Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki eko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki eko. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

Biochemia Urody Serum Granat. Dlaczego zrobiłeś mi krzywdę?:( Recenzja.

Kosmetyków z Biochemii Urody używałam już naprawdę sporo. Moim ukochanym jest eliksir winogronowy. Dla mnie kosmetyk cudo! 
Spory czas temu zdecydowałam się na sprawdzenie czy serum z granatu, też tak bardzo przypadnie mi do gustu. Niestety od razu mogę powiedzieć, że wielce się rozczarowałam:(


Co mówi producent?
Pełen opis właściwości, zastosowania, aktywnych składników znajdziecie na stronie BU.
Pokrótce można powiedzieć, że serum to olejek nawilżająco-ochronny o intensywnym działaniu antyoksydacyjnym i rewitalizującym. Ma działanie przeciwzmarszczkowe i jest naturalnym filtrem anty-UV. Poza tym działa przeciwzapalnie, łagodząco i wzmacniające. Wpływa pozytywnie na elastyczność i jędrność skóry, poprawia koloryt naskórka, nawilża, lekko natłuszcza i wygładza.
Polecane jako ochronne serum na dzień lub jako regenerujący olejek na noc.
Przeznaczenie produktu: do każdego typu cery, głównie suchej, mieszanej, dojrzałej, delikatnej, zniszczonej, naczynkowej, podrażnionej, jak i cery tłustej głównie w formie dwufazowego nawilżacza. Dla cery młodej jako ochrona i prewencja przed oznakami przedwczesnego starzenia. Dla cery dojrzałej jako kuracja regenerująca zaistniałe zniszczenia skóry oraz hamująca dalsze niekorzystne zmiany. Odpowiednie także na okolice oczu, szyję i dekolt. Po 20 roku życia.

Skład
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Organic Punica Granatum (Pomegranate) Seed CO2 Extract (ekstrakt z granatu - 5%), Tetrahexyldecyl Ascorbate (witamina C - 5%)Camellia Sinensis (Green tea) Leaf Extract (ok. 5%), Ubiquinone (koenzym Q10 - 1%), Mixed Tocopherols (witamina E - 0.5%), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (0.05%)

Opakowanie
To kosmetyk do samodzielnego przygotowania. Dostajecie wszystkie potrzebne składniki i odpowiednio je z sobą łączycie wg instrukcji. Czynność banalnie prosta. Zajmuje ok. 10 min. Nie wymaga żadnej wiedzy z dziedziny chemii. Odczekujemy 24 h i serum jest gotowe. 

          

Ważność to 12 m-cy od dnia sporządzenia.
W zestawie znajdziecie białe plastikowe opakowanie z zakrętką do przechowywania zapasu. Dodatkowo również ciemną buteleczkę z pipetką do codziennej aplikacji.

Cena
33,50 PLN/35 ml.

Gdzie kupić?
Sklep online Biochemia Urody.

Zapach
Całkiem przyjemny. Jakoś mało kojarzy mi się z typowym granatem. Nie jest to bardzo soczysta owocowa woń. Nic wielce szczególnego, ale dla mnie ok.

Konsystencja
Płynny, dość rzadki olejek. Złoto pomarańczowy kolor. Nie barwi skóry.

Wydajność
Uważam, że należy do wydajny. Wystarczy 1-2 krople by pokryć całą twarz, szyję i dekolt.

Moja opinia
1. Ze względu na, że to naturalny świetny filtr UVA i UVB chciałam go stosować na dzień. Niestety dla mojej skóry okazał się rano zbyt tłusty. Makijaż nie wyglądał na nim dobrze. Zbyt szybko się świeciłam. Nie mam suchej skóry i może dlatego. Aplikowałam tylko kropelkę ale i to było za dużo. Każdy podkład źle z nim współgrał. Czułam się jak wysmarowana oliwą.
Pewnie rozwiązaniem byłoby mieszanie go z kremem lub żelem hialuronowym, ale rano nigdy nie mam czasu na eksperymenty. U mnie liczy się o tej porze każda sekunda. Preferuje kosmetyki szybkie i łatwe w aplikacji. Z właściwości przeciwsłonecznych serum skorzystałam zatem tylko może przez 2-3 dni.
2. Ruszyłam zatem z nocną aplikacją. Kładłam go samego na całą twarz. Po ok. 3 dniach zauważyłam na skroniach i brodzie kilka podskórnych niespodzianek. Nie mam trądziku od lat i trochę to mnie zaniepokoiło, ale uznałam że to przypadek, albo cera się oczyszcza. Niestety z każdym dniem było gorzej. Co więcej niedoskonałości nie wychodziły na zewnątrz, ale rosły sobie pod skórą. Robiły się coraz większe i bolące. Przybyło także zaskórników. 
Nie chciałam od razu winić za te przypadłości serum. Tyle się nasłuchałam, że chwalą je osoby z bardzo tłustą, trądzikową cerą... Myślałam: zbieg okoliczności, minie. Po 2 tyg. moja cera wręcz dusiła się od zapchania, niewychodzących na wierzch okropnych krost. Wyglądało to bardzo źle. Zaczęłam zatem stosować kosmetyk mniej więcej co 2-3 dni. Wciąż dając mu szanse. Nastąpiła poprawa, niedoskonałości nie przybywało, ale istniejące rosły w siłę. Kiedy serum odstawiłam, z każdym dniem było coraz lepiej.
Takiego zapchania nie miałam z 12-13 lat. Krosty na skroniach to był dramat. Twarde, bolące, tragiczne:( Prze miesiąc potem wychodziłam z problemu, stosując m.in. kwasy.


3. Specyfik świetnie nawilża i napina skórę. Zero suchych skórek. Czuć większą elastyczność, jędrność. Nie podrażnia, nie uczula. Tego nie mogę mu odmówić. Co z tego? Ciężko było cieszyć się z tych zalet, skoro tak masakrycznie mnie zapchał.
4. Wygładzenia nie zauważyłam, poprawy kolorytu również. Byłam niestety usiana zaskórnikami. 
5. Podwyższył poziom tłustość skóry.
6. Być może powinnam spróbować go rozcieńczać z np. innym kremem i wtedy zdałby egzamin, ale przyznam, że się zraziłam. Nie chciałam już kompletnie w żadnej formie aplikować go na twarz.

Podsumowanie
Nie mogę kosmetyku polecić. Zrobił mi krzywdę. Nie pamiętam, żeby jakiś produkt u mnie spowodował taką gwałtowną reakcję. Skóra zdecydowanie nie oczyszczała się, ale dusiła, blokowała i produkowała ropne wypryski  nie do ujarzmienia. 
Zużyłam resztę na szyję i dekolt i tu wszystko było ok. 
Wiem, że wiele osób jest z niego zadowolonych i wręcz wychwala pod niebiosa. Pewnie u mnie taki zły wynik spowodował jakiś składnik, ale za nic nie mogę dojść który. Kolejny raz przekonałam się, że moja buzia nie lubi oleistych preparatów, ani do mycia, ani do pielęgnacji. Nie wszystko też co takie super naturalne zawsze jest dla nas dobre.


Dajcie znać czy miałyście z nim do czynienia i jak u Was zadziałał? 

Ściskam Wam, 
Magda

sobota, 12 października 2013

Jak w minutę osiągnąć bordo na twarzy? Hydrolat z czarnej porzeczki EKO od BU. Recenzja.


Niedzielny późny wieczór. Biorę pachnącą kąpiel, myje głowę, zęby. Smaruje ciało i włosy zawartością słoiczków i buteleczek:) Pora na twarz. Szczotka Clarisonic, ulubiona emulsja Alverde (kończy się niestety, a podobno jest wycofana ze sprzedaży). Szlafrok, ręcznikowy turban i ciepłe kapcie. Na koniec spryskanie buzi nowo otwartym hydrolatem z czarnej porzeczki EKO od BU. Pozwolę mu się wchłonąć, siądę na kanapie z książką, poczekam z 15 min. a potem wrócę do łazienki zaapalikować krem z kwasami (kwasy nie lubią wilgoci).

Pół strony lektury...Coś mnie mrowi na policzkach i czuje gorąco na twarzy. Czytam dalej. Pewnie to chwilowe i minie.
Cała strona...Kurcze szczypie, kuje, to już nie ciepło, to tragiczne gorącooo!


Pośpieszna wędrówka do lustra i...O mamusiu? To ja??? Że też człowiek może się tam drastycznie zmienić w minutę...
Chcecie wiedzieć jak wyglądałam? A widzieliście kiedyś rozkrojonego na pół świeżego buraka ubranego w turban + szlafrok? Przypuszczam, że nie. Ja za to widziałam i to było moje odbicie!
Nie, nie kochani, ja nie miałam twarzy różowej, czerwonej czy wiśniowej. Ona była mocno bordową w kierunku czarnej!!! Tylko okolica oczu została cielista. Widok przedni.
Do tego to niesamowite uczucie jakbym włożyła głowę do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni. Dodatkowo nakłuwając poliki tysiącem igieł. Zdecydowanie preferuje inne formy wypoczynku:)

Przerażona zmywam prędko twarz. Schładzam wodą termalną i nanoszę żel po opalaniu, jaki już nie raz "uratował mi życie" - Mythos Aloe Moisturizing & Cooling Gel.

Całkiem szybko skóra wygląda zdecydowanie lepiej, ale blada jeszcze nie jest. Przed samym snem powtarzam aplikację żelu i wody. Rano widzę jeszcze lekkie zaczerwienienie i ciepło polików. Wieczorem jest już zupełnie ok. Ufff...Jesteśmy uratowani!

Za około 2 dni postanawiam zrobić test hydrolatu na szyi. Tak wiem, powinnam uczynić to najpierw. Nie ta kolejność:)
Tym razem nasączam płatek i "przejeżdżam" nim w jednym miejscu. Tworzy się błyskawicznie mocno czerwony i bijący ciepłem pasek.




To by było na tyle moich przygód z tym kosmetykiem. Jestem zaskoczona, gdyż od lat używam różnych hydrolatów. Żaden z nich mnie nigdy nie podrażnił, nie uczulił, nie wywołał innych nieprzyjemnych skutków. Nie pamiętam też by jakikolwiek kosmetyk spowodował u mnie tak silną reakcję. 

Skusiłam się na niego gdyż przeczytałam m.in., iż:
- posiada silne właściwości łagodzące i przeciwzapalne, promuje gojenie, polecany przy podrażnieniach i drobnych uszkodzeniach skóry oraz wypryskach trądzikowych.
- uszczelnia i wzmacnia ściany naczynek krwionośnych.
- lekko rozjaśnia i poprawia koloryt skóry


U mnie niestety zadziałał zupełnie przeciwnie. Muszę też dodać, że nie mam uczulenia pokarmowego na porzeczki. W ogóle nie jestem alergikiem. Stosowałam już drogeryjne produkty z wyciągiem z tego owocu i wszystko było dobrze. Nawet kiedyś robiłam sobie regularnie domowe maseczki porzeczkowe i bardzo je lubiłam. Nie wiem więc za bardzo, o co chodzi w tym konkretnym przypadku. W każdym razie tego hydrolatu używać nie mogę. Co oczywiście nie znaczy, że Wasza skóra tak na niego zareaguje. Nie mogę jednak go polecić. Nie planuje też testowania tego hydrolatu innej marki.

Być może cały szkopuł tkwi w tym, że jak czytamy na stronie producenta, metodą otrzymywania specyfiku jest destylacja z parą wodną liści krzewu czarnej porzeczki z rodzaju Ribes Nigrum pochodzącego z ekologicznych upraw.  Czyli to liście mają tu udział, a nie sam owoc. Może odkrywałam, że liście są nie dla mnie, a owoc jak najbardziej? Sama nie wiem. Ciężko po tym jednym doświadczeniu jednoznacznie mi to stwierdzić.



Szkoda, gdyż zapach bardzo przyjemny i cieszyłam się, że będzie mi towarzyszył w jesienne i zimowe dni. Porzeczki kocham! Mam kilka osobistych krzaków na mojej działce:)
Na szczęście w czeluściach szuflady wygrzebałam zapas kolejnej butli niezawodnego hydrolatu różanego BU i służy mi dzielnie.

Ciekawa jestem czy kogoś z Was skóra zareagowała tak samo na ten specyfik?

Udanego weekendu!
Magda

wtorek, 17 września 2013

Biochemia Urody Hydrolat z róży damascena EKO. Recenzja.

Jeśli śledzicie mojego bloga o dłuższego czasu, to wiecie że to mój ukochany hydrolat. Co jakiś czas występuje w denku. Zużyłam kilka butelek. Dlaczego go tak cenię? Zapraszam do lektury recenzji.

Biochemia Urody Hydrolat z róży damascena EKO 


Co mówi producent?
Wszelkie informacje od producenta na temat produkcji kosmetyku, pochodzenia róży do jego uzyskiwania, zastosowania, działania itp. znajdziecie na stronie BU. Warto się zapoznać.

Sposób użycia
1. Codzienny tonik do twarzy.
2. Mgiełka do twarzy, ciała, włosów.
3. Do rozprowadzania masek (np. glinki) i peelingów w proszku.
4. Woda perfumowana do ciała.
5. Płyn do kompresów na oczy.
6. Mgiełka zapachowa do pokoju, pościeli, samochodu, łazienki.
7. Składnik kosmetyków własnej roboty.
8. Do rozcieńczania szamponów.
9. Dodatek do kremów i balsamów.
10. Spray przed nałożeniem podkładu.
11. Spray do pędzli makijażowych.
12. Płyn do nakładania cieni czy innych kosmetyków kolorowych na mokro.
13. Do utrwalenia makijażu i zdjęcia pudrowości z twarzy.
14. Nawilżacz powietrza.
15. Dodatek aromatyczny do kąpieli.
16. Płyn do kompresów na popękane naczynka, zasinienia, zaczerwienienia.

Jakie ma właściwości?
1. Działa nawilżająco i odświeżająco.
2. Łagodzi, koi, uspokaja skórę.
3. Jest antyseptyczny, antybakteryjny, przeciwzapalny.
4. Reguluje krążenie, obkurcza i wzmacnia naczynia krwionośne. 
5. Zmniejsza rumień i wszelkie zaczerwienienia.
6. Ma działanie przeciwzmarszczkowe. Poprawia gładkość i elastyczność skóry.
7. Uspokaja, łagodzi stres, ułatwia zasypianie.
8. Spełnia rolę aromaterapii.

Opakowanie
Ciemna prosta plastikowa butelka. Dobrze chroni zawartość przed światłem. Pozwala na wyciśnięcie płynu do ostatniej kropli.  Nie twarda. Etykieta zawiera nazwę marki i kosmetyku. Do dowiadujemy się z niej o pojemności (200 ml), sposobie przechowywania (temperatura pokojowa) oraz dacie ważności.
Otwór jest bardzo ok. Pozwala dobrze dozować kosmetyk np. na wacik. Nic nadmiernie się nie wylewa.

  

Cena
Obecnie 16,90 PLN/200 ml. Niestety dochodzą dodatkowo koszty przesyłki ze sklepu BU, ale przy większych zakupach nie są tak odczuwalne.

Gdzie kupić?
W sklepie internetowym BU >>. Przedstawiam hydrolat konkretnie tej marki, gdyż do tej pory zawsze tam go kupowałam. Ale tego typu kosmetyk znajdziecie w wielu innych sklepach internetowych m.in. Zrób Sobie Krem (tu nawet jest taniej), ECOSPA, Mazidła (tu kilka różnych pojemności) itp. Ten konkretny hydrolat miałam zawsze tylko z BU, ale inne hydrolaty kupowałam również na ZSK i nie widziałam specjalnej różnicy. Z innymi sprzedawcami tego typu kosmetyków, nie miałam osobiście do czynienia. 

Zapach
Typowo klasycznie różany. Głęboki, dość mocny. Jeśli kochacie woń róży, będziecie zachwyceni. Ja jestem. Jeśli nie cierpicie - będzie Wam ciężko kosmetyk używać.

Konsystencja
Przezroczysta całkowicie woda.

Wydajność
Produkt bardzo wydajny. Przy zastosowaniu tylko jako tonik 2 razy na dzień starczy spokojnie na ok. 4 m-cy. Jeśli będziecie go używać do masek, peelingów, jako mgiełka w ciągu dnia czy składnik innych kosmetyków własnej roboty, oczywiście ten okres się skróci. Mimo wszystko jest niezwykle ekonomiczny i myślę, że 3 m-ce będzie z Wami minimum.


Jak ja stosuje?
1. Jako tonik do twarzy rano i wieczorem, po oczyszczeniu buzi. Aplikuje go również na szyję i dekolt. Zawsze hydrolat przelewam do butelki ze sprayem i dozuję w postaci mgiełki. Taki sposób tonizacji skóry sprawdza się u mnie najlepiej od lat. Jest przyjemny, a do tego oszczędza produkt i waciki:) Podstawowy kosmetyk przed nałożeniem kremów.
2. Rozprowadzam nim maseczki proszkowe: glinki, algi itp.
3. Służy mi jako mgiełka do ciała, włosów i twarzy. Szczególnie podczas ciepłych dni. 
4. Spryskuje nim czasem pędzel przed aplikacją podkładu.
5. Używam jako spray do utrwalenia makijażu i połączenie produktów na twarzy.
6. Robię z niego kompresy w przypadku siniaków, stłuczeń itp.
7. Stosuje do kremów z BU typu "zrób sobie sam" jak np. krem rozjaśniający AZELO/BHA.
8. Koję nim wszelkie zaczerwienienia, rumień, gorąco na buzi.

Jakie przyniósł u mnie rezultaty?
1. Znakomicie wpływa na moją naczynkową cerę. Widoczne zmniejsza zaczerwienienia i rumień. Uspokaja, wycisza, lekko chłodzi. Przy regularnym stosowaniu moje naczynka są mniej widoczne, obkurczone i nie tak reaktywne. Skóra zdecydowanie jaśniej i promienniej się prezentuje.
2. Dobrze nawilża. Nadaje skórze gładkości i miękkości. Zauważyłam też, że staje ładnie elastyczna. Likwiduje wszelkie uczucie ściągnięcia.
4. Świetnie działa na wszelkie krostki, zadrapania, pryszcze. Zmniejsza widoczność i dobrze goi.
4. Nie wysusza, nie natłuszcza, nie powoduj, alergii, szczypania itp.
5. Przyspiesza znikanie siniaków.
6. Super wykańcza makijaż. Wystarczy lekka mgiełka i pudrowość z twarzy znika, a kolorówka ładnie się razem stapia. Nie potrzeba kupować w tym celu dodatkowego kosmetyku.
7. W przypadku łączenie z kremami własnej roboty dodatkowo zyskuje on dobre działanie na naczynka.
8. Uwielbiam zapach różany i dla mnie ta woń działa bardzo relaksująco.
9. Zużyłam kilka butelek i w koło do niego wracam. Przetestowałam wiele hydrolatów, ale ten jest moim ukochanym. Zdecydowanie też pobija drogeryjne toniki.

Dla kogo nie?
Odradzam tym, którzy nie tolerują zapachu różanego. Wiem, że są tacy:)

Komu polecam szczególnie?
Polecam w sumie każdemu przy każdej cerze, ale najbardziej? Osobom z problemem naczynek, rumienia, trądzikiem różowatym. Jeśli macie skłonność do zaczerwienień, to zdecydowanie to produkt dla Was.

Mieliście ten kosmetyk? Lubicie go tak jak ja?

Pozdrawiam ciepło!
Magda

wtorek, 5 marca 2013

Mythos Body Butter Olive + Vanilia&Coconut. Moje KWC! Recenzja.

Masełko z Mythos pojawiło się wczoraj w moich ulubieńcach lutego. Jestem niesamowicie z niego zadowolona i uznałam, że warte jest osobnej recenzji.

Mythos Body Butter Olive + Vanilia&Coconut.


Kupiłam go pod koniec listopada minionego roku. Pisałam o tym w poście z 6 grudnia. W mojej aptece kosztowało wtedy 28,70 PLN/200 ml.Kosmetyki tej greckiej marki znajdziecie w wybranych aptekach i sklepach zielarskich. Lista punktów sprzedaży tu >>.
Dystrybutor oferuje także sprzedaż internetową w sklepie http://flax.com.pl/.

Skład znakomity. Zobaczcie sami. Bez parabenów, silikonów, oleju mineralnego.


Etykieta mówi nam:



Opakowanie
Duże białe pudełko z bardzo lekkiego plastiku. Łatwo się odkręca. Kosmetyk swobodnie można wybrać do końca. Dodatkowo pod zakrętką masło zabezpieczone jest łatwo zdejmowaną szczelną pokrywką z uchwytem, dokładnie dopasowaną do otworku. Super pomysł. Dużo lepszy od sreberek itp.


Na zewnątrz otwarcie pudełka jest zabezpieczone naklejką "Safety Seal". Gdy jest ona naruszona to znaczy, że ktoś wcześniej masło otworzył. Pozwala nam to więc mieć pewność, czy na bank kosmetyku nikt wcześniej nie ruszył:) Termin ważności od otwarcie to 12 m-cy.



Zapach
Obłędny! Jestem w nim zakochana. Uwielbiam woń kokosa, ale niestety w większości kosmetyków jest on bardzo sztuczny, chemiczny, nachalny i jakby kwaśny. Tu za to idealny, prawdziwy. Chyba pierwszy raz spotkałam się z taką świetną wonią tego owocu. Czuć też oczywiście świetnie skomponowaną wanilią. Za czystym zapachem wanilii nie przepadam, ale tu całość jest super! Sama natura, nie mdli, nie jest za słodko.
Zapach pozostaje na ciele do następnego mycia, jest trwały lecz subtelny. Kiedy aplikuje go na ciało w łazience, jeszcze długo czuć go przyjemnie w pomieszczeniu. Kojarzy mi się od samego początku z ciepłem domu, bezpieczeństwem, spokojem. Wącham go i wiem, że wszystko w moim życiu będzie dobrze:) Tak mi się właśnie kojarzy.

Konsystencja i kolor
Gęsta, budyniowa, ale nie zbita. Puszysta. Miło zatapia się w tym kremie dłoń:) Ma barwę lekko żółtawą. Nie jest to czysta biel. Taki waniliowy prawdziwy krem. Nie jest na szczęście "galaretkowaty", co często spotykam w masłach do ciała. Jakby miały dodatek żelatyny, nie przepadam za tym. W Mythos tego problemu nie ma.


 Aplikacja, wchłanianie, wydajność
Nakłada się bez problemu. Nie trzeba go dużo by pokryć całe ciało. Nie jest to lekki lotion czy balsam, nie mogę zatem powiedzieć, że wchłania się migusiem. Nie mazia się jednak, nie wałkuje. Nie zostawia tłustej warstwy na ubraniach, jeśli za szybko je nałożymy, nie lepi się. Jest treściwy, ale nie jest też tak, że skóra absorbuje go bardzo wolno i przeżywamy dramat stojąc w łazience i czekając z założeniem szlafroka. Nic z tych rzeczy. Kiedy zaczynam od nóg, to kończąc przy szyi, nogi są już "gotowe":) Ale super szybko wchłaniający się lotion to też nie jest.


 

Nie lepi się, nie pozostawia nieprzyjemnej tłustej warstwy, ale jednocześnie czujemy nawilżenie i przyjemną gładkość. Moim zdaniem jest bardzo wydajny, ale przyznaje, że ja używam go tylko raz na dzień. Rano nigdy nie mam czasu na balsamy, choć pewnie powinnam to zmienić. Co do dokładnego podania na ile mi starczył, to będę mogła to powiedzieć kiedy kosmetyk skończę. Troszkę jednak się jeszcze z tym zejdzie, gdyż stosuje, stosuje, a końca nie widać...
Muszę także zaznaczyć, że ja nie mam na ciele suchej skóry. Raczej normalną, czasem tylko ze skłonnością do suchych łydek. Być może przy suchej skórze to wchłanianie byłoby błyskawiczne.

Skuteczność
Znakomicie nawilża. Czuć to do następnej kąpieli. Skóra jest gładka, bardzo przyjemna w dotyku, zrelaksowana, miękka. Mimo okresu zimy, podczas stosowania tego masła, nie miałam żadnych problemów z suchymi miejscami, nawet na problematycznych w zimne dni łydkach. Moim zdaniem znakomicie sprawdzi się także jeśli macie skórę nawet ekstremalnie suchą. Potrzeba może jedynie będzie dłuższego czasu, na zobaczenie i poczucie efektów.
Uwielbiam swoje ciało po nałożeniu tego kosmetyku. Po aplikacji na noc, rano nadal go czuje, a nawilżenie jest trwałe. Zdecydowanie pobił u mnie wszelkie inne masła, także osławione z The Body Shop. Te bowiem wg mnie nie są warte swojej regularnej ceny, nie zawsze pachną naturalnie (zależy od rodzaju), a do tego pozostawiają na ciele taką dziwną powłokę, jaka czasem mnie drażni. 
Masłu Mythos daje wielki plus za skład, jego naturalność i wyjątkową woń. Aktualnie to mój numer 1. Zdecydowane KWC!
Minusem może być dla wielu dostępność. Dostaje jednak od Was głosy, że w coraz większej liczbie miejsc widzicie tą markę. Moja apteka osiedlowa jest zaopatrzona w Mythos super!
Ciekawa jestem innych zapachów. Być może z czasem także je poznam.
Dostępne są: 
- granat
- lawenda
- zielona herbata
- mleko+miód
- aloes
- wanilia+kokos (tu recenzowany)

Uważam, że body butter warty jest swojej ceny. Co prawda przekracza cenę drogeryjnych maseł, ale jednak skład i jakość to zupełnie inna półka.

Od zawsze mam problem z regularnym nakładaniem różnych mazideł na ciało po kąpieli. Nie należy to do moich ulubionych czynności pielęgnacyjnych. Leń ze mnie pod tym względem i tyle. Ale od dłuższego czasu staram się nad tym pracować i ten produkt bardzo mi to ułatwia. Tęsknie zwyczajnie każdego dnia za jego zapachem i z przyjemnością mi się go używa. Widzę poza tym efekty regularności w stosowaniu. Mam również poczucie, że aplikuje na skórę coś naprawdę dobrego i naturalnego. 

Gorąco polecam. Warto choć raz się na niego skusić.

Przypominam także, że tylko do jutra (czyli do 06.03.13) w sklepie http://flax.com.pl/, jest promocja. Przy zakupie dwóch dowolnych kosmetyków dostajecie pomadkę rumiankową Mythos gratis. Szminkę trzeba dodać do koszyka zakupów. Jej koszt zostanie zredukowany przy zsumowaniu.



Jeśli miałyście to masełko, dajcie znać jaka jest Wasza opinia na jego temat. Może też kusi Was inny zapach?

Do następnego razu:)
Magda
 

środa, 13 lutego 2013

Granataphel Vitaldusche Żel pod prysznic. Obłędny zapach granatu! Recenzja.

W połowie grudnia przedstawiałam Wam kosmetyki GRANATAPFEL, jakie otrzymałam do testów >>.
Dwa dni temu wykończyłam do cna żel pod prysznic Granataphel Vitaldusche. Pora zatem na recenzję.



Od producenta
Orzeźwia, witalizuje, odbudowuje warstwę lipidową
Chwile rozkoszy dzięki wyciągowi z owocu granatu oraz oliwie z oliwek tłoczonej na zimno. Unikalna kombinacja orzeźwia ciało, umysł i zmysły. Chroni skórę przed wysuszeniem i skutecznie nawilża ją.

Nie zawiera parabenów, oleju silikonowego i parafinowego.
Ważne składniki:
Wyciąg z owoców granatu:
- Dzięki wysokiej zawartości rzadkiego kwasu punikowego (OMEGA – 5), który występuje w naturze wyłącznie w owocach granatu, stymuluje regenerację skóry- Zawiera ponad 20 bioaktywnych polifenoli, więcej niż np. winogrona- Chroni naczynia i komórki skóry przed wolnymi rodnikami- Przeciwdziała oznakom przedwczesnego starzenia się skóry

Oliwa z oliwek extra vergine:
- Bogata w oleokantal, oleuropeinę, witaminę E oraz skwalen- Działa przeciwzapalnie, wzmacnia tkankę łączną, poprawia nawilżenie
Pantenol
- łagodzi podrażnienia, regeneruje popękaną, szorstka skórę, poprawia elastyczność

Pojemność żelu to 200 ml. Koszt z tego co się orientuje - 25-30 PLN, w zależności od miejsca w jakim kupujemy. Ta marka dostępna jest wyłącznie w aptekach. Więcej na jej temat znajdziecie na stronie http://granatapfel.pl.

Moja opinia

1. Żel bardzo przyjemnie się używa. Główna zasługa tego to cudowny zapach granatu. Obłęd! Nie chemiczny, nie kwaśny, ale pięknie naturalny i taki dokładnie jak powinien być. Woń orzeźwia, bardzo relaksuje i zgodnie z tym co podaje producent naprawdę witalizuje. Zapach całkiem spory czas utrzymuje się na skórze, dość długo też po kąpieli czuć go przyjemnie w łazience.
2. Skóra po nim nie jest ściągnięta, czuć nawilżenie i przyjemną gładkość. Rzeczywiście jest ukojona. Nawet kiedy nie użyłam balsamu/mleczka czy masła po kąpieli, nie wołała o nawilżenie. Muszę jednak zaznaczyć, że ja nie mam za bardzo suchej skóry na ciele. Nie mam też skóry popękanej i szorstkiej, więc nie mogę stwierdzić czy takie problemy zwalcza. Zaraz jednak po nałożeniu odczuwalne jest przyjemne łagodzenie.
3. Zauważyłam, że rzeczywiście przy codziennym jego stosowaniu moja skóra była bardziej elastyczna i bardzo miła w dotyku.
4. Żel ma działać przeciw starzeniu, ale takiego czegoś nie można zaobserwować po jednej tubce. Pewnie trzeba by było używać go całe życie, by móc to zaobserwować:) Tu zatem nie wiem czy to obietnica się sprawdza.
5. Nie podrażnił mnie, nie uczulił. 
6. Plus za całkiem dobry skład.
7. Przyjemna konsystencja - w kierunku bardziej gęsta. Ładny kolor żelu.


8.
Po zetknięciu z wodą zyskuje postać kremową, bardzo miłą i delikatną dla skóry. Pieni się, choć jest to w stopniu bardzo delikatnym. Lubię dobrze pieniące się żele, ale dzięki przyjemnej konsystencji kremu, brak dużej piany wcale mi tu nie przeszkadzał.
9. Postać tubki jest ok, gdyż żel swobodnie spływa do samego końca. Zamknięcie jednak w moim egzemplarzu od czasu do czasu trudno się otwierało. Gdy ma się mokre dłonie pod prysznicem, bywa to irytujące. Zdecydowanie wolałabym tu pompkę, szczególnie biorąc pod uwagę cenę produktu. Otwieranie tu oceniam na minus.
10. Bardzo ładne kolorystycznie opakowanie. Cała szata graficzna marki przyciąga wzrok.
11. Wydajność wg mnie jest ok. Nazwałabym ją średnią, przeciętną. Nie za duża, nie za mała:) Gdyby jednak na dłużej starczał byłoby oczywiście lepiej.
12. Jak na żel pod prysznic cena nie jest niska, szczególnie przy pojemności 200 ml. Wg mnie jakość jednak tego kosmetyku jest wyższa, niż wielu innych tanich żeli drogeryjnych. Czy to jest żel do stałego kupowania? Wszystko zależy od tego jakimi środkami dysponujemy. Pojęcia "drogie"/ "tanie" dla każdego oznaczają co innego. Ja stosuje produkty do mycia ciała bardzo różne. Ale stale nie pozwalam sobie na kupowanie tych droższych czy średnio drogich. Często bowiem jestem zadowolona z tych zwykłych drogeryjnych, dużo tańszych.


Podsumowując polecam. Nie rozczarował mnie. Spełnia to co mówi o nim producent. Czyhałabym jednak na jakieś promocje. Dla samego zapachu choć raz warto się skusić! Szczególnie jeśli tak jak ja lubicie owoc granatu. Ja używałam go zimą, ale myślę że latem stosowanie go, może być jeszcze bardziej przyjemne. Pewnie o tej porze roku właśnie do niego wrócę, bo orzeźwienie jakie daje jest cudne!
Nie mogę jednak powiedzieć, że będę stale kupować ten kosmetyk. Bardzo lubię zmieniać żele pod prysznic i w jednym czasie zawsze mam ich kilka dla odmiany. Na tyle jednak go polubiłam, że nie wykluczone, iż co jakiś czas zatęsknię za jego zapachem i skuszę się na zakup.

 

 Kolejnym kosmetykiem jaki zrecenzuje z tej serii będzie ujędrniający krem do twarzy na dzień.

Magda

wtorek, 12 lutego 2013

Korres w promocji na Truskawce. Masełka do ust z rabatem! Co lubię tej marki?

 Mniej więcej od roku wyjątkowo polubiłam grecką markę Korres. Charakteryzuję ją naturalność i świetne składy. W Polsce dostępna jest w Sephora. Niestety ceny wysokie, dlatego ja tam nawet na dniach VIP, nie kupiłam żadnego kosmetyku. Od czasu do czasu wybrane ich produkty można upolować w TK Maxx. Te które ja spotkałam w tym sklepie, akurat nie były dobrane do moich potrzeb. Ceny bywają tam różne, czasem wcale niemałe, innym razem dość promocyjne.


Większość kosmetyków Korres kupiłam na Truskawce. Bywają w niezłych przecenach. Nie miałam jeszcze ich za dużo, ale te które udało mi się przetestować bardzo sobie chwalę. Do tej pory używałam kilku żeli pod prysznic (pachną niesamowicie!) oraz zestaw miniaturek jaki prezentowałam w tym poście >>. Tam też dowiecie się więcej o składach.



Posiadam także ich puder w kamieniu i jakiś czas temu skusiłam się na inny zestaw miniatur jak poniżej. Kosztował mnie około 45 PLN. Jednak jeszcze za używanie go, nie zabrałam się.



Te zestawy moim zdaniem bardzo opłaca się kupować. Ceny są atrakcyjne, a miniaturki bardzo wydajne. Z pierwszego zestawu krem 20 ml używałam ponad 2 m-ce i to każdego dnia. Podobnie było z żelem do mycia twarzy. Serum i krem pod oczy i maska (boska!) są jeszcze wydajniejsze. Świetne też na wszelkie wyjazdy, podróż samolotem itp.

Chciałabym wypróbować jeszcze wiele innych kosmetyków Korres, ale pod warunkiem, że spotkam je w przystępnych cenach. Od dłuższego czasu chodziły za mną ich masełka do ust Korres Lip Butter. Są dostępne w 6 zapachach/smakach/kolorach. Kilka dni temu na Truskawce pojawiła się promocja na wersję Guava i Pomegranate.


Za 2 szt. po 6 g w zestawie płacimy ok. 33 PLN. Promocja jest tak korzystna, ponieważ masełka są bez kartoników. Co moim zdaniem nie jest żadną wadą. Minus taki, że kupujemy dwa o takim samym zapachu. Ja wybrałam wersję granat. Zobaczymy jak się sprawdzi. Wiele osób bardzo je zachwala. M.in. Kasia z kanału YT MakijazeKasiD, której zdanie bardzo cenię.


Jest także świetna promocja na krem do twarzy Korres Wild Rose 24-Hour Moisturising & Brightening Cream.
Uwielbiam go. Moje odkrycie zeszłego roku i ulubieniec pielęgnacyjny. Występuje w wersji dla cery normalnej i suchej oraz mieszanej i tłustej. Po mini tubce ze wspomnianego wyżej zestawu tak go polubiłam, że kupiłam pełne opakowanie 40 ml. Było to już jakiś czas temu i trafiłam na świetną promocję także na Truskawce. Teraz widzę ponownie, że można go kupić z dużym rabatem (30 PLN/40 ml), ale zwróćcie uwagę, że termin zużycia to 05/2013 >>. W Sephora krem ten kosztuje około 140 PLN.



Z racji, że mam jeszcze sporo go w słoiczku, obecnie nie kupuję. Ale może Wy skorzystacie?
Przedstawiam Wam jeszcze opis i skład.

  

Jeśli macie już konto na Truskawce i robiliście tam zakupy, oczywiście zapłacicie jeszcze mniej. Sklep ten ma bowiem program lojalnościowy, gdzie w miarę coraz większej liczby zamówień, rośnie przyznany Wam rabat. Ja obecnie jestem na 7,5%, ale od 10% dzieli mnie tylko jedno zamówienie:)
Dostawa na cały świat jest gratis. Przesyłki przychodzą bardzo szybko i są rewelacyjnie zapakowane. Akceptują płatności kartą oraz od jakiegoś czasu PayPal'em.

Miałyście do czynienia z tymi lub innymi kosmetykami Korres? Coś szczególnie polecacie? Czy ktoś może orientuje się na temat ich cen w kraju macierzystym - Grecji?

Pozdrawiam!
Magda