Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biochemia Urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biochemia Urody. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

Biochemia Urody Serum Granat. Dlaczego zrobiłeś mi krzywdę?:( Recenzja.

Kosmetyków z Biochemii Urody używałam już naprawdę sporo. Moim ukochanym jest eliksir winogronowy. Dla mnie kosmetyk cudo! 
Spory czas temu zdecydowałam się na sprawdzenie czy serum z granatu, też tak bardzo przypadnie mi do gustu. Niestety od razu mogę powiedzieć, że wielce się rozczarowałam:(


Co mówi producent?
Pełen opis właściwości, zastosowania, aktywnych składników znajdziecie na stronie BU.
Pokrótce można powiedzieć, że serum to olejek nawilżająco-ochronny o intensywnym działaniu antyoksydacyjnym i rewitalizującym. Ma działanie przeciwzmarszczkowe i jest naturalnym filtrem anty-UV. Poza tym działa przeciwzapalnie, łagodząco i wzmacniające. Wpływa pozytywnie na elastyczność i jędrność skóry, poprawia koloryt naskórka, nawilża, lekko natłuszcza i wygładza.
Polecane jako ochronne serum na dzień lub jako regenerujący olejek na noc.
Przeznaczenie produktu: do każdego typu cery, głównie suchej, mieszanej, dojrzałej, delikatnej, zniszczonej, naczynkowej, podrażnionej, jak i cery tłustej głównie w formie dwufazowego nawilżacza. Dla cery młodej jako ochrona i prewencja przed oznakami przedwczesnego starzenia. Dla cery dojrzałej jako kuracja regenerująca zaistniałe zniszczenia skóry oraz hamująca dalsze niekorzystne zmiany. Odpowiednie także na okolice oczu, szyję i dekolt. Po 20 roku życia.

Skład
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Organic Punica Granatum (Pomegranate) Seed CO2 Extract (ekstrakt z granatu - 5%), Tetrahexyldecyl Ascorbate (witamina C - 5%)Camellia Sinensis (Green tea) Leaf Extract (ok. 5%), Ubiquinone (koenzym Q10 - 1%), Mixed Tocopherols (witamina E - 0.5%), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (0.05%)

Opakowanie
To kosmetyk do samodzielnego przygotowania. Dostajecie wszystkie potrzebne składniki i odpowiednio je z sobą łączycie wg instrukcji. Czynność banalnie prosta. Zajmuje ok. 10 min. Nie wymaga żadnej wiedzy z dziedziny chemii. Odczekujemy 24 h i serum jest gotowe. 

          

Ważność to 12 m-cy od dnia sporządzenia.
W zestawie znajdziecie białe plastikowe opakowanie z zakrętką do przechowywania zapasu. Dodatkowo również ciemną buteleczkę z pipetką do codziennej aplikacji.

Cena
33,50 PLN/35 ml.

Gdzie kupić?
Sklep online Biochemia Urody.

Zapach
Całkiem przyjemny. Jakoś mało kojarzy mi się z typowym granatem. Nie jest to bardzo soczysta owocowa woń. Nic wielce szczególnego, ale dla mnie ok.

Konsystencja
Płynny, dość rzadki olejek. Złoto pomarańczowy kolor. Nie barwi skóry.

Wydajność
Uważam, że należy do wydajny. Wystarczy 1-2 krople by pokryć całą twarz, szyję i dekolt.

Moja opinia
1. Ze względu na, że to naturalny świetny filtr UVA i UVB chciałam go stosować na dzień. Niestety dla mojej skóry okazał się rano zbyt tłusty. Makijaż nie wyglądał na nim dobrze. Zbyt szybko się świeciłam. Nie mam suchej skóry i może dlatego. Aplikowałam tylko kropelkę ale i to było za dużo. Każdy podkład źle z nim współgrał. Czułam się jak wysmarowana oliwą.
Pewnie rozwiązaniem byłoby mieszanie go z kremem lub żelem hialuronowym, ale rano nigdy nie mam czasu na eksperymenty. U mnie liczy się o tej porze każda sekunda. Preferuje kosmetyki szybkie i łatwe w aplikacji. Z właściwości przeciwsłonecznych serum skorzystałam zatem tylko może przez 2-3 dni.
2. Ruszyłam zatem z nocną aplikacją. Kładłam go samego na całą twarz. Po ok. 3 dniach zauważyłam na skroniach i brodzie kilka podskórnych niespodzianek. Nie mam trądziku od lat i trochę to mnie zaniepokoiło, ale uznałam że to przypadek, albo cera się oczyszcza. Niestety z każdym dniem było gorzej. Co więcej niedoskonałości nie wychodziły na zewnątrz, ale rosły sobie pod skórą. Robiły się coraz większe i bolące. Przybyło także zaskórników. 
Nie chciałam od razu winić za te przypadłości serum. Tyle się nasłuchałam, że chwalą je osoby z bardzo tłustą, trądzikową cerą... Myślałam: zbieg okoliczności, minie. Po 2 tyg. moja cera wręcz dusiła się od zapchania, niewychodzących na wierzch okropnych krost. Wyglądało to bardzo źle. Zaczęłam zatem stosować kosmetyk mniej więcej co 2-3 dni. Wciąż dając mu szanse. Nastąpiła poprawa, niedoskonałości nie przybywało, ale istniejące rosły w siłę. Kiedy serum odstawiłam, z każdym dniem było coraz lepiej.
Takiego zapchania nie miałam z 12-13 lat. Krosty na skroniach to był dramat. Twarde, bolące, tragiczne:( Prze miesiąc potem wychodziłam z problemu, stosując m.in. kwasy.


3. Specyfik świetnie nawilża i napina skórę. Zero suchych skórek. Czuć większą elastyczność, jędrność. Nie podrażnia, nie uczula. Tego nie mogę mu odmówić. Co z tego? Ciężko było cieszyć się z tych zalet, skoro tak masakrycznie mnie zapchał.
4. Wygładzenia nie zauważyłam, poprawy kolorytu również. Byłam niestety usiana zaskórnikami. 
5. Podwyższył poziom tłustość skóry.
6. Być może powinnam spróbować go rozcieńczać z np. innym kremem i wtedy zdałby egzamin, ale przyznam, że się zraziłam. Nie chciałam już kompletnie w żadnej formie aplikować go na twarz.

Podsumowanie
Nie mogę kosmetyku polecić. Zrobił mi krzywdę. Nie pamiętam, żeby jakiś produkt u mnie spowodował taką gwałtowną reakcję. Skóra zdecydowanie nie oczyszczała się, ale dusiła, blokowała i produkowała ropne wypryski  nie do ujarzmienia. 
Zużyłam resztę na szyję i dekolt i tu wszystko było ok. 
Wiem, że wiele osób jest z niego zadowolonych i wręcz wychwala pod niebiosa. Pewnie u mnie taki zły wynik spowodował jakiś składnik, ale za nic nie mogę dojść który. Kolejny raz przekonałam się, że moja buzia nie lubi oleistych preparatów, ani do mycia, ani do pielęgnacji. Nie wszystko też co takie super naturalne zawsze jest dla nas dobre.


Dajcie znać czy miałyście z nim do czynienia i jak u Was zadziałał? 

Ściskam Wam, 
Magda

sobota, 12 października 2013

Jak w minutę osiągnąć bordo na twarzy? Hydrolat z czarnej porzeczki EKO od BU. Recenzja.


Niedzielny późny wieczór. Biorę pachnącą kąpiel, myje głowę, zęby. Smaruje ciało i włosy zawartością słoiczków i buteleczek:) Pora na twarz. Szczotka Clarisonic, ulubiona emulsja Alverde (kończy się niestety, a podobno jest wycofana ze sprzedaży). Szlafrok, ręcznikowy turban i ciepłe kapcie. Na koniec spryskanie buzi nowo otwartym hydrolatem z czarnej porzeczki EKO od BU. Pozwolę mu się wchłonąć, siądę na kanapie z książką, poczekam z 15 min. a potem wrócę do łazienki zaapalikować krem z kwasami (kwasy nie lubią wilgoci).

Pół strony lektury...Coś mnie mrowi na policzkach i czuje gorąco na twarzy. Czytam dalej. Pewnie to chwilowe i minie.
Cała strona...Kurcze szczypie, kuje, to już nie ciepło, to tragiczne gorącooo!


Pośpieszna wędrówka do lustra i...O mamusiu? To ja??? Że też człowiek może się tam drastycznie zmienić w minutę...
Chcecie wiedzieć jak wyglądałam? A widzieliście kiedyś rozkrojonego na pół świeżego buraka ubranego w turban + szlafrok? Przypuszczam, że nie. Ja za to widziałam i to było moje odbicie!
Nie, nie kochani, ja nie miałam twarzy różowej, czerwonej czy wiśniowej. Ona była mocno bordową w kierunku czarnej!!! Tylko okolica oczu została cielista. Widok przedni.
Do tego to niesamowite uczucie jakbym włożyła głowę do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni. Dodatkowo nakłuwając poliki tysiącem igieł. Zdecydowanie preferuje inne formy wypoczynku:)

Przerażona zmywam prędko twarz. Schładzam wodą termalną i nanoszę żel po opalaniu, jaki już nie raz "uratował mi życie" - Mythos Aloe Moisturizing & Cooling Gel.

Całkiem szybko skóra wygląda zdecydowanie lepiej, ale blada jeszcze nie jest. Przed samym snem powtarzam aplikację żelu i wody. Rano widzę jeszcze lekkie zaczerwienienie i ciepło polików. Wieczorem jest już zupełnie ok. Ufff...Jesteśmy uratowani!

Za około 2 dni postanawiam zrobić test hydrolatu na szyi. Tak wiem, powinnam uczynić to najpierw. Nie ta kolejność:)
Tym razem nasączam płatek i "przejeżdżam" nim w jednym miejscu. Tworzy się błyskawicznie mocno czerwony i bijący ciepłem pasek.




To by było na tyle moich przygód z tym kosmetykiem. Jestem zaskoczona, gdyż od lat używam różnych hydrolatów. Żaden z nich mnie nigdy nie podrażnił, nie uczulił, nie wywołał innych nieprzyjemnych skutków. Nie pamiętam też by jakikolwiek kosmetyk spowodował u mnie tak silną reakcję. 

Skusiłam się na niego gdyż przeczytałam m.in., iż:
- posiada silne właściwości łagodzące i przeciwzapalne, promuje gojenie, polecany przy podrażnieniach i drobnych uszkodzeniach skóry oraz wypryskach trądzikowych.
- uszczelnia i wzmacnia ściany naczynek krwionośnych.
- lekko rozjaśnia i poprawia koloryt skóry


U mnie niestety zadziałał zupełnie przeciwnie. Muszę też dodać, że nie mam uczulenia pokarmowego na porzeczki. W ogóle nie jestem alergikiem. Stosowałam już drogeryjne produkty z wyciągiem z tego owocu i wszystko było dobrze. Nawet kiedyś robiłam sobie regularnie domowe maseczki porzeczkowe i bardzo je lubiłam. Nie wiem więc za bardzo, o co chodzi w tym konkretnym przypadku. W każdym razie tego hydrolatu używać nie mogę. Co oczywiście nie znaczy, że Wasza skóra tak na niego zareaguje. Nie mogę jednak go polecić. Nie planuje też testowania tego hydrolatu innej marki.

Być może cały szkopuł tkwi w tym, że jak czytamy na stronie producenta, metodą otrzymywania specyfiku jest destylacja z parą wodną liści krzewu czarnej porzeczki z rodzaju Ribes Nigrum pochodzącego z ekologicznych upraw.  Czyli to liście mają tu udział, a nie sam owoc. Może odkrywałam, że liście są nie dla mnie, a owoc jak najbardziej? Sama nie wiem. Ciężko po tym jednym doświadczeniu jednoznacznie mi to stwierdzić.



Szkoda, gdyż zapach bardzo przyjemny i cieszyłam się, że będzie mi towarzyszył w jesienne i zimowe dni. Porzeczki kocham! Mam kilka osobistych krzaków na mojej działce:)
Na szczęście w czeluściach szuflady wygrzebałam zapas kolejnej butli niezawodnego hydrolatu różanego BU i służy mi dzielnie.

Ciekawa jestem czy kogoś z Was skóra zareagowała tak samo na ten specyfik?

Udanego weekendu!
Magda

wtorek, 17 września 2013

Biochemia Urody Hydrolat z róży damascena EKO. Recenzja.

Jeśli śledzicie mojego bloga o dłuższego czasu, to wiecie że to mój ukochany hydrolat. Co jakiś czas występuje w denku. Zużyłam kilka butelek. Dlaczego go tak cenię? Zapraszam do lektury recenzji.

Biochemia Urody Hydrolat z róży damascena EKO 


Co mówi producent?
Wszelkie informacje od producenta na temat produkcji kosmetyku, pochodzenia róży do jego uzyskiwania, zastosowania, działania itp. znajdziecie na stronie BU. Warto się zapoznać.

Sposób użycia
1. Codzienny tonik do twarzy.
2. Mgiełka do twarzy, ciała, włosów.
3. Do rozprowadzania masek (np. glinki) i peelingów w proszku.
4. Woda perfumowana do ciała.
5. Płyn do kompresów na oczy.
6. Mgiełka zapachowa do pokoju, pościeli, samochodu, łazienki.
7. Składnik kosmetyków własnej roboty.
8. Do rozcieńczania szamponów.
9. Dodatek do kremów i balsamów.
10. Spray przed nałożeniem podkładu.
11. Spray do pędzli makijażowych.
12. Płyn do nakładania cieni czy innych kosmetyków kolorowych na mokro.
13. Do utrwalenia makijażu i zdjęcia pudrowości z twarzy.
14. Nawilżacz powietrza.
15. Dodatek aromatyczny do kąpieli.
16. Płyn do kompresów na popękane naczynka, zasinienia, zaczerwienienia.

Jakie ma właściwości?
1. Działa nawilżająco i odświeżająco.
2. Łagodzi, koi, uspokaja skórę.
3. Jest antyseptyczny, antybakteryjny, przeciwzapalny.
4. Reguluje krążenie, obkurcza i wzmacnia naczynia krwionośne. 
5. Zmniejsza rumień i wszelkie zaczerwienienia.
6. Ma działanie przeciwzmarszczkowe. Poprawia gładkość i elastyczność skóry.
7. Uspokaja, łagodzi stres, ułatwia zasypianie.
8. Spełnia rolę aromaterapii.

Opakowanie
Ciemna prosta plastikowa butelka. Dobrze chroni zawartość przed światłem. Pozwala na wyciśnięcie płynu do ostatniej kropli.  Nie twarda. Etykieta zawiera nazwę marki i kosmetyku. Do dowiadujemy się z niej o pojemności (200 ml), sposobie przechowywania (temperatura pokojowa) oraz dacie ważności.
Otwór jest bardzo ok. Pozwala dobrze dozować kosmetyk np. na wacik. Nic nadmiernie się nie wylewa.

  

Cena
Obecnie 16,90 PLN/200 ml. Niestety dochodzą dodatkowo koszty przesyłki ze sklepu BU, ale przy większych zakupach nie są tak odczuwalne.

Gdzie kupić?
W sklepie internetowym BU >>. Przedstawiam hydrolat konkretnie tej marki, gdyż do tej pory zawsze tam go kupowałam. Ale tego typu kosmetyk znajdziecie w wielu innych sklepach internetowych m.in. Zrób Sobie Krem (tu nawet jest taniej), ECOSPA, Mazidła (tu kilka różnych pojemności) itp. Ten konkretny hydrolat miałam zawsze tylko z BU, ale inne hydrolaty kupowałam również na ZSK i nie widziałam specjalnej różnicy. Z innymi sprzedawcami tego typu kosmetyków, nie miałam osobiście do czynienia. 

Zapach
Typowo klasycznie różany. Głęboki, dość mocny. Jeśli kochacie woń róży, będziecie zachwyceni. Ja jestem. Jeśli nie cierpicie - będzie Wam ciężko kosmetyk używać.

Konsystencja
Przezroczysta całkowicie woda.

Wydajność
Produkt bardzo wydajny. Przy zastosowaniu tylko jako tonik 2 razy na dzień starczy spokojnie na ok. 4 m-cy. Jeśli będziecie go używać do masek, peelingów, jako mgiełka w ciągu dnia czy składnik innych kosmetyków własnej roboty, oczywiście ten okres się skróci. Mimo wszystko jest niezwykle ekonomiczny i myślę, że 3 m-ce będzie z Wami minimum.


Jak ja stosuje?
1. Jako tonik do twarzy rano i wieczorem, po oczyszczeniu buzi. Aplikuje go również na szyję i dekolt. Zawsze hydrolat przelewam do butelki ze sprayem i dozuję w postaci mgiełki. Taki sposób tonizacji skóry sprawdza się u mnie najlepiej od lat. Jest przyjemny, a do tego oszczędza produkt i waciki:) Podstawowy kosmetyk przed nałożeniem kremów.
2. Rozprowadzam nim maseczki proszkowe: glinki, algi itp.
3. Służy mi jako mgiełka do ciała, włosów i twarzy. Szczególnie podczas ciepłych dni. 
4. Spryskuje nim czasem pędzel przed aplikacją podkładu.
5. Używam jako spray do utrwalenia makijażu i połączenie produktów na twarzy.
6. Robię z niego kompresy w przypadku siniaków, stłuczeń itp.
7. Stosuje do kremów z BU typu "zrób sobie sam" jak np. krem rozjaśniający AZELO/BHA.
8. Koję nim wszelkie zaczerwienienia, rumień, gorąco na buzi.

Jakie przyniósł u mnie rezultaty?
1. Znakomicie wpływa na moją naczynkową cerę. Widoczne zmniejsza zaczerwienienia i rumień. Uspokaja, wycisza, lekko chłodzi. Przy regularnym stosowaniu moje naczynka są mniej widoczne, obkurczone i nie tak reaktywne. Skóra zdecydowanie jaśniej i promienniej się prezentuje.
2. Dobrze nawilża. Nadaje skórze gładkości i miękkości. Zauważyłam też, że staje ładnie elastyczna. Likwiduje wszelkie uczucie ściągnięcia.
4. Świetnie działa na wszelkie krostki, zadrapania, pryszcze. Zmniejsza widoczność i dobrze goi.
4. Nie wysusza, nie natłuszcza, nie powoduj, alergii, szczypania itp.
5. Przyspiesza znikanie siniaków.
6. Super wykańcza makijaż. Wystarczy lekka mgiełka i pudrowość z twarzy znika, a kolorówka ładnie się razem stapia. Nie potrzeba kupować w tym celu dodatkowego kosmetyku.
7. W przypadku łączenie z kremami własnej roboty dodatkowo zyskuje on dobre działanie na naczynka.
8. Uwielbiam zapach różany i dla mnie ta woń działa bardzo relaksująco.
9. Zużyłam kilka butelek i w koło do niego wracam. Przetestowałam wiele hydrolatów, ale ten jest moim ukochanym. Zdecydowanie też pobija drogeryjne toniki.

Dla kogo nie?
Odradzam tym, którzy nie tolerują zapachu różanego. Wiem, że są tacy:)

Komu polecam szczególnie?
Polecam w sumie każdemu przy każdej cerze, ale najbardziej? Osobom z problemem naczynek, rumienia, trądzikiem różowatym. Jeśli macie skłonność do zaczerwienień, to zdecydowanie to produkt dla Was.

Mieliście ten kosmetyk? Lubicie go tak jak ja?

Pozdrawiam ciepło!
Magda

wtorek, 30 października 2012

Hydrolat z kwiatu kocanki 100% ekologiczny Biochemia Urody. Recenzja.


Hydrolat z kocanki Biochemii Urody kupiłam głównie ze względu na mocno naczynkową skórę i skłonność do rumienia. Butelkę zużyłam w całości. Pora zatem na werdykt.

Wszelkie obszerne informacje na temat tego produktu - jego zastosowania, pochodzenia, działania itp. znajdziecie na stronie BU w tym miejscu >>. Warto poczytać.

Zapakowany jest w ciemną butelkę z etykietą. Cena to 19,90 PLN/200 ml. Kosmetyk przychodzi gotowy od razu do zastosowania. Nic nie musimy samemu mieszać.


Dla kogo?

W skrócie polecany jest osobom z problemem naczynek. Działa obkurczająco, zmniejsza opuchnięcia, sprzyja zanikaniu siniaków, krwiaków, wszelkich zaczerwienień skóry nie tylko na twarzy, ale na całym ciele. Poza tym działa łagodząco i przeciwzapalnie. Polecany jest również przy trądziku różowatym. Przyspiesza gojenie ran, sprzyja redukcji blizn, przyspiesza odbudowę naskórka. Dodatkowo zwalcza wolne rodniki, ma właściwości antyoksydacyjne, antybakteryjne, antyseptyczne, przeciwgrzybiczne i przeciwwirusowe.

Postać to płyn o zabarwieniu lekko żółtawym, ale barwa ta kompletnie nie jest widoczna na skórze i na niej nie zostaje.



Hydrolat można używać jak tonik przecierając nim skórę wacikiem lub spryskując po przelaniu do jakiejś buteleczki ze sprayem (polecam drugi sposób, większa wydajność).
Znakomicie nadaje się także do maseczek w proszku np. glinek, alg itp. Również do peelingów enzymatycznych proszkowych. Można także dodawać go do kremów, żelu hialuronowego. Robić z niego okłady na całe ciało lub/i na oczy.

Jak ja stosowałam?
Przez kilka tygodni spryskiwałam nim twarz wieczorem i rankiem, tuż przed zastosowaniem kremu. Przelałam go do butelki z atomizerem i służył mi jako codzienny tonik. Kilka razy także użyłam go do przygotowania maseczki z alg. Robiłam również z niego okłady na siniaki na nogach, do jakich mam dużą skłonność. Poza tym stosowałam na ranki czy zadrapania na stopach, dłoniach, opuchnięte powieki i sińce pod oczami.

Co z tym kontrowersyjnym zapachem?
Zanim kupiłam ten kosmetyk dużo się naczytałam, że zapach jest okropny, ciężki do zniesienia. Mimo wszystko postanowiłam sama to sprawdzić. Powiem szczerze, że nie wiem czy ja mam coś z nosem, ale mi kompletnie ten zapach nie kojarzy się źle. Jest intensywny, mocny ale dla mnie osobiście nie jest nieprzyjemny. Od pierwszego momentu powąchania kojarzy mi się z z ostrym zapachem papryczek chili + z lekką nutą orientalnych ziół. Nie jest to woń dla mnie niemiła. Jednak wiele osób podobno jej nie trawi. Ja takich odczuć nie mam. Muszę jednak powiedzieć, że zapach jest zdecydowany i z hydrolatów jakie miałam do tej pory najbardziej intensywny. Odbieranie zapachów jest jednak bardzo subiektywne.
Dla przykładu wiele osób mówi, że hydrolat oczarowy pachnie pięknie kwiatami. Dla mnie działanie jego jest wyśmienite, ale zapach tragiczny. Wg mnie pachnie publiczną toaletą. Zużyłam jedną butelkę, ale z wielkim trudem i ponownie go nie kupię. Zapach kocanki przy nim to dla mnie raj!:)

Jak oceniam działanie?
Wraz z hydrolatem z róży to mój ulubiony produkt tego rodzaju. Z całą pewnością kupię go ponownie.
Świetnie koi skórę, uspokaja ją, zmniejsza zaczerwienienia i rumień. Widocznie obkurcza naczynia krwionośne. Zawsze po umyciu moja twarz jest zaczerwieniona, różowa. Hydrolat z kocanki widocznie zmniejsza ten efekt. Dodatkowo daje uczucie ukojenia. Poprawia również nawilżenie. Świetnie sprawdził się w upalne dni. Dobrze chłodził i zmniejszał zaczerwienienia powstające w wyniku wysiłku fizycznego czy też działania słońca.

Nie mogę jednak powiedzieć żeby kosmetyk ten trwale mógł zniwelować problem nadmiernej aktywności naczynek. Moim zdaniem działa on doraźnie. Być może przy dłuższym stosowaniu (po kilku zużyciach butelek) mogłabym stwierdzić, że obkurczenie naczynek jest trwalsze i stały się one bardziej mocne. Ale jak na teraz ciężko mi to przyznać. Podczas jego stosowania moje naczynka wyraźnie miały się lepiej. W zasadzie przez cały czas nie czułam np. pieczenia skóry, uczucia gorąca na policzkach, co znane jest osobom o takim rodzaju skóry jak moja. 

Po całym dniu kiedy zmywałam twarz z makijażu, a następnie aplikowałam hydrolat z kocanki czułam przyjemne uczucie jakbym kładła na twarz kojący kompres. Koloryt skóry też się poprawił. Był bardziej wyrównany, jaśniejszy.

Wg mnie hydrolat ten także świetnie nawilża skórę i ją orzeźwia. Nie wiem jak działa w przypadku trądziku różowatego, ponieważ nie mam takiego problemu. Zauważyłam jednak, że przyspiesza gojenie wszelkich zmian na skórze. Świetnie działa na różne krostki, zaczerwienienia, zadrapania, ranki. Nie mam stałego problemu z pryszczami, ale jeśli już coś mi wyskoczyło, to przyspieszał gojenie i zmniejszał widoczność niechcianych niespodzianek. Zdecydowanie szybciej znikały.

Ciężko mi natomiast powiedzieć o jego działaniu przeciwzmarszczkowym. Tego po okresie użycia jednej butelki moim zdaniem nie da się uchwycić. Choć mam nadzieję, że coś w tym kierunku jednak uczynił:)


Polecam ten kosmetyk także jako produkt łagodzący po depilacji. U mnie pięknie wyciszał skórę po regulacji brwi i znacznie szybciej dochodziła do siebie w  tym miejscu.

Pomaga również w walce z opuchnięciami powiek i okolic oczu oraz zasinieniami. Muszę jednak dodać, że u mnie nie jest to jakiś bardzo duży problem i pojawia się od czasu do czasu.

W porównaniu z drogeryjnymi tonikami stricte przeznaczonymi do skóry naczynkowej ten hydrolat ma działanie rewelacyjne i widać efekty. Toniki tego typu u mnie nie robiły nic jeśli chodzi o np. rumień. Czy jednak po użyciu produktu z kocanki problem naczynek nam zniknie? Na to szans nie ma.



Co z działaniem na inne partie ciała?
Mam dużą skłonność do siniaków na ciele. Głównie na nogach. Zauważyłam, że okłady z hydrolatu kocanki pomagają w szybszym ich wchłanianiu. Jednak wg mnie tylko wtedy jeśli zastosuje się je na początku.
Znakomicie sprawdził się kiedy to nowymi butami nieźle pocharatałam sobie pięty. Okazał się także raz wybawieniem podczas zbyt nadgorliwego manicure przy jednym paznokciu. Łagodził także miejsca po ukąszeniu komarów latem. Mniej swędziały, kompletnie nie korciły by je drapać, a znamiona znikały błyskawicznie.

Następnym razem kiedy go kupię zamierzam regularnie stosować na uda, gdzie mam słabe naczynka krwionośne i sprawdzić tu jego działanie. Teraz bowiem tylko kilka razy go zaaplikowałam na te miejsca i robiłam to bardzo nieregularnie, więc efektów też nie mogłam zauważyć.

Łatwy dozownik


Jak się ma do hydrolatu z róży damascena?

Hydrolat z kocanki dla wielu ma tragiczny zapach, jak wspomniałam wyżej dla mnie zupełnie nie. Czy jednak hydrolat z róży pachnie ładniej? Zdecydowanie tak. Jeśli chodzi o zapach to jak do tej pory dla mnie numer jeden. Bardzo relaksuje, jest delikatny, przyjemny i chyba nie ma osoby, która by go nie polubiła. Moim zdaniem działa bardzo podobnie jak produkt z kocanki. Wycisza twarz, uspokaja, działa świetnie na naczynka. Jeśli chodzi o to działanie tu stawiam je na równi. Nawilżenie także dają takie samo. 

Wg mnie jednak kocanka lepiej działa na siniaki, ranki, zadrapania, krwiaki czy gojenie się pryszczy.
Różne też źródła podają, że ma lepsze działanie na naczynka na dłuższy czas i podobno nie działa tylko tu i teraz.

Oba produkty bardzo lubię. Dodatkowo hydrolat z róży działa zdecydowanie na psychikę. Jego zapach odstresowuje, uspokaja, łagodzi napięcia i dodaje optymizmu:) Można także nim spryskiwać nie tylko twarz ale całe ciało czy włosy - wtedy woń towarzyszy nam dłużej.

Dla osób jakie nie mogą zdzierżyć zapachu kocanki jest to świetna alternatywa. Ja pewnie będę je stosować zamiennie.

Moim zdaniem warto oba te produkty mieć w domu. Nawet jeśli nie macie problemów z naczynkami to myślę, że każdemu z nas zdarzaj się siniaki, jakieś zaczerwienienia, zadrapania, - choćby na stopach czy dłoniach i wtedy takie hydrolaty są wybawieniem.


Mam jeszcze cel by po zużyciu obecnie stosowanego hydrolatu z róży, przetestować hydrolat z kocanki w warunkach zimowych. Do tej pory bowiem stosowałam go latem i jesienią. Skóra naczynkowa jednak wymaga największej pielęgnacji właśnie podczas niskich temperatur za oknem i zastanawia mnie czy wtedy kocanka da radę z czerwonymi polikami:) Sprawdzę i dam znać.

Jutro/pojutrze recenzja oleju z kocanki. Bądźcie cierpliwi:)


Pozdrawiam,
Magda

sobota, 20 października 2012

Biochemia Urody - kolejne zakupy kosmetyków naturalnych. Jestem gotowa na mieszanie:)

 Zgodnie z zapowiedzią na Facebook, post miał być wczoraj wieczorem, ale spontanicznie wybraliśmy się do kina do ukochanej Kinokawiarni Stacja Falenica na film W. Allena "Zakochani w Rzymie". Notatkę zatem piszę dziś.

Kilka dni temu złożyłam po dłuższej przerwie zamówienie w sklepie Biochemia Urody. Wybrałam dwa produkty jakie już wcześniej używałam i wypadły u mnie świetnie. Inne kupiłam pierwszy raz.



Eliksir winogronowy (45 PLN/40 ml) jest jednym z moich ukochanych produktów i odkryć tego roku. Recenzja tego kosmetyku jest już u mnie na blogu >>. Ponownie go kupiłam, ale z tego co doczytałam zostało jeszcze udoskonalone o komórki macierzyste i resweratrol. Zobaczymy jak ta nowa wersja u mnie wypadnie.



Tonik z kwasami AHA / BHA 10%. Miałam wcześniej tonik BHA 2%. Naprawdę super. Teraz pora na testy tego. Kosztował 18,80 PLN/110 g. Ostatnio jeden z kremów drogeryjnych tak mnie zapchał i generalnie zrobił spustoszenie na mojej twarzy, że muszę ją poddać gruntownemu oczyszczeniu. Poza tym jesień i zima to idealny czas na stosowanie kwasów.



Serum oliwkowe RENEW z retinolem 0,5%. Kupiłam także w celu dobrego oczyszczenia buzi. Tak samo jak serum winogronowe kosztuje 45 PLN/40 ml. Najpierw zastosuje ten produkt, a potem eliksir winogronowy. Zobaczę jak zadziała i być może będę nawet stosować je na zmianę jednocześnie.



Stałym u mnie punktem zamówienia są hydrolaty. Kupuje je od 4 lat. Uwielbiam te kosmetyki.
Ten z róży (16,90 PLN/200 ml) jest jednym z moich ulubionych. Działa super na moje naczynka, a do tego pięknie pachnie.
Z czarnej porzeczki EKO
(17,90 PLN/200 ml) wcześniej nie miałam, będę testować.



Ostatnie to mleczko jedwabne do włosów. Dla mnie nowość. Cena: 18,50/120 ml. Nie miałam jak do tej pory stricte produktu do włosów z BU.



Pozostaje zatem tylko mieszanie:)

Dodam jeszcze, że ponownie BU mile zaskoczyła mnie obsługą i czasem realizacji. Towar został wysłany w ciągu 18 h od mojej wpłaty i dotarł w jedną dobę. Rewelacyjnie!

Udanej niedzieli Wam życzę. Ja po dwóch pod rząd wieczorach spędzonych w kinie, a dziś po wieczornym szybkim spotkaniu z Ikea:), jutro odpoczywam na kręglach. W ciągu dnia natomiast błogie lenistwo na łonie natury! Pogoda bowiem sprzyja nam ostatnio bardzooooooooooo:)

Magda

sobota, 25 sierpnia 2012

Eliksir winogronowy Biochemia Urody. Kosmetyk doskonały? Recenzja.

Wiele osób długo wyczekiwało na recenzję tego kosmetyku. Przepraszam bardzo za spore opóźnienie.

Eliksir winogronowy z BU zakupiłam kilka miesięcy temu. Zużyłam go całkowicie. Pora zatem na moją opinię.

Na początek informacje "logistyczne".
Produkt ten można kupić w sklepie Biochemia Urody >>.
Koszt to 43 PLN/40 ml.

Pod wskazanym linkiem znajdziecie wszelkie obszerne informacje na jego temat.

Kosmetyk nie jest produktem gotowym. Przychodzi jako zostaw składników i wymaga wymieszania. Przygotowanie eliksiru, często określanego jako serum - jest banalnie proste. Każdy sobie z tym poradzi. Dokładna instrukcja "mieszania":) znajduje się w tym miejscu >>

Wiele dziewczyn często pisało mi, że nie jest/nie było dobrymi z chemii i sobie nie poradzi z przygotowaniem. Tu wiedza z chemii jest zbyteczna. Serio! Trzeba postępować zgodnie z radami producenta. Wszystkie składniki są odmierzone w osobnych opakowaniach, dobrze zapakowane. W zestawie macie pojemniki do przechowywania całości serum: plastikowy + szklany z pipetą do codziennego użytku.
Nic nie wymaga podgrzewania, mierzenia, dodawania innych składników. W zestawie dostajecie także etykiety do naklejenia na opakowania oraz plastikową pipetę do mieszania.
Przygotowanie wszystkiego zajmie Wam kilkanaście minut.
W plastikowym opakowaniu przechowujecie całość (zapas), a w buteleczce szklanej ciemnej ilość np. na tydzień jaką aktualnie używacie.
Pełny skład zestawu:
- Mleczko winogronowe; Postać: różowo - mleczna, płynna emulsja,
- Resweratrol; Postać: ciemno-brązowy, gęsty płyn,
- Żel hialuronowy 1%; Postać: bezbarwny, przezroczysty, bezzapachowy żel,
- Witamina C - olejek; Postać: płynny, bezbarwny i bezzapachowy olejek,
- Kwas hialuronowy ULMW EKO, Postać: bardzo drobny, biały proszek, bezzapachowy,
- Pusta butelka z ciemnego szkła z pipetką do przechowywania podręcznej porcji serum,
- Plastikowa bagietka,
- Etykietka na gotowy produkt.

Skład produktu gotowego: Water; Vitis Vinifera (Grape) Fruit Extract; Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil; Glyceryl Stearate; PEG-60 Hydrogenated Castor Oil; Propylene Glycol, Hyaluronic Acid HMW, Butylene Glycol; Vitis Vinifera (Grape) Vine Extract (resweratrol - 6%), Tetrahexyldecyl Ascorbate (witamina C - 5%), Hydrolyzed Hyaluronic Acid ULMW.

Jak stosować?
J
ako serum na dzień lub/i na noc. Można go stosować samego lub pod inny dowolny krem. Opcjonalnie także można mieszać z kremem lub np. żelem hialuronowym i dopiero nakładać na skórę.

Jak przechowywać?
Producent radzi by zapas eliksiru w plastikowej butelce trzymać w lodówce. Porcję eliksiru natomiast w małej, szklanej butelce można przechowywać 2-3 tyg. w temperaturze pokojowej. Ja obje butelki trzymałam w lodówce i tak polecam. Należy unikać wilgoci, nasłonecznienia i zawsze pamiętać o dokładnym zakręcaniu obu butelek.

Ważność zestawu, a także gotowego kosmetyku to 6 m-cy.


Czy to kosmetyk dla mnie i co generalnie ma robić?
Tak jak podałam wyżej odsyłam do pełnego opisu na stronę producenta. Ale w punktach skrótowych można ująć to tak:
1. Ma przeciwdziałać oznakom starzenia się skóry. Działać zapobiegawczo ale także na zmiany już widoczne.
2. Działać przeciwzmarszczkowo. Po 6 tyg. zmniejszać ilość i głębokość już istniejących zmarszczek, także zmarszczek mimicznych twarzy, w tym tzw. kurzych łapek.
3. Poprawiać strukturę i elastyczność skóry. Wygładzać. Zwiększać nawilżenie.

4. Chronić przed fotostarzeniem i zniszczeniem skóry pod wpływem słońca.
5. Zmniejszać skłonności do zaczerwienienia oraz podrażnień. Wzmacniać naczynka, poprawiać cyrkulację krwi. Poprawiać stan skóry naczynkowej. Zmniejszać opuchliznę i zasinienia okolic oczu.

6. Rozjaśniać przebarwienia, zapobiegać powstawania nowym. Ogólnie poprawiać koloryt skóry.

Przeznaczony jest dla każdego typu cery dojrzałej, zarówno suchej i przetłuszczającej się, z pierwszymi lub zaawansowanymi zmarszczkami, w tym zmarszczkami mimicznymi, dla osób mających intensywny kontakt ze słońcem lub solarium, oraz osób o skórze już zniszczonej działaniem słońca, w przypadku lekkich przebarwień i szarego kolorytu skóry, dla cery podrażnionej, naczynkowej, zaczerwienionej. Jako prewencja przeciwzmarszczkowa. Także na okolice oczu, szyję i dekolt.


Jak ja go stosowałam?

Nanosiłam bezpośrednio na twarz, szyję i dekolt. Także na okolicę oczu i powieki. Rano i wieczorem. Zawsze przed nałożeniem należy mocno wstrząsnąć opakowaniem.
Na dzień zwykle nakładałam na niego krem BB, który od miesięcy jest dla mnie podkładem i zawiera filtr SPF 25.
Przez pierwszy miesiąc na noc kładłam samo serum. Po tym czasie dołączyłam do pielęgnacji krem rozjaśniająco-wygładzający Azelo/BHA także z BU (to było moje drugie opakowanie, wcześniej przed kupnem serum przeszłam już nim kurację). Krem ten kładłam na serum mniej więcej 3-4 razy na tydzień. Zdarzało mi się też używać na eliksir inny krem.

Dodam, że eliksir aplikowałam zawsze na skórę nawilżoną jakimś hydrolatem lub drogeryjnym tonikiem. Ja takimi płynami zawsze spryskuje twarz i na jeszcze mokrą nakładam różne specyfiki.



Na ile wystarczył?
Na około 3 m-ce. Może troszkę mniej. Stosowałam go mniej więcej od początku kwietnia do końca czerwca.
Przez ten czas miałam ok. 8 dni przerwy, gdyż wyjeżdzałam i nie miałam jak zabrać serum ze sobą by przechowywać go w lodówce, a tak preferuje. Bałam się też, że wyleje się z opakowania w czasie podróży.

Konsystencja, nakładanie, wchłanianie?
Serum ma w zasadzie konsystencję klasycznego serum:) Pół płynny żel. Kolor: lekko brązowy jasny. Zapach bardzo delikatny, przyjemny. Ale winogron to ja tam nie czułam. Zresztą producent wcale tego nie zapewnia.
Nakładanie pipetką jest banalne. Wystarczy naprawdę 2-3 krople by pokryć całą twarz, szyję i dekolt. Na początku zbyt dużo go nakładałam. Nie byłam przyzwyczajona do takiej aplikacji. Potem nauczyłam się, że dużo nie znaczy wcale lepiej.
Kosmetyk wchłania się świetnie. Wręcz błyskawicznie. Nie pozostawia tłustej warstwy. Przez parę sekund, głównie jak zbyt dużo nałożymy, można odczuwać lekką lepkość twarzy. Ale znika ona w moment.

Co z makijażem na tym serum?
Makijaż rozprowadza się na nim znakomicie. Głownie u mnie szedł na niego krem BB, ale testowałam też na nim różne podkłady, same pudry, korektory i wszystko idelanie się rozprowadzało i stapiało ze skórą.
 Eliksir tak szybko się wchłania, że nie ma problemu z natychmiastowym robieniem makijażu. Co więcej, moim zdaniem make up na tym serum trzyma się o wiele lepiej niż na innych kremach. Jest świetną bazą pod podkład i przedłuża jego trwałość. Nie tłuści skóry, nie powoduje świecenie twarzy. Przez cały dzień "kolorówka" wygląda o wiele lepiej.

Czy w ogóle produkt działa i robi to co ma robić?
Od razu powiem. TAK! Dla mnie to chyba jak do tej pory pierwszy kosmetyk do twarzy, który w zasadzie w 100% spełnia obietnice producenta. Przynajmniej te, które można zauważyć po zużyciu jednego opakowania.
Do tego jeśli chodzi o mnie działa on kompleksowo. Poradził sobie w sumie na raz z kilkoma problemami mojej skóry. Byłam zaskoczona jego działaniem i bardzo go polubiłam.
Biorąc pod uwagę mój wiek:), przetestowałam już wiele specyfików do twarzy, nawet 7 razy droższych, ale nie pamiętam żeby jakiś zmienił w zasadzie stan mojej skóry i pewien sposób nawet jej rodzaj.

Jaką 77gerda ma skórę?
Myślę, że ważne bym odpowiedziała na to pytanie. Od tego w sumie powinnam zacząć. Jestem osobą z 3 z przodu:) Moja skóra nie jest więc już nastoletnia. Ale nie mam dużego problemu z brakiem jej elastyczności. Nie mam też cery suchej, raczej jest ona dobrze nawilżona. Kilka konsultacji z dermatologiem i kosmetyczką potwierdziły, że moja skóra jest młodsza niż ja. Głównie dlatego, że od lat pijam dużo wody każdego dnia i prawie w ogóle się nie opalam. Cały rok staram się stosować wysokie filtry.
Mam jednak od zawsze zmarszczki mimiczne. Często mrużę oczy, czoło. Zawsze tak było i dopiero od niedawna staram się jakoś nad tym panować, ale to ciężkie i u mnie rodzinne:)
Mam też skórę mocno naczynkową, skłonną do rumienia, wręcz bibułkową. Jestem bardzo płytko unaczyniona. Posiadam też jako klasyczny rudzielec, jasną karnację z dużą ilością piegów. Moja skóra łatwo ulega podrażnieniom, ale nie jestem alergikiem.
Jeśli chodzi o okolice oczu to sińce nie są moim dużym problemem. Zdarzają się czasem po niewyspaniu. Częściej mam opuchnięte górne powieki i lekko zaczerwienioną tam skórę.
Kiedy zaczynałam stosować serum winogronowe akurat skończyłam kurację wspomnianym wyżej kremem rozjaśniającym z BU. Moja cera nie była już wtedy tak tłusta jak miało to miejsce przed tym kremem. Była jednak lekko podrażniona, bo w kuracji stosowałam także mocno wysuszający tronik z kwasami BHA 2% z BU. Nadal jednak miałam problem z nadmiernym świeceniem się twarzy. Od wielu jednak lat nie zmagam się z trądzikiem i rzadko pojawiają się na mojej twarzy wypryski. Chyba, że jakieś drobne podczas okresu. Zmorą moją jednak jest duża skłonność do zapychania w postaci zaskórników i widoczne pory. Głównie dotyczy to nosa i jego okolic oraz brody.

Po kolei jak u mnie zadziałał?
1. Przede wszystkim zaraz po pierwszym użyciu skóra stała się bardziej napięta, wygładzona, jaśniejsza. Za każdym dniem efekt ten pogłębiał się i nie był tylko doraźny.

2. Serum po nałożeniu dawało mi uczycie ukojenia skóry, ulgi i dobrego nawilżenia. Przez cały czas stosowania nie zanotowałam u siebie żadnych suchych miejsc czy skórek.

3. Po około 2 tyg. zauważyłam, że skóra jest o wiele bardziej miękka, przyjemna w dotyku i gładsza. Do tego robiła się coraz bardziej promienna, a koloryt stawał się bardziej wyrównany. Rano budziłam się z wypoczętą cerą, nawet jeśli "zarwałam" noc.

4. Przestałam prawie w ogóle odczuwać uczucie ściągnięcia skóry, które często doskwiera osobom z rumieniem.

5. Po około 3-4 tyg. zauważyłam, że twarz moja rzadziej robi się buraczkowo-czerwona. Jest bardziej ukojona. Naczynka są mniej widoczne. Choć oczywiście te miejscami pęknięte nie zniknęły, ale z całą pewnością zbladły.

6. Po około miesiącu moja skóra wyglądała dużo lepiej niż zanim zastosowałam eliksir. Zdecydowanie mniej zaczerwienień, zaskórników. Mimo nie aplikowania w tym czasie kremu z kwasami, cera nie przetłuszczała się nadmiernie. Nie miałam problemu w ciągu dnia z nadmiernym świeceniem się twarzy.

7. Skóra z każdym dniem była coraz bardziej jędrna, napięta, taka rześka. 
8. Po około 5-6 tyg. dostrzegłam, że moje zmarszczki mimiczne - szczególnie w okolicach ust i na czole są płytsze. Nie łudzę się jednak, że jakiś kosmetyk je zlikwiduje.

9. Skóra stała się bardziej odżywiona, mniej zaczerwieniona, ewentualne krostki zdecydowanie szybciej znikały. Ranki czy zadrapania szybciej się goiły.

10. Podczas używania serum nie zanotowałam pojawienia się żadnego większego pryszcza, wykwitu itp.

11. Cera była bardziej oczyszczona, ale nie mogę powiedzieć, że zaskórniki na dobre zniknęły czy przestały się pojawiać. Było ich jednak mniej.

12. Najbardziej cieszy mnie działanie na naczynka. Poliki rzadziej paliły gorącem, a w zasadzie wcale. Skóra stała się ukojona.

13. Pod koniec używania szczerze mogę powiedzieć, że moja skóra już od wielu lat nie była w tak dobrym stanie. Co prawda wcześniej po kuracji kremie rozjaśniającym AZELO/BHA już stan był bardzo dobry. Krem ten bowiem świetnie unormował mi nadmierne wydzielanie sebum, ale serum używane po nim przez miesiąc jeszcze "przypieczętowało" ten stan.

14. Kosmetyk znakomicie sprawdzał się jako baza pod makijaż. Wszelka kolorówka trzymała się dłużej i lepiej wyglądała.

15. W zasadzie dzięki niemu prawie w ogóle zrezygnowałam z wszelkich podkładów. Od kwietnia do dziś może z 8 razy miałam podkład na sobie, bo wystarcza mi krem BB lub sam puder. Polubiłam bardziej swoją skórę i mimo, że nadal nie jest doskonała, to już nie mam chęci aktualnie zakrywać jej warstwą podkładu.

 16. Świetnie też zdejmuje opuchliznę z powiek czy z okolic oczu. Choć na to ma też wpływ fakt, że ja zawsze trzymałam produkt w lodówce i aplikowałam zimny. Nie wiem jak z dużymi sińcami pod oczami, bo nie mam takiej skłonności. Ale z małymi po imprezowej nocy:) radził sobie super!



Nie mogę powiedzieć, że kosmetyk ten jest cudem. Cudów nie ma i ja mam tego świadomość. Nie zlikwidował widoczności moich naczynek, nie spowodował, że rumień zniknął na wieki - ale tego nie zrobi żaden kosmetyk. To genetyka. Z całą jednak pewnością działa na ten problem. Jak do tej pory chyba jako jedyny z setek wypróbowanych przeze mnie specyfików dla "naczynkowców".

Nie sprawił, że moja skóra na zawsze się oczyściła i wygląda jak by nie miała żadnego pora:) W takie rzeczy nie wierzę. Żyję i skóra żyje ze mną. Jeśli mam do tego skłonność to mam i już. Co prawda z czasem może się to zmienić, ale to nie za sprawą kosmetyku, tylko może czasu...:)

Ciężko mi stwierdzić czy prawdą jest, że eliksir przeciwdziała zmarszczkom. Widziałam wygładzenie, napięcie skóry i ujędrnienie jej w czasie stosowania produktu. Ale jak działa na przyszłość? To w zasadzie jest nieuchwytne. Bo czy będę miała kiedyś zmarszczki? Pewnie! Jednie pozostaje mi wierzyć, że stanie się to później niż wcześniej. Choć tak naprawdę najwięcej i tak zależy od wspomnianych wyżej genów.
Nie wiem jak zadziała na skórę suchą lub odwodnioną. Nie mam takiej. Ale w czasie kuracji i przed nią stosowałam co jakiś czas tonik z BU z kwasami BHA 2% oraz wspomniany krem rozjaśniający, a to produkty mocno złuszczające. Dzięki eliksirowi nie zanotowałam suchości skóry, podrażnienia itp. Śmiem twierdzić zatem, że to znakomity specyfik do stosowania podczas lub po kuracjach z kwasami czy innymi np. mocno złuszczającymi składnikami. Wierzę więc, że będzie też dobry dla osób z typem skóry suchej czy odwodnionej.

Produkt ma także działać na przebarwienia. Nie posiadam ich więc tego też nie mogę powiedzieć na bank. Ja zauważyłam, że widocznie rozjaśnia skórę i ewentualne zmiany po krostkach szybko znikają. Ale czy radzi sobie z dużymi przebarwieniami? Tego nie wiem.

Nie pomogę też tu doświadczeniem i wiedzą osobom, które np. chodzą na solarium czy często opalają się i mają w związku z tym problemy skórne, choćby plamy posłoneczne. Także takiego problemu nie mam.

Stosowanie eliksiru winogronowego było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Moja skóra bardzo go polubiła.
Po opróżnieniu opakowania w zasadzie do dziś widzę rezultaty jego stosowania. Podobnie jak rezultaty kremu rozjaśniającego + toniku z kwasami. Skóra do tej pory mniej się przetłuszcza, nawet w upały gdzie zwykle byłam jednym wielkim smalcem. Jest też rozjaśniona, bardziej jędrna i mniej dokucza mi jej "czerwoność".
Od czerwca eliksiru nie mam. Postanowiłam, że zanim kupię kolejne opakowanie wykorzystam wszelkie zapasy innych specyfików i próbek jakie nagromadziły mi się w domu. Innym sposobem nigdy ich nie wykorzystam:)
Postanowiłam także sprawdzić działanie innego serum z BU - z granatu. Wiele dziewczyn go bardzo polecało i obecnie właśnie stosuje ten kosmetyk.

Myślę, że za kilka tygodni zakupię ponownie mój ulubiony eliksir. Szczególnie, że nie wyklucza on stosowania innych kremów.

Moim zdaniem można go aplikować niekoniecznie dwa razy na dzień. Może być np. tylko produktem na dzień albo tylko na noc. Można także nakładać go co drugi dzień. Pamiętać należy jednak, że produkt jest ważny 6 m-cy.

Polecam także by stosować go także na szyję i dekolt. Pamiętajcie: Twarz kobiety kończy się na dekolcie!!!:)

Jeszcze ciekawostka. Przed zakupem recenzowanego serum przez wiele tygodni stosowałam słynne serum Estee Lauder, Advanced Night Repair. Produkt działający świetnie na zmarszczki, jędrność, koloryt skóry, wygładzenie, nawilżenie. Co z tego, skoro jest napakowany składnikami jakie momentalnie mnie zapychają? Poza tym nic a nic nie działa na naczynka czy tłustość skóry (fakt, producent tego nie zapewnia). Zatem działa jedokierunkowo i jest diabelnie drogie. Chyba około 350 PLN/30 ml. Zgroza! Wykańczam stosując raz na tydzień. A tu mamy eliksir w dużo niższej cenie, który działa kompleksowo i prawie na wszystko co u mnie problematyczne.
Kosmetyk bardzo polecam. Czy jednak u każdego zadziała tak samo? Tego nie mogę zagwarantować.
Dla przykładu tylko powiem, że osławione już od lat serum z wit. C z BU nie działało u mnie nic a nic. Poza tym podrażniało tak, że twarz piekła jak szalona, a wiele osób go bardzo chwali...
Kiedy natomiast takie serum zrobiłam sobie sama w domu - było rewelacyjne.

Komu eliksir winogronowy polecam szczególnie?
1. Osobom ze skórą naczynkową, aktywnym rumieniem. Tendencją do zaczerwienienia skóry i podrażnień.
2. Kobietą zauważającym u siebie pierwsze oznaki starzenia jak zmarszczki, utrata napięcia skóry, jędrności. W szczególności paniom po 30 roku życia.
3. Wszystkim w trakcie lub po kuracjach przeciwtrądzikowym, silnie złuszczającym np. kwasami.
4. Jeśli macie skórę przemęczoną, o nierównym kolorycie, szarą, mało rozjaśnioną, z przebarwieniami lub chcecie dobrze ją nawilżyć.

5. Macie problem z utrzymaniem się makijażu cały dzień? Serum jest świetną bazą napinającą skórę i rozświetlającą ją, przedłuża make up, ale nie daje tłustości skórze i co ważne nie zapycha!

--------------------------------
Uffff...To chyba wszystko co przyszło mi do głowy i co chciałam Wam przekazać.

Jeśli macie jakieś pytania, uwagi - śmiało piszcie. Postaram się odpowiedzieć, jeśli moja wiedza będzie na ten temat wystarczająca.
Mam szczerą nadzieję, że ta recenzja przyda się choć jednej osobie.
Chętnie też wszyscy poczytamy, jeśli kosmetyk używałyście i możecie podzielić się swoją opinią na jego temat.

Dajcie też znać czy interesuje Was recenzja wspomnianego kremu rozjaśniającego i toniku z kwasami z BU. Mogę przygotować.

Uściski!
Magda