Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 stycznia 2013

Blistex Classic - nawilżający i ochronny balsam do ust. Działa znakomicie! Recenzja.

 Towarzyszy mi od kilku miesięcy. Postanowiłam zatem, że napiszę o nim recenzję. Blistex Classic - nawilżający i ochronny balsam do ust, kupiłam we wrześniu i pisałam o tym w poście tu >>.


Wybrałam wersję klasyczną. Ówczesna cena w drogerii Hebe to 8,99 PLN. Wiem, że można go spotkać czasem na promocjach i dostępny jest również w niektórych aptekach. Z kartą Hebe zawsze jest chyba lekko taniej. Występuje w kilku formach jak słoiczek, postać płynna, wersja koloryzująca, miętowa itp.


Oto co mówi etykieta i skład:

Muszę powiedzieć, że jestem z niego bardzo zadowolona. Spełnia wszystkie obietnice producenta. Używam go każdego dnia, przez całą jesień i teraz zimę. Mimo, że mam naprawdę sporo różnych produktów do ust, to najchętniej od września sięgam po niego.

Dlaczego go tak lubię?

1. Świetnie nawilża i natłuszcza i to na długi czas. Efekt nawilżonych, miękkich ust zostaje na całe godziny, nawet jeśli jemy, pijemy czy dużo mówimy.
2. Nie jest tępy, nie waży się, zostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy. Zero smalcu itp. Czuć przyjemne olejki. Nie lepi się niemiło. Nie zostawia na ustach dziwnej parafinowej warstwy, która za nic nie wsiąka w skórę ust, co czuje i czego nie lubię w Carmex'ie.
3. Nadaje miękkość ustom i delikatny połysk, ale bez jakiejś tafli czy drobinek. Spokojnie mogą go stosować także mężczyźni i dzieci.
4. Nie tworzy jakiejś powłoki, ale wnika w skórę ust, przyjemnie natłuszcza i od razu stają się niezwykle gładkie. Bardzo miłe uczucie. Jest biały, ale żadnej bieli na skórze usta nie zostawia.
5. Regularnie stosowany sprawił, że nie mam kompletnie problemu ze suchymi skórkami. Nawet gdy temperatury były bardzo niskie. Zero spierzchnięcia.

 

6. Znakomicie chroni przed mrozem, wiatrem i innymi warunkami atmosferycznymi. Miałam okazję przetestować go chodząc ostatnio po wysokich górach w sporym zimnie i wietrze. Test przeszedł świetnie! Biegam też z nim na ustach wieczorami i ochrona znakomita.
7. Jest bardzo wydajny. Używam w koło, a jakby nie ubywał. Wystarczy jedno "przejechanie" po ustach, a już czuć efekt.
8. Wyborny pod pomadki kolorowe czy błyszczyki. Wszelka kolorówka do ust doskonale się na nim rozprowadza, nie waży. Nawet wygląda lepiej i trzyma się dłużej. Polecam także pod pomadki matowe.
9. Nie barwi ust dziwnym kolorem, nie ma zapachu, choć może troszkę czuć w nim lekką całkiem przyjemną wanilię.
10. Poręczne proste, małe opakowanie. Zmieścimy go w każdej torebce, kieszeni.
11. Sztyft jest poręczny, nie zacina się i łatwo wykręca.
12. Nie jest drogi, a przy tym bardzo wydajny.
13. Dobrze dba o usta na dłużej. Mam skłonność do opryszczki, szczególnie w okresie jesieni i zimy. Podczas jego stosowania, jeszcze mnie nie dopadła i jestem skłonna stwierdzić, że to także jego zasługa.
14. Uważam, że może być ratunkiem jeśli macie duże problemy ze skórą na ustach. Wg mnie działa jak taki kojący plaster. Bardzo dbam o usta przez cały rok i nie mam wielkich z nimi problemów, ale sądzę, że poradzi sobie nawet z dużymi kłopotami.
15. Wyborna jeśli uprawiamy sporty jak narty, biegi itp.
16. Filtr SPF 10.
17. Całkiem przyjemny skład, sporo olejków.


Spokojnie grubszą jego warstwę możecie też nakładać na noc. Choć ja akurat preferuje tu ukochany balsam Tisane.

W tej chwili jestem skłonna stwierdzić, że jest w pierwszej trójce moich niezawodnych balsamów do ust wraz z wspomnianym Tisane (ale tylko w słoiczku) i pomadką Oeparol - klasyczna wersja bez zapachu.

Czytałam też, że wiele osób chwali nawet bardziej wersję Blistex Med PlusBlistex Lip Relief Cream. Być może kolejnym razem zakupie którąś z tych form. Jak na razie jednak sporo jeszcze mam do zużycia. Mimo intensywnego stosowania od prawie 4 m-cy, nadal zostało mi pomadki jeszcze tyle jak poniżej na pierwszym zdjęciu.

 

W USA kosmetyk ten jest dostępny w ogromnej ilości wersji i bardzo pupularny. Zobaczcie sami na stronę producenta >>. Do nas jeszcze pełna oferta nie dotarła.

Wiele pewnie osób zapyta jak Blistex moim zdaniem ma się do Carmexu. Niestety dla mnie ten drugi to nie jest żaden hit (choć lubiłam formę pomadki nabłyszczającej w cienkim sztyfcie). Mam ale nie działa u mnie jakoś znakomicie. Trochę się z nim męczę. Wg mnie Blistex pobija go we wszystkim. Choć wiem, że Carmex ma wielu zwolenników i dobrze, że są osoby u których się sprawdza.

Nie potrafię znaleźć minusów tego kosmetyku, a naprawdę jestem wymagająca:)

Ciekawa jestem Waszych opinii na jego temat, jeśli miałyście możliwość stosowania. Może używacie innych wersji?

Pozdrawiam,
Magda

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Biedronka - co my byśmy bez niej zrobili?:) Mały haul kosmetyczny i zakup fuksjowych sandałków japonek:)

W minionym tygodniu w ofercie Biedronki pojawiło się sporo nowych produktów kosmetycznych.
Między innymi do sieci tej weszła marka Bell.

Co ja wrzuciłam do koszyka?
 

Żel pod prysznic z mentolem
Ice Shower. Duża butla 600 ml z praktyczną pompką. Koszt: 9,99 PLN.
Świetny na upały! Użyłam już 3 razy i naprawdę działa bardzo orzeźwiająco i relaksująco. Zapach silnie mentolowy i nieco powiedziałabym taki męski, ale ja takie bardzo lubię.
Cena, pojemność i działanie - dla mnie super.
Nawet jak się znudzi może być mydłem do dłoni:)

                             
W ofercie były jeszcze 2 inne zapachy: Azja i Afryka. Kupiłam jeszcze ten drugi, ale podarowałam go mojej mamie.
Azja - wąchałam w sklepie i jakoś ten zapach mi nie podpasował.
                     
Krem do dłoni Bebeuty 24 H Aqua System. Nawilżający.
Lubię kremy do rąk z Biedronki - te ze stałej oferty. Różowy jest moim faworytem i zużyłam już jego kilka opakowań.
Skusiłam się teraz na ten. Zobaczymy. Nie wiem czy to limitowanka czy nie.
125 ml - 3,25 PLN.


Sól do kąpieli Bebeauty Regenerująca - MORSKA.
Jest w stałej ofercie. Bardzo ją lubię. Pachnie wakacjami nad morzem:)
Nie widzę różnicy żadnej między nią, a o wiele droższymi solami tego typu. Ta nawet wypada o wiele lepiej niż wiele bardziej luksusowych przynajmniej z nazwy:)
Z tego co pamiętam jest jeszcze o zapachu pomarańczy, oliwki i lawendy.
600 g - 3,75 PLN.

 

Chusteczki antybakteryjne Tami. Naprawdę fajne. To już moje drugie opakowanie. Świetne do torebki. Miałam je także na urlopie i super się sprawdziły. Występują też w wersji zielonej. Także mam i są bardzo ok.
12 szt. - 1,99 PLN.



Z Bell skusiłam się tylko na jeden produkt. Nic więcej jakoś mnie nie zainteresowało.
Błyszczyk Air Flow Colour Boom Lip Gloss o numerze 1. Cena: 7,99 PLN.
Bardzo spodobał mi się kolor.


Po dwóch użyciach muszę powiedzieć, że rzeczywiście zgodnie z obietnicami producenta - nie klei się, nie jest ciężki na ustach. Daje ładny efekt, ale specjalnie optycznego powiększenia nie zauważyłam. Uwypuklenia też nie:) Choć lśni efektownie. Zapach jest naprawdę piękny i smak też. Dla mnie jednak nie tropikalny ale poziomkowy.
Wygodny aplikator. Kolor czy taki trwały? Jak na błyszczyk to nawet tak. Jestem jak na razie zadowolona.


Z Biedronki uwielbiam też płatki kosmetyczne Carea. Głównie te fioletowe. Kolor tu ma znaczenie. Są lepsze od niebieskich czy zielonych.
Akurat była promocja 3 w cenie 2, więc kupiłam zapas. Wiadomo, że płatków nigdy za wiele:) 3 opakowania po 120 szt. każde - kosztowały razem 5,55 PLN.
 Dziś będąc jeszcze drugi raz w tej sieci dokupiłam chusteczki do higieny intymnej Intimea.
20 szt. - 3,99 PLN. Były ich dwa rodzaje. Nigdy ich wcześniej nie miałam. Sprawdzimy.


 Na koniec pochwalę się swoim spontanicznym zakupem sandałków japonek o kolorze fuksji.
Chyba się jakoś bardzo zmieniam, bo jeszcze rok temu w życiu bym nie powiedziała, że kupię buty o takim odcieniu:)
Tym bardziej, że sama z siebie się śmieje, bo dorwałam je w drogerii Natura za cenę 19,90 PLN.
Były na przecenie, bo wcześniej kosztowały 29,90 PLN.

Mega lekkie, w zasadzie na stopie niewyczuwalne. Jakbym chodziła boso. Śmigałam w nich przez ostatnie 2 dni. Bałam się, że wupały mnie odparzą, ale jak na razie nic takiego się nie stało i o dziwo nie poraniły mnie, a ja 99,9% butów muszę przecierpieć na początku - za ile by one nie były:)
Wadą jest fakt, że są całkiem płaskie i mimo wszystko taka całkowita płaskość dla stóp też nie jest wskazana. Jestem jednak przyzwyczajona do butów na choć lekkim podwyższeniu.
Ale za 19,90 PLN??? To jestem bardzo zadowolona:) Żałuję tylko, że nie dorwałam ich przed urlopem. 

Znakomite gdy się zbrudzą. Pod kran i załatwione:) 
Świetnie kolor ożywia każdy nawet najbardziej neutralny strój:)
Widziałam też, że są czarne i nawet zastanawiam się czy ich również nie kupić.
Marzyły by mi się jeszcze takie miętowe....:)


 Kusi Was coś z tych nowości kosmetycznych w Biedronie?
A może już łowy nastąpiły?

Przypominam też o moim rozdaniu do 19.08.12: KLIK.

Udanego tygodnia!
Magda

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Skin Food Avocado Lip Balm - balsam do ust z Korei. Recenzja. Bonus - niedzielny obiadek:)

Lata temu miałam ogromny problem z ustami.
Wiecznie wysuszone, popękane, bolące, z całą masą suchych skórek.
Myślałam, że nigdy nie pozbędę się tego kłopotu.

Dzięki jednak własnej systematyczności i regularnemu nawilżaniu oraz odpowiedniej ochronie przez cały rok - od kilku lat nie mam w zasadzie z ustami żadnego problemu.
W dużej mierze pomógł mi w tym balsam Tisane oraz zwykła biała wazelina z firmy Ziaja, którą uwielbiam.

Dziś jednak będzie o innym produkcie.
Przy okazji zakupów różnych kosmetyków z Korei kilka miesięcy temu kupiłam balsam do ust - Avocado Lip Balm.
Produkt pochodzi ze znanej także w Europie firmy Skin Food.
Z tego co wiem występuje jeszcze o smaku kakaowym.


   Jestem totalną maniaczką produktów do ust i w koło lubię testować nowe, stąd skusił mnie też ten kosmetyk.

Kosztował wtedy około 18 PLN, a przesyłka była gratis.

Ma pojemność 12 g.
Zamknięty jest w ładnej małej złotej puszeczce, która jest rozkręcana.

Pojemnik jest szeroki. Nie ma problemu z wyjęciem produktu do samego końca i łatwym jego nabieraniu. Za to duży plus!


Sama konsystencja ma postać dość gęstego masła.
Początkowo przy pierwszych użyciach wydawało mi się, że balsam jest tępy i kiepsko rozprowadza się na ustach.
Jakoś średnio mi się z nim współpracowało.
Miałam inne mazidła do warg więc ten poszedł w kąt.

Po jakimś czasie nastąpiło podejście numer dwa.
Nie wiem czy produkt musiał się u mnie zadomowić, poczuć, że jest w Europie czy co?:)
Ale przerwie zaczął się rozprowadzać super.
Jest dość gęsty, ale po zetknięciu ze skórą bardzo przyjemnie się rozpuszcza.
Nie potrzeba dużej ilości by dobrze nawilżyć usta.


Nie daje żadnego specjalnie połysku.
Nie waży się, nie tworzy nieprzyjemnej warstwy - ale nie można z nim przesadzić.
Gdy nałoży się go za dużo przestaje się wchłaniać w nieskończoność i może zacząć się "mazać".

W pudełeczku jest biały, ale zupełnie nie bieli ust i nie nadaje im żadnego koloru.
Nie nabłyszcza także.

Usta po nim są nawilżone, miękkie, miłe w dotyku i gładkie.
Dobrze o nie dba.
Ale czy jest to jakiś najlepszy kosmetyk w swojej kategorii?
Nie powiedziałabym.

Nie pobił ukochanego Tisane w słoiczku.

Cenowo nie wychodzi może drożej, bo ma sporą pojemność, ale specjalne zamawianie go z innego kontynentu nie jest moim zdaniem konieczne.

Jeśli jednak jesteście fankami produktów do ust i lubicie nowości, to balsam jest naprawdę dobry, choć to nie jakieś naj.

Tak jak pisałam nie mam od dłuższego czasu problemów z ustami.
Ciężko mi zatem powiedzieć jak poradzi sobie z bardzo wysuszonymi wargami czy suchymi skórkami.
U mnie raczej działa prewencyjnie.
W przypadku silnych problemów - mógłby nie dać rady i tu zdecydowanie polecałabym bardziej Tisane.

Dodam jeszcze, że ja go w zasadzie zawsze stosowałam na noc.
Nie polecam go akurat w ciągu dnia czy pod pomadki.
U mnie leży przy łóżku i jako nocna kuracja - sprawdza się ok.

Jest też bardzo wydajny. Mam go kilka miesięcy, a zużycie jak widać na zdjęciach.

Jeśli chodzi o zapach czy smak - awokado jest wyczuwalne dość słabo.
Marzysz o silnych awokadowych doznaniach? Tu nie liczyłabym na to.
Ale ogólnie kojarzy mi się on bardzo przyjemne.
Jakby maślanie...?:)

Podsumowując można się skusić np. przy okazji innych zakupów z Azji, ale to żaden produkt must have.

Nie kupię go ponownie. Mam już zakupiony słoiczek Tisane.
Ale używanie Avocado Lip Balm będę wspominać całkiem sympatycznie:)


A na koniec jeszcze zdjęcie mojego niedzielnego obiadku z przepisu Agi - nieesia25.
Pierś z kurczaka z mozarellą.



W sumie już nie raz robiłam coś podobnego, ale ostatni filmik Agnieszki natchnął mnie by po dłuższym czasie to powtórzyć, a akurat nie miałam inwencji kulinarnej.
Proste i smaczne danie, a do tego szybkie w produkcji:)


Trochę inaczej je przyprawiłam i podałam z kaszą jaglaną, którą kocham.
Pychota! Polecam!

Jeśli macie ochotę na recenzję innych produktów marki/firmy Skin Food - dajcie znać.
Mam od nich też puder, krem BB, maseczkę ryżową, bazę pod makijaż i serum.
Chętnie podzielę się spostrzeżeniami, jeśli tylko jesteście zainteresowani?

:)

Buziaki!
Magda

sobota, 21 kwietnia 2012

Sephora - obecne promocje i trochę o Brow Bar Benefit + jeden zakup:)

 
Będąc dziś w Sephorze dowiedziałam się o kilku ciekawych promocjach, jakie może Was zainteresują.

Przede wszystkim aktualnie w dniach 20-29.04.12 w ramach Sephora Dni Vip! na cały asortyment mamy 20% rabatu.
Zniżka obowiązuje z kartą Sephora.

Inną ciekawą promocją jest 25% taniej na wszystkie produkty do pielęgnacji ciała.
Obowiązuje od 16-29.04.12.
 

Jeśli więc planowałyście zakupić jakiś balsam, peeling, żel czy inny kosmetyk do ciała - teraz warto skorzystać.
Ja czaję się na coś z Pat&Rub lub Korres, więc może jeszcze w nadchodzącym tygodniu skorzystam.
Nie mogę się jednak zdecydować co kupić. Może Wy coś szczególnie polecacie z tych marek i pomożecie mi w podjęciu decyzji?


Kolejna fajna propozycja dotyczy Brow Bar Benefit.
Czyli usługi regulacji brwi, nadania im kształtu i ewentualnie henny brwi i rzęs + makijaż poprawkowy.
Standardowa cena to 65 PLN.
W dniach 17.04-26.05.12 koszt tego zabiegu wynosi 49 PLN.


Jeśli zastanawiacie się czy warto z Brow Bar skorzystać to powiem szczerze, że ja kilka razy zdecydowałam się i polecam.
Szczególnie jeśli macie problem z nadaniem kształtu swoim brwiom albo jeszcze nigdy ich nie regulowałyście - to panie wyszkolone przez Benefit mogą Wam bardzo pomóc.
Nie musicie stale korzystać z tej usługi, ale jedna wizyta naprawdę pomaga w okiełznaniu brwi, nadaniu kształtu, a potem działać można na tym polu już samemu:)
Dodatkowo ja uzyskałam tam wiele rad na temat właśnie samodzielnej regulacji, nadawaniu koloru brwiom i wiele innych cennych wskazówek.
Nie chodzę regularnie, bo cena nie jest mała, ale raz na jakiś czas tak i efekt sobie chwalę.
Tym bardziej dlatego, że regulacja moich brwi samemu to droga przez mękę, a okiełznanie moich włosków to istna tragedia:)

Teraz kiedy cena lekko niższa także się wybiorę.


 Niestety Brow Bar jest tylko w wybranych miastach i sklepach Sephora.
Najwięcej w Warszawie, bo w 4 miejscach (postęp bo do niedawna było w 2).
Poza tym po jednym sklepie w Krakowie, Katowicach, Łodzi i Poznaniu.

 

Ja jak do tej pory byłam raz w Arkadii i chyba z 3 razy w Złotych Tarasach w Wawie.
Z tego co słyszałam poziom zadowolenia z tego zabiegu zależy od pani wykonującej.
Ja akurat zawsze byłam bardzo zadowolona.
Szczególnie pierwsza wizyta była bardzo dla mnie kształcąca a różnica w brwiach przed i po - ogromna!
Być może akurat trafiłam na kompetentną panią, bo podobno z tym bywa różnie.
W każdym razie Panią ze ZT bardzo polecam:)

Możecie też przy okazji zabiegu wypytać o produkty marki Benefit - jeśli Was jakieś interesują oczywiście i poprosić o naniesieni ich na twarz, oczy dla testu, sprawdzenia koloru itp.
Oczywiście kosmetyków od razu nie musicie kupować:) Choć panie przy okazji usługi zwykle proponują wiele produktów do brwi (i innych) z Benefita. No ale taka ich praca...

Cały zabieg oczywiście wykonywany jest kosmetykami Benefit. Trwa około 15-20 min.
Istnieje też możliwość henny na rzęsy.
Można także skorzystać z woskowania owłosienia nad ustami.
Dodam, że na wizytę trzeba się umówić, bo przynajmniej w Warszawie ciężko dostać się tak "z nogi"...
Poza tym godziny pracy Brow Bar nie pokrywają się dokładnie z otwarciem sklepów Sephora i są też czynne w wybrane dni.

Plus też za to, że 10 lub 11 (tego właśnie nie pamiętam) zabieg jest gratis.


Kolejne wyjście na przeciw Klientom to możliwość bezpłatnej regulacji brwi zupełnie za darmo - w dniu naszych urodzin.
Pokazujecie dowód i nie płacicie:)


Może więc warto zrobić sobie taki prezent?:)
 

 To tyle mojego dzisiejszego wywiadu w Sephora:)

Pochwalę się jeszcze co zakupiłam w ramach pierwszej wspomnianej w tym poście promocji:


Chodziłam koło tego pomadki-lakieru już kilka tygodni i w końcu się zdecydowałam.
Swatche zrobię za kilka postów.
Mój wybrany kolor to nr 15 - Rose Vinyl.

 
Zahaczyłam jeszcze o Douglas i zrobiłam tam małe zakupy, ale jakoś nie natknęłam się na ciekawe promocje.
Pytałam też o podkład z Estee Lauder o jakim pisałam tu>>, ale promocji już nie było.
Chciałam kupić dla koleżanki, bo sama mam ale niestety...:(


Odliczam dni do majówki:) A Wy?

Magda

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Zakupy z Niemiec - KIKO, Alverde, Balea

"Znajomości" internetowe są jednak niesamowite!
Kolejny raz przekonałam się, że Agnieszki to super kobiety!:)

Dzięki Agnieszce - 82Inez znanej z kanału YT i bloga, miałam możliwość zakupić kilka kosmetyków z Niemiec - kolorowych KIKO
i kilka innych pielęgnacyjnych Alverde + Balea - niedostępnych w Polsce.

Aga - jeszcze raz ogromne dzięki!

Oto co zakupiłam z marki KIKO:


 
1. Dwie podwójne kredki/cienie do oczu - Creamy Touch Eyeshadow Duo - w zestawach kolorystycznych:
- 01 Light Taupe &Charcoal
- 07 Steel & Celadon

2.
Cień Eyetech Look w kolorze - 01 Ice. Cień rozświetlający z gąbeczką.

3. Vibrant Eye-Pencil - Kredka z gąbeczką z drugiej strony - kolor 602 Bronzed Brown.

4. Pomadka Smart Lipstick - 79 Soft Orange.

5. Pomadka Creamy Lipstick - 397 Rosy Beige.

Podwójne kredki są niesamowite. Trzymają się na oku fantastycznie. Używałam jak do tej pory dwa razy jako cienie.

O tych kredkach jak i innych produktach KIKO opublikuje osobny post wraz ze swatchami - jak je dłużej oczywiście poużywam, bo jak na razie mam te produkty tydzień.

Rzeczy z pielęgnacji to Olejek do mycia ciała Balea.


Maseczka a Avocado marki Alverde.


Szampon do włosów brązowych - Alverde.


Pomadka ochrona Alverde - nagietkowa.


Aga była tak kochana, że w prezencie dołączyła mi 3 maski do twarzy w saszetkach. 



Połowa jednej maski poszła już na twarz pierwszego dnia po otrzymaniu paczki:)
Dzięki Agnieszko za ten prezent!

Jak tylko dłużej zapoznam się z tymi kosmetykami - zrobię recenzję.

Na razie cierpię:( Nie mogę nic kłaść na twarz, bo wczoraj wstałam rano i mam na polikach i czole ogromne uczulenie.
Kompletnie nie wiem od czego bo nie zmieniłam kosmetyków, nic nie testowałam, noc dziwnego nie jadłam.
Nie jestem alergikiem i generalnie nie pamiętam żeby mnie coś tak podrażniło kiedykolwiek.
Maskę od Agnieszki zastosowałam tydzień temu więc wątpię, że to ona jest przyczyną, bo alergia pojawiła się wczoraj w nocy.
Wstaje rano a twarz mam jak burak. Poliki gorące, pieką niemiłosiernie.
Do tego mam milion białych podskórnych krostek. Mogę straszyć twarzą.
Koszmar!
Pije litrami wapno. Dziś chyba jest trochę lepiej...albo mi się tylko wydaje.
To raczej pokrzywka. Poliki palą jak oszalałe.
Może znacie jakiś cudowny środek na to bez recepty i możecie coś polecić?

Skąd to się przypałętało???? Myślę od wczoraj i nie znajduje przyczyny.

Cierpiąca dziś okrutnie:(
Magda

środa, 8 lutego 2012

Lush, Bubblegum Lip Scrubs - Peeling do ust o zapachu gumy balonowej - recenzja


Peeling do ust z Lush kupiłam chyba około roku temu. Trochę użyłam a potem o nim zapomniałam. Poszedł gdzieś na koniec szafki i znikł mi z oczu. Ostatnio sobie o nim przypomniałam. Odgrzebałam i intensywnie używam, bo pogoda taka, że o usta wyjątkowo trzeba dbać.

Mam wersję o zapachu gumy balonowej – rzeczywiście pachnie tak jak podaje producent. Zapach słodki, intensywny i naprawdę świetny. Słoiczek bardzo praktyczny, zgrabny, kolor peelingu – intensywny, dający po oczach:)
Ale czy to jest jakieś cudo? Nie powiedziałabym. Więcej w tym samego bajeru. Owszem ładnie ściera naskórek ust, delikatnie i skutecznie. Usta po jego użyciu są gładkie i zadbane. Taki sam efekt można jednak osiągnąć każdym innym peelingiem – nawet takim do twarzy, delikatnie wcierając go w usta. Poza tym taki skrub można wykonać samemu w domu z cukru i np. miodu, wazeliny czy innego kremu i olejków.
Biorąc pod uwagę cenę tego gadżetu z Lush – produkt nie robi nic nadzwyczajnego. Od dużo w nim ścierającego cukru, fajny kolor i piękny zapach. Taki gadżecik:)
Byłby fajniejszy gdyby był bardziej kremowy np. z jakimiś olejkami w większej ilości – znacznie wtedy lepiej aplikowałby się na usta i rozcierał. Jest trochę za suchy i po jakim czasie kawali się w słoiku ale po aplikacji na mokre usta – jest ok.

Plusem też jest to, że nie ma rozbudowanego składu. Inna korzyść – można zlizać:) Smakuje słodko, landrynkowo – jednak trochę sztucznie i ja dlatego wolę go zmywać.
Moim zdaniem nie jest to produkt zły. Naprawdę pozwala zadbać ładnie o usta i gdy go używam regularnie kompletnie nie mam problemu z niechcianymi skórkami na ustach itp. Jest dość wydajny ale nie za bardzo higieniczny – bo za każdym razem wkładamy palucha do opakowania.

Słoiczek szklany ma 25 g. Obecnie kosztuje £
4,95. Rok temu płaciłam za niego odrobinę mniej. Można go wrzucić do torebki, z łatwością zabrać w podróż. Po zużyciu peelingu przyda się na inne kosmetyki np. podczas wyjazdu.
Cena jednak jest jak dla mnie wygórowana. Biorąc pod uwagę, że to w sumie sam cukier – nawet bardzo wygórowana!

Wiem, że występuje jeszcze w 2 innych zapachach chyba mięty i wanilii z czekoladą. Tych jednak nie miałam możliwości testować.

Raczej ponownie go nie kupię. Po zużyciu tego zamierzam przerzucić się na skrub domowej roboty:)

Peelingujecie regularnie usta?

Uważajcie na siebie!
Magda