Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nivea Double Effect. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nivea Double Effect. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2013

Prezenty kosmetyczne z UK.

Prowadzenie bloga otwiera możliwości poznawania wielu wspaniałych ludzi. Tak np. poznałam Wiolę. Od czytelniczki stała się moją koleżanką. Zaskoczyło mnie, że w tak wielu sprawach myślimy podobnie i na wiele tematów mamy identyczne spojrzenie. Wiola to ciepła i wrażliwa osoba. Przy tym równa babka, z którą można konie kraść! Bez zadęcia, naturalnie szczera...Mało jest takich kobiet. Mieszka w UK, więc nie mamy możliwości widywać się często. Szkoda:( Ostatnio podczas jej wizyty w Polsce, przegadałyśmy bite 4 godziny w warszawskiej knajpce Między Słowami i pewnie mogłybyśmy siedzieć tam jeszcze drugie tyle, gdyby nie zamykali lokalu. Wychodziłyśmy jako ostatnie:)

Wiola zaskoczyła mnie prezentami z UK w cudownej torbie z sową. Czy ta sówka nie jest słodka?

    

Wewnątrz znalazłam NIP + FAB Mango Smoothie Dry Skin Fix Body Butter oraz żel myjąco-peelingujący do ciała I Love Strawberries&Cream. Masła do ciała jeszcze nie otwierałam. Kocham wszystko co z mango, więc powinno mi się spodobać. Mam już pistacjowe z tej serii i pachnie obłędnie!
Żel już raz poszedł w ruch. Pachnie ładnie, delikatnie peelinguje, chyba nie będzie zbyt wydajny, ale to miły gadżet.


Bibułki matujące Kleenex Shine Absorbing Sheets. Akurat skończyły mi się poprzednie tego typu, więc te są jak znalazł. Mają świetne opakowanie, inne i bardzo praktyczne. Kiedyś przedstawię je Wam bliżej. Bardzo dobry produkt.
Jest też coś z kolorówki - paletka cieni MUA.


MUA Ever After - Matte Palette. Idealna dla mnie. Cała matowa czyli coś co kocham najbardziej. Kolory znakomite.

    

Wiola wiedziała, że uwielbiam ten żel pod prysznic - Nivea Double Effect. Jest ze mną od 4 lat i nigdy mi się nie znudził. Kocham go za zapach i fakt, że żaden inny kosmetyk nie służy mi do golenia tak dobrze jak on. W tym miejscu >> znajdziecie jego pełną recenzję. W Polsce został wycofany, ale w innych krajach Europy jest. 

  
Dodatkowo całkiem niedawno od stałej czytelniczki Natalii, która również prowadzi bloga, otrzymałam 4 butelkę tego żelu. Teraz zapas mam niezły:)
  Dziękuję za podarunki!

Pozdrawiam Was ciepło!
Magda

wtorek, 25 września 2012

Nivea Double Effect - żel pod prysznic ułatwiający golenie. Ze mną od 3 lat, a Nivea go wycofuje:(

Pierwszy raz kupiłam ten żel jakieś 3 lata temu. Do tej pory mi się nie znudził i przez cały ten czas stale gości w mojej łazience. To mój must have.


Zużyłam wiele butelek. Nie jestem nawet w stanie zliczyć ile. Rzadko, który kosmetyk jest ze mną tyle czasu, więc to o czymś świadczy:)

Dla mnie to najlepszy produkt ułatwiający golenie. Pobił wszelkie pianki i inne żele przeznaczone konkretnie w tym celu.

Przez 3 lata tylko raz zwabiona sporymi zachętami na YT, kupiłam piankę Isana. Miała pachnieć cudnie brzoskwiniami. Niestety dla mnie to czysto chemiczny zapach, totalnie nie przypominający owego owocu. Do tego zbyt gęsta konsystencja, jakby kleista i generalnie serca nie podbiła. Do żelu Nivea wg mnie jej daleko. Użyłam kilka razy, stoi i się nudzi...
Zdrada zatem została dokonana tylko raz. Potem już nigdy nic kosmetycznego do golenia mnie nie zainteresowało.

Nivea Double Effect to żel pod prysznic, który spełnia rolę tradycyjnego produktu do mycia ciała. Dodatkowo natomiast ułatwia golenie. Cenię go za te dwie funkcje. Ma fajną konsystencję - nie za rzadką, nie za gęstą. Taką akurat. Jest perłowo-biały.



Myje świetnie i dokładnie. Bardzo dobrze się pieni, przez co jest wydajny. Wytwarza przyjemną specyficzną pianę na powierzchni skóry + jakby silikonową śliską powłokę, po której maszynka do golenia wręcz płynie.
Kosmetyk ten sprawił, że depilacja przez golenie stała się całkiem przyjemna. Wcześniej czynności ten nie znosiłam!
Zero podrażnień, zacięcia. Niezwykle łagodny, a przy tym skuteczny. Prosta bezproblemowa i szybka aplikacja. Produktu potrzeba naprawdę bardzo niewiele, by pozbyć się włosów na nogach czy np. pod pachami lub w okolicach bikini. Dodatkowo nie lepi się, nie mazia i spłukuje w sekundę.

Nie przepadam za piankami, ponieważ zwykle źle się wyciskają i kiepsko nakładają.
Babrania z nimi za dużo. Są mało wydajne, lepkie, czasochłonne i jakoś tak zawsze chemicznie pachną.



Żel Nivea Double Effect pachnie wybornie! Kocham ten zapach. Połączenie passiflory i olejku z awokado. Nigdzie indziej nie spotkałam się taką wonią. Przez tyle lat nigdy mi się nie znudziła. Jest relaksująca, kojarzy mi się z drogimi dobrymi perfumami. Jednak nie przytłacza i nie czuje w nim w ogóle sztuczności. Wszędzie poszukuje tego zapachu, ale jak na razie bezskutecznie.



Kosmetyk uwielbiam stosować pod prysznicem nawet wtedy, gdy akurat nie dokonuje depilacji. Skóra po nim jest świetnie nawilżona. Jeśli tylko nie macie bardzo suchej skóry, to nawet nie potrzeba stosować balsamu/masła/olejku po kąpieli.

Zawsze po goleniu moje nogi były podrażnione. Dzięki temu produktowi nie mam żadnych zaczerwienień, dziwnych kropek, krostek itp. Skóra jest miękka, gładka, delikatna i bardzo przyjemna w dotyku. Lubię oczywiście nanieść potem balsam specjalny po goleniu. Mój faworyt od lat to Oriflame Silk & Smooth, After Depilation Soothing Lotion. Natomiast nawet jeśli go nie użyję skóra po samym Nivea i tak wygląda świetnie.

Przypadł mi do gustu także dlatego, że cenię sobie produkty uniwersalne. Dla osób zabieganych jest idealny. Nie trzeba kupować dwóch różnych specyfików osobno do mycia i do golenia. Za jednym zamachem błyskawicznie załatwiamy dwa tematy. Znakomicie sprawdza się na wakacjach, wyjazdach itp. Do tej pory był też bardzo łatwo dostępny, praktycznie w każdej drogerii, markecie itp.

Opakowanie - bardzo poręczne. Dobrze leży w dłoni. Nie wyślizguje się. Łatwo się otwiera i dozuje. Pojemność to 250 ml i jest ważny 12 m-cy od otwarcia.

 

Jeśli tylko golenie jest dla Was udręką to myślę, że powinnyście spróbować tego produktu. Mi on bardzo ułatwił życie.
Dużo oczywiście zależy od maszynki, ale myślę, że taki żel także może znacznie podnieść komfort tej czynności.
Wspomnę tylko, że ja od 2 lat używam męskiej golarki Gillette Power Fussion. Polecam ją gorącą i niedługo także zrobię jej recenzję.

Na koniec zła informacja:( Dziś oficjalnie dowiedziałam się, że marka Nivea postanowiła wycofać ten żel ze swojej oferty. Już od jakiegoś czasu miałam problem z jego dostaniem, ale zawsze jednak gdzieś go w końcu znajdowałam i wtedy kupowałam zapas. Cena zwykle kształtowała się od 8 PLN w promocji do 11 PLN w normalnej sprzedaży.

Przyznam, że czasem totalnie nie rozumiem działań firm kosmetycznych. Wiele produktów naprawdę dobrych i cenionych znika z oferty. Z tego co wiem, to ten kosmetyk był lubiany nie tylko przeze mnie. Kilka razy np. pytałam o niego w Tesco, Rossmanie i innych sklepach i panie sprzedawczynie mówiły, że w koło kobiety go szukają. Poza tym inne firmy z tego co się orientuje, nie mają w swojej gamie tego typu kosmetyku. Tym bardziej droga Niveo warto byłoby z niego nie rezygnować!

Ponarzekałam sobie i tyle mojego. Jedynie cieszę się z tego, że jakiś miesiąc temu w delikatesach niedaleko mojego domu znalazłam ten żel i wzięłam wszystkie 3 butelki jakie stały na półce. Kosztował ok. 7 PLN. Datę ważności oczywiście sprawdziłam:) Tym samym aktualnie mam 3,5 butelki na stanie i będę go oszczędzać tylko do kąpieli z goleniem:)

Jeśli tylko spotkacie jeszcze gdzieś ten produkt to zachęcam do kupienia.

Mam cichą nadzieję, że może jednak Nivea z czasem wróci do produkcji tego żelu albo stworzy inny zapach, ale o takich samych właściwościach.

Jak ktoś zna może innej marki żel ułatwiający golenie to chętnie się dowiem. Sama bowiem nie spotkałam.

Macie swoje ukochane produkty do golenia lub każde inne jakie są z Wami niezmiennie od wielu lat?
Magda

piątek, 14 września 2012

Denko. Do czego wrócę, a do czego nie.

Zapowiedziane u mnie kolejne denko. Nie przedłużając, lecimy...:)



Mydło Balea o zapachu malin. Cudne. Idealne! Jeszcze nie do końca zużyłam. Przelałam do dozownika na umywalce i nadal mam. Zapach obłędny!


Greenland Body Lotion. Zapach mleczka kokosowego i limonki.
Kupiłam małe opakowanie 100 ml. Nie jest tani jak na pojemność i wydajność. Produkt naturalny. Nawilża ok, ale bez rewelacji. Woń przyjemna, choć były dni kiedy mnie drażniła. Produkt dobry ale nie zachwycający. Świetne opakowanie z pompką i tłokiem. Widzimy ile kosmetyku nam zostało. Cena nie zachęca. Nie kupię więcej.


 Miniaturka szamponu nawilżającego Alterra Granat i Aloes. Wiem, że cała masa kobiet się nim zachwyca. Skład super. Mnie jakoś jednak nie przekonał. Nie mam zniszczonych czy bardzo suchych włosów, więc nie wiem jak na takie podziała. Jednak u mnie z tym nawilżeniem przy jego używaniu było cienko. Nie lubię też jego zapachu, choć można się przyzwyczaić. Wiadomo, że skoro bez SLS też kiepsko się pieni i plącze włosy. U mnie robił to okrutnie. Raczej go nie kupię ponownie.



Żel Avene do mycia twarzy - Cleanance. Miniaturka z Glossy Box. Bardzo fajny. Dobrze zmywa, nie podrażnia. Wydajny.
Ale żelu z Vichy nie pobija.

 

Serum Ideal Skin na naczynka z Bielendy
. Kupiłam w celu stosowania pod niebieską maskę algową tej marki. Maskę uwielbiam i stosuje od lat. To serum mnie nie przekonało. Nie widziałam jakiś większych rezultatów. Nie polecam.



Próbka szamponu Floslek ElastaBion T. Przeznaczony dla osób cierpiących na łupież pstry. Przyznam, że raz w roku dopada mnie ta dolegliwość na 2-3 tyg. Niestety po takiej jednej próbce ciężko ocenić skuteczność. Włosy po umyciu nim były ok, ale mam już sprawdzone środki w tym temacie, więc raczej nie kupię pełnego opakowania.


Kolejna próbka z Floslek. Tym razem regenerujący żel do higieny intymnej. Zużyłam go na raz. Był w porządku. Niewykluczone, że kiedyś go kupię.


Próbki gratisowe:
- Sea of Life - Mineral Butter - masło do ciała na bazie minerałów z Morza Martwego. Piękny zapach, super nawilża i szybko się wchłania. Bardzo dobry produkt. Z tego co się orientuje dostępny w PL tylko online.

- Mineral Flowers - balsam do ciała. Także bardzo przyjemny i mogę dać mu same plusy. Jest chyba dostępny w Sephora, ale głowy nie dam.

- John Masters Organics Blood Orange & Vanilla Body Milk - mleczko do ciała. Zniewala zapachem, świetnie nawilża, wtapia się w skórę w mgnieniu oka. Niestety nie należy do tanich:(

- Ziaja Pomarańczowe Mydło do ciała - bardzo lubię ten produkt. Dwa razy miałam już pełną butelkę. Tanie, bardzo energetyczne i przyjemne w użyciu pod prysznicem, a do tego wydajne.


Nivea Double Effect
- Żel pod prysznic ułatwiający golenie. Dla mnie od ponad 2 lat KWC. Kupuje stale. Odkąd go znam depilacja przez golenie jest o wiele przyjemniejsza i szybsza. Niezastąpiony. Wszelkie żele czy pianki wyciskane mogą się schować. Dla mnie najlepszy, a do tego jego zapach jest moim ukochanym i nigdy się nie nudzi.


Miniaturki kremów L'occitane otrzymane w Glossy Box. Krem do rąk i krem do stóp. Produkty w porządku, wydajne, ale żeby to było jakieś wielkie WOW? Tego bym nie powiedziała. Trochę nie rozumiem zachwytów nad nimi. Za taką cenę spodziewałam się więcej. Cieszę się, że przetestowałam, ale pełne opakowania mnie zupełnie nie kuszą. Do tego dziwnie pachną...:(


Miniaturka kremu Caudalie. Vinoperfect Night Correcting Cream. Przyjemnie mi się go używało, ale krem raczej nie dla mnie. Nie wiedziałam jakiś wielkich efektów, a do tanich nie należy. Nie kupię pełnego opakowania.



John Masters Organics Jojoba & Ginseng Exfoliating Face Cleanser. Duże zaskoczenie. Znakomity żel do mycia twarzy. Skuteczny ale łagodny. Skóra po nim jest świetnie nawilżona, oczyszczona, gładka i super miękka w dotyku. Jedynie zapach...nie wiem co z nim jest, ale jednego dnia go uwielbiałam, drugiego mnie drażnił. Myślę o zakupie pełnej butli ale to pewnie za spory czas. Niestety cena z lekka przeraża. Z tego co się orientowałam kosztuje około 120 PLN/118 ml. Mało to nie jest. Ale kusi, ponieważ jest bardzo wydajny. Próbka 5 ml starczyła mi na kilka razy.



Trzy produkty Oriflame. Żadnego nie skończyłam do końca. Poszły do śmieci, bo minął termin ważności. Żadnego nie polecam. Dla mnie buble. Kupiłam dawno temu na promocji za jakieś grosze, ale mimo wszystko kasa w błoto.

- Oriflame Tomato Clay Mask - maska do twarzy. Szczypała, nie robiła nic, kiepsko się zmywała. Nawet zapach do niczego.

- Oriflame Algae Gel Mask - żelowa algowa maska do twarzy. Zwykle wszelkie algowe kosmetyki świetnie się u mnie sprawdzają. Mam wrażenie, że ten kosmetyk alg nawet nie widział. Podobnie jak maska pomidorowa ta także robiła wielkie nic. Oblepiała twarz niemiłosiernie i zmycie jej było koszmarem.

- Oriflame Pure Skin Rapid Action Cream SOS - krem punktowy na wypryski. Może i lekko przysuszał krostki, ale bez szału. Zdecydowanie olejek herbaciany i pasta cynkowa pobijają ten produkt.



Tonik z kwasem BHA 2% - Biochemia Urody. Znakomity! Dawno już go skończyłam, ale buteleczka zawieruszyła mi się w przepastnej szafie łazienki. Produkt bardzo pomógł mi w walce z tłustą skórą. Trzeba jednak mądrze go używać i z rozwagą. Z całą pewnością jeszcze go kupię. Planuje napisać o nim post.




Eveline Slim Extreme 3D Push-Up. Balsam do biustu. Tu akurat miałam gratisową miniaturkę. Mam jednak też duże opakowanie i towarzyszy mi ten kosmetyk od wielu lat. Bardzo go lubię. Wydajny, tani. Zapach obłędny. Ładnie nawilża, ujędrnia, ale żeby powiększał biust...wiadomo bajki:)




Żel pod prysznic Dove. Zapach ogórka i zielonej herbaty. Duża butla 500 ml była ze mną praktycznie całe lato. Na upały wyborny. Super się pieni, odświeża, ekstra konsystencja i wydajność. Za rok przy wysokich temperaturach pewnie do niego wrócę.


Lierac Mesolift Creme. Miniaturka otrzymana w Glossy Box.
Na początku kremem byłam zachwycona, planowałam nawet z czasem kupić pełne opakowanie. Pięknie rozświetla, jest lekki, ma dobry skład. Po 2-3 tyg. używania jednak dostałam od niego mega uczulenia. Na twarzy miałam prawdziwy pożar. Szczypanie, buzia jakbym włożyła ją do piekarnika na 200 stopni. Dramat. Sprawdziłam i to na bank ten krem. Dobrze, że nie kupiłam, bo cena wysoka. Resztkę zużyłam na łydki:) Tu mnie nic nie podrażniło.



Lirene Peptydowa Maska Liftingująca Samowchłaniająca. Bardzo lubię te maski, ale ta choć ok jakoś mnie nie zachwyciła. Uniesienie owalu twarzy to oczywiście ściema:)
Choć skóra jest bardzo ładnie nawilżona i wygładzona. Moja jednak ulubiona z tej serii to antystresowa.




Lawendowy krem do stóp BeBeauty z Biedronki. Bardzo przyjemny. Tani i spełnia swoje zadanie. Nie poradzi sobie z jakimiś wielkimi problemami na stopach, ale przy regularnym stosowaniu naprawdę jest przydatny. Pobija wiele innych droższych kremów tego rodzaju. Z całą pewnością jeszcze go kupię.

Peeling do stóp Avon Foot Works. Zapach Mojito. Koło Mojito to nawet nie stało. Nie pachnie wcale, a tego oczekiwałam. Bardzo słaby jak na ścieranie naskórka na stopach. Taki gadżet. Nie szkodzi, ale też nic nie robi. Dla mnie za słaby. Nie polecam.



Tajemniczy produkt, co nie?:) Wszelkie napisy się starły do cna. Jest to opakowanie po wazelinie w sztyfcie. Zapach zielonego jabłuszka. Dostałam jako gratis do zakupów na Allegro. Nie pamiętam marki. Używałam na noc na usta i naprawdę była bardzo fajna.




Soraya Balsam do opalania SPF 60. Kupuje go co roku. Jest dla dzieci, ale u mnie sprawdza się wybornie przy dużych upałach. Na żagle dla mnie konieczność! Wodoodporny, ładnie pachnie. Nie tłuści nieprzyjemnie i stosunkowo mało bieli skórę. Do tego cena przystępna. Nie zamieniam na nic innego. Spokojnie też można go stosować na twarz.


Naturalny olejek z drzewa herbacianego. Jest ze mną zawsze. Moją recenzję tego cuda znajdziecie tu >>.



Oxedermil Krem do twarzy Hydronawilżająca formuła z 5% mocznikiem. Świetny krem. Polecam szczególnie wrażliwcom i osobom z suchą lub odwodnioną skórą. Znakomity przy kuracjach antytrądzikowych. Na blogu znajdziecie w tym miejscu >> jego recenzję.




Mam nadzieję, że choć trochę post o tej tematyce był dla Was przydatny.
Napiszcie czy znacie te kosmetyki i jak Wasze opinie.

Dziś piątek! Huraaaa:)
Magda