Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem nawilzajacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem nawilzajacy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2013

Oeparol Hydrosense Intensywnie Nawilżający Krem. Skóra normalna i mieszana. Recenzja.

Krem Oeparol Hydrosense Intensywnie Nawilżający otrzymałam jako prezent na zlocie blogerek warszawskich w listopadzie.



Był w zestawie z jedwabiem do ciała.

Oryginalnie sam krem zapakowany jest w kartonik jak na zdjęciu poniżej.
Występuje w 2 wersjach:
- intensywnie nawilżający dla skóry normalnej i mieszanej (taki ja używałam)
- odżywczy nawilżający dla skóry suchej


Pod koniec stycznia zużyłam go całkowicie, o czym wspominałam w notce "denko". Obiecałam osobną recenzję. Oto i ona:)

Od producenta:
Krem intensywnie nawilżający przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry normalnej i mieszanej. Dzięki zawartości kompleksu HialuRose
TM, unikalnemu połączeniu kwasu hialuronowego i oleju z wiesiołka bogatego w kwasy omega – 6, krem ogranicza transepidermalną utratę wody. Zawarte w kremie składniki regulują proces złuszczania naskórka pozostawiając skórę gładką i elastyczną.

Skład:

Aqua, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Isohexadecane, Caprylic/Capric Trigliceride, Dicaprylyl Carbonate, Isostearyl Isostearate, Cetyl Alcohol, Biosaccharide Gum-1, Propylene Glycol, Hydrolyzed Caesalpina Spinosa Gum, Caesalpina Spinosa Gum, Oenothera Paradoxa Oil, Phenoxyethanol/Ethylhexylglycerin, Tocopherol Acetate, Parfum, Allantoin, Sodium Polyacrylate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Sodium Hydroxide, BHA.

 Stosowanie:
Stosować rano i /lub wieczorem na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy i szyi.


Kosmetyk ma pojemność 50 ml. Cena w waha się od 16-20 PLN. Do kupienia tylko w aptekach. W mojej aptece przez spory czas był on dostępny w takim zestawie, jak ja otrzymałam z balsamem/jedwabiem 200 ml. Cena za set około 20-21 PLN. Super zatem okazja. Nie wiem tylko czy nadal takie pudełeczka są w sprzedaży.



Moja opinia:

1. Świetny nawilżający krem. Znakomicie zapobiega utracie wody z naskórka. Przez cały czas jego stosowania i to w okresie ostro zimowym (od połowy listopada do końca stycznia), nie miałam żadnych problemów z wysuszeniem czy też suchymi skórkami na twarzy. Cały dzień odczuwałam przyjemne nawilżenie. Po nocy natomiast twarz była ładnie rozjaśniona, skóra miękka, bez nieprzyjemnego przetłuszczenia, jakie czasem widzę rano w lustrze.
2. Jest niezwykle lekki, błyskawicznie się wchłania. Myślałam, że na zimę będzie za słaby, ale nic bardziej mylnego. Nie zostawia tłustej warstwy, nie jest ciężki, a spełnia idealnie rolę nawilżającą. 
3. Wg mnie sprawdzi się na każdą porę roku. Latem również będzie wyborny!
4. Konsystencja dla mnie wymarzona. Jakby wodnista, ale nie lejąca. Świetnie się rozprowadza i nie trzeba dużo produktu, by pokryć całą twarz, szyję i dekolt.



5. Oprócz nawilżenia zauważyłam spore rozjaśnienie skóry, przyjemną gładkość. Skóra jest fajnie delikatnie napięta, miękka i elastyczna. Obietnice producenta wg mnie spełnione w pełnej okazałości. Zaznaczam jednak, że nie mam skóry suchej.
6. Nie wchłania się do matu, ale nie zostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy. Nic lepkiego czy tłustego. Twarz jest satynowa, nie świeci się. Ja też dostrzegam ładne rozświetlenie. Testowałam na nim kilka podkładów i każdy prezentował i nakładał się super. Nie powoduje świecenia, nie wzmaga produkcji sebum. Czuć, że pory pod swobodnie oddychają.
7. Od wczesnej jesieni stosuje kwasy i ten krem idealnie z tą kuracją współgrał. Łagodzi podrażnienia, koi. Niezwykle przyjemnie się go nakłada po zastosowaniu toniku z kwasami z Biochemii Urody.
8. Nie zapchał mnie, nie podrażnił, nie uczulił. Zauważyłam też, że świetnie działał na moje naczynka i rumień. Szczególnie na polikach. Ładnie je wyciszał.
9. Stosowałam go rano i na wieczór. Średnio 4-5 razy na tydzień. W inne bowiem dni nakładam maskę na noc albo peeling enzymatyczny, a czasem na dzień sam krem BB bez innego specyfiku. Starczył mi na 2,5 miesiąca.
10. Zakochałam się także w jego delikatnym zapachu. Jest uroczy. Nie nachalny, bardzo przyjemny.

11. Minus za brak filtra. Przydałby się choćby minimalny.
12. Ciekawe opakowanie w formie kuli. Plastik jednak nie jest za wysokiej jakości. Obawiam się, że jeśli krem nam niespodziewanie spadnie na podłogę, pudełeczko może szybko pęknąć. Mi się to na szczęście nie przytrafiło.
13. Muszę powiedzieć, że na początku ciężko "kulkę" mi się odkręcało i zamykało. Coś nie grało w "gwincie" i zdarzało się, że odkręcenie było bardzo męczące. Po około tygodniu takiego kłopotu nie miałam.
14. Nie wiem jak wersja do cery suchej, ale ten krem wg mnie nawilża znakomicie skórę tłustą czy mieszaną albo normalną. Wpasował się w moje wymagania. Pobił nawet wiele innych droższych kremów nawilżających.
15. Jeśli jednak lubicie kłaść na twarz coś mocno treściwego, natłuszczającego, gęstego, to myślę, że ten kosmetyk nie jest dla Was.
 16. Dodam, że ja zawsze nakładałam go na skórę spryskaną tonikiem/hydrolatem. Od lat tak robię z każdym kremem. Nie czekam na wyschnięcie buzi. Taka metoda sprawdza się u mnie znakomicie i potęguje nawilżenie.

Krem polecam. Cena przy tej jakości naprawdę ok. Polubiłam go i pewnie wrócę do niego latem.

Pojemniczek "kulkę" nie wyrzuciłam. Świetnie sprawdza się do przechowywania kupionej niedawno odsypki meteorytów Guerlain Teint Rose.



Seria
Oeparol Hydrosense bardzo mnie zaciekawiła. Więcej o niej możecie poczytać tu >>. Jak wspomniałam wyżej, mam jeszcze od nich jedwab do ciała, ale zaczęłam stosować dopiero 2 dni temu. Dam znać czy się sprawdził. Kusi mnie jeszcze przetestowanie płynu micelarnego. Może ktoś stosował i podzieli się opinią?

Dbajcie o siebie!
Magda

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Zakupy kosmetyczne w UK - z osobitą dostawą:)

Dzięki ogromnej życzliwości jednej z yutubowiczek i blogerek miałam możliwość zrobienia zakupów w UK - na odległość:)
Na dodatek zakupy dotarły do mnie drogą osobistą i dzięki temu miałam możliwość poznać i uściskać cudną kobietę jakiej kanał na YT i blog śledzę od chyba ponad 2 lat:)


Mowa tu o Agnieszce - z kanału YT - nieesia25 i bloga - Agi's Boutique.

Wdzięczność z tego powodu jest u mnie ogromna!
Aga - jeszcze raz wielkie dzięki!

Ponad 2 miesiące temu byłam w Londynie i kupiłam kilka rzeczy, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i zapragnęłam jeszcze innych i nowych.

Oto one:

Siata trochę ważyła tym bardziej Agnieszce jestem niezwykle zobowiązana.

I niech mi teraz ktoś powie, że my Polki nie jesteśmy serdeczne, pomocne, otwarte, sympatyczne itd.!:)


Z zakupów cieszę się jak dzieciak, część już zaczęłam testować od 2 dni i jestem zachwycona.
Jeśli pragniecie recenzji - piszcie co najbardziej by Was interesowało.

Miłego tygodnia.
Mam podobno ostro padać, ale najważniejsze mieć słońce w sercu!:)
Magda

niedziela, 11 marca 2012

Oxedermil – krem do twarzy. Hydronawilżająca formuła z 5% mocznikiem. Recenzja.

Bardzo lubię markę Oxedermil. Miałam kilka ich produktów i za każdym razem byłam z nich zadowolona.
Uważam, że jakość tych kosmetyków jest naprawdę bardzo dobra, a ich ceny przystępne.
Firmą produkującą tą markę jest Oceanic S.A.
Z tego co się orientuje ich produkty można dostać wyłącznie w aptekach. Przynajmniej ja nie widziałam ich w żadnych drogeriach czy sklepach. Poprawcie mnie jeśli się mylę.

Krem do twarzy Oxedermil – Hydronawilżająca formuła z 5% mocznikiem kupiłam kilka m-cy temu i zupełnie o nim zapomniałam.
Dostałam go w zestawie z żelem pod prysznic tej marki (naprawdę świetnym!) i za te dwa kosmetyki zapłaciłam po promocyjnej cenie 28-29 PLN.

Z tego co sprawdziłam sam krem bez promocji kosztuje około 23-25 PLN.



Zaraz po zakupach krem użyłam chyba z 2-3 razy ale z racji, że miałam wtedy w użyciu inne kremy – odłożyłam go na inny czas i prawdę mówiąc o nim zapomniałam.

W zimę okazał się dla mnie zbawieniem!
Robiąc w grudniu porządki w łazienkowej szafie – krem wpadł mi w ręce i postanowiłam intensywnie go używać.

Przeznaczony jest wg producenta do cery suchej i odwodnionej.
Zawiera 5% mocznika i aktywny czynnik lipidowy.
Dzięki hydronawilżającej formule ma przywrócić wilgotność skórze, wygładzić ją , natłuścić, złagodzić podrażnienia i napięcie skóry.
Polecany jest dla osób zmagających się z zaburzeniami regeneracji skóry, łuszczycą, rybią łuską czy AZS.
Nie zawiera barwników, środków konserwujących i kompozycji zapachowych.

Treść z opakowania kremu
 Czy zgadzam się z obietnicami producenta?
Nie posiadam żadnych chorób skóry wymienionych wyżej, więc nie mogę wypowiedzieć się na temat działania tego kremu w takich przypadkach.
Nie mam także cery suchej. Bardziej mieszaną w kierunku tłustej.
Krem jednak u mnie sprawdził się znakomicie i stał się jednym z ulubionych – szczególnie w okresie jesienno-zimowym.

Mam skórę bardzo naczyniową ze skłonnością do rumienia. Jestem też bardzo płytko unaczyniona. Zima to ciężki czas dla mojej skóry. Zauważyłam od lat, że gorzej działają na nią silne wiatry niż sam mróz.
Wiatr + zimne powietrze powoduje wysuszenie mojej skóry i uczucie ściągnięcia. Jest o wiele lepiej niż kilka lat temu, bo picie dużej ilości wody i inne zabiegi znacznie problem zmniejszyły – jednak zimą szczególnie moja skóra potrzebuje dużego nawilżenia i ochrony.

Krem natychmiastowo eliminuje uczucie ściągnięcia/napięcia skóry. Perfekcyjnie nawilża, łagodzi zaczerwienienia – choć może nie w stopniu 100%, ale też tego producent wcale nie obiecuje.
Byłam zdumiona, że skóra zaraz po jego nałożeniu jest niesamowicie miękka, gładka i miła w dotyku.
Po dłuższym używaniu dostrzegłam, że drobne podrażnienia skóry szybciej znikają, a ewentualne ranki błyskawicznie się goją.
Podczas stosowania tego kremu kompletnie nie miałam problemu z suchymi skórkami przez całą zimę.
Skóra była świetnie nawilżona i nawodniona, a przez to o wiele ładniej wyglądała i makijaż także lepiej się na niej prezentował.

Dla osób z tłustą cerą albo normalną czy lekko suchą polecałabym go stosować przede wszystkim na noc. Krem pozostawia na twarzy lekko tłustą warstwę. Niestety nie wchłania się do matu. Moja twarz po nim się świeci. Nie jednak w sposób jakiś dramatyczny. Nocą jednak kompletnie mi to nie przeszkadza.
Rano nowiem skóra jest pięknie nawilżona, jaśniejsza, ukojona i świeża. Niezwykle też miękka!

Myślę, że osoby ze skórą bardzo suchą czy też z różnymi problemami jak np. łuszczycą, spokojnie mogą krem stosować także na dzień.

Kilka razy zdarzyło mi się go stawać także w ciągu dnia kiedy np. nie wychodziłam z domu i nie nakładałam makijażu.

Polecam także ten produkt jeśli jeździcie na nartach, chodzicie po górach czy uprawiacie inne sporty. Krem świetnie chroni twarz nie tylko przed zimnem ale także przed wiatrem. Wiele razy go w ten sposób wypróbowałam. Podczas wieczornych biegów czy pobytach w górach - nakładałam go na twarz w ciągu dnia, a na to aplikowałam sam puder sypki albo podkład w kompakcie i miałam świetnie zabezpieczona skórę. Puder i ten rodzaj podkładu trzymały się na tym kremie znakomicie i świecenie było bardzo niewielkie.

Nie testowałam tego kremu pod płynne podkłady.

Czytałam na portalu www.wizaz.pl, że wiele kobiet spokojnie stosuje ten krem pod makijaż i są bardzo zadowolone.

Zgodnie z informacją na opakowaniu krem nie ma zapachu i dla mnie to plus. Jest całkowicie biały.

Nie podrażnił mnie, nie uczulił i co bardzo ważne nie zapchał.
Mam dużą skłonność do zapychania porów. Tu nic takiego nie nastąpiło, choć miałam takie obawy.
  


 Konsystencja jest w sam raz. Dość lekka, przyjemna. Super się rozprowadza i wchłania, choć lekka warstwa na skórze jest wyczuwalna. Bynajmniej jednak nie lepka i żadna nieprzyjemna. Krem nie roluje się i nie „mazia” po twarzy podczas aplikacji.

Świetnie sprawdza się także na wybrane parte twarzy. Okazał się zbawieniem dla mnie podczas choroby, kiedy to nos mój cierpiał od kataru i intensywnego kontaktu z chusteczkami. Pięknie też nawilża skórę ust i generalnie można go stosować także na inne części ciała skłonne do przesuszania np. łokcie, dłonie, kolana, stopy itd.

Moim zdaniem jest to także wyborny krem podczas lub po kuracji antytrądzikowej, kiedy to skóra ulega silnemu złuszczeniu.

Dawno już z żadnego kremu nie byłam tak zadowolona! Mimo, że używałam go zimą to uważam, że spokojnie sprawdzi się w inne pory roku. Latem bowiem w wyniku słońca przecież też nasza skóra często się wysusza.
Dla mnie to taki krem, który zawsze warto mieć w domu.
Nawet jeśli nie do użytku każdego dnia, to jako krem uniwersalny na nagłe wypadki, albo do zastosowania co kilka dni w celu poprawy wilgotności skóry.

Jeśli zmagacie się z alergiami skóry, jesteście wrażliwcami:) i wiele kremów drogeryjnych was podrażnia itp. – myślę, że to produkt idealny dla Was.
  
Skład kremu
 Dla mnie ogromnym plusem jest brak zapychania, a niestety wiele tego typu kremów zapychało mnie tragicznie. Tu wręcz miałam wrażenie, że zaskórników mam mniej.
Nie wiem jak w wypadku cery trądzikowej czy dużej skłonności do pryszczy – gdyż takiego problemu od dłuższego czasu nie mam.

Tubka to 75 ml. Większa pojemność zatem niż tradycyjne kremy o pojemności 50 ml.
Opakowanie jest bardzo poręczne, łatwo produkt można z niego wydostać.
Wydajność jest znakomita. Krem starcza na kilka miesięcy.
Nie potrzeba bowiem go dużo aplikować. Wystarczy bardzo mała ilość.

Po kilku miesiącach stosowania w zasadzie ciężko mi znaleźć jakieś wady tego kremu.
Uważam, że z tą cenę naprawdę jest świetnej jakości.
Nie wiem jak sprawdzi się na ekstremalnie odwodnionej czy suchej skórze, bo takiego problemu nie mam – ale ze swojej strony bardzo go polecam.
Z całą pewnością produkt zakupię ponownie.

Używałyście produktów tej marki? Podzielcie się wrażeniami.

Pozdrawiam
Magda

wtorek, 20 grudnia 2011

ENZYMION z LUSH - recenzja. Krem nawilżający do cery tłustej

Nie to żebym była jakąś wielką miłośniczką Lush. Miałam swojego czasu sporo produktów tej marki ale choć kilka naprawdę polubiłam, to wiele innych jest dla mnie mocno przereklamowanych i nie wartych swojej ceny - zwykle dość wysokiej ceny:)
Krem ENZYMION - marka Lush
ENZYMION to mój pierwszy krem do twarzy z Lush. Jak na razie jedyny. Czy go polubiłam? Niezwykle!
Co obiecuje producent?
Twórcy Enzymion podają, że to krem nawilżający do cery tłustej. Ma rozjaśnić skórę twarzy, sprawić by stała się promienna, świeża i wygładzona. Jednocześnie ma zapewnić jej odpowiednie zmatowienie na długi czas. Producent obiecuje, że krem pięknie nawilża skórę i tonizuje ją oraz jest znakomity pod makijaż.
Zawiera enzymy papai, ekstrakt ze świeżych cytryn oraz olejki ze słodkiego grapefruita i limonki.

Czy się z tym zgadzam?
Nigdy nie myślałam, że w zasadzie w 100% mogę przyznać rację obietnicom producenta.
Kremu używam od 2 m-cy. Być może dopiero po skończeniu całego opakowania powinnam zamieścić pełną recenzję ale myślę, że te 2 m-ce to już dobry czas by przekonać się o wartości kosmetyku.
Szczerze powiem, że zakochałam się w tym kremie i go uwielbiam!
Pięknie nawilża skórę, nie ściąga jej, nie podrażnia. Nawilżenie naprawdę długo się utrzymuje i nie znika wraz z wieczornym demakijażem. Jest bardzo trwałe.
Cera ewidentnie jest rozjaśniona i odświeżona. Ja często budzę się rano z bardzo niewyrównanym kolorytem skóry i licznymi zaczerwienieniami - z racji posiadania skóry mocno naczynkowej i płytko unaczynionej. Oczywiście krem nie jest tonujący, nie jest też podkładem:), ale na mojej twarzy wyrównanie lekkie kolorytu i zmniejszenie zaczerwienień jest widoczne. Nie w 100% ale jednak tak, choć krem wcale nie obiecuje, że walczy z rumieniem:)
Z racji, że mam dość nietypową kombinację skóry - naczynkowa + tłusta - dobranie dla mnie kremu jest istnym cudem. Nie mam skóry trądzikowej i rzadko mi wyskakują jakieś duże zmiany na twarzy. Natomiast mam dużą skłonność do zaskórników i zapychania. Mam wrażenie, że mnie w zasadzie zapycha wszystko. Niestety kremy specjalistyczne do skóry typowo z rumieniem itp. problemami - zazwyczaj są albo bardzo bogate w skład co znacząco obciążało moją skórę albo też bardzo tłuste, tak iż przy mojej tłustej skórze - świecenie gwarantowane po 30 min.

Ten krem oprócz naprawdę dobrego nawilżenia świetnie matuje. Nie jest to na szczęście tępy ciężki mat po jakim sprawne nałożenie podkładu jest prawdziwym utrapieniem. Krem nie tworzy skorupy na twarzy, nie zostawia żadnej matującej powłoki ale super wchłania się w skórę i zgodnie z obietnicą producenta absorbuje sebum. Czy mat utrzymuje się długo? Dla mnie naprawdę długo ale nie mogę powiedzieć, że od 6 rano do 22 nie zaświeci Wam się czoło:) Cudów nie ma i najczęściej ratujemy się dodatkowo podkładem, pudrem czy innymi produktami matującymi. Krem jednak stosowałam pod wiele podkładów – płynnych, mineralnych, sypkich czy w kamieniu. Za każdym razem mat zdecydowanie dłużej się trzymał niż przy innych kremach.
Produkt jest znakomity pod makijaż! Utrzymuje go zdecydowanie dłużej na naszej twarzy. Każdy podkład można rozprowadzać po jego aplikacji (kremu) – w zasadzie natychmiast. Nie roluje się, nie tworzy placków, jest świetną bazą pod makijaż i zdecydowanie podkład ładniej na nim wygląda. Mam też wrażenie, że jakby lekko ukrywał rozszerzone pory.
Jest też świetny pod sam puder czy też wtedy gdy akurat makijażu nie nakładamy. Powiem szczerze, że tak podoba mi się moja skóra po aplikacji tego kremu, że odkąd go mam bardzo często decydowałam się na rezygnację z podkładu czy nawet pudru. Czasem nawet nie był potrzebny korektor:) Odkryłam, że z samym kremem moja skóra naprawdę potrafi całkiem dobrze naturalnie się prezentować, choć oczywiście efekt modeli to nie jest:)
Krem ENZYMION - moje zużycie po 2 m-cach
Kolejna zaleta kremu to szybkie wchłanianie. Krem trzymam w lodówce. Rano buzia wręcz pije ten krem mimo, że ja generalnie nie mam problemów z nawilżeniem skóry czy jej suchością. Konsystencja kremu jest dość trudna do opisania. Z całą pewnością jest bardzo lekka. Nie jest tłusta. Przy nakładaniu czuje się jakby spryskiwało się twarz wodą źródlaną, która następnie pięknie integruje się z naszą skórą i ją nawilża. Z racji trzymania w lodówce jest przyjemne uczcie chłodu i orzeźwienie jakie daje także zapach.
Dla mnie ten krem to cudownie obudzenie co rano, a wstawania wczesne jest dla mnie naprawdę ciężkie – szczególnie zimą czy jesienią:)

Właśnie co z zapachem?
Ja naprawdę go bardzo lubię. Dla mnie to połączenie świeżości, rozmarynu z wiejskiego ogródka + cytryny i czegoś jeszcze czego nie potrafię nazwać. Może to ta papaja? Sama nie wiem:) Producent nie mówi nic o rozmarynie ale mi ten krem ewidentnie się z nim kojarzy:)
Z całą pewnością trzeba przyznać, że jest to zapach dość oryginalny, rzadko spotykany i nietuzinkowy. Jest w nim także coś takiego specyficznego dla zapachu produktów Lush w zasadzie z każdej kategorii. Uważam, że nie wszystkim może się on spodobać. Nie jest tradycyjny i pewnie są osoby, które nawet określą go jako śmierdziela:) Ja jednak zawsze lubiłam dość specyficzne zapachy i stąd dla mnie jest on naprawdę cudny.

Z innych rzeczy mogę dodać, że krem świetnie się dozuje z zakręcanego pojemniczka. Choć zdaje sobie sprawę, że nie jest to aplikacja bardzo higieniczna z racji wkładania tam każdego dnia palca:) Jednak opakowanie jest bardzo poręczne, zgrabne i widać przynajmniej ile kosmetyku nam ubyło. Kolejny plus to właśnie wydajność. Używam kremu jak wskazałam od 2 m-cy a zużycie u mnie to 1/3 no może ¼ opakowania. Zresztą zobaczcie na zdjęciu. Stosowałam tylko na dzień, choć myślę, że spokojnie można go także stosować na noc – wtedy jednak szybciej zobaczymy dno:)
Mogę także pokusić się o stwierdzenie, że krem ten spokojnie można używać bez zastosowania toniku. Dla tych co toniku nie używają – oczywiście wiadomość ta jest zbędna, ale dla tej grupy ludzi co toniki kochają (jestem w tej grupie od lat!:)), może być to cenna informacja. Jestem wielką zwolenniczką toników i od dłuższego czasu każdy krem aplikuje na zmoczoną tonikiem twarz (czasem płynem micelarnym). Ma to zbawienny wpływ na moją cerę! Ten krem jednak naprawdę spokojnie zastępuje tonik + krem. Jeśli więc nie użyję toniku nie czuje jakiegoś braku bo twarz jest świetnie tonizowana przez ten krem. Z racji jednak mojej miłości do toników zwykle jakiś tonik pod krem idzie:)
Ogromną dla mnie korzyścią jest też to, że krem nie zapycha. Jak wspomniałam mam do tego ogromną skłonność. Ale z racji jego lekkości nic takiego się nie dzieje. Nie wiem jednak jak krem sprawdzi się na cerze trądzikowej, bardzo młodej lub np. na skórze mocno suchej czy odwodnionej, bo takiej cery nie posiadam. Dla mnie krem poprzez swoje nawilżenie i inne wspomniane plusy - pobija wiele innych dobrych kremów. Do tego mnie nie podrażnił co w przypadku cery skłonnej do rumienia (czyli mój wieki problem!) jest to dość częste.

Jeszcze inne istotne informacje:
- jest to produkt dobry dla vegan
- krem ma 45 g
- jego data ważności to 14 m-cy od daty produkcji podanej na opakowaniu, data upływu ważności także tam widnieje
- opakowanie jest czarne, matowe, plastikowe, wieczko zakręcane, szczelne
- produkt nie ma idealnie białej konsystencji – to taki kolor ecru, zdecydowanie jednak nie widać tego na skórze
- można go dostać poprzez zakupy internetowe w Polsce (Allegro, ebay) lub bezpośrednio kupując na stronie Lush – przesyłka z UK i chyba możliwa też z Niemiec (?); oczywiście można także krem kupić w stacjonarnych sklepach Lush ale poza Polską (UK, Niemcy, Czechy itd.). Niestety zakupy internetowe w Lush tanio nie wychodzą bo firma dość sporo liczy sobie za przesyłkę. Ale być może przy kilku kosmetykach czy połączeniu kilku zamówień jest to sensowne.

Sama kosmetyk kupiłam za £12,50/45g. Było to kilka miesięcy temu kiedy to funt stał po ok. 4,55 PLN. Teraz przy kursie funta blisko 5,40 PLN cena znacząco się podwyższyła. Do tego z tego co się orientowałam krem podrożał o 1 £L Kosztuje zatem teraz £13,50/45g.
Nie jest to krem tani i generalnie długo wahałam się czy go kupić czy nie, ale teraz nie żałuję. Jestem bardzo zadowolona. Choć cena dla mnie nadal jest raczej z tych wysokich i to jest na minus. Pocieszam się jednak tym, że krem jest naprawdę wydajny więc ta kwota rozkłada się na długi czas stosowania. Sama zastanawiam się kiedy ja go skończę:) Z racji jednak ceny wcale mi się nie spieszy a czerpię naprawdę dużą satysfakcję z jego porannego nakładania. To jakby taki świeży pobudzający koktajl dla mojej skóry. Budzi mnie, nawilża a do tego jest świetną bazą pod makijaż – czego chcieć więcej?
No właśnie – jednak niższej ceny!!!:)
Krem ENZYMION - marka Lush
Oprócz ceny minusem jest oczywiście także dostępność w Polsce – czyli w zasadzie brak dostępności czy łatwości w kupieniu go.
Muszę śmiało przyznać, że w ostatnich latach to jeden z lepszych kremów jaki używałam. Ciężko mi wartościować czy najlepszy. Może powiem jak zużyję opakowanie do końca. Mało jednak jest kremów, które spełniają wszystkie obietnice. Jak odkryłam świetny nawilżacz to nie nadaje się pod makijaż. Jak super pod makijaż to znowu nic nie robi i wysusza twarz. Jak nie wysusza to znowu zapycha albo zostawia tłustą powłokę. Ten krem jest naprawdę inny. Kupię na bank ponownie i może też skuszę się na jakiś inny krem z Lush np. na noc. Ale nie będzie to szybciej niż na wiosnę:) Chyba, że z racji wypadu w styczniu do Londynu Lush skusi mnie mocno jakimś innym kremikiemJ Może jednak dla własnego „bezpieczeństwa” w ogóle nie wchodzić do londyńskiego Lush’a?:)

Niestety nie wiem ile kosztuje ten krem na Allegro. Aktualnie go nie widzę ale wiem, że kiedyś dość regularnie tam się pojawiał.

Podsumowując cały wywód to krem gorąco polecam – szczególnie osobom z takim typem skóry jak moja. Czyli tłusta, skłonna do zapychania i naczynkowa + potrzebująca dzień w dzień dużej dawki energii, szybkiego obudzenia i świeżości oraz zdecydowanie rozjaśnienia:)

Dla zainteresowanych jeszcze skład:
Fresh Organic Lemon Infusion (Citrus limonum), Organic Aloe Vera Gel (Aloe barbadensis), Cocoa Butter (Theobroma cacao), Stearic Acid, Freshly Juiced Papaya (Carica papaya), Cold Pressed Organic Avocado Oil (Persea gratissima), Glycerine, Triethanolamine, Freshly Juiced Organic Lemon (Citrus limonum), Cold Pressed Organic Evening Primrose Oil (Oenothera biennis), Cold Pressed Wheatgerm Oil (Triticum vulgare), Tangerine Oil (Citrus reticulata), Lime Oil (Citrus aurantifolia), Cetearyl Alcohol, Limonene, Perfume, Methylparaben, Propylparaben.

A może ktoś z Was miał/ma ten krem? Jak wrażenia? Podobne, odmienne? Chętnie posłucham co Wy na jego temat myślicie a może zastanawiacie się – Kupić, nie kupić?