Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejki. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2012

Paka z Biochemii Urody - czyli testujemy kolejne naturalne kosmetyki

Zamówione kilka dni temu.
Przyszło w zeszłym tygodniu w ciągu 3 dni.
Duży plus dla Biochemii Urody za termin realizacji! Wcześniej było pod tym względem dużo gorzej.



1. Serum GRANAT EKO + CQ10
35 ml - 33,50 PLN.
Wczoraj akurat skończyłam serum - Eliksir winogronowy.
Świetny produkt i na bank do niego wrócę, ale postanowiłam teraz spróbować ten z granatu.



2. Serum na okolice oczu i naczynka
20 ml - 26 PLN.
Głównie kupiłam go z myślą o moich naczynkach.



3. Hydrolaty:
- Z czarnej porzeczki 100% ekologiczny - 17,90 PLN/200 ml

- Z kwiatu kocanki 100% ekologiczny - 19,90 PLN/200 ml

- Z róży damascena 100% ekologiczny - 19,90 PLN/200 ml

Pierwszych dwóch jeszcze nie miałam. Ten z róży za to kupuje chyba 3 raz i jest moim ulubieńcem.
Zdaje mi się, że jednak hydrolaty bardzo zdrożały. W ogóle w miarę rozpowszechnienia ich kosmetyków w necie ceny bardzo podskoczyły. Rok temu było o wiele taniej.



4. Olejek tamanu 100% ekologiczny
15 ml - 10,80 PLN.
Kupuje go po raz drugi. Poprzednia buteleczka jest już na wyczerpaniu.
Znakomity, wydajny i odkąd go odkryłam, nie wyobrażam sobie nie mieć go w domu. Na urlop też go zabiorę, stąd zakup mniejszego opakowania.



5. Olej z kocanki
50 ml - 11,90 PLN.
Podobno ma zbawienny wpływ na naczynka i skórę skłonną do siniaków, krwiaków i zaczerwienień. Czyli coś dla mnie:) Zobaczymy jak się sprawdzi.

6. Buteleczki 50 ml z atomizerem
- 2,50 PLN/szt.
Uwielbiam te buteleczki. Mam już 3 szt. i świetnie się sprawdzają. Wielkość idealna i spray świetnie działa.

 Żeby ostatniej tradycji stało się zadość...coś kulinarnego na koniec:)
Były napoje, a dziś jest sałatka.

                                       
Przegląd szuflady lodówkowej z warzywami + pieczony kurczak.
W gorąc - świetna jako obiad czy kolacja.

Podzielcie się daniami jakie goszczą na waszym stole w te wysokie temperatury. Chętnie poczytam i może coś ściągnę.

:)
Magda

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Nawilżając mgiełka/tonik do twarzy i włosów - własnej roboty. Na lato - wyborne rozwiązanie w sprayu!

Około 2 tygodni temu sporządziłam sobie na poczekaniu mgiełkę do twarzy i włosów, jaką praktycznie od tego czasu używam każdego dnia.
W upalne dni jakie jeszcze były kilka dni temu - okazała się zbawieniem.

 Miałam bardzo pracowity czas i sporo godzin spędzałam w samochodzie poruszając się po zatłoczonej Warszawie.
Nie mam w aucie klimatyzacji, co w upalne dni jest mega wyzwaniem.
Z drugiej strony klima potrafi być nieprzyjazna w skutkach dla naszego zdrowia, skóry i włosów...

Pewnego dnia migusiem sporządziłam sobie płyn odświeżająco nawilżający, z którym teraz się nie rozstaje.

Do sporządzenia mgiełki użyłam:
- hydrolat różany
- żel hialuronowy 1%
- naturalny olejek mandarynkowy


Wybranie tego hydrolatu było czystym przypadkiem. Akurat miałam go taką ilość jaką potrzebowałam.
Możecie oczywiście zastosować u siebie każdy inny.
Podobnie olejek. Mandarynkowy to mój niedawny zakup i pachnie wybornie, dlatego padło na niego.
Jeśli jednak lubicie jakiś inny - nic nie stoi na przeszkodzie by go użyć.
Spokojnie też możecie go pominąć, choć ładny zapach jest tu miłą wartością dodaną:)
Poza tym olejki takie oprócz pięknej woni świetnie działają na naszą skórę i włosy.

Płyn sporządziłam w buteleczce zakupionej jakiś czas temu w sklepie Biochemia Urody.
Ważne by butelka była ze sprawnie działającym atomizerem dobrze rozpylającym płyn.
No i była małych rozmiarów do torebki.


Ta sprawdza się znakomicie.

Czego ile?
Przyznam się, że ten tonik/mgiełkę sporządzałam w sumie na oko.
Nie bawiłam się w jakieś aptekarskie odmierzanie składników.
Buteleczka moja ma 50 ml.
Mniej więcej na taką ilość hydrolatu dodałam 1/3 małej łyżeczki żelu hialuronowego i 2-3 krople olejku.
Wszystko mocno wymieszałam poprzez porządne wstrząsanie przez dłuższy czas.
To wszystko.

Płyn przed każdym użyciem także mocno "buzuje":)


Spryskuje nim twarz w ciągu dnia.
Świetnie nawilża i tonizuje.
Dodatkowo odświeża, koi i zauważyłam, że powoduje zmniejszenie zaczerwienienia skóry - co jest sporym moim problemem.
Rozświetla cerę i uspokaja naczynka.
Poza tym lekko chłodzi, nawet wtedy gdy noszę go cały dzień w torebce w cieple.


Używam go także na włosy.
Pięknie je nawilża, poprawia skręt moich fal-loków. Odświeża.
Nadaje miękkości i jest zbawieniem kiedy akurat w danym dniu włosy mają fazę puszenia lub przy wilgotnej pogodzie - fazę na siano-szopę.

Znakomity także na końcówki.
Zdecydowanie pomaga też w układaniu włosów w ciągu dnia i generalnie dba o naturalny kształt fryzury bez specjalnej stylizacji.
Szczególnie polecam kobietom o dłuższych włosach, kręconych, falowanych lub/i skłonnych do puszenia się czy przesuszonych.

Nie powoduje u mnie przetłuszczenia, nie robi "strąków", nie obciąża fryzury.
Staram się jednak nie spryskiwać nim włosów przy samej nasadzie i dbam o nie przesadzanie z ilością. Dwie, trzy pompki i tyle.

W bardzo ciepłe dni spryskiwałam nim także ręce, dłonie i nawet stopy i to było bardzo, bardzo przyjemne.

Z moich rad to warto stosować go zarówno na skórę jak i włosy z pewnej odległości około 15-20 cm.
Wtedy mgiełka ładnie się rozpyla.

Przestrzegałabym także przed zbyt dużą ilością aplikowania za jednym razem.
Nie jest to potrzebne.

Płynem spryskuje spokojnie twarz z makijażem i nic się z nim nie dzieje.
Przeciwnie - moim zdaniem makijaż trzyma się dzięki niemu jeszcze lepiej i jest bardziej utrwalony, a cera promienieje.
Naprawdę widać różnicę.
Zachowanie jednak odległości w aplikacji jest tu ważne.

Nie zauważyłam by spowodował przetłuszczanie się skóry, świecenie czy spływanie makijażu.
Spokojnie spryskuje twarz nawet kilka razy na dzień - kiedy mam na sobie puder i mat jest jeszcze bardziej trwały.

Mgiełka stała się nieodłącznym wyposażeniem mojej torebki.
Pomogła mi przetrwać upały. Ale teraz kiedy pada deszcz także się z nią nie rozstaje.
Na lato jak znalazł!

Do tego dzięki olejkowi mandarynkowemu - tonik zniewala zapachem. Nie można jednak przesadzić tu z ilością. 2-3 krople wystarczą.
Dzięki niemu mgiełka jest bardzo pobudzająca. Dodaje witalności i chęci do działania.

   

Zachęcam do przygotowania sobie takiego toniku w domu.
Prosty, tani a naprawdę dobry.
Jeśli nie macie aktualnie olejku czy żelu hialuronowego, spryskiwanie twarz samym hydrolatem też jest świetne.
Żel hialuronowy podwyższa nawilżenie, ale sam hydrolat także jest skuteczny.

Działanie nawilżające ma też gliceryna, można więc także jej tu użyć.

Oczywiście płynu tego nie musicie używać tylko w ciągu dnia.
Znakomicie nadaje się pod krem na noc czy na dzień.



Przede mną kolejny intensywny tydzień.
Będzie jednak miły, bo dwa dni będę gościć w Poznaniu.
Potem wolne i Euro:)

A wy wyjeżdżacie czy kibicujecie?

Magda

sobota, 12 maja 2012

Leniwa cudna sobota. Dziś cieszy mnie wszystko:)

Cieszy mnie dziś wiele rzeczy.
Mimo, że od rana u mnie pada to jest ciepło i pięknie.

Po długim czasie słońca deszcz jest bardzo potrzebny.
Będzie pięknie zielono!:)

Pod oknem mam mały gaj bzowy i pachnie nim niesamowicie.


Mimo dużego deszczu biegałam dziś rano i czułam się cudnie.
Pokonałam nawet swój rekord czasowy:)
Uwielbiam takie dni kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć i mogę robić to co kocham.

Wczoraj spędziłam miły wieczór w knajpce Mamma Mia na warszawskiej Saskiej Kępie i długo spacerowaliśmy po zakątkach tej dzielnicy.
Wieczór i noc była niesamowicie ciepła - jak w lipcu.

Miałam plan by jechać do Ikea - ale szkoda mi trochę dnia na chodzenie po sklepach.
Obawiam się też tłumów, a wolę tam jeździć kiedy jest mało ludzi.
Może wieczorem jednak się wybiorę...Zobaczymy.


Jak na razie piję włoską kawę z mojej ukochanej filiżanki.


Wstawiłam pranie.
Słucham Leszka Możdzera. Płyta Komeda jest moją ukochaną i gorąco ją polecam każdemu.
Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami jazzu.


Cieszę się, że w środę posprzątałam generalnie całe mieszkanie - dzięki temu sobota jest tylko dla mnie:)

Raduje mnie jeszcze inna skromne "zjawisko".
Przybywa mi czytelników bloga.
Wiem, że nie jest ich jeszcze dużo. Ale cieszy mnie każda osoba i każdy komentarz i ślad jaki zostawiacie.
Bardzo Wam za to dziękuję.

Postanowiłam, że jak będzie Was 200 osób - zrobię małe rozdanie.
Kosmetyczne ale nie tylko:)

Zaraz zabieram się za przygotowanie prostego włoskiego obiadu.
Pójdą w ruch zakupy przywiezione z Toskanii.


Czeka mnie jeszcze małe sprzątanie w garderobie...ale nie wiem czy nie przełożę tego na jutro:)

Wieczorem na twarz pójdzie na bank spirulina ze Zrób Sobie Krem.
Potem maska czekoladowa - prezent z Niemiec od Agi - 82Inez.





Na włosy na noc olejek Sesa o jakim pisałam tu >>, a wcześniej kąpiel z dodatkiem ulubionego olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego.


Na stopy i dłonie masło shea.
Świeczka z Yankee Candle - lewendowo-waniliowa.


 
Lampka wina i lektura książki "Potęga podświadomości" Joseph'a Murphy. Do jakiej co jakiś czas wracam.




Napiszcie koniecznie jak Wy spędzanie tą sobotę?
Leniwie, pracowicie?


A i może coś mi doradzicie?
Poszukuje kilku rzeczy i może mnie nakierujecie?

Marzy mi się miętowa marynarka/żakiet.
Niestety te jakie widziałam do tej pory są - jak mówi moja mama "jak psu z gardła":)
Materiał kiepski, skrojone fatalnie.
Inne niesamowicie drogie. Nie chcę wydawać kroci na marynarkę o kolorze w jakim raczej nie będę chodzić w koło czy cały rok i jaki nie do wszystkiego pasuje.
Może gdzieś widzieliście fajne w tym odcieniu?

Druga sprawa.
Chcę kupić tubę na pędzle.
Coś w stylu takiej jaką ma Sigma.
Byłaby ta od nich ok ale...kosztuje 20$ i prawie 15$ przesyłka. No ludzie!

Wszelkie sugestie i rady w tych tematach mile widziane.

Pozdrawiam Was serdecznie wszystkich i każdego z osobna:)
Magda

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Olejek Sesa do włosow - recenzja. Skuteczny ale śmierdziel:) Moje pozytywne wrażenia po kilku miesiącach naturalnego olejowania włosów

Dziś będzie o moich doświadczeniach z olejkiem do włosów Sesa.


Uwaga dużo tekstu:)

Po moim niedawnym poście z zakupami olejków >> dostałam wiele pytań na temat tego kosmetyku. Dziś zatem recenzja.


Olejek kupiłam w sklepie internetowym www.helfy.pl.
Występuje w dwóch pojemnościach. Ja od razu zdecydowałam się na większą butelkę.
Ceny:
- 90 ml - 25 PLN
- 180 ml - 45 PLN

Butelka 180 ml starczyła mi na około 3,5-4 m-cy.

Wcześniej włosów nigdy nie olejowałam żadnym tego typu produktem.


Co mówi producent?
Ajurwedyjski środek powstrzymujący wypadanie włosów. Stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów.
Eliminuje łupież. 

Receptura olejku pochodzi ze starodawnych ajurwedyjskich pism. Składa się on z 18-tu bogatych w składniki odżywcze ziół, 5 olejków doskonale nawilżających włosy i mleka. Cała receptura przygotowana została według procesu Kshir Pak Vidhi, w którym zbilansowana mieszanka ziół połączona zostaje z mlekiem a następnie aktywowana poprzez 5 olejków.

Olejek jest bogaty w witaminy C i E. Jest to środek powstrzymujący wypadanie włosów, stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów, eliminuje łupież. Regularne używanie oleju powoduje że włosy stają się lśniące i zdrowe a cebulki doskonale odżywione.

Sposób użycia:
Umyj włosy, osusz je delikatnie ręcznikiem. Aplikuj olejek na skórę głowy masując delikatnie opuszkami palców (dobrze sprawdza się aplikacja przy pomocy strzykawki, oczywiście bez użycia igły ;). Idealny byłby 20 minutowy delikatny masaż.
Aplikuj olejek do momentu gdy skóra przestanie go absorbować. Na koniec wmasuj olejek w końcówki włosów i wmasuj go, do momentu, aż przestaną absorbować olejek. Zostaw na całą noc, rano umyj włosy. Stosuj 2-3 razy w tygodniu.
Jeśli włosy są bardzo wysuszone, z łupieżem i skóra głowy swędzi dobrze jest stosować olejek każdego wieczora.
Inną możliwością jest użycie olejku na 2 godziny przed myciem.
Olejek zmywa się łatwo i powinno wystarczyć jednokrotne mycie szamponem.
Olejek może mieć w pokojowej temp. konsystencję stałą ale po delikatnym ogrzaniu pod strumieniem ciepłej wody lub pod wpływem ciepła rąk natychmiast się rozpuszcza. Przechowywanie w ciepłym pomieszczeniu będzie zapobiegało ponownemu zastygnięciu. Chronić przed dostępem światła.
Olejek odpowiedni do wszelkiego rodzaju włosów. Może być używany w okresie ciąży.
Skład:
* Bhrungraj (Eclipta alba) 3%
* Trifala 3% w/v
* Brahmi (Saraswathi) (Centella asiatica) 1% w/v
* Chameli Pan(Chetika) (Jasminum officinale) 1% w/v
* Chanothi (Krishnala) (Abrus precatorius) 0.5% w/v
* Dhaturo(Mahamohi) (Datura metel) 2% w/v
* Elaychi (Sukshma) (Elettaria cardamomum) 0.5% w/v
* Gali pan (kalkeshi) (Indigofera tinctoria) 1.% w/v
* Indravama (Gavakshi) (Citrullus colocynthis) 1.% w/v
* Jatamansi (Tapasvini) (Nardostachys jatamansi) 0.5% w/v
* Karanj Beej (Chirbilvak) (pongamia glabra) 0.5% w/v
* Neem Beej (paribhadra) (Azadirachta Indica) 0.5% w/v
* Mahendi Pan (Henna) (Lawsonia alba) 0.5% w/v
* Mandur (Sinhan) (Ferri peroxi dumrubrum) 4% w/v
* Rasvanthi (Rasgarbh) (Berberis aristala) 0.5% w/v
* Akkal kara (Anacyclus pyrethrum) 0.5% w/v
* Vaj (Jatila) (Aconus Calamus) 0.5% w/v
* Yashti Madhu (Mulethi) (Glycyrrhiza glabra) 0.5 % w/v
* Milk (Dugdha) 10% v/v
* Wheat Germ Oil (Triticum aestivum) 1% Bogate w witaminę E, jako antyoksydant chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV. Zawiera proteiny z ziaren pszenicy.
* Lemon Oil (Citrus medica) 1% Bogate źródło witaminy C i antyoksydantów.
* Nilibhrungandi Oil 8% Wspomaga porost włosów
* Til Oil (Sesamum indicum) 25% (olejek sezamowy) Wzmacnia włosy oraz likwiduje ich wypadanie
* Sugandhit Dravya 2%
* Coconut Oil olejek kokosowy jako baza
Colour : Quinazarine Green SS.


Jakie mam włosy i jaki był mój cel?
Moje włosy są półdługie - mniej więcej lekko za ramiona. Kiedy zaczynałam przygodę z Sesą nigdy wcześniej włosów nie farbowałam. Nie stosowałam trwałej. Nie prostuje włosów, nie stylizuje ich wałkami, prostownicą, szczotką itp.
Zaledwie parę razy na rok używam suszarkę. Głównie włosy suszę na wolnym powietrzu.

Sporadycznie "od święta" stosuje lakier.
Moje włosy są naturalnie rude, obecnie średnio kręcone. Mam dość dużo włosów, ale są cienkie i delikatne. Nie są zniszczone. Nie mam rozdwojonych końcówek. Mają tendencję do lekkiego przesuszania się na końcach i przetłuszczania przy głowie.
Zatem mieszane. Czasem ulegają puszeniu (ale nie zawsze) i wtedy skręt włosów jest nieciekawy.

Moim największym problemem było nadmierne wypadanie włosów. Z dnia na dzień problem się powiększał.
Stosowałam różne pastylki doustne, szampony, ale mimo wszystko wypadanie nadal trwało, a nawet zwiększało się.


Głównie sięgnęłam po Sesę z nadzieją na wzmocnienie włosów, odżywienie ich i zahamowanie wypadania.

Miałam także nadzieję, że olejek nawilży mi włosy by skręt był lepszy i lekko je przyciemni - choć te "zachcianki" były dla mnie drugoplanowe.

Jak stosowałam?
Olejek zawsze nakładałam na umyte i lekko wysuszone w ręczniku włosy. Wcierałam go dokładnie w skórę głowy oraz w całe włosy, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek.
Jeśli zależy Wam na tym, by Sesa pomogła na wypadanie włosów - wcieranie jej w skórę głowy jest bardzo ważne.
Samo nakładanie na włosy w tym przypadku nic nie da. Ważne jest bowiem by olejek dotarł do cebulek.

Po aplikacji czasem nakładałam na głowę turban - taki specjalny zapinany na guzik (na bank kojarzycie:)).
Można także użyć zwykłego ręcznika, choć turban jest praktyczniejszy i łatwiejszy w noszeniu. Zwykle tak "zapakowana" chodziłam jeszcze po domu przed snem.

Bardzo często też zwyczajnie włosy spinałam niedbale klamrą i nic już na nie nie nakładałam.

Z olejkiem szłam spać. Zdarzało się, że kładąc się nie zdejmowała turbanu, ale mimo wszystko w nocy samoistnie go zsuwałam, bo mi przeszkadzał.

Na poduszkę na początku kładłam ręcznik by poszewka się nie pobrudziła. Ale i tak po każdej takiej nocy z Sesą - zarówno ręcznik jak i poszewkę prałam, więc potem ręcznik poszedł w odstawkę. Olejek wcale nie brudzi materiału.
Jedynie niestety zostawia zapach.

Właśnie co z tym słynnym zapachem?
Postrzeganie zapachu jest naprawdę bardzo subiektywną sprawą. Ja uwielbiam orientalne ciężkie zapachy.
Myślałam zatem, że woń tego olejku nie będzie dla mnie okrutna.

Niestety zapach nie jest dla mnie przyjemny. Wręcz bardzo trudny. Niezwykle ciężki, mocny i ja nie wyczuwam w nim w ogóle ukochanego orientu:)
Rzeczywiście jest w nim kadzidło, dużo ziół ale też masa innych zapachów, jakich z niczym nie mogę porównać.
Zapach to dla mnie bardzo duży minus w tym przypadku. Po aplikacji otacza nas wszędzie i na samym początku był dla mnie nie do zniesienia. Trudno go opisać...

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Dla mnie Sesa śmierdzi i już!:)

O dziwo pierwszy raz gdy miałam ją na włosach nie było tak źle. Bardzo jednak niemiło wspominam drugą i trzecią aplikację. Głowa zaraz po naniesieniu olejku bolała mnie tragicznie, w ogóle nie mogłam spać, było mi niedobrze i wręcz zbierało mi się na wymioty. Zapach czułam w gardle, na całym ciele, wszędzie. Tak było właśnie przy kolejnych dwóch razach.
Wtedy powiedziałam sobie "Nie kochana nie będziesz się tak męczyć, to jakiś koszmar, nie ma co się tak katować".
Z drugiej strony po trzech użyciach widziałam jak super moje włosy wyglądały. Były puszyste, lśniące, pięknie się układały i kręciły, a do tego były wyraźnie grubsze.

Zrezygnowana odstawiłam produkt na 2 tyg. Potem jednak dramat dwóch nocy:) jakoś mi się zamazał w myślach i postanowiłam, że zrobię kolejne podejście. Nałożyłam olejku o wiele mniej i od tej pory już spokojnie przesypiałam noc.
Nie bolała mnie głowa, nie miałam innych nieprzyjemnych dolegliwości. Choć nie powiem nadal zapach jest dla mnie straszny.

Moim jednak zdaniem wyraźnie podczas tych 2 aplikacji za dużo Sesy nałożyłam.
Głowa i włosy wręcz lepiły się od niej. Zupełnie niepotrzebnie, bo aplikacja w mniejszych ilościach daje równie dobre efekty.
Nie ma potrzeby nakładać Sesy bardzo dużo. Ja głownie skupiałam się potem na skórze głowy i włosach u nasady.
Choć oczywiście wcierałam ją także w końcówki.


Po około miesiącu można powiedzieć, że do zapachu przyzwyczaiłam się - to znaczy zaczął mi coraz mniej przeszkadzać.
Nie jest jednak tak, że go nie wyczuwałam czy stał się przyjemny:) Niestety nadal go nie lubię i nie jest to woń relaksacyjna. Ale już może nie tak drażniąca.

Sposoby na złagodzenie odczuwania tego zapachu?
Starałam się przed aplikacją Sesy brać kąpiel czy prysznic w jakimś żelu czy płynie ładnie pachnącym. Także w  aromatycznych olejkach. Do tego na ciało potem szło masło czy balsam o ulubionym zapachu. Dzięki temu skupiałam się na nim, a nie na zapachu olejku.

Często pomagało także zapalanie świeczek zapachowych. Głównie Yankee Candle, które ubóstwiam.

Dużo daje też spryskanie ciała jakąś mgiełką zapachową. Ja np. używałam z Victoria's Secret. Można także takimi mgiełkami spryskać pościel lub zastosować na ciało ulubioną wodę toaletową czy perfumy.

Tak jak jednak wspominałam wcześniej. Zapach to bardzo indywidualna sprawa. Czytałam, że są osoby co uwielbiają ten zapach i jest dla nich bardzo przyjemny. Zawsze przy tym robię wielkie oczy, ale wiadomo co kto lubi...

Czy łatwo olejek zmyć z włosów?
Ja nie miałam z tym nigdy żadnego problemu. Nie wiem czy to kwestia szamponów jakimi się zmywa, ale za każdym razem Sesę zmywało mi się bardzo sprawnie. Choć zawsze myłam włosy po niej 3 razy, a przed nałożeniem szamponu dość długo i starannie spłukiwałam włosy ciepłą wodą.

Słyszałam, że wiele osób twierdzi, że mimo umycia zapach na włosach zostaje kilka dni. Ja czegoś takiego nie odczułam. Pytałam także innych czy czują ten zapach ode mnie - i nikt tego nie potwierdził.
Do zmywania Sesy używałam przeważnie 2 szamponów, choć nie kupowałam ich specjalnie do tego celu. Zwyczajnie w tym czasie je miałam w domu. Zdarzało mi się użyć także innych. Szczególnie jednak polecam dwa i oba bez parabenów:

- Yves Rocher Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się
oraz

- Yes To Tomatoes Volumizing Shampoo


Świetne szampony nie tylko do zmywania olejów. Wkrótce każdego z nich zrobię recenzję.
Po zmyciu olejku nie stosowałam nigdy już odżywki czy balsamu, maski itp. Włosom pozwalałam naturalnie wyschnąć.
Świetnie się rozczesywały. Nie plątały i były miłe w dotyku.

Jak często stosowałam?
Przez pierwszy miesiąc (odejmując od tego 2 tyg. wspomnianej wcześniej laby) Sesa lądowała u mnie na włosach dwa razy w tygodniu.

Potem raz na tydzień. Przez ostatnie 3 tygodnie kuracji - mniej więcej raz na 10 dni i głównie wynikało to moich wyjazdów, kiedy to nie zabierałam olejku ze sobą, bo nie miałabym jak go stosować.

Jakie wyniki?
Już po pierwszym użyciu włosy były niezwykle miękkie w dotyku. Objętość dwa razy większa. Zero puszenia się, skręt włosów znacząco poprawiony. Poza tym włosy lśniły i bardzo dobrze się układały. Zdecydowanie też dłużej były świeże.

Przy kolejnych razach efekty te pogłębiały się, a włosy zyskiwały na plus. Głównie widziałam, że są super nawilżone, uniesione u nasady i w dotyku jakby grubsze, mięsiste.
Mniej także się przetłuszczały.

Po około 5 zastosowaniach zauważyłam mniejsze wypadanie. Nie była to zmiana drastyczna ale jednak zauważalna.
Wcześniej po prysznicu zbierałam całe garście włosów z brodzika. Teraz było ich mniej.

Po około 2,5 m-ca problem wypadania zupełnie znikł. Oczywiście należy pamiętać, że włosy tracimy każdego dnia i to jest naturalne. Jednak problem nadmiernego i kłopotliwego wypadania skończył się. Sesę jednak stosowałam dalej do końca butli.

Opakowanie skończyłam po około 3,5-4 m-cach. Od prawie miesiąca go nie stosuje. Efekt na włosach nadal się utrzymuje. Kiedy mi się skończył przerzuciłam się na lepiej pachnącą Vatikę i ją stosuje raz na 7-10 dni.
Sesa zdecydowanie przyczyniła się do poprawy kondycji moich włosów. Wypadanie ich zostało zatrzymane.
Włosy stały się gęste, mocniejsze, lśniące, dłużej świeże i super nawilżone. Dzięki niej naprawdę o wiele lepiej się układają, skręt loków jest fantastyczny, a grubość włosa większa. Zyskały także na puszystości i objętości.

Ogólnie są bardzo zdrowe i mój fryzjer także to przyznał zaskoczony czym to osiągnęłam.

Czy Sesa przyciemniła kolor?
Powiem szczerze, że ja tego nie widzę zupełnie. Ale z drugiej strony podczas jej stosowania kilka osób pyto mnie czy nie przyciemniałam włosów farbą, jakąś płukanką lub szamponem.

Nic takiego nie miało miejsca, a to pytanie pojawiało się wiele razy, więc chyba coś w tym musi być. Nawet moja mama mówiła, że mój naturalny kolor jest mocniejszy, jakby pogłębiony.
Osobiście gapiłam się na tą moją fryzurę wiele razy i nie zauważyłam zmiany kolor:) Jedynie na bank włosy mają ładniejszy połysk i to widzę.

Komu polecam?
Generalnie osobom zmagającym się z problemem wypadania włosów.

Także posiadaczką włosów kręconych, jeśli np. macie problem z ich nawilżeniem.
Wszystkim z włosami suchymi ale także przetłuszczającymi się. Sesa bardzo ładnie reguluje łojotek na skórze głowy.
Fryzura przez to jest dłużej świeża.

Moim zdaniem olejek ten może też zaradzić na rozdwajające się końcówki, bo ładnie zamyka łuski włosa. choć sama problemu z końcówkami nie miałam i nie mam.
Sesa będzie wyborna także jeśli macie włosy cienkie, słabe, mało puszyste, fryzura nie układa się albo włos jest matowy.
To świetny produkt na odżywienie włosów i poprawę kondycji skóry głowy.
Znakomity kosmetyk jeśli zależy Wam na tym by włosy rosły szybciej i były gęstsze.

Nie wiem jak sprawdzi się w wypadku bardzo zniszczonych włosów, rozjaśnianych, po trwałej, często farbowanych itp.
Bo takich włosów nie mam. Czuje jednak, że także na te problemy może okazać się pomocna.


Producent także podaje, że Sesa eliminuje łupież. Tego także nie mogę potwierdzić. Łupież miałam chyba raz w życiu lata temu po szamponach z Avon i tyle. Na szczęście kompletnie nie mam do niego skłonności.

Czy po Sesie włosy szybciej rosną i są gęstsze?
Moje włosy generalnie bardzo szybko rosną. Podobnie jak paznokcie:)

Akurat ze mną jest tak, że wolałabym aby rosły wolniej.
W trakcie stosowania olejku i także teraz kiedy go nie nakładam - włosy rosną jak szalone. Poza tym pojawiło mi się na głowie masę nowych małych włosków tzw. baby hair. Nawet moja fryzjerka była w szoku. Jest ich ogrom! Do tego te nowe włosy są bardzo zdrowe i silne.
Nie wiem czy ten szybki porost włosów będzie u każdego, bo jak napisałam u mnie ta szybkość już jest z natury duża, ale z tego co czytałam wiele innych osób też to potwierdza.

Z czym się nie zgadzam, czego nie potwierdzam?
1. Nie mogę zgodzić się z tym, że olejek ma piękny orientalny zapach. Wg mnie ani piękny, ani ładny on nie jest.
Śmierdzi i już!:):)

Ale tak naprawdę to bardzo zazdroszczę tym, którzy tą woń lubią.

2. Producent twierdzi, że wystarczy olejek zmyć jednym myciem szamponu. Nie zgadzam się z tym. Nie tylko nie zmyjemy wtedy zapachu, ale także olejku. Może starczą dwa mycia, ale ja bym jednak zalecała trzy.

3. Wiele osób twierdzi, że olejek jest mało wydajny. Moim zdaniem jeśli butelka jego wystarczyła mi na 4 miesiące to wydajność jest bardzo ok. Nie stosowałam go jednak za każdym myciem. Więc jeśli ktoś tak go używa to oczywiście wystarczy mu na krótszy czas, ale za to wyniki będą szybciej. Wpływ na wydajność ma też długość włosów.

4. Czytam w wielu miejscach, że olejek dziewczyny nakładają na włosy suche, nie umyte a potem rano myją głowę.
Powiem szczerze, że dla mnie ten sposób jest zupełnie nie do przyjęcia. Chyba, że Sesę wcieramy tylko w końcówki, ale nawet wtedy wolałabym włosy umyć.

Przede wszystkim dlatego, że olejek działa głównie na cebulki włosa. Musi zatem być wtarty w skórę głowy. Nie wyobrażam sobie wcierania olejku w skórę z łojotkiem i kurzem jaki zbiera się na naszej głowie każdego dnia. Tym samym cały ten brud wnika wraz z olejem w cebulki...Już na samą myśl o tym wzdrygam się. Ani to estetyczne ani nie służy dobru włosa.
Także nie wyobrażam sobie wcierania olejku we włosy na jakich jest kurz. Włos wtedy zdecydowanie mniej przyjmie składników odżywczych z kosmetyku. Poza tym po umyciu łuski włosa są otwarte, wtedy także absorbują z produktu wszystko co najlepsze.Jeśli więc decydujemy się na stosowanie olejku, poświęcamy na to swoje pieniądze, czas, węch:) to moim zdaniem warto robić to na 100% i zyskać z niego jak najwięcej.

Inne moje rady:
1. Producent zaleca nakładanie Sesy strzykawką. Ja się w to nie bawiłam, choć może to i dobry sposób. Zwyczajnie partiami wylewałam produkt na dłonie i aplikowałam go na skórę wcierając opuszkami palców. Robiłam przez to lekki masaż co pobudza krążenie, ale nie trwało to u mnie 20 min. jak w zaleceniach. Lenistwo niestety brało tu górę:)
Radziłabym także nakładać kosmetyk małymi ilościami po trochu, a nie wylewać od razu na włosy dużej partii.
Przede wszystkim wtedy może za dużo wylać nam się produktu z butelki, a po drugie zapach jest wtedy gorszy do zniesienia.


2. Olejek tak jak podaje producent warto trzymać w ziemnym miejscu. Choć sama butelka nie jest przezroczysta.
Ja do tej rady się stosowałam.


3. Sesa staje się płynna przy wyższych temperaturach. Normalnie ma postać stałą. Przed aplikacją należy postawić butelkę w ciepłe miejsce np. koło kaloryfera lub najlepiej i najszybciej włożyć butelkę do kubka z gorącą wodą.
Rozpuszcza się błyskawicznie.

Kilka słów już naprawdę na koniec:)
Olejek polecam bardzo. Powiem szczerze, że żadna odżywka, maska czy inny produkt nie sprawił by kondycja moich włosów była tak rewelacyjna. Do tego zyskują na wyglądzie. Produkt działa kompleksowo.
Bardzo jednak ważna jest systematyczność i nie oczekiwanie rezultatów od razu po kilku razach.

Do tego kosmetyk jest naturalny, żadne tam sztuczne silikony, które tylko nas oszukują i dają złudzenie zdrowych włosów. Skład jest świetny!

Może wydawać się, że olejowanie w ten sposób włosów to strasznie żmudna i czasochłonna praca.
Dla mnie zupełnie nie. Nakładanie olejku na włosy jest szybkie i sprawne. Mycie rano głowy akurat dla mnie nie jest żadnym problemem, gdyż wcześniej też często tak robiłam. Dla mnie to bardzo relaksacyjne i od rana pobudzające do działania.
Całej kuracji nie odczułam jako męki. Poza może tym zapachem....
Rezultaty jednak warte są tych małych niedogodności.

A skoro kupiłam drugą butlę i zamierzam po majówce zacząć ponowne stosowanie to znaczy, że ten smród mnie nie złamał:)
Tym razem dokupiłam też szampon Sesa i inny olejek Vatika: migdały+kokos. O tych zakupach pisałam tu >>

Jeśli mycie włosów rano jest w waszym przypadku niemożliwe. Zawsze możecie używać Sesy np. w weekend kiedy następnego dnia nie musicie bardzo wcześnie wstawać i się spieszyć. Rozwiązaniem jest też aplikacja wczesnym wieczorem na 2-3 h lub dłużej i zmywanie przed snem.

Obecnie stosuje Vatikę: kokos+limonka - ale uważam, że Sesa pod względem działania jest lepsza. Choć Vatika to także dobry produkt i przede wszystkim ma inny zapach. Za jakiś czas także doczeka się recenzji.


Zaznaczę także, że podczas stosowania Sesy nie używałam żadnych suplementów diety na włosy. Poza tranem jaki biorę cały rok. W dni kiedy myłam włosy, ale nie olejowałam ich nakładałam po myciu inne odżywki jakie akurat wtedy posiadałam (także z silikonami). Były one naprawdę różne, trzymałam je na włosach góra 3 minuty i miały głównie pomóc w rozczesaniu włosów i relaksie zapachowym. Najczęściej padało na ukochaną od długiego czasu maskę mleczną Mila o jakiej pisałam w tym poście >>
Podsumowując z Sesy i generalnie olejowania włosów jestem bardzo zadowolona.
Widzę, że ten naturalny sposób im służy.
Kupiłam także jakiś czas temu olejek z Alterry (migdały i papaja) i kilka razy zastosowałam na włosy ale jednak po Sesie i Vatice widzę lepsze efekty nawet czysto wizualne. Choć nie uważam, że ten produkt jest zły.


Ufff. Jeśli dobrneliście do końca - jestem z Was dumna. Z siebie też:)
Chciałam dokładnie wszystko opisać i stąd te kilometry posta....

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania - chętnie odpowiem.

O mojej walce z wypadaniem włosów możecie także poczytać w tym poście >>. Zapraszam.

Udanego tygodnia dla każdego z Was!
Magda

czwartek, 19 kwietnia 2012

Oleje do włosów górą! Paczka z indyjskimi dobrociami: Sesa i Vatika.


Dwa dni temu zrobiłam zakupy w sklepie z kosmetykami naturalnymi - www.helfy.pl.
Dziś przesyłka dotarła do mnie.
Szybko i sprawnie. Wszystko dobrze zapakowane. Sklep mogę naprawdę polecić.
To moje trzecie tam zakupy.

Oto na co się skusiłam tym razem:



1. Sesa - olejek do włosów - 45 PLN/180 ml
- kupiłam dwa opakowania, jedno jest dla mnie, drugie dla koleżanki:)
- olejek ten to mój ponowny zakup
- poprzednią butelkę używałam przez około 3,5-4 m-cy
- krótko mówiąc jest znakomity, dużo zdziałał na moich włosach i widzę ogromne rezultaty
- recenzję po kilku miesiącach używania - zamieszczę na dniach
- występuje też w pojemności 90 ml


2. Vatika - migdałowy olejek do włosów - 23 PLN/200 ml
- mam olejek Vatika ale w innym wydaniu - kokosowo-cytrynowy
- ten kosmetyk kupiłam po raz pierwszy


3. Sesa - szampon odżywczy do włosów - 15 PLN/90 ml
- zadowolona z rezultatów olejku Sesa, tym razem kupiłam także szampon z tej serii


Olejowanie włosów od kilku miesięcy bardzo mi służy.
Próbowałam także olejowania twarzy. Tu niestety zupełna porażka i u mnie ta metoda jeśli chodzi o skórę - nie sprawdziła się.

Dodam jeszcze, że koszt przesyłki Pocztą Polską z www.helfy.pl to 15 PLN - w przypadku przedpłaty na konto.
Można także wybrać opcję kuriera i opłatę za pobraniem.

Nie wiem dokładnie, ale myślę że te kosmetyki możecie także dostać w stacjonarnych sklepach z kosmetykami naturalnymi, ekologicznymi czy zielarskimi.
Cen niestety nie znam.

Używałyście może któregoś z produktów?
Dzielcie się wrażeniami.

Ja uważam się za twardzielkę:) jeśli ponownie skusiłam się na tego śmierdziela Sesę:)
Zapach nie bardzo, ale za to włosy po nim są rewelacyjne. Przynajmniej moje:)
Poza tym po jakimś czasie ta woń....mniej boli:)

Oby do weekendu:)
Magda

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Zakupy z Niemiec - KIKO, Alverde, Balea

"Znajomości" internetowe są jednak niesamowite!
Kolejny raz przekonałam się, że Agnieszki to super kobiety!:)

Dzięki Agnieszce - 82Inez znanej z kanału YT i bloga, miałam możliwość zakupić kilka kosmetyków z Niemiec - kolorowych KIKO
i kilka innych pielęgnacyjnych Alverde + Balea - niedostępnych w Polsce.

Aga - jeszcze raz ogromne dzięki!

Oto co zakupiłam z marki KIKO:


 
1. Dwie podwójne kredki/cienie do oczu - Creamy Touch Eyeshadow Duo - w zestawach kolorystycznych:
- 01 Light Taupe &Charcoal
- 07 Steel & Celadon

2.
Cień Eyetech Look w kolorze - 01 Ice. Cień rozświetlający z gąbeczką.

3. Vibrant Eye-Pencil - Kredka z gąbeczką z drugiej strony - kolor 602 Bronzed Brown.

4. Pomadka Smart Lipstick - 79 Soft Orange.

5. Pomadka Creamy Lipstick - 397 Rosy Beige.

Podwójne kredki są niesamowite. Trzymają się na oku fantastycznie. Używałam jak do tej pory dwa razy jako cienie.

O tych kredkach jak i innych produktach KIKO opublikuje osobny post wraz ze swatchami - jak je dłużej oczywiście poużywam, bo jak na razie mam te produkty tydzień.

Rzeczy z pielęgnacji to Olejek do mycia ciała Balea.


Maseczka a Avocado marki Alverde.


Szampon do włosów brązowych - Alverde.


Pomadka ochrona Alverde - nagietkowa.


Aga była tak kochana, że w prezencie dołączyła mi 3 maski do twarzy w saszetkach. 



Połowa jednej maski poszła już na twarz pierwszego dnia po otrzymaniu paczki:)
Dzięki Agnieszko za ten prezent!

Jak tylko dłużej zapoznam się z tymi kosmetykami - zrobię recenzję.

Na razie cierpię:( Nie mogę nic kłaść na twarz, bo wczoraj wstałam rano i mam na polikach i czole ogromne uczulenie.
Kompletnie nie wiem od czego bo nie zmieniłam kosmetyków, nic nie testowałam, noc dziwnego nie jadłam.
Nie jestem alergikiem i generalnie nie pamiętam żeby mnie coś tak podrażniło kiedykolwiek.
Maskę od Agnieszki zastosowałam tydzień temu więc wątpię, że to ona jest przyczyną, bo alergia pojawiła się wczoraj w nocy.
Wstaje rano a twarz mam jak burak. Poliki gorące, pieką niemiłosiernie.
Do tego mam milion białych podskórnych krostek. Mogę straszyć twarzą.
Koszmar!
Pije litrami wapno. Dziś chyba jest trochę lepiej...albo mi się tylko wydaje.
To raczej pokrzywka. Poliki palą jak oszalałe.
Może znacie jakiś cudowny środek na to bez recepty i możecie coś polecić?

Skąd to się przypałętało???? Myślę od wczoraj i nie znajduje przyczyny.

Cierpiąca dziś okrutnie:(
Magda

piątek, 13 kwietnia 2012

Olejek z drzewa herbacianego - mój must have!

Olejek herbaciany - Tea Tree Oil - towarzyszy mi od wielu lat.
To taki produkt must have w mojej szafce łazienkowej.
   Przekonałam się, że bywa niezawodny w wielu przypadkach.
To jeden z najbardziej skutecznych naturalnych antyseptyków.

Przede wszystkim jest świetny na wszelkie niespodzianki na naszej skórze jak pojedyncze pryszcze, wykwity, trądzik.

Działa antybakteryjnie. Pozwala na naprawdę szybkie pozbycie się niechcianych gości z naszej skóry.

Najlepiej zastosować go jak najszybciej po pojawieniu się "niespodzianki".
Zdecydowanie potrafi zniszczyć problem w zarodku, a jeśli nawet nie to znacząco przyspieszyć jego zniknięcie/wysuszenie czy gojenie się ranki.
Jeśli tylko widzę lub czuje pod skórą, że "coś" się tworzy, atakuje to miejsce od razu olejkiem herbacianym.
Zwykle na wieczór nasączam patyczek kosmetyczny i nim aplikuje olejek w dane miejsce.
Czasem używam do tego płatka kosmetycznego.
Przy pojedynczych krostkach nie rozcieńczam olejku. Działa wtedy mocniej i szybciej.
Natomiast jeśli macie rozległe problemy radzę olejek rozcieńczyć choćby z tonikiem, hydrolatem albo wodą przegotowaną/mineralną/termalną i wtedy nanosić go na twarz.

 Choć sama od czasu do czasu przecieram brodę, nos i czoło płatkiem nasączonym czystym olejkiem i nic złego się nie dzieje.
Robię to jednak sporadycznie i bardziej prewencyjnie:)


Olejek ładnie oczyszcza skórę, odkaża ją i reguluje wydzielanie sebum.
Przy jego stałym używaniu niezbędne jest dobre nawilżanie skóry!
Olejek działa mocno wysuszająco.
Przy pojedynczych zmianach w zasadzie suchości skóry nie odczujemy.
Jeśli natomiast walczymy z trądzikiem, problem jest rozległy to tu suchość skóry najpewniej się pojawi.
Ważne zatem by stosować dobry krem nawilżający, tonik/hydrolat, maseczki i także nawilżać skórę od środka - piciem dużej ilości wody. Pamiętajmy - nic tak nie nawilża skóry jak właśnie regularne picie dużej ilości H2O:)

Jeśli pojawią się suche skórki czy "placki" - w pozbyciu się ich może pomóc peeling.

 
 Olejek z drzewa herbacianego można także stosować jeśli mamy cerę tłustą, a wcale nie wyskakują nam często krostki. Ładnie pielęgnuje taki typ cery i kontroluje nasze "świecenie się".
Ja w tym celu bardzo często kilka kropel olejku dodaje do butelki z tonikiem/hydrolatem.
Tonik zawsze aplikuje 2 razy dziennie pod krem i używam do tego spray'u.
Polecam, bo naprawdę z jednej strony tonikiem skórą nawilżamy, z drugiej w bardzo delikatny sposób aplikujemy na twarz olejek.
Od kilku m-cy stosuję ten sposób i muszę powiedzieć, że od bardzo długiego czasu moja skóra coraz bardziej idzie w kierunku normalnej, a do tej pory była bardzo tłusta.
Wydzielanie sebum jest o wiele mniejsze, a przykre niespodzianki na twarzy prawie wcale nie występują.
Nie musi oczywiście być to zasługa samego olejku. O tym też zadecydowała inna pielęgnacja ale uważam, że olejek także się do tego przyczynił:)

Warto także zwrócić uwagę, że olejek w czystej postaci jest dość silnym produktem.
Każda skóra może na niego różnie zareagować.
Zalecam zrobić test na małym fragmencie skóry - jak to będzie w naszym przypadku.
Rozcieńczony nie powinien nas podrażnić, ale jeśli decydujecie się aplikować go czystego - radziłabym robić to tylko na drobne zmiany lub w niewielkiej ilości raz na jakiś czas na większe partie skóry.
U mnie czasem olejek bez rozcieńczenia powoduje lekkie zaczerwienienie skóry, ale ten stan bardzo szybko mija.
Jeśli aplikuje go z tonikiem - skóra kompletnie koloru nie zmienia i podrażnienia u mnie nie ma.

Można go oczywiście mieszać z wieloma innymi produktami jak krem, serum, żel do mycia twarzy.
Działa znakomicie jeśli dodamy go do kąpieli. Wystarczy kilka kropel.
Można także dodać go do kominka ze świeczką.
Działa uspokajająco, odstresowuje.

---------------------------------------------------------

Używam go także na inny problem z jakim zmagam się od czasu do czasu. Mianowicie na opryszczkę.
Opryszczka to wynik wirusa, więc olejek nie spowoduje oczywiście, że problem zniknie raz na zawsze.
Jednak w moim przypadku znacząco przyspiesza gojenie się ust.
Przeciwdziała rozwojowi opryszczki i powstawania nowych bąbli.
Jeśli odpowiednio wcześnie go zastosujemy - jak tylko poczujemy, że problem nadchodzi - może naprawdę zapobiec nagłemu wybuchowi na naszych ustach.
Choć nie powiem - nie działa w 100 przypadkach na 100.
Czasem go zaaplikowałam wcześnie, a mimo to opryszczka pojawiła się spora.
Ta opryszczka to zawsze jest nieprzewidywalna...
O swojej walce z tym ustrojstwem napisałam kiedyś post>>

Ale nawet jeśli bąble jednak nad dopadną, olejek naprawdę może pomóc w szybszym ich pozbyciu się.
Pobija w tym względzie wiele wcale nie tanich specyfików aptecznych.
Ważne jednak by mocno też natłuszczać usta przy jego stosowaniu!
Przeczytałam, że olejek ten ma jeszcze inne szerokie zastosowanie.
Oto co udało mi się wyszukać i w czym może pomóc:
- łupież
- grzybica stóp, paznokci, dłoni
- nadmierna potliwość stóp, dłoni i całego ciała
- kaszel, katar
- stany zapalne dziąseł
- ukąszenia owadów
- kurzajki, oparzenia, pęcherze
- przy leczeniu astmy, gruźlicy, zatok, zapaleń oskrzeli
- łuszczyca, świąd
- wszelkie infekcje układu moczowo -płciowego
- nerwice, napięcia emocjonalne

Nie mogę zabrać głosu czy na te schorzenia pomaga. Większości z nich na całe szczęście jak do tej pory nigdy nie miałam i w tych przypadkach olejku nie stosowałam. Ale intuicja mi podpowiada, że naprawdę może tu także okazać się skuteczny.


Zapach - no cóż, nie każdemu pewnie przypadnie do gustu. Ostry, ziołowy, silny. Ja do niego jestem przyzwyczajona.
Wg mnie nie działa odpychająco, nie kojarzy się źle, ale perfumy to to nie są:)
Nie smarujemy nim całego ciała, zwykle stosujemy punktowo - więc w takiej ilości ta woń nie powinna nam przeszkadzać.
Jest mocny i dlatego może podrażniać oczy. Radzę nie stosować go blisko powiek i po użyciu go koniecznie umyć ręce, by nie przetrzeć nim mimowolnie oczu.


Produkt jest powszechnie dostępny.
Kupicie go w aptekach, sklepach zielarskich itp.
Oczywiście także w internecie. Głównie w sklepach z naturalnymi produktami i półproduktami kosmetycznymi (np. www.mazidla.com, www.biochemiaurody.com)
Warto sprawdzić przed zakupem czy olejek jest naturalny i czy można go stosować na skórę.

Ja w zasadzie zawsze kupuje go w lokalnej aptece.
Ostatnio przy okazji zakupów na stronie www.zrobsobiekrem.pl zrobiłam wyjątek i kupiłam go właśnie tam.


 

 Jest niesamowicie wydajny. Mała buteleczka starcza na b. długo.
Nie można bowiem z tym produktem przesadzać.
Poza tym oczywiście zużycie zależne jest od częstotliwości stosowania i problemu.

Cena jego jest dość niska (między 6-8 PLN/7-10 ml) i za takie działanie myślę, że warto go choć raz kupić:)

Odkąd go odkryłam nie kuszą mnie zupełnie kosmetyki o zastosowaniu punktowym na wypryski itp. Nie kupuje tego typu produktów od lat.
Przede wszystkim zwykle w ogóle nie działają, są mało wydajne i często nie tanie.
Olejek herbaciany pobił u mnie na głowę wszystkie tego typu kremy, a wcześniej testowałam ich całkiem dużo.
Poza tym jest naturalny!

Myślę, że warto mieć buteleczkę tego produktu nawet jeśli nie mamy cery tłustej czy skłonnej do wyprysków.
Niespodzianki na twarzy potrafią pojawić się czasem nagle w zasadzie u każdego i to najczęściej w najmniej odpowiedniej chwili.
Olejek herbaciany może wtedy bardzo pomóc.
Mnie wiele razy uratował.



Cudnego weekendu!
Magda

poniedziałek, 27 lutego 2012

Paczka ze sklepu Zrób Sobie Krem - co kupiłam?

Dotarła szybko i sprawnie. Z obsługi jestem bardzo zadowolona.
Produkty były też bardzo dobrze zapakowane.

To moje pierwsze zamówienie z tego sklepu, a mowa oczywiście o sklepie: http://www.zrobsobiekrem.pl/

Opakowania jak widzicie na zdjęciu. Proste z czytelnymi etykietami.
Na nich nazwa produktu i termin ważności.


Wcześniej kilka razy robiłam zakupy w sklepie Biochemia Urody, ale postanowiłam teraz wypróbować konkurencję:)

Użyłam jak na razie tylko raz spiruliny + hydrolatu z kwiatów pomarańczy - razem jako maski na twarz. Innych produktów jeszcze nie testowałam. Choć jeśli chodzi o hydrolaty to znam je z BU i używam regularnie od dawna, ale teraz sprawdzę te.
O spirulinie na bank pojawi się za jakiś czas u mnie post, więc już teraz zapraszam.

Co kupiłam?
1. Spirulina Algi morskie (30 g - 9,77 PLN) - można ją kupić w różnych pojemnościach.
Pierwsze wrażenie po otwarciu pudełeczka? Matko jak to śmierdzi! 


2. Hydrolat z kwiatów pomarańczy słodkiej (200 ml - 12,90 PLN) - ma intensywny słodki zapach, ładny ale dość mocny.
Na razie tylko wąchałam z butelki. 


3. Hydrolat z nasion słodkich migdałów (200 ml - 10,90 PLN) - zapachu w zasadzie w ogóle nie czuje, przynajmniej jak odkręcam nakrętkę.


4. Hydrolat z rumianu szlachetnego (200 ml - 10,90 PLN) - także nie wyczuwam tu jak na razie żadnego zapachu.


5. Olej arganowy organiczny (15 ml - 9,90 PLN) - są różne pojemności. Jak na razie zdecydowałam się na najmniejszą wielkość. Będę testować trochę na twarz i może trochę na włosy.


6. Naturalny olejek mandarynkowy (7 ml - 6,25 PLN) - można także kupić w pojemności 50 ml. Zapach cudny. Jak swieżo wyciskany sok z mandarynek hiszpańskich. Użyłam raz do kąpieli i wystarczyło kilka kropel bym poczuła się znakomicie odprężona!


7. Naturalny olejek z drzewa herbacianego (7 ml - 5,99 PLN) - także ma pojemność 50 ml. Kupuje go już od lat jako specyfik na wszelkie krostki, pryszcze i niechciane niespodzianki. Świetnie oczyszcza, normalizuje pracę gruczołów łojowych i goi. Nic nie działa lepiej na tego typu problemy. Polecam także na opryszczkę.


Sklep oferuje wysyłkę pocztą (ekonomiczna albo priorytet) lub kurierem UPS.
Ja za wysyłkę paczki ekonomicznej zapłaciłam 12 PLN - to była przy tej ilości produktów - opcja najtańsza.

Płacić można przy odbiorze (wtedy drożej wysyłka) lub przelewem albo poprzez płatności elektroniczne.
Karty kredytowe też są akceptowane.

Wszystkie dokładne opisy produktów i sprawy związane z wysyłką znajdziecie oczywiście na stronie sklepu.
Można tam także wyszukać przepisy na użycie wszystkich ich kosmetyków - w różnych opcjach. Poza tym warto zapoznać się z opiniami klientów na temat danego produktu.
Strona sklepu jest bardzo intuicyjna i przyjazna dla odbiorcy:)

Jeśli macie ochotę więcej dowiedzieć się o moich doświadczeniach z tymi kosmetykami - dajcie znać. Chętnie poczytam.

A może robiłyście zakupy w tym sklepie i polecacie jakieś inne produkty lub używałyście, któregoś z moich "zdobyczy"?

Magda