Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 maja 2016

Denko. 10 wykończonych produktów pielęgnacyjnych i opinie o nich.


1. Bioderma Photoderm AR 50+ Natural Colour.
Mój ukochany filtr do twarzy. Stosuje od kilku lat. Zużyłam wiele opakowań. Zdecydowane KWC. Zdradzałam go na rzecz innych, ale nadal on jest nr 1. Bardzo polecam szczególnie dla cer naczyniowych, skłonnych do rumienia. Wysoki filtr, który nie bieli, nie jest tłusty i nie powoduje nadmiernego świecenia. Spokojnie zastępuje podkład. Ma działanie tonujące. Ujednolica koloryt skóry. Dzięki lekkiemu beżowemu zabarwieniu, kryje drobne niedoskonałości. Z tego co kojarzę występuje w 2 odcieniach. Skóra z nim wygląda na wypoczętą, świeżą, zadbaną. Znakomity na upały. Uniwersalny. W czasie wysokich temperatur, kiedy pełen makeup jest dla mnie udręką, aplikuje ten filtr, lekki puder, tusz do rzęs i wychodzę z domu. Nie potrzebuję niczego innego by czuć się komfortowo. Nie jest najtańszy, ale wydajny. Nie zapycha, nie podrażnia, łatwo się aplikuje i dobrze nawilża. Stały element w mojej kosmetyczce nie tylko latem. Każdą wiosnę i zdradzieckie o tej porze pierwsze słońce, witam właśnie z nim.

2. Alverde Lippen Balsam Wanilia i Mandarynka Pomadka ochronna do ust.
Szkoda, że się skończyła. Wysoka jakość. Cudownie nawilża i natłuszcza usta na długo, nadając im ładny połysk. Ma w sobie całą masę olejków i to czuć. Stosując ją, nie miałam w ogóle problemu z przesuszeniem. Pielęgnuje, chroni, pięknie pachnie. Jedna z lepszych jakie używałam. Jedynym minusem jest brak dostępności w Polsce i fakt, że noszona latem w torebce może łatwo się rozpuszczać. Jeśli będziecie w drogerii DM, polecam wrzucić do koszyka. Nie jest droga, a działa cuda.


3. Orientana Balsam do ust Imbir i Trawa Cytrynowa.
Kolejny godny polecenia produkt do ust. Naturalny, wydajny, o cudownej woni. Właściwie same olejki wspaniale rozpuszczające się na skórze warg. Nawilża na długo, koi, łagodzi. Tworzy przyjemną ochronną poświatę z ładnym błyskiem. Perfekcyjnie wygładza. Jego stosowanie to czysta przyjemność.

4. Vianek Nawilżający krem pod oczu z ekstraktem z lnu. 
Miałam tylko próbkę. Starczyła mi na dwa razy. Przyjemny krem. Nie podrażnił mnie, co w kremach pod oczy nie jest u mnie częste. Ładnie nawilża i wygładza. Szybko się wchłania. Raczej z tych lekkich. Jednak za wiele powiedzieć o nim nie mogę. Chętnie przetestowałabym przynajmniej jeszcze 2-3 takie próbki, by wyrazić pełniejszą opinię.


5. Murier C-Shot Vitamin C Krem rozświetlający na noc.
Dostałam do testów. Mam co do niego mieszane uczucia. Nie jest to krem zły, ale już tak mam, że jak kosmetyk kosztuje ponad 100 PLN (jego cena to ok. 120 PLN/50 ml) moje wymagania znacząco rosną. Pięknie rozświetla. To mu przyznaje. Skóra jest świeża, promienna, dobrze nawilżona. Szybko się wchłania i ładnie pachnie. Niby wszystko ok, ale brakuje mi jakiegoś "wow". Producent obiecuje wygładzenie zmarszczek i stopniowe ich znikanie. Tego nie dostrzegłam. Może po kilku tubkach... Nie napina skóry, nie ujędrnia. Wg mnie nie chroni przed czynnikami zewnętrznymi jak to mówi opis na opakowaniu. Mam też przypuszczenia, że lekko mnie zapchał. Kiedy używałam każdego wieczoru liczba zaskórników rosła. Potem aplikowałam 2-3 razy w tygodniu i było ok. Sprawdził się na szyję i dekolt. Ładnie po nim się prezentowały. Jeśli szukacie pięknego rozświetlenia, wasza skóra nie jest wysoce wymagająca i cena nie jest dla was żadnym problemem, to polecam. Więcej o produkcie na stronie marki >>.

6. Joanna Oleje Świata Olejek do twarzy i ciała z olejkiem arganowym.
Otrzymałam od marki. Nieduża poręczna buteleczka. Uniwersalny, wydajny. Można stosować do twarzy, na całe ciało, do włosów, dłoni, stóp. Na buzię nie aplikowałam, ale lubiłam dodawać do kąpieli lub smarować ciało i dłonie na noc. Nie tłuści przesadnie, dobrze się wchłania. Lekko rozświetla. Skutecznie nawilża. Super po depilacji nóg. Pięknie łagodzi wszelkie podrażnienia. Jak na tani produkt drogeryjny (ok. 9 PLN/100 ml) ma całkiem dobry skład. Niestety olejek arganowy jest w nim daleko, za to wyżej występują inne oleje. Woń słodko-kadzidłowa. Niemdląca, wyważona. Czytałam, że sporo osób stosuje ten kosmetyk na włosy i widzi tu świetne działanie. Z tej serii Oleje Świata mam jeszcze 2 inne olejki i chętnie wypróbuje je w ten sposób.


7. Cetaphil Łagodna emulsja do mycia twarzy.
Wyborna dla wrażliwców. Kompletnie bez zapachu. Pozbawiona ulepszaczy, zapychaczy innych niepotrzebnych dodatków. Polecana dla atopowców, po zabiegach dermatologicznych, chirurgicznych itp. Niezwykle łagodna. Koi, wycisza, nawilża. Nie wymaga użycia wody. Starcza na wieki. Producent informuje, że zmywa świetnie makijaż. Lekki tak. Z cięższym podkładem sobie nie radzi. Jeśli jednak wcześniej dokonujemy demakijażu np. micelem - jest bardzo ok. Nadaje się również do oczu. Zero podrażnienia. W przypadku mocnych mascar niestety kapituluje. Dla mnie kosmetyk rewelacyjny do stosowania rano. Twarz jest po nim miękka, przyjemna w dotyku, gładka. Zero ściągnięcia. Można stosować emulsję samą lub z wodą. Nie pieni się, ale bardzo przyjemnie stosuje. 

8. Isana Deo Roll-on Clear&Fresh.
Wydaje mi się, że kiedyś kulki Isany były skuteczniejsze. Po zmianie szaty graficznej, jakość osłabła. Nie jest źle, ale było lepiej. Ta wersja nie brudzi ubrań, a dla mnie to priorytet. Pachnie prawie niewyczuwalnie. Chroni ok, ale czuję, że latem przegra z wysokimi temperaturami. Zimą wystarczała. Kosmetyk za grosze, a do tego zdaje się nigdy nie kończyć mimo codziennego stosowania. Bardzo ekonomiczny.


9. Fa Floral Protect Antiperspirant.
Stosuje głównie kulki. Ale lubię mieć dodatkowo zawsze w łazience jakiś dezodorant w spray'u. Ten był ok. Nie jakieś cudo, ale całkiem w porządku. Trudno mi powiedzieć, czy sprawdzi się latem. W chłodniejsze dni dawał radę. Duży plus za brak podrażnienia, szybkie wchłanianie, wydajność i fakt, że nie brudzi ubrań. Zapach łągodny, przyjemny. Cena ok.

10. Marion Różowa Glinka Wygładzająca maseczka do cery wrażliwej i naczyniowej.
Lubię. Miałam kilka opakowań. Świetnie łagodzi i wycisza naczynka. Rozjaśnia twarz i niweluje zaczerwienienia. Dodatkowo wygładza i nawilża. Skóra po niej jest uspokojona i taka....błoga:) Polski, tani i skuteczny produkt. Polecam.


Dajcie znać, czy znacie te produkty i co o nich myślicie?

środa, 13 kwietnia 2016

Denko kolorówki i zapachów. Korres, Maybelline, Eveline, Rival de Loop, Wibo, Inglot, L'Oréal, Nyc Cosmetics, Lolita Lempicka, Nicole Cosmetics.

Kolorówka i perfumy zawsze zużywają się powoli. Udało mi się "zdenkować" kilka kosmetyków z tych kategorii i dziś je recenzuje. 


Kupiłam za grosze na Truskawce. To było wieki temu. Najpierw mi się nie spodobał. Kolor bardzo ok, typowo jasno beżowy, chłodny, bez żadnych domieszek różu czy żółci. Trafiony. Uniwersalny. Niestety był widoczny na skórze i słabo kooperował z moim ówczesnym podkładem. Puderniczkę odłożyłam na kilka m-cy do szuflady. Po czasie zupełnie zmieniłam zdanie. Pewnym produktom warto dawać drugą szansę. Nie wiem czy to kwestia innego fluidu, kremu, pogody czy stanu mojej cery, ale przerwa dobrze pudrowi zrobiła. Okazał się dawać bardzo długotrwały mat. Cera zyskiwała ładne wykończenie i rozjaśnienie. Kamuflował widoczność porów, nie wchodził w zmarszczki, nie był widoczny, ujednolicał koloryt. Świetnie również wyglądał zaaplikowany na czystą skórę. Starczył na wieki i z żalem go wykańczałam. Plus również za solidne opakowanie z lusterkiem. Obecnie jest w czarnym pudełeczku. Zdecydowanie polecam! Jeden z lepszych jakie testowałam.


Inglot Pressed Powder.
Daaaaawny zakup. Dobierany z konsultantką w salonie Inglot. Jako puder na całą twarz - porażka. Stanowczo za ciemny i na dodatek z drobinkami, co dostrzegłam dopiero w domu. Osoba mi go polecająca wykazała się totalnym brakiem wiedzy i profesjonalizmu. Ja sama jeszcze wtedy miałam małe pojęcie o makijażu. Zużywałam jako bronzer w czasie lata do ocieplania twarzy i dekoltu oraz na większe wieczorne wyjścia w ciągu całego roku. Trwało to wieki, ale udało się niczego nie zmarnować. Koloru i dokładnej nazwy kosmetyku nie pamiętam, wszystko z tyłu się starło. Serii pewnie i tak już nie ma. Puder mimo, iż był w kamieniu, mocno się osypywał podczas nakładania. Nie był też trwały i potrafił tworzyć placki. Może niesłusznie, ale przez niego zraziłam się do pudrów Inglota i omijam je z daleka.

Rival de Loop Hydro Roll-on pod oczy z korektorem.
Nie spodziewałam się po nim za dużo, mimo to jestem rozczarowana. Lekki, nie robiący krzywdy, ale nie czyniący też za wiele. Nie mam dużych problemów z sińcami pod oczami, dlatego nie potrzebuje mocno kryjących korektorów. Ten miał być produktem na lato. Odrobinę zdejmuje z okolic oczu zmęczenie, chłodzi, ale kryje słabo, prawie wcale. Nie rozjaśnia. Mało komfortowo i nierównomiernie się rozprowadza. Potrafi tworzyć smugi. Jest bardzo rzadki jak woda i brzydko pachnie. Dawałam mu wiele szans, robiłam przerwy, wracałam i niestety nie podołał. W końcu minął termin ważności i poszedł do śmieci. Tani, ale nie warto wydawać na niego nawet najdrobniejszej sumy.


NYC Smooth Skin Bronzing Face Powder 720A Sunny.
Uwielbiam od lat. Znakomity. Jeden z najlepszych bronzerów jaki używałam. Zdecydowanie w pierwszej trójce. Szkoda, że niedostępny w Polsce. Idealnie się rozprowadza. Tworzy na skórze piękną poświatę. Nie znika, nie robi plam, jest naturalny, satynowy, bez żadnych drobinek. Twarz z nim wygląda na wypoczętą, zrelaksowaną, lekko muśniętą słońcem. Mało który bronzer daje na mojej jasnej karnacji z piegami i silnym rumieniem, tak pożądany efekt. Miękko się nakłada, a przy tym kompletnie nie pyli. Zdaje się nigdy nie kończyć. Lekkie opakowanie z lusterkiem można zabrać wszędzie. W USA jest tani i powszechnie dostępny. Kupiłam go tam na wakacjach. Wiem, że dostaniecie go również z Irlandii i być może w UK, ale tego nie jestem pewna. Pełen jego opis i zdjęcia znajdziecie w notce z ulubieńcami maja'14. Jeśli kiedyś uda mi się go dorwać, od razu biorę zapas kilku by starczył do emerytury:)


Polubiłam. Zmieniałam z innymi woniami, ale szczególnie latem i wiosną chętnie sięgałam po ten flakon. Klasyka perfum. Niby słodkie, a jednak orzeźwiające. Posiadają nietuzinkowe opakowanie nadgryzionego jabłka. Kojarzą się z zakazaną miłością, grzesznym uczuciem, czymś wymarzonym i niedościgłym. Pierwsze skrzypce gra tu fiołek, potem wyczuwany jest anyż, piżmo, migdał... To nie są moje ukochane perfumy, ale cieszę się, że je miałam. Miło wspominam. Warto powąchać zapach w perfumerii.

Nicole Cosmetics Woda toaletowa.
Dostałam ten flakon do testów, ale nie jestem zachwycona. Bardzo nietrwała woń. Na moim ciele w ogóle się nie utrzymywała. Ile by człowiek się nie spryskał, po godzinie efektów brak. Duża dawka alkoholu. Podczas aplikacji, aż raziło to w nos i oczy. Opakowanie mocno średnie. Ciężkie, nieeleganckie, kompletnie nie pasujące do perfum czy wody toaletowej. Nie będę udawać, że była ok i namawiać do zakupu. Znam sporo tanich, dużo trwalszych  i lepszych jakościowo wód toaletowych.


Przez lata zużyłam kilka opakowań. Tusz, który nigdy nie zawodzi. Lubię jego szczotkę, nasyconą czerń, szybką aplikację. Ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Nie skleja ich. Efekt można stopniować nawet kilkoma warstwami. Nie rozmasuje się, nie kruszy. Żadna maskara nie starcza mi na tak długo jak ta. Lubię ją, ponieważ od pierwszego do ostatniego użycia zachowuje się tak samo dobrze i nie zmienia swoich właściwości. Regularnie do niej wracam. Często bywa na promocjach. Jeszcze nie raz znajdzie się w mojej toaletce. Żółte opakowanie pozwala szybko znaleźć kosmetyk w kobiecej torebce czy kosmetyczce, a przyznacie panie, że czasem to nie lada wyzwanie:)

Wibo Boom Boom Mascara.
Polecało ją wiele blogerek i youtuberek. Daje dramatyczne, wyraziste oko. Efekt na serio - WOW. Wysoki poziom wydłużenia i pogrubienia, piękne rozdzielenie. Przy moich naturalnie długich włoskach - wręcz widok sztucznych rzęs. Niestety wszystkie te plusy zniszczone zostają przez fakt, że błyskawicznie się rozmazuje i kruszy. 2 h i czerń migruje pod oko, nad oko, obok....wszędzie! Po dłuższym czasie sypie się jak szalona. Miało to miejsce podczas suchych dni. W deszczu, upale - panda gwarantowana w 20 minut. Kupiłam na promocji za około 5-6 PLN, nie mogę zatem marudzić, ale mimo wszystko nie daje jej swojej rekomendacji. Dla mnie podstawą jest, że maskara ma się trzymać cały dzień. Ja żyję, pracuję, spotykam ludzi, bawię się, wykonuje szereg różnych obowiązków, a nie spędzam dnia na oglądaniu swojej twarzy w lusterku puderniczki i poprawianiu makijażu co pół godziny. Litości!


L'Oréal Paris Colour Riche Lip Balm w kolorze 818 Nourishing Nude.
Żal się rozstawać. Wyborne masełko do ust o pięknym kolorze. Znakomite nawilżenie, delikatny połysk, błyskawiczna aplikacja. Odcień "lepszych" moich ust. Zdecydowane KWC. Używałam praktycznie każdego dnia i nigdy mnie nie zawiódł. Jeden z ukochanych produktów do ust. Nabyłam w Stanach. W Polsce chyba ta wersja nie do kupienia. Może poszukam online. To jeden z tych kosmetyków, który chce mieć zawsze w torebce i stale kupować. Pierwszy raz o nim wspomniałam w poście z ulubieńcami lipca'13.

Od ponad 2 lat stale używam pod tusz. Stał się moim niezbędnikiem. Nawilża, odżywia, uelastycznia włoski. Lekko je zagęszcza. Jest idealną bazą pod maskarę. Każda wygląda na niej lepiej. Rzęsy są dłuższe, rewelacyjnie rozdzielone, gęstsze, zero grudek. Tusz jest trwalszy. Stale kupuje. Obecnie używam nowszej wersji tego serum/bazy 5 w 1, ale wydaje mi się, że nie ma między nimi jakiejś znaczącej różnicy. Więcej o tym serum napisałam w poście z lutego'14. Zapraszam do zajrzenia >>.


Dajcie znać, czy znacie te kosmetyki i jakie macie o nich zdanie? 

piątek, 13 listopada 2015

Denko kosmetyczne. Recenzje 20 produktów pielęgnacyjnych. Evrēe, Fa, Sylveco, Pharmaceris T, Sanex, Lush, Verona, Isana, Avene, Floslek, Alverde, Perfecta...

Większość świetna. Jest jednak kilka wpadek. Chętnie dowiem się, czy znacie te produkty i co o nich myślicie?


Znakomity kosmetyk. Nie spodziewałam się, że krem kupiony na promocji za około 6 PLN, może okazać się tak wyśmienity. Pielęgnuje, odżywia, długotrwale nawilża. Skóra dłoni staje się miękka, gładka, przyjemna w dotyku. Bardzo porządny krem. Do tego tani i wydajny. Gęsty, ale wchłania się szybko. Zero lepkości, tłustej warstwy itp. Na zimę - ideał. Przyjemny zapach. Same plusy. Nawet przy bardzo zniszczonych dłoniach, migiem je regeneruje i ochrania przed czynnikami zewnętrznymi. Dobry skład, łatwa dostępność. Nie znajduje minusów. Z całą pewnością sięgnę po inne wersje. Ulubieniec ostatnich miesięcy. 

Prawie dwa lata temu używałam i sięgnęłam ponownie. Lubię i jak widać wracam. Znalazł się w ulubieńcach stycznia 2013, gdzie więcej o nim poczytacie. Delikatny i skuteczny, niesamowicie wydajny. Pięknie pachnie rumiankami i ma dobry skład. Można spokojnie nim myć oczy. Zmywa świetnie cały makijaż. 


To również powrót. Jeden z ulubionych żeli pod prysznic. Moja 2 lub 3 butelka. Przepiękny zapach i dużo olejków w składzie. Kąpiel z nim do czysta przyjemność. Nawilża i lekko natłuszcza ciało. Zero wysuszenia. W połączeniu z wodą tworzy na skórze cudowny myjący krem. Kocham. Opisałam go szczegółowo w ulubieńcach maja 2014. Zajrzyjcie, proszę.

Warta zakupu. Nieziemski zapach, super działanie. Włosy po niej rozczesują się błyskawicznie. Są gładkie, lśniące, zdyscyplinowane. Świetnie radzi sobie z moją skłonnością do puszenia się fryzury. Musiałam jednak aplikować odżywki niewiele. Gdy przesadziłam, szybciej kosmyki stawały się tłuste. Być może dlatego, że produkt dedykowany jest włosom suchym i zniszczonym. Ja takich nie mam. Dlatego minimalna ilość jest dla mnie wystarczająca. Bardzo ją polubiłam i szczerze polecam.


Teraz będzie konstrowersyjnie. Ten micel jest niezwykle wychwalany. To nie jest zły produkt, ale mnie nie ujął. Zmywa twarz dobrze, ale nierewelacyjnie. Z prostym makijażem oczu (bez eyelinera - mam makijaż permamentny) radził sobie słabo. Musiałam poprawiać Biodermą. Nie jest wydajny. Lekko się pieni, co mnie okrutnie denerwuje. Na domiar złego śmierdzi starą PRL-owską apteką. Znam doskonale ten zapach, gdyż jako dziecko wiele godzin spędzałam w takiej aptece, gdzie pracowała moja babcia. Do tej woni można się z czasem przyzwyczaić, ale to nie jest nic przyjemnego. Walorem jest fakt, że kompletnie nie podrażnia, jest łagodny, dodatkowo koi i nawilża, ma dobry skład. Bioderma nadal jednak zostaje moim nr 1. Ponownego zakupu Sylveco nie będzie.

Polecam gorąco. Świetnie oczyszcza. Pozwala trzymać cerę w ryzach. Łagodnie złuszcza i niweluje część zaskórników. Już po tygodniu widziałam na mojej twarzy rozjaśnienie, mniejsze wydzielanie sebum, czułam także przyjemną gładkość. Rekomenduje go nie tylko osobom, które borykają się z trądzikiem czy cerą tłustą. Każda skóra, nawet sucha, ulega zanieczyszczeniom i ma od czasu do czasu krostki, wypryski. Ten płyn szybko je niweluje, przyspiesza też gojenie ran, zadrapań itp. Kwas migdałowy działa cuda, do tego jest bezpieczny. Świetny wstęp do zastosowania mocniejszych kwasów lub ich uzupełnienie. 2% to niewiele, ale na początek będzie dobrym wyborem. Dodatkowym plusem jest to, że nadaje się do nawet najbardziej wrażliwych cer np. naczyniowych. Może też być używany w upały. To rodzaj kwasu, który nie wchodzi w reakcje ze słońcem. Razem z kremem 5% lub 10% z tej serii tworzy świetny duet. Będzie kolejna butelka.

7. Neutral Szampon przeciwłupieżowy.
Nie mam łupieżu i w tej kwestii wypowiedzieć się nie mogę o działaniu tego szamponu. Natomiast będę go wychwalać za świetny poziom oczyszczenia. Włosy po nim były niezwykle sypkie, długo świeże. Kompletnie bezzapachowy, może spodobać się mężczyzną. Duża wydajność i całkiem dobry skład. Jeszcze do niego wrócę.

Rozczarował. Zbiera dobre opinie. Kupiłam na promocji, ale nie zdał egzaminu w upały. Pewnie zimą przeszedł by test pozytywnie, ale źle trafił. Powyżej 30 stopni wymiękł. Ogólnie coś mi w nim nie grało. Nie czułam się z nim super komfortowo. Nawet gdy temperatury spadły poniżej 20 stopni. Niewydajny. Dziwny jakiś. Znam tańsze i dużo lepsze.


Zużyłam dwa te szampony. Pokazuje metalowe opakowanie, gdyż kostki znikły podczas mycia, wiadomo.
Lawendowo-rozmarynowy, dobrze oczyszczający. Przeznaczony głównie do szybko przetłuszczającej się skóry głowy. Relaksuje, wybornie pachnie, czyści na błysk. Włosy są puszyste, lśniące, zdrowe. Efekt znakomity. Ze względu jednak na silne działanie oczyszczające, nie polecam do częstego używania. Można przedobrzyć. Zdaje się nigdy nie kończyć. Wydajność ogromna. Daje gęstą pianę. Doborowy na wyjazdy. Zajmuje mało miejsca i prawie nic nie waży. Nie ma obawy, że nam się wyleje w bagażu. Nie mogę tego powiedzieć na 100%, ale wydaje mi się, że nie będzie odpowiedni dla włosów farbowanych. Może przyspieszać wypłukiwanie farby. Aktualnie mam włosy naturalne i dla mnie nie było z tym problemu, ale słyszałam takie głosy i skłaniam się ku temu, że mogą być słuszne.

10. Lush Ultimate Shine Nabłyszczający szampon w kostce.
Nie wiedziałam, że szampon może nadawać tak piękny połysk. Włosy lśnią, efektownie odbijają światło. Wyglądają na zdrowsze. Jak z reklamy. Serio, serio. Ma drobinki brokatu, ale są one bardzo dobrze zmielone. O dyskotekowej kuli zamiat głowy nie może być mowy. Widok błyskawiczny i porządany przed ważnym wyjściem, imprezą. Podobnie jak powyższa kostka, starcza na długo i sprawdzi się w podróży. Szerszego działania nie zauważyłam. Niestety może przetłuścić kosmyki. Szybciej po nim myłam głowę, niż po innych. Mimo wszystko polubiłam i chętnie aplikowałam raz na jakiś czas. Szukałam go na brytyjskiej stronie Lush'a i nie znalazłam. Chyba nie jest już dostępny.

11. Oriflame Hand Treatment Mask Maska do dłoni.
W ciągu kilku lat zużyłam kilka opakowań. Nie wiem nawet czy nadal jest w sprzedaży. Jestem zakochana w tym zapachu. Cudnie migdałowy. Używałam na noc jako krem lub grubszą warstwę jako maska. Kładziesz to przed snem, a rano budzisz się z dłońmi księżniczki. Delikatne, gładkie, niesamowicie nawilżone. Aż chce się je w koło dotykać. Starcza na wiele miesięcy. Relaksacyjna i dobrze pielęgnująca. Faworyt od lat w pielęgnacji dłoni. Lubię również tradycyjne kremy w tubkach z tej serii. 


Wszystko by było ok, ale czy to musi tak śmierdzieć? Dostałam na spotkaniu blogerów urodowych w Jastrzebiej Górze. Kosmetyk nowy, świeży, prosto od producenta. Poza tym to nowość i nie mógł stać na półce sklepowej milion lat świetlnych. Woń jest okrutna. To jakby zebrać 30 par brudnych skarpet noszonych cały dzień przez pracowniów fizycznych. Wrzucić je do wody i zagotować, a następnie powstały "wywar" schłodzić. Dramat. Za każdym razem to czułam i w miarę upływu czasu mój nos w ogóle się nie przyzwyczajał. Poza tym dużym minusem, dobrze zmywa twarz i oczy. Nie podrażnia. Odrobine się lepi, ale można to przeboleć. Ujędrnienia nie zauważyłam. Nie wysusza, lekko koi, rozjaśnia. Ale ze względu na skarpety...powtórki u mnie nie doczeka.

13. Isana Rasier Schaum Pfirsich Brzoskwiniowa Pianka do golenia dla kobiet.
Koszmar. Trafiła kiedyś w poście do totalnych bubli. Była swego czasu na nią moda. Wszyscy się zachwycali. Dla mnie to jakieś nieporozumienie. Zapach sztuczny, chemiczny, odpychający. Wydajna niezwykle i tania, ale do bani. Wychodzi gęsta piana, a po 2 sekundach na nogach znika. Wcale nie ułatwia golenia. Każdy zwykły żel pod prysznic robi to lepiej. Nie nawilża, nie koi. Zero działania. Męczyłam się z nią. Trafiła w róg szafki, potem w czasie porządków okazała się przeterminowana i skończyła w koszu.

Stosuje od nastu lat. KWC. Niepamiętam ile zużyłam butelek. Ale zapewne ponad 15. Nie znam lepszej. Dla mnie niezbędnik przez cały rok. Uniwersalna. Docenią ją głównie osoby z często "płonącymi" policzkami, wrażliwcy i naczyniowcy. Trafiła do ulubieńców lipca 2013, gdzie szerzej omawiam moją miłość do niej i zastosowanie. Zajrzyjcie koniecznie.


Recenzowałam ją w notce z 2012. Zdanie pozostaje niezmienne. Bardzo dobra polska maseczka do cery naczyniowej. Skuteczna, tania, spełnia większość obietnic producenta. Błyskawicznie łagodzi i zdejmuje z twarzy zaczerwienienie. Mało co koi tak jak ona. Nawilża, rozjaśnia. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia naczynka i zapobiega ich pękaniu. Stale wracam do tego kosmetyku i niezmiennie cenię.

Na przestrzeni lat był kilkakrotnie w moich denkach. Lubię go mieć. Starcza mi na wiele miesięcy. Nie używam każdego dnia, ale kiedy czuję, że moje włosy są matowe, bez wyrazu, (nawet zaraz po umyciu) to sięgam po ten nabłyszczacz. Kilka pryśnięć z daleka wystarczy by fryzura zyskała nową jakość. Nie obciąża, nie tłuści. Dobry na ważne wyjścia, imprezy. Tani i sprawdzony. 

17. Alverde Lotion do ciała z mango.
Dostałam w prezencie. Uwielbiam mango, ale to nawet koło tego owocu nie stało. Dziwny zapach. Raczej odpychający. Sam lotion dobrze się wchłaniał, ale na tym zalet koniec. Nie nawilżał, nie wygładzał, nie ujędrniał. Zero rezultatów. Pozostawiłał skórę lepką, jakbyśmy się wysmarowali kurzym białkiem. Blee... Dawałam kilka razy szansę i skapitulowałam. Lubię kosmetyki tej marki, ale to niestety bubel. Minął termin ważności i butelka poszła do śmieci.


18. Naturalny olejek z drzewa herbacianego.
Must have. Zawsze w moim domu. Cudo na wypryski, krostki, zaskórniki. Można stosować samego, również z maseczkami, żelami myjącymi, tonikami. Nie raz w moich denkach. Szczegółowa recenzja w poście z 2012 roku

19. Tami Bawełniane chusteczki higieniczno-kosmetyczne.
Nabyłam skuszona wieloma zachwytami blogerek i youtuberek. Spróbowałam małe podręczne opakowanie do testów. Miały świetnie zmywać maseczki glinkowe, służyć do wycierania twarzy po umyciu itp. Dla mnie bardzo słabe. Szybko się rwą. Do maseczek totalnie się nie nadają. Owszem bardzo miękkie, delikatne, przyjemne, ale za cienkie i za słabe. Trzeba użyć minimum 2 szt. na raz. Niewydajne i przez to nieekonomiczne. Znam lepsze o niebo i wkrótce Wam je zaprezentuje. 

Perfecta produkuje dobre jakościowo maski. Ta także trzyma poziom. Daje rozświetlenie, piękny zdrowy połysk, rozjaśnienie i nawilżenie. Dobra przed ważnym wyjsciem, gdy cierpimy na zmęczenie lub na twarzy pojawiła się szarość. Godna uwagi. 


Mam nadzieję, że post okazał się dla Was przydatny i będziecie wiedzieć po co sięgać, a co omijać z daleka:)

Uściski!

wtorek, 13 października 2015

Denko z ostatnich miesięcy. Część II: Hity i kosmetyki, które polubiłam.

Kilka dni temu było denko przeciętniaków i rozczarowań. Dziś druga część z produktami jakie polecam i cenię.


1. Najel Aleppo Liquid Soap Mydło Aleppo w płynie.
Oliwkowo-laurowe czarne mydło w płynie. Kupiłam w sklepie triny.pl na tygodniowy urlop w lipcu. Postanowiłam zabrać jeden produkt do mycia twarzy, ciała i włosów. Okazał się znakomity. Miałam już kiedyś tego typu mydło w kostce i bardzo sobie chwaliłam, Teraz wybrałam taką formę ze względu na praktyczność podczas wyjazdu. Świetnie myje. Nie wysusza. Jest kosmetykiem naturalnym i odpowiednim dla najbardziej wrażliwej skóry. Nie pachnie jakoś wybitnie, ale dla mnie ta woń jest w porządku. Świetnie zmywa twarz, ale trzeba uważać by nie dostał się do oczu, gdyż wtedy szczypanie murowane. Traktowałam go także jako szampon. Oczyszcza skórę głowy rewelacyjnie. Włosy mniej się przetłuszczają, są puszyste i lśniące. Minusem jest słabe rozczesywanie. Odżywka niezbędna. Jedna butla zastąpiła mi trzy inne i to było udane rozwiązanie. Z całą pewnością kupię ponownie.

2. Nivea Double Effect Shower&Shave Żel pod prysznic ułatwiający golenie.
Stosuje od lat. Najlepszy produkt do golenia pod prysznicem. Uwielbiam go za wszystko. Konsystencję, cudowny zapach, nawilżenie, wydajność. Niestety od długiego czasu w Polsce już niedostępny. Jak tylko mogę kupuję za granicą. Osobny post na jego temat znajdziecie tu <KLIK>.

3. Alverde Dusch-Peeling Zitrone Rosmarin. Myjący peeling o zapachu cytryny i rozmarynu.
Tęsknię za tym kosmetykiem. Zużyłam 2-3 opakowania. Z tego co wiem został wycofany z drogerii DM. Miał niesamowity orzeźwiający zapach. Unikatowy, przepiękny. Dobrze peelingował. Z tej serii używałam też olejku do ciała. Cudo!


4. Ziaja Wazelina biała kosmetyczna.
Niezbędnik w moim domu od zawsze. Wielokrotnie uratowała mi życie. Zawsze kupuje właśnie "ziajkową". Najlepiej się u mnie sprawdza. Ma szerokie zastosowanie. Świetna na usta, przesuszone skórki wokół paznokci, rany na stopach, odciski itp. Wkrótce na blogu opublikuje osobny post o tym, jak jeszcze wykorzystuje ten produkt za grosze?

5. Barwa Siarkowa Mydło siarkowe w kostce.
Używałam do mycia całego ciała. Nie za każdym prysznicem, ale mniej więcej 2-3 razy na tydzień. Polecam. Dobrze oczyszcza skórę i szczególnie podczas upałów latem miałam wrażenie, że lepiej ją domywa z potu, brudu, wszelkich bakterii. Warto raz na jakiś czas użyć takiej kostki antybaketryjnej zamiast tradycyjnych żeli. Sprawdziła się również do mycia twarzy. Nie mam trądziku, ale cerę skłonną do przetłuszczania, a ten produkt świetnie radzi sobie z sebum. Bałam się wysuszenia. Ale nic takiego nie miało miejsca. Używałam wieczorem co drugi dzień. Tania, wydajna, skuteczna. Pozwala utrzymać cerę w ryzach. Pewnie za jakiś czas kupię drugą sztukę.


6. Herba Studio Balsam do paznokci 2x5.
Któreś z kolei opakowanie. Znam od lat i często robię sobię nim kurację. Polski produkt o świetnym składzie i dobrej cenie, a do tego boskim działaniu. Wybiela pięknie płytkę paznokcia, wzmacnia ją, nawilża, nadaje połysk. Działa o wiele lepiej niż tradycyjne odżywki w formie lakieru. Dodatkowo pielęgnuje skórki. Zdecydowane KWC. Na stronie marki znajdziecie więcej informacji na jego temat <KLIK>.

7. Ilua Krem nr 01 i 02 (na dzień i na noc): Piękność dnia i Lady in Red. Próbki.
Dostałam je na spotkaniu blogerskim w Jastrzębiej Górze. Tam pierwszy raz zetknęłam się z tą marką. Jej kosmetyki są wykonywane pod indywidualne zamówienie. W 100% naturalne. Nie znajdziecie ich w drogeriach. Krem na dzień i na noc zachwyciły mnie. To zupełnie inna jakość. Małe próbki straczyły na wiele dni codziennego stosowania. Drogie, ale baaaardzo wydajne. Kusi mnie zakup kremu na noc. Moja cera po nim była promienna, świetnie nawilżona, pełna energii, wygładzona....Same ochy i achy:) Na razie przed shopingiem powstrzymuje mnie cena, ale może po wykończeniu zapasów, zrobię sobię taki prezent w postaci pełnowymiarowego opakowania.


8. Dermo Pharma+ Złuszczająca maseczka na stopy S.O.S.
Jak pisałam w ostatnim poście, najlepsze dla mnie tego typu są skarpetki bezpośrednio kupowane w Korei z Tony Moly. Używam od lat i uwielbiam.  Pierwsza próba polskiego produktu tego typu od L'Biotica nie była udana. Te natomiast okazały się bardzo dobre. Złuszczanie po nich następowało sprawnie i skutecznie. 

9. Fuss Wohl Masło do stóp.
Bardzo dobry kosmetyk do stóp. Używałam grubszą warstwą jako maska, ale też jako codzienny krem na noc. Cena, wydajność, jakość - wszystko na plus. Ładnie zmiękcza naskórek, natłuszcza, nawilża i koi różne podrażnienia. Nie każdemu może spodobać się dość silny zapach. Mi nie przeszkadzał.


10. Soap&Glory Rich & Foamous Body Wash.
Niezwykle przyjemny żel pod prysznic. Kolejny tej firmy, który przypadł mi do gustu. Bardzo kremowy, o pięknym zapachu, relaksacyjny i wydajny. Duża butla z pompką to kolejny walor. 

11. Luksja Care Pro Revive Pomegranate & Maracuya Żel pod prysznic.
Zaskoczył mnie. Miałam kiedyś żele Luksji i nie bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Ten jest znakomity. Nawilża i lekko natłuszcza skórę. Ma super konsystencję. Jest jak balsam. Woń delikatna, wyważona, taka akurat. Biorąc pod uwagę pojemność, cenę i jakość - rewelacja. Sięgnę na bank po kolejne zapachy tej serii.

12. Stenders Feel The Harmony Lavender Shower Soufflet. Lawendowy suflet pod prysznic.
Szkoda, że się skończył. Nietuzinkowy, wspaniale umilający kąpiele, cudnie pachnący lawendą. W poście z maja zajdziecie pełną jego recenzję <KLIK>.


13. Prestige Cosmetics Active Lifting Serum Intensywnie Ujędrniające do twarzy.
Sprawdziło się u mnie i byłam zadowolona. Osobny post na jego temat pojawił się kilka dni temu. Zapraszam do odwiedzenia <KLIK>. 

Najlepszy krem pod oczy, jaki przyszło mi stosować. Pełna recenzja od 2 tygodni na blogu <KLIK>.



15. Bioderma Senibio H2O Płyn micelarny.
Od 10 lat najlepszy micel. Nic go jeszcze nie pobiło. Zużyłam dziesiątki butelek. Często gości w moim denku, gdyż to zdecydowane moje KWC.

16. Mixa Płyn micelarny przeciw przesuszeniu.
Bardzo dobry micel. Nie zdetronizował powyższego, ale jest blisko. Zmywa dokładnie. Lekko nawilża, tonizuje. Ma dużą pojemność w przystępnej cenie i często bywa na promocjach. Zero podrażnienia. Nie powoduje lepkości skóry. Polubiłam.

17. Vaseline Healthy Hand & Nail Conditioning Krem do dłoni i paznokci.
Cieszy mnie, że od jakiegoś czasu jest już w Polsce. Od lat go lubię. Nigdy nie nudzi  mi się ten zapach. Nawilża, wygładza, błyskawicznie się wchłania. Stale do niego wracam co jakiś czas. 



18. Anna Nafta kosmetyczna z olejkiem rycynowym.
Marka nie ma tu znaczenia. Od lat stosuje do włosów. Samą lub jako dodatek w maseczkach domowej roboty. Nic tak nie nadaje fryzurze połysku jak właśnie nafta. Ujrzamia włosy i poprawia sprężystość loków. Pisałam o niej już dwa lata temu w poście z z ulubieńcami września'13 <KLIK> oraz w przepiście na maskę do włosów "ręcznej roboty" <KLIK>.

19. Ziaja Oliwkowa maska do rąk i paznokci.
Pięknie wygładza, nawilża i rozjaśnia. Daje duże poczucie komfortu. Stosowna na noc, sprawia, że rano budzimy się z wypielęgowanymi dłońmi jak z reklamy i stale chcemy je dotykać.



20. Batiste XXL Volume Suchy szampon.
Tę wersję najbardziej cenię. "Wypsikałam" przez lata kilka buletek. Próbuje inne, ale jednak stale wracam do XXL. Pełna recenzja w tym miejscu <KLIK>.

21. Soraya Nawilżenie&Dotlenienie Tonik odświeżający.
Lubię i kupuje na zmianę z innymi. Pięknie pachnie. Dobrze nawilża i kosztuje grosze. Z drogeryjnych jeden z preferowanych.

22. Floslek Żel arnikowy.
Ratuje mnie zawsze przy różnych podrażnieniach. Znakomity dla cery naczyniowej. Dobroczynny w czasie upałów. Cudnie chłodzi, wycisza, zdejmuje rumień. Obkurcza naczynia, rozjaśnia. Używać także na nogi, głównie uda, gdzie niestety mam skłoność do pajączków.


Coś wypatrzyliście dla siebie?

Pozdrawiam!

wtorek, 6 października 2015

Denko z ostatnich miesięcy. Część I: Kosmetyki przeciętne oraz buble.

Długo nie było mnie na blogu, a przez ten czas zużytych kosmetyków przybywało. W pierwszej części denka podzielę się opinią na temat produktów, które okazały się dobre, ale nie rewelacyjne oraz bublami. Za dwa dni zamieszczę post o wykończonych ulubieńcach.


1. Dove Hair Therapy Dry Shampoo Refresh+Care.
Ten suchy szampon zbiera całkiem dobre opinie. Mam jednak wrażenie, że pochodzą one z ust tych, którzy nie używali Batiste. Jak dla mnie bubel. Odświeża włosy na max 1 h. Nie jest skuteczny. Ładnie pachnie, mało bieli, ale nie spełnia swojego zadania. Do tego bardzo niewydajny, a dość drogi. Kupiłam na promocji za około 10 PLN (normalna cena to 19-20 PLN) i żałuję. Ma dodawać objętości, czego w ogóle nie dostrzegłam. Jeden z gorszych suchych szamponów, jakie testowałam. Isana na promocji za 5-6 PLN jest 1000 razy lepsza i wydajniejsza, nie mówiąc już o Batiste.

2. Toni&Guy Frizz Smoothing Curly Conditioner Odżywka do włosów kręconych.
Kupiłam ją dawno temu w TK Maxx za bardzo śmieszne pieniądze. Fajna odżywka o cudownym zapachu i dużej wydajności. Nie jest to może jakiś cud miód, ale była w porządku. Świetna butelka z rewelacyjną pompką. Opakowanie bardzo dobrze przemyślane. Dozuje wszystko do ostatniej kropli. Kosmetyk rzeczywiście ładnie podkreślał skręt loków, dobrze nawilżał, był odpowiedniej konsystencji. Czegoś mi jeszcze jednak w tej odżywce brakowało, sama nie potrafię tego określić...Dobra, ale nie naj...

3. Fa Vitamin B + Honey Melon Żel pod prysznic.
Mam wśród żeli Fa swoich ulubieńców, ale ten akurat okazał się przeciętny. Ładny zapach, ale odrobinę za słodki. Konsystencja dość "glutowata". Szybko się skończył. Duży plus za otwieranie. Fa ma świetnie to rozwiązane.


4. Clinique High Impact Mascara Miniaturka.
Ogromne rozczarowanie. To już kolejny tusz Clinique, który się totalnie u mnie nie sprawdza. Efekt w zasadzie żaden. Ile razy bym nie przejechała po rzęsach, w zasadzie rezultaty znikome. Nie skleja włosk, ale za to rozmasuje się po 30 minutach. Wiecznie miałam  tą maskarę na około oka. W ogóle nie zastyga. Panda murowana.

5. Joko Holographic Lakier do paznokci.
Zakup chyba sprzed kilku lat. Staroć, który zgęstniał i poszedł do kosza. Dobry gdy się spieszymy, a chcemy coś mieć na paznokciach. Szybko wysychał i dobrze się trzymał. Drobinki jednak jak dla mnie były w nim za duże. 

6. Inglot Lakier do paznokci z drobinkami.
Niestety numer się starł. Miałam go długo. Dobra mała pojemność. Ładnie wyglądał na paznokciach, ale nie był trwały. Pod koniec zgęstniał. 

7. Golden Rose Care&Strong Lakier do paznokci.
Jak w powyższym numer koloru szybko stał się niewidoczny. Kupiłam dla ładnego beżowego odcienia. Niestety kosmetyk okazał się bublem. Ciężko się go nanosiło. Tworzył smugi. Szybko się rozwarstwił. Trwałość żadna. Cud jak przetrwał 24 h. Zwykle już nawet po 3 h schodził płatami. Do niczego.


8. Mythos Facial Tonic Lotion Olive + Sage Water.
Bardzo lubię tę markę. Wiele ich kosmetyków sprawdziło się u mnie wybornie. Niestety ten tonik mocno mnie podrażniał. Zaraz po aplikacji buzia robiła się zaogniona, szczypała, a policzki buzowały od gorąca. Kilka podejść i za każdym razem to samo. Pewnie jakiś składnik mnie uczula. Szkoda. Zużyłam wlewając do miski z wodą podczas robienia pedicure:)

9. Silcare Crazy Rock Remover Zmywacz do paznokci.
Dostałam na jednym ze spotkań blogerskich. Zmywał w porządku. Opakowanie niestety koszmarne. Pompka zamiast być ułatwieniem pryskała płynem na boki. Nie nadaje się do zabrania w podróż. Zamknięcie jest nieszczelne. Po dwóch już użyciach grafika schodził brudząc farbą dłonie.

10. The Body Shop Glazed Apple Hand Cream Miniaturka.
Prezent. Dobry krem, ale też nie nadzwyczajny by płacić za niego ok 25 PLN/30 ml. Szybko się wchłania, nawilża, jest wydajny. Spokojnie taką lub lepszą jakość otrzymamy w produktach za 1/3 tej ceny. Pięknie pachnie, choć z czasem dla mnie ta woń była męcząca i musiałam od niej odpocząć. Miniaturka sprawdziła się do torebki. Miło mi się go używało, ale raczej po pełnowymiarową tubkę nie sięgnę. Przynajmniej nie w regularnej cenie.


11. Queen Helene Mint Julep Natural Facial Scrub.
Jeśli preferujecie mechaniczne peelingi do twarzy to ten jest świetny. Ja od lat staram się używać głównie enzymatycznych. To mocny produkt, porządny zdzierak. Dla moich naczynek i bardzo cienkiej skóry za silny. Dobrze oczyszcza, rozjaśnia, chłodzi buzię, cudnie pachnie miętą i ma przyzwoity skład. Do tego jest mega wydajny. Używałam go sporadycznie. Głownie na brodę, czoło i nos. Nie trafiony dla mnie kosmetyk, ale osobom o innej cerze szczerze polecam. By nie zmarnował się przed końcem daty ważności, używałam go również do peelingu stóp i okazał się tu strzałem w dziesiątkę.

12. Isana Sommer Dusche Żel pod prysznic o zapachu mango.
Nabyłam w czasie największych sierpniowych upałów, kiedy to żele pod prysznic zużywało się na potęgę. Uwielbiam zapach mango. Żel był ok. Pachniał troszkę chemicznie, ale za cenę poniżej 3 PLN mogę mu to wybaczyć. Mył przyzwoicie. Mógłby być gęstszy i wydajniejszy. Nie jestem wielką fanką żeli Isana. Często mam uczucie, że wysuszają moją skórę, co u mnie występuje sporadycznie. Drażnią mnie też ich sztuczne, oszukane zapachy. Raz na jakiś czas jednak w ramach oszczędności daję im szansę.

13. Fa Floral Perfect Anti-Perspirant.
Był w jakimś zestawie. Przyjemnie pachnie. Czasem jednak okazywał się zbyt mocny i kłócił się z perfumami. Zaskoczył mnie świetną ochroną nawet w największe upały. Moimi ulubieńcami są kulki, a okazało się że spray też może być skuteczny. Nie trafia jednak do ideałów, gdyż brudzi czarne ubrania. Wszystko do wyprania, ale jednak rano to duży dyskomfort. Miałam też wrażenie, że wysusza pachy, dlatego aplikowałam go na zmianę z innym. 


14. Ziaja Sopot Spa Maseczka Nawilżająca.
Przyjemna maska. Nadaje skórze miękkości, gładkości. Jest tania. Dla mnie mogłaby być bardziej nawilżająca. Znam lepsze.

15. Ziaja Masło Kakaowe Kremowa maseczka odżywcza.
Podobnie jak powyższa. Dobra, ale niewybitna. Dużym jej atutem jest piękny zapach.

16. L'biotica Złuszczająca maska do stóp.
Mniej więcej 3-4 razy w roku od lat stosuje na stopy tego typu peelingi z kwasami. Do tej pory kupowałam na ebay moje ulubione skarpetki Tony Moly z Korei. Recenzję ich znajdziecie w poście z 2013 roku <KLIK>. Pozwalają mi utrzymać gładkie stopy przez cały rok. Postanowiłam dla odmiany wypróbować te dostępne w polskiej drogerii i niestety zawiodły mnie. Niewiele robią, złuszczenie jest minimalne. W porównaniu z azjatyckimi - bubel.


17. Cleanic Chusteczki do demakijażu z ekstraktem z winogron.
Prezent. Nie zmywam w ten sposób makijażu. Jeśli już to sporadycznie na wyjazdach. Mało tego typu chusteczek się u mnie sprawdza. Większość mocno podrażnia. Te wyjątkowo nie robiły nic złego i okazały się dobre. Nadal jednak te z Douglasa są od lat najlepsze <KLIK>. 

18. Mythos Body Milk. Miniaturka.
Szybko wchłaniające się mleczko do ciała. Nawilżenie średnie. Zapach dość dziwny. Nie tłuści, nie lepi się. Dobre po depilacji. Ładnie łagodzi podrażnienia. Uwielbiam masło tej marki, mleczko nie wywarło na mnie spektakularnego wrażenia.


19. Kallos Serical Placenta Maska do włosów z łożysk.
Ogromne opakowanie jest ciężkie do zużycia. Ja podzieliłam się nim z mamą. Maska dobrze nawilża i nie obciąża fryzury. Stosowałam jako maskę oraz odżywkę. Troszkę za rzadka i nie kusi zapachem. Nie mogę o niej nic złego powiedzieć, ale zdecydowanie dalej się plasuje od Mila Cream al Latte <KLIK>.

20. Ziaja Maska intensywnie wygładzająca do włosów niesfornych.
Specjalnego wygładzenia po niej nie dostrzegłam. Pomaga rozczesać kosmyki, lekko je ujarzmia, ale to tyle. Wydajna i tania. Nie warto przesadzać z ilością, gdyż może obciążyć. Wiele słyszałam o niej zachwytów, ale tylko w niewielkim procencie się z nimi zgadzam.


21. Cosmo Naturel Shea Cytryna Szałwia Odżywka do włosów. Próbki.
Dostałam ich całkiem sporo od sklepu internetowego KALINA Kosmetyki <KLIK>. Kosmetyk pięknie pachnie. Świeżo i rześko. Jest całkowicie naturalny. Mimo braku silikonów włosy po nim rozczesują się super. Są niesamowicie miękkie, gładkie i lśniące. Niestety te atuty widać tylko do kilku godzin po umyciu. Potem nagle całe wow znika. Odżywka potrafiła też czasem obciążyć włosy, tak że szybko się przetłuszczały. Może jedna saszetka na raz to było dla nich za dużo. Nie lubię takich porcji dzielić, więc nanosiłam całość. Kilka podarowałam mamie i ona była zadowolona z rezultatów. Ma dość zniszczone, suche włosy i pewnie dla takich jest to kosmetyk bardziej odpowiedni.


22. Oriflame Time Reversing Restoring Body Balm.
Wydajne masło/balsam o pięknym zapachu. Wchłanianie na plus, nawilżenie już gorsze, ale lubiłam go. Rozświetla lekko ciało bez żadnych drobinek. Sprawdził się latem. Może za nim wielce nie tęsknie, ale z całą pewnością nie jest zły.

23. The Body Shop Blueberry Body Butter. 
Na początku byłam uzależniona od tego zapachu. Potem mi przeszło i zaczęłam dostrzegać, że jest jednak sztuczny. Nie mogłabym aplikować go każdego dnia. Wolę aktualnie delikatniejsze wonie. Lubię te masło od czasu do czasu, ale nie jestem ich jakąś zaślepioną fanką. Regularna cena jest drastycznie przesadzona. Na zimę spoko. Latem za ciężkie, oblepiają ciało i mam wrażenie, że nie pozwalają mu oddychać. Jak kupować to wyłącznie na dużych promocjach. Są lepsze jakościowo polskie masła w dużo niższych cenach i o lepszym składzie.


Mieliście którąś z tych rzeczy? Podzielcie się proszę opinią. Z całą pewnością będzie ona przydatna innym czytelnikom.

Uściski!