Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2015

Tisane Balsam o ust. Najlepszy produkt do ust od kilkunastu lat! KWC. Recenzja.


Nie znam lepszego kosmetyku do ust. Uwielbiam poznawać nowości, sprawdzać co nowego pojawiło się na rynku, testować odkrycia. Przeszłam długą drogę z różnymi balsamami, sztyftami, kremami, pomadkami itp., a Tisane nadal pozostaje na pierwszym miejscu i jest nie do pobicia.

Pierwszy słoiczek kupiłam ponad 12 lat temu. Wracam do Tisane stale. Zużyłam kilka opakowań i nigdy mnie nie zawiódł. 


Dlaczego uważam go za nr 1?

Mocno nawilża i skutecznie natłuszcza usta. W mgnieniu oka stają się miękkie, aksamitne, gładkie. Nie tylko pokrywa je ochronną warstwą, ale wnika głębiej i świetnie regeneruje. Uwielbiam efekt jaki daje! 
Przy regularnym stosowaiu możemy zapomnieć o suchych skórkach, spierzchnięciach, wszelkim dyskomforcie. Nawet podczas wielkich mrozów, silnego wiatru czy ogromnego upału.
Jeśli zapominamy o smarowaniu ust i już mamy z nimi problem, Tisane błyskawicznie doprowadzi je do ładu. Wystarczy jedna/dwie noce z tym kosmetykiem i rano budzimy się z pozbawionym szorstkości naskórkiem. 

Wiele razy uratował mi życie. Przez ostatnie lata praktycznie nigdy nie wychodzę z domu bez ochrony na ustach, ale wcześniej nie miałam takiego zwyczaju. Szczególnie zimą, w górach na nartach czy też latem w upale i wietrze na żaglach moje usta nie były w najlepszej kondycji. Tisane zawsze błyskawicznie je koił. Jest jak plaster miodu, łagodzi jak idealny kompres. Pomaga w gojeniu opryszczki, która mnie czasem nawiedza.

Spełnia znakomicie funkcję ochronną. Regeneruje, kiedy już pojawi się problem. Zapobiega wysuszeniu. Nie znam kosmetyku do ust, który tak pięknie by się rozprowadzał, a jednocześnie cudownie pachniał i smakował. Zero grudek, nieprzyjemnej warstwy, lepkości itp. Konsystencja to marzenie. Nic się nie wylewa poza obręb ust. Aplikacja łatwa i bezproblemowa. Powiecie: słoiczek, palec, mało higienicznie. Być może. Ale jeśli myjemy często ręcę albo używamy Tisane tylko w domu, to umówmy się raczej nas to nie zabije:) Spędzając na zakupach w Centrum Handlowym kilka godzin więcej na naszych ustach osiada zarazków niż podczas nakładania balsamu dłonią.  Bardziej pedantyczne osoby mogą stosować go tylko na noc i również dostrzegą dużą różnicę.


Cenię Tisane za to, że działa długo. Dwa, czasem jedno naniesienie w ciągu dnia i mam spokój. Nie muszę w koło powielać "maziania". Na noc - niezbędnik. Do tego jest bardzo wydajny. Starcza na kilka m-cy. Polecam zarówno w gorące jak i zimne dni.

Balsam ma niesamowicie pyszny zapach i smak. Wanilia, miod, budyń. Nic nie jest tu przesadzone. Ta woń nigdy mi się nie nudzi. Wprowadza w nastrój spokoju, takiej domowej atmosfery, błogości. Ciepły i przyjemny. Nie za słodki i nie mdlący. 

Spokojnie można stosować go pod kolorowe pomadki. Sam również ładnie nabłyszcza. Usta są świeże, ponętne, zdrowe.

Dla mnie to kosmetyk wyjątkowy. Mam nadzieję, że będą go sprzedawać do mojej śmierci:) Świetna jakość za nieduże pieniądze. Polska marka, która zdecydowanie powinna promować to cudo w innych krajach. Stosowałam dużo droższe zagraniczne produkty tego typu i nie były nawet w połowie tak doskonałe. Np. osławiony balsam Nuxe, okazał się u mnie totalną porażką. Przy nim Tisane to jak Himalaje do Żuław Wiślanych.


Kosmetyk kiedyś był ciężko dostępny. Aktualnie możecie dostać go w praktycznie każdej aptece. Warto sprawdzić też sklepy zielarskie. Ja często go widzę w Aptece Ziko oraz w Super Pharm. Mały plastikowy słoiczek zapakowany jest w blister lub kartonik. Koszt to około 7-8 PLN/4,7 g. Tisane kupicie także w sklepie online producenta Herba Studio.

Wypuszczono jakiś czas temu wersję "pomadkową" balsamu. Miałam w ubiegłe lato, ale w torebce nie przetrwała wysokich temperatur. Sztyft rozpuścił się na amen. Wydaje mi się, że wersja tradycyjna jest jednak lepsza w działaniu. Aktualnie mam drugi egzemplarz i dam mu szansę ponownie.

Znacie ten kultowy kosmetyk? Lubicie tak jak ja? Czy może cenicie coś wyżej? Podzielce się opinią.

Pozdrawiam! 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Nivea Lip Butter Vanilla & Macadamia. Czy podzielam zachwyty? Recenzja.


Używam ponad pół roku. Bardzo znany lip butter w urodowej polskiej blogosferze. Zapraszam na moją recenzję tego cuda, czy też nie cuda?:)

Od producenta:
Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem. Nawilżająca formuła z Hydra IQ zawierająca masło shea i olejek z migdałów zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację.

Skład: 

Opakowanie

Mała płaska puszka o pojemność 7 g/19 ml.  Przy długich paznokciach czy tłustych dłoniach dość trudne do otwarcia. Można zepsuć sobie lakier, jeśli malujemy paznokcie. Czasami się z nim namęczę za nim zdejmę wieczko.
Kupujemy go w kartonowym blistrze.

Cena
Bez promocji ok. 10 PLN/9 g/11 ml.

Gdzie kupić?
Większość drogerii sieciowych jak Rossmann, Super-Pharm, Hebe, Natura. Małe sklepiki osiedlowe. Markety. Powszechnie dostępny.

Zapach
Występuje w 3 wersjach zapachowych (malina, karmel, wanilia i macadamia) + jednej bez żadnej woni. Ja posiadam wanilia i macadamia. Pachnie cudownie, do zjedzenia. 

Konsystencja
Bardzo gęsta, dość tłusta, parafinowa. Lekko jak dla mnie "smalcowata". 


Wydajność
Masełko jest baaardzo wydajne. Zdaje się nigdy nie kończyć. Ciężko mi będzie go zużyć w ciągu 12 m-cy od otwarcia.

Moja opinia

  1. Bardzo wiele osób to masełko uwielbia i powszechnie zachwala. Przyznam, że ja nie jestem jego wielką entuzjastką. Zwyczajnie znam lepsze w podobnej cenie lub nawet niższej.
  2. Duży plus za piękny zapach. Wielki atut tego kosmetyku. 
  3. Jak pisałam wyżej, opakowanie średnie. Kiepskie otwieranie. Zdecydowanie lepszy byłby odkręcany słoiczek. Do tego niezbyt higieniczne. Choć to zwykle domena tego typu masełek. Ciężko używać go poza domem.
  4. Kosmetyk rzeczywiście dobrze chroni przed wiatrem, mrozem, ale ma tylko działanie zabezpieczające. Nie zauważyłam trwałego nawilżenia, wnikanie w głąb skóry, długotrwałej pielęgnacji. Pokrywa usta warstwą, ale kiedy znika, bez ponownego nałożenia się nie obędzie. 
  5. Przeszkadza mi w nim "smalcowa" konsystencja. Czuć ją na ustach. Zamiast wnikać, siedzi sobie i czasem denerwuje. Nie lubię tego. Przy zbyt nadmiernej ilości zbiera się w kącikach i na środku warg. Nie rozpuszcza się idealnie.
  6. Lekko bieli i rozjaśnia. Może to być czasem minus, a czasem plus. Co kto woli.
  7. Potrafi wychodzić poza obręb ust. 
  8. Dobrze natłuszcza. Nie można tego mylić z dobrym trwałym nawilżeniem, jakiego nie zauważyłam.
  9. Odstawiamy masełko i usta ponownie wracają nam do stanu sprzed używania. Trwałości w działaniu żadnej.
  10. Nie nadaje się pod kolorowe szminki.
  11. Bardziej produkt na zimę niż na lato.
  12. Nie lepi się, nie uczula, nie powoduje alergii.
  13. Łatwy do kupienia i niedrogi.
  14. Stosuje gdy jestem w domu i na noc. Rano jednak często budzę się z zebraną mazią w kilku miejscach na ustach i zbieram ją chusteczką. Średnio fajne.
  15. Zdecydowanie nie dorasta do pięt jakością takim balsamom jak Tisane czy The Body Shop. U mnie nawet zwykła wazelina z Ziaji, choć też oparta na samej parafinie, sprawdza się i niebo lepiej.


Dla kogo szczególnie? Dla kogo nie?
Polecam tym co działają prewencyjnie. Dobry produkt ochronny, mniej skuteczny, jeśli już mamy usta w złym stanie. Zabezpiecza przed mrozem, wiatrem. Szczególnie polecam na zimę. Warto użyć go jadąc na narty, wędrując po górach, biegając w mrozie. Może też stanowić ukojenie dla spierzchniętych ust, ale raczej będzie to efekt doraźny i krótkotrwały. Kosmetyk niestety nie leczy, ale może przynosić ulgę.
Nie będą z niego zadowolone osoby potrzebujące trwałego nawilżenia, szukające kosmetyku pod pomadki makijażowe. Nie zaakceptują go również wrogowie parafiny.
Jeśli kochacie zapach wanilii i macadamii, ciepłe, słodkie wonie - będziecie urzeczeni.

Podsumowanie
Po tylu zachwytach spodziewałam się lepszej jakości. Mam spore wymagania, co do produktów do ust i ten nie spełnił do końca moich oczekiwań. Z całą pewnością nie jest to bubel, ale też żadne cudo. Zużyję, ale nie kupię ponownie. Inne zapachy też mnie nie kuszą. Żałuję, bo woń jest super, ale działanie niewystarczające. Tisane w słoiczku jak do tej pory nie zostało niczym pobite:)

Jakie są Wasze ulubione produkty do ust?

wtorek, 12 lutego 2013

Korres w promocji na Truskawce. Masełka do ust z rabatem! Co lubię tej marki?

 Mniej więcej od roku wyjątkowo polubiłam grecką markę Korres. Charakteryzuję ją naturalność i świetne składy. W Polsce dostępna jest w Sephora. Niestety ceny wysokie, dlatego ja tam nawet na dniach VIP, nie kupiłam żadnego kosmetyku. Od czasu do czasu wybrane ich produkty można upolować w TK Maxx. Te które ja spotkałam w tym sklepie, akurat nie były dobrane do moich potrzeb. Ceny bywają tam różne, czasem wcale niemałe, innym razem dość promocyjne.


Większość kosmetyków Korres kupiłam na Truskawce. Bywają w niezłych przecenach. Nie miałam jeszcze ich za dużo, ale te które udało mi się przetestować bardzo sobie chwalę. Do tej pory używałam kilku żeli pod prysznic (pachną niesamowicie!) oraz zestaw miniaturek jaki prezentowałam w tym poście >>. Tam też dowiecie się więcej o składach.



Posiadam także ich puder w kamieniu i jakiś czas temu skusiłam się na inny zestaw miniatur jak poniżej. Kosztował mnie około 45 PLN. Jednak jeszcze za używanie go, nie zabrałam się.



Te zestawy moim zdaniem bardzo opłaca się kupować. Ceny są atrakcyjne, a miniaturki bardzo wydajne. Z pierwszego zestawu krem 20 ml używałam ponad 2 m-ce i to każdego dnia. Podobnie było z żelem do mycia twarzy. Serum i krem pod oczy i maska (boska!) są jeszcze wydajniejsze. Świetne też na wszelkie wyjazdy, podróż samolotem itp.

Chciałabym wypróbować jeszcze wiele innych kosmetyków Korres, ale pod warunkiem, że spotkam je w przystępnych cenach. Od dłuższego czasu chodziły za mną ich masełka do ust Korres Lip Butter. Są dostępne w 6 zapachach/smakach/kolorach. Kilka dni temu na Truskawce pojawiła się promocja na wersję Guava i Pomegranate.


Za 2 szt. po 6 g w zestawie płacimy ok. 33 PLN. Promocja jest tak korzystna, ponieważ masełka są bez kartoników. Co moim zdaniem nie jest żadną wadą. Minus taki, że kupujemy dwa o takim samym zapachu. Ja wybrałam wersję granat. Zobaczymy jak się sprawdzi. Wiele osób bardzo je zachwala. M.in. Kasia z kanału YT MakijazeKasiD, której zdanie bardzo cenię.


Jest także świetna promocja na krem do twarzy Korres Wild Rose 24-Hour Moisturising & Brightening Cream.
Uwielbiam go. Moje odkrycie zeszłego roku i ulubieniec pielęgnacyjny. Występuje w wersji dla cery normalnej i suchej oraz mieszanej i tłustej. Po mini tubce ze wspomnianego wyżej zestawu tak go polubiłam, że kupiłam pełne opakowanie 40 ml. Było to już jakiś czas temu i trafiłam na świetną promocję także na Truskawce. Teraz widzę ponownie, że można go kupić z dużym rabatem (30 PLN/40 ml), ale zwróćcie uwagę, że termin zużycia to 05/2013 >>. W Sephora krem ten kosztuje około 140 PLN.



Z racji, że mam jeszcze sporo go w słoiczku, obecnie nie kupuję. Ale może Wy skorzystacie?
Przedstawiam Wam jeszcze opis i skład.

  

Jeśli macie już konto na Truskawce i robiliście tam zakupy, oczywiście zapłacicie jeszcze mniej. Sklep ten ma bowiem program lojalnościowy, gdzie w miarę coraz większej liczby zamówień, rośnie przyznany Wam rabat. Ja obecnie jestem na 7,5%, ale od 10% dzieli mnie tylko jedno zamówienie:)
Dostawa na cały świat jest gratis. Przesyłki przychodzą bardzo szybko i są rewelacyjnie zapakowane. Akceptują płatności kartą oraz od jakiegoś czasu PayPal'em.

Miałyście do czynienia z tymi lub innymi kosmetykami Korres? Coś szczególnie polecacie? Czy ktoś może orientuje się na temat ich cen w kraju macierzystym - Grecji?

Pozdrawiam!
Magda

sobota, 5 stycznia 2013

Blistex Classic - nawilżający i ochronny balsam do ust. Działa znakomicie! Recenzja.

 Towarzyszy mi od kilku miesięcy. Postanowiłam zatem, że napiszę o nim recenzję. Blistex Classic - nawilżający i ochronny balsam do ust, kupiłam we wrześniu i pisałam o tym w poście tu >>.


Wybrałam wersję klasyczną. Ówczesna cena w drogerii Hebe to 8,99 PLN. Wiem, że można go spotkać czasem na promocjach i dostępny jest również w niektórych aptekach. Z kartą Hebe zawsze jest chyba lekko taniej. Występuje w kilku formach jak słoiczek, postać płynna, wersja koloryzująca, miętowa itp.


Oto co mówi etykieta i skład:

Muszę powiedzieć, że jestem z niego bardzo zadowolona. Spełnia wszystkie obietnice producenta. Używam go każdego dnia, przez całą jesień i teraz zimę. Mimo, że mam naprawdę sporo różnych produktów do ust, to najchętniej od września sięgam po niego.

Dlaczego go tak lubię?

1. Świetnie nawilża i natłuszcza i to na długi czas. Efekt nawilżonych, miękkich ust zostaje na całe godziny, nawet jeśli jemy, pijemy czy dużo mówimy.
2. Nie jest tępy, nie waży się, zostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy. Zero smalcu itp. Czuć przyjemne olejki. Nie lepi się niemiło. Nie zostawia na ustach dziwnej parafinowej warstwy, która za nic nie wsiąka w skórę ust, co czuje i czego nie lubię w Carmex'ie.
3. Nadaje miękkość ustom i delikatny połysk, ale bez jakiejś tafli czy drobinek. Spokojnie mogą go stosować także mężczyźni i dzieci.
4. Nie tworzy jakiejś powłoki, ale wnika w skórę ust, przyjemnie natłuszcza i od razu stają się niezwykle gładkie. Bardzo miłe uczucie. Jest biały, ale żadnej bieli na skórze usta nie zostawia.
5. Regularnie stosowany sprawił, że nie mam kompletnie problemu ze suchymi skórkami. Nawet gdy temperatury były bardzo niskie. Zero spierzchnięcia.

 

6. Znakomicie chroni przed mrozem, wiatrem i innymi warunkami atmosferycznymi. Miałam okazję przetestować go chodząc ostatnio po wysokich górach w sporym zimnie i wietrze. Test przeszedł świetnie! Biegam też z nim na ustach wieczorami i ochrona znakomita.
7. Jest bardzo wydajny. Używam w koło, a jakby nie ubywał. Wystarczy jedno "przejechanie" po ustach, a już czuć efekt.
8. Wyborny pod pomadki kolorowe czy błyszczyki. Wszelka kolorówka do ust doskonale się na nim rozprowadza, nie waży. Nawet wygląda lepiej i trzyma się dłużej. Polecam także pod pomadki matowe.
9. Nie barwi ust dziwnym kolorem, nie ma zapachu, choć może troszkę czuć w nim lekką całkiem przyjemną wanilię.
10. Poręczne proste, małe opakowanie. Zmieścimy go w każdej torebce, kieszeni.
11. Sztyft jest poręczny, nie zacina się i łatwo wykręca.
12. Nie jest drogi, a przy tym bardzo wydajny.
13. Dobrze dba o usta na dłużej. Mam skłonność do opryszczki, szczególnie w okresie jesieni i zimy. Podczas jego stosowania, jeszcze mnie nie dopadła i jestem skłonna stwierdzić, że to także jego zasługa.
14. Uważam, że może być ratunkiem jeśli macie duże problemy ze skórą na ustach. Wg mnie działa jak taki kojący plaster. Bardzo dbam o usta przez cały rok i nie mam wielkich z nimi problemów, ale sądzę, że poradzi sobie nawet z dużymi kłopotami.
15. Wyborna jeśli uprawiamy sporty jak narty, biegi itp.
16. Filtr SPF 10.
17. Całkiem przyjemny skład, sporo olejków.


Spokojnie grubszą jego warstwę możecie też nakładać na noc. Choć ja akurat preferuje tu ukochany balsam Tisane.

W tej chwili jestem skłonna stwierdzić, że jest w pierwszej trójce moich niezawodnych balsamów do ust wraz z wspomnianym Tisane (ale tylko w słoiczku) i pomadką Oeparol - klasyczna wersja bez zapachu.

Czytałam też, że wiele osób chwali nawet bardziej wersję Blistex Med PlusBlistex Lip Relief Cream. Być może kolejnym razem zakupie którąś z tych form. Jak na razie jednak sporo jeszcze mam do zużycia. Mimo intensywnego stosowania od prawie 4 m-cy, nadal zostało mi pomadki jeszcze tyle jak poniżej na pierwszym zdjęciu.

 

W USA kosmetyk ten jest dostępny w ogromnej ilości wersji i bardzo pupularny. Zobaczcie sami na stronę producenta >>. Do nas jeszcze pełna oferta nie dotarła.

Wiele pewnie osób zapyta jak Blistex moim zdaniem ma się do Carmexu. Niestety dla mnie ten drugi to nie jest żaden hit (choć lubiłam formę pomadki nabłyszczającej w cienkim sztyfcie). Mam ale nie działa u mnie jakoś znakomicie. Trochę się z nim męczę. Wg mnie Blistex pobija go we wszystkim. Choć wiem, że Carmex ma wielu zwolenników i dobrze, że są osoby u których się sprawdza.

Nie potrafię znaleźć minusów tego kosmetyku, a naprawdę jestem wymagająca:)

Ciekawa jestem Waszych opinii na jego temat, jeśli miałyście możliwość stosowania. Może używacie innych wersji?

Pozdrawiam,
Magda

środa, 20 czerwca 2012

TAG: Bez czego nie zasnę, czyli co trzymam obok łóżka...Sporo zdjęć.

 

 Tagowała mnie już wieki temu Iwetto.
Najpierw nie miałam czasu na ten post, potem zapomniałam, potem jak sobie przypomniałam to pojechałam na urlop, potem ponownie zapomniałam i teraz jest:)



Bez przesady, że tam bez tego nie zasnę...Bo nie zasnę to tylko bez poduszki:), ale przygotowałam notatkę z tego co aktualnie znajduje się nieopodal mojego miejsca do spania.
Nie jest to stan constans. Oczywiście szczególnie zmieniają się kosmetyki - przynajmniej marki.
Wystrój szafki nocnej jednak też ulega transformacjom, bo uwielbiam w koło coś przestawiać, zmieniać. Taka choroba:)

Moja okolica łóżka wygląda tak:





I z lotu ptaka:)





Na stoliku trzymam małe białe proste pudełeczko z najpotrzebniejszymi rzeczami i akcesoriami, jakie używam przed snem lub po przebudzeniu.
To moja podstawa kosmetyczna - głownie nocna!





Obok duży krem do rąk w ozdobnej butelce z dowoznikiem. Pisałam o jego zakupie jakiś czas temu.



Obowiązkowo pudełko z chusteczkami.



Róża i koniecznie szklanka na wodę.

 

Zawartość pudełka:


1. Krem do rąk - przy łóżku u mnie musi być zawsze. Aktualnie jest to krem z minerałami z morza martwego. Zrobię jego recenzję jako osobny post.
2. Krem do stóp. Także u mnie produkt obowiązkowy. Obecnie kończę Lirene z 30% mocznikiem.
3. Masełko do ust. To ze zdjęcia recenzowałam tu>>. Nocne nawilżanie ust to u mnie rytuał od lat.
4. Sztyft do ust w postaci smakowej wazeliny. Fajny. Zamiennie używam z masełkiem.
5. W buteleczce ze spray'em hydrolat różany. Budzi mnie każdego ranka do życia.
6. Krem do rzęs z L'biotica. Staram się używać regularnie, ale różnie mi to wychodzi...
7. Lusterko podwójne. Dostałam kiedyś do zakupów w sklepie Orsay.

--------------------------------------------

W szufladzie: ładowarka do telefonu, dwie opaski do włosów, klips fryzjerski, notes, długopis, krem oliwkowy Ziaja i masło Shea z jakim nie rozstaje się chyba od 2 lat, sztyft do nawilżania skórek przy paznokciach (swoją drogą ten jest mocno badziewny i nie polecam).



Dodatkowo w szufladzie są u mnie zawsze białe bawełniane skarpetki i rękawiczki.
Zakładam je gdy robię grubą maskę z kremu czy masła shea na stopy lub dłonie. Obecnie jednak się piorą:)



Krem oliwkowy jest przeznaczony do twarzy. Ja jednak stosuje go głównie na stopy i tu sprawdza się znakomicie.
Także czasem na dłonie.
Świetny jest także na okolice nosa, szczególnie teraz kiedy po chorobie i ciągłym wycieraniu "kinola":) skórę w tym miejscu mam nieźle przesuszoną.



Masło shea jest niezwykle uniwersalne.
Traktuje nim stopy, dłonie, całe ciało, okolice pod oczami, skórki, usta.
Uwielbiam jego zapach - szczególnie przed snem.
Recenzja tego specyfiku pojawi się za parę dni.



Na niższej półce mam pudło ozdobne z sentymentalnymi osobistymi drobiazgami i książki.










Aktualnie kończę czytać (już drugi raz w życiu) "Potęgę podświadomości" J. Murphy.
Książka na stoliku nocnym u mnie to konieczność. Od dziecka nie zasypiam bez lektury.



Co jakiś czas też ostatnio zaglądam do dwóch książek "makijażowych".
"Perfekcyjny makijaż" Bobbi Brown oraz "Makijaż bez tajemnic" Rea Morries.



Na samym dole na podłodze białe pudełko z zapasami:)

 

Przechowuje w nim kosmetyki jakich może nie używam każdej nocy czy poranka, ale sięgam po nie raz na jakiś czas albo wymieniam je z tymi na górze:)
Niektóre czekają cierpliwe na swoją kolej by wjechać na górne piętro, inne wjeżdzają tam raz na jakiś czas (np. 2 razy na tydzień), po czym ponownie lądują na parterze:)



Dwie maski do dłonie z Oriflame i Ziaja.

    

Najlepszy balsam do usta na świecie - Tisane, a także znakomity balsam do paznokci tej samej marki Herba Studio.
Wieczny krem Nivea:)

                
                         

Zapasowe: Krem do stóp No.36 oraz krem do rąk z Cien (marka Lidl).
Maść ochronna z witaminą A.


                  
                                                               
Olejek tamanu - ratunek w wielu sytuacjach oraz krem masło kakaowe z Ziaja.
W sumie nie wiem co tu robi:)
Zwykle balsamuje się w łazience.
Tam też wykonuje pełną kosmetykę twarzy.

To masło chyba miało być alternatywą dla kremu do stóp czy innych miejsc wysuszonych. Do twarzy dla mnie się nie nadaje.
Na razie czeka...

  

Obok łóżka muszę mieć zawsze też osobistą butelkę wody.
To pierwszy napój jaki piję zaraz po przebudzeniu.
Często też sięgam po niego, jeśli obudzę się w nocy.



Oczywiście moje centrum nadawania, dowodzenia i odbioru - telefon.
Mój model to Samsung Galaxy SII.

 

Jestem ciekawa co wy trzymacie blisko swojej poduszki?
Piszcie w komentarzach lub zróbcie ten tag na swoich blogach jeśli takie prowadzicie.
Chętnie poczytam.

Taguję personalnie:
http://mojemalesacrum.blogspot.com
http://nasteczka.blogspot.com
http://thebrendahugo.blogspot.com
http://makeup-z-rozczkam.blogspot.com
http://scianymajauszy.blogspot.com


Zasady:
1. Napisz kto Cię otagował i opublikuj zasady zabawy. 

2. Wymień rzeczy, które zawsze znajdują się obok Twojego łóżka, np. na szafce nocnej. Jeśli chcesz, możesz także zamieścić zdjęcia. 

3. Zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek.


:)
Magda