Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laser. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Floslek Krem maseczka. Seria do skóry z problemami naczyniowymi. Super ukojenie! Recenzja.

Maseczkę zakupiłam jeszcze podczas sporych mrozów.
Zima to duże wyzwanie dla mojej cery, naczynek i skłonności do rumienia. Jednak z zaczerwienieniem skóry w sumie zmagam się przez cały rok.


Nie mam złudzeń, że jakieś produkty kosmetyczne kompletnie zlikwidują problem aktywności naczynek, rumienia itp. Niestety u mnie to sprawa genetyczna, a jeśli do tego jest się płytko unaczynionym, żadne kosmetyki tego nie usuną.

Przekonałam się jednak, że warto przy takiej cerze sięgać po maski kojące, uspokajające skórę i wyciszające ją. Szczególnie jest to istotne w czasie zimy, ale także w okresie upałów, dużego nasłonecznienia oraz gdy wieją silne wiatry.


Maseczka z Floslek bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Przede wszystkim super uspokaja cerę, rozjaśnia ją i zmniejsza zaczerwienienie. Efekt widoczny zaraz po pierwszym zastosowaniu! Naczynka są wyraźnie obkurczone, rumień o wiele mniejszy, a cera dobrze nawilżona. Skóra jest miła w dotyku, gładka i miękka. Wszelkie podrażnienia np. po peelingu, ranki czy inne problemy skórne są złagodzone i mniej widoczne. Bardzo też fajnie chłodzi skórę, ale bez jakiegoś efektu nadmiernego zimna.

W sumie zgadzam się z wszystkim co producent zawarł na jej opakowaniu.
Wyciąg z kasztanowca oraz witamina C - składniki super działające na naczynka czynią tu świetną robotę:)
Maseczka nie podrażniła mnie, nie uczuliła. Nie spowodowała szczypania skóry ani nic podobnego.
Nie zapchała mojej skóry i jej nie wysuszyła.
Świetnie się aplikuje, nie spływa z twarzy. Ma konsystencję gęstego kremu. Dobrze się zmywa.
Aplikacja z tubki jest wygodna. Ja zawsze maskę zmywam z twarzy, ale myślę, że spokojnie można też ją zostawić na noc jak krem.
Wydajność - całkiem w porządku.
Pojemność to 75 ml.
Nie ma zapachu. Co dla mnie jest dużym plusem.
Posiada lekko żółtawy-beżowy kolor.


Zgodnie z radami producenta przez pierwsze 7 dni stosowałam ją każdego dnia na wieczór. Floslek zaleca trzymać maseczkę do 10 minut. Ja czasem nie zmywałam jej przez około 30 minut i wszystko było ok. Po tygodniu maseczkę stosowałam mniej więcej raz na 7 dni, teraz jest to raz na jakieś 10 dni.

To jedna z niewielu maseczek, która naprawdę spełnia obietnice producenta.
Polecam ją wszystkim "naczynkowcom", osobom ze skłonnością do rumienia, płytko unaczynionym itp. Myślę, że maska także świetnie się sprawdzi na skórze skłonnej do podrażnień, wrażliwej, alergicznej.

Będzie także świetna po depilacji twarzy np. woskiem. Albo gdy poddajecie skórę różnym zabiegom np. manualnego oczyszczania, kwasom itp. Świetnie ukoi oraz zmniejszy zaczerwienienia czy podrażnienia. Ja np. stosuje ją na okolice pod brwiami po ich regulacji i w tym przypadku sprawdza się znakomicie!

Aktualnie kiedy jestem w trakcie zabiegów laserem na naczynka, także stosuje ją regularnie dla wzmocnienia naczyń krwionośnych.


Czy maska na dłuższą metę pomaga naczynkom i czy zmniejsza ich pękanie?
Przez cały okres systematycznego stosowania (około 3 m-cy) muszę powiedzieć, że zdecydowanie rumień jest mniejszy, nie pojawiły mi się nowe pęknięte naczynka, cera jest mniej czerwona i bardziej wyciszona. Nie liczyłabym tu jednak na jakieś spektakularne działanie. Drobne pęknięte naczynka nie zniknęły, może lekko zbladły. Rumień pojawiający się co jakiś czas nie znikł.
Czy naczynka się wzmocniły? Ciężko stwierdzić. To raczej można obserwować w dłużej perspektywie czasowej. Poza tym sama maska tu nie pomoże. Jeśli chodzi o problem naczynek w zasadzie tylko laser jest skuteczną metodą - skuteczną, ale też nie na wieki...niestety:(

Samo jednak ukojenie skóry, rozjaśnienie jej oraz nawilżenie to dla mnie dużo. 
To jedna z lepszych masek jakie stosowałam od kilku lat.

Kosmetyk zakupiłam w zwykłej osiedlowej aptece za około 15 PLN/75 ml. Myślę, że nie jest trudno dostępny.
W międzyczasie zakupiłam także z tej serii tonik i peeling enzymatyczny.
Ale o tych produktach innym razem:)

Cieszy mnie, że polskie firmy mają w ofercie tak dobre kosmetyki, w całkiem przystępnych cenach.

Podzielcie się swoim zdaniem na temat tej maski, jeśli miałyście możliwość używać. Chętnie poczytam Wasze opinie.


Udanego tygodnia! Ze szczególnym pozdrowieniem dla posiadaczek czerwonych polików:)
Magda

czwartek, 29 marca 2012

Moje życiowe "pierwsze razy"...z tego tygodnia:)

Mijający tydzień był dla mnie bardzo intensywny pod wieloma względami. Wiele się działo.
Choć nie ukrywam ja lubię jak jest dużo i ciekawie:)

I tak:

1. Pierwszy raz w życiu zafarbowałam włosy - dokładnie dziś:)
    Kolor nie różni się dramatycznie od moich naturalnych rudych włosów, ale miał za zadanie ukryć pojawiające się pierwsze siwe włosy i to się udało.
    No cóż...starość nie radość...Myślałam, że pierwsza siwizna dopadnie mnie później, ale niestety przyszła już teraz:(
    Dodatkowo fryzjerka podcięła mi włosy i poddałam się zabiegowi SPA - czyli jonizacji włosów pod specjalną kapsułą.
Włosy po tym - jak marzenie, dotykam je w koło:)
  

2. Parę dni temu skorzystałam także z zabiegu zamykania laserem na naczynek na twarzy. Na razie była pierwsza wizyta.
Za tydzień druga.
Naczynka to moja zmora od dziecka i dziedzictwo rodzinne:)
    Długo się zastanawiałam nad laserem, ale w końcu w zasadzie po latach myślenia o tym - zdecydowałam się, że spróbuje.
    Zabieg nie zależy do przyjemnych, na wieki niestety też nie jest, a do tego nie kosztuje mało i nie wystarczy jedna wizyta...No ale zobaczymy co z tego wyniknie.

3. W tym tyg. podpisałam także zawodowo swój największy jak do tej pory kontrakt.

    Kosztował mnie bardzo dużo wysiłku, stresów ale przyznam, że jestem z siebie dumna!:)
    Miałam chwile zwątpienia ale udało się, choć oczywiście to nie tylko moja zasługa.

Poza tym….
:)

4. Pierwszy raz w życiu kupiłam sobie buty koloru różowo-koralowego:)
Baleriny z Zary.
Ja jako wróg różu w ubraniu zdecydowałam się po raz pierwszy na taki „szał”:)
Choć ten róż to bardziej koral
. Albo sobie to tak tłumaczę:)



Co więcej poszłam za ciosem i kupiłam jeszcze 3 koralowe bluzki.
Jedną z nich na dziale dziecięcym H&M.
Siwizna nieśmiało weszła już na głowę, od jakiegoś czasu trójka z przodu, ale bluzka za to dla dzieci - nie jest zatem tak źle:)


I to chyba na tyle moich „pierwszych razów” jakie w sumie zmieściłam w tym tygodniu…

Małe rzeczy a cieszą.

Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku.

A może Wy coś w tym tygodniu także zrobiłyście po raz pierwszy w życiu?
Chętnie posłucham.

Magda