niedziela, 15 lutego 2015

Organic People Naturalna rosyjska pasta do zębów Bezpieczne wybielanie. Recenzja.


Moja pierwsza pasta naturalna. Do tej pory zawsze skupiała się na typowych drogeryjnych produktach myjących zęby lub tych, jakie można kupić w gabinetach stomatologicznych.   
Postanowiłam sięgnąć po pastę rosyjską o dobrym składzie z czystej ciekawości i zachęcona wieloma wpisami na blogach. 

Wybrałam Organic People Bezpieczne Wybielanie. Tubka w 99,33% zawiera składniki naturalne. Nie posiada SLS, SLES, antybiotyków, sztucznych barwników, chlorohexydyny.

Skład: Glycerin*, Aqua, Silica,  Xylitol, Sodium Coco-Sulfate, Citric Acid, Xanthan Gum, Potassium Hydroxide, Citrus Medica Limonum Peel Oil*), Zinc Citrate, Papain, Kaolin, Organic Mentha Piperita Essential Flower-Leaf-Stem Oil*, Menthol, Aroma, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, CI 77891, Sodium Citrate, Limonene**.

* Składniki organiczne

Więcej słów od producenta przeczytacie na poniższej etykiecie. 


Pasta ma pojemność 100 ml. Tubka jest matowa, miękka, bardzo elastyczna. Pozwala z łatwością wyciskać zawartość do ostatniej kropli. Całość umieszczona jest w kartoniku. Plus za zamknięcie. Nie ma odkręcanego korka, ale praktyczne clic-clac.
Z łatwością też można ją postawić na półce czy umywalce otworem do dołu.


Jak na pastę bez SLS całkiem dobrze się pieni. Myje skutecznie i bardzo przyjemnie. Ma dość silny zapach i smak. Trochę ziołowy, trochę miętowy. Ciężki do sprecyzowania. Dla mnie w porządku. Na długi czas pozostawia w buzi przyjemne orzeźwienie i uczucie czystości. Ja zdecydowanie preferuje mocne pasty i mi to bardzo odpowiada.
Jednocześnie jest delikatna. Zero szczypania, mrowienia, zaczerwienienia dziąseł itp. Nie podrażnia zębów i nie powoduje ich nadwrażliwości. Nic takiego nie zanotowałam.

Jak z wybieleniem? Tu niestety wielkich efektów nie zauważyłam. Wg mnie lekko rozjaśnia, odświeża, ale o wybieleniu nie może być mowy. Używałam ją od ponad 3 miesięcy czasem raz (na zmianę z inną pastą), czasem dwa razy dziennie. Wczoraj wykończyłam całkowicie. Skłamałabym mówiąc, że mam aktualnie rewelacyjnie wybielone zęby. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że pastą nie uzyskamy efektu jak w gabinecie dentystycznym, ale jednak znam pasty, po których efekt wybielenia jest widoczny. 

Nie mogę jednak powiedzieć, że pasta jest zła. Lubiłam ją. Znakomita do codziennego używania. Myślę, że sprawdzi się super u wrażliwców podatnych na krwawienia dziąseł i inne problemy w jamie ustanej. 


Duży plus za wydajność i skład. Świadomość, że aplikujemy na zęby coś naturalnego, a nie czystą chemię, daje poczucie komfortu. Szczerze to odczuwałam. Myślę, że jeszcze sięgnę po pasty naturalne, choć nie wiem czy przerzucę się tylko na nie. Na tą chwilę mam plan by stosować je zamiennie z pastami drogeryjnymi. 

Tę pastę jak i inne rodzaje past naturalnych kupicie online w sklepie Kalina. Obecnie produkt kosztuje 16 PLN/100 ml.  


Nie mam jak jest porównać z innymi pastami tego typu. To mój debiut w tej kwestii, ale z całą pewnością sięgnę po inne rodzaje.

Co myślicie o naturalnych pastach? Polecacie jakieś szczególnie? 

sobota, 7 lutego 2015

Ciasto toffi z płatkami zbożowymi i czekoladą. Bez pieczenia!


Potrafi poprawić humor, wprowadzić nas w dobry nastrój, obudzić uśmiech na twarzy dziecka, ukochanego mężczyzny czy naszych gości. Mały kawałek tego cuda, filiżanka kawy lub herbaty i od razu dzień staje się piękniejszy!:) 


Nie wymaga dużego zachodu. Bez pieczenia. Nie zjecie go dużo na raz, gdyż jest naprawdę słodkie. Zdecydowanie jednak nie mdli jak to często bywa w przypadku ciast z kremem czy tortów. Nie pobija też w słodkości baklavy:) 
Masa toffi uwodzicielsko rozpuszcza się w ustach. Zbożowe płatki przyjemnie chrupią, a czekolada dostarcza nam potrzebnych endorfin. Zobaczycie, ulegniecie!:)

Może to nie jest super dekoracyjne ciasto z wystawy cukierni Sowy lub Pani Gessler, ale zaręczam, że smakuje wybornie! Przypomina trochę batonik.


Składniki:

  1. Płatki zbożowe (lub ryżowe) najlepiej bez dodatku owoców, miodu, cynamonu, czekolady. Żadne tam kulki czekoladowe itp. Dobrze by były bez cukru (jeśli się uda takie znaleźć, gdyż z tym czasem ciężko). Zwykłe, podstawowe. Często kupowane dla dzieci. Nie kukurydziane. - Ok. 1 szklanki.
    Często używam takich od Lubelli w formie gwiazdek - niestety mają cukier:( Ciasto ze zdjęć dokładnie robiłam z nimi.
    Można też zastąpić je herbatnikami lub pomieszać z orzechami lub/i rodzynkami.
  2. Czekolada bez dodatków i nadzienia - 1 standardowa tabliczka. Możecie użyć deserowej, gorzkiej lub mlecznej. Ja często stosuje mieszankę dwóch.
  3. Sól - 1/2 łyżeczki.
  4. Ekstrakt z wanilii - 1/4 łyżki. Może też byś laska wanilii. Można też spokojnie ten składnik pominąć. Pamiętajcie ekstrakt to nie to samo co aromat!
  5. Mleko skondensowane - 1/2 puszki.
  6. Cukier brązowy - 1/3 szklanki.
  7. Masło (prawdziwe!) - ok. 70-80 dkg.
  8. Golden syrup (tzw. złocisty syrop) - poniżej 1/4 szklanki. Można go zastąpić syropem z agawy, miodem lub wykonać mieszankę z pół szklanki cukru + 1/8 szklanki wody + kilka kropel soku z cytryny. 
    W amerykańskich przepisach w tym miejscu gości syrop kukurydziany tzw. corn syrup. Pamiętajcie jednak, że ten składnik to czyste zło! Zdecydowanie należy unikać, choćby w domowych przepisach.
    Nie polecam jako zamiennik syropu klonowego - jest za słodki. Chyba, że wychowaliście się w Stanach i macie ogromną tolerancję na cukier:) W sensie słodzicie Colę i Fantę (tak, tak, na własne oczy widziałam to w USA:)).


Przygotowanie:
  1. W rondelku rozpuszczamy masło.
  2. Wsypujemy brązowy cukier. Mieszamy by się dokładnie rozpuścił i połączył z masłem.
  3. Następnie wlewamy powoli skondensowane mleko. Cały czas mieszamy. Ważne by nie robić tego na dużym ogniu. Raczej średnim ku mniejszemu.
  4. Dodajemy golden syrup lub jego zamiennik. Łączymy wszystko w jedną całość, cały czas mieszając. 
  5. Masa zacznie powoli gęstnieć. Gotujemy ją na małym ogniu bez przykrycia. Cały czas mieszamy lub robimy to często.
  6. Kiedy zawartość będzie przyjemnie gęsta (taka krówkowa), ale nie zbita, dodajemy sól i ekstrakt z wanilii. Mieszamy.
  7. Zdejmujemy z ognia. Dodajemy płatki zbożowe. Łączymy. 
  8. Przekładamy masę do naczynia wyściełanego folią aluminiową. Nie za dużego. Polecam o kształcie prostokąta lub kwadratu. Można użyć w tym celu np. małej formy do pieczenia czy brytfanki żaroodpornej. Nie ma to większego znaczenia. Im chcecie by ciasto było wyższe, tym forma musi być mniejsza.
  9. Wszystko wyrównujemy z wierzchu i przy rogach. Najlepiej plastikową szpatułką. Posypujemy połamaną czekoladą. Możemy też ją zetrzeć na dużych oczkach. Ważne by uczynić to, kiedy masa jest jeszcze ciepła. Odczekujemy około 3 minut i czekolada nam się pięknie sama roztapia. Wtedy wygładzamy ją tworząc gładką polewę czekoladową.
  10. Ciasto odstawiamy w chłodne miejsce. Gdy będzie zimne wkładamy do lodówki na min. 3 h. Ja zwykle robię go na noc. Wg mnie jest lepsze gdy dłużej posiedzi w zimnie. Najbardziej mi smakuje na drugą dobę, jeśli oczywiście do tego czasu doczeka:)
  11. Gdy jest gotowe, kroimy na kwadratowe kawałki ostrym nożem.

Kilka wskazówek:
  1. Polecam gotować masę w garnku z grubszym dnem. Można też użyć patelni. Przy cienkim spodzie istnieje duże ryzyko przypalenia, nawet podczas stałego mieszania.
  2. Forma musi być wyłożona folią aluminiową. Inaczej z trudem oderwiecie ciasto od dna i brzegów. Być może sprawdzi się też papier do pieczenia. Przyznam jednak, że nie próbowałam.
  3. Ciasto łatwo ulega roztopieniu. Warto go trzymać w lodówce nawet jak stężeje.
  4. Nie polecam używać płatków kukurydzianych. Są zbyt miękkie i pod wpływem ciepłej masy szybko się rozpuszczają i znikają.
  5. W sklepach można kupić gotowe masy krówkowe, toffi itp. Najczęściej w puszkach. Skusiłam się kiedyś na dwie różne i nigdy więcej tego błędu nie popełnię. Sztuczne, pełne niepotrzebnych dodatków, palą chemią i oszukaną słodkością w język. Zdecydowanie nie polecam.


Warte grzechu!:) Spokojnie może stać w lodówce kilka dni. Nawet do tygodnia. Nie wysycha, nie traci na smaku. Nie starzeje się:)

Zachęcam do zrobienia.

Smacznego!