Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dauglas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dauglas. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2012

Ciąg dalszy denka - czyli torba zużytych maleje. Odcinek II: Kąpiel i zapachy

Druga część ogromnej torby z zużyciami w ramach projektu denko to kosmetyki do kąpieli i pod prysznic oraz zapachy.
Pierwszy odcinek siedzi sobie tu>>


1. Peeling do ciała Bebeauty - z Biedronki. Zapach winogrona.
200 ml - za około 5-6 zł.
Cena świetna.
Produkt naprawdę ok. Miło mnie zaskoczył.
Pachnie winogronami rzeczywiście, choć zapach jest podszyty chemią.
Nie jest super wydajny, ale znam droższe jeszcze mniej wydajne.
Ogólnie produkt bardzo w porządku. Ścieranie jak dla mnie takie akurat. Spisał się bardzo dobrze.
Mam jeszcze zapach mango i pewnie za jakiś czas jeszcze go kupię, choć na razie peelingów u mnie pod dostatkiem.


2. Żel pod prysznic o zapachu Lawendy - 165 ml.
Tego produktu raczej nie kupicie. Dostałam go w prezencie podczas firmowego wyjazdu do Hiszpanii.
Produkt robiony na zamówienie dla jednej z firm - niekosmetycznej.
Zapach w porządku, choć nie do końca czysto lawendowy.
Lekko przesuszał mi skórę. Połowę zużyłam pod prysznicem, a połowę jako mydło do rąk w kuchni.
Nic specjalnego. Ale darowanemu koniowi...:)


3. Żel pod prysznic Balea - Balea Dusche & Ölperlen Queen of the night.O zapachu kwiatu Columbine - 250 ml.
Żel ma sobie perełki nawilżające.

Nie wiem ile kosztuje. Dostałam go w prezencie. Jednak wiem, że kosmetyki Balea nie są w Niemczech drogie.
Szkoda, że w Polsce nie do dostania.



Bardzo przyjemny żel. Wydajny. Dobrze się pieni. Na początku drażnił mnie jakoś ten zapach. Nie uznałam, że jest cudny. Potem o dziwo bardzo go polubiłam. Nie wysuszał mi skóry.
Jeśli tylko kiedyś będę miała taką możliwość chętnie kupię jakiś żel tej marki.

4. Żel peelingujący Body Therapy z Marion - biała czekolada i pomarańcza.
Kupiłam głównie dla zapachu. Uwielbiam takie połączenie. Występuje też w innych kombinacjach zapachowych.
Kosztuje grosze - ok. 3-4 PLN/100 ml.
Nie jest może super wydajny, ale polecam raz na jakiś czas dla relaksu:)
Nie ściera jakoś wyjątkowo, ale bardzo delikatnie. Czasem wolę takie ścieranie niż mocne.


Blisko siebie mam drogerię dobrze zaopatrzoną w kosmetyki Marion, więc pewnie za jakiś czas skuszę się jeszcze na jakiś innych zapach.

5. Żel pod prysznic z Dauglas - Any Size Any Time Generous Foam Shower Gel.
75 ml - 8,90 PLN.



Kupiłam go przed wyjazdem na majówkę. Wersja mała. Występuje jeszcze w wersji 500 ml za 34,90 PLN.
Mała tubka na wyjazdach jest świetna.
Ale samego żelu nie polecam i więcej go nie kupię.
Wydajność nawet ok. Jednak żel ma dziwny zapach - nie umiem go określić. Nie należy do przyjemnych. Trochę jak jakiś środek do czyszczenia.
Jest bezbarwny, średnio się pieni i lekko wysusza skórę. Ogólnie jestem na nie.
Myślałam, że polubię go skoro pokochałam ich chusteczki do demakijażu (recenzowane tu>>), ale niestety...

6. Żel pod prysznic King&Queen's - Queen Elizabeth.

Miniaturka - 30 ml.
Zamówiłam kiedyś zestaw tych kosmetyków na Truskawce za około 30 zł na wyprzedaży. Między innymi były tam trzy miniaturki tego żelu.
Nie wiem ile kosztuje w normalnej pojemności.
Marka chyba niedostępna w Polsce. Z mojego śledztwa wynika, że to ta sama firma co marka Korres - ale pewności nie mam.



Zapach - miodowy. Naprawdę czysty miód. Żel ma perłową taką miodową konsystencję i kolor.
Nie przepadam akurat bardzo za zapachem miodu w kosmetykach, ale jeśli kochacie taką woń - bylibyście zadowoleni:)
Myje ok, pieni się w miarę dobrze, ale nie jest wydajny. Ma w sobie lekkie drobinki rozświetlające. Żaden brokat. Skóra ładnie lśni po jego użyciu.
Fajnie było przetestować, ale nie skusiłabym się na duże opakowanie.

7. Korres Jasmine Shower Gel - Jaśminowy żel pod prysznic.
Kupiłam go na Truskawce na wyprzedaży w zestawie po 2 szt. różnych zapachów. Na razie zużyłam ten.
W secie były dwie buteleczki po 50 ml. Koszt około 18-19 PLN.


Korres to marka kosmetyków naturalnych z Grecji. Ten żel pachnie przepięknie.
Bardzo naturalnie bez cienia chemii, którą ja w sumie wyczuwam wszędzie:)
Kosmetyk pieni się fajnie, skóra po nim nie jest ściągnięta czy przesuszona. Jest wydajny.
Bardzo go polubiłam. Prysznic z nim to była rozkosz!
Niestety w PL - w salonach Sephora kosmetyki tej marki są drogie. Z tego co kojarzę żel 250 ml kosztuje około 55-60 PLN.
W tej cenie raczej go nie kupię. Będę polować na promocje na Truskawie albo w TK Maxx, bo tam też można je dostać czasem. Choć nie zawsze ceny są takie super promocyjne.
Jak na razie mam jeszcze 3 butelki po 50 ml - innych zapachów:)

8. Alverde Winter-Wohlfühl-Bad Goldhirse Mandelblüte. Płyn do kąpieli - prosto + kwiat migdału - 300 ml.
Kolejny kosmetyk niemiecki jaki dostałam. Nie mam pojęcia ile kosztuje.

Podobnie jednak jak Balea nie są to drogie kosmetyki u naszych zachodnich sąsiadów.

Zapach - niesamowicie unikatowy. Znakomite połączenie. W żadnym kosmetyku nie czułam takiej woni.
Kojarzyła mi się z dzieciństwem, zapachem wakacji na wsi u mojej cioci na Mazurach. Czysty piękny naturalny. Świetny skład.
Używałam go podczas kąpieli w wannie, już wiele tygodni temu kiedy jeszcze nie było ciepła u nas.
Starczył mi na bardzo długo. Dawał super pianę. Skóra po nim była bardzo miękka i przyjemna w dotyku.
To kosmetyk jaki może nie uczyni cudów ze skórą. Ale dawał mi niesamowity relaks!


Na butelce jest informacje, że to wersja limitowana. Nie wiem, bo nie znam się na limitowankach tej marki.
Podobnie jak z Baleą - jeśli kiedyś będę miała możliwość kupna tego produktu to z całą pewnością to uczynię. Wrzucę do koszyka ten zapach lub inne.

9. Próbka żelu do higieny intymnej z Floslek. Babka lancetowata + prebiotyk.
Pełnowymiarowe opakowanie ma 200 ml o kosztuje ok. 14-15 PLN.

Po jednej próbce chyba ciężko stwierdzić czy jest świetny czy nie.
Ale po jednym użyciu zrobił na mnie dobre wrażenie.
Pieni się w porządku, konsystencja ok, łagodny.
Nie wykluczone, że kupię go kiedyś. Na razie zużywam inną dużą butlę.
Zachęcające jest też to, że jest w opakowaniu z pompką:)


Jeśli chodzi o zapachy to zużyłam dwie wody toaletowe.


1. Elizabeth Arden Green Tea.
Zapach chyba znany wszystkim. Niskopółkowy, ale przeze mnie bardzo lubiany.
Uwielbiam zapach zielonej herbaty!
Wracam do tej wody co jakiś czas od lat.
Odświeża, pobudza i świetnie pasuje na wiosnę i lato.
Jest lekka, może nie jakoś super trwała, ale dla mnie w porządku.
Z tego co kojarzę 50 ml kosztuje około 50 PLN.
Jednak bardzo często w Rossmann i Super-Pharm jest na promocjach. Nigdy nie kupiłam jej jeszcze w regularnej cenie. Teraz robię sobie od tego zapachu przerwę, ale pewnie kupię go jeszcze nie raz:)

  
                            
2. John Galliano Parlez-Moi d´Amour.
30 ml około 100-120 PLN.
Nie pamiętam dokładnie, bo kupowałam tą wodę już kilka miesięcy temu. Była też wtedy w Super-Pharm na promocji.

 Nie przepadam za słodkimi zapachami. Ten może nie jest czysto słodki, ale ma w sobie sporą dawkę słodyczy. Mimo wszystko bardzo mi się spodobał.
Przepiękny flakonik w formie listu. Bardzo efektownie wygląda.
Woń jest mocno intrygująca, ciekawa. Miałam sporą fazę jakiś czas temu na używani tylko jej. Zwykle lubię zmieniać zapachy, bo kilka ich mam. Ale przy tym tygodniami, nie używałam niczego innego.
To nie jest najlepsza woda toaletowa na świecie:), ale chcę kupić flakonik jeszcze raz, bo naprawdę dobrze mi się kojarzy.
Niestety co jakiś czas patrzę i w Super-Pharm za nic go nie dostrzegam.
Może podpowiecie mi gdzie można kupić?

__________________________________________________

A dziś jemy czy pijemy....?:)

Po około 10 dniach przerwy powróciłam do napojów na bazie zielonej pietruszki. Tęskniłam za nimi i każdemu polecam.
Dziś opcja jak poniżej:) Wariantów jest cała masa.

    
                                              
Ściskam!!!
Magda

poniedziałek, 2 lipca 2012

O chusteczkach do demakijażu i polecany zdecydowany faworyt z Dauglasa - Any Size Any Time, Essentials Face Cosy Cleansing Wipes

Na co dzień nie zmywam makijażu chusteczkami do twarzy.
Dla mnie to mało ekonomiczny sposób.
Poza tym nie mam przekonania, że akurat w ten sposób oczyszcza się skórę idealnie.

Jednak tego typu chusteczki są świetne na wyjazdy.
Super sprawdzają się w samochodzie, pociągu czy samolocie.
Idealne gdy spędzamy np. jedną noc u koleżanki.

Ja lubię mieć je zawsze w domu tak na wszelkie wypadek.
Gdy trafia się niepodziewany wyjazd, nocleg u przyjaciółki albo gdy wracam do domu późno w nocy i padam ze zmęczenia np. po jakiejś imprezie.
Zmycie makijażu taką chusteczką to moment.

Rzadko ich używam, ale w pogotowiu u mnie są zawsze:)
Do tej pory w zasadzie nigdy nie trafiłam na takie, które mogłabym polecić.
Większość tego typu produktów niestety mnie podrażnia.
Bardzo często mam po nich uczucie ściągnięcia skóry, zaczerwienione policzki.
Szczypią mnie i łzawią oczy, albo powodują totalną tragedią w postaci wręcz bólu skóry i dużego podrażnienia.

Często też trafiałam na takie, co to rozmazują po twarzy makijaż i nic więcej.
Trzeba użyć ich min. 5 szt. by w miarę oczyścić twarz.

Przerabiałam już wiele marek. Głównie typowo drogeryjne, bo żal mi było wydać większej kwoty na chusteczki jakie stosuje
od wielkiego dzwonu.
Były więc wszystkie rodzaje Cleanic, Nivea, Synergen, "Biedronkowe", Clearasil, Garnier, Rival de Loop.
I cała masa innych przypadkowych, jakich mogę już nie pamiętać.
Prawie każde mniej lub bardziej szczypały mnie w twarz.
Dużo z nich zużyłam do oczyszczania dłoni czy dekoltu, bo do twarzy się nie nadawały.
Sporo też zbyt cienkich i się zwyczajnie rwały.

Przerabiałam też chusteczki dla dzieci.
Niestety jakoś psychicznie chyba nie mam przekonania do oczyszczania twarzy takimi produktami.
Poza tym o dziwo one także mnie podrażniały.

Stwierdziłam, że zwyczajnie to produkt nie dla mnie i pewnie nigdy nie znajdę takiego co by mnie nie szczypał,
a jednocześnie robił swoją robotę.


Przed urlopem majówkowym w Toskanii, Pani w Dauglasie namowiła mnie jednak na zakup
ich firmowych chusteczek - Any Size Any Time, Essentials Face Cosy Cleansing Wipes
Zapewniała, że są bardzo skuteczne, łagodne i niezwykle lubiane przez Klientki.
Uwierzyłam jej i zakupiłam.
Stwierdziłam, że jak się nie nadadzą - będą na wyjeździe do dłoni itp.



Okazuje się, że bardzo się sprawdziły!
To pierwsze chusteczki, które naprawdę są niezwykle łagodne.
Nie ściągają mi skory, nie wysuszają, nie podrażniają.
Nie spowodowały alergii czy jakiegokolwiek zaróżowienia skóry.
Przy mojej naczynkowej cerze o ta bardzo łatwo.
Powiedziałabym nawet, że koją twarz, uspokajają i tonizują oraz lekko nawilżają.
Używanie ich to prawdziwa przyjemność.
Nie śmierdzą też alkoholem jak wiele innych z tej kategorii.



Ale najważniejsze, że super zmywają makijaż oczu i twarzy.
Jedna chusteczka spokojnie starcza by zmyć wszystko.
Zaznaczam jednak, że wtedy gdy ich używałam, nie stosowałam kosmetyków wodoodpornych i mocnych kolorowych cieni.
Raczej mój makijaż był stonowany.
Za to na rzęsach zawsze miałam tusz z Mac - dość ciężko zmywalny i z nim radziły sobie super!
Sądzę, że poradzą sobie z każdym makijażem. Być może jednak przy bardzo intensywnym potrzeba będzie użyć 2 szt.

Produkt nie podrażnił mi oczu.

Producent podaje, że nie zawierają parabenów i alergenów.

Nie rwą się, są bardzo miękkie a jednocześnie wytrzymałe.
Przyjemnie delikatnie pachną. Zapach jest bardzo subtelny.
Skóra po nich jest bardzo miękka i miła w dotyku.

Nie zostawiają na twarzy nieprzyjemnej lepkiej warstwy ani żadnego filmu.
Nie cierpię tego!
Twarz jest jak po użyciu toniku - uwielbiam to odczucie!
Jeśli nie myjecie twarzy wodą czy żelami lub jeśli akurat po demakijażu nimi tego nie zrobicie - nie będzie efektu lepkości czy nie domycia twarzy. Serio!:)
Co też dla mnie ważne - oczy po nich nie zachodzą mgłą, nie lepią się i nie ma na nich żadnej oleistej warstwy - jaka dla mnie jest prawdziwym koszmarem.

Jako jedne z niewielu są też idealnie nasączone.
Wprost tak jak sobie wymarzyłam.
Czyli nie zbytnio, że produkt kapie z chusteczki ani też tak, że ledwo co są mokre.
Ilość "płynu" jest świetnie wyważona.

Do tego mają rewelacyjne zamknięcie plastikowe. Przez co nie wysychają.



Występują w 2 wielkościach: XS i XL.
XS to 10 szt. w cenie 6,50 PLN.
XL to 25 szt. - 11 PLN.



Ja kupiłam te większe.
Używałam je podczas tygodniowego urlopu na początku maja.
Sporadycznie też zastosowałam je kilka razy w domu.
Zostało mi jeszcze z pół opakowania i z całą pewnością pojadą ze mną na kolejny urlop za 2 tyg.
Pewnie dokupię na wszelkie wypadek jeszcze jedną paczkę, bo tym razem będę odpoczywać 2 tyg.
w dość survivalskich warunkach.

Termin ich ważności to 3 m-ce od otwarcia.



Jeśli tylko mam taką możliwość to i tak po zmyciu makijażu takimi chusteczkami, myję twarz jeszcze żelem.
Jako jednak produkt zmywający makijaż przed myciem wodą - sprawdziły się idealnie.
Robiłam również test, przemywając po ich użyciu twarz płynem micelarnym z Biodermy i wacik był czysty!

Cena wg mnie jest adekwatna do jakości.
Po tylu latach w końcu trafiłam na to czego szukałam!
Będę im wierna, choć dla mnie to produkt nie do codziennego korzystania.

Jeśli macie ochotę - polecam wypróbować!

Nie znam kompletnie tej firmowej serii Dauglasa.
Ten jednak produkt jest naprawdę dobry.

Na koniec ściskam Was i zabieram się do wypicia na kolację kolejnej już dziś szklanki napoju z maślanki i truskawek.



W obecne upały rewelacyjnie zastępuje mi posiłek.

Trzymajcie się:)
Magda

czwartek, 12 kwietnia 2012

Estee Lauder Double Wear Light - promocja w Dauglas - 39 PLN/15 ml

O tej promocji już pewnie większość z Was słyszała.
Ja dowiedziałam się o niej z bloga Agnieszki - nieesia25.

Przed weekendem już nie wyrobiłam się czasowo by skorzystać z zakupu.
Myślałam, że po świętach już pewnie na promocję się nie załapię.
Wczoraj jednak udało mi się podkład zakupić.
W Dauglasie w Warszawie w Wola Park-u gdzie go kupowałam, było jeszcze bardzo dużo tego produktu.

Mowa oczywiście o podkładzie Estee Lauder Double Wear Light, Stay-in-Place.
Ma SPF10. Wg producenta ma trzymać się na skórze 15 h.
Długotrwały a zarazem lekki. Przeznaczony dla każdego typu skóry.
Kontroluje świecenie się skóry.
Bezzapachowy, beztłuszczowy. Nie zapycha porów. Daje Naturalne wykończenie od krycia lekkiego do średniego.
Tyle mówi producent.


 Nigdy wcześniej go nie miałam. Podobnie jak żadnego innego podkładu tej marki.
Słyszałam wiele pozytywnych recenzji na jego temat.
Kilka razy zastanawiałam się nad zakupem, ale zawsze zniechęcała mnie cena albo akurat byłam zadowolona z innego podkładu i szkoda było mi kupować inny - dość jednak drogi.


Promocja jak dla mnie jest naprawdę świetna.
W normalnej cenie podkład ten kosztuje około 165 PLN/30 ml.
Tu mamy 39 PLN/15 ml. 



Świetna okazja do wypróbowania podkładu - co by nie mówić jednak z wysokiej półki.
A dla tych którzy go znają, lubią i np. stale kupują - możliwość zaopatrzenia się w kolejną tubką za świetną cenę.
Oszczędność spora!

W promocji jest jest jeden kolor - INTENSITY 2.0.
Jest to pewnego rodzaju minus. Bo jeśli kolor nam nie odpowiada to jednak promocja nie dla nas.
Ale muszę powiedzieć, że kolor ten powinien pasować większości Polek.
Nie jest ciemny - jak to często bywa na innych promocjach.
Ma żółtawe tony.
Dla mnie na teraz wydaje się lekko za ciemny - jakby o jeden ton.
Choć dziś go nałożyłam pierwszy raz i pytałam 3 osób czy nie za ciemny i mówią, że absolutnie:)
To może to tylko moje jego widzenie, bo mam bzika na punkcie dobrze dobranej kolorystyki podkładu.
Poza tym mam szyję dużo jaśniejszą od twarzy i tu zawsze jest problem....
  


Myślę, że teraz gdy pojawia się więcej słońca - za kilka tyg. będzie super.
W sumie nie opalam się, ale zawsze latem jednak twarz nabiera trochę koloru.

Cieszę się, że ma pigmenty żółte bo dla mnie jako osoby z problemem naczynek i czasem rumieniem - takie podkłady są najlepsze.

Więcej o samym podkładzie powiedzieć nie mogę. Mam go dziś pierwszy raz na sobie.
Po jednym dniu bardzo mi się podoba.
Pięknie się też rozprowadzał rano.
Ale testy będą trwały dalej.
 
Informacja z opakowania. Przepraszam za jakość. Ale druk na opakowaniu nie jest dobrej jakości.

Jeśli czujecie się zachęcone do skorzystania z promocja - biegnijcie do Dauglasa.
Promocja trwa do wyczerpania zapasów.

PS. W Dauglasie jest też teraz promocja na podkład Clinique Superbalanced Makeup. Ale tylko kolor nr 5.
Sprawdziłam - dla mnie zdecydowanie za ciemny.
Kosztuje 29 PLN/30 ml. Bardzo dobra cena.
Jednak ten kolor zdecydowanie będzie pasował osobom naprawdę o ciemnej karnacji.
Sama podkładu tego nie znam. Więc nic o jakości powiedzieć nie mogę.


Dobrego dla Was:)
Magda