Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez parafiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez parafiny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Alverde Fussbutter Pinie Shoreabutter Masło do stóp z sosną i masłem shorea. Recenzja.


Uwielbiam ten kosmetyk. Stosuje od kilku miesięcy i wielbię!  Za co? Zapraszam do recenzji.

Słowo od producenta
Masło do stóp z ekstraktem z sosny i masłem shorea odżywia i odświeża suche i zmęczone stopy. Bogata formuła z masłami shea i shorea zapewnia intensywną pielęgnację i nawilżenie. Suche i szorstkie stopy stają się gładkie, miękkie i świeże. Produkt przebadany dermatologicznie, bez konserwantów, silikonów, olejów mineralnych, emulgatorów PEG, oparty na roślinnych składnikach z kontrolowanych upraw, nie zawiera silikonu. 


Skład
Znakomity! Sama natura.


Opakowanie

200 ml-owe plastikowe pudełeczko. Łatwo masło wydobyć do samego końca. Przyjemna dla oka grafika.

Cena
Ok. 3,25 Euro/200 g.

Gdzie kupić?
Stacjonarnie w Polsce niedostępny. Można kupić go  w drogeriach DM, głównie w Niemczech. Sklepy te znajdziecie też w Austrii, Chorwacji, Czechach, Słowacji, Holandii. U nas markę Alverde online spotkacie na Allegro.


Zapach
Sama przyjemność. Odświeżający, relaksujący, przypominający mi lekko trawę cytrynową. Woń jest trwała i bardzo niespotykana. W ogóle się nie nudzi. 

Konsystencja
Gęsta, zbita. Prawdziwe masło. Po zetknięciu ze skórą szybko się rozpuszcza i błyskawicznie wchłania.

 

Wydajność
Wysoka. Używam, używam, a masła jakby nie ubywa. Wystarczy mała ilość by dobrze nawilżyć stopy. Używany raz na dzień starczy na kilka m-cy.

Moja opinia 
  1. Świetnie pielęgnuje stopy. Przy regularnym używaniu, w zasadzie problem suchości pięt zupełnie znika. 
  2. Skutecznie nawilża i zmiękcza skórę. Stają się bardzo przyjemne w dotyku i gładkie.
  3. Odświeża, koi i relaksuje. Po całym dniu na nogach, aplikacja tego masła to czysta przyjemność. Czuć przyjemną błogość, jakby kosmetyk zdejmował z sekundy na sekundę zmęczenie ze stóp.
  4. Wchłania się błyskawicznie. Jednocześnie czuć na skórze przyjemną warstwę nawilżenia. Zero nieprzyjemnej tłustości, lepkości itp.
  5. Działa skutecznie i na długo. Po aplikacji na noc, rano stopy wyglądają super. Nawet jeśli nie każdego dnia naniesiemy kosmetyk, są w dobrym stanie.
  6. Gładzenie po nim stopy o stopę, to prawdziwa rozkosz:)
  7. Można go używać jako codzienny krem lub raz na jakiś czas grubą warstwę jako maska + skarpetki. 
  8. Spokojnie sprawdza się również na dzień.
  9. Pachnie znakomicie. Ja w tej woni jestem zakochana.
  10. Ogromny plus za skład, cenę i wydajność.
  11. Czuć, że nie tylko oblepia naskórek gładką oszukaną powłoką, ale wnika głębiej, przez co odżywia i pielęgnuje.
  12. Szkoda, że nie jest dostępny w Polsce.
  13. Od ponad roku jeden z moich ulubionych produktów do stóp. Zamiennie stosuje ze świetnym kremem Fuss Wohl Intensiv Creme, o jakim pisałam w ulubieńcach sierpnia. Oba wysoko cenię i polecam.
  14. Pamiętajcie tylko, że pielęgnacja naszych stóp to nie tylko krem czy masło. Bardzo ważne jest również złuszczanie naskórka. U mnie bez stałego "tarkowania" się nie obędzie. Raz na 4 m-ce od 1,5 roku stosuje też skarpetki peelingujące Tony Moly. Samo masło/krem nie dało by rady. 

Dla kogo szczególnie? Dla kogo nie?
Śmiało rekomenduje każdemu. Moje dwie koleżanki, które totalnie nie lubiły smarować niczym stóp, po użyciu tego kosmetyku z Alverde, teraz tę czynność uwielbiają. Jeśli do tej pory spotykaliście dobre preparaty do tej części ciała, ale niezbyt ładnie pachnące, tu będziecie mile zaskoczeni. Myślę, że ta woń spodoba się większości. 

Podsumowanie
Szczerze polecam. Z całą pewnością jeśli tylko będę miała okazję go nabyć, kupię kolejne opakowanie. Przy odwiedzinach w drogerii DM, warty wrzucenia do koszyka. 
Jeśli natomiast szukacie dobrego masła do stóp, ale dostępnego łatwo w Polsce, to polecam kosmetyk z Fuss Wohl z Rossmanna. Pachnie ładnie limonką i też jest przeze mnie cenione. Alverde wolę, ale Fussl Wohl jest tuż za nim. Aktualnie w promocji za 9,29 PLN/200 ml.

Znacie kosmetyk? Może macie na swojej liście zakupowej?

Miłego tygodnia!

poniedziałek, 17 marca 2014

Mythos Hand & Nail Cream Olive + Green Tea. Recenzja kremu do dłoni.


Skład i słowo od producenta
Duży plus za brak parabenów, barwników syntetycznych, oleju mineralnego, silikonów i innych "świństw".



Opakowanie
Zgrabna tubka 100 ml. Miękka. Krem łatwo się dozuje do samego końca. Zamknięcie jakie lubię "klik-klak". Nie trzeba odkręcać nakrętki. Przyjemna dla oka grafika. Prosta i przyjazna.

Cena
Bez promocji 18-19 PLN/100 ml.  Ja spory czas temu na promocji w mojej aptece dałam za niego 11 PLN/100 ml.

Gdzie kupić?
W aptekach, sklepach zielarskich. Pełną listę adresów stacjonarnych znajdziecie tu >>Zakupu możecie również dokonać w sklepie online dystrybutora www.flax.pl.

Zapach
To główny atut tego produktu. Pachnie cudowanie zieloną herbatą. Wyczuwalna jest także lekko oliwa. Woń jest intensywna, przyjemna, mocno orzeźwiająca, znakomicie relaksuje. Bardzo długo utrzymuje się na dłoniach i w otoczeniu. Nie jest sztuczna, męcząca. Uwielbiam ją! 

Konsystencja
Dość rzadka, lejąca. Trzeba uważać, by przez nieuwagę nie spłynęła z dłoni. Osobiście wolę gęstsze kremy, ale wystarczy odrobina by dobrze nawilżyć skórę.


Wydajność
Świetna. Starczył mi na ponad pół roku codziennego używania. 

Moja opinia
1. Ogromny plus za zapach, o jakim już wspomniałam wyżej. Jeśli lubicie zieloną herbatę, to wg mnie będziecie z tego kosmetyku wyjątkowo zadowoleni. Nie nudzi się wcale.
2. Szybko się wchłania, ale nie można przesadzić z ilością. Gdy zaaplikujemy za dużo, wymaga dłuższego wcierania.
3. Nie zostawia lepkiej, tłustej czy jakkolwiek nieprzyjemnej powłoki. Jednocześnie skóra jest przyjemnie nawilżona, gładka, bardzo miękka. Niezwykle miło się ją dotyka. Ma się uczucie jakby lekko mokrych dłoni, ale to doznanie jest niezwykle komfortowe. Czegoś takiego nie spotkałam w żadnym innym produkcie tego typu.
4. Jestem pod wrażeniem, jak dobrze i na długo zatrzymuje w skórze wilgoć. Nawet jeśli ponownie umyjemy ręce, nadal krem działa. Nie wymaga częstego nakładania.
5. Łagodzi, koi, poprawia koloryt, rozjaśnia. Sprawdziłam to w czasie dużych mrozów. Egzamin zdał na 6+. Uspokaja skórę na medal w oka mgnieniu. Dla mnie to duży plus.
6. Producent informuje, że posiada filtry UVA i UVB oraz przeciwdziała starzeniu. Super. Pamiętajmy, że dłonie starzeją się szybciej nawet niż twarz. Sama jednak nie mogę powiedzieć, że jakoś odczułam to naocznie. 
7. Lubię go nanosić przed pracami domowymi typu sprzątanie. Dobrze zabezpiecza i ochrania.
8. Jako krem do codziennego użytku w ciągu dnia - idealny. Używacie i po chwili możecie robić wszystko, bez czekania że skóra dopiero po jakimś czasie przyjmie kosmetyk. Do tego ten relaks...Jakby się kładło przyjemny kompres...
9. Na noc też będzie ok. Choć ja zwykle kładąc się spać wolę użyć czegoś bardziej treściwego i tłustszego.
10. Cena wyższa niż wiele kremów drogeryjnych, ale skład o wiele lepszy i wydajność również duża.
11. Mały minus za zbytnią rzadkość produktu. Może czasem wyskoczyć go za dużo. Gdzieś poza domem, na szybko w aucie, podróży, na powietrzu itp. jest to mało praktyczne. Rekomendowałabym go do domu, na biurko. Mniej do torebki.


Dla kogo szczególnie? Dla kogo nie?
Krem polecam w zasadzie każdemu. Szczególnie osobom, które szukają produktu błyskawicznie się wchłaniającego, nietłustego, dobrze nawilżającego do codziennego użytku. Pod tym względem pobija wiele innych.
Zwolennicy woni naturalnej zielonej herbaty zakochają się w nim! Podobnie jak amatorzy wszystkiego, co nie zawiera sztucznych barwników, parabenów, silikonów, parafiny itp.
Bardzo dobrze łagodzi i zdejmuje z dłoni zaczerwienienie. Jeśli się z tym zmagacie, to ten krem może Wam pomóc.
Nie trawisz zapachu green tea? Nie jest to kosmetyk dla Ciebie. Potrzebujesz czegoś mega tłustego, gęstego? To też nie będzie dobry wybór.

Podsumowanie
Bardzo dobry krem. Jeden z lepszych jakie miałam. Warty swojej ceny. Uczciwie go polecam. 


Jakie są Wasze ukochane specyfiki do dłoni? Chętnie je wszyscy poznamy.

sobota, 2 listopada 2013

Mydło rumiankowe Mythos Liquid Soap. Wspomnienie dziecięcych kąpieli z Bambi:) Recenzja.

Mydło jak mydło, ale...?
Pachnie moim dzieciństwem, a wszyscy wiemy, że tych zapachów nie zapomina się nigdy. 
Jeśli jesteście z mojego pokolenia lub starsi, dam sobie głowę uciąć, że pamiętacie rumiankowy szampon Bambi. Prosta, miękka butelka z białym korkiem, żółty płyn, a na etykiecie kolorowa kaczka. Gościł zawsze w naszej  łazience i był nieodłącznym elementem wieczornych kąpieli. Nie był wymieniany na inny, gdyż...innych zwyczajnie nie było:)
Do dziś pamiętam jego woń. Zapach rumianku i coś jeszcze...Nie wiem co, ale dokładnie tak pachnie greckie mydło w płynie Mythos Liquid Soap.


Spory czas temu otrzymałam go w prezencie od dystrybutora marki Mythos na Polskę. Substancje aktywne to: oliwka, rumianek, aloes i gliceryna. Jest bardzo delikatne. Dobrze się pieni, gęste, treściwe, lekko oleiste. Wystarczy kropelka by dobrze umyć dłonie. Pięknie koi i nie podrażnia. Może nie zauważyłam jakiegoś  spektakularnego nawilżenia, ale też nie wysusza skóry, nawet lekko ją przyjemnie natłuszcza, moim zdaniem dzięki olive oil.
Nie zawiera wielu nieprzyjemnych składników jak parabeny, silikony, olej mineralny, syntetyczne barwniki, BHT, GMO EDT. Ma w składzie SLS i mimo, że etykieta informuje o jego 100% naturalności, skład temu lekko przeczy.


Nie zmienia to faktu, że mydło jest naprawdę bardzo dobre, dużo lepsze od tradycyjnych - drogeryjnych. Można spokojnie używać go do mycia całego ciała. Producent informuje, że nadaje się także do twarzy. U mnie służy jak na razie tylko do dłoni. Uwielbiam go za łagodność, wydajność i przede wszystkim za ten cudny rumiankowy zapach, który zostaje z nami na długo. Kojarzy mi się z ciepłem rodzinnego domu, bezpieczeństwem, wesołymi kąpielami jako dziecko i miękkością ręcznika, w jaki otulała mnie mama niosąc wieczorem do łóżka...


 Opakowanie jest proste, ale bardzo ładne. Klasycznie białe, eleganckie ze skromną grafiką. Ujął mnie nietypowy kształt, jakby niskiej baryłki. Pompka działa bez zarzutu. Pojemność dość spora - 300 ml.

 

 Jeśli zmęczeni  już jesteście owocowymi czy kwiatowymi zapachami mydeł, to może być dobra odskocznia. Rumianek uspokaja, wycisza i bardzo relaksuje. To świetny wybór dla osób szukających kosmetyków w miarę naturalnych czy łagodnych. 
Nie należy do super tanich. Cena w zależności od miejsca sprzedaży waha się od 17-22 PLN/300 ml, ale biorąc pod uwagę wydajność, jakość i walory wspomnień zapachowych (w moim przypadku), koszty nie są jeszcze takie straszne. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić.

Dostaniecie go w sklepie internetowym firmy FLAX oraz w wielu aptekach i sklepach zielarskich. Lista stacjonarnych punktów sprzedaży zamieszczona jest w jednym z moich postów z grudnia 2012. Pewnie od tamtej pory przybyło wiele nowych miejsc, prowadzących sprzedaż kosmetyków Mythos. Jeśli takie znacie, napiszcie w komentarzach, mogą okazać się przydatne dla innych.

Wracając natomiast do wspomnianego PRLowskiego:) szamponu Bambi. Ku mojemu zaskoczeniu niedawno spotkałam go w osiedlowym sklepie spożywczym na dziale z kosmetykami. Butelka w zasadzie identyczna jak przed laty, troszkę zmieniona etykieta, nie wiem niestety czy ten sam skład. Oczywiście nie mogłam nie kupić:) Jeszcze nie użyłam, z butelki pachnie jak dawniej i dokładnie jak mydło Mythos. Kosztował grosze i nawet jeśli nie posłuży do włosów, to z przyjemnością użyję go do kąpieli i mycia dłoni. 
Człowiek tyle zapachów poznał w życiu, a wciąż wraca do korzeni...Czy to niesamowite?

Pozdrawiam sentymentalnie...:)
Magda

poniedziałek, 14 października 2013

Alverde Intensiv Pflegemaske Avocado. Maska intensywanie pielęgnująca do twarzy. Recenzja.

Kupiłam ją z miłości do awokado. Polubiłam czy nie? Zapraszam na recenzję.

 
Co mówi producent?
Intensywnie pielęgnująca maska do twarzy. Olejek awokado wspomaga nawilżenie i wygładzenie skóry. Olejki jojoba i z oliwek wspomagają jej naturalną rewitalizację likwidując uczucie ściągnięcia. Wartościowy olejek arganowy utrzymuje w skórze intensywne nawilżenie tworząc idealną pielęgnację bardzo suchej skóry. Błyskawicznie koi. Łagodzi podrażnienia. Zmiękcza skórę. Przywraca jej jędrność i elastyczność. Opóźnia procesy starzenia.
 
 

Sposób użycia
Stosować rano i/lub wieczorem po demakijażu na twarz, szyję i dekolt lekko wmasowując. Po 15 minutach usunąć resztki.

Opakowanie
Zgrabna mała tubka 30 ml. Higieniczna. Stoi na korku, dzięki czemu maska ładnie ma szansę spływać ku dołowi. Kosmetyk łatwo się dozuje przez praktyczny otwór. Materiał jest miękki i bez problemu pozwala wycisnąć wszystko do ostatniej kropli. Estetyczna grafika, przyjemna dla oka.

 
Cena
Jeśli dobrze kojarzę to w Niemczech zapłacimy za nią 1,95 EURO/30 ml. Cena bardzo korzystna.

Gdzie kupić?
Drogerie DM w Niemczech, Austrii, Czechach, Słowacji, Chorwacji, Słowacji, Bośni i Hercegowinie, Serbii, Holandii, Bułgarii, Rumunii, Węgrzech.
W Polsce produkty Alverde można dostać na Allegro.

Zapach
Właściwie prawie bez żadnej woni. Może lekko czuć awokado, ale naprawdę delikatnie. W miarę używania kompletnie nic nie wyczuwałam. Chciałabym by intensywnie pachniała tym owocem, ale tak nie jest.

Konsystencja
Gęstego, bardzo gładkiego kremu w kolorze białym. Przyjemna w nakładaniu i łatwa do zmywania. Nie lepi się, nie jest za rzadka, nie spływa z twarzy. Ładnie się wchłania.

  

Wydajność
Produkt bardzo wydajny. Mam ją ok. 8-10 miesięcy i dopiero teraz dobija dna. Niby mała pojemność, ale naprawdę starcza na długo. Stosuje ją mniej więcej raz na 10-14 dni.
Moja opinia. Sprawdziła się czy nie?
 1. Spodziewałam się większego nawilżenia. Nie mam cery suchej, a mimo to uważam, że maska nie nawilża jakoś super. Czyni to raczej w stopniu mocno średnim. Tu jestem rozczarowana.
2. Rozjaśnia, super wygładza i nadaje miękkość skórze.
3. W pełni zgodzę się z tym, że dobrze koi, lekko uspokaja i łagodzi podrażnienia.
4. Skóra staje się bardzo przyjemna w dotyku i bardziej elastyczna.
5. Nie specjalnie zauważyłam poprawę jędrności, być może dlatego, że nie mam jeszcze takiego problemu.
6. Ciężko mi także stwierdzić czy działa przeciwstarzeniowo. Wygładza ładnie lekkie zmarszczki mimiczne. To dostrzegam. Ale moim zdaniem nie jest to efekt trwały. Pewnie po zużyciu kilku tubek przez lata można by było dopiero ocenić, jak to jest z tą walką ze starzeniem się skóry.
7. Bywało, że nie zmywałam jej na noc, ale zostawiałam zamiast kremu. Skóra rano była pięknie odżywiona. Nadal jednak efektu nawilżenia nie było spektakularnego. Znam maski lepsze pod tym względem.
8. Małe fajne opakowanie można zabrać na urlop czy inny wyjazd.
9. Sprawdziła się przed większymi wyjściami. Dobrze przygotowuje skórę pod makijaż.
10. Nie uczuliła mnie, nie podrażniła, nie wywołała żadnej alergii. Zero dyskomfortu. Bardzo przyjemnie czuje się buzia, kiedy mam ją na sobie.
11. Szybkie proste nakładanie i takie samo zmywanie. Dla leniuszków czy osób nie lubiących "babrania się" w sam raz:)
12. Polecam zmywać resztki wodą lub płynem micelarnym, samym suchym wacikiem idzie to opornie.   
13. Jeśli chodzi zestawienie ceny do jakości to duży plus.

Zastosowanie nie na twarz?
Kilka razy ostatnio nałożyłam kosmetyk na dłonie na noc i jestem bardzo zadowolona z efektu. Dziwne, ale czułam tu większe nawilżenie, niż przy zastosowaniu na twarz. A ta gładkość rano? Dłonie jak marzenie! To był świetny pomysł i teraz często go powtarzam.

Dla kogo nie?
Jeśli macie bardzo suchą skórę lub odwodnioną i szukacie super nawilżającej maski, to ta Was rozczaruje. 

Komu polecam?
Sprawdzi się u osób z cerą normalną, tłustą, lekko suchą. Dla tych którzy potrzebują ukojenia, rozjaśnienia. Polecam jeśli macie cerę z rumieniem, naczynkową. Ale to też w tej kategorii nie jest jakaś maska cud. Polubią ją oczekujący na ładne wygładzenie buzi czy bywalczynie częstych nocnych imprez. Przed mocnym makijażem - w sam raz, a do tego łatwa w obsłudze:)
Jako maska/krem na dłonie na noc - świetne rozwiązanie.

Podsumowując
Nie jest to maseczkowy hit. Dobra, ale znam lepsze i do tego łatwo dostępne w Polsce. Dobry skład, bardzo tania, ale pod względem nawilżenia rozczarowuje, a głównie na to liczyłam. Ma kilka plusów, ale raczej nie kupię ponownie. Nie mam do niej stałego dostępu, a poza tym kusi mnie testowanie całej gamy innych nowych dla mnie masek:) Mam też stałą grupę takich, do jakich wracam latami i cenię bardzo.

Polecacie jakieś maski Alverde? Do tej pory to moja jedyna tej marki.

Pozdrawiam:)
Magda

sobota, 12 października 2013

Jak w minutę osiągnąć bordo na twarzy? Hydrolat z czarnej porzeczki EKO od BU. Recenzja.


Niedzielny późny wieczór. Biorę pachnącą kąpiel, myje głowę, zęby. Smaruje ciało i włosy zawartością słoiczków i buteleczek:) Pora na twarz. Szczotka Clarisonic, ulubiona emulsja Alverde (kończy się niestety, a podobno jest wycofana ze sprzedaży). Szlafrok, ręcznikowy turban i ciepłe kapcie. Na koniec spryskanie buzi nowo otwartym hydrolatem z czarnej porzeczki EKO od BU. Pozwolę mu się wchłonąć, siądę na kanapie z książką, poczekam z 15 min. a potem wrócę do łazienki zaapalikować krem z kwasami (kwasy nie lubią wilgoci).

Pół strony lektury...Coś mnie mrowi na policzkach i czuje gorąco na twarzy. Czytam dalej. Pewnie to chwilowe i minie.
Cała strona...Kurcze szczypie, kuje, to już nie ciepło, to tragiczne gorącooo!


Pośpieszna wędrówka do lustra i...O mamusiu? To ja??? Że też człowiek może się tam drastycznie zmienić w minutę...
Chcecie wiedzieć jak wyglądałam? A widzieliście kiedyś rozkrojonego na pół świeżego buraka ubranego w turban + szlafrok? Przypuszczam, że nie. Ja za to widziałam i to było moje odbicie!
Nie, nie kochani, ja nie miałam twarzy różowej, czerwonej czy wiśniowej. Ona była mocno bordową w kierunku czarnej!!! Tylko okolica oczu została cielista. Widok przedni.
Do tego to niesamowite uczucie jakbym włożyła głowę do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni. Dodatkowo nakłuwając poliki tysiącem igieł. Zdecydowanie preferuje inne formy wypoczynku:)

Przerażona zmywam prędko twarz. Schładzam wodą termalną i nanoszę żel po opalaniu, jaki już nie raz "uratował mi życie" - Mythos Aloe Moisturizing & Cooling Gel.

Całkiem szybko skóra wygląda zdecydowanie lepiej, ale blada jeszcze nie jest. Przed samym snem powtarzam aplikację żelu i wody. Rano widzę jeszcze lekkie zaczerwienienie i ciepło polików. Wieczorem jest już zupełnie ok. Ufff...Jesteśmy uratowani!

Za około 2 dni postanawiam zrobić test hydrolatu na szyi. Tak wiem, powinnam uczynić to najpierw. Nie ta kolejność:)
Tym razem nasączam płatek i "przejeżdżam" nim w jednym miejscu. Tworzy się błyskawicznie mocno czerwony i bijący ciepłem pasek.




To by było na tyle moich przygód z tym kosmetykiem. Jestem zaskoczona, gdyż od lat używam różnych hydrolatów. Żaden z nich mnie nigdy nie podrażnił, nie uczulił, nie wywołał innych nieprzyjemnych skutków. Nie pamiętam też by jakikolwiek kosmetyk spowodował u mnie tak silną reakcję. 

Skusiłam się na niego gdyż przeczytałam m.in., iż:
- posiada silne właściwości łagodzące i przeciwzapalne, promuje gojenie, polecany przy podrażnieniach i drobnych uszkodzeniach skóry oraz wypryskach trądzikowych.
- uszczelnia i wzmacnia ściany naczynek krwionośnych.
- lekko rozjaśnia i poprawia koloryt skóry


U mnie niestety zadziałał zupełnie przeciwnie. Muszę też dodać, że nie mam uczulenia pokarmowego na porzeczki. W ogóle nie jestem alergikiem. Stosowałam już drogeryjne produkty z wyciągiem z tego owocu i wszystko było dobrze. Nawet kiedyś robiłam sobie regularnie domowe maseczki porzeczkowe i bardzo je lubiłam. Nie wiem więc za bardzo, o co chodzi w tym konkretnym przypadku. W każdym razie tego hydrolatu używać nie mogę. Co oczywiście nie znaczy, że Wasza skóra tak na niego zareaguje. Nie mogę jednak go polecić. Nie planuje też testowania tego hydrolatu innej marki.

Być może cały szkopuł tkwi w tym, że jak czytamy na stronie producenta, metodą otrzymywania specyfiku jest destylacja z parą wodną liści krzewu czarnej porzeczki z rodzaju Ribes Nigrum pochodzącego z ekologicznych upraw.  Czyli to liście mają tu udział, a nie sam owoc. Może odkrywałam, że liście są nie dla mnie, a owoc jak najbardziej? Sama nie wiem. Ciężko po tym jednym doświadczeniu jednoznacznie mi to stwierdzić.



Szkoda, gdyż zapach bardzo przyjemny i cieszyłam się, że będzie mi towarzyszył w jesienne i zimowe dni. Porzeczki kocham! Mam kilka osobistych krzaków na mojej działce:)
Na szczęście w czeluściach szuflady wygrzebałam zapas kolejnej butli niezawodnego hydrolatu różanego BU i służy mi dzielnie.

Ciekawa jestem czy kogoś z Was skóra zareagowała tak samo na ten specyfik?

Udanego weekendu!
Magda

wtorek, 17 września 2013

Biochemia Urody Hydrolat z róży damascena EKO. Recenzja.

Jeśli śledzicie mojego bloga o dłuższego czasu, to wiecie że to mój ukochany hydrolat. Co jakiś czas występuje w denku. Zużyłam kilka butelek. Dlaczego go tak cenię? Zapraszam do lektury recenzji.

Biochemia Urody Hydrolat z róży damascena EKO 


Co mówi producent?
Wszelkie informacje od producenta na temat produkcji kosmetyku, pochodzenia róży do jego uzyskiwania, zastosowania, działania itp. znajdziecie na stronie BU. Warto się zapoznać.

Sposób użycia
1. Codzienny tonik do twarzy.
2. Mgiełka do twarzy, ciała, włosów.
3. Do rozprowadzania masek (np. glinki) i peelingów w proszku.
4. Woda perfumowana do ciała.
5. Płyn do kompresów na oczy.
6. Mgiełka zapachowa do pokoju, pościeli, samochodu, łazienki.
7. Składnik kosmetyków własnej roboty.
8. Do rozcieńczania szamponów.
9. Dodatek do kremów i balsamów.
10. Spray przed nałożeniem podkładu.
11. Spray do pędzli makijażowych.
12. Płyn do nakładania cieni czy innych kosmetyków kolorowych na mokro.
13. Do utrwalenia makijażu i zdjęcia pudrowości z twarzy.
14. Nawilżacz powietrza.
15. Dodatek aromatyczny do kąpieli.
16. Płyn do kompresów na popękane naczynka, zasinienia, zaczerwienienia.

Jakie ma właściwości?
1. Działa nawilżająco i odświeżająco.
2. Łagodzi, koi, uspokaja skórę.
3. Jest antyseptyczny, antybakteryjny, przeciwzapalny.
4. Reguluje krążenie, obkurcza i wzmacnia naczynia krwionośne. 
5. Zmniejsza rumień i wszelkie zaczerwienienia.
6. Ma działanie przeciwzmarszczkowe. Poprawia gładkość i elastyczność skóry.
7. Uspokaja, łagodzi stres, ułatwia zasypianie.
8. Spełnia rolę aromaterapii.

Opakowanie
Ciemna prosta plastikowa butelka. Dobrze chroni zawartość przed światłem. Pozwala na wyciśnięcie płynu do ostatniej kropli.  Nie twarda. Etykieta zawiera nazwę marki i kosmetyku. Do dowiadujemy się z niej o pojemności (200 ml), sposobie przechowywania (temperatura pokojowa) oraz dacie ważności.
Otwór jest bardzo ok. Pozwala dobrze dozować kosmetyk np. na wacik. Nic nadmiernie się nie wylewa.

  

Cena
Obecnie 16,90 PLN/200 ml. Niestety dochodzą dodatkowo koszty przesyłki ze sklepu BU, ale przy większych zakupach nie są tak odczuwalne.

Gdzie kupić?
W sklepie internetowym BU >>. Przedstawiam hydrolat konkretnie tej marki, gdyż do tej pory zawsze tam go kupowałam. Ale tego typu kosmetyk znajdziecie w wielu innych sklepach internetowych m.in. Zrób Sobie Krem (tu nawet jest taniej), ECOSPA, Mazidła (tu kilka różnych pojemności) itp. Ten konkretny hydrolat miałam zawsze tylko z BU, ale inne hydrolaty kupowałam również na ZSK i nie widziałam specjalnej różnicy. Z innymi sprzedawcami tego typu kosmetyków, nie miałam osobiście do czynienia. 

Zapach
Typowo klasycznie różany. Głęboki, dość mocny. Jeśli kochacie woń róży, będziecie zachwyceni. Ja jestem. Jeśli nie cierpicie - będzie Wam ciężko kosmetyk używać.

Konsystencja
Przezroczysta całkowicie woda.

Wydajność
Produkt bardzo wydajny. Przy zastosowaniu tylko jako tonik 2 razy na dzień starczy spokojnie na ok. 4 m-cy. Jeśli będziecie go używać do masek, peelingów, jako mgiełka w ciągu dnia czy składnik innych kosmetyków własnej roboty, oczywiście ten okres się skróci. Mimo wszystko jest niezwykle ekonomiczny i myślę, że 3 m-ce będzie z Wami minimum.


Jak ja stosuje?
1. Jako tonik do twarzy rano i wieczorem, po oczyszczeniu buzi. Aplikuje go również na szyję i dekolt. Zawsze hydrolat przelewam do butelki ze sprayem i dozuję w postaci mgiełki. Taki sposób tonizacji skóry sprawdza się u mnie najlepiej od lat. Jest przyjemny, a do tego oszczędza produkt i waciki:) Podstawowy kosmetyk przed nałożeniem kremów.
2. Rozprowadzam nim maseczki proszkowe: glinki, algi itp.
3. Służy mi jako mgiełka do ciała, włosów i twarzy. Szczególnie podczas ciepłych dni. 
4. Spryskuje nim czasem pędzel przed aplikacją podkładu.
5. Używam jako spray do utrwalenia makijażu i połączenie produktów na twarzy.
6. Robię z niego kompresy w przypadku siniaków, stłuczeń itp.
7. Stosuje do kremów z BU typu "zrób sobie sam" jak np. krem rozjaśniający AZELO/BHA.
8. Koję nim wszelkie zaczerwienienia, rumień, gorąco na buzi.

Jakie przyniósł u mnie rezultaty?
1. Znakomicie wpływa na moją naczynkową cerę. Widoczne zmniejsza zaczerwienienia i rumień. Uspokaja, wycisza, lekko chłodzi. Przy regularnym stosowaniu moje naczynka są mniej widoczne, obkurczone i nie tak reaktywne. Skóra zdecydowanie jaśniej i promienniej się prezentuje.
2. Dobrze nawilża. Nadaje skórze gładkości i miękkości. Zauważyłam też, że staje ładnie elastyczna. Likwiduje wszelkie uczucie ściągnięcia.
4. Świetnie działa na wszelkie krostki, zadrapania, pryszcze. Zmniejsza widoczność i dobrze goi.
4. Nie wysusza, nie natłuszcza, nie powoduj, alergii, szczypania itp.
5. Przyspiesza znikanie siniaków.
6. Super wykańcza makijaż. Wystarczy lekka mgiełka i pudrowość z twarzy znika, a kolorówka ładnie się razem stapia. Nie potrzeba kupować w tym celu dodatkowego kosmetyku.
7. W przypadku łączenie z kremami własnej roboty dodatkowo zyskuje on dobre działanie na naczynka.
8. Uwielbiam zapach różany i dla mnie ta woń działa bardzo relaksująco.
9. Zużyłam kilka butelek i w koło do niego wracam. Przetestowałam wiele hydrolatów, ale ten jest moim ukochanym. Zdecydowanie też pobija drogeryjne toniki.

Dla kogo nie?
Odradzam tym, którzy nie tolerują zapachu różanego. Wiem, że są tacy:)

Komu polecam szczególnie?
Polecam w sumie każdemu przy każdej cerze, ale najbardziej? Osobom z problemem naczynek, rumienia, trądzikiem różowatym. Jeśli macie skłonność do zaczerwienień, to zdecydowanie to produkt dla Was.

Mieliście ten kosmetyk? Lubicie go tak jak ja?

Pozdrawiam ciepło!
Magda

wtorek, 5 marca 2013

Mythos Body Butter Olive + Vanilia&Coconut. Moje KWC! Recenzja.

Masełko z Mythos pojawiło się wczoraj w moich ulubieńcach lutego. Jestem niesamowicie z niego zadowolona i uznałam, że warte jest osobnej recenzji.

Mythos Body Butter Olive + Vanilia&Coconut.


Kupiłam go pod koniec listopada minionego roku. Pisałam o tym w poście z 6 grudnia. W mojej aptece kosztowało wtedy 28,70 PLN/200 ml.Kosmetyki tej greckiej marki znajdziecie w wybranych aptekach i sklepach zielarskich. Lista punktów sprzedaży tu >>.
Dystrybutor oferuje także sprzedaż internetową w sklepie http://flax.com.pl/.

Skład znakomity. Zobaczcie sami. Bez parabenów, silikonów, oleju mineralnego.


Etykieta mówi nam:



Opakowanie
Duże białe pudełko z bardzo lekkiego plastiku. Łatwo się odkręca. Kosmetyk swobodnie można wybrać do końca. Dodatkowo pod zakrętką masło zabezpieczone jest łatwo zdejmowaną szczelną pokrywką z uchwytem, dokładnie dopasowaną do otworku. Super pomysł. Dużo lepszy od sreberek itp.


Na zewnątrz otwarcie pudełka jest zabezpieczone naklejką "Safety Seal". Gdy jest ona naruszona to znaczy, że ktoś wcześniej masło otworzył. Pozwala nam to więc mieć pewność, czy na bank kosmetyku nikt wcześniej nie ruszył:) Termin ważności od otwarcie to 12 m-cy.



Zapach
Obłędny! Jestem w nim zakochana. Uwielbiam woń kokosa, ale niestety w większości kosmetyków jest on bardzo sztuczny, chemiczny, nachalny i jakby kwaśny. Tu za to idealny, prawdziwy. Chyba pierwszy raz spotkałam się z taką świetną wonią tego owocu. Czuć też oczywiście świetnie skomponowaną wanilią. Za czystym zapachem wanilii nie przepadam, ale tu całość jest super! Sama natura, nie mdli, nie jest za słodko.
Zapach pozostaje na ciele do następnego mycia, jest trwały lecz subtelny. Kiedy aplikuje go na ciało w łazience, jeszcze długo czuć go przyjemnie w pomieszczeniu. Kojarzy mi się od samego początku z ciepłem domu, bezpieczeństwem, spokojem. Wącham go i wiem, że wszystko w moim życiu będzie dobrze:) Tak mi się właśnie kojarzy.

Konsystencja i kolor
Gęsta, budyniowa, ale nie zbita. Puszysta. Miło zatapia się w tym kremie dłoń:) Ma barwę lekko żółtawą. Nie jest to czysta biel. Taki waniliowy prawdziwy krem. Nie jest na szczęście "galaretkowaty", co często spotykam w masłach do ciała. Jakby miały dodatek żelatyny, nie przepadam za tym. W Mythos tego problemu nie ma.


 Aplikacja, wchłanianie, wydajność
Nakłada się bez problemu. Nie trzeba go dużo by pokryć całe ciało. Nie jest to lekki lotion czy balsam, nie mogę zatem powiedzieć, że wchłania się migusiem. Nie mazia się jednak, nie wałkuje. Nie zostawia tłustej warstwy na ubraniach, jeśli za szybko je nałożymy, nie lepi się. Jest treściwy, ale nie jest też tak, że skóra absorbuje go bardzo wolno i przeżywamy dramat stojąc w łazience i czekając z założeniem szlafroka. Nic z tych rzeczy. Kiedy zaczynam od nóg, to kończąc przy szyi, nogi są już "gotowe":) Ale super szybko wchłaniający się lotion to też nie jest.


 

Nie lepi się, nie pozostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy, ale jednocześnie czujemy nawilżenie i przyjemną gładkość. Moim zdaniem jest bardzo wydajny, ale przyznaje, że ja używam go tylko raz na dzień. Rano nigdy nie mam czasu na balsamy, choć pewnie powinnam to zmienić. Co do dokładnego podania na ile mi starczył, to będę mogła to powiedzieć kiedy kosmetyk skończę. Troszkę jednak się jeszcze z tym zejdzie, gdyż stosuje, stosuje, a końca nie widać...
Muszę także zaznaczyć, że ja nie mam na ciele suchej skóry. Raczej normalną, czasem tylko ze skłonnością do suchych łydek. Być może przy suchej skórze to wchłanianie byłoby błyskawiczne.

Skuteczność
Znakomicie nawilża. Czuć to do następnej kąpieli. Skóra jest gładka, bardzo przyjemna w dotyku, zrelaksowana, miękka. Mimo okresu zimy, podczas stosowania tego masła, nie miałam żadnych problemów z suchymi miejscami, nawet na problematycznych w zimne dni łydkach. Moim zdaniem znakomicie sprawdzi się także jeśli macie skórę nawet ekstremalnie suchą. Potrzeba może jedynie będzie dłuższego czasu, na zobaczenie i poczucie efektów.
Uwielbiam swoje ciało po nałożeniu tego kosmetyku. Po aplikacji na noc, rano nadal go czuje, a nawilżenie jest trwałe. Zdecydowanie pobił u mnie wszelkie inne masła, także osławione z The Body Shop. Te bowiem wg mnie nie są warte swojej regularnej ceny, nie zawsze pachną naturalnie (zależy od rodzaju), a do tego pozostawiają na ciele taką dziwną powłokę, jaka czasem mnie drażni. 
Masłu Mythos daje wielki plus za skład, jego naturalność i wyjątkową woń. Aktualnie to mój numer 1. Zdecydowane KWC!
Minusem może być dla wielu dostępność. Dostaje jednak od Was głosy, że w coraz większej liczbie miejsc widzicie tą markę. Moja apteka osiedlowa jest zaopatrzona w Mythos super!
Ciekawa jestem innych zapachów. Być może z czasem także je poznam.
Dostępne są: 
- granat
- lawenda
- zielona herbata
- mleko+miód
- aloes
- wanilia+kokos (tu recenzowany)

Uważam, że body butter warty jest swojej ceny. Co prawda przekracza cenę drogeryjnych maseł, ale jednak skład i jakość to zupełnie inna półka.

Od zawsze mam problem z regularnym nakładaniem różnych mazideł na ciało po kąpieli. Nie należy to do moich ulubionych czynności pielęgnacyjnych. Leń ze mnie pod tym względem i tyle. Ale od dłuższego czasu staram się nad tym pracować i ten produkt bardzo mi to ułatwia. Tęsknie zwyczajnie każdego dnia za jego zapachem i z przyjemnością mi się go używa. Widzę poza tym efekty regularności w stosowaniu. Mam również poczucie, że aplikuje na skórę coś naprawdę dobrego i naturalnego. 

Gorąco polecam. Warto choć raz się na niego skusić.

Przypominam także, że tylko do jutra (czyli do 06.03.13) w sklepie http://flax.com.pl/, jest promocja. Przy zakupie dwóch dowolnych kosmetyków dostajecie pomadkę rumiankową Mythos gratis. Szminkę trzeba dodać do koszyka zakupów. Jej koszt zostanie zredukowany przy zsumowaniu.



Jeśli miałyście to masełko, dajcie znać jaka jest Wasza opinia na jego temat. Może też kusi Was inny zapach?

Do następnego razu:)
Magda