Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2014

Linziclip z Claire's i Rossmann. Idealna klamra do włosów. Moje KWC od ponad 3 lat!


Najlepsza ever. Niby taka "pierdułka" ale bardzo ułatwia życie. 
Od dziecka mam tak, że na moich włosach w zasadzie nie trzymają się żadne spinki. Wszystko zsuwa się po pół godziny, ciągnie włosy, powoduje ból głowy albo też pęka, rozpada się lub odbarwia po zaledwie kilku użyciach. 
Nie jestem w stanie zliczyć, ile różnych modeli spinek do koków, upięć itp. wypróbowałam od czasów nastoletnich. Były wśród nich modele tanie, droższe, markowe i typowy bazarek. Wszystko to potłuc o kant ....
Jakbym podsumowała, ile kasy wydałam na tego typu akcesoria, pewnie w sumie zebrałoby się na luksusowy tydzień w SPA:)

Nie wiem, czy ja mam takie dziwne włosy, że nic się na nich nie trzyma? Czy może jestem taka wybredna? Ale jak nawet bardzo tania rzecz rozpada się w rękach po 3-4 użyciach, otwiera mi się nóż w kieszeni!

Najczęściej chodzę w rozpuszczonych włosach. Zwyczajnie lubię. Ale są sytuacje, kiedy spięcie włosów jest bardzo praktyczne. Dla mnie nieodzowne podczas makijażu, maseczkowania, gotowania, sprzątania, biegania i innego wysiłku fizycznego. Lubię koczki i zdecydowanie bardziej preferuj od klasycznych kucyków.


Tę spinkę odkryłam ponad 3 lata temu w sklepie Claire's. Wydawała mi się dobrze wykonana, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia, podeszłam do niej sceptycznie.

Zakup okazał się świetnym wyborem. W końcu gadżet do włosów, jaki spełnia moje oczekiwania! Linziclip ładnie się prezentuje. Znakomicie trzyma upięcie. Nie spada, nie szarpie kosmyków, nie ciągnie skóry głowy. Idealnie wykonany z dobrego mocnego tworzywa. Upadł mase razy na terakotę i nic się z nim nie stało. Ma dobre sprężyny, które od 3 lat nie zmieniły działania. Nie wypadła też żadna śrubka czy drucik, co wcześniej w koło mi się zdarzało.
Klamrę można użyć do koków, kucyków, wszelkiej maści fryzur. Jest klasyczna, uniwersalna i elegancka. Jednak przy bardzo grubych włosach i dużej ich ilości może się nie sprawdzić. Chyba, że do upięć tylko ich części. 
Wybrałam kolor brązowy podpalany. Był jeszcze czarny. Innych odcieni w Claire's nie widziałam. Cena między 14, a 16 PLN.


Kilka m-cy temu linziclip odkryłam również w Rossmann. Kosztuje bez promocji 13,99 PLN/szt. Również dostępny tylko w 2 takich samych kolorach. Kupiłam tym razem czarny. Zastanawiałam się, czy jakość będzie taka sama? Wyglądał na identyczny, ale miałam obawy. Okazały się, że niesłuszne. Klip działa tak samo. Używam teraz tych 2 sztuk na zmianę i nie widzę żadnej różnicy. Pewnie jeszcze kupię sobie z dwie sztuki  na zapas i "w razie co":)
Żałuję tylko, że nie ma większej ilości kolorów. Chętna byłabym na fiolet i ciemną zieleń, gdyż z rudymi włosami te odcienie dobrze się komponują.


Zdecydowany ulubieniec. Dokładnie robi to, o czym marzyłam i wygląda tak jak chciałam. Nie rozstajemy się. Od 3 lat towarzyszy mi praktycznie każdego dnia. Siedzi też sobie w torebce, jeździ na wszelkie wypady, wakacje, weekendy. 
Wątpię żebym skusiła się kiedykolwiek na inną klamrę do włosów.  Na rynku można dostać różne linziclip. Ebay azjatycki jest nimi przepełniony, ale trudno mi powiedzieć jak tu z jakością. Ze swojej strony polecam te z Claire's i Rossmann. Innych nie miałam.

Jakie są Wasze doświadczenia z tego typu gadżetami? Znacie tę klamrę?

Pozdrawiam!

wtorek, 6 maja 2014

Coś do domu, coś z biżu, jakaś torebka, płyta, kindle...Zakupy z 3 miesięcy.

Blisko mnie niedawno otworzyli Pepco. Do tej pory miałam go w sporej odległości, teraz mam praktycznie pod nosem. Zaglądam tam od czasu do czasu, ale jak do tej pory skusiłam się tylko na 4 drobiazgi do domu. Wszystkie sercowe:)


Drewniane wieszaczki w bieli. Wrzuciłam do koszyka 2 szt. Cena to 4,99 PLN/szt.


Metalowe białe serducho na łańcuszku. Kosztowała z tego co pamiętam 6,90 PLN/szt. lub coś koło tego. Kolejne wiklinowe ze wstążką zadomowiło się na ramie łóżka w sypialni. Cena? OK. ok. 9,90 PLN/szt. Poniżej możecie zobaczyć je z bliska.

Ten kubek z Biedronki mają chyba wszystkie blogerki. Przynajmniej z tego co widziałam na Instagramie:) Nie pamiętam ile za niego zapłaciłam, ale nie był drogi. Miły wiosenny akcent. Jedynie szkoda, że nie jest czysto biały. Na zdjęciach taki wychodzi, ale tak naprawdę to ecru. 

 

W Rossmannie "wyczaiłam" około 2 tyg. temu świetny bidon/shaker. Ma pojemność 700 ml. Wyposażony jest w świetnie zamknięcie, "dziubek" do wygodnego picia i praktyczne sitko. Cena: 9,90 PLN/szt. Więcej o nim opowiem w ulubieńcach niekosmetycznych kwietnia (post w tym tyg.) oraz o napojach jakie w nim noszę. Odkąd go mam, stał się gadżetem codziennym i wręcz niezbędnikiem.


Teraz coś z biżu. W sklepie
Diva, który bardzo lubię, często można natknąć się na świetne promocje i wyprzedaże (polecam salon w warszawskiej Promenadzie). Raz trafiłam na dzień, kiedy to cały asortyment kosztował 6 PLN. 

Wybrałam delikatną bransoletkę. Połączenie koloru złota i fioletu złamanego różem. Przed przeceną kosztowała 25 PLN i za taką kwotę bym jej nie kupiła, ale 6 PLN jest w sam raz.



W tej samej cenie zdecydowałam się zabrać do domu zestaw 4 sznurkowych bransoletek w różnych kolorach. Są znakomite! Za taką cenę świetnie wykonane. 



 Szczególnie upodobałam sobie czerwoną i różową. W secie jest też niebieska i limonkowa. 


Podoba mi się malutkie serduszko przy zapięciu, możliwość regulacji i ich skromność. Często goszczą na moim nadgarstku. 4 w cenie 6 PLN - lubię takie okazje:) 



Jeszcze odnośnie bransoletek. Czy ma ktoś z Was biżuterię marki 
Ania Kruk? To już oczywiście zupełnie inna półka cenowa. Jestem ciekawa opinii. Polecacie? Co ze stosunkiem jakości do ceny?

W Empiku kupiłam ostatnią płytę ukochanego przeze mnie artysty Leszka Możdżera. Posiadam wszystkie jego krążki. "Polska" to album doskonały. Byłam w Fabryce Trzciny w Wawie na koncercie w ramach trasy promującej to dzieło. Uskrzydlające przeżycie! 
Nabyłam także drugą jazzową płytę "A Touch of Light" Chris Rafael Wnuk. Artystka jak do tej pory mi nieznany. Klimat cudownie miękki....

W końcu zdecydowałam się na posiadanie Kindle. Podstawowa wersja. Chodziłam koło niego z 3 lata. Jest ze mną około 3 m-ce. Czy w 100% zdobył moje serce? Powiem szczerze, że na razie nie. Oswajam się z nim. Wiem jedno, że nie zastąpi mi prawdziwej książki i nadal takie będę kupować. Inwestycji jednak nie żałuję. Poużywam jeszcze trochę i przedstawię Wam moją szczegółową opinię. 


Na koniec torebka. Konkretnie kopertówka. W sumie spontaniczny zakup w 
Top Secret. Całkiem duża. Spokojnie zmieścimy w niej nawet sporą książkę. Ciekawa faktura. Jest miękka i można ją nosić do ręki, na krótkiej rączce (na przegub dłoni) lub normalnie na ramieniu, gdyż ma też długi odpinany pasek. Zapinana na zatrzask. Wewnątrz ma dodatkowo suwak. Podoba mi się w niej również dodatkowa kieszeń zewnętrzna tylna i jedna środkowa (wszystkie na suwak). 


W kwietniu 4 wieczory spędziłam w teatrze i za każdym razem była ze mną. Pasuje do wielu stylizacji i bardzo ją polubiłam. Klasyka jaka zawsze się broni! Cena standardowa to 79,90 PLN/szt. (kolor czarny). Płaciłam kartą 
mBanku, dlatego otrzymałam na nią 15% rabatu.

W Top Secret upolowałam również fajne topy na ramiączka w cenie 14,90 i 19,90 PLN/szt. Akurat się piorą. Zdjęć zatem brak, ale polecam. Zwykłe niby, ale dobrze uszyte, przyjemne w dotyku. Wybrałam dwie czarne, białą i fiolet - zwykłe i bokserki. Takich koszulek nigdy za dużo!


Niedługo post z zakupami kosmetycznymi. Nie ma tego dużo, gdyż totalnie nie szaleję w drogeriach, ale coś tam się wiadomo nazbierało:)

Buziaki!

sobota, 27 lipca 2013

Co nowego pojawiło się w mojej pielęgnacyjnej kosmetyczce?

Bardzo dawno nie byłam na zakupach. Po urlopie skusiłam się na kilka drobiazgów.
Część rzeczy jest typowo drogeryjnych. Inne nabyłam w aptece internetowej i salonie fryzjerskim. 


Blisko swojego domu mam w jednym budynku Biedronkę, Hebe, Rossmann i dużą aptekę.
Do Hebe poszłam słysząc o sporych wyprzedażach. Nic jednak wielce mnie nie zainteresowało. Wrzuciłam do koszyka tylko żel pod prysznic Nivea Angel Star. Kosztował po przecenie 7,49 PLN/250 ml. Lubię produkty do mycia tej marki, a tego zapachu jeszcze nie miałam. Pachnie z buteleczki pięknie malinami, ale na ciele jeszcze go nie używałam. Chyba dziś się z nim wykąpię:)


W Rossmannie zdecydowałam się na żel do mycia Isana Melon i Gruszka. Cena świetna. Aktualnie w promocji kosztuje 2,99/300 ml. Użyłam dopiero raz. Bardzo przyjemny na letni czas. Pachnie ładnie, ale woń nie utrzymuje się na ciele w ogóle. Jest też lekko podszyta chemiczną nutką.  Kosmetyk daje fajną pianę, nie wysuszył mojej skóry i wydaje się być bardzo wydajny. To mój pierwszy żel pod prysznic od Isany.


Trafiłam także na promocje masła do stóp rossmannowej marki Fuss Wohl - Fuss Butter. Jest z miętą i limonką. Lubię te niemieckie kosmetyki. Są tanie, a jakość naprawdę świetna. Tego akurat produktu jeszcze nie miałam. Od dłuższego czasu czytam o nim w zasadzie same pozytywne opinie. Była na mojej liście: "Kup jak wykończysz wszystko do stóp:)" Plan zrealizowałam, gdyż zużyłam ostatnio wszelkie mazidła do tej części nóg i pora zacząć testy nowego. Cena z rabatem: 9,29 PLN/200 ml. Dziś wieczorem pierwsza aplikacja.

W Lidlu, jeszcze przed wyjazdem wakacyjnym, kupiłam zmywacz do paznokci Cien. Ma praktyczną pompkę. Ceny nie pamiętam, ale nie był drogi. Na razie stoi nieotworzony. Nic zatem nie mogę o nim powiedzieć więcej.


W aptece internetowej, jaka prowadzi sprzedaż na Allegro, zamówiłam dla siebie 3 rzeczy.


Uriage Woda Termalna (16,40 PLN/150 ml). Chciałam ją kupić na urlop, ale za nic w swoich okolicach nigdzie nie mogłam jej spotkać. Z racji, że miałam dużą butlę wody Avene, zabrałam ją na wyjazd. Ta z Uriage czeka w kolejce, gdyż poprzedniej mam jeszcze sporo.


Skuszona filmikami KasiD na temat dermokosmetyków duńskiej marki Decubal, zdecydowałam się nabyć nawilżającą piankę do mycia twarzy Face Wash (15,90 PLN/150 ml) oraz krem pod oczy regenerujący i ujędrniający Eye Cream (16,90/15 ml).
Drugi kosmetyk użyłam dziś pierwszy raz i jak na razie mogę powiedzieć WOW. Ale to zbyt wczesny czas na wydawanie rzetelnej opinii. Choć biorąc pod uwagę, moje sceptyczne od zawsze podejście do kremów pod oczy, WOW po pierwszym razie to ogromny komplement:)
Pianka jeszcze nie poszła w ruch.


We wspomnianej aptece kupiłam dodatkowo dwie rzeczy dla innej osoby. Za przesyłkę kurierską zapłaciłam 11,40 PLN. Wszystko dotarło do mnie w ciągu 24 h od zakupu. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona transakcją. Szczególnie, że w pudełku z zamówieniem znalazłam całą masę próbek i miniaturek. Zobaczcie sami.
Najbardziej cieszę się z kilku rodzai filtrów aptecznych marek jak Vichy, Avene, Bioderma. Wszystkie je chciałam spróbować i teraz same do mnie przyszły:)


 
 Będąc na u zaprzyjaźnionej fryzjerski, kupiłam moją ukochaną mleczną maskę do włosów Mila Crema al Latte. Nie znam lepszej. Od lat moje KWC. Za 1 litr zapłaciłam 25 PLN. Starcza mi na rok czasu. Polecam każdemu. Zapach uzależniający, jakość wysoka, cena znakomita. Czy czytaliście już jej recenzję na moim blogu? Jeśli nie. Zachęcam:) Część tego opakowania poleci aż za ocean, jak zawsze też osobny "kubek":) odleje mojej mamie, która również ją od lat preferuje.

 
Co Wy ostatnio kupiliście? Znacie zaprezentowane przeze mnie produkty? Jeśli tak, podzielcie się spostrzeżeniami.

Pozdrawiam weekendowo:)
Magda

środa, 23 maja 2012

Zakupy sztucznej biżuterii w Chinach - kilka drobiazgów. eBay rządzi!

Poczyniłam ostatnio małe zakupy na eBay w Chinach.

Zakupy biżuteryjne.

Przeglądając strony sprzedawców z tamtej strony świata zobaczyłam, że praktycznie większość sztucznej biżuterii jaką widzimy w H&M, Rossmann, Diva itp. można dostać u nich czasem nawet do 10 razy taniej.

Identyczne modele, wzory, kolory.
Przesyłki są najczęściej bezpłatne - przynajmniej do Polski.

Zakupy wykonałam jakieś 3 tyg. temu kiedy to kurs dolara był niższy, zatem i ceny lepsze.
Teraz waluta niestety szaleje:(

Oto co kupiłam:




Kolczyki perełki ze złotymi elementami i kokardką.
Cena: $1,99.
Są bardzo ok. Choć myślałam, że będą mniejsze.
Nie są jakieś bardzo duże ale też nie drobne, a z aukcji wydawało mi się, że będą delikatniejsze.
Jednak jestem z nich zadowolona.
Będą pasować do wielu stylizacji.


Kolejne kolczyki to romby. Są lekko wypukłe, stożkowe.
Bardzo mi się podobają.
Nimi chyba najbardziej się cieszę. Nigdzie takich u nas w sklepach nie spotkałam.
Kolor jakby starego złota (są jeszcze dostępne w kolorze srebrnym i nie wiem czy ich też nie kupię).
Wielkość dokładnie taka jaką chciałam.
Pasują w zasadzie do wszystkiego.
Bardzo porządnie wykonane. A za cenę $2,99 to już naprawdę super!


 A tym razem wiszące. Kształt jajka.
Tu też jak w przypadku tych pierwszych myślałam, że będą mniejsze.
Są dość spore. Wykonane bardzo ok.
Lubię kolczyki na łańcuszkach przewlekanych przez ucho.
Zastanawia mnie jednak czy kolczyki utrzymają się wisząc:)
Nie są ciężkie, średnio lekkie, ale mam obawy czy nie będą spadać.


W ogóle to nie wiem czy jednak nie są zbyt tandetne.
za dużo chyba tego złota i taki mocny odcień.
Pomyślę czy je będę nosić i do czego.
Może się przekonam, bo jak na razie jestem sceptyczna.
Koszt $1,99.

Odkryłam też, że można je nosić na wiele sposobów regulując długość łańcuszkiem.
"Jajko" może być nawet przy samym uchu a łańcuszek na długo.
Daje to zatem kilka opcji.
Podoba mi się motyw siateczki, ale zobaczymy jak z praktycznością ich noszenia i czy się oswoję:)
Ostatnio złoto bardzo mi się podoba, choć głownie noszę prawdziwe.


 Teraz pora na naszyjniki, wisiory itp.



Czarno-srebrna plecionka.
Głównie kupiłam z myślą o czarnych bluzkach, sukienkach i prostych strojach, gdzie ozdobą ma być tylko jeden ten dodatek.
Jest efektowny i naprawdę bardzo ok.
Jak dla mnie jednak musi być zakładany już bez większej liczby biżuterii czy innych akcesoriów.
Miałam okazję już go nosić z małą czarną i naprawdę ładnie wygląda.
Nawet pytano mnie w jakim sklepie jubilerskim go kupiłam:)

 
Kiedy mu się naprawdę na żywo przyjrzeć z bliska i mocno pomacać:) widać, że nie jest to szczyt jubilerskiego kunszt:), choćby ze względu na użyte materiały.

Sam wygląda lekko tandetnie, ale byłam zaskoczona, że w połączeniu ze strojem - zyskuje.


Na co dzień dla mnie odpada. Szczególnie latem przy upałach - kiedy praktycznie wszystko na szyi mi przeszkadza i mnie drażni.
Ale na wyjścia - super!
Kosztował $4,29.



Ten naszyjnik jest już dość znany.
Oczywiście nie mam oryginału.
Czarny ze złotymi elementami.
Pasuje do małej czarnej ale też np. do białej koszuli.

Jakość - słaba. Wykonany dość kiepsko.
Nie widać jednak tego gdy go nosimy i prezentuje się ok.
Ale jak zdejmiemy - trzymając w łapce, widać jaka to masówka:)
Na zdjęciach na aukcji prezentował się lepiej niż w rzeczywistości.
Nie odbiega jednak od całej masy biżuterii jaką kupujemy często w sieciówkach w PL.
Cena: $3,99.

 
Plus za to, że jest bardzo lekki i praktycznie nie czuje się go na sobie, a to bardzo lubię.

 
 
Na koniec naszyjnik jaki najbardziej mi się podoba i jestem z niego niezwykle zadowolona.
Lekki, subtelny, wiosenno-letni.
Prezentuje się pięknie z białymi bluzkami i nie tylko.
Zapłaciłam za niego $3,99.


Naprawdę ładnie wykonany. Tu jakość mnie zaskoczyła.
Pasuje na każdy dzień i od święta także.
Przynajmniej do moich strojów:)


Ogólnie z zakupów jestem zadowolona.
Wiadomo, że to nie jakość Apart czy Kruk:)
Ale za takie ceny cudów nie ma co się spodziewać.
Dobrze, że przesyłka jest bezpłatna - bo gdybyśmy mieli płacić jeszcze te koszty - byłoby to mało opłacalne.

Co do całej obsługi sprzedawcy to nadanie błyskawiczne.
Na paczkę czekałam około 7-8 dni.
Wszystko świetnie zapakowane.

Czaję się jeszcze na inne drobnostki.
Ale jak na razie jeszcze się nie zdecydowałam czy je zakupię.

A ostatnio w Rossmann zakupiłam takie kolczyki.





Czasami naprawdę w tych drogeriach kosmetycznych można dorwać całkiem ładną biżu:)

Jestem ciekawa waszych opinii na temat moich zdobyczy.
Dzielcie się śmiało.

A czy Wy kupujecie sztuczną biżuterię w Azji?

Pozdrawiam Was w te upały!
Mam nadzieję, że dajecie radę.

Magda

środa, 1 lutego 2012

Małe zakupy w Rossmann... dla poprawy humoru :)

Możecie wierzyć czy nie ale chyba około 3 m-cy nie byłam w żadnej drogerii czy sklepie kosmetycznym. Nawet w marketach jakoś nie zachodziłam do działu kosmetyków. Nie miałam ani chęci ani nastroju ale głównym powodem jest spory zapas kosmetyków jakie kupiłam jakiś czas temu i tak naprawdę nic nie było mi potrzebne. Sukcesywnie wszystko wykańczam i staram się nic nowego nie kupować bo zapasy naprawdę mam spore…
Cieszę się także, że specjalnie nic mnie nie kusiło więc spokojnie korzystałam z własnych zbiorów bez zbędnego pałętania się po sklepach w poszukiwaniu jakiś tam „nowości”.
Dobra czasem były jakieś zakupy przez Internet :)

W ostatnim czasie byłam także w Londynie i tam zakupiłam parę kosmetyków (naprawdę malutko!
) niedostępnych u nas, więc tym bardziej nic w Polsce jakoś mnie nie nęciło.
Dziś sama siebie zaskoczyłam, że jakoś dziwnie miałam chęć udania się do jakiegoś sklepu kosmetycznego i kupienia sobie…."czegoś" tam bliżej niesprecyzowanego :) Nie wiem może to ten mróz, może lekki spadek formy? Sama nie wiem…
Rossmanna mam najbliżej więc wybór padł na ten sklep.
Z założenia wiedziałam, że nie będą to duże zakupy a pretekstem była także potrzeba zakupienia kilku środków do prania (akurat były w promocji) – mam w tej materii kilka ulubionych właśnie z Rossmanna.

Zakupiłam jak poniżej:

- Szampon Garnier Objętość i Witalność – Drożdze piwne i owoc granatu
* 400 ml – 8,39 PLN (bez żadnej promocji)

- Chusteczki (ręczniki) jednorazowe do twarzy – 2 opakowania

* 30 szt. - 3,99 PLN (w promocji)

- Alterra – olejek do masażu (zamierzam go stosować do włosów) z Migdałami i Papają

* 100 ml – 13,29 PLN (bez żadnej promocji)

- Lirene – krem regenerujący do stóp z 30% zawartością mocznika

* 75 ml – 9,99 PLN (bez żadnej promocji)



Oprócz chusteczek/ręczników - żadnego z kosmetyków nie miałam nigdy wcześniej więc będę testować i dawać znać co i jak.

Szampon Garniera kupiłam ponieważ zachęciła mnie cena w stosunku do pojemności butelki, a do tego dużo pozytywnych opinii. Nota bene mam chyba obecnie w łazience około 7 różnych szamponów do zużycia….starczy chyba dla połowy wojska!

Olejek Alterra – uległam dużemu obecnie bumowi na ten kosmetyk i po 3 m-cach olejowania włosów śmierdzącym olejkiem Sesa (z ogromnym rezultatem na „tak” i „wow”!) postanowiłam dalej olejować włosy, tym razem czymś o ładniejszym zapachu ale tak samo dobrym naturalnym składzie. Będę go używać na zmianę z Vatiką jaką także obecnie testuję. Zobaczymy co z tego wyniknie…


Krem do stóp Lirene – zachęciła mnie duża zawartość mocznika i cena. Zwykle kremy z takim procentem tego składnika są nawet 4-5 krotnie droższe. Poza tym kończy mi się inny krem do stóp (lawendowy z Avon – naprawdę dobry) – więc tu zakup jest zdroworozsądkowy :)

Ręczniki jednorazowe do twarzy – kupuję namiętnie od prawie roku i jak tylko są w promocji robię sobie zapas. W ramach oszczędności zamieniam je czasem na zwykłe ręczniki papierowe o większej grubości i tym samym od dawna inaczej nie osuszam twarzy po umyciu jak tylko jednorazówkami i efekt naprawdę widzę na plus. Polecam – nie tyle te konkretne ręczniki ale ogólnie wycieranie twarzy zwykłymi ręcznikami papierowymi z rolki – ale tymi grubszymi (świetne są takie robione dla Carrefour), cienkie lepią się do twarzy i kota można z nimi dostać.

Używałyście któregoś z tych produktów? Rozczarowanie czy zadowolenie?

Nie dajcie się mrozom! Ja się nie daję i śpię jak cały rok - nadal przy otwartym oknie!
Pozdrawiam
Magda