Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2014

Niekosmetyczni ulubieńcy stycznia'14. Po raz pierwszy na moim blogu:)

I. Filmy Wood'ego Allen'a.

Allen'a mogę jeść łyżkami. Kiedy miałam 14 lat zobaczyłam po raz pierwszy jego film i absolutnie pokochałam to kino. Mistrz inteligentnego humoru, sarkazmu, śmiania się z siebie i wszystkiego dookoła. Dialogi u Allena to majstersztyk. Cięte riposty, zafiksowania na jednym temacie, patrzenie na świat prosto i bez zbędnego patosu. Często skrajny pesymista, paranoik, erotoman, hipochondryk, totalna ciapa:)...Ale tak uroczy i tak błyskotliwy, że chciałoby się choć mieć małą część jego mózgu na własność.
Posiada ogromną wyobraźnię, doskonale rozumie kino i wie po co ono zostało tworzone. Szanuje widza i świetnie z nim rozmawia. Przez śmiech subtelnie dozuje nam ważne prawy, zmusza do refleksji i nie zostawia na nikim suchej nitki:)
Jest nie do podrobienia, bosko autorski! Stworzył allenowski gatunek kina, który jest zarezerwowany tylko dla niego. Jeszcze nikomu nie udało się nawet otrzeć o ten kunszt. Można go nie rozumieć, nie lubić, nie śmiać się z jego dowcipów, ale nie sposób nie docenić wkładu jaki wniósł w światową kinematografię. 
Pracuje z najlepszymi. Zagrać u Wood'ego to wielka nobilitacja dla każdego aktora. Jest bardzo płodny zawodowo. Stworzony do pisania scenariuszy, jak nikt inny. Cudownie miesza realne życie z zupełną fikcją. Te dwa światy perfekcyjnie się przenikają w jego opowieściach. Kiedy go zabraknie, umrze ważna część kina, zawsze jednak zostaną filmy jakie nam podarował...



Wiadomo, ma na swoim koncie lepsze i gorsze produkcje, ale nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Każdy jego film oglądam z miłą chęcią. Ukochany to "Annie Hall". Pisałam o nim więcej w cyklu 
postów o kinie.

W styczniu odświeżyłam sobie na nowo większość filmów tego reżysera. Prawie każdego dnia wrzucałam na ekran jego obraz i choć wiele widziałam kilka razy, z taką samą satysfakcją chłonęłam je ponownie. W styczniu Allen zdecydowanie u mnie rządził. Obejrzałam ok. 20 jego filmów w tym czasie i dziś wieczorem zapodaje sobie kolejny.



II. Muzyka do
"The Hobbit: The Desolation of Smaug".


Namiętnie przez ostatnie tygodnie słucham soundtrack'u do tego filmu. Piękny. Lubię go słuchać w domu i gdy prowadzę auto. Jeśli chodzi o film, nie jestem wielką fanką takiego kina i literatury także. Nie mogę jednak odmówić produkcji wielkości, kunsztu i świetnego pomysłu. Obejrzałam obraz w kinie 3D i bardzo mi się podobał. Jest coś niesamowitego w tej ich wędrówce, w tym dążeniu do celu, walce z wrogami i ogromnej wzajemnej przyjaźni. Niesamowita baśń. Ogląda się to i człowiek chciałby przeżyć coś podobnego. Wie, że to się nie stanie, ale chciałby...
Zachęcam do posłuchania muzyki.


III. Kolorowe talerzyki obiadowe.

Teraz coś z innej półki. Talerzyki jakie kupiłam na wyprzedaży w Empiku. Było to jeszcze w ubiegłym roku. Każdy kosztował mnie ok. 6 PLN. Bardzo optymistyczne:) Idealna wielkość, forma i super jakość. Rewelacyjnie myją się w zmywarce. Chciałam nabyć 6, ale trafiłam na 4 i nigdzie już potem nie mogłam kupić kolejnych. Cenię je też za wytrzymałość. Raz jeden z nich spadł mi na podłogę w kuchni i to ze sporej wysokości, a nic się z nim nie stało. Aż byłam zdumiona. Lubię je i często moi goście też je chwalą.



IV. Rogale z cukierni "Meryk".


"Jedzeniowo" w styczniu uzależniłam się od pysznych rogali tzw. marcińskich z cukierni Meryk. Nikt nie robi lepszych. Wyśmienicie wypieczone. Nie za słodkie. Akurat. W środku znana od lat receptura nadzienia łącząca biały mak, orzechy, żółtka i miód. Przepis na ciasto - to podobno strzeżona ich tajemnica. Pyszne i już. Na raz ciężko taki rogal zjeść. Jest baaardzo duży. W styczniu za dużo zdecydowanie ich spożyłam:) Pobijają u mnie wymyślne ciasta, pączki lody itp. Do kawy czy herbaty, ciepłego mleka - poezja. Mam ich cukiernio-kawiarnię blisko siebie i niestety....to nie pomaga przejść na odwyk.


Jedząc zawsze tego rogala myślę o swoim pobycie w Stanach. Tam w koło w hotelach podawano nam rano na śniadanie drożdżówki, słodkie bułeczki itp. Pełno ich też było w ofercie stacji benzynowych i małych sklepikach. Szczerze? Nie dało się tego jeść. Ociekające palącym w gardło syropem klonowym, pełne sody, chemii, jakiegoś dziadostwa. Jeden gryz i człowiek szukał kosza. Po trzech próbach zrezygnowaliśmy z sięgania po te ich wypieki. Nawet jak były za darmo. Taką mam refleksję, że gdyby przeciętny Amerykanin zjadł takiego naszego polskiego rogala, umarłby z zachwytu!


V. Pilos Twaróg wędzony.

Na koniec też coś smakowitego. Znacie ten serek z Lidla? Kocham sery wszelkiej maści. Wędzone, to już bezgranicznie. Odkryłam go dopiero w grudniu i kupuję namiętnie. Niestety nie zawsze jest dostępny. Pychota jakich mało! Jem samego. Stosuje do sałatek, na kanapki, do włoskich past. Długo pozostaje świeży. Kosztuje ok. 3,50 PLN/250 g (bez promocji) i bardzo polecam spróbować. Były dni w styczniu kiedy żywiłam się tylko nim:) W ogóle mi się nie nudzi. 


Wcześniej nie pisałam o ulubieńcach niekosmetycznych. Postanowiłam ruszyć z takim cyklem w tym roku. Dajcie znać czy macie ochotę czytać tego typu posty. Czy jednak skupić się tylko na ulubieńcach kosmetycznych?

 Oczywiście w kolejnym poście przedstawię też urodowe rzeczy, jakie zachwyciły mnie w styczniu.

Pozdrawiam!

wtorek, 17 grudnia 2013

6 marzeń podróżniczych. Pierwsza trójka:)

Pisałam już o aktualnych zachciankach kosmetycznych i tych co z kosmetykami nie mają nic wspólnego >>. Najważniejsze jednak dla mnie są marzenia podróżnicze. Torba, róż, spodnie czy puder wydają się takie trywialne w porównaniu z możliwością zobaczenia kawałka świata...

Wybrałam sześć miejsc jakie są na mojej liście must have. Oczywiście mogłam wybrać i 30, bo lista jest wręcz niekończąca się, ale skupiłam się na tych...Dziś opowiem Wam o trzech, następne za jakiś czas. Kolejność jest niewartościująca.

                                                                     PERU                                                                   

Zobaczyć Machu Picchu. Same zdjęcia powodują, że wstrzymuje oddech. Gdybym zobaczyła tą budowlę Inków na własne oczy, czuję że popłakałabym się ze szczęścia.


To państwo to kolebka najstarszych kultur ludzkich. I to ogromne bogactwo natury! Pustynie usiane ruinami, Ocean Spokojny z masą organizmów, góry Andy i ośnieżone szczyty lodowców, wysokogórska płaska powierzchnia Altiplano ze stadami lam i alpak. Mamy też tam wiecznie zieloną dżunglę. Mieszanka klimatów jest niesamowita. Stoki górskie zapewniają w jednych miejscach wieczną wiosnę, w innych wieczne lato. Peru skupia na swoim terenie cenne minerały, egzotyczne kwiaty, zioła, zwierzęta, jakich nigdzie indziej nie spotkamy. 


Peruwiańczycy słyną z życzliwości, wiecznego uśmiechu na twarzy i otwartości na ludzi. To coś dla mnie!


Chcę spróbować ich kuchnię. Nawet zupa z żółwia mnie nie przeraża:) Mają 100 odmian ziemniaków i podobno potrafią go zrobić na milion sposobów. Poza tym jedzą całą masę ryb i owoców morza. Podają też przeróżne przekąski zawinięte w liście bananowca lub kukurydzy. Jak dla mnie bajka! 


Chciałabym przepłynąć na łodzi amazońską rzeką, podróżować na dachu autobusu (już to zaliczyłam parę razu w życiu, ale w Peru jeszcze nie:) i przytulić lamę. Kiedyś to uczynię. Wiem to i z całą pewnością wówczas Wam o tym opowiem.


Przenosimy się teraz dużo bliżej. W zupełnie inne klimaty.

                                                               PETERSBURG                                                          

Nie wiem jak mogłam jeszcze tam nie być. Odwiedziłam tak wiele miejsc. Dużo dalszych od Polski, a jeszcze nie zawitałam do tego miasta. 


Pamiętam jak dziś. Jako 10-11 latka wracałam z Mazur pociągiem z babcią. W przedziale siedziało dwóch studentów, którzy właśnie wrócili z podróży do Petersburga. Opowiadali swoje przeżycia trzeciemu koledze. Pokazywali zdjęcia, przewodniki...Babcia spała, a ja przez 3 godziny z otwartą buzią słuchałam ich opowieści. Zafascynowałam się. Nawet nie wiedzą, że tę wtedy małą dziewczynkę tak bardzo zarazili pragnieniem pojechania do tej perełki rosyjskiej kultury. Po przyjeździe do domu, poprosiłam rodziców o kupienie kilku książek o tym mieście. Potem czytałam, czytałam, oglądałam albumy i śledziłam program w telewizji czy nie pojawi się jakiś film z tym miejscem w tle...Nie było internetu, ale ja już wtedy wiele wiedziałam o dawnym Leningradzie.


Nigdy tam nie byłam, a od 20 lat tęsknie za zobaczeniem tamtejszych budowli, przejściem ulicami z charakterystycznymi wysokimi chodnikami, poczuciem klimatu w jakim tworzyli wielkie dzieła moi ukochani rosyjscy pisarze. Na punkcie rosyjskiej literatury mam bowiem totalnego bzika!


Historia tego miasta jest niezwykła. Skrajna bieda miesza się z ogromnym przepychem. To wg UNESCO ósme najbardziej atrakcyjne miasto świata pod względem turystycznym. 396 mostów w jednym ośrodku urbanistycznym. Cudowna Wenecja Północy położna na ok. 40 wyspach. Zobaczyć Ermitaż i Muzeum Rosyjskie. Jedne z największych na świecie, ehhh...Pałac Zimowy, Teatr Aleksandryjski, a nawet "zwykła" stacja metra (zdjęcie poniżej) są tam niesamowite.


Pragnę też tam pojechać w czasie nocy polarnych. Oczywiście koleją transsyberyjską, a nie samolotem. To jeszcze dodatkowa niesamowita atrakcja. Istnieje duża szansa, że niedługo moje oczy to wszystko zobaczą.

Teraz jeszcze wędrujemy na inny kontynent.

                                                                      DUBAJ                                                                

Moi znajomi mają tam mieszkanie i prowadzą firmę. Wiele słyszałam od nich o tym mieście. Poza tym koleżanka od kilku lat jeździ tam do swojej siostry i raczy mnie zdjęciami tego niezwykłego miasta. Nie ukrywam, że Dubaj stał się ostatnio bardzo modny, przez to też bardziej dostępny, także finansowo.


W podróżach bardziej interesuje mnie to co stworzyła natura, mniej to co zbudowali ludzie. To sztuczne miasto, ale zadziwia, przyciąga i budzi respekt. Pokazuje wielką inteligencję człowieka i możliwości jakie daje myśl ludzka, postęp, pragnienie przekraczania granic.


Dla wielu to raj. Idealne miejsce do życia. Wysokie zarobki (czasem wręcz bajońskie), świetne warunki pracy oferowane przez pracodawców, zerowe podatki, niskie ceny, prawie brak przestępczości. Wygodne wielkie mieszkania. Tanie przeloty do wielu zakątków świata. Do tego wieczne słońce i wszechobecna multikulturowość. Kobiety natomiast traktowane jak świętość. Chyba się tam przeprowadzę...



Centrum światowego biznesu, rozrywki, konferencji i słynny coroczny festiwal filmowy. Skupisko najlepszych restauracji, najdroższych samochodów na ulicach i podobno nieziemsko pięknych ludzi jak z photoshopa:)
Polecimy, zobaczymy:)


To na razie pierwsza trójka miejsc jakie chce odwiedzić. Za jakiś czas przedstawię kolejne trzy "chciejstwa" podróżnicze.

Jeśli znacie te miasta/państwa koniecznie podzielcie się wrażeniami. Każdy z nas pewnie chętnie poczyta. Jestem ciekawa również waszych marzeń podróżniczych, tych nawet najmniejszych i niekoniecznie poza Polską.

Pozdrawiam!

           
PS. Zdjęcia pochodzą z sieci.

wtorek, 12 listopada 2013

Mój kalendarz kulturalny na jesień/zimę 2013.

Jesień i zima to znakomity czas poświęcenie swojej uwagi wydarzeniom kulturalnym. U mnie kalendarz pod tym względem wypchany po brzegi i cieszy mnie to bardzo. Jakiś czas temu zapytałam Was, czy chcecie poznać moje plany w tym temacie na najbliższy czas. Wiele osób było zainteresowanych. Dziś więc prezentuje gdzie można mnie spotkać przez najbliższe 2 miesiące:)

Miejsce: Warszawski Klub Stodoła

Stodoła to wyjątkowe dla mnie miejsce. Zaczęłam tam bywać w Liceum. 
Nosowska to artystka absolutna. Pierwszy jej koncert na żywo chłonęłam w wieku 15 lat, mam nawet z nią wspólne zdjęcie zrobione w holu Teatru Dramatyczego. Miłe wspomnienia:)
Wielki talent pod każdym względem!


Miejsce: Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie

Nie jestem wielką znawczynią opery, ale mniej więcej 2-3 razy w roku lubię odwiedzić Teatr Wielki. Opera to zawsze ogromne przeżycie. Bardzo cenię ten rodzaj sztuki.


23.11.13   Festiwal Pendereckiego 
Miejsce: Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie.

Koncerty Pendereckiego to wielka uczta dla ducha. To muzyka przez wielkie M. Wszystko wewnątrz Ciebie drży i każdy narząd przeżywa dochodzący do nas dźwięk. Warto choć raz to przeżyć. Wierzcie mi.


Trasa koncertowa promująca najnowszy album "Polska"
Miejsce: Palladium, Warszawa

Mam płytę, zresztą jak wszystkie płyty Możdzera i "Polska" jest znakomita. Nie umiem odpuścić żadnego koncertu Leszka, jaki tylko jest w Warszawie. Regularnie też co roku jeżdżę na jego autorski Festiwal do Poznania - Enter Festiwal. 

   

04.12.13   Spektakl "Klara"
Miejsce: Teatr Powszechny, Warszawa

Sztuka oparta na książce Izy Kuny. Nie czytałam lektury, ale może do czasu spektaklu, uda mi się ją poznać. Bardzo jestem ciekawa tego wydarzenia.
Teatr Powszechny jest moim ukochanym od 18 lat!


11.12.13   Spektakl "Kalina"
Miejsce: Teatr Polonia, Warszawa

Chętnie zobaczę Katarzynę Figurę na deskach teatru. Dawno nie miałam ku temu okazji.


Miejsce: Teatr Studio, Warszawa.

Uwielbiam Czechowa! Fakt, że reżyserem jest Agnieszka Glińska, daje prawie pewność, że sztuka będzie znakomita.


Miejsce: Warszawski Klub Stodoła

Wielki powrót! Słuchałam ją w liceum. To jest moja młodość. Z każdą jej piosenką z tamtego czasu mam niesamowite wspomnienia. Nie ma już takich artystek. Chodziłam jako nastolatka na jej koncerty i odtwarzałam kasety na magnetofonie, aż do zdarcia. Nadal je mam:) Jej teksty, kompozycje, wrażliwość muzyczna - nie do podrobienia.


Bilety na wszystko już mam. Być może w między czasie coś jeszcze "wpadnie" do kalendarza.

Może ktoś z Was też wybiera się w te same miejsca co ja? 
Chętnie też poznam Wasze plany na kulturalne spędzenie jesieni/zimy? Nawet jeśli są zupełnie inne. Inspirujmy się nawzajem!
Pamiętajcie: Nie siedźmy w domu, bo w domu to się umiera!:)

Pozdrawiam,
Magda 

środa, 25 września 2013

Chwilowa przerwa. O złośliwości rzeczy martwych. A na pocieszenie 6 FMF w Krakowie:)

Przez ostatnie kilka dni miałam opublikować na blogu wiele postów. Były plany, ale niestety...złośliwość rzeczy martwych dała o sobie znać:( 
Laptop przed minionym weekendem padł. Reanimacja, hospitalizacja i inne zabiegi niestety nic nie dały. Sprzęt cały, ale środek zbuntował się na dobre i trzeba czyścić dysk. Za nic nikt nie znajduje przyczyny takiego stanu. 
Zła jestem okrutnie, gdyż przez ostatnie 3 tygodnie napstrykałam kilkadziesiąt zdjęć do recenzji, denka, inspiracji śniadaniowych, obiadowych, postów kulinarnych itp. i wszystko to się ulotniło...Ech, pech straszny.
Robię regularnie backup na dysk zewnętrzny całej zawartości kompa, ale czynię to raz na miesiąc i na złość te ostatnie 3 tyg. nie były jeszcze skopiowane.

Przy okazji taka przestroga, róbcie systematycznie backup'y! Dzięki temu wszystkie ważne prywatne dokumenty, zapiski, zdjęcia i inne ważne rzeczy będą do odtworzenia. Strata zdjęć na bloga to smutek, ale jednak mały pikuś w porównaniu z innymi ważnymi danymi. Warto pamiętać o tym, gdyż nie znamy dni ani godziny...:)
Cieszę się, że nic mojego super ważnego nie zniknęło np. fotografie z wyjazdów czy urlopów, dokumentacja itp. Kopia to uratowała.
A zdjęcia blogowe? Pewnie, że żałuję, ale trudno, będą następne.


Mam nadzieję, że wrócę do Was szybko z nowymi postami. Nie wiem jednak, kiedy to nastąpi. Muszę przez brak zdjęć całkowicie zmienić plany publikacyjne.

Poza tym od jutra w Krakowie zaczyna się 6 Festiwal Muzyki Filmowej. Oczywiście nie może mnie tam zabraknąć.


 Jako wielka fanka tego rodzaju muzyki, będę do niedzieli gościć w tym cudnie klimatycznym mieście i rozkoszować się każdego wieczora niesamowitymi dźwiękami i cudnym brzmieniem. Już nie mogę się doczekać!
 Może ktoś z Was też będzie uczestniczył w tym wydarzeniu?

 Tak sobie teraz pomyślałam...Jesienią mam wiele planów kulturalnych związanych z koncertami, teatrem i innymi wydarzeniami. Nazbierało się tego. Mój kalendarz dość szczelnie wypełniony:) Może chcielibyście poczytać post na temat tego, gdzie będę przez najbliższe tygodnie bogacić swoje wnętrze kulturalną rozrywką?:) Dajcie znać.

W międzyczasie zapraszam na Twittera, FB i Instagram. Tam jestem w miarę regularnie, bo smartphone to jednak siła:)

Uściski!
Magda

piątek, 30 sierpnia 2013

Są takie kinowe obrazy jakich nigdy nie zapomnę. Z cyklu ukochane filmy mojego życia...

Tęskniliście za filmowymi postami?:) 
Wróciłam właśnie z najnowszego Woody Allena. Siedzę z winem w dłoni, w tle płyta Możdzera...Natchnęło mnie by napisać kolejny post z cyklu "filmy jakie kocham i polecam".

Poprzednie publikacje na ten temat znajdziecie tu i tu:)

1. "Zielona mila" 
Oglądasz ten film, widzisz napisy końcowe i nie możesz się ruszyć. Przez najbliższe dni będziesz miał go w głowie.  Masz to obiecane. Jedna z najlepszych adaptacji książkowych. Doskonała gra aktorska. Tom Hanks jest tu absolutnie wielki.
Nie wszystko jest takie jak się nam wydaje na pierwszy rzut oka. Prawo nie zawsze jest sprawiedliwe. Tłumy często nie mówią prawdy. Chcesz ją poznać? Dowiedz się, wykaż empatię, sprawdź. Nie oceniaj z góry, nie skazuj, nie sugeruj się tym co mówią drudzy.
Pokochałam ten film za klimat, za przepiękne obrazy, za melancholię, sugestywnie dobraną ścieżkę dźwiękową, jaka znakomicie buduje napięcie. Piękny temat, wybornie zagrany i cudownie podany widzowi. Bez łez przez niego nie przebrniecie.


2. "Piękny umysł"
Jestem wielką fanką filmów biograficznych. Dodatkowo od dziecka w pełni się zgadzam, że matematyka to królowa nauk. Każdy dzień życia mi to udowadnia. Bohaterem filmu jest John Nash. Geniusz matematyczny. Ale bohaterem jest też jego ciężka psychiczna choroba. John walczy każdego dnia. Z otoczeniem, z wytworami własnej wyobraźni, swoją wybitną inteligencją. Film jest bardzo dobrze skonstruowany. Zaskakuje, pozwala nam wręcz wejść w umysł chorej psychicznie osoby i przez moment poczuć się jak ona. Siedzimy, oglądamy, wydaje nam się, że nadążamy za akcją, fabułą, ale w pewnym momencie już nie wiemy co jest rzeczywistością, a co tylko fantomem...Gubimy się, jesteśmy przerażeni, chcemy wyjść tej matni...Zupełnie jak noblista Nash.


Russella Crowe wcielił się w główną postać znakomicie. Zagranie takiej roli to nie lada wyzwanie i ogromny wysiłek. Fizyczny, psychiczny, emocjonalny. Crowe podołał temu jak najbardziej. Uwielbiam go w tej roli. Na uwagę zasługuje też Ed Hariss. Mistrz drugiego planu!
"Piękny umysł" to również historia niecodziennej miłości. Uczucia ponad wszystko, bez cienia egoizmu, wypróbowanego na milion sposobów, silnego jak stal. Dla mnie tylko taka miłość jest prawdziwa. Tylko taka ma wartość i  jest godna pozazdroszczenia.

3. "Dzień świra"
To odbicie życia każdego z nas. Nikt mi nie powie, że choć przez chwilę oglądając ten film nie zobaczył siebie:) Oglądałam go kilka razy i za każdym razem miałam uśmiech od ucha do ucha. Wbrew jednak pozorom to nie tylko lekka komedyjka. To dramat + kino psychologiczne na wysokim poziomie. Niesie z sobą wiele mądrych przesłań. Pozwala nam spojrzeć na siebie z dystansu. Są tacy, którzy traktują ten obraz niezwykle dosłownie i go nie lubią. Nie dziwię się, z takim podejściem...??? "Dzień świra" to przecież mistrzostwo aluzji, niedopowiedzeń, przenośni, szyderstw, przewrotnego inteligentnego humoru. W Polsce chyba tylko Koterski umie robić takie kino. Nie wyobrażam sobie też by Adasia Miauczyńskiego zagrał kto inny niż Konrat. Jest znakomity!
A te dialogi? Wielki kunszt. Największa siła tego obrazu. Od czasu premiery, na stałe weszły do naszego codziennego życia i za nic nie chcą się ulotnić...:) To sprawia, że w Polsce ten tytuł nigdy nie umrze.

4. "Sprawa Kramerów"
Pierwsze co przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o tym tytule to...bardzo prawdziwe kino. Dustin Hoffman i Meryl Streep stworzyli wybitne kreacje. Meryl nie pojawia się tu często, ale jest tak delikatna, piękna, naturalna...Zjawiskowa i już. Dustin niby nieporadny, zagubiony, ale mogę go jeść łyżkami. Zagrał fenomenalnie. Od "Sprawy..." w sumie zaczyna się jego wielka kariera. Zasłużony Oscar w pełni!
No i te jego cudne włosy....:)


Trudny temat, pionierski jak na tamten czas (film jest z 1979 roku), a pokazany zarówno dramatycznie jaki i bardzo lekko. Od zwykłej codziennej strony. Idealna rodzina. Jest On, Ona i dziecko. Mają wszystko, kochają się. Ale Ona postanawia odejść, w imię szukania czegoś więcej...Zostawia nie tylko Jego, ale również syna. On z dzieckiem buduje zatem życie na nowo i próbuje to wszystko jakoś posklejać, starając się zrozumieć także Ją.
Nie mamy tu do czynienia z przesadnym patosem. Amerykański film, a jakby nieamerykański. Bardzo przyjemnie się ogląda. Nie osądza, nie wydaje wyroków, nie mówi co masz myśleć. Nie umiem znaleźć w tym obrazie żadnych minusów. Mam swoje ulubione sceny, które będę pamiętać całe życie, non stop mam je w głowie np. ta kiedy tata z synem smażą razem rano tosty...kocham! To ważny film. Jestem przekonana, że każdy powinien go obejrzeć. Jeden z najlepszych filmów  w historii kina. Wiele wniósł do światowej kinematografii. Do dziś w całej masie produkcji mamy niekończące się do niego odwołania.
"Sprawa Kramerów" echhhh....szkoda, że dziś nie kręci się już takich dzieł. Bardzo tęsknie za takim kinem.

5. "Chłopcy z ferajny"
Mix wybitnych aktorów. Każdy gra tu wyśmienicie. Świetny w "Chłopcach..." jest De Niro. Bardzo go cenię za tą rolę. 
Brutalne kino. Wstrząsa. Chyba nie ma lepszego filmu o mafii. Martin Scorsese to reżyser doskonały. To chyba wie każdy. Można nie lubić tematyki jaką porusza, ale nie można mu odmówić profesjonalizmu i wysokiego kunsztu. Jak ktoś kocha dobre kino to oczywiście zna ten tytuł i obejrzał pewnie wiele razy. Dla kinomaniaków pozycja bezwzględnie obowiązkowa. Produkcja warta zobaczenia chociażby ze względu na wielkie role wielkich aktorów. Tu nawet przez jedną sekundę projekcji nie ma żadnej ściemy, partactwa, zrobienia czegoś na pół gwizdka. Ogląda się to fenomenalnie. Każdy szczegół jest doskonały, idealnie dopracowany, tworząc kino przez wielkie K.


A co Wy mi polecacie zobaczyć?

Dobranoc,
Magda

środa, 7 sierpnia 2013

TAG: 50 faktów o mnie. Dziś pierwsza połowa czyli 25:)


1. Nigdy nie grałam w żadną grę komputerową, telewizyjną czy komórkową.

2. Od 14 roku życia co lato wyjeżdżam pod namiot. Nie było jeszcze takiego roku bym zaniedbała tą tradycję i mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni. Co więcej w dużej mierze nadal spędzam czas pod namiotem z tymi samymi ludźmi co w czasach nastoletnich.

3. Uwielbiam latać samolotem.

4. W dzieciństwie i jako nastolatka zajmowałam się tkactwem igłowym gobelin. Przez lata uczęszczałam 2-3 razy w tyg. na zajęcia koła tkackiego. Kochałam to. W moim rodzinnym domu do dziś jest wiele prac przeze mnie wykonanych. 
Całkiem niedawno ponownie zasiadłam do płótna i okazało się, że z tym jest jak z jazdą na rowerze. Nie zapomina się nigdy. Wystarczyło 10 min. i ponownie igła chodziła w moich rękach jak szalona:)

5. Nienawidzę prasować. Rzadko to robię. Najgorsza z domowych czynności.

6. Przebiegłam Półmaraton Warszawski. Brałam także udział w wielu innych dłuższych i krótszych biegach ulicznych jak np. Bieg Powstania Warszawskiego.

7. Pasjami kocham sushi. Skończyłam również kurs jego przygotowywania.

8. Gdy miałam 12 lat potrącił mnie motor. Nic wielkiego się nie stało, ale na niecałe 3 dni wylądowałam w szpitalu. Na dziecięcym oddziale byłam jedyną dziewczynką. Po 18 godzinach pobytu zwerbowałam około 15 chłopców do ucieczki. Wszystkich chodzących:) Rozpisałam szczegółowo nocny potajemny plan ewakuacji z 7 piętra po balkonach, kratach i rurach. Wszystko dało w łeb, kiedy to "piguła" złapała nas, jak pod łóżkami wiążemy prześcieradła supłami w długą linę.
Oddziałowa, kiedy wychodziłam ze szpitala, powiedziała do mojej mamy: "Jedna dziewczynka, a tyle zamieszania. Z chłopcami nigdy nie mieliśmy takich problemów!".
:)

9. Od dziecka nie słodzę herbaty.

10. Do 15 roku życia dzieliłam pokój ze starszym bratem.

11. Mój brat jest moim największym przyjacielem.

12. Uwielbiam gotować i raczyć posiłkami bliskich i przyjaciół.

13. Sypiam nago od kilkunastu lat.

14. Nie umiem zasnąć, kiedy jest zamknięte okno. W sypialni mam otwarte co noc 365 dni w roku. W największy mróz również.

15. Wzruszają mnie starsi ludzie.

16. Gdy mam nerwa lub nie mogę spać, często szoruje precyzyjnie fugi i gres na podłodze szczotką do zębów. 

17. Jestem uzależniona od wyjazdów i planowania w koło nowych, mniejszych i większych podróży.

18. Nie potrafiłabym dnia urlopu spędzić w domu i na szczęście nigdy jeszcze mi się to nie przytrafiło.

19. Całymi latami nienawidziłam budyniu, ptasiego mleczka i pączków. Na sam widok miałam odruch wymiotny. Dopiero niedawno uraz mi przeszedł, ale nadal mogę spokojnie się bez tych rzeczy obyć.

20. Nie zjem sezamków. Obrzydlistwo.

21. Bardzo lubię gry planszowe i jestem w nich naprawdę dobra.

22. Podczas całej edukacji moim ulubionym przedmiotem była matematyka. Nigdy nie miałam z nią problemów. 

23. Bardzo chciałabym przejechać się kombajnem i móc go poprowadzić.

24. Mam chorobę lokomocyjną. Teraz raczej utajoną, ale czasem się odzywa. Dawniej nie raz uprzykrzyła mi podróż. Nie dotyczy to kompletnie lotów samolotem i jazdy pociągiem.

25. Nie mam drugiego imienia i bardzo jestem wdzięczna za to rodzicom.


Interesuje Was część druga? Chcecie poczytać?
Kilka innych informacji o mnie znajdziecie w podobnym tag'u z ubiegłego roku: 7 prawd o mnie >>. Zapraszam do zajrzenia.

Pozdrawiam:)
Magda

sobota, 8 czerwca 2013

Muzyka Filmowa. Koncert dziś i festiwal we wrześniu...

Jak mija Wam sobota? U mnie piękne słońce i lekki wiaterek. Jest cudnie i akurat.

Jako fanka muzyki filmowej dziś wieczorem wybieram się na koncert do warszawskiej Sali Kongresowej. Może ktoś z Was też tam będzie?



W tym roku wydarzenie poświęcone jest twórczości Jamesa Hornera.
To autor ścieżek dźwiękowych do takich filmów jak "Avatar", "Titanic", "Waleczne serce", 'Apollo 13", "Chwała" czy "Obcy".

W programie koncertu zabrzmi także muzyka Johna Williamsa z filmu „Szeregowiec Ryan”, „Tańczący z wilkami" oraz „Dzień Niepodległości”.

Nie mogę się doczekać:) Szczególnie, że koncert połączony będzie z projekcją fragmentów filmu, a muzykę wykona orkiestra i chór na żywo.

We wrześniu natomiast jak co roku wybieram się do Krakowa.
Od 26-29.09.13 odbędzie się tam Festiwal Muzyki Filmowej. Niesamowite wydarzenie w ukochanym dla mnie mieście.


 Jeśli kochacie muzykę filmową, to absolutnie impreza dla Was obowiązkowa!
Warto tam być. Atmosfera jest zawsze wspaniała. Ludzie niesamowici, a doznania muzyczne ogromne i na długo pozostające w sercu, głowie i uszach.

Lubicie muzykę filmową? Może na festiwale zupełnie innej muzyki wybieracie się w najbliższym czasie? Chętnie poznam Wasze plany.

Trzymajcie się!
Magda

środa, 5 czerwca 2013

Kino? Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Z cyklu polecane filmy...

Dawno nie gościł u mnie cykl filmowy. Do tej pory "popełniłam" w jego ramach dwa posty. W pierwszym poznaliście moich dziesięć ukochanych filmów, w kolejnym pięć.
 

Macie ochotę na więcej? 

1. "Gorączka"
Można nie lubić sensacyjnego kina, ale nie sposób temu filmowi odmówić wielkości. Kino kompletne. Od premiery minęło 18 lat, a ten obraz mimo upływu czasu zyskuje. Znakomicie wykonany, dopięty perfekcyjnie w każdym szczególe. Wybitna spotkanie dwóch wielkich postaci kina: Al Pacino i Robert De Niro. Od lat "Gorączka" plasuje się w czołówce prawdziwego męskiego, dobrego kina. Ogląda się to fantastycznie! Znakomity temat, świetne zwroty akcji, perfekcyjne dialogi, kunszt aktorski. Przez lata wielu próbowało naśladować tą produkcję lub choć troszkę otrzeć się o jej poziom. Na próżno. Klasyka przed jaką chylę czoło.
I pamiętajcie: "Nie przywiązuj się do niczego/nikogo, czego nie mógłbyś zostawić w ciągu 30 sekund".
Święte słowa!

2. "Plac Waszyngtona"
Historia dojrzewania, budowania siebie, swojej tożsamości, niezależności, charakteru. Niezwykła opowieść o stosunkach międzyludzkich, różnych obszarach miłości, poznawaniu samego siebie i innych. Bardzo skomplikowany i nietypowy film. Zdecydowanie dla myślących wrażliwców, ceniących sobie nie podawanie widzowi wszystkiego na tacy.



Agnieszka Holland stawia w "Placu..." bardzo dużo trudnych pytań, a głównym z nich jest: Czy istnieje szczera, zupełnie bezinteresowna miłość?


3. "Pestka"
Janda nigdy nie zawodzi! Zarówno jeśli chodzi o aktorstwo jak i reżyserię. Książka o tym tytule to powieść kultowa, szczególnie w środowisku kobiet. Rzadko kiedy ekranizacja jest w stanie dorównać literaturze choć w połowie. Wg mnie tu udało się to znakomicie. Trudne tematy, trudne wybory... Nic nie jest w końcu tylko czarne i białe. Opowieść o dylematach związanych z miłością, moralnością, wiarą. Historia pięknej i tragicznej miłości dojrzałych ludzi. Zmusza do myślenia, pozwala zastanowić się czy nie nosimy w sobie stereotypów, czy nazbyt szybko nie osądzamy innych, czy nie za łatwo przychodzi nam mówienie: nigdy, na pewno... Czym się kierować sercem czy rozumem? Uczuciem czy moralnością? Jak wybrać między krzywdą własną, a krzywdą innych? Historia pokazująca, że miłość potrafi mieć różne oblicza, że nie ma na nią jednej definicji i nie jest to uczucie dane raz na zawsze... Każdy z nas ma w sobie pestkę. Jestem o tym przekonana.

Ścieżka dźwiękowa niesamowita!


4. "Annie Hall"
Jeden z najlepszych dzieł Woody Allena. Niby prosta historia, ale opowiedziana z tak inteligentnym humorem, że przez cały film człowiek ma uśmiech od ucha do ucha. Ale to nie tylko zabawa. Obraz zdecydowanie zmusza do myślenia. Czarujący. Uwielbiam humor Woody Allena. Jego błyskotliwość, dystans do siebie i świata, autoironię, nowatorskość, pomysłowość, duży artyzm i wyczucie smaku. Facet z ogromną wyobraźnią i niesamowicie ciekawą aparycją:) Nie do skopiowania jak do tej pory przez nikogo nawet w jednej setnej. Marka sama w sobie.
W tym filmie znajdziecie cytaty jakie przeszły już do historii. Prawdziwe diamenty wśród dialogów! "Annie Hall" wzniosła reżysera na prawdziwe szczyty. Dla mnie od zawsze geniusz, a film absolutnie obowiązkowy, nie tylko dla fanów talentu Allena.


5. "Patrzę na ciebie Marysiu"
Najlepsze amatorskie kino polskie jakie widziałam. Ogromna dawka emocji. Ciekawy życiowy temat. Intrygujący tytuł. Prawdziwa, świetnie zrobiona za małe pieniądze polska DOGMA. Film niezwykle mnie poruszył i zapadł w pamięć już na zawsze. Maja Ostaszewska jest w nim znakomita. Nie rozumiem czemu ten obraz jest tak mało znany? Smutny i ciężki, ale zdecydowanie warty obejrzenia. W moje życie bardzo wiele wniósł. Zwykła codzienność, banalny z pozoru problem, a pokazany tak sugestywnie, inteligentnie i emocjonalnie, że chwyta za serce, mózg i na długo wręcz paraliżuje...


Jak zawsze zapraszam do dyskusji. Oglądaliście? Planujecie? Lubicie czy nie?:)


Czy w ogóle posty o takiej tematyce interesują Was u mnie na blogu? Chętnie poznam Waszą opinię.

Magda

czwartek, 28 marca 2013

"Na czerwono" na "Uroczystość".

Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Teatru. Jako fanka tej formy sztuki oczywiście spędziłam wieczór nie gdzie indziej jak właśnie na widowni teatru. Spektakle zawsze przenoszą mnie w zupełnie inny wymiar. Kiedy gasną światła, sala milknie, a na scenę wychodzi pierwszy aktor, zawsze wtedy czuje dziwne podniecenie i mrowienie w brzuchu:) Chodzę do teatru od dziecka i do tej pory to doznanie nie mija. Kiedyś opowiem Wam więcej o tej mojej pasji...

We wtorek było cudne słońce. Dziś zresztą też. Z tej okazji oraz z racji wypadu do świątyni sztuki, zafundowałam sobie na paznokcie czerwień hybrydową. 


Znacząco też skróciłam moją płytkę. Tak dla jej zdrowia.



Moje paznokcie rosną w szalonym tempie. Wiem, że masa kobiet robi wszystko by rosły szybciej, a ja bym bardzo chciała by moje pazurki rosły o wiele wolniej.

 

Do paznokci dobrałam kupiony całkiem niedawno naszyjnik z elementami czerwieni, czerni i złota. Ale jego pokażę w pełnej okazałości w kolejnym poście.

    

Powiem szczerze, że z czerwienią na paznokciach zawsze czuje się mega kobieco. Też tak macie? Za to nie przepadam za tym kolorem u siebie w ubraniach. Chyba nic w szafie nie mam czerwonego. Umiarkowanie w dodatkach natomiast jest ok:) Szczególnie do czerni.

Może jesteście ciekawi na jakiej sztuce byłam? Wspominałam już o tym na Facebooku wczoraj. "Uroczystość" z Magdaleną Cielecką i Andrzejem Chyrą. Uwielbiam ich! Mają w sobie coś wyjątkowego. Na scenie tworzą niesamowity duet. Świetne aktorstwo, duży profesjonalizm jak zawsze w ich wykonaniu.


Cielecka jest dla mnie przepięknie naturalną kobietą. Miałam okazję widzieć ją wiele razy bez makijażu na żywo i pozostaje tylko pozazdrościć...Ale to nie sama uroda. Bije od niej inteligencja i wewnętrzny spokój.


A Chyra? Jak Pan Andrzej zaprosiłby mnie na kawę, to...To bym poszła od razu:):) Mam takie przekonanie, że mielibyśmy o czym rozmawiać i to nawet przez długie godziny...


 "Uroczystość" bardzo polecam. Zapada w pamięć. Poruszająca sztuka. Cały czas o niej myślę. Chętnie za jakiś czas bym ponownie się na nią wybrała. Znakomicie zrobiona. Ma się poczucie udziału w czymś wyjątkowym, prawdziwie innym niż otaczająca nas szara zwyczajność. Idźcie koniecznie!:)

Lubicie teatr? Jeśli możecie polecić jakieś sztuki grane w Warszawie, chętnie poznam Wasze preferencje.

Cudnego dnia!!!
Magda