Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 sierpnia 2014

Znudzeni #selfie? Poznajcie nowe pojęcie #friendsie #somersby. Któż mógłby je wymyślić, jak nie towarzyski Lord Somersby?

*Uwaga! Post przeznaczony dla pełnoletnich czytelników. 

Pamiętacie gdzie wypiliście swoje pierwsze piwo? Ja pamiętam:) Wakacje, Mazury, jezioro, namiot, wypad z przyjaciółmi. Za nic nie powiem Wam, ile wtedy miałam lat!:)



Czy lubię piwo? Ba, pytanie. Baaaardzo. Czasem pijam z sokiem, czasem bez. Musi być alkoholowe. Wybaczcie, ale bezalkoholowe nie przechodzi mi przez gardło. Jak mam takie pić, to już wolę wodę mineralną.

Piwo od zawsze kojarzy mi się z latem, wakacjami, wypoczynkiem, wolnością i błogim relaksem.

Oczywiście też z ludźmi...Ileż to nocy przed laty spędziłam na przyjacielskich pogaduchach z butelką zimnego piwa w dłoni...Planowaliśmy przyszłość, dyskutowaliśmy o marzeniach, dorosłości, ideałach, literaturze, muzyce, kinie...Łezka kręci się na wspomnienie tamtych czasów.

Kto wtedy myślał o "cykaniu" przy tym zdjęć typu "selfie"? Nikt. Po pierwsze nie mieliśmy telefonów komórkowych. Po drugie aparat w telefonie wydawał się czymś z pogranicza totalnej abstrakcji. Po trzecie internet miało wtedy tylko NASA:) Ale to co najważniejsze byliśmy razem, tu i teraz. Wszystko inne nie było istotne. Piwo, paluszki i przyjaciele z jakim można pogadać o wszystkim. Zbyteczne wydawało nam się komunikowanie światu o tym, gdzie jesteśmy, co robimy i pstrykanie sobie samotnych fotek twarzy. Słowo egocentryzm w zasadzie nie istniało.



A dzisiaj? Dzisiaj smak piwa jest dla mnie wspomnieniem tamtych czasów. Błogością i wytchnieniem po ciężkiej pracy. Cudownym ukojeniem pragnienia. Nawet jeśli tylko złudnym.

Cieszę się, że nadal mam tych samych przyjaciół sprzed lat. Wystarczy jeden telefon: Idziemy na piwo? I już jesteśmy w naszym ulubionym pubie. Śmiejemy się z "głupot" jakie czyniliśmy przed laty i bilansujemy rachunek naszych marzeń. 
Czasem robimy przy tym sobie wspólne zdjęcia, nigdy selfie. Znamy już pojęcie egocentryzmu, ale nadal nam z nim nie jest po drodze. 
Lord Somersby wyjaśnił mi ostatnio, że takie fotografie to #friendsie. Ok, niech będzie zatem #friendsie. Pewnie On wie lepiej, w koło przecież imprezuje z masą ludzi:) Jak zwał tak zwał. Jedno jest pewne, piwo zawsze smakuje lepiej z kimś! A wspólne zdjęcia dają więcej radości, zatrzymują miłe chwile i są świetną zabawą i pamiątką. A czym jest selfie? Chyba tylko uwiecznieniem, jaki aktualnie mam kolor szminki na ustach:) Kogo to będzie ciekawić za 10 lat??? Mnie samej na bank nie.



Ok Madzia, to gdzie te #friendsie z przyjaciółmi? W moich prywatnych zbiorach. Gdzie miały by być? Na blogu? Zdecydowanie nie. Moja prywatność jest tylko moja. A prywatność przyjaciół to prawdziwa świętość! My tacy nie z tej epoki jesteśmy... Mam nadzieję, że Lord Somersby się nie obrazi? Przysłał mi świetną paczkę. Z racji nieobecności w domu, przejął ją sąsiad. Jak dobrze, że nie wiedział, co jest w środku...Inaczej pewnie karton odebrałabym pusty:)
Potem przesyłką zajął się Frodo. Obowiązkowa asysta przy otwieraniu i obwąchiwanie każdego elementu. Normalka. Kiedy stwierdził, że to nic dla niego. Poszedł rozczarowany smacznie spać na fotel. 



W pudełko eko z piękną zieloną kokardą znalazłam 4 butelki Somersby i uchwyt friendsiemakera. Świetna rzecz. Poręczny statyw z teleskopową wysuwaną rączką na ponad metr długości. Jak Lord na to wpadł to nie wiem, ale wynalazek jest znakomity! Już wiele razy był w użyciu.



Jabłkowa wersja Somersby poszła migusiem tego samego wieczoru. Kolejne trzy butle pojechały z nami następnego dnia poza miasto. 



Tak sobie myślę, że chyba wolę jeżynowe...I najlepsze jest dokładnie tak, jak informuje etykieta. Dobrze schłodzone + kostki lodu. Wtedy jest mniej słodkie, a dla mnie to duży plus. I to cudowne wytchnienie w czasie aktualnych upałów...Chwilo trwaj!



Chcecie być też obdarowani? Nie jesteście takimi "dzikusami":) jak ja i lubicie wklejać w sieci zdjęcia ze swoimi znajomymi, przyjaciółmi, bliskimi? Oznaczcie je koniecznie podpisem #friendsie i #somersby. Lord jest hojny. Będzie monitorował sieć, wychwytywał zdjęcia otagowane #friendsie, #somersby i wysyłał nagrody niespodzianki. Widoczne będą dla niego wszystkie zdjęcia z Twittera, Instagramu oraz te, które na Facebooku zostały opublikowane jako posty publiczne. Zapraszam do zabawy! Czemu nie mielibyście spróbować?

Możecie też zdobyć podwójne zaproszenie na imprezę Party Like a Lord by Somersby. Szczegóły na stronie http://www.somersby.pl.

A Wy lubicie wspólną zabawę przy piwie i pełne uśmiechu fotografie z przyjaciółmi zwane od dziś #friendsie?:)

czwartek, 24 lipca 2014

10 rzeczy, które lubię i 10, których nie znoszę.

Na wielu blogach widziałam ostatnio taki post. Spontanicznie napisałam też swoją notkę na ten temat:)

1. Groszku konserwowego.

2. Nierówno powieszonych ręczników w łazience.

3. Upałów.

4. Wyjmowania rzeczy ze zmywarki.

5. Kobiecych magazynów.

6. Telewizji śniadaniowych we wszelkich postaciach.

7. Wszędobylskich tzw. buziaczków na co drugim zdjęciu w sieci i nie tylko.

8. Zapachu papierosów. 

9. Jak ludzie jedzą w kinie. Pałaszowanie popcornu na sali kinowej jest dla mnie koszmarem.

10. Mleka sojowego. Mam odruch wymiotny po sekundzie.




    1. Chodzenie boso po trawie.
    2. Polską wieś.
    3. Wakacje pod namiotem.
    4. Latanie samolotem.
    5. Dworce, lotniska, porty.
    6. Krystynę Jandę.
    7. Zapach świeżej kawy.
    8. Uśmiechniętych ludzi na ulicy.
    9. Tatar wołowy.
    10. Swój dystans do siebie i świata.


        Czego Wy nie znosicie, a co kochacie bez ograniczeń?


        piątek, 23 maja 2014

        Taka ja - niemodna blogerka Madzia:) Część druga serii i pewnie nie ostatnia...:)

        Poprzedni post z tego rodzaju wzbudził spore zainteresowanie. Nie spodziewałam się tego zupełnie. Były głosy oburzenia, sporo kontrowersji, ale w większości spotkałam się z sympatycznym odbiorem ludzi, którzy mają wielki dystans do siebie, świata i potrafią żartować na temat innych, ale też siebie, swoich '"dziwactw", przywar itp. Któż ich nie ma...
        Cieszy mnie, że mam inteligentnych otwartych czytelników. Mam nadzieję, że takich blogerek też będzie coraz więcej...Życzę sobie i wszystkim tego baaardzo:)

        Zmrużcie oko i zaczynamy.

        1. Nie ubieram telefonu w etui z psem, kotem, pingwinem czy innym miśkiem, żyrafą, pandą. Orangutanem....?

        2. Nie mam białej toaletki z Ikea.
          Wchodząc do własnego domu/sypialni nie miałabym pewności, czy wchodzę do siebie, czy do pokoju jednej z miliona blogerek.

        3. Nie mówię do czytelników: miśki, łobuzy, kotki itp.
          Bo jestem sztywniarą? Brakuje mi polotu? Bo jestem stara? Starsza od wielu i młodsza od wielu również:) Zwyczajnie szanuję odbiorców, nie spoufalam się, traktuje ich jak równorzędnych partnerów. Nie dzielę też z nimi uczuć na poziomie romantycznej miłości, by nazywać ich myszkami, kiciami itd...

        4. Zawsze powiadamiam w recenzjach, prezentacjach, gdy kosmetyk otrzymałam do testów.
          Nie ściemniam, że od tak dziwnym trafem do mnie trafił. Szłam sobie chodnikiem i patrzę leży...Albo spadł mi z nieba jak manna. Wypadł kominkiem, wleciał balkonem, nie mam pojęcia jakim cudem znalazł się na mojej wycieraczce...

        5. Nie przepraszam w 6 akapitach czytelników za to, że od 2, 3 czy 5 dni nie dodałam posta na bloga.
          Nie kajam się za to, nie tłumaczę, nie opowiadam zawiłych historii życiowych, dlaczego to mnie nie było. Jakoś nie mam przeświadczenia, że jestem tak ważna  w życiu czytelników, że bez mojego posta każdego dnia źle się czują, chorują lub umierają:) Przynajmniej sobie tego nie wmawiam, nie idealizuje swojego posłanictwa i prowadzenie bloga nie sprowadzam do rangi wielkiej misji, życiowego celu i głównego zajęcia w życiu. Wierzę, że jak nawet tydzień czy dwa nie dodam notki, to świat nadal będzie stał mocno na nogach, a odbiorcy jakoś to przeżyją i zrozumieją:)

        Trzymajcie się!

        piątek, 7 lutego 2014

        Niekosmetyczni ulubieńcy stycznia'14. Po raz pierwszy na moim blogu:)

        I. Filmy Wood'ego Allen'a.

        Allen'a mogę jeść łyżkami. Kiedy miałam 14 lat zobaczyłam po raz pierwszy jego film i absolutnie pokochałam to kino. Mistrz inteligentnego humoru, sarkazmu, śmiania się z siebie i wszystkiego dookoła. Dialogi u Allena to majstersztyk. Cięte riposty, zafiksowania na jednym temacie, patrzenie na świat prosto i bez zbędnego patosu. Często skrajny pesymista, paranoik, erotoman, hipochondryk, totalna ciapa:)...Ale tak uroczy i tak błyskotliwy, że chciałoby się choć mieć małą część jego mózgu na własność.
        Posiada ogromną wyobraźnię, doskonale rozumie kino i wie po co ono zostało tworzone. Szanuje widza i świetnie z nim rozmawia. Przez śmiech subtelnie dozuje nam ważne prawy, zmusza do refleksji i nie zostawia na nikim suchej nitki:)
        Jest nie do podrobienia, bosko autorski! Stworzył allenowski gatunek kina, który jest zarezerwowany tylko dla niego. Jeszcze nikomu nie udało się nawet otrzeć o ten kunszt. Można go nie rozumieć, nie lubić, nie śmiać się z jego dowcipów, ale nie sposób nie docenić wkładu jaki wniósł w światową kinematografię. 
        Pracuje z najlepszymi. Zagrać u Wood'ego to wielka nobilitacja dla każdego aktora. Jest bardzo płodny zawodowo. Stworzony do pisania scenariuszy, jak nikt inny. Cudownie miesza realne życie z zupełną fikcją. Te dwa światy perfekcyjnie się przenikają w jego opowieściach. Kiedy go zabraknie, umrze ważna część kina, zawsze jednak zostaną filmy jakie nam podarował...



        Wiadomo, ma na swoim koncie lepsze i gorsze produkcje, ale nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Każdy jego film oglądam z miłą chęcią. Ukochany to "Annie Hall". Pisałam o nim więcej w cyklu 
        postów o kinie.

        W styczniu odświeżyłam sobie na nowo większość filmów tego reżysera. Prawie każdego dnia wrzucałam na ekran jego obraz i choć wiele widziałam kilka razy, z taką samą satysfakcją chłonęłam je ponownie. W styczniu Allen zdecydowanie u mnie rządził. Obejrzałam ok. 20 jego filmów w tym czasie i dziś wieczorem zapodaje sobie kolejny.



        II. Muzyka do
        "The Hobbit: The Desolation of Smaug".


        Namiętnie przez ostatnie tygodnie słucham soundtrack'u do tego filmu. Piękny. Lubię go słuchać w domu i gdy prowadzę auto. Jeśli chodzi o film, nie jestem wielką fanką takiego kina i literatury także. Nie mogę jednak odmówić produkcji wielkości, kunsztu i świetnego pomysłu. Obejrzałam obraz w kinie 3D i bardzo mi się podobał. Jest coś niesamowitego w tej ich wędrówce, w tym dążeniu do celu, walce z wrogami i ogromnej wzajemnej przyjaźni. Niesamowita baśń. Ogląda się to i człowiek chciałby przeżyć coś podobnego. Wie, że to się nie stanie, ale chciałby...
        Zachęcam do posłuchania muzyki.


        III. Kolorowe talerzyki obiadowe.

        Teraz coś z innej półki. Talerzyki jakie kupiłam na wyprzedaży w Empiku. Było to jeszcze w ubiegłym roku. Każdy kosztował mnie ok. 6 PLN. Bardzo optymistyczne:) Idealna wielkość, forma i super jakość. Rewelacyjnie myją się w zmywarce. Chciałam nabyć 6, ale trafiłam na 4 i nigdzie już potem nie mogłam kupić kolejnych. Cenię je też za wytrzymałość. Raz jeden z nich spadł mi na podłogę w kuchni i to ze sporej wysokości, a nic się z nim nie stało. Aż byłam zdumiona. Lubię je i często moi goście też je chwalą.



        IV. Rogale z cukierni "Meryk".


        "Jedzeniowo" w styczniu uzależniłam się od pysznych rogali tzw. marcińskich z cukierni Meryk. Nikt nie robi lepszych. Wyśmienicie wypieczone. Nie za słodkie. Akurat. W środku znana od lat receptura nadzienia łącząca biały mak, orzechy, żółtka i miód. Przepis na ciasto - to podobno strzeżona ich tajemnica. Pyszne i już. Na raz ciężko taki rogal zjeść. Jest baaardzo duży. W styczniu za dużo zdecydowanie ich spożyłam:) Pobijają u mnie wymyślne ciasta, pączki lody itp. Do kawy czy herbaty, ciepłego mleka - poezja. Mam ich cukiernio-kawiarnię blisko siebie i niestety....to nie pomaga przejść na odwyk.


        Jedząc zawsze tego rogala myślę o swoim pobycie w Stanach. Tam w koło w hotelach podawano nam rano na śniadanie drożdżówki, słodkie bułeczki itp. Pełno ich też było w ofercie stacji benzynowych i małych sklepikach. Szczerze? Nie dało się tego jeść. Ociekające palącym w gardło syropem klonowym, pełne sody, chemii, jakiegoś dziadostwa. Jeden gryz i człowiek szukał kosza. Po trzech próbach zrezygnowaliśmy z sięgania po te ich wypieki. Nawet jak były za darmo. Taką mam refleksję, że gdyby przeciętny Amerykanin zjadł takiego naszego polskiego rogala, umarłby z zachwytu!


        V. Pilos Twaróg wędzony.

        Na koniec też coś smakowitego. Znacie ten serek z Lidla? Kocham sery wszelkiej maści. Wędzone, to już bezgranicznie. Odkryłam go dopiero w grudniu i kupuję namiętnie. Niestety nie zawsze jest dostępny. Pychota jakich mało! Jem samego. Stosuje do sałatek, na kanapki, do włoskich past. Długo pozostaje świeży. Kosztuje ok. 3,50 PLN/250 g (bez promocji) i bardzo polecam spróbować. Były dni w styczniu kiedy żywiłam się tylko nim:) W ogóle mi się nie nudzi. 


        Wcześniej nie pisałam o ulubieńcach niekosmetycznych. Postanowiłam ruszyć z takim cyklem w tym roku. Dajcie znać czy macie ochotę czytać tego typu posty. Czy jednak skupić się tylko na ulubieńcach kosmetycznych?

         Oczywiście w kolejnym poście przedstawię też urodowe rzeczy, jakie zachwyciły mnie w styczniu.

        Pozdrawiam!

        poniedziałek, 3 lutego 2014

        Odpowiadam na Wasze przeróżne pytania.

        W listopadzie minionego roku w jednym z postów zachęciłam Was do zadawania mi dowolnych pytań. Przyszła pora na odpowiedzi. Wszystkim, którzy zostawili pod tamtą notką pytanie bardzo dziękuję.




        1. Co Cię skłoniło do założenia tego miejsca i co Cię motywuje do regularnego pisania?

        Byłam przez długi bardzo czas aktywną widzką kanałów urodowych/lifestalowych na YT. Do kręcenia filmów sama nie przekonałam się, ale pomyślałam, że blog to może być "jakieś" rozwiązanie:) 
        Uznałam, że mogę podzielić się niemałym już doświadczeniem życiowym, kosmetycznym, kulinarnym...Bo 17 lat to ja skończyłam dawno temu:)
        "Kopa" dały mi też zachęty innych dziewczyn, głównie z kanałów urodowych na YT, bym sama się zajęła się tworzeniem tego typu filmów lub "choć' założeniem bloga.
        Poza tym lubię pisać, lubiłam od dziecka. To świetna odskocznia od codziennego życia, pracy zawodowej, innych zajęć.
        Z całą pewnością wpływ miała silna od zawsze potrzeba pomagania innym. Niektórzy znajomi mówią na mnie: Madzia - Polski Czerwony Krzyż:)
        To wszystko w połączeniu z pasją do kosmetyków, nowinek na tym obszarze i długoletnie doświadczenie, powiedziało mi: Załóż bloga, bo czemu nie?:)

        Jeśli chodzi o regularne pisanie, to bywa u mnie z tym różnie. Blog nie jest najważniejszą rzeczą w moim życiu. Są sprawy ważne i mniej ważne. Mam szeroką gamę zainteresowań i bardzo staram się by moje życie nie koncentrowało się na internecie, siedzeniu w domu przed monitorem i myśleniu tylko o nowych postach. Pracuję, prowadzę dom, często wyjeżdżam i spędzam czas na innych rozrywkach. Staram się pamiętać, że bezpośredni kontakt z bliskimi i przyjaciółmi to coś absolutnie priorytetowego i dbam mocno o te relacje. Internet to mimo wszystko złudzenie. Najważniejsze jest prawdziwe życie.
        Gdybym zaczęła koncentrować się tylko na świecie wirtualnym, blogu i wszystkim z nim związanym, zaczęłabym się o siebie martwić. Jak dla mnie ważny jest tu dystans, zachowanie odpowiednich proporcji i nie zwariowanie na punkcie tego, że muszę być najlepszą blogerką, piszącą każdego dnia notkę. Bo? Bo ja nic nie muszę, mogę jedynie chcieć:)

        Motywację do pisania dają mi oczywiście czytelnicy. Prywatne maile, komentarze, aktywność Was na moich profilach społecznościowych...Wszystko to pokazuje, że to co czynię kogoś interesuje i okazuje się pomocne. Motywacją są w pewnym stopniu statystyki wejść na określone notatki czy zwiększająca się liczba czytelników. Nie będę ukrywać, że nie. Oczywiście jednak zdaje sobie sprawę, że w jakiejś mierze to zakrzywiony obraz.
        Przez blog poznałam kilka ciekawych osób, którzy z czytelników stali się moimi kolegami/koleżankami. To dla mnie niesamowite i również motywujące.

        2. Piękna zmiana bloga. Sama robiłaś czy masz kogoś godnego polecenia?


        Ogólny zarys szablonu znalazłam w sieci. Potem dostosowałam go do swoich potrzeb już sama.

        3. Z którego wpisu jesteś najbardziej dumna, a z którego wręcz jesteś zdziwiona, ze w ogóle go opublikowałaś (jeśli oczywiście taki w ogóle istnieje)?

        Ciekawe pytanie. Myślałam nad nim długo i w sumie chyba ciężko wybrać mi jeden konkretny post. Jedne są bardziej ambitne, inne dość przyziemne:) Chyba lubię najbardziej grupę postów na tema ukochanych filmów. Poza tym na myśl przychodzi mi notka na temat manicur'u hybrydowego - rady, zalety, wady itp. 

        Czy jakiegoś wpisu się wstydzę? Nie. Początki były trudne. Kiedy czytam swoje pierwsze notki, to śmieje się z sama z siebie. Ale ja nie miałam pojęcia wtedy o prowadzeniu bloga. Mało też blogów czytałam. W zasadzie wcale. Tekst średni, zdjęcia słabe...Ale nie wstydzę się ich. Nie kasuje, nie zmieniam. Tak było kiedyś, teraz jest inaczej i mam nadzieję, że nadal będę się rozwijać, nie udając, że zawsze byłam perfekcyjna:)

        4. Najmilsze wspomnienie związane z blogowaniem?

        Poznanie przez bloga czytelniczki, jaka jest obecnie moją koleżanką i tak wartościową osobą, jaką szukać ze świecą!

        5. Co ci sprawia największa frajdę w pisaniu? Jaka tematyka?


        Tematy związane z podróżami. Również kino. Lubię bardzo pisać posty o ulubieńcach miesiąca.

        6. Co robisz zawodowo?



        Jestem sobie sterem i okrętem. Prowadzę własną firmę.

        7. Jakie książki lubisz czytać?


        Interesuje mnie bardzo klasyka. Uwielbiam dramaty, książki psychologiczne, podróżnicze, biografie. Jestem wielką fanką literatury rosyjskiej. W książkach cenię nie tylko treść, ale w dużej mierze język i sposób pisania. Pod tym względem jestem bardzo wymagająca i wybredna.
        Ostatnio mam bzika na punkcie twórczości Twardocha. Na blogu w prawym dolnym rogu zawsze znajduje się informacja o tym, co aktualnie czytam + lista ostatnio przestudiowanych pozycji. Zapraszam do zajrzenia.

        8. Na zdjęciu Twój kolor włosów jest w 100% naturalny, czy po farbowaniu?


        Kolor jest naturalny. Zero farby. Włosy natomiast są wyprostowane przez fryzjera. Naturalnie mam włosy kręcone/falowane. Nigdy nie są proste.

        9. Super zmiana bloga, sama ją robiłaś czy ktoś Ci pomagał?
        Odpowiedź w pytaniu nr 2.

        10. Jaki kierunek obierasz na kolejny wyjazd wakacyjny? Plan już jest? Jak przygotowujesz się do takiego wyjazdu? Przeszukujesz fora internetowe czy przewodniki? Na urlopie wolisz zobaczyć jak najwięcej czy bliższy jest Ci sposób podróżowania wolniejszy a dokładniejszy?


        Najbliższe plany zagraniczne to Francja. Głównie rejon Szampanii - Ardeny i jej winnice. 
        Wcześniej jeśli chodzi o Polskę, z dłuższych niż tylko weekendowe wyjazdy - Mazury. Mikołajki i okolice.
        Maniakalnie czytam przewodniki. To moje hobby. Poza tym blogi i fora, gazety o tej tematyce również. Robię ogromną liczbę notatek. Rozmawiam z przyjaciółmi, znajomymi, jeśli akurat dane miejsce zwiedzili. Pytam, notuję, chłonę. Często uczestniczę w spotkaniach znanych podróżników, gdzie wiedza jaką udostępniają jest bezcenna.
        W mojej walizce czy plecaku jest zawsze miejsce na przewodniki z danego regionu, masa luźnych kartek, rysunków, notes z milionem zapisków, mapy + wgrana w smartphona mapa GPS, rozkład autobusów/pociągów/metra danego miasta/kraju i obowiązkowo nr telefonu konsulatu polskiego na danym terytorium.


        Czy lubię zwiedzać wolniej czy szybko? Preferuje dokładne zobaczenie wszystkiego. Po łebkach i tylko by "zaliczyć" mało mnie interesuje. Nie o to chodzi. Jednak zawsze też mam pragnienie zobaczenia jak najwięcej. Dużo zależy od czasu jakim akurat dysponujemy czy miejsca, gdzie jesteśmy. Nie ukrywajmy - finansów także. Uważam, że wszystko można pogodzić, tak by urlop był satysfakcjonujący.

        11. Czy potrzebujesz tutaj aż tak dużo banerów po bokach i na dole?
        Jak patrzę na inne blogi to moim zdaniem u mnie banerów jest bardzo mało. Ale oczywiście każdego odbiór może być inny. Na razie tak jest i jak dla mnie jest ok. Może z czasem się to zmieni. Ale kiedy i czy w ogóle? Nie mogę zapewnić.


        To wszystkie pytania. Nie było ich dużo, ale za wszystkie jestem wdzięczna. Obiecałam, że wśród zainteresowanych wylosuję 2 osoby, jakie otrzymają ode mnie drobne nagrody niespodzianki. 
        Maszyna wybrała: Monikqq i Różowa Klara. Gratulacje!
        Dziewczyny wyślijcie proszę do mnie maila z adresem. Czekam do 5 dni.
        Nagroda to kosmetyki marki Mythos + kilka innych drobiazgów nie tylko kosmetycznych.

        Jeśli macie ochotę na podobną zabawę z pytaniami i drobnymi nagrodami, dajcie znać.
        Akcję mogę powtórzyć:) Jeśli zrodziły się Wam jeszcze jakieś inne pytania, śmiało zadawajcie je w komentarzach na dole.

        Buziaki!

        wtorek, 21 stycznia 2014

        Taka ja - niemodna blogerka Madzia:) Cdn.

        Co ja w ogóle robię w tej kobiecej blogosferze? Skoro...

        1. Nie lubię tatuaży, nie rozumiem ich idei. Nie mam żadnego i nie planuję mieć.

        2. "Przeraża" mnie uwielbienie dla pudełek typu GlossyBox. Najpierw comiesięczne przeżywanie oczekiwania na kuriera, jakby przynajmniej miała to być osobista paczka od prezydenta USA. Oczywiście informacja o narastającym podnieceniu idzie na wszystkich portalach społecznościowych. Prooooszę Państwa...Napięcie wzrasta...Potem...wielce życiowy dylemat "Zajrzeć na blogi innych, co jest w środku czy czekać na własne pudełko???". To się dopiero nazywa problem!
        Dorabianie ideologii, że to wielce luksusowe kosmetyki, po czym otwieram, a tam??? Lakier Pierre Rene lub tusz z Avon. Żart świetny. Tylko czemu nieśmieszny? 
        Na sam koniec wmawiam wszystkim, że jestem baaaaardzo zadowolona z zawartości i idę tarzać się w tym WIELKIM LUKSUSIE:)

        A przepraszam. Pominęłabym. Dają "gratis" "luksusową" bibułkę i wstążeczkę. Z metra koszt to jakieś 0,01 Euro. Czujecie się skuszeni?

        3. Zachwyt nad lakierami Essie? O co w ogóle tu chodzi? Kasa niemała, lakier trzyma się 2 dni, aplikacja słaba, schnie latami. Po co mi półka od sufitu do podłogi z 200 kolorami tej samej marki??? Będę tym malować klatkę schodową?

        4. Nie przeczytałam "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Nie tknę tego nawet na torturach.

        5. Nie wiem kim jest Selena Gomez. Tak się w ogóle "ją pisze"?:) Jestem na tyle leniwa, że nawet nie chce mi się tego nazwiska "wygooglować".


        Pamiętajcie tylko o dystansie i umiejętności czytania między wierszami! Pomagają w życiu każdego dnia:)
        I oko warto zmrużyć...lekko też:)

        PS. Ciąg dalszy nastąpi na bank:)


        Uściski dla Was!

        wtorek, 17 grudnia 2013

        6 marzeń podróżniczych. Pierwsza trójka:)

        Pisałam już o aktualnych zachciankach kosmetycznych i tych co z kosmetykami nie mają nic wspólnego >>. Najważniejsze jednak dla mnie są marzenia podróżnicze. Torba, róż, spodnie czy puder wydają się takie trywialne w porównaniu z możliwością zobaczenia kawałka świata...

        Wybrałam sześć miejsc jakie są na mojej liście must have. Oczywiście mogłam wybrać i 30, bo lista jest wręcz niekończąca się, ale skupiłam się na tych...Dziś opowiem Wam o trzech, następne za jakiś czas. Kolejność jest niewartościująca.

                                                                             PERU                                                                   

        Zobaczyć Machu Picchu. Same zdjęcia powodują, że wstrzymuje oddech. Gdybym zobaczyła tą budowlę Inków na własne oczy, czuję że popłakałabym się ze szczęścia.


        To państwo to kolebka najstarszych kultur ludzkich. I to ogromne bogactwo natury! Pustynie usiane ruinami, Ocean Spokojny z masą organizmów, góry Andy i ośnieżone szczyty lodowców, wysokogórska płaska powierzchnia Altiplano ze stadami lam i alpak. Mamy też tam wiecznie zieloną dżunglę. Mieszanka klimatów jest niesamowita. Stoki górskie zapewniają w jednych miejscach wieczną wiosnę, w innych wieczne lato. Peru skupia na swoim terenie cenne minerały, egzotyczne kwiaty, zioła, zwierzęta, jakich nigdzie indziej nie spotkamy. 


        Peruwiańczycy słyną z życzliwości, wiecznego uśmiechu na twarzy i otwartości na ludzi. To coś dla mnie!


        Chcę spróbować ich kuchnię. Nawet zupa z żółwia mnie nie przeraża:) Mają 100 odmian ziemniaków i podobno potrafią go zrobić na milion sposobów. Poza tym jedzą całą masę ryb i owoców morza. Podają też przeróżne przekąski zawinięte w liście bananowca lub kukurydzy. Jak dla mnie bajka! 


        Chciałabym przepłynąć na łodzi amazońską rzeką, podróżować na dachu autobusu (już to zaliczyłam parę razu w życiu, ale w Peru jeszcze nie:) i przytulić lamę. Kiedyś to uczynię. Wiem to i z całą pewnością wówczas Wam o tym opowiem.


        Przenosimy się teraz dużo bliżej. W zupełnie inne klimaty.

                                                                       PETERSBURG                                                          

        Nie wiem jak mogłam jeszcze tam nie być. Odwiedziłam tak wiele miejsc. Dużo dalszych od Polski, a jeszcze nie zawitałam do tego miasta. 


        Pamiętam jak dziś. Jako 10-11 latka wracałam z Mazur pociągiem z babcią. W przedziale siedziało dwóch studentów, którzy właśnie wrócili z podróży do Petersburga. Opowiadali swoje przeżycia trzeciemu koledze. Pokazywali zdjęcia, przewodniki...Babcia spała, a ja przez 3 godziny z otwartą buzią słuchałam ich opowieści. Zafascynowałam się. Nawet nie wiedzą, że tę wtedy małą dziewczynkę tak bardzo zarazili pragnieniem pojechania do tej perełki rosyjskiej kultury. Po przyjeździe do domu, poprosiłam rodziców o kupienie kilku książek o tym mieście. Potem czytałam, czytałam, oglądałam albumy i śledziłam program w telewizji czy nie pojawi się jakiś film z tym miejscem w tle...Nie było internetu, ale ja już wtedy wiele wiedziałam o dawnym Leningradzie.


        Nigdy tam nie byłam, a od 20 lat tęsknie za zobaczeniem tamtejszych budowli, przejściem ulicami z charakterystycznymi wysokimi chodnikami, poczuciem klimatu w jakim tworzyli wielkie dzieła moi ukochani rosyjscy pisarze. Na punkcie rosyjskiej literatury mam bowiem totalnego bzika!


        Historia tego miasta jest niezwykła. Skrajna bieda miesza się z ogromnym przepychem. To wg UNESCO ósme najbardziej atrakcyjne miasto świata pod względem turystycznym. 396 mostów w jednym ośrodku urbanistycznym. Cudowna Wenecja Północy położna na ok. 40 wyspach. Zobaczyć Ermitaż i Muzeum Rosyjskie. Jedne z największych na świecie, ehhh...Pałac Zimowy, Teatr Aleksandryjski, a nawet "zwykła" stacja metra (zdjęcie poniżej) są tam niesamowite.


        Pragnę też tam pojechać w czasie nocy polarnych. Oczywiście koleją transsyberyjską, a nie samolotem. To jeszcze dodatkowa niesamowita atrakcja. Istnieje duża szansa, że niedługo moje oczy to wszystko zobaczą.

        Teraz jeszcze wędrujemy na inny kontynent.

                                                                              DUBAJ                                                                

        Moi znajomi mają tam mieszkanie i prowadzą firmę. Wiele słyszałam od nich o tym mieście. Poza tym koleżanka od kilku lat jeździ tam do swojej siostry i raczy mnie zdjęciami tego niezwykłego miasta. Nie ukrywam, że Dubaj stał się ostatnio bardzo modny, przez to też bardziej dostępny, także finansowo.


        W podróżach bardziej interesuje mnie to co stworzyła natura, mniej to co zbudowali ludzie. To sztuczne miasto, ale zadziwia, przyciąga i budzi respekt. Pokazuje wielką inteligencję człowieka i możliwości jakie daje myśl ludzka, postęp, pragnienie przekraczania granic.


        Dla wielu to raj. Idealne miejsce do życia. Wysokie zarobki (czasem wręcz bajońskie), świetne warunki pracy oferowane przez pracodawców, zerowe podatki, niskie ceny, prawie brak przestępczości. Wygodne wielkie mieszkania. Tanie przeloty do wielu zakątków świata. Do tego wieczne słońce i wszechobecna multikulturowość. Kobiety natomiast traktowane jak świętość. Chyba się tam przeprowadzę...



        Centrum światowego biznesu, rozrywki, konferencji i słynny coroczny festiwal filmowy. Skupisko najlepszych restauracji, najdroższych samochodów na ulicach i podobno nieziemsko pięknych ludzi jak z photoshopa:)
        Polecimy, zobaczymy:)


        To na razie pierwsza trójka miejsc jakie chce odwiedzić. Za jakiś czas przedstawię kolejne trzy "chciejstwa" podróżnicze.

        Jeśli znacie te miasta/państwa koniecznie podzielcie się wrażeniami. Każdy z nas pewnie chętnie poczyta. Jestem ciekawa również waszych marzeń podróżniczych, tych nawet najmniejszych i niekoniecznie poza Polską.

        Pozdrawiam!

                   
        PS. Zdjęcia pochodzą z sieci.

        sobota, 14 grudnia 2013

        Zapytaj mnie...


         Zmiany, zmiany, zmiany...Są bardzo potrzebne. We wszystkich aspektach życia...

        Nadszedł też czas na małe zmiany na blogu. Witam w nowej odsłonie:)

        Dwa lata temu - dokładnie w grudniu założyłam bloga.
        Kiedyś już o tym wspomniałam w poście z faktami o mnie....Nie było dnia przez te 24 miesiące żebym nie stawiała sobie pytań: czy to w ogóle coś dla mnie, czy warto się tym zajmować, czy to komuś się przydaje?

        Wy również zadajecie mi sporo pytań. W komentarzach, ale głównie w mailach, wiadomościach na Facebook czy Twitterze.

        Pomyślałam spontanicznie, że nowy wygląd bloga "uczczę" postem pod którym w komentarzach możecie zadać mi dowolne pytanie/a. Może coś Was ciekawi, interesuje, nurtuje? Śmiało pytajcie. 
        Pytania mogę dotyczyć kosmetyków, moich zainteresowań, tematów poruszanych na blogu, mnie samej. Szczegółowych, ogólnych. Co tam sobie chcecie:)
        Odpowiedzi mogą okazać się przydatne Wam samym, ale też innym czytelnikom.

        Oczywiście jak każdy mam sferę życia zarezerwowaną tylko dla mnie. Strzegę tego bardzo mocno. Są tematy jakich nigdy nie poruszam. Jeśli uznam, że nie mogę udzielić jakiś informacji, zwyczajnie nie odpowiem. Od i tyle:) Mam nadzieję, że spotka się to ze zrozumieniem. Nie chcę jednak w tym momencie podawać Wam jakiś granic. Powiem tak...Wystarczy, że ja je znam:) 

        Pytania możecie zadawać do 6 stycznia 2014 (godz. 23:59). Notkę z odpowiedziami opublikuję pod koniec stycznia'14. 

        Są też nagrody - niespodzianki. Wśród komentarzy (zawierających pytanie) opublikowanych pod niniejszym postem wylosuję dwie osoby, które nagrodzone zostaną zestawami upominków kosmetyczno-biżuteryjnych. Co się w nich znajdzie? To niespodzianka. Ale warto spróbować, wierzcie mi:)

        Dziękuję, że jesteście. Szczerze i bardzo mocno!

                  

        * Wysyłka tylko na terenie Polski. Losowanie dotyczy obserwatorów bloga.


        wtorek, 12 listopada 2013

        Mój kalendarz kulturalny na jesień/zimę 2013.

        Jesień i zima to znakomity czas poświęcenie swojej uwagi wydarzeniom kulturalnym. U mnie kalendarz pod tym względem wypchany po brzegi i cieszy mnie to bardzo. Jakiś czas temu zapytałam Was, czy chcecie poznać moje plany w tym temacie na najbliższy czas. Wiele osób było zainteresowanych. Dziś więc prezentuje gdzie można mnie spotkać przez najbliższe 2 miesiące:)

        Miejsce: Warszawski Klub Stodoła

        Stodoła to wyjątkowe dla mnie miejsce. Zaczęłam tam bywać w Liceum. 
        Nosowska to artystka absolutna. Pierwszy jej koncert na żywo chłonęłam w wieku 15 lat, mam nawet z nią wspólne zdjęcie zrobione w holu Teatru Dramatyczego. Miłe wspomnienia:)
        Wielki talent pod każdym względem!


        Miejsce: Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie

        Nie jestem wielką znawczynią opery, ale mniej więcej 2-3 razy w roku lubię odwiedzić Teatr Wielki. Opera to zawsze ogromne przeżycie. Bardzo cenię ten rodzaj sztuki.


        23.11.13   Festiwal Pendereckiego 
        Miejsce: Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie.

        Koncerty Pendereckiego to wielka uczta dla ducha. To muzyka przez wielkie M. Wszystko wewnątrz Ciebie drży i każdy narząd przeżywa dochodzący do nas dźwięk. Warto choć raz to przeżyć. Wierzcie mi.


        Trasa koncertowa promująca najnowszy album "Polska"
        Miejsce: Palladium, Warszawa

        Mam płytę, zresztą jak wszystkie płyty Możdzera i "Polska" jest znakomita. Nie umiem odpuścić żadnego koncertu Leszka, jaki tylko jest w Warszawie. Regularnie też co roku jeżdżę na jego autorski Festiwal do Poznania - Enter Festiwal. 

           

        04.12.13   Spektakl "Klara"
        Miejsce: Teatr Powszechny, Warszawa

        Sztuka oparta na książce Izy Kuny. Nie czytałam lektury, ale może do czasu spektaklu, uda mi się ją poznać. Bardzo jestem ciekawa tego wydarzenia.
        Teatr Powszechny jest moim ukochanym od 18 lat!


        11.12.13   Spektakl "Kalina"
        Miejsce: Teatr Polonia, Warszawa

        Chętnie zobaczę Katarzynę Figurę na deskach teatru. Dawno nie miałam ku temu okazji.


        Miejsce: Teatr Studio, Warszawa.

        Uwielbiam Czechowa! Fakt, że reżyserem jest Agnieszka Glińska, daje prawie pewność, że sztuka będzie znakomita.


        Miejsce: Warszawski Klub Stodoła

        Wielki powrót! Słuchałam ją w liceum. To jest moja młodość. Z każdą jej piosenką z tamtego czasu mam niesamowite wspomnienia. Nie ma już takich artystek. Chodziłam jako nastolatka na jej koncerty i odtwarzałam kasety na magnetofonie, aż do zdarcia. Nadal je mam:) Jej teksty, kompozycje, wrażliwość muzyczna - nie do podrobienia.


        Bilety na wszystko już mam. Być może w między czasie coś jeszcze "wpadnie" do kalendarza.

        Może ktoś z Was też wybiera się w te same miejsca co ja? 
        Chętnie też poznam Wasze plany na kulturalne spędzenie jesieni/zimy? Nawet jeśli są zupełnie inne. Inspirujmy się nawzajem!
        Pamiętajcie: Nie siedźmy w domu, bo w domu to się umiera!:)

        Pozdrawiam,
        Magda