkach, co znane jest osobom o takim rodzaju skóry jak moja. 

Po całym dniu kiedy zmywałam twarz z makijażu, a następnie aplikowałam hydrolat z kocanki czułam przyjemne uczucie jakbym kładła na twarz kojący kompres. Koloryt skóry też się poprawił. Był bardziej wyrównany, jaśniejszy.

Wg mnie hydrolat ten także świetnie nawilża skórę i ją orzeźwia. Nie wiem jak działa w przypadku trądziku różowatego, ponieważ nie mam takiego problemu. Zauważyłam jednak, że przyspiesza gojenie wszelkich zmian na skórze. Świetnie działa na różne krostki, zaczerwienienia, zadrapania, ranki. Nie mam stałego problemu z pryszczami, ale jeśli już coś mi wyskoczyło, to przyspieszał gojenie i zmniejszał widoczność niechcianych niespodzianek. Zdecydowanie szybciej znikały.

Ciężko mi natomiast powiedzieć o jego działaniu przeciwzmarszczkowym. Tego po okresie użycia jednej butelki moim zdaniem nie da się uchwycić. Choć mam nadzieję, że coś w tym kierunku jednak uczynił:)


Polecam ten kosmetyk także jako produkt łagodzący po depilacji. U mnie pięknie wyciszał skórę po regulacji brwi i znacznie szybciej dochodziła do siebie w  tym miejscu.

Pomaga również w walce z opuchnięciami powiek i okolic oczu oraz zasinieniami. Muszę jednak dodać, że u mnie nie jest to jakiś bardzo duży problem i pojawia się od czasu do czasu.

W porównaniu z drogeryjnymi tonikami stricte przeznaczonymi do skóry naczynkowej ten hydrolat ma działanie rewelacyjne i widać efekty. Toniki tego typu u mnie nie robiły nic jeśli chodzi o np. rumień. Czy jednak po użyciu produktu z kocanki problem naczynek nam zniknie? Na to szans nie ma.



Co z działaniem na inne partie ciała?
Mam dużą skłonność do siniaków na ciele. Głównie na nogach. Zauważyłam, że okłady z hydrolatu kocanki pomagają w szybszym ich wchłanianiu. Jednak wg mnie tylko wtedy jeśli zastosuje się je na początku.
Znakomicie sprawdził się kiedy to nowymi butami nieźle pocharatałam sobie pięty. Okazał się także raz wybawieniem podczas zbyt nadgorliwego manicure przy jednym paznokciu. Łagodził także miejsca po ukąszeniu komarów latem. Mniej swędziały, kompletnie nie korciły by je drapać, a znamiona znikały błyskawicznie.

Następnym razem kiedy go kupię zamierzam regularnie stosować na uda, gdzie mam słabe naczynka krwionośne i sprawdzić tu jego działanie. Teraz bowiem tylko kilka razy go zaaplikowałam na te miejsca i robiłam to bardzo nieregularnie, więc efektów też nie mogłam zauważyć.

Łatwy dozownik


Jak się ma do hydrolatu z róży damascena?

Hydrolat z kocanki dla wielu ma tragiczny zapach, jak wspomniałam wyżej dla mnie zupełnie nie. Czy jednak hydrolat z róży pachnie ładniej? Zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o zapach to jak do tej pory dla mnie numer jeden. Bardzo relaksuje, jest delikatny, przyjemny i chyba nie ma osoby, która by go nie polubiła. Moim zdaniem działa bardzo podobnie jak produkt z kocanki. Wycisza twarz, uspokaja, działa świetnie na naczynka. Jeśli chodzi o to działanie tu stawiam je na równi. Nawilżenie także dają takie samo. 

Wg mnie jednak kocanka lepiej działa na siniaki, ranki, zadrapania, krwiaki czy gojenie się pryszczy.
Różne też źródła podają, że ma lepsze działanie na naczynka na dłuższy czas i podobno nie działa tylko tu i teraz.

Oba produkty bardzo lubię. Dodatkowo hydrolat z róży działa zdecydowanie na psychikę. Jego zapach odstresowuje, uspokaja, łagodzi napięcia i dodaje optymizmu:) Można także nim spryskiwać nie tylko twarz ale całe ciało czy włosy - wtedy woń towarzyszy nam dłużej.

Dla osób jakie nie mogą zdzierżyć zapachu kocanki jest to świetna alternatywa. Ja pewnie będę je stosować zamiennie.

Moim zdaniem warto oba te produkty mieć w domu. Nawet jeśli nie macie problemów z naczynkami to myślę, że każdemu z nas zdarzaj się siniaki, jakieś zaczerwienienia, zadrapania, - choćby na stopach czy dłoniach i wtedy takie hydrolaty są wybawieniem.


Mam jeszcze cel by po zużyciu obecnie stosowanego hydrolatu z róży, przetestować hydrolat z kocanki w warunkach zimowych. Do tej pory bowiem stosowałam go latem i jesienią. Skóra naczynkowa jednak wymaga największej pielęgnacji właśnie podczas niskich temperatur za oknem i zastanawia mnie czy wtedy kocanka da radę z czerwonymi polikami:) Sprawdzę i dam znać.

Jutro/pojutrze recenzja oleju z kocanki. Bądźcie cierpliwi:)


Pozdrawiam,
Magda

czwartek, 6 września 2012

Marion Delikatna pianka do mycia twarz. Ogromne odkrycie! Recenzja.

 
 
Produkt kupiony przypadkowo, a okazał się ulubieńcem ostatnich miesięcy:)

Delikatna pianka do mycia twarzy Marion. Cera wrażliwa i naczynkowa. Zawiera ekstrakt z piany morskiej i alg.
Kosmetyk kupiłam kilka miesięcy temu na Allegro przy okazji innych większych zakupów. Kosztował mnie 8 PLN/165 ml.

Ciekawa byłam głównie formy produktu czyli pianki. Nigdy wcześniej do mycia twarzy nic takiego nie używałam. Przyznam, że za wiele się nie spodziewałam i uznałam, że nawet jak okaże się bublem to za 8 PLN mogę to jakoś znieść.

Jaki wynik? Pianka okazała się dla mnie świetnym produktem!

Wszelkie informacje od producenta na jej temat znajdziecie w tym miejscu >>.

Krótko co ma produkt robić wg Marion?
Oczyszczać twarz, wygładzać i koić skórę, nawilżać, uelastyczniać, wzmacniać naczynka, łagodzić podrażnienia.
Nie zawiera mydła. Nie wysusza. Nie zawiera alergenów. Polecany głównie do skóry wrażliwej i naczynkowej.
Nie zawiera parabenów i SLS-ów.

SKŁAD: AQUA, COCAMIDOPROPYL BETAINE, COCO GLUCOSIDE, LAURETH-7 CITRATE, GLYCERIN, METHYL PROPANEDIOL, POLYQUATEMIUM-7, TRIETHANOLAMINE, COCETH-7 (AND) PPG-1-PEG-9 LAURYL GLYCOL ETHER (AND) PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL (AND) CAVIAR EXTRACT, SEPIOLITE EXTRACT, PANTHENOL, ALLANTOIN, TETRASODIUM EDTA, BENZYL ALCOHOL (AND) METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE (AND) METHYLSOTHIAZOLINONE, PARFUM, C.I. 42090



Dlaczego mnie urzekła?

Działa i spełnia obietnice producenta. Biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny - naprawdę rewelacja.

Na samym początku nie wierzyłam w to, że może zmywać makijaż. Stosowałam ją więc po wcześniejszym oczyszczeniu twarzy płynem micelarnym.
Potem jednak zupełnie przez przypadek, kiedy to byłam w nocy bardzo zmęczona i marzyłam by jak najszybciej iść spać. Zmyłam od razu twarz pianką. Odkryłam wtedy, że kosmetyk świetnie zmywa makijaż! Nie tylko twarzy ale i oczu. Zwykle jednak na twarz i oczy trzeba użyć dwóch pompek produktu.
Kosmetyki kolorowe przy demakijażu nim nie rozmazują się nieestetycznie na twarzy. U mnie schodzą idealnie i bardzo sprawnie. Pianka nie podrażnia mi skóry ani oczu, a z tymi ostatnimi mam często problem.
Zrobiłam kilka testów na różnych tuszach do rzęs m.in. Mac i Cover Girl, które dość ciężko się zmywają i kosmetyk spokojnie sobie z nimi poradził.
Nie wiem jak z produktami wodoodpornymi, bo takich nie używam. Dodam także, że ze względu na makijaż permanentny nie rysuje na oku czarnych kresek, ale latem stosowałam kredki kolorowe i spokojnie zmywały się pod wpływem tej pianki.

Zgadzam się z tym, że pianka koi skórę, łagodzi podrażnienia i nawilża. Nie mam po umyciu uczucia ściągnięcia skóry, a u mnie to zjawisko występuje często. Twarz rzeczywiście jest jaśniejsza, mniej podrażniona i naczynka jakby ukojone. Czy je wzmacnia? Tu raczej w to nie wierzę. Wątpię by tego typu kosmetyk w dość krótkim czasie zetknięcia ze skórą, mógł coś takiego uczynić. Niemniej jednak złagodzenie jest widoczne i wyczuwalne. Szczególnie pod kilku tygodniach zauważyłam spore rezultaty. Do tego skóra jest dużo bardziej gładka i miła w dotyku.

Samo mycie twarzy tą pianką jest dla mnie niezwykłą przyjemnością i relaksem. Produkt bardzo przyjemnie delikatnie pachnie. Nakładam go na zwilżone dłonie. Zwykle wyciskając 1-2 pompek i kolistymi ruchami masuje twarz. Wytwarzana piana nie jest ogromna, raczej bardziej wodnista niż kremowa, co dla niektórych może być wadą. Muszę jednak powiedzieć, że uczucie mycia twarzy nią jest niezwykle miłe. Produkt jest bardzo delikatny, wręcz jak jedwab pod palcami.
Nic się niepotrzebnie nie rozmazuje po twarzy. Nie ma efektu pandy itp. Po zmyciu w końcu na polikach nie widzę wielkiego czerwonego rumienia. Skóra jest uspokojona. Brak jakiegokolwiek mrowienia czy szczypania.

Oczywiście piankę możemy stosować także jako uzupełnienie demakijażu twarzy, po użyciu mleczka, płynu micelarnego itp.
Muszę powiedzieć, że od 3-4 lat praktycznie nigdy nie zmywałam makijażu bezpośrednio wodą i jakimś myjącym kosmetykiem. Zawsze wcześniej szedł w ruch głównie jakiś micel. Nie znoszę bowiem efektu "maziania" się kolorówki. Ta pianka chyba jako pierwsza zmieniła lekko moje nawyki.

Stosowałam ją także do mycia twarzy od czasu do czasu rano. Świetnie odświeża!

Bardzo przyjemny skład.



Co z wydajnością?
Mam ją od 5 m-cy i co prawda czasem stosowałam w tym czasie inne kosmetyki do mycia twarzy, ale jednak po ten produkt sięgałam najczęściej. Nadal go mam i myślę, że starczy mi jeszcze na około 3-4 tyg. Jest zatem bardzo wydajny. Jeśli nie będziemy bezpośrednio zmywać nim makijażu i nie stosować także rano, starczy jeszcze na dłużej.

Jak spisuje się opakowanie?
Bardzo lekkie, plastikowe. Fajne do podróży. Całkiem gustownie wykonane. Podoba mi się to, że widać ile produktu nam zostało.
Jednak pompka nie działa idealnie. Bywa, że zacina się i trzeba kilka razy ją nacisnąć by wydobyć zawartość. Czasem to frustrujące. Szczególnie pod koniec zużywania problem ten pojawia się w zasadzie za każdym użyciem. Na początku było to rzadkie. Uważam, że tu mechanizm pompki trzeba by poprawić. Choć nie jest tak, że psuje się na tyle by w ogóle nie móc z produktu skorzystać. Jedynie trzeba użyć większej siły i okazać cierpliwość:)



Jakieś inne minusy?
Wadą dla niektórych może być konsystencja uzyskanej piany. Tak jak pisałam wyżej jest dość wodnista, nie zbita. Mi to kompletnie nie przeszkadza. Warto nie moczyć za bardzo twarzy czy dłoni przed aplikacją. Tylko lekko. Mała ilość H2O wystarczy. Wtedy nic nie spływa.

Minusem może być dostępność. Ja kupna dokonałam przez internet. W drogerii jaką mam blisko domu, gdzie można dostać wiele produktów marki Marion, nigdy tej pianki nie widziałam. Sprzedawczynie też o niej nie wiedzą. W innych sklepach też jej nie spotkałam. Jak u Was ta sprawa wygląda?

Mam także wspomniane wyżej zarzuty, co do działania pompki.

Innych uwag brak. Zaznaczam jednak, że nie mam porównania z innymi tego typu kosmetykami do mycia twarzy. To moja pierwsza pianka myjąca.

Nie wiem też jak sprawdzi się w przypadku cer bardzo suchych i bardzo tłustych. Takiej skóry nie posiadam. Nie mam także doświadczeń ze zmywaniem nią makijażu mocnego, niezwykle kolorowego. Przypuszczam, że wtedy zwyczajnie trzeba nanieść więcej tej pianki lub czynność kilka razy powtórzyć.

Marion ma swojej ofercie także Oczyszczającą piankę do skóry normalnej i mieszanej na bazie ekstraktu kawioru. Bardzo chciałabym ją także kupić.

Powiem szczerze, że dla mnie ten kosmetyk to odkrycie 2012 roku. Nie pamiętam żebym ostatnio miała coś równie delikatnego i skutecznego do mycia twarzy. Do tego w tak rewelacyjnej cenie i polskiej firmy!
Produkt bardzo przyczynił się do poprawy kondycji mojej skóry. W końcu coś co jest łagodne, kojące i nie podrażnia spojówek - a to rzadkie! Do tego mycia twarzy nim to przyjemność. Rach, ciach i po sprawie. Twarz czyściutka migusiem:)

Polecam szczególnie osobom ze skórą wrażliwą, naczynkową. Szukającym czegoś delikatnego. Znakomicie sprawdzi się podczas kuracji mocno złuszczających, przeciwtrądzikowych, np. kwasami lub po nich. Świetne uzupełnienie do stosowania zamiennie z bardziej inwazyjnymi "zmywaczami" do twarzy.

Postaram się kupić jeszcze drugą wersję tej pianki z kawiorem i dam Wam znać jak ona wypada na tle tej z algami.

Chętnie poczytam też Wasze spostrzeżenia na temat tego kosmetyku, jeśli miałyście okazje go stosować.

Pozdrawiam serdecznie!
Magda

sobota, 25 sierpnia 2012

Eliksir winogronowy Biochemia Urody. Kosmetyk doskonały? Recenzja.

Wiele osób długo wyczekiwało na recenzję tego kosmetyku. Przepraszam bardzo za spore opóźnienie.

Eliksir winogronowy z BU zakupiłam kilka miesięcy temu. Zużyłam go całkowicie. Pora zatem na moją opinię.

Na początek informacje "logistyczne".
Produkt ten można kupić w sklepie Biochemia Urody >>.
Koszt to 43 PLN/40 ml.

Pod wskazanym linkiem znajdziecie wszelkie obszerne informacje na jego temat.

Kosmetyk nie jest produktem gotowym. Przychodzi jako zostaw składników i wymaga wymieszania. Przygotowanie eliksiru, często określanego jako serum - jest banalnie proste. Każdy sobie z tym poradzi. Dokładna instrukcja "mieszania":) znajduje się w tym miejscu >>

Wiele dziewczyn często pisało mi, że nie jest/nie było dobrymi z chemii i sobie nie poradzi z przygotowaniem. Tu wiedza z chemii jest zbyteczna. Serio! Trzeba postępować zgodnie z radami producenta. Wszystkie składniki są odmierzone w osobnych opakowaniach, dobrze zapakowane. W zestawie macie pojemniki do przechowywania całości serum: plastikowy + szklany z pipetą do codziennego użytku.
Nic nie wymaga podgrzewania, mierzenia, dodawania innych składników. W zestawie dostajecie także etykiety do naklejenia na opakowania oraz plastikową pipetę do mieszania.
Przygotowanie wszystkiego zajmie Wam kilkanaście minut.
W plastikowym opakowaniu przechowujecie całość (zapas), a w buteleczce szklanej ciemnej ilość np. na tydzień jaką aktualnie używacie.
Pełny skład zestawu:
- Mleczko winogronowe; Postać: różowo - mleczna, płynna emulsja,
- Resweratrol; Postać: ciemno-brązowy, gęsty płyn,
- Żel hialuronowy 1%; Postać: bezbarwny, przezroczysty, bezzapachowy żel,
- Witamina C - olejek; Postać: płynny, bezbarwny i bezzapachowy olejek,
- Kwas hialuronowy ULMW EKO, Postać: bardzo drobny, biały proszek, bezzapachowy,
- Pusta butelka z ciemnego szkła z pipetką do przechowywania podręcznej porcji serum,
- Plastikowa bagietka,
- Etykietka na gotowy produkt.

Skład produktu gotowego: Water; Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract; Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil; Glyceryl Stearate; PEG-60 Hydrogenated Castor Oil; Propylene Glycol, Hyaluronic Acid HMW, Butylene Glycol; Vitis Vinifera (Grape) Vine Extract (resweratrol - 6%), Tetrahexyldecyl Ascorbate (witamina C - 5%), Hydrolyzed Hyaluronic Acid ULMW.

Jak stosować?
J
ako serum na dzień lub/i na noc. Można go stosować samego lub pod inny dowolny krem. Opcjonalnie także można mieszać z kremem lub np. żelem hialuronowym i dopiero nakładać na skórę.

Jak przechowywać?
Producent radzi by zapas eliksiru w plastikowej butelce trzymać w lodówce. Porcję eliksiru natomiast w małej, szklanej butelce można przechowywać 2-3 tyg. w temperaturze pokojowej. Ja obje butelki trzymałam w lodówce i tak polecam. Należy unikać wilgoci, nasłonecznienia i zawsze pamiętać o dokładnym zakręcaniu obu butelek.

Ważność zestawu, a także gotowego kosmetyku to 6 m-cy.


Czy to kosmetyk dla mnie i co generalnie ma robić?
Tak jak podałam wyżej odsyłam do pełnego opisu na stronę producenta. Ale w punktach skrótowych można ująć to tak:
1. Ma przeciwdziałać oznakom starzenia się skóry. Działać zapobiegawczo ale także na zmiany już widoczne.
2. Działać przeciwzmarszczkowo. Po 6 tyg. zmniejszać ilość i głębokość już istniejących zmarszczek, także zmarszczek mimicznych twarzy, w tym tzw. kurzych łapek.
3. Poprawiać strukturę i elastyczność skóry. Wygładzać. Zwiększać nawilżenie.

4. Chronić przed fotostarzeniem i zniszczeniem skóry pod wpływem słońca.
5. Zmniejszać skłonności do zaczerwienienia oraz podrażnień. Wzmacniać naczynka, poprawiać cyrkulację krwi. Poprawiać stan skóry naczynkowej. Zmniejszać opuchliznę i zasinienia okolic oczu.

6. Rozjaśniać przebarwienia, zapobiegać powstawania nowym. Ogólnie poprawiać koloryt skóry.

Przeznaczony jest dla każdego typu cery dojrzałej, zarówno suchej i przetłuszczającej się, z pierwszymi lub zaawansowanymi zmarszczkami, w tym zmarszczkami mimicznymi, dla osób mających intensywny kontakt ze słońcem lub solarium, oraz osób o skórze już zniszczonej działaniem słońca, w przypadku lekkich przebarwień i szarego kolorytu skóry, dla cery podrażnionej, naczynkowej, zaczerwienionej. Jako prewencja przeciwzmarszczkowa. Także na okolice oczu, szyję i dekolt.


Jak ja go stosowałam?

Nanosiłam bezpośrednio na twarz, szyję i dekolt. Także na okolicę oczu i powieki. Rano i wieczorem. Zawsze przed nałożeniem należy mocno wstrząsnąć opakowaniem.
Na dzień zwykle nakładałam na niego krem BB, który od miesięcy jest dla mnie podkładem i zawiera filtr SPF 25.
Przez pierwszy miesiąc na noc kładłam samo serum. Po tym czasie dołączyłam do pielęgnacji krem rozjaśniająco-wygładzający Azelo/BHA także z BU (to było moje drugie opakowanie, wcześniej przed kupnem serum przeszłam już nim kurację). Krem ten kładłam na serum mniej więcej 3-4 razy na tydzień. Zdarzało mi się też używać na eliksir inny krem.

Dodam, że eliksir aplikowałam zawsze na skórę nawilżoną jakimś hydrolatem lub drogeryjnym tonikiem. Ja takimi płynami zawsze spryskuje twarz i na jeszcze mokrą nakładam różne specyfiki.



Na ile wystarczył?
Na około 3 m-ce. Może troszkę mniej. Stosowałam go mniej więcej od początku kwietnia do końca czerwca.
Przez ten czas miałam ok. 8 dni przerwy, gdyż wyjeżdzałam i nie miałam jak zabrać serum ze sobą by przechowywać go w lodówce, a tak preferuje. Bałam się też, że wyleje się z opakowania w czasie podróży.

Konsystencja, nakładanie, wchłanianie?
Serum ma w zasadzie konsystencję klasycznego serum:) Pół płynny żel. Kolor: lekko brązowy jasny. Zapach bardzo delikatny, przyjemny. Ale winogron to ja tam nie czułam. Zresztą producent wcale tego nie zapewnia.
Nakładanie pipetką jest banalne. Wystarczy naprawdę 2-3 krople by pokryć całą twarz, szyję i dekolt. Na początku zbyt dużo go nakładałam. Nie byłam przyzwyczajona do takiej aplikacji. Potem nauczyłam się, że dużo nie znaczy wcale lepiej.
Kosmetyk wchłania się świetnie. Wręcz błyskawicznie. Nie pozostawia tłustej warstwy. Przez parę sekund, głównie jak zbyt dużo nałożymy, można odczuwać lekką lepkość twarzy. Ale znika ona w moment.

Co z makijażem na tym serum?
Makijaż rozprowadza się na nim znakomicie. Głownie u mnie szedł na niego krem BB, ale testowałam też na nim różne podkłady, same pudry, korektory i wszystko idelanie się rozprowadzało i stapiało ze skórą.
 Eliksir tak szybko się wchłania, że nie ma problemu z natychmiastowym robieniem makijażu. Co więcej, moim zdaniem make up na tym serum trzyma się o wiele lepiej niż na innych kremach. Jest świetną bazą pod podkład i przedłuża jego trwałość. Nie tłuści skóry, nie powoduje świecenie twarzy. Przez cały dzień "kolorówka" wygląda o wiele lepiej.

Czy w ogóle produkt działa i robi to co ma robić?
Od razu powiem. TAK! Dla mnie to chyba jak do tej pory pierwszy kosmetyk do twarzy, który w zasadzie w 100% spełnia obietnice producenta. Przynajmniej te, które można zauważyć po zużyciu jednego opakowania.
Do tego jeśli chodzi o mnie działa on kompleksowo. Poradził sobie w sumie na raz z kilkoma problemami mojej skóry. Byłam zaskoczona jego działaniem i bardzo go polubiłam.
Biorąc pod uwagę mój wiek:), przetestowałam już wiele specyfików do twarzy, nawet 7 razy droższych, ale nie pamiętam żeby jakiś zmienił w zasadzie stan mojej skóry i pewien sposób nawet jej rodzaj.

Jaką 77gerda ma skórę?
Myślę, że ważne bym odpowiedziała na to pytanie. Od tego w sumie powinnam zacząć. Jestem osobą z 3 z przodu:) Moja skóra nie jest więc już nastoletnia. Ale nie mam dużego problemu z brakiem jej elastyczności. Nie mam też cery suchej, raczej jest ona dobrze nawilżona. Kilka konsultacji z dermatologiem i kosmetyczką potwierdziły, że moja skóra jest młodsza niż ja. Głównie dlatego, że od lat pijam dużo wody każdego dnia i prawie w ogóle się nie opalam. Cały rok staram się stosować wysokie filtry.
Mam jednak od zawsze zmarszczki mimiczne. Często mrużę oczy, czoło. Zawsze tak było i dopiero od niedawna staram się jakoś nad tym panować, ale to ciężkie i u mnie rodzinne:)
Mam też skórę mocno naczynkową, skłonną do rumienia, wręcz bibułkową. Jestem bardzo płytko unaczyniona. Posiadam też jako klasyczny rudzielec, jasną karnację z dużą ilością piegów. Moja skóra łatwo ulega podrażnieniom, ale nie jestem alergikiem.
Jeśli chodzi o okolice oczu to sińce nie są moim dużym problemem. Zdarzają się czasem po niewyspaniu. Częściej mam opuchnięte górne powieki i lekko zaczerwienioną tam skórę.
Kiedy zaczynałam stosować serum winogronowe akurat skończyłam kurację wspomnianym wyżej kremem rozjaśniającym z BU. Moja cera nie była już wtedy tak tłusta jak miało to miejsce przed tym kremem. Była jednak lekko podrażniona, bo w kuracji stosowałam także mocno wysuszający tronik z kwasami BHA 2% z BU. Nadal jednak miałam problem z nadmiernym świeceniem się twarzy. Od wielu jednak lat nie zmagam się z trądzikiem i rzadko pojawiają się na mojej twarzy wypryski. Chyba, że jakieś drobne podczas okresu. Zmorą moją jednak jest duża skłonność do zapychania w postaci zaskórników i widoczne pory. Głównie dotyczy to nosa i jego okolic oraz brody.

Po kolei jak u mnie zadziałał?
1. Przede wszystkim zaraz po pierwszym użyciu skóra stała się bardziej napięta, wygładzona, jaśniejsza. Za każdym dniem efekt ten pogłębiał się i nie był tylko doraźny.

2. Serum po nałożeniu dawało mi uczycie ukojenia skóry, ulgi i dobrego nawilżenia. Przez cały czas stosowania nie zanotowałam u siebie żadnych suchych miejsc czy skórek.

3. Po około 2 tyg. zauważyłam, że skóra jest o wiele bardziej miękka, przyjemna w dotyku i gładsza. Do tego robiła się coraz bardziej promienna, a koloryt stawał się bardziej wyrównany. Rano budziłam się z wypoczętą cerą, nawet jeśli "zarwałam" noc.

4. Przestałam prawie w ogóle odczuwać uczucie ściągnięcia skóry, które często doskwiera osobom z rumieniem.

5. Po około 3-4 tyg. zauważyłam, że twarz moja rzadziej robi się buraczkowo-czerwona. Jest bardziej ukojona. Naczynka są mniej widoczne. Choć oczywiście te miejscami pęknięte nie zniknęły, ale z całą pewnością zbladły.

6. Po około miesiącu moja skóra wyglądała dużo lepiej niż zanim zastosowałam eliksir. Zdecydowanie mniej zaczerwienień, zaskórników. Mimo nie aplikowania w tym czasie kremu z kwasami, cera nie przetłuszczała się nadmiernie. Nie miałam problemu w ciągu dnia z nadmiernym świeceniem się twarzy.

7. Skóra z każdym dniem była coraz bardziej jędrna, napięta, taka rześka. 
8. Po około 5-6 tyg. dostrzegłam, że moje zmarszczki mimiczne - szczególnie w okolicach ust i na czole są płytsze. Nie łudzę się jednak, że jakiś kosmetyk je zlikwiduje.

9. Skóra stała się bardziej odżywiona, mniej zaczerwieniona, ewentualne krostki zdecydowanie szybciej znikały. Ranki czy zadrapania szybciej się goiły.

10. Podczas używania serum nie zanotowałam pojawienia się żadnego większego pryszcza, wykwitu itp.

11. Cera była bardziej oczyszczona, ale nie mogę powiedzieć, że zaskórniki na dobre zniknęły czy przestały się pojawiać. Było ich jednak mniej.

12. Najbardziej cieszy mnie działanie na naczynka. Poliki rzadziej paliły gorącem, a w zasadzie wcale. Skóra stała się ukojona.

13. Pod koniec używania szczerze mogę powiedzieć, że moja skóra już od wielu lat nie była w tak dobrym stanie. Co prawda wcześniej po kuracji kremie rozjaśniającym AZELO/BHA już stan był bardzo dobry. Krem ten bowiem świetnie unormował mi nadmierne wydzielanie sebum, ale serum używane po nim przez miesiąc jeszcze "przypieczętowało" ten stan.

14. Kosmetyk znakomicie sprawdzał się jako baza pod makijaż. Wszelka kolorówka trzymała się dłużej i lepiej wyglądała.

15. W zasadzie dzięki niemu prawie w ogóle zrezygnowałam z wszelkich podkładów. Od kwietnia do dziś może z 8 razy miałam podkład na sobie, bo wystarcza mi krem BB lub sam puder. Polubiłam bardziej swoją skórę i mimo, że nadal nie jest doskonała, to już nie mam chęci aktualnie zakrywać jej warstwą podkładu.

 16. Świetnie też zdejmuje opuchliznę z powiek czy z okolic oczu. Choć na to ma też wpływ fakt, że ja zawsze trzymałam produkt w lodówce i aplikowałam zimny. Nie wiem jak z dużymi sińcami pod oczami, bo nie mam takiej skłonności. Ale z małymi po imprezowej nocy:) radził sobie super!



Nie mogę powiedzieć, że kosmetyk ten jest cudem. Cudów nie ma i ja mam tego świadomość. Nie zlikwidował widoczności moich naczynek, nie spowodował, że rumień zniknął na wieki - ale tego nie zrobi żaden kosmetyk. To genetyka. Z całą jednak pewnością działa na ten problem. Jak do tej pory chyba jako jedyny z setek wypróbowanych przeze mnie specyfików dla "naczynkowców".

Nie sprawił, że moja skóra na zawsze się oczyściła i wygląda jak by nie miała żadnego pora:) W takie rzeczy nie wierzę. Żyję i skóra żyje ze mną. Jeśli mam do tego skłonność to mam i już. Co prawda z czasem może się to zmienić, ale to nie za sprawą kosmetyku, tylko może czasu...:)

Ciężko mi stwierdzić czy prawdą jest, że eliksir przeciwdziała zmarszczkom. Widziałam wygładzenie, napięcie skóry i ujędrnienie jej w czasie stosowania produktu. Ale jak działa na przyszłość? To w zasadzie jest nieuchwytne. Bo czy będę miała kiedyś zmarszczki? Pewnie! Jednie pozostaje mi wierzyć, że stanie się to później niż wcześniej. Choć tak naprawdę najwięcej i tak zależy od wspomnianych wyżej genów.
Nie wiem jak zadziała na skórę suchą lub odwodnioną. Nie mam takiej. Ale w czasie kuracji i przed nią stosowałam co jakiś czas tonik z BU z kwasami BHA 2% oraz wspomniany krem rozjaśniający, a to produkty mocno złuszczające. Dzięki eliksirowi nie zanotowałam suchości skóry, podrażnienia itp. Śmiem twierdzić zatem, że to znakomity specyfik do stosowania podczas lub po kuracjach z kwasami czy innymi np. mocno złuszczającymi składnikami. Wierzę więc, że będzie też dobry dla osób z typem skóry suchej czy odwodnionej.

Produkt ma także działać na przebarwienia. Nie posiadam ich więc tego też nie mogę powiedzieć na bank. Ja zauważyłam, że widocznie rozjaśnia skórę i ewentualne zmiany po krostkach szybko znikają. Ale czy radzi sobie z dużymi przebarwieniami? Tego nie wiem.

Nie pomogę też tu doświadczeniem i wiedzą osobom, które np. chodzą na solarium czy często opalają się i mają w związku z tym problemy skórne, choćby plamy posłoneczne. Także takiego problemu nie mam.

Stosowanie eliksiru winogronowego było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Moja skóra bardzo go polubiła.
Po opróżnieniu opakowania w zasadzie do dziś widzę rezultaty jego stosowania. Podobnie jak rezultaty kremu rozjaśniającego + toniku z kwasami. Skóra do tej pory mniej się przetłuszcza, nawet w upały gdzie zwykle byłam jednym wielkim smalcem. Jest też rozjaśniona, bardziej jędrna i mniej dokucza mi jej "czerwoność".
Od czerwca eliksiru nie mam. Postanowiłam, że zanim kupię kolejne opakowanie wykorzystam wszelkie zapasy innych specyfików i próbek jakie nagromadziły mi się w domu. Innym sposobem nigdy ich nie wykorzystam:)
Postanowiłam także sprawdzić działanie innego serum z BU - z granatu. Wiele dziewczyn go bardzo polecało i obecnie właśnie stosuje ten kosmetyk.

Myślę, że za kilka tygodni zakupię ponownie mój ulubiony eliksir. Szczególnie, że nie wyklucza on stosowania innych kremów.

Moim zdaniem można go aplikować niekoniecznie dwa razy na dzień. Może być np. tylko produktem na dzień albo tylko na noc. Można także nakładać go co drugi dzień. Pamiętać należy jednak, że produkt jest ważny 6 m-cy.

Polecam także by stosować go także na szyję i dekolt. Pamiętajcie: Twarz kobiety kończy się na dekolcie!!!:)

Jeszcze ciekawostka. Przed zakupem recenzowanego serum przez wiele tygodni stosowałam słynne serum Estee Lauder, Advanced Night Repair. Produkt działający świetnie na zmarszczki, jędrność, koloryt skóry, wygładzenie, nawilżenie. Co z tego, skoro jest napakowany składnikami jakie momentalnie mnie zapychają? Poza tym nic a nic nie działa na naczynka czy tłustość skóry (fakt, producent tego nie zapewnia). Zatem działa jedokierunkowo i jest diabelnie drogie. Chyba około 350 PLN/30 ml. Zgroza! Wykańczam stosując raz na tydzień. A tu mamy eliksir w dużo niższej cenie, który działa kompleksowo i prawie na wszystko co u mnie problematyczne.
Kosmetyk bardzo polecam. Czy jednak u każdego zadziała tak samo? Tego nie mogę zagwarantować.
Dla przykładu tylko powiem, że osławione już od lat serum z wit. C z BU nie działało u mnie nic a nic. Poza tym podrażniało tak, że twarz piekła jak szalona, a wiele osób go bardzo chwali...
Kiedy natomiast takie serum zrobiłam sobie sama w domu - było rewelacyjne.

Komu eliksir winogronowy polecam szczególnie?
1. Osobom ze skórą naczynkową, aktywnym rumieniem. Tendencją do zaczerwienienia skóry i podrażnień.
2. Kobietą zauważającym u siebie pierwsze oznaki starzenia jak zmarszczki, utrata napięcia skóry, jędrności. W szczególności paniom po 30 roku życia.
3. Wszystkim w trakcie lub po kuracjach przeciwtrądzikowym, silnie złuszczającym np. kwasami.
4. Jeśli macie skórę przemęczoną, o nierównym kolorycie, szarą, mało rozjaśnioną, z przebarwieniami lub chcecie dobrze ją nawilżyć.

5. Macie problem z utrzymaniem się makijażu cały dzień? Serum jest świetną bazą napinającą skórę i rozświetlającą ją, przedłuża make up, ale nie daje tłustości skórze i co ważne nie zapycha!

--------------------------------
Uffff...To chyba wszystko co przyszło mi do głowy i co chciałam Wam przekazać.

Jeśli macie jakieś pytania, uwagi - śmiało piszcie. Postaram się odpowiedzieć, jeśli moja wiedza będzie na ten temat wystarczająca.
Mam szczerą nadzieję, że ta recenzja przyda się choć jednej osobie.
Chętnie też wszyscy poczytamy, jeśli kosmetyk używałyście i możecie podzielić się swoją opinią na jego temat.

Dajcie też znać czy interesuje Was recenzja wspomnianego kremu rozjaśniającego i toniku z kwasami z BU. Mogę przygotować.

Uściski!
Magda

środa, 4 lipca 2012

Paka z Biochemii Urody - czyli testujemy kolejne naturalne kosmetyki

Zamówione kilka dni temu.
Przyszło w zeszłym tygodniu w ciągu 3 dni.
Duży plus dla Biochemii Urody za termin realizacji! Wcześniej było pod tym względem dużo gorzej.



1. Serum GRANAT EKO + CQ10
35 ml - 33,50 PLN.
Wczoraj akurat skończyłam serum - Eliksir winogronowy.
Świetny produkt i na bank do niego wrócę, ale postanowiłam teraz spróbować ten z granatu.



2. Serum na okolice oczu i naczynka
20 ml - 26 PLN.
Głównie kupiłam go z myślą o moich naczynkach.



3. Hydrolaty:
- Z czarnej porzeczki 100% ekologiczny - 17,90 PLN/200 ml

- Z kwiatu kocanki 100% ekologiczny - 19,90 PLN/200 ml

- Z róży damascena 100% ekologiczny - 19,90 PLN/200 ml

Pierwszych dwóch jeszcze nie miałam. Ten z róży za to kupuje chyba 3 raz i jest moim ulubieńcem.
Zdaje mi się, że jednak hydrolaty bardzo zdrożały. W ogóle w miarę rozpowszechnienia ich kosmetyków w necie ceny bardzo podskoczyły. Rok temu było o wiele taniej.



4. Olejek tamanu 100% ekologiczny
15 ml - 10,80 PLN.
Kupuje go po raz drugi. Poprzednia buteleczka jest już na wyczerpaniu.
Znakomity, wydajny i odkąd go odkryłam, nie wyobrażam sobie nie mieć go w domu. Na urlop też go zabiorę, stąd zakup mniejszego opakowania.



5. Olej z kocanki
50 ml - 11,90 PLN.
Podobno ma zbawienny wpływ na naczynka i skórę skłonną do siniaków, krwiaków i zaczerwienień. Czyli coś dla mnie:) Zobaczymy jak się sprawdzi.

6. Buteleczki 50 ml z atomizerem
- 2,50 PLN/szt.
Uwielbiam te buteleczki. Mam już 3 szt. i świetnie się sprawdzają. Wielkość idealna i spray świetnie działa.

 Żeby ostatniej tradycji stało się zadość...coś kulinarnego na koniec:)
Były napoje, a dziś jest sałatka.

                                       
Przegląd szuflady lodówkowej z warzywami + pieczony kurczak.
W gorąc - świetna jako obiad czy kolacja.

Podzielcie się daniami jakie goszczą na waszym stole w te wysokie temperatury. Chętnie poczytam i może coś ściągnę.

:)
Magda

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Floslek Krem maseczka. Seria do skóry z problemami naczyniowymi. Super ukojenie! Recenzja.

Maseczkę zakupiłam jeszcze podczas sporych mrozów.
Zima to duże wyzwanie dla mojej cery, naczynek i skłonności do rumienia. Jednak z zaczerwienieniem skóry w sumie zmagam się przez cały rok.


Nie mam złudzeń, że jakieś produkty kosmetyczne kompletnie zlikwidują problem aktywności naczynek, rumienia itp. Niestety u mnie to sprawa genetyczna, a jeśli do tego jest się płytko unaczynionym, żadne kosmetyki tego nie usuną.

Przekonałam się jednak, że warto przy takiej cerze sięgać po maski kojące, uspokajające skórę i wyciszające ją. Szczególnie jest to istotne w czasie zimy, ale także w okresie upałów, dużego nasłonecznienia oraz gdy wieją silne wiatry.


Maseczka z Floslek bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Przede wszystkim super uspokaja cerę, rozjaśnia ją i zmniejsza zaczerwienienie. Efekt widoczny zaraz po pierwszym zastosowaniu! Naczynka są wyraźnie obkurczone, rumień o wiele mniejszy, a cera dobrze nawilżona. Skóra jest miła w dotyku, gładka i miękka. Wszelkie podrażnienia np. po peelingu, ranki czy inne problemy skórne są złagodzone i mniej widoczne. Bardzo też fajnie chłodzi skórę, ale bez jakiegoś efektu nadmiernego zimna.

W sumie zgadzam się z wszystkim co producent zawarł na jej opakowaniu.
Wyciąg z kasztanowca oraz witamina C - składniki super działające na naczynka czynią tu świetną robotę:)
Maseczka nie podrażniła mnie, nie uczuliła. Nie spowodowała szczypania skóry ani nic podobnego.
Nie zapchała mojej skóry i jej nie wysuszyła.
Świetnie się aplikuje, nie spływa z twarzy. Ma konsystencję gęstego kremu. Dobrze się zmywa.
Aplikacja z tubki jest wygodna. Ja zawsze maskę zmywam z twarzy, ale myślę, że spokojnie można też ją zostawić na noc jak krem.
Wydajność - całkiem w porządku.
Pojemność to 75 ml.
Nie ma zapachu. Co dla mnie jest dużym plusem.
Posiada lekko żółtawy-beżowy kolor.


Zgodnie z radami producenta przez pierwsze 7 dni stosowałam ją każdego dnia na wieczór. Floslek zaleca trzymać maseczkę do 10 minut. Ja czasem nie zmywałam jej przez około 30 minut i wszystko było ok. Po tygodniu maseczkę stosowałam mniej więcej raz na 7 dni, teraz jest to raz na jakieś 10 dni.

To jedna z niewielu maseczek, która naprawdę spełnia obietnice producenta.
Polecam ją wszystkim "naczynkowcom", osobom ze skłonnością do rumienia, płytko unaczynionym itp. Myślę, że maska także świetnie się sprawdzi na skórze skłonnej do podrażnień, wrażliwej, alergicznej.

Będzie także świetna po depilacji twarzy np. woskiem. Albo gdy poddajecie skórę różnym zabiegom np. manualnego oczyszczania, kwasom itp. Świetnie ukoi oraz zmniejszy zaczerwienienia czy podrażnienia. Ja np. stosuje ją na okolice pod brwiami po ich regulacji i w tym przypadku sprawdza się znakomicie!

Aktualnie kiedy jestem w trakcie zabiegów laserem na naczynka, także stosuje ją regularnie dla wzmocnienia naczyń krwionośnych.


Czy maska na dłuższą metę pomaga naczynkom i czy zmniejsza ich pękanie?
Przez cały okres systematycznego stosowania (około 3 m-cy) muszę powiedzieć, że zdecydowanie rumień jest mniejszy, nie pojawiły mi się nowe pęknięte naczynka, cera jest mniej czerwona i bardziej wyciszona. Nie liczyłabym tu jednak na jakieś spektakularne działanie. Drobne pęknięte naczynka nie zniknęły, może lekko zbladły. Rumień pojawiający się co jakiś czas nie znikł.
Czy naczynka się wzmocniły? Ciężko stwierdzić. To raczej można obserwować w dłużej perspektywie czasowej. Poza tym sama maska tu nie pomoże. Jeśli chodzi o problem naczynek w zasadzie tylko laser jest skuteczną metodą - skuteczną, ale też nie na wieki...niestety:(

Samo jednak ukojenie skóry, rozjaśnienie jej oraz nawilżenie to dla mnie dużo. 
To jedna z lepszych masek jakie stosowałam od kilku lat.

Kosmetyk zakupiłam w zwykłej osiedlowej aptece za około 15 PLN/75 ml. Myślę, że nie jest trudno dostępny.
W międzyczasie zakupiłam także z tej serii tonik i peeling enzymatyczny.
Ale o tych produktach innym razem:)

Cieszy mnie, że polskie firmy mają w ofercie tak dobre kosmetyki, w całkiem przystępnych cenach.

Podzielcie się swoim zdaniem na temat tej maski, jeśli miałyście możliwość używać. Chętnie poczytam Wasze opinie.


Udanego tygodnia! Ze szczególnym pozdrowieniem dla posiadaczek czerwonych polików:)
Magda

czwartek, 29 marca 2012

Moje życiowe "pierwsze razy"...z tego tygodnia:)

Mijający tydzień był dla mnie bardzo intensywny pod wieloma względami. Wiele się działo.
Choć nie ukrywam ja lubię jak jest dużo i ciekawie:)

I tak:

1. Pierwszy raz w życiu zafarbowałam włosy - dokładnie dziś:)
    Kolor nie różni się dramatycznie od moich naturalnych rudych włosów, ale miał za zadanie ukryć pojawiające się pierwsze siwe włosy i to się udało.
    No cóż...starość nie radość...Myślałam, że pierwsza siwizna dopadnie mnie później, ale niestety przyszła już teraz:(
    Dodatkowo fryzjerka podcięła mi włosy i poddałam się zabiegowi SPA - czyli jonizacji włosów pod specjalną kapsułą.
Włosy po tym - jak marzenie, dotykam je w koło:)
  

2. Parę dni temu skorzystałam także z zabiegu zamykania laserem na naczynek na twarzy. Na razie była pierwsza wizyta.
Za tydzień druga.
Naczynka to moja zmora od dziecka i dziedzictwo rodzinne:)
    Długo się zastanawiałam nad laserem, ale w końcu w zasadzie po latach myślenia o tym - zdecydowałam się, że spróbuje.
    Zabieg nie zależy do przyjemnych, na wieki niestety też nie jest, a do tego nie kosztuje mało i nie wystarczy jedna wizyta...No ale zobaczymy co z tego wyniknie.

3. W tym tyg. podpisałam także zawodowo swój największy jak do tej pory kontrakt.

    Kosztował mnie bardzo dużo wysiłku, stresów ale przyznam, że jestem z siebie dumna!:)
    Miałam chwile zwątpienia ale udało się, choć oczywiście to nie tylko moja zasługa.

Poza tym….
:)

4. Pierwszy raz w życiu kupiłam sobie buty koloru różowo-koralowego:)
Baleriny z Zary.
Ja jako wróg różu w ubraniu zdecydowałam się po raz pierwszy na taki „szał”:)
Choć ten róż to bardziej koral
. Albo sobie to tak tłumaczę:)



Co więcej poszłam za ciosem i kupiłam jeszcze 3 koralowe bluzki.
Jedną z nich na dziale dziecięcym H&M.
Siwizna nieśmiało weszła już na głowę, od jakiegoś czasu trójka z przodu, ale bluzka za to dla dzieci - nie jest zatem tak źle:)


I to chyba na tyle moich „pierwszych razów” jakie w sumie zmieściłam w tym tygodniu…

Małe rzeczy a cieszą.

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku.

A może Wy coś w tym tygodniu także zrobiłyście po raz pierwszy w życiu?
Chętnie posłucham.

Magda