Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielegnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielegnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 października 2015

Dermedic Regenist ARS 3°~4° Krem pod oczy intensywnie wygładzający. Recenzja.

Nie lubię kremów pod oczy. Mam do nich bardzo sceptyczne podejście. Większość z nich nie robi u mnie nic. Czy "z" czy "bez" - efekt ten sam. Zero różnicy, zatem kasa w błoto. Jaka by tam nie była, mała, duża, w błoto i już! 
Są też takie kremy, które owszem robią dużo, ale raczej złego. Czytaj dużo przy nich płaczę, długo trę oczy i nieustannie walczę z podrażnieniem. 

Mimo, że mam 36 lat, nie uważam, że krem pod oczy to jakiś niezbędnik. Wokół tych kosmetyków krąży wiele mitów, producenci wręcz śmieszą mnie obietnicami z opakowań i reklam. Blogerki/youtuberki również powtarzają pewne zdania, które nijak się mają do rzeczywistości i są wyłącznie bajkami.
Skóra pod oczami nie posiada porów. Ten prosty fakt pokazuje, że wnikanie składników w głębsze warstwy naskórka w tym miejscu twarzy jest fizycznie niemożliwe. Każdy uczciwy dermatolog, kosmetolog czy nawet student medycyny powie Wam to samo.

Mój ostrożny stosunek do produktów pod oczy wynika również z tego, iż z tym miejscem na twarzy nie mam dużych problemów. Posiadam zmarszczki mimiczne, ale nie doskwierają mi zasinienia, opuchlizna itp. Rzadko kiedy cierpię na suchość pod oczami. Zdarza mi się jednak zmęczenie oczu, głównie po wytężonej pracy przed komputerem, długim prowadzeniu auta czy przebywaniu na słońcu nawet w okularach przeciwsłonecznych (znalezienie dla mnie okularów, przy których nie mrużyłabym oczu graniczy z cudem).


Biorąc pod uwagę wszystkie te aspekty, jestem zaskoczona, jak bardzo polubiłam Dermedic Regenist ARS 3°~4°Mogę śmiało powiedzieć, że jest to najlepszy krem pod oczy jaki stosowałam. Aplikacja jego to nie był mus, konieczność, bo "wypada zużyć i mam tyle lat, że podobno krem pod oczy to konieczność"....Nic z tych rzeczy. To była prawdziwa przyjemność! Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu widziałam działanie kremu, jego skuteczność, a przy tym nic mnie nie podrażniało, nie powodowało łzawienia, oczu królika czy innych minusów.

Kosmetyk pięknie wygładza. Nadaje skórze elastyczność i perfekcyjnie nawilża na długi czas. Wiele tego typu produktów jest dla mnie za ciężkich i za tłustych. Ten okazał się w sam raz. Błyskawicznie się wchłania. Pozwala na natychmiastowe wykonanie makijażu. A przyznam, że szczególnie rano czas jest dla mnie wartością najcenniejszą. 

Polubiłam go, gdyż optycznie rozprasowuje zmarszczki. Koi, wycisza, daje cudowny relaks. Używałam go również na powieki i wspaniale zdejmował z nich wszelkie oznaki zmęczenia. 
Podoba mi się, że niesie z sobą rozświetlenie i rozjaśnienie okolic oczu. Widać to natychmiastowo, a na tym bardzo mi zawsze zależy.
Pierwszy krem, który wsadzony przez nieuwagę do oka, nie spowodował żadnego podrażnienia lub efektu - "o matko jak to szczypie".
Nie wiem jak poradzi sobie z mocnymi cieniami i obrzękami. Myślę jednak, że osoby z taką urodą powinny dać mu szansę.

Duży plus za pompkę (działa bez zarzutu), delikatny zapach i wysoką wydajność. 


Warto też zaznaczyć, że kosmetyk posiada 17% aktywnych składników. Podczas gdy inne tego typu kremy często 1-2%.

Składniki aktywne: Kompleks aktywny ARS 3°~ARS 4°. Proteiny roślinne, Kwas hialuronowy, Olej migdałowy, Gliceryna, Dub Diol, Natural Extract AP, Kompleks witaminowy, Alantoina, Ronasphere LDP, Ekstrakt ze skórki pomarańczy.




Opakowanie wykończyłam do cna. Kosmetyk działał świetnie i przez cały czas jego używania (2 razy dziennie) nie zanotowałam jakichkolwiek problemów ze skórą w okolicach oczu. Przeciwnie. Widziałam, że wygląda ona dużo lepiej, młodziej i zdrowiej.

Markę Dermedic kupicie tylko w aptekach. Cena tego kremu waha się między 35-45 PLN/15 g. Często też bywa na promocjach.

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam:) Z całą pewnością kupię ponownie. Zdecydowany ulubieniec ostatnich miesięcy.

Skuszeni zakupem?:)

czwartek, 6 września 2012

Marion Delikatna pianka do mycia twarz. Ogromne odkrycie! Recenzja.

 
 
Produkt kupiony przypadkowo, a okazał się ulubieńcem ostatnich miesięcy:)

Delikatna pianka do mycia twarzy Marion. Cera wrażliwa i naczynkowa. Zawiera ekstrakt z piany morskiej i alg.
Kosmetyk kupiłam kilka miesięcy temu na Allegro przy okazji innych większych zakupów. Kosztował mnie 8 PLN/165 ml.

Ciekawa byłam głównie formy produktu czyli pianki. Nigdy wcześniej do mycia twarzy nic takiego nie używałam. Przyznam, że za wiele się nie spodziewałam i uznałam, że nawet jak okaże się bublem to za 8 PLN mogę to jakoś znieść.

Jaki wynik? Pianka okazała się dla mnie świetnym produktem!

Wszelkie informacje od producenta na jej temat znajdziecie w tym miejscu >>.

Krótko co ma produkt robić wg Marion?
Oczyszczać twarz, wygładzać i koić skórę, nawilżać, uelastyczniać, wzmacniać naczynka, łagodzić podrażnienia.
Nie zawiera mydła. Nie wysusza. Nie zawiera alergenów. Polecany głównie do skóry wrażliwej i naczynkowej.
Nie zawiera parabenów i SLS-ów.

SKŁAD: AQUA, COCAMIDOPROPYL BETAINE, COCO GLUCOSIDE, LAURETH-7 CITRATE, GLYCERIN, METHYL PROPANEDIOL, POLYQUATEMIUM-7, TRIETHANOLAMINE, COCETH-7 (AND) PPG-1-PEG-9 LAURYL GLYCOL ETHER (AND) PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, CITRIC ACID, PROPYLENE GLYCOL (AND) CAVIAR EXTRACT, SEPIOLITE EXTRACT, PANTHENOL, ALLANTOIN, TETRASODIUM EDTA, BENZYL ALCOHOL (AND) METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE (AND) METHYLSOTHIAZOLINONE, PARFUM, C.I. 42090



Dlaczego mnie urzekła?

Działa i spełnia obietnice producenta. Biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny - naprawdę rewelacja.

Na samym początku nie wierzyłam w to, że może zmywać makijaż. Stosowałam ją więc po wcześniejszym oczyszczeniu twarzy płynem micelarnym.
Potem jednak zupełnie przez przypadek, kiedy to byłam w nocy bardzo zmęczona i marzyłam by jak najszybciej iść spać. Zmyłam od razu twarz pianką. Odkryłam wtedy, że kosmetyk świetnie zmywa makijaż! Nie tylko twarzy ale i oczu. Zwykle jednak na twarz i oczy trzeba użyć dwóch pompek produktu.
Kosmetyki kolorowe przy demakijażu nim nie rozmazują się nieestetycznie na twarzy. U mnie schodzą idealnie i bardzo sprawnie. Pianka nie podrażnia mi skóry ani oczu, a z tymi ostatnimi mam często problem.
Zrobiłam kilka testów na różnych tuszach do rzęs m.in. Mac i Cover Girl, które dość ciężko się zmywają i kosmetyk spokojnie sobie z nimi poradził.
Nie wiem jak z produktami wodoodpornymi, bo takich nie używam. Dodam także, że ze względu na makijaż permanentny nie rysuje na oku czarnych kresek, ale latem stosowałam kredki kolorowe i spokojnie zmywały się pod wpływem tej pianki.

Zgadzam się z tym, że pianka koi skórę, łagodzi podrażnienia i nawilża. Nie mam po umyciu uczucia ściągnięcia skóry, a u mnie to zjawisko występuje często. Twarz rzeczywiście jest jaśniejsza, mniej podrażniona i naczynka jakby ukojone. Czy je wzmacnia? Tu raczej w to nie wierzę. Wątpię by tego typu kosmetyk w dość krótkim czasie zetknięcia ze skórą, mógł coś takiego uczynić. Niemniej jednak złagodzenie jest widoczne i wyczuwalne. Szczególnie pod kilku tygodniach zauważyłam spore rezultaty. Do tego skóra jest dużo bardziej gładka i miła w dotyku.

Samo mycie twarzy tą pianką jest dla mnie niezwykłą przyjemnością i relaksem. Produkt bardzo przyjemnie delikatnie pachnie. Nakładam go na zwilżone dłonie. Zwykle wyciskając 1-2 pompek i kolistymi ruchami masuje twarz. Wytwarzana piana nie jest ogromna, raczej bardziej wodnista niż kremowa, co dla niektórych może być wadą. Muszę jednak powiedzieć, że uczucie mycia twarzy nią jest niezwykle miłe. Produkt jest bardzo delikatny, wręcz jak jedwab pod palcami.
Nic się niepotrzebnie nie rozmazuje po twarzy. Nie ma efektu pandy itp. Po zmyciu w końcu na polikach nie widzę wielkiego czerwonego rumienia. Skóra jest uspokojona. Brak jakiegokolwiek mrowienia czy szczypania.

Oczywiście piankę możemy stosować także jako uzupełnienie demakijażu twarzy, po użyciu mleczka, płynu micelarnego itp.
Muszę powiedzieć, że od 3-4 lat praktycznie nigdy nie zmywałam makijażu bezpośrednio wodą i jakimś myjącym kosmetykiem. Zawsze wcześniej szedł w ruch głównie jakiś micel. Nie znoszę bowiem efektu "maziania" się kolorówki. Ta pianka chyba jako pierwsza zmieniła lekko moje nawyki.

Stosowałam ją także do mycia twarzy od czasu do czasu rano. Świetnie odświeża!

Bardzo przyjemny skład.



Co z wydajnością?
Mam ją od 5 m-cy i co prawda czasem stosowałam w tym czasie inne kosmetyki do mycia twarzy, ale jednak po ten produkt sięgałam najczęściej. Nadal go mam i myślę, że starczy mi jeszcze na około 3-4 tyg. Jest zatem bardzo wydajny. Jeśli nie będziemy bezpośrednio zmywać nim makijażu i nie stosować także rano, starczy jeszcze na dłużej.

Jak spisuje się opakowanie?
Bardzo lekkie, plastikowe. Fajne do podróży. Całkiem gustownie wykonane. Podoba mi się to, że widać ile produktu nam zostało.
Jednak pompka nie działa idealnie. Bywa, że zacina się i trzeba kilka razy ją nacisnąć by wydobyć zawartość. Czasem to frustrujące. Szczególnie pod koniec zużywania problem ten pojawia się w zasadzie za każdym użyciem. Na początku było to rzadkie. Uważam, że tu mechanizm pompki trzeba by poprawić. Choć nie jest tak, że psuje się na tyle by w ogóle nie móc z produktu skorzystać. Jedynie trzeba użyć większej siły i okazać cierpliwość:)



Jakieś inne minusy?
Wadą dla niektórych może być konsystencja uzyskanej piany. Tak jak pisałam wyżej jest dość wodnista, nie zbita. Mi to kompletnie nie przeszkadza. Warto nie moczyć za bardzo twarzy czy dłoni przed aplikacją. Tylko lekko. Mała ilość H2O wystarczy. Wtedy nic nie spływa.

Minusem może być dostępność. Ja kupna dokonałam przez internet. W drogerii jaką mam blisko domu, gdzie można dostać wiele produktów marki Marion, nigdy tej pianki nie widziałam. Sprzedawczynie też o niej nie wiedzą. W innych sklepach też jej nie spotkałam. Jak u Was ta sprawa wygląda?

Mam także wspomniane wyżej zarzuty, co do działania pompki.

Innych uwag brak. Zaznaczam jednak, że nie mam porównania z innymi tego typu kosmetykami do mycia twarzy. To moja pierwsza pianka myjąca.

Nie wiem też jak sprawdzi się w przypadku cer bardzo suchych i bardzo tłustych. Takiej skóry nie posiadam. Nie mam także doświadczeń ze zmywaniem nią makijażu mocnego, niezwykle kolorowego. Przypuszczam, że wtedy zwyczajnie trzeba nanieść więcej tej pianki lub czynność kilka razy powtórzyć.

Marion ma swojej ofercie także Oczyszczającą piankę do skóry normalnej i mieszanej na bazie ekstraktu kawioru. Bardzo chciałabym ją także kupić.

Powiem szczerze, że dla mnie ten kosmetyk to odkrycie 2012 roku. Nie pamiętam żebym ostatnio miała coś równie delikatnego i skutecznego do mycia twarzy. Do tego w tak rewelacyjnej cenie i polskiej firmy!
Produkt bardzo przyczynił się do poprawy kondycji mojej skóry. W końcu coś co jest łagodne, kojące i nie podrażnia spojówek - a to rzadkie! Do tego mycia twarzy nim to przyjemność. Rach, ciach i po sprawie. Twarz czyściutka migusiem:)

Polecam szczególnie osobom ze skórą wrażliwą, naczynkową. Szukającym czegoś delikatnego. Znakomicie sprawdzi się podczas kuracji mocno złuszczających, przeciwtrądzikowych, np. kwasami lub po nich. Świetne uzupełnienie do stosowania zamiennie z bardziej inwazyjnymi "zmywaczami" do twarzy.

Postaram się kupić jeszcze drugą wersję tej pianki z kawiorem i dam Wam znać jak ona wypada na tle tej z algami.

Chętnie poczytam też Wasze spostrzeżenia na temat tego kosmetyku, jeśli miałyście okazje go stosować.

Pozdrawiam serdecznie!
Magda

wtorek, 10 lipca 2012

Denkujemy intensywnie dalej...Odcinek III: Twarz, usta

Bez zbędnych ceregieli przechodzę do tematu.
Kolejna część denka - tym razem produkty do twarzy i ust.



1. Yes To Tomatoes Total Treatment Facial Mask
Maseczka do cery tłustej.
Moje opakowanie to mini - 20 ml. Kupione w zestawie z 5 innymi kosmetykami tej marki za śmieszną cenę 25 PLN.
Znakomita maska, w pełni spełnia obietnice producenta. Jedna z lepszych jakie miałam. Pięknie oczyszcza i rozjaśnia skórę.
Niesamowicie wydajna.
Cena to ok. 100 PLN za 50 ml w Sephora. Czasami można dorwać ją na sporych promocjach. Ja ich kosmetyki kupuje w Izraelu - są o wiele tańsze.


2. Lush Krem Enzymion.
Obecna cena to 13,5 GBP za 50 ml.
Dla mnie - krem znakomity. Z całą pewnością będę chciała go mieć ponownie. Choć jak na razie nie mam za bardzo do niego dostępu.
Recenzja tego kosmetyku jest na moim blogu tu >>


3. Eliksir winogronowy z Biochemii Urody.

40 ml - 43 PLN.
Produkt odkrycie! Cera po nim zmieniła się diametralnie na korzyść i jestem nim zachwycona. Recenzja pojawi się przed moim wyjazdem na urlop, bo wiem, że obiecałam:)


4. Pomadka ochronna Oeparol.
Kosztuje chyba ok. 6 PLN. Dokładnie nie pamiętam.
Od lat ulubiona i kupowana stale. Pięknie nawilża i super chroni usta. Mam wiele produktów do ust ale stale wracam do niej.
Dla mnie to niezbędnik.


5. Tonik z Lush - Tea Tree Water.
Kolejny ulubieniec. Zużyłam już chyba z 4 butelki. 
Wydajność ogromna. Bardzo dobrze działa na skórę tłustą czy mieszaną. Dobrze odświeża i ma spray - a to kocham:)
Ktoś powie, że nie ma różnicy między tonikami. Akurat po używaniu jego ja różnicę widzę znaczną:)
Występuje w dwóch pojemnościach:
- 100 ml - 3,75 GBP
- 250 ml - 7,00 GBP.


6. Żel oczyszczający Normaderm od Vichy.
Można go dostać w pojemności 200 i 400 ml.
Często 400 ml jest w cenie mniejszej butelki. W zależności od apteki rozpiętość cenowa 35-40 PLN.
Recenzowałam go gruntownie w tym poście >>

Kilka dni temu kupiłam drugie opakowanie - tym razem dużą butlę.
Skuteczny i w te upały do zmywania twarzy - najlepszy!


7. Peeling do ust - Lush, Bubblegum Lip Scrub.

- 25 g - 4,95 GBP.
Gadżet. Przyjemny ale nic nadzwyczajnego. Nie za tą cenę. Moje zdanie na jego temat poczytacie w tym miejscu >>
Ponownie nie kupię.


8. Clinique, Redness Solutions, Daily Relief Cream - Kojący krem nawilżający na dzień.

Miałam miniaturkę 15 ml.
Przeznaczony do skóry skłonnej do zaczerwienień. Pokładałam duże nadzieje w tym kosmetyku, ale mnie rozczarował.
Dobrze nawilża i to wszystko. Nie widziałam specjalnego efektu działania na moje zaczerwienienia, naczynka czy rumień.
Poza tym dla mnie nie nadaje się na dzień. Makijaż na nim trzymał się średnio, czasem rolował. Krem jest za tłusty.
Na noc - w porządku.
50 ml kosztuje około 190 PLN i wg mnie nie jest kompletnie warty tej ceny.
Cieszę się jednak, że przetestowałam te 15 ml.
Nawet nie pamiętam skąd ten słoiczek mam. Albo go dostałam albo był w jakimś zestawie - nie wiem.


 9. Hydrolaty:
- z kwiatów pomarańczy słodkiej od Zrób Sobie Krem - 16,90/200 ml
- różane z Biochemii Urody - 19,90 PLN/200 ml

Hydrolaty to znakomite produkty. Różane są moimi ulubionymi.
Ten z kwiatów pomarańczy działał bardzo dobrze, ale nie lubię tego zapachu. Nie kojarzy mi się totalnie z pomarańczami.
Bardzo specyficzna woń i mi nie podpasowała.


 10. Floslek - Tonik do cery z problemami naczyniowymi.
Cena: ok. 12 PLN/200 ml
Produkt ok. Ale rewelacji nie ma. Zwykły tonik. Dla mnie nie koił znacząco, ale też nie podrażniał. Neutralny zapach.
Za mało nawilżał.
Nie sądzę bym do niego wróciła. Są lepsze w tej lub niższej cenie.


11. Tisane - balsam do ust.
Bez dwóch zdań najlepszy! Nic go nie pobija. Kupuje od lat.
Z tego co pamiętam kosztuje teraz ok. 7-8 PLN za 4,7 g.


12. Krem oczyszczająco-rozświetlający ze sklepu Naturalne Piękno.

Przy okazji zakupów dostałam gratis próbkę 15 ml tego kosmetyku.
Zaskoczył mnie niezwykłą wydajnością. Próbka starczyła mi na kilkanaście razy. Dobrze oczyszcza, nawilża, nie podrażnia i rzeczywiście rozświetla.
Skłaniam się do zakupu pełnego opakowania.
- 50 ml - 14 PLN
- 100 ml - 26 PLN

Pod tym linkiem >> znajdziecie pełen jego opis na stronie dostawcy.


13. Pasta cynkowa.
Następny niezbędnik u mnie w domu. Towarzyszy mi chyba od 15 lat.
Polecam właśnie pastę, a nie maść. Na wypryski, ranki, krostki - najlepsza!
Zapłacicie za nią grosze w aptece - pewnie ok. 3-4 PLN. Starcza mi na 1,5-2 lat.


 14. Efectima. Peeling enzymatyczny + maska kolagenowa.
Ten saszetkowy zestaw jest cenie ok. 5-6 PLN.
Kupuje go od czasu do czasu i lubię. Maska ładnie napina skórę, wygładza, rozjaśnia i nawilża. Świetnie nadaje się przed ważną imprezą czy dużym wyjściem.
Rewelacyjny kosmetyk też wtedy gdy skóra jest zmęczona, poszarzała i błaga o energię.


15. Dax Cosmetics. Seria No problem! Maseczka antytrądzikowa głębokooczyszczająca.

Uwielbiałam ją. Tania, wydajna i czyniła super robotę. Obłędny zapach gruszki.
Znakomite oczyszczenie.
Niestety produkt już wycofany. Bardzo żałuję, bo zużyłam kilka opakowań i cała ta stara seria byłą świetna, choć ja wcale nie mam skóry trądzikowej:)
 

16. Krem rozjaśniająco-wygładzający AZELO/BHA z Biochemii Urody.
50 ml - 29,50 PLN.
Śmiało mogę powiedzieć, że ten krem zmienił moją skórę z tłustej na bardziej normalną może w kierunku tłustej. Dokonał ogromnych zmian na lepsze jeśli chodzi o moją twarz. Kupiłam już kolejne opakowanie. Dla mnie to rewolucyjny produkt.
Wiele zmienił w mojej pielęgnacji. Choć nie jest tak, że nagle mam cerę super idealną:) Zmiana jednak jest duża, choć na efekty trzeba poczekać.
Będzie jego dłuższa recenzja.


Dajcie znać jeśli używałyście któregoś z tych kosmetyków. Miło mi będzie poczytać o waszych spostrzeżeniach.
Jeśli interesuje Was recenzja szczegółowa jakiegoś z wymienionych - dajcie znań.

Pozdrawiam Was!
Magda

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Nawilżając mgiełka/tonik do twarzy i włosów - własnej roboty. Na lato - wyborne rozwiązanie w sprayu!

Około 2 tygodni temu sporządziłam sobie na poczekaniu mgiełkę do twarzy i włosów, jaką praktycznie od tego czasu używam każdego dnia.
W upalne dni jakie jeszcze były kilka dni temu - okazała się zbawieniem.

 Miałam bardzo pracowity czas i sporo godzin spędzałam w samochodzie poruszając się po zatłoczonej Warszawie.
Nie mam w aucie klimatyzacji, co w upalne dni jest mega wyzwaniem.
Z drugiej strony klima potrafi być nieprzyjazna w skutkach dla naszego zdrowia, skóry i włosów...

Pewnego dnia migusiem sporządziłam sobie płyn odświeżająco nawilżający, z którym teraz się nie rozstaje.

Do sporządzenia mgiełki użyłam:
- hydrolat różany
- żel hialuronowy 1%
- naturalny olejek mandarynkowy


Wybranie tego hydrolatu było czystym przypadkiem. Akurat miałam go taką ilość jaką potrzebowałam.
Możecie oczywiście zastosować u siebie każdy inny.
Podobnie olejek. Mandarynkowy to mój niedawny zakup i pachnie wybornie, dlatego padło na niego.
Jeśli jednak lubicie jakiś inny - nic nie stoi na przeszkodzie by go użyć.
Spokojnie też możecie go pominąć, choć ładny zapach jest tu miłą wartością dodaną:)
Poza tym olejki takie oprócz pięknej woni świetnie działają na naszą skórę i włosy.

Płyn sporządziłam w buteleczce zakupionej jakiś czas temu w sklepie Biochemia Urody.
Ważne by butelka była ze sprawnie działającym atomizerem dobrze rozpylającym płyn.
No i była małych rozmiarów do torebki.


Ta sprawdza się znakomicie.

Czego ile?
Przyznam się, że ten tonik/mgiełkę sporządzałam w sumie na oko.
Nie bawiłam się w jakieś aptekarskie odmierzanie składników.
Buteleczka moja ma 50 ml.
Mniej więcej na taką ilość hydrolatu dodałam 1/3 małej łyżeczki żelu hialuronowego i 2-3 krople olejku.
Wszystko mocno wymieszałam poprzez porządne wstrząsanie przez dłuższy czas.
To wszystko.

Płyn przed każdym użyciem także mocno "buzuje":)


Spryskuje nim twarz w ciągu dnia.
Świetnie nawilża i tonizuje.
Dodatkowo odświeża, koi i zauważyłam, że powoduje zmniejszenie zaczerwienienia skóry - co jest sporym moim problemem.
Rozświetla cerę i uspokaja naczynka.
Poza tym lekko chłodzi, nawet wtedy gdy noszę go cały dzień w torebce w cieple.


Używam go także na włosy.
Pięknie je nawilża, poprawia skręt moich fal-loków. Odświeża.
Nadaje miękkości i jest zbawieniem kiedy akurat w danym dniu włosy mają fazę puszenia lub przy wilgotnej pogodzie - fazę na siano-szopę.

Znakomity także na końcówki.
Zdecydowanie pomaga też w układaniu włosów w ciągu dnia i generalnie dba o naturalny kształt fryzury bez specjalnej stylizacji.
Szczególnie polecam kobietom o dłuższych włosach, kręconych, falowanych lub/i skłonnych do puszenia się czy przesuszonych.

Nie powoduje u mnie przetłuszczenia, nie robi "strąków", nie obciąża fryzury.
Staram się jednak nie spryskiwać nim włosów przy samej nasadzie i dbam o nie przesadzanie z ilością. Dwie, trzy pompki i tyle.

W bardzo ciepłe dni spryskiwałam nim także ręce, dłonie i nawet stopy i to było bardzo, bardzo przyjemne.

Z moich rad to warto stosować go zarówno na skórę jak i włosy z pewnej odległości około 15-20 cm.
Wtedy mgiełka ładnie się rozpyla.

Przestrzegałabym także przed zbyt dużą ilością aplikowania za jednym razem.
Nie jest to potrzebne.

Płynem spryskuje spokojnie twarz z makijażem i nic się z nim nie dzieje.
Przeciwnie - moim zdaniem makijaż trzyma się dzięki niemu jeszcze lepiej i jest bardziej utrwalony, a cera promienieje.
Naprawdę widać różnicę.
Zachowanie jednak odległości w aplikacji jest tu ważne.

Nie zauważyłam by spowodował przetłuszczanie się skóry, świecenie czy spływanie makijażu.
Spokojnie spryskuje twarz nawet kilka razy na dzień - kiedy mam na sobie puder i mat jest jeszcze bardziej trwały.

Mgiełka stała się nieodłącznym wyposażeniem mojej torebki.
Pomogła mi przetrwać upały. Ale teraz kiedy pada deszcz także się z nią nie rozstaje.
Na lato jak znalazł!

Do tego dzięki olejkowi mandarynkowemu - tonik zniewala zapachem. Nie można jednak przesadzić tu z ilością. 2-3 krople wystarczą.
Dzięki niemu mgiełka jest bardzo pobudzająca. Dodaje witalności i chęci do działania.

   

Zachęcam do przygotowania sobie takiego toniku w domu.
Prosty, tani a naprawdę dobry.
Jeśli nie macie aktualnie olejku czy żelu hialuronowego, spryskiwanie twarz samym hydrolatem też jest świetne.
Żel hialuronowy podwyższa nawilżenie, ale sam hydrolat także jest skuteczny.

Działanie nawilżające ma też gliceryna, można więc także jej tu użyć.

Oczywiście płynu tego nie musicie używać tylko w ciągu dnia.
Znakomicie nadaje się pod krem na noc czy na dzień.



Przede mną kolejny intensywny tydzień.
Będzie jednak miły, bo dwa dni będę gościć w Poznaniu.
Potem wolne i Euro:)

A wy wyjeżdżacie czy kibicujecie?

Magda

poniedziałek, 7 maja 2012

THE BODY SHOP WITAMIN E SINK-IN MOISTURE MASK - Recenzja maski nawilżającej do twarzy

 Uwielbiam maseczki do twarzy.
Nakładanie ich jest dla mnie czystym relaksem i staram się nie zaniedbywać regularności w stosowaniu.
Widzę też, że moja skóra jest mi wdzięczna za każdy taki domowy mini zabieg:)

 
  
Maseczkę nawilżającą z TBS mam od około 3 miesięcy i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy.

Wcześniej z tej serii Vitamin E miałam tylko ich migiełkę do twarzy, którą też bardzo lubię.
Kolejnym zakupem była właśnie maska.

Na początku formalności:

Maseczka w regularnej cenie kosztuje 49 PL.
Pojemność opakowania to 100 ml.


Ważna 12 m-cy od dnia otwarcia.
Czasami można ją dostać na promocji. Np. kupując jeden produkt z tej serii drugi ma się 20% taniej czy coś około tego:)
Ja właśnie kupiłam ją z takiej okazji.

Kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach. 

 Skład: Aqua, glycerin, cyclomethicone, propylene glycol, oryza sativa, gossypium herbaceum, triticum vulgare, glycine soja, diglyicerin, methyl gluceth-20, acrylates/ C10-30 alkyl acrylate crosspolymer, panthenol, phenoxyethanol, tocopheryl acetate, benzyl alcohol, lecithin, methylparaben, citronellol, isobutylparaben, propylparaben, alpha-isomethyl ionone, linalool, geraniol, limonene, citral, eugenol, famesol, Cl 14700.


Opakowanie jest niezwykle poręczne. Plastikowe zgrabne pudełko.
Łatwo maskę z niego wydobyć do samego końca.
Nie ma bawienia się w jakieś wyciskanie z tubek itp mazianie.
Co więcej - po zużyciu kosmetyku możemy "słoiczek" używać w innych celach np. na kosmetyki własnej produkcji domowej:)

Aplikacja:
Bezproblemowa. Maska ma jakby lekko kremowo-żelową konsystencję. Nakłada się idealnie. Nie spływa z twarzy czy szyi. Nie marze się, nie jest wodnista ani nazbyt gęsta.
Dla mnie pod tym względem świetna. Nie zasycha nieprzyjemnie.


 Jeśli nakładanie maseczek jest dla Was czynnością nie zbyt miłą - myślę, że ten produkt pozytywnie Was zaskoczy.
Jest trochę jak połączenie kremu i galaretki.



Wydajność:
Mam maskę od ponad 3 miesięcy i zużyłam jej naprawdę niewiele, a staram się stosować ją raz na tydzień.
Jest bardzo wydajna i dzięki temu mimo ceny - ekonomiczna.
Zużycie jak na zdjęciu.

Działanie:
To jedna z lepszych masek nawilżających jakie miałam. Nawet nie wiem czy nie najlepsza.
Nawilża znakomicie i trwale. Oczywiście po jednym użyciu nie ma co spodziewać się rewelacji, ale przy regularnym stosowaniu działanie jest widoczne.
Już nawet po pierwszym razie skóra jest wyraźnie nawodniona, napięta, rozjaśniona.
Maska u mnie powoduje niesamowitą gładkość skóry. Aż miło ją dotykać!
Znakomicie sprawdza się przed wykonaniem np. wyjściowego makijażu.
Podkład i inne kosmetyki zdecydowanie są wtedy trwalsze i makijaż prezentuje się o wiele lepiej.

Producent nie obiecuje rozjaśnienia skóry. Ja taki efekt jednak u siebie dostrzegam.
Pięknie też koi moją skórę.
Znakomicie sprawdziła się przy różnych podrażnieniach, zaczerwienieniach czy zbytniej reaktywności moich naczynek.
Bardzo dobrze wycisza skórę. Nadaje jej miękkość i zdecydowanie nawilża.

Pomaga także w pozbyciu się suchych skórek.


Muszę jednak zaznaczyć, że ja nie mam ogromnego problemu z suchością skóry.

Owszem zdarzają mi się czasem suche partie - ale nie jest to zbyt częste.
Moja skóra obecnie jest w miarę normalna, ale w kierunku bardziej tłustej.
Jestem też silnym "naczynkowcem" i mam tendencję do zaskórników.
Nie wiem jak kosmetyk wypadnie jeśli macie bardzo przesuszoną skórę, ale moim zdaniem może pomóc, choć pewnie tu regularność jest już bardzo konieczna.

Produkt nie uczulił mnie, że podrażnił. Nawet nakładany tuż pod oczami.
Kiedy go nakładam czuje przyjemne ukojenie.
Nie szczypie, nie powoduje gorąca. Lekko nawet chłodzi.
Nie zapchał mnie.

Zapach:

Przyjemny, ale dość mało wyczuwalny. Typowy dla tej serii.
Nie jest jakiś charakterystyczny.
Zwykły kremowy, łagodny.

Zmywanie:
Producent zaleca trzymać maskę 10 min. Potem zetrzeć nadmiar wacikiem czy chusteczką.
Ja zwykle trzymam dłużej, nawet do 30 min. Maska pięknie się wchłania.
Pozostałość zmywam suchym wacikiem, czasem płynem micelarnym i potem nakładam krem.
Często też zostawiam ją na noc bez ścierania.

Można oczywiście także zmyć ją wodą.
Zmywa się prosto i bezproblemowo.
Buzia od razu jest miękka i dobrze nawilżona.

Polecam maseczkę gorąco.
Przeznaczona jest do każdego typu cery.
Uwielbiam ją i z całą pewnością kupię drugie opakowanie, choć do końca tego jeszcze sporo mi zostało.

Może się wydawać droga. Jednak biorąc pod uwagę na ile wystarczy - cena nie przeraża, a ja efekty widzę.

Nawilżenia potrzebuje każda cera, a ta maska może w tym pomóc.

Do tego rozświetla i nadaje cudowną miękkość skórze.

W sumie nie widzę minusów tego produktu. Choć wiadomo, że zawsze mógłby być jeszcze tańszy.


Obecnie w sklepach The Body Shop jest akcja promocyjna Dzień Ziemi, więc może tym bardziej warto teraz skusić się na zakup?

W zamian za puste opakowanie dowolnego kosmetyku, wybrany produkt TBS kupujemy z 22% rabatem.

Nie zostało za wiele czasu, bo promocja trwa do 11 maja 2012.

Znacie inne produkty z tej serii Vitamin E? Polecacie?

Magda