Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sesa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sesa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 września 2013

Co nowego testuje z kosmetyków?

Od sklepu Helfy.pl, w jakim już nie raz robiłam zakupy, otrzymałam do testów szampon Organicum. Mój to wersja stymulująca do włosów przetłuszczających się. Ma podobno poradzić sobie z wypadaniem włosów, a właśnie dopadł mnie ten kłopot. Więcej o nim poczytacie tu >>.
Użyłam dopiero 2 razy. Nie mogę więc nic o nim treściwego powiedzieć. Po zużyciu butli pojawi się recenzja. Już teraz jednak tylko zdradzę, że ma fenomenalny zapach!

Dodatkowo otrzymałam dwie próbki Sesa. Szampon, który po jednym użyciu bardzo mnie zaciekawił i o dziwo ładnie pachnie. Olejek do włosów jaki dobrze znam i bardzo polecam. Recenzja jest na blogu >>.


Joanna dostarczyła mi do testów kolejne kosmetyki. Cieszą mnie małe pojemności po 100 ml. Będą oczywiście posty z recenzjami.


Z Azji przez eBay zamówiłam dwie rzeczy. Przesyłka doszła w tydzień i była gratis. Sprzedawca dołożyć do paczki próbki balsamu do ciała i serum do twarzy. 


Kolejny raz skusiłam się na peeling do stóp w kwasami - Tony Moly Shiny Foot Peeling Liquid (tu recenzja >>). Tym razem wersja Super, parę groszy droższa (30,04 PLN). Nie specjalnie jednak widzę między nimi jakąś różnicę w działaniu. Z tego co zauważyłam droższa ewentualność ma dodatkowo krem w saszetce i ułatwienie w postaci plasterków na skarpety. I to tyle. Nie ma moim zdaniem za co przepłacać.

  

Drugą rzeczą z Korei jest maska do dłoni - Holika Holika Baby Silky Hand Mask Sheet (15,78 PLN). Ma postać rękawiczek. Jeszcze nie używałam.



W Rossmannie kupiłam płatki peelingujące Cleanic (11,99 PLN/35 szt.). Nie będę ich używać stricte wg przeznaczenia. Na bank nie na całą twarz. Przy mojej skórze to w ogóle nie do pomyślenia. 


Słyszałam jednak, że świetnie nadają się do lekkiego przetarcia skóry nosa, czoła, brody przed aplikacją podkładu, jeśli zmagamy się z suchymi skórkami, zaskórnikami czy widocznością porów. Wypróbuje i dam znać czy dały radę. Jeden płatek z racji sporej wielkości, zamierzam dzielić na 2 lub 3 części. Ekonomia przede wszystkim!:)


Od znajomej dostałam próbkę wody perfumowanej Ferrari Donna. Podoba mi się zapakowanie i grafika w postaci piramidy pokazującej nuty zapachowe. Sama woń jest ładna. Ale nie żebym biegła od razu do sklepu po pełnowymiarowy flakon. 
Nie urzekła mnie tak bardzo. Bardziej na wieczór niż dzień.


Coś Was szczególnie zainteresowało? Może z jakimiś z tych kosmetyków jesteście już za pan brat?

Magda

środa, 22 sierpnia 2012

Zużywam, zużywam....denkuje, denkuje. Kupię czy nie kupię ponownie?

Tak wiem, że denko było u mnie całkiem niedawno. Ale wykańczam ostatnio wszelkie pozaczynane tubki, buteleczki, próbki itp. Koniec gromadzenia!:)

Tak przynajmniej sobie wmawiam....:)

Z moim perfekcjonizmem i miłością do porządku to źle się czuje, jak wiem, że śpię w domu gdzie leżą puste opakowania po czymś tam - czyli powiedzmy sobie wyraźnie ŚMIECI!

Dlatego muszę zrobić kolejne denko i wynieść kosz. Dla spokojnego snu:)

 

Szampon Bioderma Node DS+. Apteczny szampon przeciwłupieżowy.
Nie wiem jak działa na zwykły łupież, bo takiego w zasadzie chyba nigdy nie miałam. Od czasu do czasu jednak cierpię niestety na łupież pstry i ten szampon w pewnej mierze pozwala mi radzić sobie z tym problemem.
Zawsze od 3-4 lat mam go w domu i stosuje głównie profilaktycznie. Świetnie działa na skórę głowy. Do tego włosy po nim super się układają, długo są świeże, a skręt moich loków jest świetny. Zdecydowanie must have.


Kolejny szampon to Yves Rocher Clarifying Shampoo - oczyszczający do włosów przetłuszczających się.
Znakomicie zmywa oleje z włosów. Pięknie pachnie świeżością i wiosenną łąką. Jest z pokrzywy. Nie posiada parabenów. Rzeczywiście włosy długo po jego zastosowaniu są świeże i puszyste. Polecam. Fajny i pewnie jeszcze po niego sięgnę.
Z tej serii świetny też jest szampon do włosów wypadających na bazie łubinu.


Jeszcze jeden szampon Sesa. Naturalny. W połączeniu z olejkiem Sesa naprawdę super działa. Zrobię jego osobną recenzję. Nie pachnie tak nieprzyjemnie jak olejek z tej serii.
Niestety nie jest wydajny. Pojemność jest mała, a cena dość wysoka. Mimo to jest szansa, że jeszcze kiedyś go zakupię do stosowania raz na jakiś czas.


Żel pod prysznic Yves Rocher Jardins du Monde - zapach brazylijskiej kawy. Uwielbiam go. Pachnie rzeczywiście kawą. Wąchałam wiele kawowych specyfików do kąpieli, ale wszystkie były dla mnie bardzo sztuczne albo kwaśne. Ten zapach jest znakomity. Jeśli ktoś oczywiście kocha kawę jak ja:)
Niezwykle wydajny, kremowy. Kochałam go stosować rano. Choć nie każdego dnia, bo łatwo może się znudzić. Zużyłam w sumie pod rząd 2 butelki. Jedną sama kupiłam, a kiedy się kończyła dostałam przypadkiem w prezencie drugą. Teraz mam już przesyt tej woni, ale z całą pewnością kiedyś ponownie znajdzie się z mojej łazience.
Jedyny minus w tych żelach - koszmarne otwieranie. Bardzo nieporęczne.


Krem do rąk Palmer's Olive Butter Formula. Bardzo gęsty jak masło. Zapach oliwek. Dobrze nawilża, wygładza. Raczej do stosowania na noc niż na dzień. Niesamowicie wydajny. Polecam go na zimę i po intensywnych pracach domowych:) Ja stosowałam latem przed pójściem spać i bardzo się sprawdził.

 

Znany wszystkim płyn micelarny Bioderma Sensibio H2O. Dla mnie od ponad 4 lat niezastąpiony. Nic go jeszcze nie pobiło. W koło używam. Zmywam nim makijaż i oczu i twarzy. Do cery naczynkowej nie ma lepszego.


Odżywka do włosów Lush American Cream. Mam do niej mieszane uczucia. Kupiłam małe opakowanie i na całe szczęście. Dużej butli chyba bym nie zdołała zużyć przed końcem ważności. Na początku mi się podobała, potem drażnił mnie jej intensywny zapach. Raz po niej miałam włosy super, raz tragedię. Nie można jej używać za dużo, bo obciąża włosy. Wydajna, nie tania. Nie dawałam rady stosować jej co każde mycie, więc wykańczanie jej trwało wieki. Nie kupię ponownie.


Próbka ujędrniająco-wygładzającego kremu do ciała od Dr Irena Eris Body Art.
Saszetkę dostałam przy okazji jakiś zakupów w Dauglas. Bardzo dobry kosmetyk. Mam jego też pełnowymiarowe opakowanie, jakie otrzymałam na zlocie blogerek w Warszawie.
Niestety kosmetyk nie jest tani i uważam, że spokojnie można go zastąpić tańszymi odpowiednikami.


Krem do rąk Vaseline Healthy Hand & Nail Conditioning. Kupiłam go w Londynie w styczniu. Żałuję, że wzięłam małe opakowanie. Niestety w Polsce nie jest w sprzedaży. Jestem zakochana w tym zapachu. Piękny! Dłonie po nim są gładkie, miękkie, pięknie nawilżone. Ma rzadką konsystencję i wadą jest to, że potrafi wylewać się z tubki. Jest bowiem jak mleczko. Dla mnie to jeden z lepszych kremów do dłoni. Jeśli tylko będę miała taką możliwość na bank go kupię.


Krem do twarzy normalizująco-nawilżający. Yes To Tomatoes Facial Hydrating Lotion. Do skóry mieszanej i tłustej.
Jeden z lepszych kremów do twarzy jakie miałam. W zasadzie nie mam mu nic do zarzucenia. Niestety w Polsce nie jest tani, choć można go dorwać w Sephora na ciekawych promocjach. Ja swój miałam z Izraela. Zrobię jego osobną recenzję. Warty tego by poświęcić mu więcej uwagi.



Caudalie, Vinosource Riche, Crème Anti-Rides Ultra Nourrissante (Ultraodżywczy krem przeciwzmarszczkowy).
Miniaturka. Dostałam przy okazji zakupów na Allegro. Przeznaczony jest do bardzo suchej skóry. Ja takiej nie mam ale przyjemnie mi się go używało na noc. Dobrze nawilża, napina skórę, ale czy to jakaś rewelacja to bym nie powiedziała. Nie zachęcił mnie do zakupu pełnego opakowania, podobnie jak i jego cena.


Liftingująca maseczka pod oczy i na powieki Dermika Lift&Go.
Podwójna saszetka. Bardzo przyjemny produkt. Rzeczywiście liftinguje, ładnie rozświetla, wygładza i ściąga opuchliznę. Rewelacyjna przed jakiś ważnym wyjściem. Pięknie relaksująco pachnie. Minus? Jest jej za dużo w jednej saszetce. Tą ilością można by obdarować chyba z 7-8 osób. Przez to wiele kosmetyku się marnuje, bo nie ma tego jak potem higienicznie przechować. Jakieś wygrzebywanie, przekładanie - to nie dla mnie.
Nie jest to super tani produkt jak na dwa razy, ale polecam raz na jakiś czas.


Dwie próbki kremów.

Eveline biohyaluron 4d krem przeciwzmarszczkowy do cery mieszanej. Na dzień, z kwasem hialuronowym. Całkiem przyjemny, ale po takiej próbce ciężko się przekonać czy bardzo dobry. Nie kupię. Mam swoich ulubieńców i ten bardzo nie kusi.
Farmona - Dermacos Anti-Acne Krem matujący do cery trądzikowej, tłustej i mieszanej. Naprawdę dobrze matuje. Czy działa na tradzik? Nie wiem, bo go nie mam. Także nie zakupię pełnego opakowania. Produkt raczej nie dla mnie.


To jest dopiero dziwny produkt. Kupiłam wieki temu ma promocji w Rossmann. Zestaw ładnie wyglądających róż do kąpieli. Kosztowały około 8-9 PLN. Badziew totalny. Nie robi nic. Myślałam, że może to ładnie pachnie. Nie pachnie w ogóle. No to może będzie barwić wodę i ją zmiękczać? Nic z tych rzeczy. To może choć się pieni? Absolutnie. To się w ogóle w wodzie nie rozpuszcza. Płatki odrywają się tylko i pływają jak takie "gluty" w wodzie. Do tego jak to mięknie staje się jak plastelina i przylepia się do ciała lub ścianek wanny i za nic nie chce zejść. Koszmar!
Dawałam szansę kilka razy, za każdym - porażka. Jedynie co to ładnie ozdabia łazienkę. Jak ktoś lubi oczywiście takie róże:) Ja nie, więc dlatego poszły do kosza. Nie wykończyłam.


Oriflame Swedish Spa Minerals Two-Phase Body Oil Spray. Dwufazowy olejek do ciała w spray'u. Kupiony bardzo dawno temu. Używałam jakiś czas, ale nie przypadł mi do gustu. Nie nawilżał, tylko tłuścił skórę i tyle. Spray często zacinał się. W ogóle olejki dwufazowe to nie dla mnie. Potem o nim zapomniałam, bo poszedł sobie w głąb szafki. Teraz okazał się przeterminowany. Zostało go mało, ale oczywiście idzie do śmieci. Nie polecam.


Na zdjęciu nie widać, ale to pomadka do ust typu Smackers. Smak truskawka + banan.
Bardzo długo mi służyła. Myślałam, że z tymi smackersami to taki bajer tylko. Myliłam się, bo naprawdę świetnie nawilżają, chronią i są znakomite na zimę. Do tego zapach i smak - cudne. Niestety dość szybko napisy ścierają się i pomadka nie wygląda estetycznie.
Mam jeszcze inne smaki i naprawdę polecam.


Bioderma Photoderm Mineral SPF 50+.
Próbka 5 g. Nie zużyłam całej. Poszła do kosza. Dla mnie filtr tragedia. Dobrze, że to darmowa próbka i cieszę się, że mogłam ten krem przetestować gratis. U mnie kompletnie się nie sprawdził. Bieli strasznie i za nic ta biel nie znika. Roluje się, waży. Po około 1 h rozwarstwia się i tworzy placki czy macie na nim makijaż czy nie. W połowie dnia schodził mi ze skóry w postaci "klusek". Poza tym bardzo podkreśla pory i jest niezwykle tłusty. Postanowiłam zużyć go na ciało i to samo, rolował się na rękach koszmarnie. Nie polecam.
Jestem zaskoczona, ponieważ ich inny filtr też 50+, ale nie mineralny - w wersji z kolorem, jest dla mnie najlepszym filtrem do twarzy od około 3-4 lat.


Beauty Formulas Deep Cleansing Nose Pore Strips. O tych paskach na nos napisałam wczoraj recenzję.
Znajdziecie ją tu >>. Ponownie nie kupię.


Alverde - mydło do rąk o zapachu bergamotki. Bardzo niespotykany zapach. Cudowny. Mydło świetne. Niestety u nas marka niedostępna. Ale jeśli uda się kiedyś wypróbuje inne zapachy.


Peeling do ciała Bebeauty - zapach mango. Zużyłam już drugi. Wcześniej był winogronowy. Jak za cenę 5-6 PLN uważam, że produkty ok. U mnie robiły to co trzeba. Nie podrażniły, dobrze starły martwy naskórek. Są ok. Nie są może super wydajne, ale zwykle tego typu produkty tak mają. Zapach z lekka chemiczny, ale mango bardziej mi podpasowało niż winogrona:) Niewykluczone, że jeszcze kiedyś kupię jakiś zapach, choć nie wiem czy jeszcze w Biedronie je znajdę.


Mydło Isana Mango&Orange. Cudne połączenie zapachowe. Bardzo dobre i wydajne. Do tego tanie i często bywa w promocji za ok. 4 PLN/500 ml. Polecam!


Olejek do kąpieli Marion Spa Aromatyczna Kąpiel - Energia. Bardzo przyjemny. Barwi wodę na różowo. Ładnie pachnie, pieni się lekko i zmiękcza wodę. W sumie taki gadżet relaksacyjny. Fajnie jak by był w butelce, bo taka saszetka starcza na jedną kąpiel i nie jest przez to ekonomiczna. Pewnie zimą wrzucę jeszcze inny zapach do koszyka.

Maseczka Marion Spa z ekstraktem z moreli i wiśni - typu Peel Off. Kupiona przez pomyłkę, bo nie stosuję masek tego typu. Nie lubię, a poza tym skóra naczynkowa powinna takich maseczek unikać.
Produkt tani. Nie podrażnił, nie uczulił. Przyjemnie delikatnie pachnie. Wygładził skórę, moim zdaniem lekko oczyścił. Po jednym razie ciężko coś więcej powiedzieć, ale ze względu na formę ponownie po ten kosmetyk nie sięgnę.


Z przyjemnością poczytam Wasze opinie na temat tych kosmetyków, jeśli je używałyście. Jeśli chcecie na temat jakiegoś produktu poczytać bardziej szczegółową recenzję - napiszcie.

Tymczasem pozdrawiam!
Magda

sobota, 12 maja 2012

Leniwa cudna sobota. Dziś cieszy mnie wszystko:)

Cieszy mnie dziś wiele rzeczy.
Mimo, że od rana u mnie pada to jest ciepło i pięknie.

Po długim czasie słońca deszcz jest bardzo potrzebny.
Będzie pięknie zielono!:)

Pod oknem mam mały gaj bzowy i pachnie nim niesamowicie.


Mimo dużego deszczu biegałam dziś rano i czułam się cudnie.
Pokonałam nawet swój rekord czasowy:)
Uwielbiam takie dni kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć i mogę robić to co kocham.

Wczoraj spędziłam miły wieczór w knajpce Mamma Mia na warszawskiej Saskiej Kępie i długo spacerowaliśmy po zakątkach tej dzielnicy.
Wieczór i noc była niesamowicie ciepła - jak w lipcu.

Miałam plan by jechać do Ikea - ale szkoda mi trochę dnia na chodzenie po sklepach.
Obawiam się też tłumów, a wolę tam jeździć kiedy jest mało ludzi.
Może wieczorem jednak się wybiorę...Zobaczymy.


Jak na razie piję włoską kawę z mojej ukochanej filiżanki.


Wstawiłam pranie.
Słucham Leszka Możdzera. Płyta Komeda jest moją ukochaną i gorąco ją polecam każdemu.
Nawet jeśli nie jesteście miłośnikami jazzu.


Cieszę się, że w środę posprzątałam generalnie całe mieszkanie - dzięki temu sobota jest tylko dla mnie:)

Raduje mnie jeszcze inna skromne "zjawisko".
Przybywa mi czytelników bloga.
Wiem, że nie jest ich jeszcze dużo. Ale cieszy mnie każda osoba i każdy komentarz i ślad jaki zostawiacie.
Bardzo Wam za to dziękuję.

Postanowiłam, że jak będzie Was 200 osób - zrobię małe rozdanie.
Kosmetyczne ale nie tylko:)

Zaraz zabieram się za przygotowanie prostego włoskiego obiadu.
Pójdą w ruch zakupy przywiezione z Toskanii.


Czeka mnie jeszcze małe sprzątanie w garderobie...ale nie wiem czy nie przełożę tego na jutro:)

Wieczorem na twarz pójdzie na bank spirulina ze Zrób Sobie Krem.
Potem maska czekoladowa - prezent z Niemiec od Agi - 82Inez.





Na włosy na noc olejek Sesa o jakim pisałam tu >>, a wcześniej kąpiel z dodatkiem ulubionego olejku naturalnego pomarańczowo-cynamonowego.


Na stopy i dłonie masło shea.
Świeczka z Yankee Candle - lewendowo-waniliowa.


 
Lampka wina i lektura książki "Potęga podświadomości" Joseph'a Murphy. Do jakiej co jakiś czas wracam.




Napiszcie koniecznie jak Wy spędzanie tą sobotę?
Leniwie, pracowicie?


A i może coś mi doradzicie?
Poszukuje kilku rzeczy i może mnie nakierujecie?

Marzy mi się miętowa marynarka/żakiet.
Niestety te jakie widziałam do tej pory są - jak mówi moja mama "jak psu z gardła":)
Materiał kiepski, skrojone fatalnie.
Inne niesamowicie drogie. Nie chcę wydawać kroci na marynarkę o kolorze w jakim raczej nie będę chodzić w koło czy cały rok i jaki nie do wszystkiego pasuje.
Może gdzieś widzieliście fajne w tym odcieniu?

Druga sprawa.
Chcę kupić tubę na pędzle.
Coś w stylu takiej jaką ma Sigma.
Byłaby ta od nich ok ale...kosztuje 20$ i prawie 15$ przesyłka. No ludzie!

Wszelkie sugestie i rady w tych tematach mile widziane.

Pozdrawiam Was serdecznie wszystkich i każdego z osobna:)
Magda

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Olejek Sesa do włosow - recenzja. Skuteczny ale śmierdziel:) Moje pozytywne wrażenia po kilku miesiącach naturalnego olejowania włosów

Dziś będzie o moich doświadczeniach z olejkiem do włosów Sesa.


Uwaga dużo tekstu:)

Po moim niedawnym poście z zakupami olejków >> dostałam wiele pytań na temat tego kosmetyku. Dziś zatem recenzja.


Olejek kupiłam w sklepie internetowym www.helfy.pl.
Występuje w dwóch pojemnościach. Ja od razu zdecydowałam się na większą butelkę.
Ceny:
- 90 ml - 25 PLN
- 180 ml - 45 PLN

Butelka 180 ml starczyła mi na około 3,5-4 m-cy.

Wcześniej włosów nigdy nie olejowałam żadnym tego typu produktem.


Co mówi producent?
Ajurwedyjski środek powstrzymujący wypadanie włosów. Stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów.
Eliminuje łupież. 

Receptura olejku pochodzi ze starodawnych ajurwedyjskich pism. Składa się on z 18-tu bogatych w składniki odżywcze ziół, 5 olejków doskonale nawilżających włosy i mleka. Cała receptura przygotowana została według procesu Kshir Pak Vidhi, w którym zbilansowana mieszanka ziół połączona zostaje z mlekiem a następnie aktywowana poprzez 5 olejków.

Olejek jest bogaty w witaminy C i E. Jest to środek powstrzymujący wypadanie włosów, stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów, eliminuje łupież. Regularne używanie oleju powoduje że włosy stają się lśniące i zdrowe a cebulki doskonale odżywione.

Sposób użycia:
Umyj włosy, osusz je delikatnie ręcznikiem. Aplikuj olejek na skórę głowy masując delikatnie opuszkami palców (dobrze sprawdza się aplikacja przy pomocy strzykawki, oczywiście bez użycia igły ;). Idealny byłby 20 minutowy delikatny masaż.
Aplikuj olejek do momentu gdy skóra przestanie go absorbować. Na koniec wmasuj olejek w końcówki włosów i wmasuj go, do momentu, aż przestaną absorbować olejek. Zostaw na całą noc, rano umyj włosy. Stosuj 2-3 razy w tygodniu.
Jeśli włosy są bardzo wysuszone, z łupieżem i skóra głowy swędzi dobrze jest stosować olejek każdego wieczora.
Inną możliwością jest użycie olejku na 2 godziny przed myciem.
Olejek zmywa się łatwo i powinno wystarczyć jednokrotne mycie szamponem.
Olejek może mieć w pokojowej temp. konsystencję stałą ale po delikatnym ogrzaniu pod strumieniem ciepłej wody lub pod wpływem ciepła rąk natychmiast się rozpuszcza. Przechowywanie w ciepłym pomieszczeniu będzie zapobiegało ponownemu zastygnięciu. Chronić przed dostępem światła.
Olejek odpowiedni do wszelkiego rodzaju włosów. Może być używany w okresie ciąży.
Skład:
* Bhrungraj (Eclipta alba) 3%
* Trifala 3% w/v
* Brahmi (Saraswathi) (Centella asiatica) 1% w/v
* Chameli Pan(Chetika) (Jasminum officinale) 1% w/v
* Chanothi (Krishnala) (Abrus precatorius) 0.5% w/v
* Dhaturo(Mahamohi) (Datura metel) 2% w/v
* Elaychi (Sukshma) (Elettaria cardamomum) 0.5% w/v
* Gali pan (kalkeshi) (Indigofera tinctoria) 1.% w/v
* Indravama (Gavakshi) (Citrullus colocynthis) 1.% w/v
* Jatamansi (Tapasvini) (Nardostachys jatamansi) 0.5% w/v
* Karanj Beej (Chirbilvak) (pongamia glabra) 0.5% w/v
* Neem Beej (paribhadra) (Azadirachta Indica) 0.5% w/v
* Mahendi Pan (Henna) (Lawsonia alba) 0.5% w/v
* Mandur (Sinhan) (Ferri peroxi dumrubrum) 4% w/v
* Rasvanthi (Rasgarbh) (Berberis aristala) 0.5% w/v
* Akkal kara (Anacyclus pyrethrum) 0.5% w/v
* Vaj (Jatila) (Aconus Calamus) 0.5% w/v
* Yashti Madhu (Mulethi) (Glycyrrhiza glabra) 0.5 % w/v
* Milk (Dugdha) 10% v/v
* Wheat Germ Oil (Triticum aestivum) 1% Bogate w witaminę E, jako antyoksydant chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV. Zawiera proteiny z ziaren pszenicy.
* Lemon Oil (Citrus medica) 1% Bogate źródło witaminy C i antyoksydantów.
* Nilibhrungandi Oil 8% Wspomaga porost włosów
* Til Oil (Sesamum indicum) 25% (olejek sezamowy) Wzmacnia włosy oraz likwiduje ich wypadanie
* Sugandhit Dravya 2%
* Coconut Oil olejek kokosowy jako baza
Colour : Quinazarine Green SS.


Jakie mam włosy i jaki był mój cel?
Moje włosy są półdługie - mniej więcej lekko za ramiona. Kiedy zaczynałam przygodę z Sesą nigdy wcześniej włosów nie farbowałam. Nie stosowałam trwałej. Nie prostuje włosów, nie stylizuje ich wałkami, prostownicą, szczotką itp.
Zaledwie parę razy na rok używam suszarkę. Głównie włosy suszę na wolnym powietrzu.

Sporadycznie "od święta" stosuje lakier.
Moje włosy są naturalnie rude, obecnie średnio kręcone. Mam dość dużo włosów, ale są cienkie i delikatne. Nie są zniszczone. Nie mam rozdwojonych końcówek. Mają tendencję do lekkiego przesuszania się na końcach i przetłuszczania przy głowie.
Zatem mieszane. Czasem ulegają puszeniu (ale nie zawsze) i wtedy skręt włosów jest nieciekawy.

Moim największym problemem było nadmierne wypadanie włosów. Z dnia na dzień problem się powiększał.
Stosowałam różne pastylki doustne, szampony, ale mimo wszystko wypadanie nadal trwało, a nawet zwiększało się.


Głównie sięgnęłam po Sesę z nadzieją na wzmocnienie włosów, odżywienie ich i zahamowanie wypadania.

Miałam także nadzieję, że olejek nawilży mi włosy by skręt był lepszy i lekko je przyciemni - choć te "zachcianki" były dla mnie drugoplanowe.

Jak stosowałam?
Olejek zawsze nakładałam na umyte i lekko wysuszone w ręczniku włosy. Wcierałam go dokładnie w skórę głowy oraz w całe włosy, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek.
Jeśli zależy Wam na tym, by Sesa pomogła na wypadanie włosów - wcieranie jej w skórę głowy jest bardzo ważne.
Samo nakładanie na włosy w tym przypadku nic nie da. Ważne jest bowiem by olejek dotarł do cebulek.

Po aplikacji czasem nakładałam na głowę turban - taki specjalny zapinany na guzik (na bank kojarzycie:)).
Można także użyć zwykłego ręcznika, choć turban jest praktyczniejszy i łatwiejszy w noszeniu. Zwykle tak "zapakowana" chodziłam jeszcze po domu przed snem.

Bardzo często też zwyczajnie włosy spinałam niedbale klamrą i nic już na nie nie nakładałam.

Z olejkiem szłam spać. Zdarzało się, że kładąc się nie zdejmowała turbanu, ale mimo wszystko w nocy samoistnie go zsuwałam, bo mi przeszkadzał.

Na poduszkę na początku kładłam ręcznik by poszewka się nie pobrudziła. Ale i tak po każdej takiej nocy z Sesą - zarówno ręcznik jak i poszewkę prałam, więc potem ręcznik poszedł w odstawkę. Olejek wcale nie brudzi materiału.
Jedynie niestety zostawia zapach.

Właśnie co z tym słynnym zapachem?
Postrzeganie zapachu jest naprawdę bardzo subiektywną sprawą. Ja uwielbiam orientalne ciężkie zapachy.
Myślałam zatem, że woń tego olejku nie będzie dla mnie okrutna.

Niestety zapach nie jest dla mnie przyjemny. Wręcz bardzo trudny. Niezwykle ciężki, mocny i ja nie wyczuwam w nim w ogóle ukochanego orientu:)
Rzeczywiście jest w nim kadzidło, dużo ziół ale też masa innych zapachów, jakich z niczym nie mogę porównać.
Zapach to dla mnie bardzo duży minus w tym przypadku. Po aplikacji otacza nas wszędzie i na samym początku był dla mnie nie do zniesienia. Trudno go opisać...

Nazwijmy rzeczy po imieniu. Dla mnie Sesa śmierdzi i już!:)

O dziwo pierwszy raz gdy miałam ją na włosach nie było tak źle. Bardzo jednak niemiło wspominam drugą i trzecią aplikację. Głowa zaraz po naniesieniu olejku bolała mnie tragicznie, w ogóle nie mogłam spać, było mi niedobrze i wręcz zbierało mi się na wymioty. Zapach czułam w gardle, na całym ciele, wszędzie. Tak było właśnie przy kolejnych dwóch razach.
Wtedy powiedziałam sobie "Nie kochana nie będziesz się tak męczyć, to jakiś koszmar, nie ma co się tak katować".
Z drugiej strony po trzech użyciach widziałam jak super moje włosy wyglądały. Były puszyste, lśniące, pięknie się układały i kręciły, a do tego były wyraźnie grubsze.

Zrezygnowana odstawiłam produkt na 2 tyg. Potem jednak dramat dwóch nocy:) jakoś mi się zamazał w myślach i postanowiłam, że zrobię kolejne podejście. Nałożyłam olejku o wiele mniej i od tej pory już spokojnie przesypiałam noc.
Nie bolała mnie głowa, nie miałam innych nieprzyjemnych dolegliwości. Choć nie powiem nadal zapach jest dla mnie straszny.

Moim jednak zdaniem wyraźnie podczas tych 2 aplikacji za dużo Sesy nałożyłam.
Głowa i włosy wręcz lepiły się od niej. Zupełnie niepotrzebnie, bo aplikacja w mniejszych ilościach daje równie dobre efekty.
Nie ma potrzeby nakładać Sesy bardzo dużo. Ja głownie skupiałam się potem na skórze głowy i włosach u nasady.
Choć oczywiście wcierałam ją także w końcówki.


Po około miesiącu można powiedzieć, że do zapachu przyzwyczaiłam się - to znaczy zaczął mi coraz mniej przeszkadzać.
Nie jest jednak tak, że go nie wyczuwałam czy stał się przyjemny:) Niestety nadal go nie lubię i nie jest to woń relaksacyjna. Ale już może nie tak drażniąca.

Sposoby na złagodzenie odczuwania tego zapachu?
Starałam się przed aplikacją Sesy brać kąpiel czy prysznic w jakimś żelu czy płynie ładnie pachnącym. Także w  aromatycznych olejkach. Do tego na ciało potem szło masło czy balsam o ulubionym zapachu. Dzięki temu skupiałam się na nim, a nie na zapachu olejku.

Często pomagało także zapalanie świeczek zapachowych. Głównie Yankee Candle, które ubóstwiam.

Dużo daje też spryskanie ciała jakąś mgiełką zapachową. Ja np. używałam z Victoria's Secret. Można także takimi mgiełkami spryskać pościel lub zastosować na ciało ulubioną wodę toaletową czy perfumy.

Tak jak jednak wspominałam wcześniej. Zapach to bardzo indywidualna sprawa. Czytałam, że są osoby co uwielbiają ten zapach i jest dla nich bardzo przyjemny. Zawsze przy tym robię wielkie oczy, ale wiadomo co kto lubi...

Czy łatwo olejek zmyć z włosów?
Ja nie miałam z tym nigdy żadnego problemu. Nie wiem czy to kwestia szamponów jakimi się zmywa, ale za każdym razem Sesę zmywało mi się bardzo sprawnie. Choć zawsze myłam włosy po niej 3 razy, a przed nałożeniem szamponu dość długo i starannie spłukiwałam włosy ciepłą wodą.

Słyszałam, że wiele osób twierdzi, że mimo umycia zapach na włosach zostaje kilka dni. Ja czegoś takiego nie odczułam. Pytałam także innych czy czują ten zapach ode mnie - i nikt tego nie potwierdził.
Do zmywania Sesy używałam przeważnie 2 szamponów, choć nie kupowałam ich specjalnie do tego celu. Zwyczajnie w tym czasie je miałam w domu. Zdarzało mi się użyć także innych. Szczególnie jednak polecam dwa i oba bez parabenów:

- Yves Rocher Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się
oraz

- Yes To Tomatoes Volumizing Shampoo


Świetne szampony nie tylko do zmywania olejów. Wkrótce każdego z nich zrobię recenzję.
Po zmyciu olejku nie stosowałam nigdy już odżywki czy balsamu, maski itp. Włosom pozwalałam naturalnie wyschnąć.
Świetnie się rozczesywały. Nie plątały i były miłe w dotyku.

Jak często stosowałam?
Przez pierwszy miesiąc (odejmując od tego 2 tyg. wspomnianej wcześniej laby) Sesa lądowała u mnie na włosach dwa razy w tygodniu.

Potem raz na tydzień. Przez ostatnie 3 tygodnie kuracji - mniej więcej raz na 10 dni i głównie wynikało to moich wyjazdów, kiedy to nie zabierałam olejku ze sobą, bo nie miałabym jak go stosować.

Jakie wyniki?
Już po pierwszym użyciu włosy były niezwykle miękkie w dotyku. Objętość dwa razy większa. Zero puszenia się, skręt włosów znacząco poprawiony. Poza tym włosy lśniły i bardzo dobrze się układały. Zdecydowanie też dłużej były świeże.

Przy kolejnych razach efekty te pogłębiały się, a włosy zyskiwały na plus. Głównie widziałam, że są super nawilżone, uniesione u nasady i w dotyku jakby grubsze, mięsiste.
Mniej także się przetłuszczały.

Po około 5 zastosowaniach zauważyłam mniejsze wypadanie. Nie była to zmiana drastyczna ale jednak zauważalna.
Wcześniej po prysznicu zbierałam całe garście włosów z brodzika. Teraz było ich mniej.

Po około 2,5 m-ca problem wypadania zupełnie znikł. Oczywiście należy pamiętać, że włosy tracimy każdego dnia i to jest naturalne. Jednak problem nadmiernego i kłopotliwego wypadania skończył się. Sesę jednak stosowałam dalej do końca butli.

Opakowanie skończyłam po około 3,5-4 m-cach. Od prawie miesiąca go nie stosuje. Efekt na włosach nadal się utrzymuje. Kiedy mi się skończył przerzuciłam się na lepiej pachnącą Vatikę i ją stosuje raz na 7-10 dni.
Sesa zdecydowanie przyczyniła się do poprawy kondycji moich włosów. Wypadanie ich zostało zatrzymane.
Włosy stały się gęste, mocniejsze, lśniące, dłużej świeże i super nawilżone. Dzięki niej naprawdę o wiele lepiej się układają, skręt loków jest fantastyczny, a grubość włosa większa. Zyskały także na puszystości i objętości.

Ogólnie są bardzo zdrowe i mój fryzjer także to przyznał zaskoczony czym to osiągnęłam.

Czy Sesa przyciemniła kolor?
Powiem szczerze, że ja tego nie widzę zupełnie. Ale z drugiej strony podczas jej stosowania kilka osób pyto mnie czy nie przyciemniałam włosów farbą, jakąś płukanką lub szamponem.

Nic takiego nie miało miejsca, a to pytanie pojawiało się wiele razy, więc chyba coś w tym musi być. Nawet moja mama mówiła, że mój naturalny kolor jest mocniejszy, jakby pogłębiony.
Osobiście gapiłam się na tą moją fryzurę wiele razy i nie zauważyłam zmiany kolor:) Jedynie na bank włosy mają ładniejszy połysk i to widzę.

Komu polecam?
Generalnie osobom zmagającym się z problemem wypadania włosów.

Także posiadaczką włosów kręconych, jeśli np. macie problem z ich nawilżeniem.
Wszystkim z włosami suchymi ale także przetłuszczającymi się. Sesa bardzo ładnie reguluje łojotek na skórze głowy.
Fryzura przez to jest dłużej świeża.

Moim zdaniem olejek ten może też zaradzić na rozdwajające się końcówki, bo ładnie zamyka łuski włosa. choć sama problemu z końcówkami nie miałam i nie mam.
Sesa będzie wyborna także jeśli macie włosy cienkie, słabe, mało puszyste, fryzura nie układa się albo włos jest matowy.
To świetny produkt na odżywienie włosów i poprawę kondycji skóry głowy.
Znakomity kosmetyk jeśli zależy Wam na tym by włosy rosły szybciej i były gęstsze.

Nie wiem jak sprawdzi się w wypadku bardzo zniszczonych włosów, rozjaśnianych, po trwałej, często farbowanych itp.
Bo takich włosów nie mam. Czuje jednak, że także na te problemy może okazać się pomocna.


Producent także podaje, że Sesa eliminuje łupież. Tego także nie mogę potwierdzić. Łupież miałam chyba raz w życiu lata temu po szamponach z Avon i tyle. Na szczęście kompletnie nie mam do niego skłonności.

Czy po Sesie włosy szybciej rosną i są gęstsze?
Moje włosy generalnie bardzo szybko rosną. Podobnie jak paznokcie:)

Akurat ze mną jest tak, że wolałabym aby rosły wolniej.
W trakcie stosowania olejku i także teraz kiedy go nie nakładam - włosy rosną jak szalone. Poza tym pojawiło mi się na głowie masę nowych małych włosków tzw. baby hair. Nawet moja fryzjerka była w szoku. Jest ich ogrom! Do tego te nowe włosy są bardzo zdrowe i silne.
Nie wiem czy ten szybki porost włosów będzie u każdego, bo jak napisałam u mnie ta szybkość już jest z natury duża, ale z tego co czytałam wiele innych osób też to potwierdza.

Z czym się nie zgadzam, czego nie potwierdzam?
1. Nie mogę zgodzić się z tym, że olejek ma piękny orientalny zapach. Wg mnie ani piękny, ani ładny on nie jest.
Śmierdzi i już!:):)

Ale tak naprawdę to bardzo zazdroszczę tym, którzy tą woń lubią.

2. Producent twierdzi, że wystarczy olejek zmyć jednym myciem szamponu. Nie zgadzam się z tym. Nie tylko nie zmyjemy wtedy zapachu, ale także olejku. Może starczą dwa mycia, ale ja bym jednak zalecała trzy.

3. Wiele osób twierdzi, że olejek jest mało wydajny. Moim zdaniem jeśli butelka jego wystarczyła mi na 4 miesiące to wydajność jest bardzo ok. Nie stosowałam go jednak za każdym myciem. Więc jeśli ktoś tak go używa to oczywiście wystarczy mu na krótszy czas, ale za to wyniki będą szybciej. Wpływ na wydajność ma też długość włosów.

4. Czytam w wielu miejscach, że olejek dziewczyny nakładają na włosy suche, nie umyte a potem rano myją głowę.
Powiem szczerze, że dla mnie ten sposób jest zupełnie nie do przyjęcia. Chyba, że Sesę wcieramy tylko w końcówki, ale nawet wtedy wolałabym włosy umyć.

Przede wszystkim dlatego, że olejek działa głównie na cebulki włosa. Musi zatem być wtarty w skórę głowy. Nie wyobrażam sobie wcierania olejku w skórę z łojotkiem i kurzem jaki zbiera się na naszej głowie każdego dnia. Tym samym cały ten brud wnika wraz z olejem w cebulki...Już na samą myśl o tym wzdrygam się. Ani to estetyczne ani nie służy dobru włosa.
Także nie wyobrażam sobie wcierania olejku we włosy na jakich jest kurz. Włos wtedy zdecydowanie mniej przyjmie składników odżywczych z kosmetyku. Poza tym po umyciu łuski włosa są otwarte, wtedy także absorbują z produktu wszystko co najlepsze.Jeśli więc decydujemy się na stosowanie olejku, poświęcamy na to swoje pieniądze, czas, węch:) to moim zdaniem warto robić to na 100% i zyskać z niego jak najwięcej.

Inne moje rady:
1. Producent zaleca nakładanie Sesy strzykawką. Ja się w to nie bawiłam, choć może to i dobry sposób. Zwyczajnie partiami wylewałam produkt na dłonie i aplikowałam go na skórę wcierając opuszkami palców. Robiłam przez to lekki masaż co pobudza krążenie, ale nie trwało to u mnie 20 min. jak w zaleceniach. Lenistwo niestety brało tu górę:)
Radziłabym także nakładać kosmetyk małymi ilościami po trochu, a nie wylewać od razu na włosy dużej partii.
Przede wszystkim wtedy może za dużo wylać nam się produktu z butelki, a po drugie zapach jest wtedy gorszy do zniesienia.


2. Olejek tak jak podaje producent warto trzymać w ziemnym miejscu. Choć sama butelka nie jest przezroczysta.
Ja do tej rady się stosowałam.


3. Sesa staje się płynna przy wyższych temperaturach. Normalnie ma postać stałą. Przed aplikacją należy postawić butelkę w ciepłe miejsce np. koło kaloryfera lub najlepiej i najszybciej włożyć butelkę do kubka z gorącą wodą.
Rozpuszcza się błyskawicznie.

Kilka słów już naprawdę na koniec:)
Olejek polecam bardzo. Powiem szczerze, że żadna odżywka, maska czy inny produkt nie sprawił by kondycja moich włosów była tak rewelacyjna. Do tego zyskują na wyglądzie. Produkt działa kompleksowo.
Bardzo jednak ważna jest systematyczność i nie oczekiwanie rezultatów od razu po kilku razach.

Do tego kosmetyk jest naturalny, żadne tam sztuczne silikony, które tylko nas oszukują i dają złudzenie zdrowych włosów. Skład jest świetny!

Może wydawać się, że olejowanie w ten sposób włosów to strasznie żmudna i czasochłonna praca.
Dla mnie zupełnie nie. Nakładanie olejku na włosy jest szybkie i sprawne. Mycie rano głowy akurat dla mnie nie jest żadnym problemem, gdyż wcześniej też często tak robiłam. Dla mnie to bardzo relaksacyjne i od rana pobudzające do działania.
Całej kuracji nie odczułam jako męki. Poza może tym zapachem....
Rezultaty jednak warte są tych małych niedogodności.

A skoro kupiłam drugą butlę i zamierzam po majówce zacząć ponowne stosowanie to znaczy, że ten smród mnie nie złamał:)
Tym razem dokupiłam też szampon Sesa i inny olejek Vatika: migdały+kokos. O tych zakupach pisałam tu >>

Jeśli mycie włosów rano jest w waszym przypadku niemożliwe. Zawsze możecie używać Sesy np. w weekend kiedy następnego dnia nie musicie bardzo wcześnie wstawać i się spieszyć. Rozwiązaniem jest też aplikacja wczesnym wieczorem na 2-3 h lub dłużej i zmywanie przed snem.

Obecnie stosuje Vatikę: kokos+limonka - ale uważam, że Sesa pod względem działania jest lepsza. Choć Vatika to także dobry produkt i przede wszystkim ma inny zapach. Za jakiś czas także doczeka się recenzji.


Zaznaczę także, że podczas stosowania Sesy nie używałam żadnych suplementów diety na włosy. Poza tranem jaki biorę cały rok. W dni kiedy myłam włosy, ale nie olejowałam ich nakładałam po myciu inne odżywki jakie akurat wtedy posiadałam (także z silikonami). Były one naprawdę różne, trzymałam je na włosach góra 3 minuty i miały głównie pomóc w rozczesaniu włosów i relaksie zapachowym. Najczęściej padało na ukochaną od długiego czasu maskę mleczną Mila o jakiej pisałam w tym poście >>
Podsumowując z Sesy i generalnie olejowania włosów jestem bardzo zadowolona.
Widzę, że ten naturalny sposób im służy.
Kupiłam także jakiś czas temu olejek z Alterry (migdały i papaja) i kilka razy zastosowałam na włosy ale jednak po Sesie i Vatice widzę lepsze efekty nawet czysto wizualne. Choć nie uważam, że ten produkt jest zły.


Ufff. Jeśli dobrneliście do końca - jestem z Was dumna. Z siebie też:)
Chciałam dokładnie wszystko opisać i stąd te kilometry posta....

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania - chętnie odpowiem.

O mojej walce z wypadaniem włosów możecie także poczytać w tym poście >>. Zapraszam.

Udanego tygodnia dla każdego z Was!
Magda