Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 listopada 2015

Denko kosmetyczne. Recenzje 20 produktów pielęgnacyjnych. Evrēe, Fa, Sylveco, Pharmaceris T, Sanex, Lush, Verona, Isana, Avene, Floslek, Alverde, Perfecta...

Większość świetna. Jest jednak kilka wpadek. Chętnie dowiem się, czy znacie te produkty i co o nich myślicie?


Znakomity kosmetyk. Nie spodziewałam się, że krem kupiony na promocji za około 6 PLN, może okazać się tak wyśmienity. Pielęgnuje, odżywia, długotrwale nawilża. Skóra dłoni staje się miękka, gładka, przyjemna w dotyku. Bardzo porządny krem. Do tego tani i wydajny. Gęsty, ale wchłania się szybko. Zero lepkości, tłustej warstwy itp. Na zimę - ideał. Przyjemny zapach. Same plusy. Nawet przy bardzo zniszczonych dłoniach, migiem je regeneruje i ochrania przed czynnikami zewnętrznymi. Dobry skład, łatwa dostępność. Nie znajduje minusów. Z całą pewnością sięgnę po inne wersje. Ulubieniec ostatnich miesięcy. 

Prawie dwa lata temu używałam i sięgnęłam ponownie. Lubię i jak widać wracam. Znalazł się w ulubieńcach stycznia 2013, gdzie więcej o nim poczytacie. Delikatny i skuteczny, niesamowicie wydajny. Pięknie pachnie rumiankami i ma dobry skład. Można spokojnie nim myć oczy. Zmywa świetnie cały makijaż. 


To również powrót. Jeden z ulubionych żeli pod prysznic. Moja 2 lub 3 butelka. Przepiękny zapach i dużo olejków w składzie. Kąpiel z nim do czysta przyjemność. Nawilża i lekko natłuszcza ciało. Zero wysuszenia. W połączeniu z wodą tworzy na skórze cudowny myjący krem. Kocham. Opisałam go szczegółowo w ulubieńcach maja 2014. Zajrzyjcie, proszę.

Warta zakupu. Nieziemski zapach, super działanie. Włosy po niej rozczesują się błyskawicznie. Są gładkie, lśniące, zdyscyplinowane. Świetnie radzi sobie z moją skłonnością do puszenia się fryzury. Musiałam jednak aplikować odżywki niewiele. Gdy przesadziłam, szybciej kosmyki stawały się tłuste. Być może dlatego, że produkt dedykowany jest włosom suchym i zniszczonym. Ja takich nie mam. Dlatego minimalna ilość jest dla mnie wystarczająca. Bardzo ją polubiłam i szczerze polecam.


Teraz będzie konstrowersyjnie. Ten micel jest niezwykle wychwalany. To nie jest zły produkt, ale mnie nie ujął. Zmywa twarz dobrze, ale nierewelacyjnie. Z prostym makijażem oczu (bez eyelinera - mam makijaż permamentny) radził sobie słabo. Musiałam poprawiać Biodermą. Nie jest wydajny. Lekko się pieni, co mnie okrutnie denerwuje. Na domiar złego śmierdzi starą PRL-owską apteką. Znam doskonale ten zapach, gdyż jako dziecko wiele godzin spędzałam w takiej aptece, gdzie pracowała moja babcia. Do tej woni można się z czasem przyzwyczaić, ale to nie jest nic przyjemnego. Walorem jest fakt, że kompletnie nie podrażnia, jest łagodny, dodatkowo koi i nawilża, ma dobry skład. Bioderma nadal jednak zostaje moim nr 1. Ponownego zakupu Sylveco nie będzie.

Polecam gorąco. Świetnie oczyszcza. Pozwala trzymać cerę w ryzach. Łagodnie złuszcza i niweluje część zaskórników. Już po tygodniu widziałam na mojej twarzy rozjaśnienie, mniejsze wydzielanie sebum, czułam także przyjemną gładkość. Rekomenduje go nie tylko osobom, które borykają się z trądzikiem czy cerą tłustą. Każda skóra, nawet sucha, ulega zanieczyszczeniom i ma od czasu do czasu krostki, wypryski. Ten płyn szybko je niweluje, przyspiesza też gojenie ran, zadrapań itp. Kwas migdałowy działa cuda, do tego jest bezpieczny. Świetny wstęp do zastosowania mocniejszych kwasów lub ich uzupełnienie. 2% to niewiele, ale na początek będzie dobrym wyborem. Dodatkowym plusem jest to, że nadaje się do nawet najbardziej wrażliwych cer np. naczyniowych. Może też być używany w upały. To rodzaj kwasu, który nie wchodzi w reakcje ze słońcem. Razem z kremem 5% lub 10% z tej serii tworzy świetny duet. Będzie kolejna butelka.

7. Neutral Szampon przeciwłupieżowy.
Nie mam łupieżu i w tej kwestii wypowiedzieć się nie mogę o działaniu tego szamponu. Natomiast będę go wychwalać za świetny poziom oczyszczenia. Włosy po nim były niezwykle sypkie, długo świeże. Kompletnie bezzapachowy, może spodobać się mężczyzną. Duża wydajność i całkiem dobry skład. Jeszcze do niego wrócę.

Rozczarował. Zbiera dobre opinie. Kupiłam na promocji, ale nie zdał egzaminu w upały. Pewnie zimą przeszedł by test pozytywnie, ale źle trafił. Powyżej 30 stopni wymiękł. Ogólnie coś mi w nim nie grało. Nie czułam się z nim super komfortowo. Nawet gdy temperatury spadły poniżej 20 stopni. Niewydajny. Dziwny jakiś. Znam tańsze i dużo lepsze.


Zużyłam dwa te szampony. Pokazuje metalowe opakowanie, gdyż kostki znikły podczas mycia, wiadomo.
Lawendowo-rozmarynowy, dobrze oczyszczający. Przeznaczony głównie do szybko przetłuszczającej się skóry głowy. Relaksuje, wybornie pachnie, czyści na błysk. Włosy są puszyste, lśniące, zdrowe. Efekt znakomity. Ze względu jednak na silne działanie oczyszczające, nie polecam do częstego używania. Można przedobrzyć. Zdaje się nigdy nie kończyć. Wydajność ogromna. Daje gęstą pianę. Doborowy na wyjazdy. Zajmuje mało miejsca i prawie nic nie waży. Nie ma obawy, że nam się wyleje w bagażu. Nie mogę tego powiedzieć na 100%, ale wydaje mi się, że nie będzie odpowiedni dla włosów farbowanych. Może przyspieszać wypłukiwanie farby. Aktualnie mam włosy naturalne i dla mnie nie było z tym problemu, ale słyszałam takie głosy i skłaniam się ku temu, że mogą być słuszne.

10. Lush Ultimate Shine Nabłyszczający szampon w kostce.
Nie wiedziałam, że szampon może nadawać tak piękny połysk. Włosy lśnią, efektownie odbijają światło. Wyglądają na zdrowsze. Jak z reklamy. Serio, serio. Ma drobinki brokatu, ale są one bardzo dobrze zmielone. O dyskotekowej kuli zamiat głowy nie może być mowy. Widok błyskawiczny i porządany przed ważnym wyjściem, imprezą. Podobnie jak powyższa kostka, starcza na długo i sprawdzi się w podróży. Szerszego działania nie zauważyłam. Niestety może przetłuścić kosmyki. Szybciej po nim myłam głowę, niż po innych. Mimo wszystko polubiłam i chętnie aplikowałam raz na jakiś czas. Szukałam go na brytyjskiej stronie Lush'a i nie znalazłam. Chyba nie jest już dostępny.

11. Oriflame Hand Treatment Mask Maska do dłoni.
W ciągu kilku lat zużyłam kilka opakowań. Nie wiem nawet czy nadal jest w sprzedaży. Jestem zakochana w tym zapachu. Cudnie migdałowy. Używałam na noc jako krem lub grubszą warstwę jako maska. Kładziesz to przed snem, a rano budzisz się z dłońmi księżniczki. Delikatne, gładkie, niesamowicie nawilżone. Aż chce się je w koło dotykać. Starcza na wiele miesięcy. Relaksacyjna i dobrze pielęgnująca. Faworyt od lat w pielęgnacji dłoni. Lubię również tradycyjne kremy w tubkach z tej serii. 


Wszystko by było ok, ale czy to musi tak śmierdzieć? Dostałam na spotkaniu blogerów urodowych w Jastrzebiej Górze. Kosmetyk nowy, świeży, prosto od producenta. Poza tym to nowość i nie mógł stać na półce sklepowej milion lat świetlnych. Woń jest okrutna. To jakby zebrać 30 par brudnych skarpet noszonych cały dzień przez pracowniów fizycznych. Wrzucić je do wody i zagotować, a następnie powstały "wywar" schłodzić. Dramat. Za każdym razem to czułam i w miarę upływu czasu mój nos w ogóle się nie przyzwyczajał. Poza tym dużym minusem, dobrze zmywa twarz i oczy. Nie podrażnia. Odrobine się lepi, ale można to przeboleć. Ujędrnienia nie zauważyłam. Nie wysusza, lekko koi, rozjaśnia. Ale ze względu na skarpety...powtórki u mnie nie doczeka.

13. Isana Rasier Schaum Pfirsich Brzoskwiniowa Pianka do golenia dla kobiet.
Koszmar. Trafiła kiedyś w poście do totalnych bubli. Była swego czasu na nią moda. Wszyscy się zachwycali. Dla mnie to jakieś nieporozumienie. Zapach sztuczny, chemiczny, odpychający. Wydajna niezwykle i tania, ale do bani. Wychodzi gęsta piana, a po 2 sekundach na nogach znika. Wcale nie ułatwia golenia. Każdy zwykły żel pod prysznic robi to lepiej. Nie nawilża, nie koi. Zero działania. Męczyłam się z nią. Trafiła w róg szafki, potem w czasie porządków okazała się przeterminowana i skończyła w koszu.

Stosuje od nastu lat. KWC. Niepamiętam ile zużyłam butelek. Ale zapewne ponad 15. Nie znam lepszej. Dla mnie niezbędnik przez cały rok. Uniwersalna. Docenią ją głównie osoby z często "płonącymi" policzkami, wrażliwcy i naczyniowcy. Trafiła do ulubieńców lipca 2013, gdzie szerzej omawiam moją miłość do niej i zastosowanie. Zajrzyjcie koniecznie.


Recenzowałam ją w notce z 2012. Zdanie pozostaje niezmienne. Bardzo dobra polska maseczka do cery naczyniowej. Skuteczna, tania, spełnia większość obietnic producenta. Błyskawicznie łagodzi i zdejmuje z twarzy zaczerwienienie. Mało co koi tak jak ona. Nawilża, rozjaśnia. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia naczynka i zapobiega ich pękaniu. Stale wracam do tego kosmetyku i niezmiennie cenię.

Na przestrzeni lat był kilkakrotnie w moich denkach. Lubię go mieć. Starcza mi na wiele miesięcy. Nie używam każdego dnia, ale kiedy czuję, że moje włosy są matowe, bez wyrazu, (nawet zaraz po umyciu) to sięgam po ten nabłyszczacz. Kilka pryśnięć z daleka wystarczy by fryzura zyskała nową jakość. Nie obciąża, nie tłuści. Dobry na ważne wyjścia, imprezy. Tani i sprawdzony. 

17. Alverde Lotion do ciała z mango.
Dostałam w prezencie. Uwielbiam mango, ale to nawet koło tego owocu nie stało. Dziwny zapach. Raczej odpychający. Sam lotion dobrze się wchłaniał, ale na tym zalet koniec. Nie nawilżał, nie wygładzał, nie ujędrniał. Zero rezultatów. Pozostawiłał skórę lepką, jakbyśmy się wysmarowali kurzym białkiem. Blee... Dawałam kilka razy szansę i skapitulowałam. Lubię kosmetyki tej marki, ale to niestety bubel. Minął termin ważności i butelka poszła do śmieci.


18. Naturalny olejek z drzewa herbacianego.
Must have. Zawsze w moim domu. Cudo na wypryski, krostki, zaskórniki. Można stosować samego, również z maseczkami, żelami myjącymi, tonikami. Nie raz w moich denkach. Szczegółowa recenzja w poście z 2012 roku

19. Tami Bawełniane chusteczki higieniczno-kosmetyczne.
Nabyłam skuszona wieloma zachwytami blogerek i youtuberek. Spróbowałam małe podręczne opakowanie do testów. Miały świetnie zmywać maseczki glinkowe, służyć do wycierania twarzy po umyciu itp. Dla mnie bardzo słabe. Szybko się rwą. Do maseczek totalnie się nie nadają. Owszem bardzo miękkie, delikatne, przyjemne, ale za cienkie i za słabe. Trzeba użyć minimum 2 szt. na raz. Niewydajne i przez to nieekonomiczne. Znam lepsze o niebo i wkrótce Wam je zaprezentuje. 

Perfecta produkuje dobre jakościowo maski. Ta także trzyma poziom. Daje rozświetlenie, piękny zdrowy połysk, rozjaśnienie i nawilżenie. Dobra przed ważnym wyjsciem, gdy cierpimy na zmęczenie lub na twarzy pojawiła się szarość. Godna uwagi. 


Mam nadzieję, że post okazał się dla Was przydatny i będziecie wiedzieć po co sięgać, a co omijać z daleka:)

Uściski!

piątek, 15 maja 2015

Denko z kilku ostatnich miesięcy. Przeróżne kosmetyki i ich recenzje.

Sporo tego. Jeszcze więcej czeka do opisania. Ostatnio dużo zużywam, za to mało kupuję i cieszy mnie to ogromnie:)




1. Balea After Sun Dusche Żel pod prysznic.
Dedykowany głównie na sezon letni. Ja zużyłam w zimne miesiące. Ma bardzo męski zapach. Ja lubię takie wonie, ale ta była wyjątkowo mocna. Czasem mnie już drażniła. Żel dość mało wydajny. Jakościowo w porządku. Nic nadzwyczajnego, ale też żaden bubel. Myślę, że spodoba się mężczyznom i jest szansa, że w upalne dni mentolowy zapach będzie bardziej przyjazny. Resztę zużyłam jako mydło do dłoni.

2. Palmolive Naturals Mydło oliwkowe w kostce.
Od lat seria oliwkowa tej marki jest moją ukochaną. Uwielbiam mydło w płynie i żel pod prysznic. Mydło w kostce też jest znakomite i często gości w moim domu. Zdecydowanie KWC.

3. Vichy Normaderm Żel do mycia twarzy.
Przez lata prowadzenia bloga, nie raz był w moim denku. Kosmetyk rewelacyjny. Kolejne KWC. Często do niego wracam i cenię. Nigdy mnie nie zawiódł. Gdy go używam, moja cera jest zdecydowanie lepiej oczyszczona, mniej kapryśna i nie robi mi nieładnych niespodzianek. Starcza na wiele miesięcy. Ma rewelacyjną pompkę i jest bardzo uniwersalny. Zmywa wszystko w mig! Ponad dwa lata temu zamieściłam na blogu jego recenzję <KLIK>. Niezmiennie uwielbiam do dziś.

4. Synergen Deo Spray.
Kupiłam od tak...bo był na promocji, bo spodobał mi się zapach, bo chciałam coś innego. Tego typu produktów nie używam jako podstawowej ochrony przed poceniem. Tu preferuje kulki. Ale lubię mieć dodatkowo coś w sprayu. Niestety tego kosmetyku nie polecam. Praktycznie w ogóle nie chroni. Lekko brudzi ubrania. Czasem mnie nawet podrażniał. Woń po pewnym czasie okazała się męcząca. Tani, ale nie warty zakupu. 




5. Palmolive Naturals Żel pod prysznic/płyn do kąpieli dla dzieci.
Świetny! Duża butla 750 ml kosztowała mnie poniżej 9 PLN i z całą pewnością jeszcze do niego wrócę. Myje bardzo delikatnie, ma subtelny zapach. Nie wysusza, nie podrażnia. Starcza na wieki. W ogóle mi się nie nudził, co przy takiej pojemności nie jest częste. Znakomita pompka! Niezwykle kremowy. Każdy prysznic z tym żelem to była wielka przyjemność!

6. The Body Shop Banana Conditioner Odżywka do włosów.
Aktualnie marka zmieniła szatę graficzną tej serii. Odżywka ma piękny zapach ukochanych przeze mnie bananów. Niestety to koniec plusów. Duże rozczarowanie. Kiedy aplikowałam jej standardową ilość, zero jakiegokolwiek efektu. Włosy nie rozczesywały się, nie były miękkie, ani też błyszczące czy lejące. Przy nałożeniu baaaardzo dużej porcji, owszem grzebień śmigał po kosmykach. Co z tego jednak, skoro dosłownie po kilku godzinach fryzura była obciążona, przyklapnięta, tłusta? Kombinowałam z ilością, długością trzymania itp. Nic to nie dawało. Z czasem zauważyłam, że im dłużej regularnie jej używam, włosy wyglądają gorzej i są coraz bardziej suche. Paradoks. Niby przeciąża, a jednak z czasem wysusza. Męczyłam ją wiele m-cy. Sporadycznie nanosiłam. Od 1/4 końcówki zużyłam do mycia pędzli. Za taką cenę to dla mnie bubel. Do tego koszmarne twarde opakowanie. Od połowy wyciśnięcie produktu to jakiś koszmar. Kupiłam na promocji szampon+odżywka gratis, mniej zatem boli. Szamponu jednak też specjalnie nie mogę zarekomendować. Mocny przeciętniak. Nic specjalnego. Szkoda, gdyż woń bananów jest w tej serii kusząca.

7. Alverde Coffein Shampoo Szampon do włosów cienkich i osłabionych z wyciągiem z zielonej kawy i kofeiną.
Nie wiem czy nadal jest dostępny. Świetny! Dobrze oczyszcza. Włosy po nim są błyszczące, sprężyste, pełne energii. Ma przeciwdziałać wypadaniu. Powiem szczerze, że naprawdę to zauważyłam. Nie w 100%, ale wzmocnienie było odczuwalne. Zaskoczył mnie, że fryzura po nim ładnie się układała. Włosy były uniesione, grubsze, długo świeże. Plącze i wymaga odżywki. Pieni się całkiem ok, jak na produkt bez SLS. Przyjemnie naturalnie pachnie. Nie należy do wydajnych, ale nie jest drogi. Szkoda, że niedostępny w Polsce. Z całą pewnością bym zaraz pobiegła po kolejną butelkę.

8. Dove Deeply Nourishing Żel pod prysznic.
Bardzo dobry. Silnie kremowy. Wydajny. Nie muszę po nim używać balsamów, maseł itp. Gdy go używałam moja skóra była nawilżona, gładka i przyjemna w dotyku bez żadnych mazideł. Pewnie za jakiś czas sięgnę po inną wersję.

9. Wellness&Beauty Olejek myjący do kąpieli/pod prysznic.
Całkiem przyjemny. Natłuszcza, nawilża. Wiele dziewczyn na blogach wychwala go pod niebiosa. Dla mnie jest spoko, ale jeśli chodzi o olejki myjące nie pobija Nivea. Zdecydowanie też wolę od niego tańszą Isanę. Dlatego ponownie nie kupię.

10. Avene Eau Thermale Woda termalna.
Nie ma lepszej wody termalnej. KWC od 17 roku życia. Stale jest ze mną. Używałam wielu innych dla sprawdzenia, czy są lepsze. Nie są. Tylko ta idealnie koi moją skórę. Tylko ona w mgnienia oku wycisza ją i zdejmuje wszelkie zaczerwienienie. Mogę nie mieć w domu żadnego kosmetyku, ale mydło, pastę do zębów i wodę termalną Avene muszę mieć zawsze!:) Więcej o niej poczytacie w moich ulubieńcach z czerwca'13 <KLIK>.




11. Douglas XSmall Purifying Cleansing Water Płyn micelarny.
Dla testów kupiłam małą buteleczkę. Nie mogę mu nic zarzucić. Zmywa dobrze oczy i twarz. Nie podrażnia. Jest całkiem wydajny. Nie zauważyłam jakiegoś ukojenia twarzy lub dodatkowych plusów, ale swoją rolę jako specyfik do demakijażu spełnia ok. Nie pobija ukochanej Biodermy. Jest droższy niż micele drogeryjne, istnieje jednak szansa, że kiedyś skuszę się na dużą butlę. 

12. Avon Planet Spa Maseczka do twarzy. Błotna oczyszczająca z minerałami z morza martwego.
Nie jestem fanką Avon'u. Tej masce muszę jednak przyznać złoty medal. Robi wszystko, co obiecuje producent. Oczyszcza, wygładza, przy tym nawilża, rozjaśnia i ładnie koi. Niezwykle kremowa. Szybka w działaniu. Mimo to warto trzymać ją dłużej na buzi, niż to sugeruje tekst na opakowaniu i spryskiwać twarz tonikiem, wodą termalną lub hydrolatem. Świetna jakość za niską cenę. Zdaje się nigdy nie kończyć. Wydajna niesamowicie. Do tego ma przyjemny relaksacyjny zapach. Moja skóra po niej była w znakomitej kondycji i to przez długi czas. Polecam z czystym sumieniem.

13. Babydream Oliwka dla dzieci.
Kolejna jej butla. Hipp wolę, ale ta jest tańsza i częściej na promocji. Używam do wanny z wodą, aplikuję na ciało po prysznicu. Uniwersalna, niedroga, świetna.

14. Vaseline Healthy Hand & Nail Conditioning Krem do dłoni i paznokci.
Ten zapach to bajka. Przez lata zużyłam kilka tubek. Uwielbiam go nie tylko za woń, ale też za jakość. Błyskawicznie się wchłania, dobrze nawilża, przyjemnie wygładza. Do tej pory zdobywałam z UK. Teraz widziałam, że pojawił się w Rossmannie. Kupię jeszcze nie raz.




15. Biała Perła Wybielająca stomatologiczna pasta do zębów.
Uzbierałam trochę punktów na karcie Lifestyle w Super Pharm i wymieniłam je na tę pastę. Nie polecam. Nie robi nic. Nie wybiela nawet minimalnie. Nie rozjaśnia nawet o pół tonu. Zero, null, nic. Żeby jeszcze odświeżała oddech. Też nie. Dawała dziwne uczucie, jakby nie do końca umytych zębów. Mimo, że używam świetnej sonicznej szczotki elektrycznej. Krzywdy nie zrobiła, ale działanie w zasadzie żadne i nic z zapewnień producenta się nie sprawdziło. Uciekać z daleka.

16. Batiste Dry Shampoo XXL Volume.
Dla mnie najlepszy suchy szampon. Ponad dwa lata temu napisałam jego recenzję <KLIK>. Do tej pory pozostał niezdetronizowany.

17. Isana Winterseife Mydło w płynie.
Kupiłam uzupełniacz, gdyż nie znoszę plastikowych dozowników na umywalce. Lubię mydła Isana. Często kupuję. Mydło jak mydło. Zwyczajne. Ciekawy dość męski zapach. Było ok.

18. Bielenda Aromatherapy Olejek do kąpieli Cyprys i olejek grejpfrutowy.
Dostałam na jednym ze spotkań blogerek. Nazwa myląca. To zwykły płyn do kąpieli. Można też używać pod prysznicem. Z olejkiem nie ma nic wspólnego. Powiem tak. Dziwny jakiś. Nie polubiłam. Nie był kremowy, a takie produkty lubię. Dziwnie się pienił. Wg mnie lekko wysuszał. Zapach z butelki ok. W wannie już średnio. Glutowaty. Dziwny i już:) Od połowy butelki przelałam do dozownika na mydło i tak zużywałam.




19. Carea Płatki kosmetyczne tradycyjne i maxi.
Biedronkowe fioletowe najlepsze! Stale ze mną. Jakiś czas temu wprowadzili też większe maxi. Świetne posunięcie. Idealna miękkość i wielkość. Przystępna cena. Czego chcieć więcej? Będę stale kupować obje wersje.

20. Stenders Relaksująca Lawenda Kula do kąpieli.
Tu tylko etykieta:) Kulę w całości rozpuściłam podczas jednej z wieczornych kąpieli. Kocham zapach lawendy. Odpręża, wycisza, odstresowuje. Kule Stenders znam od kilku lat. Mam ciocię, która notorycznie przynajmniej 2 razy w roku mi je kupuje. Nie wiem, dlaczego akurat te? Ale to już rytuał od lat:) Zmienia tylko zapachy. Lawendową akurat otrzymałam od marki w prezencie wraz z innymi kosmetykami. Przyjemnie rozpuszcza się w wodzie. Nadaje ładny kolor i wypełnia łazienkę delikatną wonią. Lekko zmiękcza wodę. Nie czyni wiele dla skóry, raczej więcej dla zmysłów. Fajna rzecz na prezent. Czy do stałego samodzielnego kupowania? Średnio. Nie są tanie, a dzielenie ich na części mija się celem.




21. Babydream Gesich t& Hande Chusteczki wilgotne 25 szt.
Noszę w torebce. Kupiłam kolejne opakowanie. Świetne plastikowe zamknięcie. Dobra cena. Praktyczne i godne uwagi.

22. Facelle Chusteczki do higieny intymnej 15 szt.
Wersja mała do torebki. Przydają się. Nie mam im nic do zarzucenia. Często kupuję.




23. Sylveco Łagodzący krem pod oczy. Próbka.
Miłe zaskoczenie. Krem wywarł na mnie niezwykle pozytywne wrażenie. Na długo nawilża. Nie podrażnia. Rzeczywiście łagodzi. Pewnie gdybym w domu nie miała dwóch kremów pod oczy, zaraz bym ruszyła po zakup pełnego opakowania. Z racji jednak otwartych tubek, sięgnę po niego pewnie za kilka m-cy.

24. Siberica Professional Maximum Volume Szampon nagietkowy nadający objętość. Próbka.
Zużyłam kilka próbkowych saszetek. Polubiłam na tyle, że nabyłam pełne opakowanie. Bardzo dobry szampon. Pojawi się w ulubieńcach. Ma nietuzinkowy zapach, świetny skład, pięknie nawilża i sprawia, że fryzura jest bardzo puszysta (nie mylić z puszeniem).

25. Natura Siberica Maska do twarzy. Ujędrniająca na noc. Próbka.
Próbka starczyła tylko na raz. Nie za dużo mogę o niej powiedzieć. Działa podczas snu. Lubię takie maski. Rano cera wyglądała bardzo dobrze. Była nawilżona, rozjaśniona, przyjemnie napięta, jakby gęstsza. Nie wykluczam kupienia jej kiedyś. Dobrze by było jednak użyć jeszcze kilka próbek dla sprawdzenia jakości.

26. Oriflame Sensoria Woda toaletowa. Próbki.
Kilka lat temu miałam pełne opakowanie tego zapachu i miło mi się kojarzy. Bardzo orzeźwiający, lekki. Teraz zużyłam podarowane próbki. Lubię. Nie należy do najtrwalszych, ale jest ok. Na lato szczególnie się sprawdzi.


Coś Wam wpadło w oko z moich pustaków?:)


Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 19 marca 2012

Oriflame - pomadki x 2. Triple Core Trend Edition Lipstick i Wonder Colour Lipstick - recenzja.

Jestem uzależniona od kupowania pomadek.
Próbuję z tym walczyć i jak na razie - przegrywam:(
Całkiem niedawno zakupiłam dwie z firmy Oriflame.

Potrójna pomadka Triple Core Trend Edition - kolor Catwalk Red.
Pomadka do ust Wonder Colour - kolor Total Nude.

Oba kolory inaczej wychodzą w świetle dziennym a inaczej w sztucznym.

W świetle sztucznym
W świetle dziennym
Catwal Red – to piękny mocny róż złamany czerwienią. Na zdjęciach w świetle sztucznym wpada w pomarańcz.
Jeśli będziecie robić sobie zdjęcia mając ją na ustach – wyjdzie piękna pomarańczowa:)
Kolor jest naprawdę piękny, soczysty, taki prawdziwy.
Do tej pory nie przepadałam za takimi kolorami ale teraz się przekonuje i na wiosnę jak znalazł!



Poniżej zdjęcia w świetle sztucznym:



 
 Pomadka jest świetnej jakości. Nawilża, wygładza usta, uwydatnia je i nabłyszcza. Dobrze się rozprowadza, jest całkiem trwała i schodzi równomiernie.
Do tego ładnie pachnie i ma śliczne opakowanie.

Tu zdjęcia w świetle dziennym:




Total Nude
–to jeden z lepszych "nudziaków" jakie mam.
Szukałam koloru nude, ale bez tonów nazbyt różowych czy brązowych.
Poza tym takiej, która byłaby kremowa i nie odkreślająca wszelkich „wad” ust.
Nie chciałam też żeby była przesadnie napigmentowa i odcinała się od twarzy.
Powiem szczerze, że ta jest prawie idealna!

Nie ma kompletnie różowych pigmentów.
Na zdjęciach w świetle sztucznym wygląda na kolor ciepły ale to przekłamanie.
Zdecydowanie to zimny nude nie wchodzący w brąz czy pomarańcz lub róż.
To świetny kolor cielisty. Choć na moich ustach (z natury już mocno napigmentowanych) jest za mało widoczny.
Nie chciałam kredowej pigmentacji, ale tu mogła by być lekko większa.
Myślę, że na bladych ustach – kolor będzie bardziej widoczny i idealny!
Ja dla oczekiwanego efektu muszę ją aplikować kilka razy.

W świetle sztucznym:





 W świetle dziennym:



 
 Jestem bardzo mile zaskoczona tymi pomadkami i używam ich teraz na zmianę każdego dnia.

A co Wy sądzicie o pomadkach tej marki? Znacie, lubicie?

Miłego tygodnia i nie bójcie się poniedziałków:)
Magda

piątek, 10 lutego 2012

Piątkowy wieczór tylko dla siebie...Domowe SPA, muzyka, książka, herbata i ciepły koc:)

Pewnie większość Was w ten piątkowy wieczór gdzieś baluje, a ja akurat postanowiłam wykorzystać wolny wieczór zupełnie tylko siebie.

Zamierzam nałożyć na siebie to wszystko co widać poniżej
:)
Będzie zatem kąpiel z rozgrzewającym dodatkiem olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego oraz olejku Nivea. Potem „namaszczę”:) się olejkiem Alverde o ukochanym ostatnio zapachu paczuli i porzeczki.
Po umyciu głowy ostatnim zakupem – szamponem z Garniera - na włosy pójdzie w ruch olejek Vatika i zostanie na nich aż do rana:)

Po standardowym demakijażu i tonizacji twarzy zamierzam zaaplikować sobie maskę Floslek'u do cery naczynkowej.
Będzie to jej pierwszy raz na mojej buzi i zobaczymy jak się sprawdzi. Mrozy ostatnio dały się we znaki moim naczynkom. Postanowiłam zatem działać!:)

Manicure i pedicure zrobione już wczoraj w zaprzyjaźnionym salonie kosmetycznym – więc dziś tylko kąpiel stóp w rozgrzewającej soli cynamonowej z Floslek'u o śmiesznej nazwie serii Dr Stopa + gruba warstwa kremu Lirene z mocznikiem
 + skarpety na lepsze wchłanianie.

Dłonie – ulubiona od lat maska z Oriflame na bazie migdałów i rękawiczki bawełniane na noc.


Dla ducha także coś przygotowałam. Płyta Leszka Możdżera – „Komeda” i powieść C.R. Zafona „Cień Wiatru”.
Do tego angielska herbata przywieziona ostatnio z Londynu – koniecznie z dodatkiem soku wyciśniętego z czerwonego grapefruita. W tle natomiast zapach świeczki cynamonowo-karmelowej z Yankee Candle.

Zapach otula dom niesamowicie a przy tym nie jest nachalny czy sztuczny. Polecam!

Kanapa, poduchy i ciepłe kocyki także czekają cierpliwie na pełne ich wykorzystanie:)
Mój wieczór zatem czas zacząć!

:)


Często znajdujecie czas na takie chwile tylko dla siebie?


Miłego wieczoru

Magda