Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera tlusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera tlusta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 października 2012

Soap & Glory, The Fab Pore 15 Minute Facial Peel. Oczyszczamy pory. Recenzja maski oczyszczającej.


Ze względu na dużą skłonność do zaskórników, wszelkie maseczki mające je oczyścić zawsze budzą u mnie spore zainteresowanie.
Tą maskę mam od początku kwietnia br. Przyleciała do mnie z Londynu wraz z innymi kosmetykami tej marki, o czym pisałam w tym miejscu >>.
Soap & Glory, The Fab Pore 15 Minute Facial Peel  - Maseczka oczyszczająca pory.



Dla kogo?
Ma za zadanie zmniejszyć widoczność porów i je oczyścić. Usunąć martwy naskórek, wygładzić. Posiada witaminę A i E, zapobiegające starzeniu się skóry. Zawiera kompleks PORESHRINK-R. Zalecana jest szczególnie osobom o cerze tłustej, skłonnej do zaskórników i innych zanieczyszczeń. Także do samego stosowania na strefę T w celu usunięcia sebum, zmatowienia skóry i zapobieganiu jej błyszczeniu. Producent zaleca by stosować ją 2-3 razy w tygodniu.


Skład:


Jak stosować?

Po nałożeniu na twarz zaleca się by masować delikatnie skórę opuszkami palców, do rozpuszczenia się drobnych niebieskich granulek zawartych w masce. Następnie pozostawić ją na twarzy przez 5 minut dla szybkiego odświeżającego oczyszczenia lub na 15 min. w celu gruntownego oczyszczenia. Na koniec spłukać.


Dostępność, pojemność, cena i pakowanie.
Kosmetyk niestety nie jest do kupienia w Polsce w normalnej sprzedaży. Być może można ją dostać na Allegro, ale nie dam głowy.
W Europie wiem, że kosmetyki tej marki są dostępne powszechnie w Wielkiej Brytanii i z tego co pamiętam maska tam kosztuje 8 GBP/50 ml. Nie wiem czy w innych krajach też można ją dostać, jeśli macie na ten temat informacje dajcie znać.

Pakowana jest w plastikowy zgrabny słoiczek. Zabezpieczona jest po zdjęciu wieczka specjalną etykietą. Dodatkowo pojemnik pakowany jest w ciekawy kartonik, ale o tym później:)



Co z działaniem i czy polecam?
Po kilku miesiącach testów muszę przyznać, że maseczka jest naprawdę warta uwagi i zakupu. Działa. Zaraz po jej zmyciu skóra jest wyraźnie gładsza, pory mniej widoczne, widać oczyszczenie. Do tego jest ładnie zmatowiona, ale nie przesuszona. Sebum nie wydziela się nadmiernie. Polecam szczególnie przed ważnym wyjściem, długą imprezą itp. Makijaż po jej zastosowaniu trzyma się naprawdę super. 
Na początku stosowałam ją tylko raz w tygodniu, ale powiem szczerze, że jeśli macie spory problem z widocznością porów i zanieczyszczeniami, to efekty przy tej masce widać dopiero przy regularnych 2-3 użyciach na tydzień. Moim zdaniem też 5 minutowe pozostawienie jej na twarzy nie daje za wiele. Ja zwykle trzymam ją 15 a nawet czasem 30 min.



Maska nie spowodowała, że zaskórniki zniknęły raz na zawsze. W takie rzeczy nie wierze. Pory też nie otwierają się i nie zamykają, więc produkt nie spowodował, że są niewidoczne całkowicie. Jednak dzięki regularnemu oczyszczaniu są mniej dostrzegalne i czystsze.

Wiele masek oczyszczających mocno wysusza skórę. Tu nic takiego nie zauważyłam, choć ciężko mi powiedzieć jak by miało to miejsce przy cerze suchej. Ja takiej nie posiadam. Mam zawsze po jej użyciu wręcz wrażenie, że skóra jest dobrze nawilżona i ładnie napięta.

Nigdy kosmetyk mnie nie podrażnił, nie spowodował uczulenia, żadnych skutków ubocznych.



Bałam się, że przez to iż mam skórę mocno naczynkową, rozcieranie jej na twarzy w początkowej fazie "zabiegu" - spowoduje podrażnienie, głównie przez granulki w niej zawarte. Nic jednak takiego się nie dzieje. Drobne kuleczki rozpuszczają się błyskawicznie na twarzy i nie drażnią.

Jedynie zaraz po aplikacji czuć przez może pół minuty lekkie mrowienie. To nie jest szczypanie czy ból. Ale właśnie takie uczucie wnikania jej w skórę. Czuć, że działa. Potem zupełnie to mija i przychodzi na twarz przyjemny chłód.

Po zmyciu maski czuję zawsze miłe uczucie dobrego oczyszczenia + ukojenie skóry. Widać też, że jest bardziej promienna i jaśniejsza.

To jedna z lepszych masek oczyszczających jakie stosowałam.

Zapach?
Dla mnie jest to połączenie mięty z lekkimi kwiatowymi perfumami. Uwielbiam tą woń. Niezwykle odpręża. Szczególnie latem w upały maska fajnie chłodzi, a mięta super relaksuje. Zapach dla mnie w maskach jest ważny. Kiedy ładnie pachną zawsze przyjemniej mi się po nie regularnie sięga. A wiadomo, że regularność wpływa na wyniki w działaniu!

Konsystencja, nakładanie, zmywanie?
Aplikacja jest przyjemna i bezproblemowa. Kosmetyk jest jak masło, niezwykle kremowy. Świetnie się rozprowadza palcami i nie ma też kłopotów z jego zmyciem.



Wydajność?
Stosuje w miarę regularnie od pół roku i mam jeszcze z 1/4 opakowania. Nie potrzeba jej kłaść dużo, wystarczy cienka warstwa. Moim zdaniem jest zatem bardzo wydajna.

Jakieś minusy?
Szkoda, że nie jest dostępna w Polsce. Nie mogę też powiedzieć, że raz na zawsze oczyściła mi twarz ze wszystkich wągrów. Wiele z nich niestety trzeba usuwać mechanicznie i tu nie ma na to innej rady.
Minus może też taki, że jednak potrzeba ją dość często aplikować by zauważyć namacalne efekty, ale opłaca się.

Design opakowania.
Nie sposób o tym nie wspomnieć. Jeśli znacie kosmetyki marki Soap & Glory, to z całą pewnością wiecie, że wyglądają wyjątkowo. Przyciągają wzrok ciekawymi rysunkami, zdjęciami i zabawnymi tekstami na etykietach. Intrygują, zastanawiają, śmieszą.



Nawiązują do stylu retro. Bardzo moje klimaty. Cieszą oko. Nie przepadam za kolorem różowym:), ale tu wyjątkowo w tej marce go lubię. Pomysł promowania marki m.in poprzez ciekawy wygląd kosmetyków + odpowiednią do tego całą idee - super trafiony!
Przepraszam za stan kartonika na zdjęciach, ale leciał z Londynu w walizce i miał prawo tak wyglądać, po podróży:)


 Maskę polecam szczególnie osobom ze skórą tłustą lub do stosowania tylko na strefę T.
 Przy pobycie w UK warto o niej pamiętać:)

Trzymajcie się,

Magda

wtorek, 4 września 2012

Pasta cynkowa - moje KWC, od kilkunastu lat ze mną:) Recenzja.

 Jest ze mną od 15 roku życia, kiedy to pojawiły się na mojej twarzy pierwsze "niespodzianki".

Niezawodna, skuteczna, tania, wydajna i niezwykle przydatna.



Dlaczego warto ją mieć?
Znakomicie wysusza wszelkie pryszcze, wykwity, krostki itp. Przyspiesza gojenie ranek. Ma działanie antybakteryjne.
Skraca czas istnienia na naszym ciele wszelkich wyprysków.
Polecam szczególnie tym, którzy mają cerę trądzikową, tłustą, skłonną do mniejszych i czy większych problemów.
Jeśli nawet nie macie takich kłopotów, to założę się, że od czasu do czasu, także jakiś nieprzyjaciel na twarzy Wam wyskoczy i wtedy taka pasta jest świetnym wybawieniem.

Zdecydowanie pobija wszelkie punktowe żele antybakteryjne, kremy tego typu czy inne "cuda" jakie wg producentów mają w mgnieniu oka nam zniszczyć pryszcza. Bujda i tyle. Pasta cynkowa działa o wiele lepiej, a do tego jest o wiele tańsza.

Dostaniecie ją w każdej aptece w cenie 3-5 PLN. W zależności od firmy. Są pasty z kwasem salicylowym i bez niego.
Ja zdecydowanie polecam te pierwsze. Lepiej działają. Choć jeśli kupicie bez kwasu - także pasta spełni swoje zadanie, bo taką wersje też wiele razy miałam.

Pojemności past są różne. Z reguły jednak to małe plastikowe pudełeczko o wadze 20 g. Ja obecnie mam w domu pastę marki Avena. Ale firma tu nie ma kompletnie znaczenia.

Skład jest prosty i nikomu ten produkt nie powinien wyrządzić krzywdy.

Pasta ma formę dość gęstego białego pudrowego kremu, w sumie właśnie takiej pasty:)



Można ją stosować punktowo na dany problem lub nawet na większe powierzchnie jak krem.
Wadą jest to, że produkt pozostawia na skórze białą warstwę. Nie nadaje się do nakładania pod makijaż czy na dzień.
Chyba, że siedzimy w domu - to tak.
Polecam ją na noc. Nie jest tłusta, ale nie wsiąka całkowicie w skórę. Biały nalot zostaje.



Wiele razy uratowała mi życie. Kiedy lata temu zmagałam się z trądzikiem, tylko ten produkt pomagał mi szybko wysuszyć pryszcze i przyspieszał gojenie ranek. Sprawiał także, że skóra mniej się przetłuszczała.

Od dłuższego czasu moja cera jest w dobrej kondycji, ale raz na jakiś czas coś tam wyskakuje pojedyńczego i wtedy zawsze pasta cynkowa przystępuje do ataku.
Warto zastosować ją od razu, kiedy tylko pojawi się krostka. Nawet malutka. Bardzo często rano nie ma już zupełnie nic.
Przy większych problemach trądzikowych wiadomo, że w ciągu jednej nocy wszystko nie zniknie. Ale gwarantuje Wam, że 2-3 noce z pastą na twarzy i skóra będzie wyglądała o wiele lepiej.

 

Znam też dwie osoby ze skórą tłustą, które regularnie robią sobie z tej pasty maski na noc na całą twarz i są bardzo zadowolone z efektu. Głównie widzą mniejsze wydzielanie sebum i mniejszą skłonność do wyprysków i zaskórników.
Ja nawet kilka razy ostatnio także warstwę pasty położyłam na noc na brodę i czoło + nos i naprawdę w ciągu dnia skóra w ogóle się nie świeciła!

Dodam, że pasta nie powoduje nadmiernego przesuszenia. Nawet jeśli zaaplikujecie ją na większą część skóry - nie będzie Wam ona potem schodzić płatami.
Pasta nie podrażnia, nie powoduje alergii, zaczerwienień itp.
Nie ma potrzeby aplikować jej dużo, wystarczy mikroskopijna wręcz ilość by działała.

Mi słoiczek starcza na około 10-12 m-cy. Jednak ja aktualnie stosuje ją od wielkiego dzwonu, bo moja skóra ma się teraz naprawdę dobrze. To jednak produkt, który zawsze muszę mieć w domu. W sytuacjach awaryjnych - niezastąpiony.

Biorąc pod uwagę cenę i efekty - moje KWC na zawsze.
Pisałam kiedyś recenzję olejku herbacianego - o podobnym działaniu, ale jeszcze silniejszym. Recenzję znajdziecie w tym miejscu >>
Olejek też oczywiście nadal polecam. Dla mnie to dwa najlepsze produkty na wypryski itp. problemy. Przez kilkanaście lat nic ich nie pobiło. Moim zdaniem nie ma co wydawać pieniędzy na inne kosmetyki o dziwnych składach, bo przekonałam się, że pasty cynkowej i olejku herbacianego nic nie zastąpi!

Wiele z Was pewnie zapyta czy pasta cynkowa to to samo co maść cynkowa? Produkty są podobne w działaniu, także jeśli chodzi o cenę. Maść zwykle jest w tubce. Jednak moim zdaniem pasta działa lepiej i szybciej. Miałam maść dwa razy i była ok, ale jest ona (jak to maść:)) tłusta. Nie lubię tego. Plus dla niej za to, że nie zostawia białego nalotu, biały kolor wchłania się, ale tłusty nalot jednak zostaje.
Wiele osób bardzo ceni maść, ja jednak wolę pastę. Szczególnie właśnie z kwasem salicylowym. U mnie ten składnik zawsze działa rewelacyjnie.

Nie twierdzę, że jeśli macie duże problemy z trądzikiem to ten specyfik na zawsze zdejmie Wam problem z głowy. Niestety.
Tu potrzebne jest szersze działanie. Pasta cynkowa jednak może Wam pomóc w szybszym pozbyciu się kłopotu czy załagodzeniu wykwitów.

Jeśli natomiast należycie do osób, którym sporadycznie coś się na twarzy pojawia, to uważam, że taka pasta lepsza będzie niż wydawanie kasy na drogeryjne produkty, jakich i tak pewnie nie wykorzystamy przed upływem daty ważności.

Mam szczerą nadzieję, że ten post okaże się pomocy choć jednej osobie:)

Buziaki!
Magda

wtorek, 21 sierpnia 2012

Paski oczyszczające na nos. Beauty Formulas Deep Cleansing Nose Pore Strips - czarne i niebieskie. Recenzja.

Zapraszam na recenzję pasków do oczyszczania skóry nosa.
Kupiłam je już kilka miesięcy temu w Super Pharm. Dziś postanowiłam poświęcić dla nich post:)



Deep Cleansing Nose Pore Strips marki Beauty Formulas występują w dwóch wersjach: czarne i niebieskie. Te pierwsze są z aktywnym węglem i dokładnie nazywają się Purifying Charcoal Deep Cleansing Nose Pore Strips.

 

Najpierw zakupiłam niebieskie. Były na jakieś całkiem fajnej promocji w Super Pharm. W opakowaniu jest 6 szt. osobno zapakowanych w saszetki pasków.
Nabywają je nie spodziewałam się jakieś ogromnych rezultatów. Zdaje sobie sprawę, że tego typu produkt nie oczyści nam skóry z zaskórników w mgniniu oka, ale miałam nadzieję, że uczyni to choć w małym stopniu. Mam bowiem skłonność do pojawiania się właśnie na nosie nieprzyjaznych kropek:(

Poniżej możecie przeczytać obietnice producenta:


 Tu natomiast jak je stosujemy:



Moja opinia?
Będzie dość krótka. U mnie paski robią wielkie nic.
No dobrze może zauważyłam zaraz po odklejeniu i jakiś czas potem, mniejsze wydzielanie sebum i lekkie zmatowienie skóry na nosie, ale spokojnie można osiągnąć to innymi kosmetykami. Szału nie ma. Zaskórników produkt ten u mnie nie usunął.
Jeśli już to może góra jeden-dwa, ale nie więcej i też co do tego nie mam pewności:)
Nie zauważyłam też żadnego zmniejszenia się widoczności porów.
To co natomiast te paski u mnie czynią to delikatną depilację meszka włosowego:) Na pasku po odklejeniu widzę mały włoski, ale żebym tam widziała moje zaskórniki - nic z tego.
Próbowałam także przed przyklejeniem paska lekko rozgrzewać skórę w tym miejscu np. parą czy mocno ciepłą wodą, ale rezultaty żadne.

Usuwa sebum to fakt, ale jest to efekt raczej krótkotrwały. Dogłębnego oczyszczania nie zanotowałam.


Po kupieniu niebieskich i rozczarowaniu nimi, przeczytałam że wiele osób zachwala te czarne z aktywnym węglem. Postanowiłam dać im szansę.
Niestety moja opinia na temat niebieskich jest identyczna jak tych czarnych.
Nie zauważyłam by były lepsze. U mnie też nic nie zdziałały.

Myślałam, że to będzie fajny produkt w celu oczyszczenia tej partii twarzy np. przed ważnym wyjściem, imprezą, tak do zastosowania od czasu do czasu i tak zamierzałam go stosować, ale poległ....


Same paski są dość proste w użyciu. Nie ma z nimi problemu w nałożeniu. Są bardzo estetycznie zapakowane.
Nie uczuliły mnie, nie podrażniły. Szkody nie wyrządziły żadnej, ale też nie zrobiły nic pożytecznego, więc niestety tego produktu nie mogę polecić.

Robiłam kilka podejść i niestety. Za każdym razem nie widziałam efektów.

Moje opakowania kupowałam już dawno i nie pamiętam ile kosztowały. Wiem jednak, że były na promocji wraz z opakowaniem chusteczek do demakijażu, które w sumie też były kiepskie. Bardzo mnie podrażniały i nie zmywały dobrze skóry. Zużyłam je jako mokre chusteczki do dłoni.

Obecnie nie wiem jaka cena jest opakowania tych pasków, ale chyba około 14-16 PLN. Poprawcie mnie jeśli się mylę. Mogę nie być na bieżąco.
Co jakiś czas bywają też na promocji w Super Pharm i pewnie wtedy można je dorwać taniej. Nie wiem czy są dostępne w innych drogeriach.

Zostały mi 2-3 szt. pojedynczych saszetek i zużyje je, choćby dla oczyszczenia skóry nosa z sebum. Ponownie jednak produktu nie kupię. Jak dla mnie nic nie robiący gadżet. Może nie kosztuje majątku, ale spokojnie taką kwotę można przeznaczyć na coś wartościowego i skutecznego.

Pamiętam, że lata temu miałam takie paski od Nivea i także nic u mnie nie zadziałały.
Chyba w ogóle podaruje sobie zakup takich gadżetów. Nie mam do nich przekonania.

Miałyście do czynienia z tym produktem? Może u Was się paski sprawdziły? A może polecacie jakieś inne? Piszcie:)

Buziaki!
Magda

piątek, 13 kwietnia 2012

Olejek z drzewa herbacianego - mój must have!

Olejek herbaciany - Tea Tree Oil - towarzyszy mi od wielu lat.
To taki produkt must have w mojej szafce łazienkowej.
   Przekonałam się, że bywa niezawodny w wielu przypadkach.
To jeden z najbardziej skutecznych naturalnych antyseptyków.

Przede wszystkim jest świetny na wszelkie niespodzianki na naszej skórze jak pojedyncze pryszcze, wykwity, trądzik.

Działa antybakteryjnie. Pozwala na naprawdę szybkie pozbycie się niechcianych gości z naszej skóry.

Najlepiej zastosować go jak najszybciej po pojawieniu się "niespodzianki".
Zdecydowanie potrafi zniszczyć problem w zarodku, a jeśli nawet nie to znacząco przyspieszyć jego zniknięcie/wysuszenie czy gojenie się ranki.
Jeśli tylko widzę lub czuje pod skórą, że "coś" się tworzy, atakuje to miejsce od razu olejkiem herbacianym.
Zwykle na wieczór nasączam patyczek kosmetyczny i nim aplikuje olejek w dane miejsce.
Czasem używam do tego płatka kosmetycznego.
Przy pojedynczych krostkach nie rozcieńczam olejku. Działa wtedy mocniej i szybciej.
Natomiast jeśli macie rozległe problemy radzę olejek rozcieńczyć choćby z tonikiem, hydrolatem albo wodą przegotowaną/mineralną/termalną i wtedy nanosić go na twarz.

 Choć sama od czasu do czasu przecieram brodę, nos i czoło płatkiem nasączonym czystym olejkiem i nic złego się nie dzieje.
Robię to jednak sporadycznie i bardziej prewencyjnie:)


Olejek ładnie oczyszcza skórę, odkaża ją i reguluje wydzielanie sebum.
Przy jego stałym używaniu niezbędne jest dobre nawilżanie skóry!
Olejek działa mocno wysuszająco.
Przy pojedynczych zmianach w zasadzie suchości skóry nie odczujemy.
Jeśli natomiast walczymy z trądzikiem, problem jest rozległy to tu suchość skóry najpewniej się pojawi.
Ważne zatem by stosować dobry krem nawilżający, tonik/hydrolat, maseczki i także nawilżać skórę od środka - piciem dużej ilości wody. Pamiętajmy - nic tak nie nawilża skóry jak właśnie regularne picie dużej ilości H2O:)

Jeśli pojawią się suche skórki czy "placki" - w pozbyciu się ich może pomóc peeling.

 
 Olejek z drzewa herbacianego można także stosować jeśli mamy cerę tłustą, a wcale nie wyskakują nam często krostki. Ładnie pielęgnuje taki typ cery i kontroluje nasze "świecenie się".
Ja w tym celu bardzo często kilka kropel olejku dodaje do butelki z tonikiem/hydrolatem.
Tonik zawsze aplikuje 2 razy dziennie pod krem i używam do tego spray'u.
Polecam, bo naprawdę z jednej strony tonikiem skórą nawilżamy, z drugiej w bardzo delikatny sposób aplikujemy na twarz olejek.
Od kilku m-cy stosuję ten sposób i muszę powiedzieć, że od bardzo długiego czasu moja skóra coraz bardziej idzie w kierunku normalnej, a do tej pory była bardzo tłusta.
Wydzielanie sebum jest o wiele mniejsze, a przykre niespodzianki na twarzy prawie wcale nie występują.
Nie musi oczywiście być to zasługa samego olejku. O tym też zadecydowała inna pielęgnacja ale uważam, że olejek także się do tego przyczynił:)

Warto także zwrócić uwagę, że olejek w czystej postaci jest dość silnym produktem.
Każda skóra może na niego różnie zareagować.
Zalecam zrobić test na małym fragmencie skóry - jak to będzie w naszym przypadku.
Rozcieńczony nie powinien nas podrażnić, ale jeśli decydujecie się aplikować go czystego - radziłabym robić to tylko na drobne zmiany lub w niewielkiej ilości raz na jakiś czas na większe partie skóry.
U mnie czasem olejek bez rozcieńczenia powoduje lekkie zaczerwienienie skóry, ale ten stan bardzo szybko mija.
Jeśli aplikuje go z tonikiem - skóra kompletnie koloru nie zmienia i podrażnienia u mnie nie ma.

Można go oczywiście mieszać z wieloma innymi produktami jak krem, serum, żel do mycia twarzy.
Działa znakomicie jeśli dodamy go do kąpieli. Wystarczy kilka kropel.
Można także dodać go do kominka ze świeczką.
Działa uspokajająco, odstresowuje.

---------------------------------------------------------

Używam go także na inny problem z jakim zmagam się od czasu do czasu. Mianowicie na opryszczkę.
Opryszczka to wynik wirusa, więc olejek nie spowoduje oczywiście, że problem zniknie raz na zawsze.
Jednak w moim przypadku znacząco przyspiesza gojenie się ust.
Przeciwdziała rozwojowi opryszczki i powstawania nowych bąbli.
Jeśli odpowiednio wcześnie go zastosujemy - jak tylko poczujemy, że problem nadchodzi - może naprawdę zapobiec nagłemu wybuchowi na naszych ustach.
Choć nie powiem - nie działa w 100 przypadkach na 100.
Czasem go zaaplikowałam wcześnie, a mimo to opryszczka pojawiła się spora.
Ta opryszczka to zawsze jest nieprzewidywalna...
O swojej walce z tym ustrojstwem napisałam kiedyś post>>

Ale nawet jeśli bąble jednak nad dopadną, olejek naprawdę może pomóc w szybszym ich pozbyciu się.
Pobija w tym względzie wiele wcale nie tanich specyfików aptecznych.
Ważne jednak by mocno też natłuszczać usta przy jego stosowaniu!
Przeczytałam, że olejek ten ma jeszcze inne szerokie zastosowanie.
Oto co udało mi się wyszukać i w czym może pomóc:
- łupież
- grzybica stóp, paznokci, dłoni
- nadmierna potliwość stóp, dłoni i całego ciała
- kaszel, katar
- stany zapalne dziąseł
- ukąszenia owadów
- kurzajki, oparzenia, pęcherze
- przy leczeniu astmy, gruźlicy, zatok, zapaleń oskrzeli
- łuszczyca, świąd
- wszelkie infekcje układu moczowo -płciowego
- nerwice, napięcia emocjonalne

Nie mogę zabrać głosu czy na te schorzenia pomaga. Większości z nich na całe szczęście jak do tej pory nigdy nie miałam i w tych przypadkach olejku nie stosowałam. Ale intuicja mi podpowiada, że naprawdę może tu także okazać się skuteczny.


Zapach - no cóż, nie każdemu pewnie przypadnie do gustu. Ostry, ziołowy, silny. Ja do niego jestem przyzwyczajona.
Wg mnie nie działa odpychająco, nie kojarzy się źle, ale perfumy to to nie są:)
Nie smarujemy nim całego ciała, zwykle stosujemy punktowo - więc w takiej ilości ta woń nie powinna nam przeszkadzać.
Jest mocny i dlatego może podrażniać oczy. Radzę nie stosować go blisko powiek i po użyciu go koniecznie umyć ręce, by nie przetrzeć nim mimowolnie oczu.


Produkt jest powszechnie dostępny.
Kupicie go w aptekach, sklepach zielarskich itp.
Oczywiście także w internecie. Głównie w sklepach z naturalnymi produktami i półproduktami kosmetycznymi (np. www.mazidla.com, www.biochemiaurody.com)
Warto sprawdzić przed zakupem czy olejek jest naturalny i czy można go stosować na skórę.

Ja w zasadzie zawsze kupuje go w lokalnej aptece.
Ostatnio przy okazji zakupów na stronie www.zrobsobiekrem.pl zrobiłam wyjątek i kupiłam go właśnie tam.


 

 Jest niesamowicie wydajny. Mała buteleczka starcza na b. długo.
Nie można bowiem z tym produktem przesadzać.
Poza tym oczywiście zużycie zależne jest od częstotliwości stosowania i problemu.

Cena jego jest dość niska (między 6-8 PLN/7-10 ml) i za takie działanie myślę, że warto go choć raz kupić:)

Odkąd go odkryłam nie kuszą mnie zupełnie kosmetyki o zastosowaniu punktowym na wypryski itp. Nie kupuje tego typu produktów od lat.
Przede wszystkim zwykle w ogóle nie działają, są mało wydajne i często nie tanie.
Olejek herbaciany pobił u mnie na głowę wszystkie tego typu kremy, a wcześniej testowałam ich całkiem dużo.
Poza tym jest naturalny!

Myślę, że warto mieć buteleczkę tego produktu nawet jeśli nie mamy cery tłustej czy skłonnej do wyprysków.
Niespodzianki na twarzy potrafią pojawić się czasem nagle w zasadzie u każdego i to najczęściej w najmniej odpowiedniej chwili.
Olejek herbaciany może wtedy bardzo pomóc.
Mnie wiele razy uratował.



Cudnego weekendu!
Magda

niedziela, 8 kwietnia 2012

Vichy Normaderm Żel głęboko oczyszczający. Skuteczny! Recenzja.

Bardzo lubię ten produkt. Używam od ponad pół roku i myślę, że to dobry czas, by napisać o nim recenzję.

Żel zakupiłam w komplecie z kremem nawilżającym z tej samej serii. Krem także bardzo przypadł mi do gustu, ale dziś nie o kremie, a o żelu.




 Od producenta:

Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Dogłębnie odblokowuje pory. Nie zawiera mydła. Hypoalergiczny. Testowany na skórze wrażliwej.
Wskazania: zaskórniki, rozszerzone pory, błyszczenie, zaczerwienienia, nawracające niedoskonałości.
Szczególnie polecany do skóry tłustej, trądzikowej, ze skłonnością do zaskórników.



Moje zdanie po pół roku używania:

1. Kosmetyk naprawdę bardzo dobrze oczyszcza skórę.


2. Zwykle nie zmywam makijażu żelem, gdyż wcześniej czynię to płynem micelarnym. Ale kilka razy zmywałam makijaż samym produktem Vichy i świetnie sobie z nim poradził. Zarówno jeśli chodzi o twarz, jak i oczy. Zmywa wszystko znakomicie i szybko!

3. Przez pierwsze 3 tyg. używałam go dwa razy dziennie, potem tylko na noc. Zauważyłam bowiem, że lekko wysuszył mi skórę przy stosowaniu rano i wieczorem. Kiedy zaczęłam stosować tylko na noc - wysuszenie zniknęło.

4. Nie podrażnił mi skóry, nie uczulił, choć jest dość mocny, a ja mam skórę naczyniową.

5. Nie spowodował zbytniego ściągnięcia skóry po umyciu, ale ja zawsze natychmiast spryskuje twarz tonikiem i nakładam krem.

6. Świetnie oczyszcza pory. Podczas jego stosowania zdecydowanie przyczynił się do zmniejszenia różnych niespodzianek, choć zaznaczam, że ja nie mam skóry trądzikowej. Mam jednak dużą skłonność do zaskórników i cerę raczej tłustą.
Żel świetnie usuwa sebum. Poradził sobie z drobnymi zaskórnikami i zdecydowanie zmniejszył ich powstawanie. Jednak nie mogę powiedzieć, że zniknęły one raz na zawsze, czy problem totalnie zniknął. Ale walka z nim to jednak szeroki temat i nie sądzę, by samo stosowanie samego jakiegokolwiek środka myjącego w tym pomogło w 100%.


7. Przyspieszył gojenie się ranek, zaczerwienień, sporadycznych u mnie pryszczy, wykwitów, grudek itp., wygładził cerę. Kwas salicylowy w jego składzie działa na moją buzię zawsze wyjątkowo skutecznie.

8. Po jego zastosowaniu zawsze miałam wrażenie świetnie oczyszczonej i co ważne ukojonej skóry. Nie podrażnił moich naczynek i nie spowodował czerwoności skóry, wręcz odwrotnie.

9. Na przestrzeni całego okresu używania zdecydowanie mogę stwierdzić, że zmniejszył skłonność do nadmiernego wydzielania sebum. Unormalizował skórę i przyczynił się, że "idzie" ona zdecydowanie bardziej w kierunku normalnej niż tłustej. Zdecydowanie też lepiej wygląda.

10. Jest niesamowicie wydajny. 200 ml starczyło mi na ponad 6 m-cy, a nadal mam go na jeszcze kilka aplikacji.


11. Ma świetną gęstą konsystencję. Dobrze się pieni. Zdecydowanie pół pompki (a nawet mniej) wystarczy na dokładne oczyszczenie twarzy. Po kontakcie z ciepłą wodą żel ma postać przyjemnego aksamitnego kremu.


 12. Aplikacja jest rewelacyjna. Dozownik jest bezawaryjny!
 

13. Dzięki przezroczystej zgrabnej butelce widać, ile żelu nam ubywa.

14. Zapach - dla mnie kompletnie niewyczuwalny. Może na początku taki lekki - ale przyjemny. 

Jest powszechnie dostępny chyba w każdej Aptece. Poza tym można go kupić w wielu aptekach internetowych i na Allegro. Nie wiem jak kształtują się ceny stacjonarne. Na Allegro obecnie wraz z przesyłką kosztuje około 35 PLN/200 ml. Występuje także w bardziej opłacalnej pojemności 400 ml oraz mniejszej 100 ml.

To dermokosmetyk. Nie kupicie produktu w drogeriach, ale dostępność jego nie jest problemem żadnym.

Biorąc pod uwagę wydajność tego produktu, uważam że cena nie jest wysoka.
Często też można go kupić w zestawie z różnymi kremami Vichy i wtedy jest to jeszcze bardziej opłacalne.

Ważny jest 12 m-cy od dnia otwarcia.


Podsumowując to jeden z lepszych produktów do mycia twarzy jaki używałam. Moim zdaniem jest bardzo skuteczny. Polecam go zarówno dla osób typowo z cerą tłustą i z problemami skórnymi. Ale myślę, że u innych osób także się sprawdzi. Nawet u wrażliwców. Jeśli macie skórę wyjątkowo suchą, możecie go stosować raz na jakiś czas - niekoniecznie każdego dnia, ponieważ każdy rodzaj skóry potrzebuje dobrego oczyszczania.
Dzięki zawartości kwasu salicylowego naprawdę dobrze może oczyścić nasze pory.

Z całą pewnością kupię go ponownie. Aktualnie mam kilka produktów myjących twarz do wykończenia. Jednak bliżej lata koniecznie zaopatrzę się w niego, gdyż wtedy moja skóra wyjątkowo jest kapryśna.


Chętnie poznam Wasze zdanie na temat tego specyfiku. Znacie, lubicie?

Pozdrawiam,
Magda

wtorek, 20 grudnia 2011

ENZYMION z LUSH - recenzja. Krem nawilżający do cery tłustej

Nie to żebym była jakąś wielką miłośniczką Lush. Miałam swojego czasu sporo produktów tej marki ale choć kilka naprawdę polubiłam, to wiele innych jest dla mnie mocno przereklamowanych i nie wartych swojej ceny - zwykle dość wysokiej ceny:)
Krem ENZYMION - marka Lush
ENZYMION to mój pierwszy krem do twarzy z Lush. Jak na razie jedyny. Czy go polubiłam? Niezwykle!
Co obiecuje producent?
Twórcy Enzymion podają, że to krem nawilżający do cery tłustej. Ma rozjaśnić skórę twarzy, sprawić by stała się promienna, świeża i wygładzona. Jednocześnie ma zapewnić jej odpowiednie zmatowienie na długi czas. Producent obiecuje, że krem pięknie nawilża skórę i tonizuje ją oraz jest znakomity pod makijaż.
Zawiera enzymy papai, ekstrakt ze świeżych cytryn oraz olejki ze słodkiego grapefruita i limonki.

Czy się z tym zgadzam?
Nigdy nie myślałam, że w zasadzie w 100% mogę przyznać rację obietnicom producenta.
Kremu używam od 2 m-cy. Być może dopiero po skończeniu całego opakowania powinnam zamieścić pełną recenzję ale myślę, że te 2 m-ce to już dobry czas by przekonać się o wartości kosmetyku.
Szczerze powiem, że zakochałam się w tym kremie i go uwielbiam!
Pięknie nawilża skórę, nie ściąga jej, nie podrażnia. Nawilżenie naprawdę długo się utrzymuje i nie znika wraz z wieczornym demakijażem. Jest bardzo trwałe.
Cera ewidentnie jest rozjaśniona i odświeżona. Ja często budzę się rano z bardzo niewyrównanym kolorytem skóry i licznymi zaczerwienieniami - z racji posiadania skóry mocno naczynkowej i płytko unaczynionej. Oczywiście krem nie jest tonujący, nie jest też podkładem:), ale na mojej twarzy wyrównanie lekkie kolorytu i zmniejszenie zaczerwienień jest widoczne. Nie w 100% ale jednak tak, choć krem wcale nie obiecuje, że walczy z rumieniem:)
Z racji, że mam dość nietypową kombinację skóry - naczynkowa + tłusta - dobranie dla mnie kremu jest istnym cudem. Nie mam skóry trądzikowej i rzadko mi wyskakują jakieś duże zmiany na twarzy. Natomiast mam dużą skłonność do zaskórników i zapychania. Mam wrażenie, że mnie w zasadzie zapycha wszystko. Niestety kremy specjalistyczne do skóry typowo z rumieniem itp. problemami - zazwyczaj są albo bardzo bogate w skład co znacząco obciążało moją skórę albo też bardzo tłuste, tak iż przy mojej tłustej skórze - świecenie gwarantowane po 30 min.

Ten krem oprócz naprawdę dobrego nawilżenia świetnie matuje. Nie jest to na szczęście tępy ciężki mat po jakim sprawne nałożenie podkładu jest prawdziwym utrapieniem. Krem nie tworzy skorupy na twarzy, nie zostawia żadnej matującej powłoki ale super wchłania się w skórę i zgodnie z obietnicą producenta absorbuje sebum. Czy mat utrzymuje się długo? Dla mnie naprawdę długo ale nie mogę powiedzieć, że od 6 rano do 22 nie zaświeci Wam się czoło:) Cudów nie ma i najczęściej ratujemy się dodatkowo podkładem, pudrem czy innymi produktami matującymi. Krem jednak stosowałam pod wiele podkładów – płynnych, mineralnych, sypkich czy w kamieniu. Za każdym razem mat zdecydowanie dłużej się trzymał niż przy innych kremach.
Produkt jest znakomity pod makijaż! Utrzymuje go zdecydowanie dłużej na naszej twarzy. Każdy podkład można rozprowadzać po jego aplikacji (kremu) – w zasadzie natychmiast. Nie roluje się, nie tworzy placków, jest świetną bazą pod makijaż i zdecydowanie podkład ładniej na nim wygląda. Mam też wrażenie, że jakby lekko ukrywał rozszerzone pory.
Jest też świetny pod sam puder czy też wtedy gdy akurat makijażu nie nakładamy. Powiem szczerze, że tak podoba mi się moja skóra po aplikacji tego kremu, że odkąd go mam bardzo często decydowałam się na rezygnację z podkładu czy nawet pudru. Czasem nawet nie był potrzebny korektor:) Odkryłam, że z samym kremem moja skóra naprawdę potrafi całkiem dobrze naturalnie się prezentować, choć oczywiście efekt modeli to nie jest:)
Krem ENZYMION - moje zużycie po 2 m-cach
Kolejna zaleta kremu to szybkie wchłanianie. Krem trzymam w lodówce. Rano buzia wręcz pije ten krem mimo, że ja generalnie nie mam problemów z nawilżeniem skóry czy jej suchością. Konsystencja kremu jest dość trudna do opisania. Z całą pewnością jest bardzo lekka. Nie jest tłusta. Przy nakładaniu czuje się jakby spryskiwało się twarz wodą źródlaną, która następnie pięknie integruje się z naszą skórą i ją nawilża. Z racji trzymania w lodówce jest przyjemne uczcie chłodu i orzeźwienie jakie daje także zapach.
Dla mnie ten krem to cudownie obudzenie co rano, a wstawania wczesne jest dla mnie naprawdę ciężkie – szczególnie zimą czy jesienią:)

Właśnie co z zapachem?
Ja naprawdę go bardzo lubię. Dla mnie to połączenie świeżości, rozmarynu z wiejskiego ogródka + cytryny i czegoś jeszcze czego nie potrafię nazwać. Może to ta papaja? Sama nie wiem:) Producent nie mówi nic o rozmarynie ale mi ten krem ewidentnie się z nim kojarzy:)
Z całą pewnością trzeba przyznać, że jest to zapach dość oryginalny, rzadko spotykany i nietuzinkowy. Jest w nim także coś takiego specyficznego dla zapachu produktów Lush w zasadzie z każdej kategorii. Uważam, że nie wszystkim może się on spodobać. Nie jest tradycyjny i pewnie są osoby, które nawet określą go jako śmierdziela:) Ja jednak zawsze lubiłam dość specyficzne zapachy i stąd dla mnie jest on naprawdę cudny.

Z innych rzeczy mogę dodać, że krem świetnie się dozuje z zakręcanego pojemniczka. Choć zdaje sobie sprawę, że nie jest to aplikacja bardzo higieniczna z racji wkładania tam każdego dnia palca:) Jednak opakowanie jest bardzo poręczne, zgrabne i widać przynajmniej ile kosmetyku nam ubyło. Kolejny plus to właśnie wydajność. Używam kremu jak wskazałam od 2 m-cy a zużycie u mnie to 1/3 no może ¼ opakowania. Zresztą zobaczcie na zdjęciu. Stosowałam tylko na dzień, choć myślę, że spokojnie można go także stosować na noc – wtedy jednak szybciej zobaczymy dno:)
Mogę także pokusić się o stwierdzenie, że krem ten spokojnie można używać bez zastosowania toniku. Dla tych co toniku nie używają – oczywiście wiadomość ta jest zbędna, ale dla tej grupy ludzi co toniki kochają (jestem w tej grupie od lat!:)), może być to cenna informacja. Jestem wielką zwolenniczką toników i od dłuższego czasu każdy krem aplikuje na zmoczoną tonikiem twarz (czasem płynem micelarnym). Ma to zbawienny wpływ na moją cerę! Ten krem jednak naprawdę spokojnie zastępuje tonik + krem. Jeśli więc nie użyję toniku nie czuje jakiegoś braku bo twarz jest świetnie tonizowana przez ten krem. Z racji jednak mojej miłości do toników zwykle jakiś tonik pod krem idzie:)
Ogromną dla mnie korzyścią jest też to, że krem nie zapycha. Jak wspomniałam mam do tego ogromną skłonność. Ale z racji jego lekkości nic takiego się nie dzieje. Nie wiem jednak jak krem sprawdzi się na cerze trądzikowej, bardzo młodej lub np. na skórze mocno suchej czy odwodnionej, bo takiej cery nie posiadam. Dla mnie krem poprzez swoje nawilżenie i inne wspomniane plusy - pobija wiele innych dobrych kremów. Do tego mnie nie podrażnił co w przypadku cery skłonnej do rumienia (czyli mój wieki problem!) jest to dość częste.

Jeszcze inne istotne informacje:
- jest to produkt dobry dla vegan
- krem ma 45 g
- jego data ważności to 14 m-cy od daty produkcji podanej na opakowaniu, data upływu ważności także tam widnieje
- opakowanie jest czarne, matowe, plastikowe, wieczko zakręcane, szczelne
- produkt nie ma idealnie białej konsystencji – to taki kolor ecru, zdecydowanie jednak nie widać tego na skórze
- można go dostać poprzez zakupy internetowe w Polsce (Allegro, ebay) lub bezpośrednio kupując na stronie Lush – przesyłka z UK i chyba możliwa też z Niemiec (?); oczywiście można także krem kupić w stacjonarnych sklepach Lush ale poza Polską (UK, Niemcy, Czechy itd.). Niestety zakupy internetowe w Lush tanio nie wychodzą bo firma dość sporo liczy sobie za przesyłkę. Ale być może przy kilku kosmetykach czy połączeniu kilku zamówień jest to sensowne.

Sama kosmetyk kupiłam za £12,50/45g. Było to kilka miesięcy temu kiedy to funt stał po ok. 4,55 PLN. Teraz przy kursie funta blisko 5,40 PLN cena znacząco się podwyższyła. Do tego z tego co się orientowałam krem podrożał o 1 £L Kosztuje zatem teraz £13,50/45g.
Nie jest to krem tani i generalnie długo wahałam się czy go kupić czy nie, ale teraz nie żałuję. Jestem bardzo zadowolona. Choć cena dla mnie nadal jest raczej z tych wysokich i to jest na minus. Pocieszam się jednak tym, że krem jest naprawdę wydajny więc ta kwota rozkłada się na długi czas stosowania. Sama zastanawiam się kiedy ja go skończę:) Z racji jednak ceny wcale mi się nie spieszy a czerpię naprawdę dużą satysfakcję z jego porannego nakładania. To jakby taki świeży pobudzający koktajl dla mojej skóry. Budzi mnie, nawilża a do tego jest świetną bazą pod makijaż – czego chcieć więcej?
No właśnie – jednak niższej ceny!!!:)
Krem ENZYMION - marka Lush
Oprócz ceny minusem jest oczywiście także dostępność w Polsce – czyli w zasadzie brak dostępności czy łatwości w kupieniu go.
Muszę śmiało przyznać, że w ostatnich latach to jeden z lepszych kremów jaki używałam. Ciężko mi wartościować czy najlepszy. Może powiem jak zużyję opakowanie do końca. Mało jednak jest kremów, które spełniają wszystkie obietnice. Jak odkryłam świetny nawilżacz to nie nadaje się pod makijaż. Jak super pod makijaż to znowu nic nie robi i wysusza twarz. Jak nie wysusza to znowu zapycha albo zostawia tłustą powłokę. Ten krem jest naprawdę inny. Kupię na bank ponownie i może też skuszę się na jakiś inny krem z Lush np. na noc. Ale nie będzie to szybciej niż na wiosnę:) Chyba, że z racji wypadu w styczniu do Londynu Lush skusi mnie mocno jakimś innym kremikiemJ Może jednak dla własnego „bezpieczeństwa” w ogóle nie wchodzić do londyńskiego Lush’a?:)

Niestety nie wiem ile kosztuje ten krem na Allegro. Aktualnie go nie widzę ale wiem, że kiedyś dość regularnie tam się pojawiał.

Podsumowując cały wywód to krem gorąco polecam – szczególnie osobom z takim typem skóry jak moja. Czyli tłusta, skłonna do zapychania i naczynkowa + potrzebująca dzień w dzień dużej dawki energii, szybkiego obudzenia i świeżości oraz zdecydowanie rozjaśnienia:)

Dla zainteresowanych jeszcze skład:
Fresh Organic Lemon Infusion (Citrus limonum), Organic Aloe Vera Gel (Aloe barbadensis), Cocoa Butter (Theobroma cacao), Stearic Acid, Freshly Juiced Papaya (Carica papaya), Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Triethanolamine, Freshly Juiced Organic Lemon (Citrus limonum), Cold Pressed Organic Evening Primrose Oil (Oenothera biennis), Cold Pressed Wheatgerm Oil (Triticum vulgare), Tangerine Oil (Citrus reticulata), Lime Oil (Citrus aurantifolia), Cetearyl Alcohol, Limonene, Perfume, Methylparaben, Propylparaben.

A może ktoś z Was miał/ma ten krem? Jak wrażenia? Podobne, odmienne? Chętnie posłucham co Wy na jego temat myślicie a może zastanawiacie się – Kupić, nie kupić?