Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KWC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KWC. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 listopada 2015

Masło Shea-Karite. Co to jest? Skąd pochodzi? Jak używać? Dlaczego warto mieć? Które najlepsze? Gdzie kupić? Recenzja.


Co to jest masło shea? Dlaczego tak cenne? Zapach, konsystencja.
Otrzymuje się go z orzeszków drzewa masłowego, które w naturalnych warunkach rośnie w Afryce. Orzechy zbierane są ręcznie i zawierają bardzo dużo tłuszczu. Bogate jest w witaminy F i E. Zawiera także naturalną allantoinę, prowitaminę A, fitosterole, nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe, woski.
Posiada delikatny korzenno-drzewny zapach z nutą orzechów. Ja tę woń bardzo lubię. Choć wiem, że nie wszystkim się podoba.
W niskiej temperaturze ma postać stałą. Jest dość twarde i gęste. Pod wpływem ciepła pięknie rozpuszcza się i łatwo rozprowadza po skórze i włosach. Przy tym nie tłuści okrutnie jak oliwa czy smalec.

Jak powstaje mało shea? Pochodzenie, produkcja. Złoto kobiet Afryki.
Zainteresowała mnie kiedyś historia pochodzenia tego uniwersalnego kosmetyku, ale także sam proces powstawania. To bardzo ciekawe i ściśle związane z kulturą Afryki i mieszkającymi tam kobietami. Nie ma czegoś takiego jak plantacje drzew masłowych. Drzewa karite owocują dopiero po 30 latach. Najlepsze plony zbiera się w 50 roku. Nikomu by się nie opłacało sadzić je, jak u nas jabłonie, i czekać tyle czasu na zbiory. Rosną naturalnie w buszu. Dojrzałe owoce spadają z drzew i stamtąd są zbierane przez afrykańskie kobiety. W pocie czoła, w przeraźliwie wysokich temperaturach, często boso i z dziećmi na rękach, wyruszają one o świcie w poszukiwaniu tych roślin. Odległości często wynoszą do kilkunastu kilometrów w jedną stronę. Wszystko to na pieszo. Gdy kosze z owocami ważą około 40 kg, Afrykanki wracają wieczorem do swoich wiosek. Często jedzą tylko jeden posiłek dziennie. 
Pozyskanie masła z orzechów jest żmudne. Trwa około 20 godzin. To bardzo ciężka praca, wykonywana w dużej mierze ręcznie. Warto wiedzieć, że z 15-20 kg orzechów uzyskuje się zaledwie 1-2 kg karite. Dla kobiet z Ghany, Nigerii, Mali to często jedyne źródło utrzymania. Biorąc jednak pod uwagę ich wkład pracy i wysiłek, pieniądze jakie uzyskują ze sprzedaży masła shea, są baaaardzo znikome. 

Obejrzyjcie proszę dwa krótkie filmiki na ten temat. Najpierw o pozyskiwaniu owoców, potem o samej produkcji masła. 



Ten kosmetyk jest znany przez Afrykanki od setek lat. Ich skóra pokazuje, jak jest znakomity. Używają bowiem tylko shea, nie mają dostępu do innych produktów, a ich ciała znacznie lepiej są nawilżone i bardziej gładkie niż ciała nas kobiet Zachodu.

Dlaczego warto kupić? Jak go używam? Za co lubię i cenię?
Występuje w bardzo wielu kosmetykach. Stało się niezwykle popularne i pożądane przez Klientów. Moim jednak zdaniem znacząco lepiej jest kupić czyste w 100% organiczne masło karite, niż szukać go w produktach, jako jeden z wielu składników. Nie jest drogie, wydajne, łatwo dostępne i uniwersalne. Lepsze jakościowo niż setki drogich pudełek, pudełeczek, butelek, tubek dostępnych w drogeriach i perfumeriach. Stosuje od nastu lat. Zawsze mam w domu. Jedno pudełko tego cuda może spokojnie zastąpić tuzin innych produktów!

  1. Idealny jako balsam do ciała. Świetnie nawilża, natłuszcza, zmiękcza i wygładza skórę. Łagodzi podrażnienia, koi, wycisza
  2. Uwielbiam go nanosić na stopy i dłonie. Gruba warstwa na noc pobija wszelkie maski i kremy.
  3. Pięknie nawilża i zmiękcza skórki koło paznokci.
  4. Migiem radzi sobie z przesuszoną skórą na łokciach, kolanach i innych newralgicznych miejscach.
  5. Stosowany regularnie po około 7 dniach poradził sobie z zapaleniem okołomieszkowym na moich ramionach. Nigdy później nie wróciło.
  6. Przyspiesza gojenie odcisków, odparzeń. Skuteczny w obtarciach na stopach np. po niewygodnych butach.
  7. Łagodzi ukąszenia owadów. Np. w przypadku komarów nie mamy odruchu drapania się, a bąble szybciej znikają.
  8. Jest świetnym kremem do twarzy. Nie tylko dla cer suchych. Nie zapycha, nie tłuści przesadnie. Znakomite przy kuracjach trądzikowych, zabiegach dermatologicznych. 
  9. Ma właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne. Ranki po pryszczach szybciej po nim znikają.
  10. Nawilża twarz, chroni przed wiatrem, mrozem i innymi czynnikami zewnętrznymi. Nie u każdego może sprawdzić się pod makijaż. Polecam wtedy stosować na noc. Dla skór atopowych, odwodnionych, alergicznych, bardzo wrażliwych, naczyniowych, skłonnych do rumienia - może okazać się wybawieniem.
  11. Rekomenduje jako bariera ochronna w czasie mrozów. Niezbędnik podczas wyjazdów na narty. Nic tak dobrze, że nie zabezpiecza polików i nosa, gdy szusujemy po stokach.
  12. Dzięki witaminie A i E działa przeciwzmarszczkowo. Opóźnia efekty starzenia. Ujędrnia, regeneruje, odżywia. Zdecydowanie to dostrzegam.
  13. Sprawdził się jako balsam po depilacji. Łagodzi podrażnienia. Podobno zapobiega również wrastaniu włosków. Sama nie mam tego problemu, więc powtarzam tu tylko opinię innych.
  14. Od czasu do czasu używam również do kąpieli. Dwie grudki do wanny z wodą, a skóra potem nie wymaga żadnego balsamu. Ciało jest nawilżone, gładkie, pachnące i niesamowicie miękkie.
  15. Wypróbujcie także na usta. Już po kilku sekundach zobaczycie jak cudownie działa na wargi.
  16. Okazał się nie raz ratunkiem po oparzeniach słonecznych.
  17. Odkryciem dla mnie było zastosowanie masła karite jako kremu pod oczy. W awaryjnej sytuacji zaaplikowałam i odkryłam, że działa cudownie. Kompletnie nie podrażnia, w jedną noc przywraca okolicom oczu właściwą równowagę wodną. Skóra jest ładnie napięta, zregenerowana, zdrowsza i jaśniejsza. Dużo częściej go stosuje pod oczy niż tradycyjne kremy. Jedynie na dzień, jeśli się malujemy, nie będzie dla wszystkich dobrym rozwiązaniem.
  18. Wcierane w skórę potrafi przyjemnie rozgrzać. Wprowadza w stan głębokiego relaksu, ukojenia. Odstresowuje, wycisza. Działa na nasze zmysły i psychikę bardzo pozytywnie.
  19. Szybko się wchłania. Nie tłuści, nie lepi się, nie tworzy nieprzyjemnej warstwy.
  20. Ma naturalną ochronę przeciwsłoneczną. Niską (na poziomie 2 SPF), ale zawsze.
  21. Często potrafię przez cały tydzień używać tylko jego, nie aplikując poza środkami myjącymi, żadnego innego kosmetyku. Z rezultatów jestem bardzo zadowolona.
  22. Podczas urlopów zdarzało mi się zabierać tylko jego jako balsam do ciała, krem do twarzy, dłoni, stóp. Bagaż mniejszy i lżejszy. Do tego cała pielęgnacja - naturalna i szybsza.
  23. Warty do wypróbowania w domowych peelingach.
  24. Idealne do masażu ciała.
  25. Wskazane podczas kataru. Działa na często wycierany podrażniony nos jak łagodzący plaster. 

Więcej właściwości. Tak nie stosowałam, ale inni polecają. 

  1. Podobno znakomicie działa na włosy. Nawilża, dba o końcówki. Nadaje połysk i gładkość. Ułatwia rozczesywanie. Muszę kiedyś spróbować.
  2. Słyszałam, że dba o skórę głowy w przypadku łupieżu, natarczywego swędzenia i łuszczenia.
  3. Polecane atopowcom i alergikom. W ogóle nie uczula.
  4. Regeneruje skórę nawet przy rozległych oparzeniach skóry.
  5. Bezpieczne dla kobiet w ciąży i karmiących.
  6. Można aplikować od 1 dnia życia dziecka.
  7. Przyspiesza gojenie wszelkich ran.
  8. Zapobiega rozstępom
  9. Pomaga w walce z cellulitem.
  10. Dzięki swojemu zapachowi może być stosowane przez mężczyzn. Np. po goleniu, również na stopy, dłonie. Nie pachnie kwiatami, ani niczym ściśle podobającym się głownie kobietom.
  11. Mówiono mi, że świetnie konserwuje skórzane torebki i buty. Trzeba sprawdzić. Jak widać ma także działanie poza kosmetyczne:)

Które najlepsze?
Najlepsze masło karite to nierafinowane, tłoczone na zimno i nie filtrowane. W 100% naturalne, organiczne i pochodzące prosto z Afryki. Tzw. masło surowe. Do Polski głownie sprowadzane z Ghany.  Nie radzę kupować rafinowanych. Jakość zdecydowanie gorsza. 

Gdzie kupić?
Najwyższej jakości masła shea nie są dystrybułowane w pięknych opakowaniach przez znane marki. W drogeriach ich nie znajdziecie. Nie ma jednak trudności z kupieniem tego produktu w Polsce. Jest sporo bezpośrednich małych importerów, którzy sprowadzają złoto Afryki do naszego kraju, kupując je bezpośrednio w plemiennych wioskach. 
Są to też rodziny, pochodzące z Afryki, które zajmują się sprzedażą tego cuda. Przywożą je do naszego kraju prosto z produkcji. Tak np. jest z polsko-ghanijskim małżeństwem, które prowadzi stronę Masło Shea i sklep online Duafe. Mają też fanpage na FB - Organiczne Masło Shea. Znalazłam ich w sieci. Nie są moimi znajomymi, nie płacą mi za reklamę, współpracę itp. O moim poście nic nie wiedzą. Sprzedają czyste, organiczne, nieprzetworzone masło karite najwyższej jakości. 

Ciekawa jest również strona na FB: Wisdap - Kobiety w Ghanie, którą prowadzi organizacja pozarządowa. Wspiera ona pomoc kobietom afrykańskim i promuje wytwarzane przez nie produkty, polecając zakupy w sklepie Dermisja.

Oczywiście produkt ten znajdziecie także w większości sklepów/stoisk z naturalnymi kosmetykami, zielarniach itp., stronach typu Zrób Sobie KremBiochemia Urody czy EkoSpa. Mnogość ich na rynku. 
Polecam szczególnie jednak inny sklep: Stragan Zdrowia. Bardzo często robię w nim zakupy. Za jednym zamachem mogę nabyć tam naturalną żywność oraz naturalne kosmetyki. Mają bogaty asortyment i przystępne ceny. Shea Butter też tam znajdziecie. Koniecznie zajrzyjcie.

Swego czasu masło to kupowałam często na Allegro. Jak np. to ze zdjęć w tym poście. Postanowiłam teraz jednak nabywać go wyłącznie u bezpośrednich "przewoźników", małych importerów (oni też często sprzedają na Allegro). Widzę bowiem różnicę w tych masłach jeśli chodzi o świeżość, kolor, zapach, naturalność. Poza tym chciałabym wspierać małe biznesowe inicjatywy, wcale nie nastawione tylko na zysk (choć wiadomym jest, że każdy ma prawo zarabiać na swojej pracy), ale także związane z historią miejsca, gdzie ten produkt powstaje i identyfikujące się z kobietami Afryki, ich historią, kulturą. Tak, ma to u mnie pewien wymiar ideologiczny i wcale się tego nie wstydzę. Praca tych kobiet, ich życie to coś naprawdę pasjonującego, niedocenianego, godnego naszej uwagi. Skomplikowane laboratoria, maszyny produkcyjne i całe zaplecze wielkich koncernów kosmetycznych mało wydają się ciekawe w porównaniu ze Złotem kobiet Afryki.
Swoją drogę marzy mi się wyprawa do Ghany... 


Ile kosztuje?
W zależności od dostawcy ceny są różne. Za mniej więcej 200 g zapłacimy od 15-30 PLN. Pojemności słoiczków są większe i mniejsze. Na Allegro sporo sprzedawców wystawia masło karite dużo taniej.

Nigdy się nie traci ważności! Jak przechowywać?
To jest rzadko spotykane. Surowe organiczne masło shea nie ma terminu przydatności. Nigdy się nie psuje! Nie potrzebuje być jakoś specjalnie przechowywane. Wystarczy temperatura pokojowa. W upały można schować do lodówki. Radzi się nie wystawiać go na długotrwałe działanie światła. Może służyć nam przez lata i cały czas będzie znakomite. 
Czasami na słoiczkach widnieje data ważności, ale wynika ona głownie z wymogów prawa, albo z wątpliwego pochodzenia zawartości.

Czy jest wydajne?
Niesamowicie. Około 150 g starcza mi na ponad rok. Wiadomo jednam, że to zależy od tego jak często go stosujemy, do jakich celów i dla ilu osób.


Mam nadzieję, że przekonałam Was do spróbowania. Może macie swoje patenty na ten kosmetyk? Dajcie znać.

 

poniedziałek, 21 października 2013

Inglot Lakier nr 36. Wieczna czerwień. Najlepszy lakier na świecie!

Jesienią zawsze zachciewa mi się czerwieni na paznokciach. Przedstawiam Wam najlepszy lakier ever jaki kiedykolwiek miałam! Dlaczego tak go chwalę? Zaraz opowiem.


Inglot Nail Enamel w kolorze nr 36. 


Kosmetyk wieczny! Nie zgadniecie, ile czasu mam jego buteleczkę:)


Jest ze mną 8 lat i służy mi tak samo, jak zaraz po zakupie. Nie rozwarstwił się, nic a nic nie zgęstniał. Nie pachnie brzydko, nie tworzy smug. Jest idealny! Dodatkowo przez te wszystkie lata nadal tak samo świetnie kryje (zawsze nakładam dwie warstwy, nigdy więcej czy mniej), błyszczy się cudnie i jest trwały jak żaden inny. Nigdy nie był rozcieńczany, reanimowany itp., nie robiłam z nim żadnych cudów.


 Kiedyś czerwień często gościła na moich paznokciach, potem mi przeszło na rzecz innych odcieni, ale od około roku często wracam do tego lakieru. Używam i używam, a końca nie widać. Przez pierwsze chyba z 4 lata stale malowałam nim paznokcie u stóp. Kompletnie nie zmieniałam na inny kolor. Rozmnaża się on w tej buteleczce czy co?:) 


 Malowanie nim to prawdziwa bajka, szybko i sprawnie. Poza tym nie trzeba długo czekać na wyschnięcie. To jedyny lakier jaki kupiłam ponownie. Poprzedni egzemplarz miałam ok. 5 lat, wtedy stale stosowałam na zmianę z bezbarwną odżywką. Potem pożyczyłam koleżance na pewien czas i tak go pokochała, że do mnie wróciły już resztki:) Nie mogłam nie kupić go jeszcze raz. Druga butelka służy mi dzielnie 8 lat. Jestem zatem z tą czerwienią już ponad 13 lat!


 Nie wiem nawet czy jest on nadal w sprzedaży i czy jakość nie została zmieniona. Jeśli się skończy, na bank odwiedzę salon Inglota i będę go poszukiwać. Jak na razie to najstarszy kosmetyk jaki mam w domu, a do tego znakomity! Przebył ze mną długą drogę. Był ze mną w ważnych chwilach, w wielu miejscach na świecie, dużo widział i pewnie wiele mógłby o mnie opowiedzieć:) Mieszkał w kilku miejscach, przeprowadzał się ze mną, słyszał mój śmiech i płacz również...Mam do niego wielki sentyment!

Nie spotkałam lepszego jakościowo lakieru! Kocham ten cudny kolor. Na zdjęciach widzicie efekt po 3,5 dniach od nałożenia i bez żadnej bazy czy top coat'u. 2 warstwy.

Muszę też zaznaczyć, że tylko wobec tego konkretnego koloru nr 36 mam takie zdanie. Miałam i nadal mam kilka "Inglotów", ale nie są one równe jakościowo i żaden jak dotąd nie przetrwał tak długiego czasu w tak idealnej kondycji. Choć kilka z nich również sobie chwalę.
Wszystkie inne produkty tego typu, jakiejkolwiek marki mogą się schować i wstydzić:)

Jeśli wiecie czy nadal ten kolor jest w kolekcji, czy nie zmieniono numeracji, formuły, jakości - dajcie proszę znać. Jestem ciekawa. 
Lakier polecam baaaardzo! KWC nad KWC!

Ściskam Was!
Magda

wtorek, 5 marca 2013

Mythos Body Butter Olive + Vanilia&Coconut. Moje KWC! Recenzja.

Masełko z Mythos pojawiło się wczoraj w moich ulubieńcach lutego. Jestem niesamowicie z niego zadowolona i uznałam, że warte jest osobnej recenzji.

Mythos Body Butter Olive + Vanilia&Coconut.


Kupiłam go pod koniec listopada minionego roku. Pisałam o tym w poście z 6 grudnia. W mojej aptece kosztowało wtedy 28,70 PLN/200 ml.Kosmetyki tej greckiej marki znajdziecie w wybranych aptekach i sklepach zielarskich. Lista punktów sprzedaży tu >>.
Dystrybutor oferuje także sprzedaż internetową w sklepie http://flax.com.pl/.

Skład znakomity. Zobaczcie sami. Bez parabenów, silikonów, oleju mineralnego.


Etykieta mówi nam:



Opakowanie
Duże białe pudełko z bardzo lekkiego plastiku. Łatwo się odkręca. Kosmetyk swobodnie można wybrać do końca. Dodatkowo pod zakrętką masło zabezpieczone jest łatwo zdejmowaną szczelną pokrywką z uchwytem, dokładnie dopasowaną do otworku. Super pomysł. Dużo lepszy od sreberek itp.


Na zewnątrz otwarcie pudełka jest zabezpieczone naklejką "Safety Seal". Gdy jest ona naruszona to znaczy, że ktoś wcześniej masło otworzył. Pozwala nam to więc mieć pewność, czy na bank kosmetyku nikt wcześniej nie ruszył:) Termin ważności od otwarcie to 12 m-cy.



Zapach
Obłędny! Jestem w nim zakochana. Uwielbiam woń kokosa, ale niestety w większości kosmetyków jest on bardzo sztuczny, chemiczny, nachalny i jakby kwaśny. Tu za to idealny, prawdziwy. Chyba pierwszy raz spotkałam się z taką świetną wonią tego owocu. Czuć też oczywiście świetnie skomponowaną wanilią. Za czystym zapachem wanilii nie przepadam, ale tu całość jest super! Sama natura, nie mdli, nie jest za słodko.
Zapach pozostaje na ciele do następnego mycia, jest trwały lecz subtelny. Kiedy aplikuje go na ciało w łazience, jeszcze długo czuć go przyjemnie w pomieszczeniu. Kojarzy mi się od samego początku z ciepłem domu, bezpieczeństwem, spokojem. Wącham go i wiem, że wszystko w moim życiu będzie dobrze:) Tak mi się właśnie kojarzy.

Konsystencja i kolor
Gęsta, budyniowa, ale nie zbita. Puszysta. Miło zatapia się w tym kremie dłoń:) Ma barwę lekko żółtawą. Nie jest to czysta biel. Taki waniliowy prawdziwy krem. Nie jest na szczęście "galaretkowaty", co często spotykam w masłach do ciała. Jakby miały dodatek żelatyny, nie przepadam za tym. W Mythos tego problemu nie ma.


 Aplikacja, wchłanianie, wydajność
Nakłada się bez problemu. Nie trzeba go dużo by pokryć całe ciało. Nie jest to lekki lotion czy balsam, nie mogę zatem powiedzieć, że wchłania się migusiem. Nie mazia się jednak, nie wałkuje. Nie zostawia tłustej warstwy na ubraniach, jeśli za szybko je nałożymy, nie lepi się. Jest treściwy, ale nie jest też tak, że skóra absorbuje go bardzo wolno i przeżywamy dramat stojąc w łazience i czekając z założeniem szlafroka. Nic z tych rzeczy. Kiedy zaczynam od nóg, to kończąc przy szyi, nogi są już "gotowe":) Ale super szybko wchłaniający się lotion to też nie jest.


 

Nie lepi się, nie pozostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy, ale jednocześnie czujemy nawilżenie i przyjemną gładkość. Moim zdaniem jest bardzo wydajny, ale przyznaje, że ja używam go tylko raz na dzień. Rano nigdy nie mam czasu na balsamy, choć pewnie powinnam to zmienić. Co do dokładnego podania na ile mi starczył, to będę mogła to powiedzieć kiedy kosmetyk skończę. Troszkę jednak się jeszcze z tym zejdzie, gdyż stosuje, stosuje, a końca nie widać...
Muszę także zaznaczyć, że ja nie mam na ciele suchej skóry. Raczej normalną, czasem tylko ze skłonnością do suchych łydek. Być może przy suchej skórze to wchłanianie byłoby błyskawiczne.

Skuteczność
Znakomicie nawilża. Czuć to do następnej kąpieli. Skóra jest gładka, bardzo przyjemna w dotyku, zrelaksowana, miękka. Mimo okresu zimy, podczas stosowania tego masła, nie miałam żadnych problemów z suchymi miejscami, nawet na problematycznych w zimne dni łydkach. Moim zdaniem znakomicie sprawdzi się także jeśli macie skórę nawet ekstremalnie suchą. Potrzeba może jedynie będzie dłuższego czasu, na zobaczenie i poczucie efektów.
Uwielbiam swoje ciało po nałożeniu tego kosmetyku. Po aplikacji na noc, rano nadal go czuje, a nawilżenie jest trwałe. Zdecydowanie pobił u mnie wszelkie inne masła, także osławione z The Body Shop. Te bowiem wg mnie nie są warte swojej regularnej ceny, nie zawsze pachną naturalnie (zależy od rodzaju), a do tego pozostawiają na ciele taką dziwną powłokę, jaka czasem mnie drażni. 
Masłu Mythos daje wielki plus za skład, jego naturalność i wyjątkową woń. Aktualnie to mój numer 1. Zdecydowane KWC!
Minusem może być dla wielu dostępność. Dostaje jednak od Was głosy, że w coraz większej liczbie miejsc widzicie tą markę. Moja apteka osiedlowa jest zaopatrzona w Mythos super!
Ciekawa jestem innych zapachów. Być może z czasem także je poznam.
Dostępne są: 
- granat
- lawenda
- zielona herbata
- mleko+miód
- aloes
- wanilia+kokos (tu recenzowany)

Uważam, że body butter warty jest swojej ceny. Co prawda przekracza cenę drogeryjnych maseł, ale jednak skład i jakość to zupełnie inna półka.

Od zawsze mam problem z regularnym nakładaniem różnych mazideł na ciało po kąpieli. Nie należy to do moich ulubionych czynności pielęgnacyjnych. Leń ze mnie pod tym względem i tyle. Ale od dłuższego czasu staram się nad tym pracować i ten produkt bardzo mi to ułatwia. Tęsknie zwyczajnie każdego dnia za jego zapachem i z przyjemnością mi się go używa. Widzę poza tym efekty regularności w stosowaniu. Mam również poczucie, że aplikuje na skórę coś naprawdę dobrego i naturalnego. 

Gorąco polecam. Warto choć raz się na niego skusić.

Przypominam także, że tylko do jutra (czyli do 06.03.13) w sklepie http://flax.com.pl/, jest promocja. Przy zakupie dwóch dowolnych kosmetyków dostajecie pomadkę rumiankową Mythos gratis. Szminkę trzeba dodać do koszyka zakupów. Jej koszt zostanie zredukowany przy zsumowaniu.



Jeśli miałyście to masełko, dajcie znać jaka jest Wasza opinia na jego temat. Może też kusi Was inny zapach?

Do następnego razu:)
Magda
 

wtorek, 4 września 2012

Pasta cynkowa - moje KWC, od kilkunastu lat ze mną:) Recenzja.

 Jest ze mną od 15 roku życia, kiedy to pojawiły się na mojej twarzy pierwsze "niespodzianki".

Niezawodna, skuteczna, tania, wydajna i niezwykle przydatna.



Dlaczego warto ją mieć?
Znakomicie wysusza wszelkie pryszcze, wykwity, krostki itp. Przyspiesza gojenie ranek. Ma działanie antybakteryjne.
Skraca czas istnienia na naszym ciele wszelkich wyprysków.
Polecam szczególnie tym, którzy mają cerę trądzikową, tłustą, skłonną do mniejszych i czy większych problemów.
Jeśli nawet nie macie takich kłopotów, to założę się, że od czasu do czasu, także jakiś nieprzyjaciel na twarzy Wam wyskoczy i wtedy taka pasta jest świetnym wybawieniem.

Zdecydowanie pobija wszelkie punktowe żele antybakteryjne, kremy tego typu czy inne "cuda" jakie wg producentów mają w mgnieniu oka nam zniszczyć pryszcza. Bujda i tyle. Pasta cynkowa działa o wiele lepiej, a do tego jest o wiele tańsza.

Dostaniecie ją w każdej aptece w cenie 3-5 PLN. W zależności od firmy. Są pasty z kwasem salicylowym i bez niego.
Ja zdecydowanie polecam te pierwsze. Lepiej działają. Choć jeśli kupicie bez kwasu - także pasta spełni swoje zadanie, bo taką wersje też wiele razy miałam.

Pojemności past są różne. Z reguły jednak to małe plastikowe pudełeczko o wadze 20 g. Ja obecnie mam w domu pastę marki Avena. Ale firma tu nie ma kompletnie znaczenia.

Skład jest prosty i nikomu ten produkt nie powinien wyrządzić krzywdy.

Pasta ma formę dość gęstego białego pudrowego kremu, w sumie właśnie takiej pasty:)



Można ją stosować punktowo na dany problem lub nawet na większe powierzchnie jak krem.
Wadą jest to, że produkt pozostawia na skórze białą warstwę. Nie nadaje się do nakładania pod makijaż czy na dzień.
Chyba, że siedzimy w domu - to tak.
Polecam ją na noc. Nie jest tłusta, ale nie wsiąka całkowicie w skórę. Biały nalot zostaje.



Wiele razy uratowała mi życie. Kiedy lata temu zmagałam się z trądzikiem, tylko ten produkt pomagał mi szybko wysuszyć pryszcze i przyspieszał gojenie ranek. Sprawiał także, że skóra mniej się przetłuszczała.

Od dłuższego czasu moja cera jest w dobrej kondycji, ale raz na jakiś czas coś tam wyskakuje pojedyńczego i wtedy zawsze pasta cynkowa przystępuje do ataku.
Warto zastosować ją od razu, kiedy tylko pojawi się krostka. Nawet malutka. Bardzo często rano nie ma już zupełnie nic.
Przy większych problemach trądzikowych wiadomo, że w ciągu jednej nocy wszystko nie zniknie. Ale gwarantuje Wam, że 2-3 noce z pastą na twarzy i skóra będzie wyglądała o wiele lepiej.

 

Znam też dwie osoby ze skórą tłustą, które regularnie robią sobie z tej pasty maski na noc na całą twarz i są bardzo zadowolone z efektu. Głównie widzą mniejsze wydzielanie sebum i mniejszą skłonność do wyprysków i zaskórników.
Ja nawet kilka razy ostatnio także warstwę pasty położyłam na noc na brodę i czoło + nos i naprawdę w ciągu dnia skóra w ogóle się nie świeciła!

Dodam, że pasta nie powoduje nadmiernego przesuszenia. Nawet jeśli zaaplikujecie ją na większą część skóry - nie będzie Wam ona potem schodzić płatami.
Pasta nie podrażnia, nie powoduje alergii, zaczerwienień itp.
Nie ma potrzeby aplikować jej dużo, wystarczy mikroskopijna wręcz ilość by działała.

Mi słoiczek starcza na około 10-12 m-cy. Jednak ja aktualnie stosuje ją od wielkiego dzwonu, bo moja skóra ma się teraz naprawdę dobrze. To jednak produkt, który zawsze muszę mieć w domu. W sytuacjach awaryjnych - niezastąpiony.

Biorąc pod uwagę cenę i efekty - moje KWC na zawsze.
Pisałam kiedyś recenzję olejku herbacianego - o podobnym działaniu, ale jeszcze silniejszym. Recenzję znajdziecie w tym miejscu >>
Olejek też oczywiście nadal polecam. Dla mnie to dwa najlepsze produkty na wypryski itp. problemy. Przez kilkanaście lat nic ich nie pobiło. Moim zdaniem nie ma co wydawać pieniędzy na inne kosmetyki o dziwnych składach, bo przekonałam się, że pasty cynkowej i olejku herbacianego nic nie zastąpi!

Wiele z Was pewnie zapyta czy pasta cynkowa to to samo co maść cynkowa? Produkty są podobne w działaniu, także jeśli chodzi o cenę. Maść zwykle jest w tubce. Jednak moim zdaniem pasta działa lepiej i szybciej. Miałam maść dwa razy i była ok, ale jest ona (jak to maść:)) tłusta. Nie lubię tego. Plus dla niej za to, że nie zostawia białego nalotu, biały kolor wchłania się, ale tłusty nalot jednak zostaje.
Wiele osób bardzo ceni maść, ja jednak wolę pastę. Szczególnie właśnie z kwasem salicylowym. U mnie ten składnik zawsze działa rewelacyjnie.

Nie twierdzę, że jeśli macie duże problemy z trądzikiem to ten specyfik na zawsze zdejmie Wam problem z głowy. Niestety.
Tu potrzebne jest szersze działanie. Pasta cynkowa jednak może Wam pomóc w szybszym pozbyciu się kłopotu czy załagodzeniu wykwitów.

Jeśli natomiast należycie do osób, którym sporadycznie coś się na twarzy pojawia, to uważam, że taka pasta lepsza będzie niż wydawanie kasy na drogeryjne produkty, jakich i tak pewnie nie wykorzystamy przed upływem daty ważności.

Mam szczerą nadzieję, że ten post okaże się pomocy choć jednej osobie:)

Buziaki!
Magda