Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

Domowa maseczka na włosy, którą stosuje od kilku lat.

Jak ją wykonuję?
Do plastikowej miseczki dozuję maseczkę/odżywkę tzw. "kupną", dolewam naturalny olejek, trochę nafty i wbijam żółtko jajka. Całość dokładnie mieszam, tak by wszystko połączyło się idealnie i by olej się nie wytrącał. Dobrze to robić taką trzepaczką do naleśników. Gotowe.



Na zdjęciu możecie zobaczyć składniki, jakie stosuje mniej więcej od miesiąca. Co jakiś czas są one inne. Tylko żółtko się nie zmienia:) Marki nie mają tu znaczenia. 

Możecie użyć dowolnej maski czy odżywki jaką akurat posiadacie w domu. Nie ma co kupować specjalnie nowej.
Tak samo jest z olejkiem. Ja stosuje łopianowy, gdyż niedawno go kupiłam po raz pierwszy i akurat tylko ten mam w domu. Wy wybierzcie, jaki dla Was jest najlepszy. Dostosujcie go do swoich potrzeb. Spokojnie możecie też użyć oliwy z oliwek, olejku rycynowego czy oliwki dla dzieci. 
Polecam nie rezygnować z nafty. Kosztuje grosze, a działa na włosy super. Wystarczy łyżeczka. Nie warto z nią przesadzać. Nadaje połysk i blask włosom, jak mało jaki produkt. Można też stosować ją samą przed umyciem głowy. Pisałam o niej więcej w ulubieńcach września 2013.
Żółtko jajka ma w sobie unikalne wartości. Niektórych nie znajdziecie nigdzie indziej, jak tylko w nim. Można je aplikować samo. Często tak robiłam. Ale niestety słabo i nierówno się wtedy rozprowadza, skleja kosmyki i spływa po twarzy. Bleee...Jeśli połączymy go z maską czy nawet samą oliwką - problem znika.

Do mikstury warto też dodać sok z cytryny. Czasem to czynię. Ma jednak on właściwości rozjaśniające, a ja wolę mój naturalnie ciemniejszy odcień włosów.

Nie przejmujcie się, jeśli akurat jakiegoś składnika nie macie. Nic się nie stanie, jak raz go nie użyjecie. Możecie też dodać inne naturalne rzeczy np. sok z rzepy działa super przy problemie wypadania włosów. Sam śmierdzi okrutnie. Dlatego często z niego rezygnujemy. W połączeniu z dodatkami, może okazać się, że go polubimy i woń przestanie być problemem.

Co z proporcjami?
Nie podaje ich, gdyż zawsze wszystko robię na oko. Nie bawię się w odmierzanie. Mogę jedynie powiedzieć, że podstawą jest maska sklepowa i tej mniej więcej daje 3 łyżki stołowe. Ilość całości zależy od długości włosów. Z całą pewnością sobie z tym poradzicie:)


Mikstura gotowa i co dalej?

Nakładam ją najczęściej na umyte i wyczesane włosy. Zwyczajnie ręką. Wcieram w skórę głowy (to ważne!) i w całe pasma aż po końce. Robię to nad wanną lub pod prysznicem. Trochę bowiem tego cuda może nam ulec grawitacji i zwyczajnie spadać. Lepiej zaoszczędzić sobie niepotrzebnego mycia podłogi.
Na to idzie foliowy czepek, a na koniec ciepły ręcznik lub zwykły turban z mikrofibry z guzikiem, kupiony kiedyś na Allegro (polecam, nie zsuwa się, dobrze zabezpiecza). Tak przynajmniej było u mnie do tej pory. 
Od 3 tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką HairTherapyWrap. Tym sposobem jedna rzecz z mojej wishlist odhaczona. 
Popularny turban w USA. Głośno o tym czepku od dawna na amerykańskich blogach i YT. Dużo o nim mówiła wielokrotnie nasza polska Youtuberka Agnieszka - nissiax83.

Posiada wkłady, jakie można ogrzać w mikrofalówce lub ciepłej wodzie. Długo trzyma temperaturę. Jest wygodny, choć lekko ciężkawy. Na razie użyłam go dwa razy. Więcej wypowiem się na jego temat za kilka tygodni. 


Brak tego cuda oczywiście nie jest żadną przeszkodą, we wdrożeniu planu maseczkowania włosów. Nie potrzebujecie w zasadzie żadnego czepka. Zwykła czysta foliowa reklamówka, ręcznik i do dzieła! Sprawdza się też folia spożywcza i to nawet lepiej lub folia aluminiowa (tylko ta się kurczaki rwie, ale dłużej trzyma ciepło). 

Koleżanka powiedziała mi, że znakomite są też aluminiowe czepki typu do trwałej ondyulacji. Kosztują w sklepach fryzjerskich lub na Allegro od 3-6 PLN. Podobno świetnie izolują i utrzymują ciepło, do tego są wygodne. Planuję kupić taki również.

W grudniu pokazywałam Wam też czepek kupiony w Super Pharm. Polecam. Bardzo wygodny, trwały, niedrogi.  Ma szerokie zastosowanie.

W cieple składniki maski lepiej są przyswajane, niektórzy zatem dodatkowo ogrzewają głowę ciepłem suszarki. Ale kto by tam stał z suszarką w ręku przez godzinę czy dłużej? Ja z całą pewnością nie. Poza tym to mało ekonomiczne i ekologiczne też nie.

Ile maskę trzymać i jak często nanosić?
Moim zdaniem minimum 40 minut. Im dłużej tym lepiej. Krócej to w ogóle szkoda zachodu. Ja zwykle trzymam 1,5 h, czasem nawet zdarzało się i 3. Nakładam i leniuchuje czytając książkę lub oglądając film. Albo przeciwnie wykonuje z turbanem na głowie całą masę domowych czynności. 
Ważna jest regularność. Jak w sumie we wszystkim. Staram się pamiętać o niej raz na tydzień. Średnia pewnie wyjdzie z ostatniego roku tak mniej więcej raz na 10 dni.

Czy można aplikować na włosy suche?
Można, bo niby kto nam zabroni? Parę razy tak zrobiłam. Jednak jestem od zawsze zdania, że zdecydowanie lepsze rezultaty można uzyskać przy nakładaniu tej mikstury na włosy i skórę głowy umyte. Bez kurzu, naturalnego łoju czy innego brudu, który osadza się na włosach każdego dnia. Składniki odżywcze mają wtedy większą zdolność penetracji, poza tym łuski włosa są wówczas otwarte i to też wpływa na lepsze wchłanianie wszystkiego co cenne. Szczególnie jeśli macie skłonność do przetłuszczania, wcieranie mikstury z łojem i brudem w mieszki włosowe to mało dobry pomysł. Lenistwo nie jest tu żadnym wytłumaczeniem:) Jak już coś robić to wg mnie dobrze i na maksa, a nie połowicznie. Inaczej szkoda na to naszego czasu, energii i kosztów.

Zmywamy wodą czy myjemy szamponem?
Przy nakładaniu po wcześniejszej kąpieli (na umyte włosy mokre), ja najpierw dość obicie spłukuje głowę ciepłą wodą i następnie używam szamponu (raz, czasem dwa). Mam włosy skłonne do obciążenia i sama woda nie dała tu dobrych efektów. Żółtko i nafta dość ciężko się zmywają bez jakiegoś środka myjącego. Zależy to jednak od włosów i ich grubości czy też ilości. Wiem, że są osoby, które tylko miksturę spłukują + ewentualnie stosują jakąś płukankę np. octową. Dotyczy to głównie właścicielek grubych i gęstych fryzur.
Jeśli chcecie używać maski na włosy suche, to oczywiście myjecie głowę tradycyjnie szamponem dwa razy.

Co to w ogóle daje?
Odżywka, olejek, serum, jedwab itp. preparaty stosowane po każdym myciu, są tylko makijażem dla włosów. Mogą poprawiać ich wygląd, ułatwiać stylizację, zabezpieczać przed czynnikami zewnętrznymi, "oszukiwać" nas i otoczenie i dbać tym samym o nasze samopoczucie:) O prawdziwym odżywianiu nie ma tu mowy. Włos to martwy wytwór naskórka. Czysta keratyna, pozbawiona komórek. Tylko działając na skórę głowy można regenerować żywą cebulkę włosa, wpływać na kondycję tego co z niej wyrasta  i nie "pracować" tylko doraźnie. 
Regularne maseczkowanie domowe sprawia, że moje włosy są bardzo miękkie, miłe w dotyku, puszyste, dobrze się układają. Zdecydowanie ich kondycja jest lepsza. Stały się jakby grubsze, bardziej sprężyste, pełne blasku, energii. Zero problemu z rozdwojonymi końcówkami. Zyskały na zdrowiu, nawilżeniu i wyglądzie. Przyznaje jednak, że nigdy nie były zniszczone. Nie puszą się nadmiernie (a mam do tego skłonność) i potrafią być dłużej świeże. Rosną jak szalone. W sumie jednak moje "pióra" od zawsze rosną niezwykle szybko, czy są maseczkowane czy nie. Taka ich natura.
Dzięki takim zbiegom możecie przeciwdziałać wypadaniu włosów, wpłynąć na porost, ogólnie poprawić ich kondycję, dbać o skórę głowy, walczyć np. z łupieżem, łuszczycą itp. Szczególnie jeśli posiadacie włosy suche, często je stylizujecie, używacie rozjaśniaczy, farb, prostownic, suszarek itp. warto pomyśleć o takiej domowej maseczce. Pamiętajcie tylko, że najważniejsza jest regularność!

To co? Do dzieła!:)

poniedziałek, 11 marca 2013

Olejek do włosów (ale nie tylko!) Alverde Haaröl Mandel Argan. Recenzja.

Kilka dni temu skończyłam buteleczkę olejku do włosów migdałowo-arganowego Alverde Haaröl Mandel Argan.

Kosmetyk pochodzi z niemieckiej drogerii DM. Z tego co kojarzę kosztuje 2,90 Euro/50 ml.


Buteleczka jest cała plastikowa. Poręczna, nieduża. Z dozującą pompką.


Mniej więcej do momentu zużycia 3/4 opakowania pompka działała bezbłędnie. Przy końcu niestety zaczęła się lekko zacinać. Nie występowało to jednak za każdym razem. Nie mam pojęcia czy to tylko tak w moim egzemplarzu, czy może to norma w tym produkcie.

Nie zawiera silikonów, sztuczności, ma świetny naturalny skład. Jest odpowiedni dla Vegan. Oto co mówią etykiety z opakowania. Jeśli znacie niemiecki zapraszam do poczytania.


Przeznaczony jest szczególnie do włosów suchych i łamliwych. Ma nawilżać włosy i sprawiać, że staną się miękkie i błyszczące. Skóra głowy natomiast ukojona i odświeżona.
W składzie m. in. witaminy i certyfikowane olejki: arganowy i z orzechów włoskich, bio ekstrakty z migdałów i łopianu.

Skład:  Glycine Soja Oil*, Caprylic/Capric Triglyceride, Argania Spinosa Oil*, Juglans Regia Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Arctium Lappa Extract*, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum**, Limonene**, Citral**, Linalool**, Geraniol**, Citronellol**.
* Ingredients from certified organic agriculture.
** From natural essential oils.


Wg producenta olejek należy stosować w małej ilości (kilka kropel) na umyte wilgotne włosy i skórę głowy.

Moje spostrzeżenia
1. Aplikacja wg zaleceń z etykiety u mnie kompletnie się nie sprawdziła. Nawet po nałożeniu dosłownie 1-2 kropli tylko na końce włosów, bardzo szybko były one obciążone, tłuste i wyglądały jakbym nie myła ich dobre kilka dni. O wcieraniu w skórę głowy nie było w ogóle mowy. Fryzura po wysuszeniu kwalifikowała się do ponownego mycia. Próbowałam takiej metody ok. 7 razy i zawsze to samo.
2. Znakomicie natomiast kosmetyk sprawdza się do olejowania włosów i następnie zmywania. Tak właśnie go wykorzystałam. Zazwyczaj aplikowałam go po umyciu głowy na skórę i całą długość włosów. Po czym szłam spać, a rano zmywałam szamponem. Taka metoda olejowania sprawdza się u mnie najlepiej przy każdym oleju.
3. Kilka razy stosowałam kosmetyk zostawiając go na 2-3 h po umyciu. Tu także zdał egzamin. Można również używać go na suche włosy, a potem je myć. Ja jednak nie jestem zwolenniczką takiego olejowania.
4. Działa naprawdę świetnie. Włosy są nawilżone, bardzo miękkie, gładkie. Przy moich naturalnych falach mają one lepszy skręt i łatwiej się układają. Do tego widoczny jest piękny połysk. Nie wiem jak sprawdzi się na włosach łamliwych czy bardzo suchych. Ja takich nie posiadam. Nie mam także od kilku lat problemu z rozdwojonymi końcówkami. Moje włosy nie są zniszczone, ale potrzebują nawilżenia i ten olejek świetnie im to dawał. Dodatkowo czułam po nim jakbym miała włosów więcej, były puszyste i zyskiwały na objętości.
5. Nie mam problemów ze skórą głowy, tu także więc nie wiem czy rzeczywiście ją koi.
6. Zmywa się bez problemowo każdym szamponem. Ma postać żółtego niezbyt gęstego oleju. Nie potrzeba go dużo nałożyć za jednym razem, by dobrze działał. Jest całkiem wydajny.
7. Pokochałam jego zapach. O dziwo nie czuć w nim przede wszystkim migdałów, ale na pierwszy plan wychodzi naturalna cudna woń cytrusów. Dopiero potem czuje migdały. W każdym razie to połączenie jest niezwykle przyjemne, aromaterapia gwarantowana!
8. Nie sposób nie porównać tego olejku z dostępnym powszechnie w Rossmannie olejku z Alterry. Tym do ciała, ale nagminnie stosowanym przez nas na włosy:) Dwa razy miałam ten sam zapach Migdał i Papaya. Innych wersji nie znam. U mnie oba Alterra i Alverde działają w tym przypadku tak samo. Nie widzę w zasadzie żadnej różnicy. Efekt identyczny. Może jedynie Alverde daje na czuprynie większy, bardziej widoczny połysk, ale to bardzo subiektywne odczucie, ciężkie w sumie do wartościowego zmierzenia. 
Oba zapachy bardzo lubię. Jednak ten z Alverde jest dla mnie bardziej kuszący, niespotykany. jeśli miałabym kierować się wonią, to postawiłabym na olejek niemiecki.
Minusem natomiast jest jego brak dostępności w Polsce. 
Przeliczając cenowo pojemność, wychodzi kosztowo tak samo jak olejek Alterra.
9. Moim zdaniem świetny produkt, ale nie do stosowania wg wskazówek producenta. Może metoda z etykiety sprawdzi się w przypadku bardzo suchych i zniszczonych włosów. Tego nie wiem. Ja polecam ten kosmetyk do tradycyjnego olejowania. Nie jest jednak tak, że pobija on inne oleje łatwo dostępne w naszym kraju. 
10. Jeśli macie możliwość zakupu tego kosmetyku to polecam. Znakomity skład, dobra cena i obłędny zapach. Włosy po nim wyglądają cudnie. Jednak wg mnie specjalne sprowadzanie go z Niemiec i np. płacenie dodatkowych kosztów przesyłki czy kupowanie go na Allegro z marżą (tam kosztuje on z przesyłką od ok. 27-30 PLN) nie ma sensu. Z powodzeniem z olejkiem z Alterry osiągnięcie to samo.

Inne zastosowanie?
Tak bardzo uzależniłam się od jego zapachu, że całkiem spontanicznie pewnego wieczoru nałożyłam go na dłonie i wtarłam w skórki wokół paznokci. Rewelacja! Rano skóra miękka, gładka i dobrze nawilżona. Od tego momentu prawie co noc tak go aplikowałam. 
Wiele razy użyłam również na stopy, dekolt i szyję. Działa znakomicie, a skóra jest wręcz jak jedwab! Byłam zaskoczona, że o dziwo w skórę na ciele wchłania się bardzo szybko, nie lepi się i nie jest nieprzyjemnie tłusty. Kilka razy w ciągu dnia nałożyłam go na dłonie i po chwili bez problemu mogłam wykonywać wszelkie ruchy i prace:) Ważne tylko by nie przesadzać z ilością. Wystarczy kilka kropel. Plus też taki, że zapach długo zostaje z nami i jest niezwykle miły dla nosa:)
Polecam także do kąpieli! Kilka kropel do wanny z wodą, a stresy odchodzą błyskawicznie. Ciało natomiast zyskuje miękkość i nawilżenie.
Byłoby rewelacyjnie gdyby dostępny był w większej i ekonomiczniejszej pojemności, niż tylko 50 ml.
Z powodzeniem kosmetyk ten można stosować bardzo różnorodnie. Jest uniwersalny! Olejek Alterra oczywiście można użyć tak samo.

Jeśli tylko będę miała do niego dostęp w cenie drogeryjnej to na bank kupię, choćby z tęsknoty za tą cudnie naturalną, uzależniającą wonią.

Obecnie wykończyłam wszelkie olejki do włosów. Zostało mi jeszcze troszkę oleju kokosowego. Planuje kupić coś nowego, od olejowania chyba bowiem się uzależniłam:) Moje włosy wiele zyskały dzięki tej metodzie. Może polecacie mi jakiś olej szczególnie, jakiego jeszcze nie miałam? Chętnie poczytam wasze rekomendacje.

Buźka!
Magda

sobota, 12 maja 2012

Leniwa cudna sobota. Dziś cieszy mnie wszystko:)

Cieszy mnie dziś wiele rzeczy.
Mimo, że od rana u mnie pada to jest ciepło i pięknie.

Po długim czasie słońca deszcz jest bardzo potrzebny.
Będzie pięknie zielono!:)

Pod oknem mam mały gaj bzowy i pachnie nim niesamowicie.


Mimo dużego deszczu biegałam dziś rano i czułam się cudnie.
Pokonałam nawet swój rekord czasowy:)
Uwielbiam takie dni kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć i mogę robić to co kocham.

Wczoraj spędziłam miły wieczór w knajpce Mamma Mia na warszawskiej Saskiej Kępie i długo spacerowaliśmy po zakątkach tej dzielnicy.
Wieczór i noc była niesamowicie ciepła - jak w lipcu.

Miałam plan by jechać do Ikea - ale szkoda mi trochę dnia na chodzenie po sklepach.
Obawiam się też tłumów, a wolę tam jeździć kiedy jest mało ludzi.
Może wieczorem jednak się wybiorę...Zobaczymy.


Jak na razie piję włoską kawę z mojej ukochanej filiżanki.


Wstawiłam pranie.
Słucham Leszka Możdzera. Płyta Komeda jest moją ukochaną i gorąco ją polecam każdemu.
Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami jazzu.


Cieszę się, że w środę posprzątałam generalnie całe mieszkanie - dzięki temu sobota jest tylko dla mnie:)

Raduje mnie jeszcze inna skromne "zjawisko".
Przybywa mi czytelników bloga.
Wiem, że nie jest ich jeszcze dużo. Ale cieszy mnie każda osoba i każdy komentarz i ślad jaki zostawiacie.
Bardzo Wam za to dziękuję.

Postanowiłam, że jak będzie Was 200 osób - zrobię małe rozdanie.
Kosmetyczne ale nie tylko:)

Zaraz zabieram się za przygotowanie prostego włoskiego obiadu.
Pójdą w ruch zakupy przywiezione z Toskanii.


Czeka mnie jeszcze małe sprzątanie w garderobie...ale nie wiem czy nie przełożę tego na jutro:)

Wieczorem na twarz pójdzie na bank spirulina ze Zrób Sobie Krem.
Potem maska czekoladowa - prezent z Niemiec od Agi - 82Inez.





Na włosy na noc olejek Sesa o jakim pisałam tu >>, a wcześniej kąpiel z dodatkiem ulubionego olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego.


Na stopy i dłonie masło shea.
Świeczka z Yankee Candle - lewendowo-waniliowa.


 
Lampka wina i lektura książki "Potęga podświadomości" Joseph'a Murphy. Do jakiej co jakiś czas wracam.




Napiszcie koniecznie jak Wy spędzanie tą sobotę?
Leniwie, pracowicie?


A i może coś mi doradzicie?
Poszukuje kilku rzeczy i może mnie nakierujecie?

Marzy mi się miętowa marynarka/żakiet.
Niestety te jakie widziałam do tej pory są - jak mówi moja mama "jak psu z gardła":)
Materiał kiepski, skrojone fatalnie.
Inne niesamowicie drogie. Nie chcę wydawać kroci na marynarkę o kolorze w jakim raczej nie będę chodzić w koło czy cały rok i jaki nie do wszystkiego pasuje.
Może gdzieś widzieliście fajne w tym odcieniu?

Druga sprawa.
Chcę kupić tubę na pędzle.
Coś w stylu takiej jaką ma Sigma.
Byłaby ta od nich ok ale...kosztuje 20$ i prawie 15$ przesyłka. No ludzie!

Wszelkie sugestie i rady w tych tematach mile widziane.

Pozdrawiam Was serdecznie wszystkich i każdego z osobna:)
Magda

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Olejek Sesa do włosow - recenzja. Skuteczny ale śmierdziel:) Moje pozytywne wrażenia po kilku miesiącach naturalnego olejowania włosów

Dziś będzie o moich doświadczeniach z olejkiem do włosów Sesa.


Uwaga dużo tekstu:)

Po moim niedawnym poście z zakupami olejków >> dostałam wiele pytań na temat tego kosmetyku. Dziś zatem recenzja.


Olejek kupiłam w sklepie internetowym www.helfy.pl.
Występuje w dwóch pojemnościach. Ja od razu zdecydowałam się na większą butelkę.
Ceny:
- 90 ml - 25 PLN
- 180 ml - 45 PLN

Butelka 180 ml starczyła mi na około 3,5-4 m-cy.

Wcześniej włosów nigdy nie olejowałam żadnym tego typu produktem.


Co mówi producent?
Ajurwedyjski środek powstrzymujący wypadanie włosów. Stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów.
Eliminuje łupież. 

Receptura olejku pochodzi ze starodawnych ajurwedyjskich pism. Składa się on z 18-tu bogatych w składniki odżywcze ziół, 5 olejków doskonale nawilżających włosy i mleka. Cała receptura przygotowana została według procesu Kshir Pak Vidhi, w którym zbilansowana mieszanka ziół połączona zostaje z mlekiem a następnie aktywowana poprzez 5 olejków.

Olejek jest bogaty w witaminy C i E. Jest to środek powstrzymujący wypadanie włosów, stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów, eliminuje łupież. Regularne używanie oleju powoduje że włosy stają się lśniące i zdrowe a cebulki doskonale odżywione.

Sposób użycia:
Umyj włosy, osusz je delikatnie ręcznikiem. Aplikuj olejek na skórę głowy masując delikatnie opuszkami palców (dobrze sprawdza się aplikacja przy pomocy strzykawki, oczywiście bez użycia igły ;). Idealny byłby 20 minutowy delikatny masaż.
Aplikuj olejek do momentu gdy skóra przestanie go absorbować. Na koniec wmasuj olejek w końcówki włosów i wmasuj go, do momentu, aż przestaną absorbować olejek. Zostaw na całą noc, rano umyj włosy. Stosuj 2-3 razy w tygodniu.
Jeśli włosy są bardzo wysuszone, z łupieżem i skóra głowy swędzi dobrze jest stosować olejek każdego wieczora.
Inną możliwością jest użycie olejku na 2 godziny przed myciem.
Olejek zmywa się łatwo i powinno wystarczyć jednokrotne mycie szamponem.
Olejek może mieć w pokojowej temp. konsystencję stałą ale po delikatnym ogrzaniu pod strumieniem ciepłej wody lub pod wpływem ciepła rąk natychmiast się rozpuszcza. Przechowywanie w ciepłym pomieszczeniu będzie zapobiegało ponownemu zastygnięciu. Chronić przed dostępem światła.
Olejek odpowiedni do wszelkiego rodzaju włosów. Może być używany w okresie ciąży.
Skład:
* Bhrungraj (Eclipta alba) 3%
* Trifala 3% w/v
* Brahmi (Saraswathi) (Centella asiatica) 1% w/v
* Chameli Pan(Chetika) (Jasminum officinale) 1% w/v
* Chanothi (Krishnala) (Abrus precatorius) 0.5% w/v
* Dhaturo(Mahamohi) (Datura metel) 2% w/v
* Elaychi (Sukshma) (Elettaria cardamomum) 0.5% w/v
* Gali pan (kalkeshi) (Indigofera tinctoria) 1.% w/v
* Indravama (Gavakshi) (Citrullus colocynthis) 1.% w/v
* Jatamansi (Tapasvini) (Nardostachys jatamansi) 0.5% w/v
* Karanj Beej (Chirbilvak) (pongamia glabra) 0.5% w/v
* Neem Beej (paribhadra) (Azadirachta Indica) 0.5% w/v
* Mahendi Pan (Henna) (Lawsonia alba) 0.5% w/v
* Mandur (Sinhan) (Ferri peroxi dumrubrum) 4% w/v
* Rasvanthi (Rasgarbh) (Berberis aristala) 0.5% w/v
* Akkal kara (Anacyclus pyrethrum) 0.5% w/v
* Vaj (Jatila) (Aconus Calamus) 0.5% w/v
* Yashti Madhu (Mulethi) (Glycyrrhiza glabra) 0.5 % w/v
* Milk (Dugdha) 10% v/v
* Wheat Germ Oil (Triticum aestivum) 1% Bogate w witaminę E, jako antyoksydant chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV. Zawiera proteiny z ziaren pszenicy.
* Lemon Oil (Citrus medica) 1% Bogate źródło witaminy C i antyoksydantów.
* Nilibhrungandi Oil 8% Wspomaga porost włosów
* Til Oil (Sesamum indicum) 25% (olejek sezamowy) Wzmacnia włosy oraz likwiduje ich wypadanie
* Sugandhit Dravya 2%
* Coconut Oil olejek kokosowy jako baza
Colour : Quinazarine Green SS.


Jakie mam włosy i jaki był mój cel?
Moje włosy są półdługie - mniej więcej lekko za ramiona. Kiedy zaczynałam przygodę z Sesą nigdy wcześniej włosów nie farbowałam. Nie stosowałam trwałej. Nie prostuje włosów, nie stylizuje ich wałkami, prostownicą, szczotką itp.
Zaledwie parę razy na rok używam suszarkę. Głównie włosy suszę na wolnym powietrzu.

Sporadycznie "od święta" stosuje lakier.
Moje włosy są naturalnie rude, obecnie średnio kręcone. Mam dość dużo włosów, ale są cienkie i delikatne. Nie są zniszczone. Nie mam rozdwojonych końcówek. Mają tendencję do lekkiego przesuszania się na końcach i przetłuszczania przy głowie.
Zatem mieszane. Czasem ulegają puszeniu (ale nie zawsze) i wtedy skręt włosów jest nieciekawy.

Moim największym problemem było nadmierne wypadanie włosów. Z dnia na dzień problem się powiększał.
Stosowałam różne pastylki doustne, szampony, ale mimo wszystko wypadanie nadal trwało, a nawet zwiększało się.


Głównie sięgnęłam po Sesę z nadzieją na wzmocnienie włosów, odżywienie ich i zahamowanie wypadania.

Miałam także nadzieję, że olejek nawilży mi włosy by skręt był lepszy i lekko je przyciemni - choć te "zachcianki" były dla mnie drugoplanowe.

Jak stosowałam?
Olejek zawsze nakładałam na umyte i lekko wysuszone w ręczniku włosy. Wcierałam go dokładnie w skórę głowy oraz w całe włosy, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek.
Jeśli zależy Wam na tym, by Sesa pomogła na wypadanie włosów - wcieranie jej w skórę głowy jest bardzo ważne.
Samo nakładanie na włosy w tym przypadku nic nie da. Ważne jest bowiem by olejek dotarł do cebulek.

Po aplikacji czasem nakładałam na głowę turban - taki specjalny zapinany na guzik (na bank kojarzycie:)).
Można także użyć zwykłego ręcznika, choć turban jest praktyczniejszy i łatwiejszy w noszeniu. Zwykle tak "zapakowana" chodziłam jeszcze po domu przed snem.

Bardzo często też zwyczajnie włosy spinałam niedbale klamrą i nic już na nie nie nakładałam.

Z olejkiem szłam spać. Zdarzało się, że kładąc się nie zdejmowała turbanu, ale mimo wszystko w nocy samoistnie go zsuwałam, bo mi przeszkadzał.

Na poduszkę na początku kładłam ręcznik by poszewka się nie pobrudziła. Ale i tak po każdej takiej nocy z Sesą - zarówno ręcznik jak i poszewkę prałam, więc potem ręcznik poszedł w odstawkę. Olejek wcale nie brudzi materiału.
Jedynie niestety zostawia zapach.

Właśnie co z tym słynnym zapachem?
Postrzeganie zapachu jest naprawdę bardzo subiektywną sprawą. Ja uwielbiam orientalne ciężkie zapachy.
Myślałam zatem, że woń tego olejku nie będzie dla mnie okrutna.

Niestety zapach nie jest dla mnie przyjemny. Wręcz bardzo trudny. Niezwykle ciężki, mocny i ja nie wyczuwam w nim w ogóle ukochanego orientu:)
Rzeczywiście jest w nim kadzidło, dużo ziół ale też masa innych zapachów, jakich z niczym nie mogę porównać.
Zapach to dla mnie bardzo duży minus w tym przypadku. Po aplikacji otacza nas wszędzie i na samym początku był dla mnie nie do zniesienia. Trudno go opisać...

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Dla mnie Sesa śmierdzi i już!:)

O dziwo pierwszy raz gdy miałam ją na włosach nie było tak źle. Bardzo jednak niemiło wspominam drugą i trzecią aplikację. Głowa zaraz po naniesieniu olejku bolała mnie tragicznie, w ogóle nie mogłam spać, było mi niedobrze i wręcz zbierało mi się na wymioty. Zapach czułam w gardle, na całym ciele, wszędzie. Tak było właśnie przy kolejnych dwóch razach.
Wtedy powiedziałam sobie "Nie kochana nie będziesz się tak męczyć, to jakiś koszmar, nie ma co się tak katować".
Z drugiej strony po trzech użyciach widziałam jak super moje włosy wyglądały. Były puszyste, lśniące, pięknie się układały i kręciły, a do tego były wyraźnie grubsze.

Zrezygnowana odstawiłam produkt na 2 tyg. Potem jednak dramat dwóch nocy:) jakoś mi się zamazał w myślach i postanowiłam, że zrobię kolejne podejście. Nałożyłam olejku o wiele mniej i od tej pory już spokojnie przesypiałam noc.
Nie bolała mnie głowa, nie miałam innych nieprzyjemnych dolegliwości. Choć nie powiem nadal zapach jest dla mnie straszny.

Moim jednak zdaniem wyraźnie podczas tych 2 aplikacji za dużo Sesy nałożyłam.
Głowa i włosy wręcz lepiły się od niej. Zupełnie niepotrzebnie, bo aplikacja w mniejszych ilościach daje równie dobre efekty.
Nie ma potrzeby nakładać Sesy bardzo dużo. Ja głownie skupiałam się potem na skórze głowy i włosach u nasady.
Choć oczywiście wcierałam ją także w końcówki.


Po około miesiącu można powiedzieć, że do zapachu przyzwyczaiłam się - to znaczy zaczął mi coraz mniej przeszkadzać.
Nie jest jednak tak, że go nie wyczuwałam czy stał się przyjemny:) Niestety nadal go nie lubię i nie jest to woń relaksacyjna. Ale już może nie tak drażniąca.

Sposoby na złagodzenie odczuwania tego zapachu?
Starałam się przed aplikacją Sesy brać kąpiel czy prysznic w jakimś żelu czy płynie ładnie pachnącym. Także w  aromatycznych olejkach. Do tego na ciało potem szło masło czy balsam o ulubionym zapachu. Dzięki temu skupiałam się na nim, a nie na zapachu olejku.

Często pomagało także zapalanie świeczek zapachowych. Głównie Yankee Candle, które ubóstwiam.

Dużo daje też spryskanie ciała jakąś mgiełką zapachową. Ja np. używałam z Victoria's Secret. Można także takimi mgiełkami spryskać pościel lub zastosować na ciało ulubioną wodę toaletową czy perfumy.

Tak jak jednak wspominałam wcześniej. Zapach to bardzo indywidualna sprawa. Czytałam, że są osoby co uwielbiają ten zapach i jest dla nich bardzo przyjemny. Zawsze przy tym robię wielkie oczy, ale wiadomo co kto lubi...

Czy łatwo olejek zmyć z włosów?
Ja nie miałam z tym nigdy żadnego problemu. Nie wiem czy to kwestia szamponów jakimi się zmywa, ale za każdym razem Sesę zmywało mi się bardzo sprawnie. Choć zawsze myłam włosy po niej 3 razy, a przed nałożeniem szamponu dość długo i starannie spłukiwałam włosy ciepłą wodą.

Słyszałam, że wiele osób twierdzi, że mimo umycia zapach na włosach zostaje kilka dni. Ja czegoś takiego nie odczułam. Pytałam także innych czy czują ten zapach ode mnie - i nikt tego nie potwierdził.
Do zmywania Sesy używałam przeważnie 2 szamponów, choć nie kupowałam ich specjalnie do tego celu. Zwyczajnie w tym czasie je miałam w domu. Zdarzało mi się użyć także innych. Szczególnie jednak polecam dwa i oba bez parabenów:

- Yves Rocher Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się
oraz

- Yes To Tomatoes Volumizing Shampoo


Świetne szampony nie tylko do zmywania olejów. Wkrótce każdego z nich zrobię recenzję.
Po zmyciu olejku nie stosowałam nigdy już odżywki czy balsamu, maski itp. Włosom pozwalałam naturalnie wyschnąć.
Świetnie się rozczesywały. Nie plątały i były miłe w dotyku.

Jak często stosowałam?
Przez pierwszy miesiąc (odejmując od tego 2 tyg. wspomnianej wcześniej laby) Sesa lądowała u mnie na włosach dwa razy w tygodniu.

Potem raz na tydzień. Przez ostatnie 3 tygodnie kuracji - mniej więcej raz na 10 dni i głównie wynikało to moich wyjazdów, kiedy to nie zabierałam olejku ze sobą, bo nie miałabym jak go stosować.

Jakie wyniki?
Już po pierwszym użyciu włosy były niezwykle miękkie w dotyku. Objętość dwa razy większa. Zero puszenia się, skręt włosów znacząco poprawiony. Poza tym włosy lśniły i bardzo dobrze się układały. Zdecydowanie też dłużej były świeże.

Przy kolejnych razach efekty te pogłębiały się, a włosy zyskiwały na plus. Głównie widziałam, że są super nawilżone, uniesione u nasady i w dotyku jakby grubsze, mięsiste.
Mniej także się przetłuszczały.

Po około 5 zastosowaniach zauważyłam mniejsze wypadanie. Nie była to zmiana drastyczna ale jednak zauważalna.
Wcześniej po prysznicu zbierałam całe garście włosów z brodzika. Teraz było ich mniej.

Po około 2,5 m-ca problem wypadania zupełnie znikł. Oczywiście należy pamiętać, że włosy tracimy każdego dnia i to jest naturalne. Jednak problem nadmiernego i kłopotliwego wypadania skończył się. Sesę jednak stosowałam dalej do końca butli.

Opakowanie skończyłam po około 3,5-4 m-cach. Od prawie miesiąca go nie stosuje. Efekt na włosach nadal się utrzymuje. Kiedy mi się skończył przerzuciłam się na lepiej pachnącą Vatikę i ją stosuje raz na 7-10 dni.
Sesa zdecydowanie przyczyniła się do poprawy kondycji moich włosów. Wypadanie ich zostało zatrzymane.
Włosy stały się gęste, mocniejsze, lśniące, dłużej świeże i super nawilżone. Dzięki niej naprawdę o wiele lepiej się układają, skręt loków jest fantastyczny, a grubość włosa większa. Zyskały także na puszystości i objętości.

Ogólnie są bardzo zdrowe i mój fryzjer także to przyznał zaskoczony czym to osiągnęłam.

Czy Sesa przyciemniła kolor?
Powiem szczerze, że ja tego nie widzę zupełnie. Ale z drugiej strony podczas jej stosowania kilka osób pyto mnie czy nie przyciemniałam włosów farbą, jakąś płukanką lub szamponem.

Nic takiego nie miało miejsca, a to pytanie pojawiało się wiele razy, więc chyba coś w tym musi być. Nawet moja mama mówiła, że mój naturalny kolor jest mocniejszy, jakby pogłębiony.
Osobiście gapiłam się na tą moją fryzurę wiele razy i nie zauważyłam zmiany kolor:) Jedynie na bank włosy mają ładniejszy połysk i to widzę.

Komu polecam?
Generalnie osobom zmagającym się z problemem wypadania włosów.

Także posiadaczką włosów kręconych, jeśli np. macie problem z ich nawilżeniem.
Wszystkim z włosami suchymi ale także przetłuszczającymi się. Sesa bardzo ładnie reguluje łojotek na skórze głowy.
Fryzura przez to jest dłużej świeża.

Moim zdaniem olejek ten może też zaradzić na rozdwajające się końcówki, bo ładnie zamyka łuski włosa. choć sama problemu z końcówkami nie miałam i nie mam.
Sesa będzie wyborna także jeśli macie włosy cienkie, słabe, mało puszyste, fryzura nie układa się albo włos jest matowy.
To świetny produkt na odżywienie włosów i poprawę kondycji skóry głowy.
Znakomity kosmetyk jeśli zależy Wam na tym by włosy rosły szybciej i były gęstsze.

Nie wiem jak sprawdzi się w wypadku bardzo zniszczonych włosów, rozjaśnianych, po trwałej, często farbowanych itp.
Bo takich włosów nie mam. Czuje jednak, że także na te problemy może okazać się pomocna.


Producent także podaje, że Sesa eliminuje łupież. Tego także nie mogę potwierdzić. Łupież miałam chyba raz w życiu lata temu po szamponach z Avon i tyle. Na szczęście kompletnie nie mam do niego skłonności.

Czy po Sesie włosy szybciej rosną i są gęstsze?
Moje włosy generalnie bardzo szybko rosną. Podobnie jak paznokcie:)

Akurat ze mną jest tak, że wolałabym aby rosły wolniej.
W trakcie stosowania olejku i także teraz kiedy go nie nakładam - włosy rosną jak szalone. Poza tym pojawiło mi się na głowie masę nowych małych włosków tzw. baby hair. Nawet moja fryzjerka była w szoku. Jest ich ogrom! Do tego te nowe włosy są bardzo zdrowe i silne.
Nie wiem czy ten szybki porost włosów będzie u każdego, bo jak napisałam u mnie ta szybkość już jest z natury duża, ale z tego co czytałam wiele innych osób też to potwierdza.

Z czym się nie zgadzam, czego nie potwierdzam?
1. Nie mogę zgodzić się z tym, że olejek ma piękny orientalny zapach. Wg mnie ani piękny, ani ładny on nie jest.
Śmierdzi i już!:):)

Ale tak naprawdę to bardzo zazdroszczę tym, którzy tą woń lubią.

2. Producent twierdzi, że wystarczy olejek zmyć jednym myciem szamponu. Nie zgadzam się z tym. Nie tylko nie zmyjemy wtedy zapachu, ale także olejku. Może starczą dwa mycia, ale ja bym jednak zalecała trzy.

3. Wiele osób twierdzi, że olejek jest mało wydajny. Moim zdaniem jeśli butelka jego wystarczyła mi na 4 miesiące to wydajność jest bardzo ok. Nie stosowałam go jednak za każdym myciem. Więc jeśli ktoś tak go używa to oczywiście wystarczy mu na krótszy czas, ale za to wyniki będą szybciej. Wpływ na wydajność ma też długość włosów.

4. Czytam w wielu miejscach, że olejek dziewczyny nakładają na włosy suche, nie umyte a potem rano myją głowę.
Powiem szczerze, że dla mnie ten sposób jest zupełnie nie do przyjęcia. Chyba, że Sesę wcieramy tylko w końcówki, ale nawet wtedy wolałabym włosy umyć.

Przede wszystkim dlatego, że olejek działa głównie na cebulki włosa. Musi zatem być wtarty w skórę głowy. Nie wyobrażam sobie wcierania olejku w skórę z łojotkiem i kurzem jaki zbiera się na naszej głowie każdego dnia. Tym samym cały ten brud wnika wraz z olejem w cebulki...Już na samą myśl o tym wzdrygam się. Ani to estetyczne ani nie służy dobru włosa.
Także nie wyobrażam sobie wcierania olejku we włosy na jakich jest kurz. Włos wtedy zdecydowanie mniej przyjmie składników odżywczych z kosmetyku. Poza tym po umyciu łuski włosa są otwarte, wtedy także absorbują z produktu wszystko co najlepsze.Jeśli więc decydujemy się na stosowanie olejku, poświęcamy na to swoje pieniądze, czas, węch:) to moim zdaniem warto robić to na 100% i zyskać z niego jak najwięcej.

Inne moje rady:
1. Producent zaleca nakładanie Sesy strzykawką. Ja się w to nie bawiłam, choć może to i dobry sposób. Zwyczajnie partiami wylewałam produkt na dłonie i aplikowałam go na skórę wcierając opuszkami palców. Robiłam przez to lekki masaż co pobudza krążenie, ale nie trwało to u mnie 20 min. jak w zaleceniach. Lenistwo niestety brało tu górę:)
Radziłabym także nakładać kosmetyk małymi ilościami po trochu, a nie wylewać od razu na włosy dużej partii.
Przede wszystkim wtedy może za dużo wylać nam się produktu z butelki, a po drugie zapach jest wtedy gorszy do zniesienia.


2. Olejek tak jak podaje producent warto trzymać w ziemnym miejscu. Choć sama butelka nie jest przezroczysta.
Ja do tej rady się stosowałam.


3. Sesa staje się płynna przy wyższych temperaturach. Normalnie ma postać stałą. Przed aplikacją należy postawić butelkę w ciepłe miejsce np. koło kaloryfera lub najlepiej i najszybciej włożyć butelkę do kubka z gorącą wodą.
Rozpuszcza się błyskawicznie.

Kilka słów już naprawdę na koniec:)
Olejek polecam bardzo. Powiem szczerze, że żadna odżywka, maska czy inny produkt nie sprawił by kondycja moich włosów była tak rewelacyjna. Do tego zyskują na wyglądzie. Produkt działa kompleksowo.
Bardzo jednak ważna jest systematyczność i nie oczekiwanie rezultatów od razu po kilku razach.

Do tego kosmetyk jest naturalny, żadne tam sztuczne silikony, które tylko nas oszukują i dają złudzenie zdrowych włosów. Skład jest świetny!

Może wydawać się, że olejowanie w ten sposób włosów to strasznie żmudna i czasochłonna praca.
Dla mnie zupełnie nie. Nakładanie olejku na włosy jest szybkie i sprawne. Mycie rano głowy akurat dla mnie nie jest żadnym problemem, gdyż wcześniej też często tak robiłam. Dla mnie to bardzo relaksacyjne i od rana pobudzające do działania.
Całej kuracji nie odczułam jako męki. Poza może tym zapachem....
Rezultaty jednak warte są tych małych niedogodności.

A skoro kupiłam drugą butlę i zamierzam po majówce zacząć ponowne stosowanie to znaczy, że ten smród mnie nie złamał:)
Tym razem dokupiłam też szampon Sesa i inny olejek Vatika: migdały+kokos. O tych zakupach pisałam tu >>

Jeśli mycie włosów rano jest w waszym przypadku niemożliwe. Zawsze możecie używać Sesy np. w weekend kiedy następnego dnia nie musicie bardzo wcześnie wstawać i się spieszyć. Rozwiązaniem jest też aplikacja wczesnym wieczorem na 2-3 h lub dłużej i zmywanie przed snem.

Obecnie stosuje Vatikę: kokos+limonka - ale uważam, że Sesa pod względem działania jest lepsza. Choć Vatika to także dobry produkt i przede wszystkim ma inny zapach. Za jakiś czas także doczeka się recenzji.


Zaznaczę także, że podczas stosowania Sesy nie używałam żadnych suplementów diety na włosy. Poza tranem jaki biorę cały rok. W dni kiedy myłam włosy, ale nie olejowałam ich nakładałam po myciu inne odżywki jakie akurat wtedy posiadałam (także z silikonami). Były one naprawdę różne, trzymałam je na włosach góra 3 minuty i miały głównie pomóc w rozczesaniu włosów i relaksie zapachowym. Najczęściej padało na ukochaną od długiego czasu maskę mleczną Mila o jakiej pisałam w tym poście >>
Podsumowując z Sesy i generalnie olejowania włosów jestem bardzo zadowolona.
Widzę, że ten naturalny sposób im służy.
Kupiłam także jakiś czas temu olejek z Alterry (migdały i papaja) i kilka razy zastosowałam na włosy ale jednak po Sesie i Vatice widzę lepsze efekty nawet czysto wizualne. Choć nie uważam, że ten produkt jest zły.


Ufff. Jeśli dobrneliście do końca - jestem z Was dumna. Z siebie też:)
Chciałam dokładnie wszystko opisać i stąd te kilometry posta....

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania - chętnie odpowiem.

O mojej walce z wypadaniem włosów możecie także poczytać w tym poście >>. Zapraszam.

Udanego tygodnia dla każdego z Was!
Magda

czwartek, 19 kwietnia 2012

Oleje do włosów górą! Paczka z indyjskimi dobrociami: Sesa i Vatika.


Dwa dni temu zrobiłam zakupy w sklepie z kosmetykami naturalnymi - www.helfy.pl.
Dziś przesyłka dotarła do mnie.
Szybko i sprawnie. Wszystko dobrze zapakowane. Sklep mogę naprawdę polecić.
To moje trzecie tam zakupy.

Oto na co się skusiłam tym razem:



1. Sesa - olejek do włosów - 45 PLN/180 ml
- kupiłam dwa opakowania, jedno jest dla mnie, drugie dla koleżanki:)
- olejek ten to mój ponowny zakup
- poprzednią butelkę używałam przez około 3,5-4 m-cy
- krótko mówiąc jest znakomity, dużo zdziałał na moich włosach i widzę ogromne rezultaty
- recenzję po kilku miesiącach używania - zamieszczę na dniach
- występuje też w pojemności 90 ml


2. Vatika - migdałowy olejek do włosów - 23 PLN/200 ml
- mam olejek Vatika ale w innym wydaniu - kokosowo-cytrynowy
- ten kosmetyk kupiłam po raz pierwszy


3. Sesa - szampon odżywczy do włosów - 15 PLN/90 ml
- zadowolona z rezultatów olejku Sesa, tym razem kupiłam także szampon z tej serii


Olejowanie włosów od kilku miesięcy bardzo mi służy.
Próbowałam także olejowania twarzy. Tu niestety zupełna porażka i u mnie ta metoda jeśli chodzi o skórę - nie sprawdziła się.

Dodam jeszcze, że koszt przesyłki Pocztą Polską z www.helfy.pl to 15 PLN - w przypadku przedpłaty na konto.
Można także wybrać opcję kuriera i opłatę za pobraniem.

Nie wiem dokładnie, ale myślę że te kosmetyki możecie także dostać w stacjonarnych sklepach z kosmetykami naturalnymi, ekologicznymi czy zielarskimi.
Cen niestety nie znam.

Używałyście może któregoś z produktów?
Dzielcie się wrażeniami.

Ja uważam się za twardzielkę:) jeśli ponownie skusiłam się na tego śmierdziela Sesę:)
Zapach nie bardzo, ale za to włosy po nim są rewelacyjne. Przynajmniej moje:)
Poza tym po jakimś czasie ta woń....mniej boli:)

Oby do weekendu:)
Magda

piątek, 10 lutego 2012

Piątkowy wieczór tylko dla siebie...Domowe SPA, muzyka, książka, herbata i ciepły koc:)

Pewnie większość Was w ten piątkowy wieczór gdzieś baluje, a ja akurat postanowiłam wykorzystać wolny wieczór zupełnie tylko siebie.

Zamierzam nałożyć na siebie to wszystko co widać poniżej
:)
Będzie zatem kąpiel z rozgrzewającym dodatkiem olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego oraz olejku Nivea. Potem „namaszczę”:) się olejkiem Alverde o ukochanym ostatnio zapachu paczuli i porzeczki.
Po umyciu głowy ostatnim zakupem – szamponem z Garniera - na włosy pójdzie w ruch olejek Vatika i zostanie na nich aż do rana:)

Po standardowym demakijażu i tonizacji twarzy zamierzam zaaplikować sobie maskę Floslek'u do cery naczynkowej.
Będzie to jej pierwszy raz na mojej buzi i zobaczymy jak się sprawdzi. Mrozy ostatnio dały się we znaki moim naczynkom. Postanowiłam zatem działać!:)

Manicure i pedicure zrobione już wczoraj w zaprzyjaźnionym salonie kosmetycznym – więc dziś tylko kąpiel stóp w rozgrzewającej soli cynamonowej z Floslek'u o śmiesznej nazwie serii Dr Stopa + gruba warstwa kremu Lirene z mocznikiem
 + skarpety na lepsze wchłanianie.

Dłonie – ulubiona od lat maska z Oriflame na bazie migdałów i rękawiczki bawełniane na noc.


Dla ducha także coś przygotowałam. Płyta Leszka Możdżera – „Komeda” i powieść C.R. Zafona „Cień Wiatru”.
Do tego angielska herbata przywieziona ostatnio z Londynu – koniecznie z dodatkiem soku wyciśniętego z czerwonego grapefruita. W tle natomiast zapach świeczki cynamonowo-karmelowej z Yankee Candle.

Zapach otula dom niesamowicie a przy tym nie jest nachalny czy sztuczny. Polecam!

Kanapa, poduchy i ciepłe kocyki także czekają cierpliwie na pełne ich wykorzystanie:)
Mój wieczór zatem czas zacząć!

:)


Często znajdujecie czas na takie chwile tylko dla siebie?


Miłego wieczoru

Magda

środa, 1 lutego 2012

Małe zakupy w Rossmann... dla poprawy humoru :)

Możecie wierzyć czy nie ale chyba około 3 m-cy nie byłam w żadnej drogerii czy sklepie kosmetycznym. Nawet w marketach jakoś nie zachodziłam do działu kosmetyków. Nie miałam ani chęci ani nastroju ale głównym powodem jest spory zapas kosmetyków jakie kupiłam jakiś czas temu i tak naprawdę nic nie było mi potrzebne. Sukcesywnie wszystko wykańczam i staram się nic nowego nie kupować bo zapasy naprawdę mam spore…
Cieszę się także, że specjalnie nic mnie nie kusiło więc spokojnie korzystałam z własnych zbiorów bez zbędnego pałętania się po sklepach w poszukiwaniu jakiś tam „nowości”.
Dobra czasem były jakieś zakupy przez Internet :)

W ostatnim czasie byłam także w Londynie i tam zakupiłam parę kosmetyków (naprawdę malutko!
) niedostępnych u nas, więc tym bardziej nic w Polsce jakoś mnie nie nęciło.
Dziś sama siebie zaskoczyłam, że jakoś dziwnie miałam chęć udania się do jakiegoś sklepu kosmetycznego i kupienia sobie…."czegoś" tam bliżej niesprecyzowanego :) Nie wiem może to ten mróz, może lekki spadek formy? Sama nie wiem…
Rossmanna mam najbliżej więc wybór padł na ten sklep.
Z założenia wiedziałam, że nie będą to duże zakupy a pretekstem była także potrzeba zakupienia kilku środków do prania (akurat były w promocji) – mam w tej materii kilka ulubionych właśnie z Rossmanna.

Zakupiłam jak poniżej:

- Szampon Garnier Objętość i Witalność – Drożdze piwne i owoc granatu
* 400 ml – 8,39 PLN (bez żadnej promocji)

- Chusteczki (ręczniki) jednorazowe do twarzy – 2 opakowania

* 30 szt. - 3,99 PLN (w promocji)

- Alterra – olejek do masażu (zamierzam go stosować do włosów) z Migdałami i Papają

* 100 ml – 13,29 PLN (bez żadnej promocji)

- Lirene – krem regenerujący do stóp z 30% zawartością mocznika

* 75 ml – 9,99 PLN (bez żadnej promocji)



Oprócz chusteczek/ręczników - żadnego z kosmetyków nie miałam nigdy wcześniej więc będę testować i dawać znać co i jak.

Szampon Garniera kupiłam ponieważ zachęciła mnie cena w stosunku do pojemności butelki, a do tego dużo pozytywnych opinii. Nota bene mam chyba obecnie w łazience około 7 różnych szamponów do zużycia….starczy chyba dla połowy wojska!

Olejek Alterra – uległam dużemu obecnie bumowi na ten kosmetyk i po 3 m-cach olejowania włosów śmierdzącym olejkiem Sesa (z ogromnym rezultatem na „tak” i „wow”!) postanowiłam dalej olejować włosy, tym razem czymś o ładniejszym zapachu ale tak samo dobrym naturalnym składzie. Będę go używać na zmianę z Vatiką jaką także obecnie testuję. Zobaczymy co z tego wyniknie…


Krem do stóp Lirene – zachęciła mnie duża zawartość mocznika i cena. Zwykle kremy z takim procentem tego składnika są nawet 4-5 krotnie droższe. Poza tym kończy mi się inny krem do stóp (lawendowy z Avon – naprawdę dobry) – więc tu zakup jest zdroworozsądkowy :)

Ręczniki jednorazowe do twarzy – kupuję namiętnie od prawie roku i jak tylko są w promocji robię sobie zapas. W ramach oszczędności zamieniam je czasem na zwykłe ręczniki papierowe o większej grubości i tym samym od dawna inaczej nie osuszam twarzy po umyciu jak tylko jednorazówkami i efekt naprawdę widzę na plus. Polecam – nie tyle te konkretne ręczniki ale ogólnie wycieranie twarzy zwykłymi ręcznikami papierowymi z rolki – ale tymi grubszymi (świetne są takie robione dla Carrefour), cienkie lepią się do twarzy i kota można z nimi dostać.

Używałyście któregoś z tych produktów? Rozczarowanie czy zadowolenie?

Nie dajcie się mrozom! Ja się nie daję i śpię jak cały rok - nadal przy otwartym oknie!
Pozdrawiam
Magda