Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lush. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lush. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Denko kosmetyczne. Recenzje 20 produktów pielęgnacyjnych. Evrēe, Fa, Sylveco, Pharmaceris T, Sanex, Lush, Verona, Isana, Avene, Floslek, Alverde, Perfecta...

Większość świetna. Jest jednak kilka wpadek. Chętnie dowiem się, czy znacie te produkty i co o nich myślicie?


Znakomity kosmetyk. Nie spodziewałam się, że krem kupiony na promocji za około 6 PLN, może okazać się tak wyśmienity. Pielęgnuje, odżywia, długotrwale nawilża. Skóra dłoni staje się miękka, gładka, przyjemna w dotyku. Bardzo porządny krem. Do tego tani i wydajny. Gęsty, ale wchłania się szybko. Zero lepkości, tłustej warstwy itp. Na zimę - ideał. Przyjemny zapach. Same plusy. Nawet przy bardzo zniszczonych dłoniach, migiem je regeneruje i ochrania przed czynnikami zewnętrznymi. Dobry skład, łatwa dostępność. Nie znajduje minusów. Z całą pewnością sięgnę po inne wersje. Ulubieniec ostatnich miesięcy. 

Prawie dwa lata temu używałam i sięgnęłam ponownie. Lubię i jak widać wracam. Znalazł się w ulubieńcach stycznia 2013, gdzie więcej o nim poczytacie. Delikatny i skuteczny, niesamowicie wydajny. Pięknie pachnie rumiankami i ma dobry skład. Można spokojnie nim myć oczy. Zmywa świetnie cały makijaż. 


To również powrót. Jeden z ulubionych żeli pod prysznic. Moja 2 lub 3 butelka. Przepiękny zapach i dużo olejków w składzie. Kąpiel z nim do czysta przyjemność. Nawilża i lekko natłuszcza ciało. Zero wysuszenia. W połączeniu z wodą tworzy na skórze cudowny myjący krem. Kocham. Opisałam go szczegółowo w ulubieńcach maja 2014. Zajrzyjcie, proszę.

Warta zakupu. Nieziemski zapach, super działanie. Włosy po niej rozczesują się błyskawicznie. Są gładkie, lśniące, zdyscyplinowane. Świetnie radzi sobie z moją skłonnością do puszenia się fryzury. Musiałam jednak aplikować odżywki niewiele. Gdy przesadziłam, szybciej kosmyki stawały się tłuste. Być może dlatego, że produkt dedykowany jest włosom suchym i zniszczonym. Ja takich nie mam. Dlatego minimalna ilość jest dla mnie wystarczająca. Bardzo ją polubiłam i szczerze polecam.


Teraz będzie konstrowersyjnie. Ten micel jest niezwykle wychwalany. To nie jest zły produkt, ale mnie nie ujął. Zmywa twarz dobrze, ale nierewelacyjnie. Z prostym makijażem oczu (bez eyelinera - mam makijaż permamentny) radził sobie słabo. Musiałam poprawiać Biodermą. Nie jest wydajny. Lekko się pieni, co mnie okrutnie denerwuje. Na domiar złego śmierdzi starą PRL-owską apteką. Znam doskonale ten zapach, gdyż jako dziecko wiele godzin spędzałam w takiej aptece, gdzie pracowała moja babcia. Do tej woni można się z czasem przyzwyczaić, ale to nie jest nic przyjemnego. Walorem jest fakt, że kompletnie nie podrażnia, jest łagodny, dodatkowo koi i nawilża, ma dobry skład. Bioderma nadal jednak zostaje moim nr 1. Ponownego zakupu Sylveco nie będzie.

Polecam gorąco. Świetnie oczyszcza. Pozwala trzymać cerę w ryzach. Łagodnie złuszcza i niweluje część zaskórników. Już po tygodniu widziałam na mojej twarzy rozjaśnienie, mniejsze wydzielanie sebum, czułam także przyjemną gładkość. Rekomenduje go nie tylko osobom, które borykają się z trądzikiem czy cerą tłustą. Każda skóra, nawet sucha, ulega zanieczyszczeniom i ma od czasu do czasu krostki, wypryski. Ten płyn szybko je niweluje, przyspiesza też gojenie ran, zadrapań itp. Kwas migdałowy działa cuda, do tego jest bezpieczny. Świetny wstęp do zastosowania mocniejszych kwasów lub ich uzupełnienie. 2% to niewiele, ale na początek będzie dobrym wyborem. Dodatkowym plusem jest to, że nadaje się do nawet najbardziej wrażliwych cer np. naczyniowych. Może też być używany w upały. To rodzaj kwasu, który nie wchodzi w reakcje ze słońcem. Razem z kremem 5% lub 10% z tej serii tworzy świetny duet. Będzie kolejna butelka.

7. Neutral Szampon przeciwłupieżowy.
Nie mam łupieżu i w tej kwestii wypowiedzieć się nie mogę o działaniu tego szamponu. Natomiast będę go wychwalać za świetny poziom oczyszczenia. Włosy po nim były niezwykle sypkie, długo świeże. Kompletnie bezzapachowy, może spodobać się mężczyzną. Duża wydajność i całkiem dobry skład. Jeszcze do niego wrócę.

Rozczarował. Zbiera dobre opinie. Kupiłam na promocji, ale nie zdał egzaminu w upały. Pewnie zimą przeszedł by test pozytywnie, ale źle trafił. Powyżej 30 stopni wymiękł. Ogólnie coś mi w nim nie grało. Nie czułam się z nim super komfortowo. Nawet gdy temperatury spadły poniżej 20 stopni. Niewydajny. Dziwny jakiś. Znam tańsze i dużo lepsze.


Zużyłam dwa te szampony. Pokazuje metalowe opakowanie, gdyż kostki znikły podczas mycia, wiadomo.
Lawendowo-rozmarynowy, dobrze oczyszczający. Przeznaczony głównie do szybko przetłuszczającej się skóry głowy. Relaksuje, wybornie pachnie, czyści na błysk. Włosy są puszyste, lśniące, zdrowe. Efekt znakomity. Ze względu jednak na silne działanie oczyszczające, nie polecam do częstego używania. Można przedobrzyć. Zdaje się nigdy nie kończyć. Wydajność ogromna. Daje gęstą pianę. Doborowy na wyjazdy. Zajmuje mało miejsca i prawie nic nie waży. Nie ma obawy, że nam się wyleje w bagażu. Nie mogę tego powiedzieć na 100%, ale wydaje mi się, że nie będzie odpowiedni dla włosów farbowanych. Może przyspieszać wypłukiwanie farby. Aktualnie mam włosy naturalne i dla mnie nie było z tym problemu, ale słyszałam takie głosy i skłaniam się ku temu, że mogą być słuszne.

10. Lush Ultimate Shine Nabłyszczający szampon w kostce.
Nie wiedziałam, że szampon może nadawać tak piękny połysk. Włosy lśnią, efektownie odbijają światło. Wyglądają na zdrowsze. Jak z reklamy. Serio, serio. Ma drobinki brokatu, ale są one bardzo dobrze zmielone. O dyskotekowej kuli zamiat głowy nie może być mowy. Widok błyskawiczny i porządany przed ważnym wyjściem, imprezą. Podobnie jak powyższa kostka, starcza na długo i sprawdzi się w podróży. Szerszego działania nie zauważyłam. Niestety może przetłuścić kosmyki. Szybciej po nim myłam głowę, niż po innych. Mimo wszystko polubiłam i chętnie aplikowałam raz na jakiś czas. Szukałam go na brytyjskiej stronie Lush'a i nie znalazłam. Chyba nie jest już dostępny.

11. Oriflame Hand Treatment Mask Maska do dłoni.
W ciągu kilku lat zużyłam kilka opakowań. Nie wiem nawet czy nadal jest w sprzedaży. Jestem zakochana w tym zapachu. Cudnie migdałowy. Używałam na noc jako krem lub grubszą warstwę jako maska. Kładziesz to przed snem, a rano budzisz się z dłońmi księżniczki. Delikatne, gładkie, niesamowicie nawilżone. Aż chce się je w koło dotykać. Starcza na wiele miesięcy. Relaksacyjna i dobrze pielęgnująca. Faworyt od lat w pielęgnacji dłoni. Lubię również tradycyjne kremy w tubkach z tej serii. 


Wszystko by było ok, ale czy to musi tak śmierdzieć? Dostałam na spotkaniu blogerów urodowych w Jastrzebiej Górze. Kosmetyk nowy, świeży, prosto od producenta. Poza tym to nowość i nie mógł stać na półce sklepowej milion lat świetlnych. Woń jest okrutna. To jakby zebrać 30 par brudnych skarpet noszonych cały dzień przez pracowniów fizycznych. Wrzucić je do wody i zagotować, a następnie powstały "wywar" schłodzić. Dramat. Za każdym razem to czułam i w miarę upływu czasu mój nos w ogóle się nie przyzwyczajał. Poza tym dużym minusem, dobrze zmywa twarz i oczy. Nie podrażnia. Odrobine się lepi, ale można to przeboleć. Ujędrnienia nie zauważyłam. Nie wysusza, lekko koi, rozjaśnia. Ale ze względu na skarpety...powtórki u mnie nie doczeka.

13. Isana Rasier Schaum Pfirsich Brzoskwiniowa Pianka do golenia dla kobiet.
Koszmar. Trafiła kiedyś w poście do totalnych bubli. Była swego czasu na nią moda. Wszyscy się zachwycali. Dla mnie to jakieś nieporozumienie. Zapach sztuczny, chemiczny, odpychający. Wydajna niezwykle i tania, ale do bani. Wychodzi gęsta piana, a po 2 sekundach na nogach znika. Wcale nie ułatwia golenia. Każdy zwykły żel pod prysznic robi to lepiej. Nie nawilża, nie koi. Zero działania. Męczyłam się z nią. Trafiła w róg szafki, potem w czasie porządków okazała się przeterminowana i skończyła w koszu.

Stosuje od nastu lat. KWC. Niepamiętam ile zużyłam butelek. Ale zapewne ponad 15. Nie znam lepszej. Dla mnie niezbędnik przez cały rok. Uniwersalna. Docenią ją głównie osoby z często "płonącymi" policzkami, wrażliwcy i naczyniowcy. Trafiła do ulubieńców lipca 2013, gdzie szerzej omawiam moją miłość do niej i zastosowanie. Zajrzyjcie koniecznie.


Recenzowałam ją w notce z 2012. Zdanie pozostaje niezmienne. Bardzo dobra polska maseczka do cery naczyniowej. Skuteczna, tania, spełnia większość obietnic producenta. Błyskawicznie łagodzi i zdejmuje z twarzy zaczerwienienie. Mało co koi tak jak ona. Nawilża, rozjaśnia. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia naczynka i zapobiega ich pękaniu. Stale wracam do tego kosmetyku i niezmiennie cenię.

Na przestrzeni lat był kilkakrotnie w moich denkach. Lubię go mieć. Starcza mi na wiele miesięcy. Nie używam każdego dnia, ale kiedy czuję, że moje włosy są matowe, bez wyrazu, (nawet zaraz po umyciu) to sięgam po ten nabłyszczacz. Kilka pryśnięć z daleka wystarczy by fryzura zyskała nową jakość. Nie obciąża, nie tłuści. Dobry na ważne wyjścia, imprezy. Tani i sprawdzony. 

17. Alverde Lotion do ciała z mango.
Dostałam w prezencie. Uwielbiam mango, ale to nawet koło tego owocu nie stało. Dziwny zapach. Raczej odpychający. Sam lotion dobrze się wchłaniał, ale na tym zalet koniec. Nie nawilżał, nie wygładzał, nie ujędrniał. Zero rezultatów. Pozostawiłał skórę lepką, jakbyśmy się wysmarowali kurzym białkiem. Blee... Dawałam kilka razy szansę i skapitulowałam. Lubię kosmetyki tej marki, ale to niestety bubel. Minął termin ważności i butelka poszła do śmieci.


18. Naturalny olejek z drzewa herbacianego.
Must have. Zawsze w moim domu. Cudo na wypryski, krostki, zaskórniki. Można stosować samego, również z maseczkami, żelami myjącymi, tonikami. Nie raz w moich denkach. Szczegółowa recenzja w poście z 2012 roku

19. Tami Bawełniane chusteczki higieniczno-kosmetyczne.
Nabyłam skuszona wieloma zachwytami blogerek i youtuberek. Spróbowałam małe podręczne opakowanie do testów. Miały świetnie zmywać maseczki glinkowe, służyć do wycierania twarzy po umyciu itp. Dla mnie bardzo słabe. Szybko się rwą. Do maseczek totalnie się nie nadają. Owszem bardzo miękkie, delikatne, przyjemne, ale za cienkie i za słabe. Trzeba użyć minimum 2 szt. na raz. Niewydajne i przez to nieekonomiczne. Znam lepsze o niebo i wkrótce Wam je zaprezentuje. 

Perfecta produkuje dobre jakościowo maski. Ta także trzyma poziom. Daje rozświetlenie, piękny zdrowy połysk, rozjaśnienie i nawilżenie. Dobra przed ważnym wyjsciem, gdy cierpimy na zmęczenie lub na twarzy pojawiła się szarość. Godna uwagi. 


Mam nadzieję, że post okazał się dla Was przydatny i będziecie wiedzieć po co sięgać, a co omijać z daleka:)

Uściski!

środa, 7 stycznia 2015

Denko maseczek do twarzy. 10 krótkich recenzji masek.

Ostatnio trochę tych maseczek zużyłam. Podzielę się z Wami zatem opinią.


1. Ziaja Maska Regenerująca z glinką brązową.
Miałam ją pierwszy raz i bardzo jestem zadowolona. Może maseczka po jednym użyciu nie czyni jakiejś rewolucji na twarzy, ale jest bardzo przyjemna. Skóra po niej jest rozjaśniona, przyjemnie gładka, ładnie napięta, widocznie wygładzona. Staje się dodatkowo bardziej elastyczna, nawilżona i lekko zliftingowana. Dodatkowo łatwo się zmywa i nanosi. Ma miły zapach. Przy niskiej cenie to naprawdę godny polecenia produkt. Jeszcze nie raz ją kupię.

2. Ziaja Maska Liście Zielonej Oliwki Regenerująca z kwasem hialuronowym.
Również udany zakup. Delikatnie pachnie. Dobrze nawilża, koi, rozjaśnia i wygładza. Bardzo łagodna. Wydaje mi się, że ta poprzednia z glinką bardziej regeneruje i spełnia więcej funkcji na raz, ale tę też polubiłam. 


3. Ziaja Ulga Maseczka Kojący Kompres.
Rzeczywiście delikatna. Nadaje skórze miękkość i gładkość. Nawilża całkiem ok. Trochę jednak oczekiwałam większego ukojenia i zdjęcia z twarzy zaczerwienienia. Czyni to, ale w stopniu umiarkowanym. Nie jest idealnym kompresem przynoszącym natychmiastową ulgę. Pod tym względem znam lepsze. Ponownie jej nie kupię.

4. Ziaja Maska Nawilżająca z glinką zieloną.
Seria tych maseczek jest świetna. Ta również okazała się strzałem w dziesiątkę. Zaznałam czystej przyjemności z jej stosowania i widziałam efekty. Nie tylko doskonale nawilża i to na długo, ale koi, rozjaśnia, łagodzi podrażnienia, wygładza, nadaje zdrowego blasku. Widać to od razu po zmyciu maski. Polecam przed nałożeniem makijażu np. na duże wyjścia. Z całą pewnością będę stale do niej wracać.


5. Lirene Dermoprogram Nawilżenie Maseczka samowchłaniająca się. 
Ulubieniec chyba od 3 lat. Często jest w denkach. Nigdy mnie nie zawiodła. Świetnie nawilża, napina skórę, poprawia jej elastyczność, gęstość, ogólnie wygląd. Rozjaśnia, wygładza, koi. Prawie dwa lata temu opublikowałam jej osobną recenzję <KLIK>. Zapraszam do zajrzenia.

6. Marion Krystaliczne płatki na okolice ust.
Spontanicznie kupione w supermarkecie. Tzw. lifting dla ubogich:) Wiecie co? To naprawdę działa. Oczywiście musimy wiedzieć, czego się spodziewać. Poziom medycyny estetycznej to nie jest. Kosmetyk za kilka PLN nie zadziała też, jak tego typu produkt np. z kwasami za połowę średniej krajowej. 
Płatki zaskoczyły mnie pozytywnie. Nie mam głębokich bruzd przynosowych, ale coś tam jednak w tej okolicy jest. Kolagen i elastyna ładnie wypychają załamania. Odczuwamy i widzimy wyraźnie wygładzenie, większą sprężystość skóry, napięcie i jędrność. Twarz zyskuje i efekt nie znika wcale tak szybko. Myślę, że tak do około 3 dni widać rezultaty. Ja zastosowałam na kilka godzin przed większym wyjściem. Make up trzymał się wzorcowo. Podkład wyglądał w tym miejscu jak z folderów. Zmarszczki mimiczne nie były wcale widoczne. Poza tym płatki fajnie chłodzą. Polecam. Jedno opakowanie starcza tylko na raz, ale kosztuje niewiele około 4-5 PLN. 


7. Yasumi Beautiful Morning Regenerating Night Mask. Maska do twarzy na noc. 
Odkrycie maseczkowe 2014 roku. Wysoka jakość. Z całą pewnością plasuje się w pierwszej piątce najlepszych maseczek do twarzy, jakie kiedykolwiek używałam. Żałuję, że się skończyła. Jest jednak zaskakująco wydajna. Starczyła mi na około pół roku. A nie żałowałam jej sobie. W listopadzie'14 doczekała się osobnej recenzji <KLIK>. Tam możecie poczytać o niej więcej.

8. Marion SPA Głębokie nawilżenie Kremowa Maska Algi.
Lubię wszystko co algowe. Tu jednak jestem wysoce rozczarowana. Maseczka miała być kremowa, a okazała się bardzo rzadka i wodnista. Nic złego nie zrobiła, ale też nie odczułam po niej żadnego efektu. Nie nawilża, nie wygładza, nie koi, no nic, zupełnie. Placebo. Nie była droga, ale nie warto przeznaczać na nią nawet kilku groszy. Nie wiem za co Laur Konsumenta Odkrycie 2010 roku? Dla mnie to bubel. Jedynym plusem jest pompka, ale co mi po praktycznym dozowniku, jak kosmetyk nie działa?


9. Lush Mask of Magnaminty. Maseczka Oczyszczająca.
Kolejny ulubieniec. Stale gości u mnie od ponad 6 lat. Zużyłam jakieś 5-6 opakowań. Nie raz była w denku. Świetny oczyszczacz. Uwielbiam ją szczególnie latem. Trzymam w lodówce i kocham aplikować wieczorem pod upalnym dniu. Pomaga w walce z nadmiarem sebum, z zaskórnikami. Działa skutecznie, ale nie podrażnia. Wręcz przeciwnie. Koi, łagodzi, wycisza. Pięknie wygładza. Kocham jej świeży zapach, rześki, naturalny, prawdziwy. Nie jest tania, ale wysoce wydajna. Zawsze będę do niej wracać. Zdecydowane KWC.

10. Perfecta Oczyszczanie Peeling enzymatyczny Wygładzający Minerały Morskie + Enzym z Papai.
Nie jest to maska, ale umieściłam go tu, ponieważ działa podobnie. Nanosi go się na całą noc, a zmywa rano. Nie raz go Wam polecałam. Kilka osób pisało mi, że po moich rekomendacjach kupiło i są bardzo zadowolone. Tani i wydajny produkt. Do tego działa zgodnie z obietnicami. Stale do niego wracam. Jeśli chodzi o peelingi enzymatyczne jeden z lepszych. Pełną recenzję możecie znaleźć w poście ze stycznia'13 <KLIK>.


Czujecie się czymś skuszeni? Co Wy myślicie na temat tych kosmetyków?

piątek, 23 listopada 2012

To co niedostępne na wyciągnięcie ręki, kusi najbardziej...

Czyż tak nie jest? Półki polskich drogerii i aptek uginają się od kosmetyków, a my zawsze chciałybyśmy to co mają kobiety w innych krajach:) Znowu dziewczyny spoza Polski zazdroszczą nam tego, co u nas jest łatwo dostępne...
Zresztą nie dotyczy to tylko kosmetyków. Taka już chyba człowieka natura.

Ponad 2 tygodnie temu koleżanka jadąc z Niemiec ponownie zrobiła mi niespodziankę i znając mój wielki apetyt na kosmetyki Alverde, kupiła mi kilka drobiazgów. Jeszcze nie zużyłam poprzednich tej marki, a już mam kolejne:)



Jola wybrała dla mnie sama:
- Alverde Szampon z kofeiną
- Alverde Olejek do włosów migdałowo-arganowy
- Alverde Lotion do ciała Melon+Jeżyna
- Alverde Odżywka do włosów z brzoskwinią i wanilią
- Alverde Mydło truskawkowe
- Alverde Olejek do ciała Cytryna i Rozmaryn
- Alverde Balsam do ciała Migdał+Róża.

Część z nich już używałam, ale na razie z opinią poczekam. Jedynie mogę powiedzieć, że najbardziej jak na razie jestem zachwycona odżywką do włosów, ale jeszcze muszę dłużej ją potestować by napisać rzetelną recenzję.

Dzięki Agnieszce (nieesia25) weszłam także w posiadanie szczoteczki do twarzy Clarisonic Plus. Chodziła za mną chyba 2,5 roku. W końcu się zdecydowałam i mam.


Przy okazji kupiłam przez Agę zapas ulubionego suchego szamponu z Batiste w postaci 3 butelek. Recenzja jego jest na moim blogu w tym miejscu >>. Big & Bouncy XXL Volume jak do tej pory najbardziej przypadł mi do gustu.

Agnieszce oczywiście kolejny raz dziękuję za pomoc w zakupach.


 Mam również wspaniałe i niezwykle serdeczne czytelniczki. Już kilka razy się o tym przekonałam. Jedna z nich Wiola jadąc do Polski na urlop, przywiozła dla mnie jedne z ulubionych kosmetyków Lush. Krem Enzymion jaki recenzowałam tu >> oraz tonik Tea Tree Water. Uwielbiam oba.


Dodatkowo Wiola zrobiła mi prezent w postaci atomizera na perfumy. Świetna rzecz do torebki.




Wioli bardzo dziękuję za zakupy, przywiezienie ich do Warszawy i podarunek.

Cieszę się, że na około mnie jest tylu życzliwych ludzi. Pamiętajmy wszyscy by zawsze takimi być dla innych!

Jutro piątek:) Trzymajcie się!
Magda

PS. Przypominam także o rozdaniu na moim blogu do 09.12.12.

wtorek, 10 lipca 2012

Denkujemy intensywnie dalej...Odcinek III: Twarz, usta

Bez zbędnych ceregieli przechodzę do tematu.
Kolejna część denka - tym razem produkty do twarzy i ust.



1. Yes To Tomatoes Total Treatment Facial Mask
Maseczka do cery tłustej.
Moje opakowanie to mini - 20 ml. Kupione w zestawie z 5 innymi kosmetykami tej marki za śmieszną cenę 25 PLN.
Znakomita maska, w pełni spełnia obietnice producenta. Jedna z lepszych jakie miałam. Pięknie oczyszcza i rozjaśnia skórę.
Niesamowicie wydajna.
Cena to ok. 100 PLN za 50 ml w Sephora. Czasami można dorwać ją na sporych promocjach. Ja ich kosmetyki kupuje w Izraelu - są o wiele tańsze.


2. Lush Krem Enzymion.
Obecna cena to 13,5 GBP za 50 ml.
Dla mnie - krem znakomity. Z całą pewnością będę chciała go mieć ponownie. Choć jak na razie nie mam za bardzo do niego dostępu.
Recenzja tego kosmetyku jest na moim blogu tu >>


3. Eliksir winogronowy z Biochemii Urody.

40 ml - 43 PLN.
Produkt odkrycie! Cera po nim zmieniła się diametralnie na korzyść i jestem nim zachwycona. Recenzja pojawi się przed moim wyjazdem na urlop, bo wiem, że obiecałam:)


4. Pomadka ochronna Oeparol.
Kosztuje chyba ok. 6 PLN. Dokładnie nie pamiętam.
Od lat ulubiona i kupowana stale. Pięknie nawilża i super chroni usta. Mam wiele produktów do ust ale stale wracam do niej.
Dla mnie to niezbędnik.


5. Tonik z Lush - Tea Tree Water.
Kolejny ulubieniec. Zużyłam już chyba z 4 butelki. 
Wydajność ogromna. Bardzo dobrze działa na skórę tłustą czy mieszaną. Dobrze odświeża i ma spray - a to kocham:)
Ktoś powie, że nie ma różnicy między tonikami. Akurat po używaniu jego ja różnicę widzę znaczną:)
Występuje w dwóch pojemnościach:
- 100 ml - 3,75 GBP
- 250 ml - 7,00 GBP.


6. Żel oczyszczający Normaderm od Vichy.
Można go dostać w pojemności 200 i 400 ml.
Często 400 ml jest w cenie mniejszej butelki. W zależności od apteki rozpiętość cenowa 35-40 PLN.
Recenzowałam go gruntownie w tym poście >>

Kilka dni temu kupiłam drugie opakowanie - tym razem dużą butlę.
Skuteczny i w te upały do zmywania twarzy - najlepszy!


7. Peeling do ust - Lush, Bubblegum Lip Scrub.

- 25 g - 4,95 GBP.
Gadżet. Przyjemny ale nic nadzwyczajnego. Nie za tą cenę. Moje zdanie na jego temat poczytacie w tym miejscu >>
Ponownie nie kupię.


8. Clinique, Redness Solutions, Daily Relief Cream - Kojący krem nawilżający na dzień.

Miałam miniaturkę 15 ml.
Przeznaczony do skóry skłonnej do zaczerwienień. Pokładałam duże nadzieje w tym kosmetyku, ale mnie rozczarował.
Dobrze nawilża i to wszystko. Nie widziałam specjalnego efektu działania na moje zaczerwienienia, naczynka czy rumień.
Poza tym dla mnie nie nadaje się na dzień. Makijaż na nim trzymał się średnio, czasem rolował. Krem jest za tłusty.
Na noc - w porządku.
50 ml kosztuje około 190 PLN i wg mnie nie jest kompletnie warty tej ceny.
Cieszę się jednak, że przetestowałam te 15 ml.
Nawet nie pamiętam skąd ten słoiczek mam. Albo go dostałam albo był w jakimś zestawie - nie wiem.


 9. Hydrolaty:
- z kwiatów pomarańczy słodkiej od Zrób Sobie Krem - 16,90/200 ml
- różane z Biochemii Urody - 19,90 PLN/200 ml

Hydrolaty to znakomite produkty. Różane są moimi ulubionymi.
Ten z kwiatów pomarańczy działał bardzo dobrze, ale nie lubię tego zapachu. Nie kojarzy mi się totalnie z pomarańczami.
Bardzo specyficzna woń i mi nie podpasowała.


 10. Floslek - Tonik do cery z problemami naczyniowymi.
Cena: ok. 12 PLN/200 ml
Produkt ok. Ale rewelacji nie ma. Zwykły tonik. Dla mnie nie koił znacząco, ale też nie podrażniał. Neutralny zapach.
Za mało nawilżał.
Nie sądzę bym do niego wróciła. Są lepsze w tej lub niższej cenie.


11. Tisane - balsam do ust.
Bez dwóch zdań najlepszy! Nic go nie pobija. Kupuje od lat.
Z tego co pamiętam kosztuje teraz ok. 7-8 PLN za 4,7 g.


12. Krem oczyszczająco-rozświetlający ze sklepu Naturalne Piękno.

Przy okazji zakupów dostałam gratis próbkę 15 ml tego kosmetyku.
Zaskoczył mnie niezwykłą wydajnością. Próbka starczyła mi na kilkanaście razy. Dobrze oczyszcza, nawilża, nie podrażnia i rzeczywiście rozświetla.
Skłaniam się do zakupu pełnego opakowania.
- 50 ml - 14 PLN
- 100 ml - 26 PLN

Pod tym linkiem >> znajdziecie pełen jego opis na stronie dostawcy.


13. Pasta cynkowa.
Następny niezbędnik u mnie w domu. Towarzyszy mi chyba od 15 lat.
Polecam właśnie pastę, a nie maść. Na wypryski, ranki, krostki - najlepsza!
Zapłacicie za nią grosze w aptece - pewnie ok. 3-4 PLN. Starcza mi na 1,5-2 lat.


 14. Efectima. Peeling enzymatyczny + maska kolagenowa.
Ten saszetkowy zestaw jest cenie ok. 5-6 PLN.
Kupuje go od czasu do czasu i lubię. Maska ładnie napina skórę, wygładza, rozjaśnia i nawilża. Świetnie nadaje się przed ważną imprezą czy dużym wyjściem.
Rewelacyjny kosmetyk też wtedy gdy skóra jest zmęczona, poszarzała i błaga o energię.


15. Dax Cosmetics. Seria No problem! Maseczka antytrądzikowa głębokooczyszczająca.

Uwielbiałam ją. Tania, wydajna i czyniła super robotę. Obłędny zapach gruszki.
Znakomite oczyszczenie.
Niestety produkt już wycofany. Bardzo żałuję, bo zużyłam kilka opakowań i cała ta stara seria byłą świetna, choć ja wcale nie mam skóry trądzikowej:)
 

16. Krem rozjaśniająco-wygładzający AZELO/BHA z Biochemii Urody.
50 ml - 29,50 PLN.
Śmiało mogę powiedzieć, że ten krem zmienił moją skórę z tłustej na bardziej normalną może w kierunku tłustej. Dokonał ogromnych zmian na lepsze jeśli chodzi o moją twarz. Kupiłam już kolejne opakowanie. Dla mnie to rewolucyjny produkt.
Wiele zmienił w mojej pielęgnacji. Choć nie jest tak, że nagle mam cerę super idealną:) Zmiana jednak jest duża, choć na efekty trzeba poczekać.
Będzie jego dłuższa recenzja.


Dajcie znać jeśli używałyście któregoś z tych kosmetyków. Miło mi będzie poczytać o waszych spostrzeżeniach.
Jeśli interesuje Was recenzja szczegółowa jakiegoś z wymienionych - dajcie znań.

Pozdrawiam Was!
Magda

wtorek, 3 lipca 2012

Pierwsze denko...Zużyłam. Czy kupię ponownie czy nie?:) Odcinek nr I: Produkty do włosów + kolorówka

  Torba z pustymi opakowaniami pęka w szwach. Pora zatem na post o moich zużyciach.
Pierwszy o takiej tematyce na moim blogu.



Nie będę recenzować poszczególnych produktów ale w kilku daniach pozwolę sobie je ocenić.
Jeśli interesuje Was recenzja szczegółowa na temat jakiegoś "modelu":) - piszcie.

Z racji ilości - postanowiłam projekt denko podzielić na części.
Dziś na pierwszy ogień idzie kolorówka i specyfiki do włosów.

Zaczynamy.

PRODUKTY DO WŁOSÓW



1. Szampon Lush - Big - 330 g.



Obecnie w UK cenie - £10.95.
Już chyba wszystkim znany.
Świetny produkt. Pachnie wybornie, cudnie oczyszcza włosy. Niezwykle wydajny ale nie tani.
Niedostępny w PL w normalnej sprzedaży.
Polecam ale nie do stałego używania na co dzień. Zdecydowanie co któreś mycie.
Pewnie jeszcze kiedyś po niego sięgnę, choć wolałabym by był sprzedawany w mniejszym opakowaniu.

2. Szampon Yes To Tomatoes Daily Volumizing Shampoo - Dodający włosom objętość.
Butelka - 500 ml.
Teraz zmieniona jest grafika butelki.
Dostępny w Sephora za około 49 PLN.



Mój przyjechał z Izraela gdzie kosmetyki tej marki są o wiele tańsze.
Uwielbiam go. Obłędny niepowtarzany zapach. Rzeczywiście zwiększa objętość włosów.
Jeden z lepszych szamponów jakie używałam.
Nie wymaga nawet użycia odżywki.
Zakupię na bank ponownie.

3. Maska mleczna do włosów - Mila Crema al Latte.



Około 30-40 PLN za 1l.
Mój faworyt! Uwielbiam ją.
Recenzowałam ją dokładnie tu>>

4. Maska Oriflame Hair Repair Therapy - do suchych włosów.
Dostałam ją już spory czas temu.
Nie wiem ile kosztuje i czy nadal jest dostępna.
Pojemność to 200 ml.
Użyłam parę razy, ale przeciążała mocno moje włosy.
Oddałam ją mamie, ale też nie była z niej zadowolona.
Oddała mi ją, a ja wykończyłam ją do golenia nóg:)
W tym celu sprawdziła się super.
Pięknie pachnie - ale nie polecam.



5. Suchy szampon - Rene Furterer, Naturia, Dry Shampoo.
Produkt otrzymany w Glossybox.
Pojemność - 75 ml.



Oryginalna pojemność ma 150 ml i kosztuje 78 PLN.
Bardzo dobry szampon. Robił to co miał robić.
Włosy po nim były odświeżone, ładnie zbiera sebum.
Pachnie przyjemnie i nie pozostawia białego nalotu. Lekko jednak matowi włosy.
Jednak za tą cenę kupowanie suchego szamponu to dla mnie przesada.
Dużo tańsze robią to samo.
Przetestowałam ale 80 PLN na tego typu specyfik używany od przypadku - nie dam:)

6. Nabłyszczacz do włosów Marion.
75 ml - ok. 7-8 PLN.



Nigdy nie wierzyłam w tego typu produkty.
Nie jestem fanką generalnie ładowania na włosy miliona specyfików.
Moje włosy tego nie lubią.
Ale ten produkt naprawdę się sprawdza.
Nie używam każdego dnia. Od czasu do czasu. Ale daje połysk bez przetłuszczenia. Nie obciąża wcale włosów - oczywiście nie można przesadzić z ilością.
Jest bardzo tani i wydajny.
Włosy po nim są bardzo miękkie, ładnie lśnią, ale z nawilżeniem to bym nie przesadzała.
Kupuje co jakiś czas. To już moja chyba 3 butelka.
Świetny po zastosowaniu suchego szamponu, kiedy włosy są jednak lekko matowe.
Fryzura spryskana nim szczególnie pięknie lśni w świetle sztucznym.
Znakomity na imprezy.

KOLORÓWKA

Ją zużywam dużo wolniej. Tu mam tylko 3 produkty.



1. Camouflage Cream z Artdeco - kamuflaż/korektor w kremie.
4,5 g kosztuje chyba około 40 PLN.
Ale mój ma wieki więc mogę się mylić co do ceny.

Opakowanie już trochę nieestetyczne - na końcu połamało się górne wysuwane wieczko.
Produktu jeszcze trochę jest, ale ciężko wygrzebać. Poza tym raczej już minął termin ważności:)
Mam go - sama nie wiem ile, ale strasznie długo. Chyba około 3 lat a może nawet 4.



Wydajny bardzo. Znakomity. Kryciem pobiaja wszelkie korektory. Do tego odpowiednio nałożony jest zupełnie niewidoczny.
Jeśli chodzi o tuszowanie wszelkich niedoskonałości - absolutny nr 1.
Mam obecnie jeszcze 2 inne kolory.

2. Puder brązujący z Rimmela - Natural Tan Booster z serii Sun Shimmer.
Kupiłam go na Allegro jako pełnowymiarowy tester. Był ze mną około 2 lat.
Świetny kolor. Mój 01.

                                           
   
Zupełnie matowy z domieszką szarości. Uwielbiam takie kolory.
Nie widziałam tego dokładnie bronzera normalnie w drogeriach w Polsce.
Bardzo dobry i wydajny produkt. Dałam za niego śmieszną cenę 8 PLN.

                                               
                                  
Na koniec złamało mu się wieczko, ale spadł mi na podłogę tysiące razy i nie pokruszył się.
                      
                                            
Z niskopółkowych produktów z tej kategorii - chyba najlepszy jaki miałam.
Nie pobija Narsa Laguny, ale to nie te szczyty.
Muszę jednak powiedzieć, że kolorystykę i tony miał niezwykle podobne.

3. Pressed Mineral MakeUp SPF15 4 w 1 firmy PurMinerals - podkład mineralny w kompakcie.
Zastępuje puder, podkład, korektor i ma ochronę SPF15.
Mój kolor to Light/Clair.
Świetny! Uwielbiałam go, choć ma też kilka drobnych wad.
Dla osób zabieganych, śpichów itp. - idealny.
Niedostępny w Polsce.
Można kupić np. na eBay lub Truskawce.
Cena około 100 PLN/8 g.
Drogi ale dobry, choć wydajny średnio.
Może jednak zastąpić nawet 2, 3 lub 4 inne produkty.
Chyba jeszcze kiedyś do niego wrócę, choć na razie wykańczam to co mam i się zejdzie...:)



Kolejny odcinek na temat tych które dobiły dna - za niedługo:)


Jeszcze mały bonus.
Wczoraj były truskawki zmiksowane z maślanką.
A dziś pół dnia raczyłam się takim napojem: banan, kiwi + woda kokosowa.
Super gasi pragnienie. Polecam!

 

Wiatru i oddechu Wam życzę w te upały. Sobie także:)
Magda